Masz chęć na romans? Szukasz wrażeń? Opowiem ci, co potem się z tobą stanie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 listopada 2017
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Jesteś tak cholernie nieszczęśliwa i rozżalona. Bo przecież inaczej sobie to wspólne życie wyobrażałaś. Wy mieliście nie popaść w rutynę. Jeszcze niedawno przecież świata poza sobą nie widzieliście. Planowaliście, świętowaliście, wychodziliście. Kochaliście się. Namiętnie. Przez całą noc. Wam miało się przecież udać. Ale on się zmienił, ty się zmieniłaś. Rzeczywistość się zmieniła. Problemy przytłaczają, niespełnione pragnienia dobijają. Znam to. Chcesz czegoś więcej od życia i jesteś o krok, by po to sięgnąć, ale wahasz się. Ja pomogę ci podjąć decyzję. Ja już swoje życie schrzaniłam.

U mnie zaczęło się to równie niewinnie. Miłość, ślub, dziecko, praca. Proza życia, zmęczenie, problemy finansowe, ciągłe niezadowolenie. Ja po urodzeniu dziecka nie czułam się już piękną kobietą, on zmęczony utrzymywaniem rodziny, wolał wieczorami grać i oglądać seriale. Często zasypiał na kanapie. Na początku przenosił się do sypialni, potem już rzadziej. Kłótnie o mój spadek libido, kłótnie o jego brudne skarpetki. Wiesz, o czym mówię, bo dobrze znasz te sprzeczki. On nie pomaga w domu i przy dziecku, ty w jego oczach stałaś się zimną suką, tudzież Matką Polką z uwieszonym przy nodze bachorem.

Któregoś dnia dociera do ciebie, że ty tak nie chcesz. Że nie tak to miało być. Że jesteś fajna, piękna i mądra. Że zasługujesz na adorację, prezenty, sprośne smsy i gorący seks. Nie jesteś przecież tylko matką. Jesteś kobietą! I to jaką kobietą! Wyzwoloną, pewną siebie, atrakcyjną. Ten frajer, z którym się związałaś, po prostu tego nie zauważa. Nie docenia, jaką kobietę ma u boku. Myśli, że jak raz zdobył, to już się nie musi starać. O nie, kochanieńki, tak nie będzie.

Nie wiem, czy już masz kogoś na oku. Ja miałam. Taki tam kolega, z którym czasem pisałam na Facebooku. Poznaliśmy się w poprzedniej pracy. Często żaliłam mu się, że jestem niezadowolona z małżeństwa i macierzyństwa. Zawsze miał czas, żeby mnie wysłuchać. Doradzał. Nigdy nie nastawiał mnie przeciwko mojemu mężowi, choć zawsze jakaś tam chemia między nami była. Któregoś dnia zaproponował kawę. Poszłam. Mąż wiedział z kim się spotykam i gdzie będę. Nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Wtedy jeszcze nie.

Pogadaliśmy. Było miło. Czułam się tak, jak kiedyś – atrakcyjna, zabawna, nieco tajemnicza. Nie, to nie była randka.

Po tym spotkaniu zaczęliśmy pisać częściej i byliśmy bardziej otwarci. To nie był żaden flirt. Rozmawialiśmy o programach telewizyjnych, o ciekawych książkach, o kuchni włoskiej, którą oboje uwielbialiśmy, o wysokich rachunkach za wodę, o różnicach między kobietami i mężczyznami. Bardzo lubiłam te nasze rozmowy.

A w domu? W domu dalej było to samo, choć już tak bardzo mnie to nie uwierało, bo miałam swoją odskocznię. Sekretny świat, w którym kogoś interesowało, jak minął mi dzień i co ciekawego dziś zrobiłam, przeczytałam czy usłyszałam.

Dwa miesiące później zaprosił mnie do siebie na obiad. Miał zrobić lasagne, którą tak uwielbiam. Mówił, że to jego popisowe danie. A co w tym złego? – pomyślałam. Zwykły obiad u znajomego. Powiedziałam mężowi z kim się umówiłam. Nie dodałam jednak, że to nie jest obiad na mieście.

Seks? Zdrada? Absolutnie. Co najwyżej delikatny flirt.

Ale ogoliłam nogi. Założyłam fajną bieliznę.

Lasagne nie jadłam. Zaczęliśmy się całować tuż za drzwiami. Pamiętam tylko, że co chwilę powtarzałam „przestań, nie mogę”, ale raczej nie brzmiałam wiarygodnie. Chyba chciałam oszukać samą siebie. Sądziłam, że moralnie zniosę to lepiej, jeśli będę się na pokaz opierać. Powtarzałam to wtedy, gdy brał mnie od tyłu przy stole i potem, gdy rzucił mnie na łóżko. Nawet wtedy, gdy na nim siedziałam, szeptałam „co my robimy”. Było naprawdę cudownie, choć nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli. Chwilę później poprosiłam, żeby mnie odwiózł.

W samochodzie milczałam. Byłam przerażona. On zaczął mówić, że mnie kocha. I to od dawna. A mi chciało się płakać. Bardzo się bałam, że wszystko wyjdzie na jaw, że mój mąż się zorientuje. Przecież czekał na mnie w domu. Nie było mnie raptem półtorej godziny. Ale… wokół ust miałam zaczerwienioną skórę od jego zarostu. I na pewno pachniałam innym facetem.

Zauważył zaczerwienienie, ale wytłumaczyłam się panującym mrozem (była wtedy ostra zima). Nie przywitałam się z nim, szybko poszłam do łazienki. Nie myłam się, bo to byłoby podejrzane. Poczekałam do wieczora. W wannie leżałam godzinę, długo myślałam. Czułam do siebie obrzydzenie. Ale jeszcze bardziej bałam się, że wszystko się wyda. Że może mój kochanek zrobił to dla żartu? Że może o wszystkim po prostu powie mojemu mężowi. Po co? Nie wiem. Strach mnie paraliżował. Jednego byłam pewna – to już nie może się powtórzyć.

Mój mąż wyczuł, że myślami jestem gdzieś daleko. Żeby sprowadzić mnie na ziemię, zaczął nalegać na seks. Zgodziłam się, żeby nie wzbudzać jeszcze większych podejrzeń. Dokładnie to pamiętam. Leżałam na plecach, a on rytmicznie we mnie wchodził. Tak jak zawsze. Tak jak przez ostatnie pięć lat to robił. A ja patrzyłam tępo w sufit. Czułam do siebie ogromne obrzydzenie. Do niego też. Bo cztery godziny wcześniej był we mnie inny facet. Miałam wrażenie, że mój mąż poczuł zagrożenie. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, chciał mnie przelecieć, żeby upewnić mnie, że jestem jego. A ja tylko wpatrywałam się w sufit i nie mogłam uwierzyć, co zrobiłam. Potem znów dokładnie się umyłam.

To był jeden z naszych ostatnich seksów. Potem wszystko szybko się posypało. Nigdy nie dowiedział się, co zrobiłam, ale ja nie potrafiłam już spojrzeć mu w oczy. Były kłótnie, ciche dni. Tak minął rok. W tym czasie intensywnie próbował kontaktować się ze mną facet, z którym poszłam do łóżka. Wyjaśniłam mu, że żałuję tego, co się stało i nie chcę dalej utrzymywać tej znajomości. Mniej więcej rok po tym zdarzeniu mąż się wyprowadził.

Od czterech lat jestem po rozwodzie. Od dwóch na terapii.

Może należysz do tych kobiet, które potrafią zdradzić i przejść nad tym do porządku dziennego. Może będziesz to wspominać jako swoje najlepsze doświadczenie seksualne. Może sięgniesz po więcej. Może będziesz zdradzać już zawsze, niezależnie od tego, z kim się zwiążesz. Nie wiesz, dopóki nie spróbujesz.

Ale uważaj, bo może się okazać, że jesteś tak słaba psychicznie jak ja. Wyrzuty sumienia mogą cię zżerać latami. Może też skończyć się tak jak u mnie – brakiem zaufania w związku. To zabawne, że choć nikt mnie nigdy nie zdradził, boję się, że tak się stanie. Skoro ja zrobiłam coś złego, dlaczego ktoś inny nie miałby potraktować mnie podobnie? Jak zaufać? Przecież mi też ktoś ufał. Ja też obiecywałam miłość. Przysięgałam przed Bogiem.

Od czterech lat nie udało mi się zbudować żadnej, poważniejszej relacji, choć podejmowałam takie próby trzykrotnie.

Karma wraca i tego się boję.


Kolejne dziecko tuż przed 40-tką? Nie, dziękuję, jest mi dobrze z tą wygodą, którą teraz mam

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2017
Fot. iStock/miodrag ignjatovic
Fot. iStock/miodrag ignjatovic
 

Ostatnio dość często słyszę:  „Nie chcesz jeszcze dziecka? Na co czekacie, przecież jeszcze możecie”. Mam poczucie, że nagle jakieś ciśnienie się pojawiło w tej kwestii. Fakt, jestem przed czterdziestką, jeszcze byśmy mogli, pytanie czy chcemy, czy ja chcę?

Moje koleżanki – w podobnym wieku w ciągu ostatniego roku rodziły dzieci. W domu jedno lub dwoje starszych, mających około 10 lat i więcej i takie małe im się trafiało. Różnie – niektóre planowane, inne nie, choć ja uważam, że raczej trudno w tym wieku powiedzieć, że nie wiem, co to antykoncepcja, więc nie wierzę tu za bardzo w przypadek. Ale niech im będzie – wpadka zawsze brzmi lepiej, zwłaszcza jak już się ma dwójkę, a nawet trójkę dzieci. Bo kto o zdrowych zmysłach tuż przed 40-tką decyduje się na kolejne dziecko. Jak widać – tacy też są.

Mam dwójkę dzieci. Mają dziewięć i jedenaście lat. Świetne dzieciaki, a im starsze tym cudowniejsze. Doceniam dzisiaj, że same sobie kanapkę zrobią, mleko na płatki ugotują, ubiorą się, a starszy nawet  koszulkę czy spodnie wyprasuje. Jasne, że wkurzają, bo bałagan w pokoju, bo lekcje nieodrobione, bo pyskują i dyskutują, ale szczerze – nigdy bym już nie chciała wrócić do czasów, kiedy byli maluchami.

Dzwonię do przyjaciółki – w tle słyszę, jak jej trzyletni syn, co chwilę ją woła. Cierpliwie mu odpowiada, że za chwilę, że teraz rozmawia przez telefon, a ja mam wrażenie, że i tak mnie nie słucha i wyrzuty sumienia, że dupę jej zawracam. „Spokojnie, opowiadaj, słucham cię” – mówi, jakby czytała mi w myślach. Już kilka razy próbowałyśmy porozmawiać, ale jej zawsze coś wypada, a to zapalenie ucha, a to jelitówka, a to zasypia razem z dziećmi w pokoju i nawet z wieczornej rozmowy nici…

Z  inną umawiamy się w na popołudniową kawę w centrum handlowym. Ona mi płacze w słuchawkę, że chce do ludzi, że musi wyjść z domu. Wspólna kawa w otoczeniu wystaw sklepowych i ludzi jest dla niej gwiazdką z nieba. Czekam. Dziesięć minut, kwadrans. Tak wiem, jak to jest z małymi dziećmi, więc nie dzwonię, nie ponaglam, bo ona biedna tylko się zestresuje. W międzyczasie dzwoni syn, żebym się nie spieszyła, bo on z Bartkiem – kolegą i jego mamą wróci z treningu. Myślę sobie, jak to dobrze mieć większe dzieci. Po pół godzinie zdyszana, zmieszana wpada przyjaciółka, z młodym drącym się wniebogłosy. – Jeny, przepraszam cię. Nie wiem, chyba zęby mu idą, od rana jak opętany się drze, kupy co chwilę robi. Nie mogłam wyjść z domu, bo najpierw krzyczał, a później się zesrał. I teraz też muszę znaleźć przewijak. Kiwam ze zrozumieniem głową. Mam czas. Kiedy w końcu wspólnie siadamy, ona co chwilę przesuwa filiżankę, żeby mały jej nie ściągnął, skubie dla niego po kawałku ciasta, wyciera mu buzię, ręce i choć prosiła, żebyśmy tylko nie mówiły o dzieciach i tak kręcimy się w kółko wokół tego tematu. A to mleko, a to zupki, a to zęby, a to już siedzi, raczkuje. Super, kocham maluchy i kocham fakt, że już nie jestem mamą jednego z nich.

Tymczasem znowu słyszę: „A wy? Młodzi jeszcze jesteście, dzieci już duże, takie małe by się wam przydało”. Zawsze mam ochotę powiedzieć: „Jak taka mądra jesteś, to czemu sama sobie nie zrobiłaś?”. Jakoś tego pytania nie zadają mi mamy małych dzieci. Znajoma, moja rówieśniczka, mama fajnego dziesięciolatka i rocznej Zuzi powiedziała mi ostatnio: „Słuchaj, gdybym ja wiedziała, że to tyle sił będzie mnie kosztować, to w życiu bym się nie zdecydowała na drugie dziecko. Te nieprzespane noce, zmęczenie, cierpliwości mam mniej. Chciałabym usiąść w spokoju, a się nie da. Dobrze, że dzieci rosną szkoda, że tak wolno” – śmiałyśmy się, że na jakieś przechowanie można by było je oddawać i odbierać choćby takie czteroletnie, co już się komunikują i do przedszkola chodzą.

„Oszaleję, powinnam już wyjść z domu, a ten siedzi na nocniku i robi kupę, ale zamiast się skupić, to sobie śpiewa i klocki jeszcze układa” – pisze do mnie koleżanka. Spieszy się do przedszkola po starszą córkę, pies już nie raz zasikał jej przez  te opóźnienia podłogę. „Nic nie zrobisz, musisz poczekać” – śmieję się, bo już ją widzę w kurtce, czapce, butach, zgrzaną i spoconą, która wzrokiem chciałaby zmusić swoje dziecko do zrobienia kupy. Hipnoza, to by było dobre wyjście. Pamiętam, że moją przepustką do wolności było obiecanie sobie, że jak młodsze skończy pięć lat, nie będę już wycierać mu tyłka. Taka granica, za którą już coraz więcej miejsca dla mnie i dla ich samodzielności.

Przyjaciółka śle SMS-a „Szukam pomocy, odebrałabyś Igę ze żłobka i wzięła na godzinkę?”. To jej trzecie dziecko. Mówiła: „Muszę zajść w ciążę, żeby w końcu odpocząć”. Od kilku dobrych lat wpadła w taki wir pracy, że końca nie było widać. Cóż, dziecko jako pretekst do odpoczynku. Tyle tylko, że jak mała miała 3 tygodnie, ona już jechała na szkolenie. Z trzymiesięcznym dzieckiem pod pachą warsztaty, spotkania. „Nie boisz się, że ktoś doniesie, że na macierzyńskim pracujesz?” – spytałam kiedyś, gdy w przelocie u kolejnej koleżanki zostawiała dziecko. „A w nosie, nie myślę o tym” – odpowiedziała. Cenię fakt, że mogę dzisiaj w większym stopniu i bez wyrzutów sumienia poświęcić się pracy, mam poczucie, że to w końcu jest mój czas, że mogę się rozwijać i pomyśleć o sobie i robić to, o czym zawsze marzyłam.

Kocham moje dzieci. Były cudownymi maluchami, spały, nie miały kolek, zęby nie wiem, kiedy im wychodziły i… nie chorowały. To z dzisiejszej perspektywy matek, które kombinują, która babcia się zajmie, jak dziecko chore albo zostają w domu i próbują pracować zdalnie, było dla mnie najważniejsze. I jeszcze kilka lat temu myślałam o trzecim dziecku, jak byłam młodsza o jakieś cztery lata. Mój mąż mówi: „A trzeba było od razu trzecie, jedno po drugim, już byśmy nie pamiętali o pieluchach”. I przyznaję mu rację. Teraz już mi wygodnie. Dzieciaki w szkole, idą same, odprowadzać nie trzeba. Same się ubiorą, zjedzą. Pogadają. W weekend możemy wspólnie fajny film obejrzeć albo razem do kina wyskoczyć. My możemy wyjść i ich zostawić w domu na kilka godzin. Znajoma mówi: „Jak ja ci zazdroszczę, że oni idą spać do kolegów” – fakt, to też duży przywilej, a nam nie przeszkadza zupełnie, jak koledzy śpią u nich. I chociaż nadal jest co chwilę „mamaaa” – to się chyba nigdy nie zmienia, to jednak za pieluchy, butelki, kaszki, nocnikowanie i płacz, kiedy nie wiadomo, o co chodzi, serdecznie podziękuję.

Mam 38 lat i dobrze mi z tym, że mam starsze dzieci. I błagam nie mówicie mi: „500 plus byście jeszcze zgarnęli”, bo to akurat dla mnie żaden argument, a raczej żart z kategorii bardzo kiepskich.


30 rzeczy, które każda matka powinna zrobić ze swoją dorosłą córką przynajmniej raz

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 listopada 2017
Fot. iStock/Xesai
Fot. iStock/Xesai
 

Każda relacja matki i córki jest inna. Ale każda jest wyjątkowa i niepowtarzalna. To od ciebie zależy, jak swoje dzieciństwo czy okres dojrzewania będzie wspominać twoja córka w dorosłym życiu. Być może masz sobie coś do zarzucenia. Kilka razy nie podołałaś? Masz wyrzuty sumienia i chciałabyś to w jakiś sposób wynagrodzić?  A może jesteś z siebie zadowolona i po prostu szukasz nowych przygód? Dobrze trafiłaś! Oto lista 30 rzeczy, które każda matka powinna zrobić ze swoją córką.

Przygotujcie razem potrawy na święta

Tak, ogarnięcie tych wszystkich dań jest męczące i czasochłonne. Nawet jeśli od dawna sama już się w to nie bawisz, tylko zamawiasz na mieście, choć raz wróć do tradycji. Wspólne gotowanie nie tylko zbliży was do siebie, ale także pozwoli ci przekazać dalej swoje tajne receptury.

Pójdźcie razem na jakąś degustację

Może to być nawet targ lub bazar, jeśli nigdzie w pobliżu nie organizują żadnego kiermaszu czy festynu. Kupujcie to, na co macie ochotę i objadajcie się. Kalorie się nie liczą. Możecie też wybrać się do kawiarni lub cukierni i urządzić sobie własną degustację.

Plotkujcie, popijając wino

Oczywiście nie chodzi o to, żeby upić się do nieprzytomności, ale kto zabroni wam wypić butelkę wina do obiadu lub kolacji? Szczególnie, gdy jecie na mieście i żadna z was nie będzie musiała potem zmywać. Nie zapomnijcie szczerze sobie poplotkować.

Zróbcie sobie SPA

Fajnie byłoby wybrać się razem do kosmetyczki na pedicure, ale jeśli nie macie takiej możliwości, zróbcie sobie domowe SPA. Znajdź proste przepisy na maseczki i nie zapomnij o plasterkach ogórka na powieki. Niech będzie groteskowo, a co! Szlafroki obowiązkowe!

Śpiewajcie razem w czasie jazdy

Wierzę, że uda wam się znaleźć piosenkę, którą obie znacie. Choćby refren. I teraz na całe gardło. Któraś z was fałszuje? To nawet lepiej.

Zapiszcie się na jogę

To idealne zajęcie zarówno dla młodych, jak i dojrzałych kobiet. Jeśli razem się zapiszecie, łatwiej będzie się wzajemnie motywować do ćwiczeń. Poza tym w końcu się wyciszycie. A jak wiadomo, relacje matka-córka potrafią być trudne…

Przygarnijcie zwierzaka ze schroniska

Warto to zrobić wtedy, gdy twoja córka jest jeszcze nastolatką. Wspólne niesienie dobra i opieka nad innym stworzeniem zbliża do siebie ludzi.

Wybierzcie się na pchli targ

To o wiele bardziej ekscytujące, niż zakupy w IKEI. Może uda ci się wypatrzeć jakąś perełkę, która będzie pasowała do wystroju mieszkania twojej córki? Nie zapomnijcie się targować. Która z was przegra, stawia obiad drugiej.

Spędźcie dzień na kanapie

Oglądajcie nudne tasiemce lub romansidła. Oczywiście nie zapomnijcie krytykować głównych bohaterów.

A może na plaży?

Nie musi to być Tunezja czy Hurghada. Wystarczy nasze, polskie morze. A jeśli i tam macie za daleko, poopalajcie się na własnym balkonie. I zróbcie sobie drinki z palemkami.

Pozwól jej wprowadzić nowości

W twoim domu zawsze królował schabowy i gołąbki, a twoja córka zachwyca się sushi lub kebabem? Pozwól jej zaprosić cię na obiad. Bądź otwarta na nowe smaki.

Zjedźcie ogromne lody

Koniecznie w jakiejś kawiarni. 8 kulek? Dlaczego nie! Do tego owoce, bakalie, polewy. Nikt nie każe wam zjeść całego deseru. Zróbcie razem to, czego w dzieciństwie jej zabraniałaś.

Zagrajcie w planszówkę

Pamiętasz, jak kiedyś tego nie znosiłaś? A ona ciągle prosiła, żebyś z nią zagrała. Może teraz masz więcej czasu i cierpliwości? Odrobina rywalizacji wam nie zaszkodzi. Na rynku dostępnych jest wiele gier planszowych dla dorosłych.

Pozbierajcie razem owoce…

…i koniecznie zróbcie z nich potem przetwory. Jeśli nie masz własnego ogrodu, kupcie niezbędne składniki i przygotujcie z nich ciasta, drożdżówki, dżemy i soki.

Opowiedz jej o swojej młodości

Jeśli masz taką możliwość, zabierz córkę w miejsca, w których kiedyś lubiłaś spędzać czas. Może wspomnisz beztroski okres studiów?

Obejrzyjcie stare albumy

Te, kiedy ona była malutka. Opowiedz jej, jakim była dzieckiem, co lubiła robić, co jadła, a czego nie. To dobry moment, żeby porozmawiać o macierzyństwie.

Zróbcie sobie babski wypad

Nie musi to być daleka podróż. Wystarczy weekend w Kazimierzu Dolnym. Tylko wy dwie, żadnych facetów.

Odkryjcie nową kuchnię

Zapiszcie się na warsztaty kulinarne, ale niech to będzie kuchnia, której obie nie znacie. Dobra zabawa gwarantowana, a i czas spędzony pożytecznie. Może się rozsmakujecie w nieznanych potrawach?

Pozwól jej zmienić twój ubiór

Jeśli od lat nosisz to samo, a córka wciąż namawia cię na zmianę garderoby, pozwól jej wcielić swój plan w życie. Na początku zgódź się, że jednego dnia założysz to, co dla ciebie wybierze. Jeśli ci się spodoba, daj się temu ponieść.

Zasadźcie razem drzewo

Przyjęło się, że to zadanie dla chłopców, ale dlaczego dziewczyny nie miałyby zrobić tego samego? Posadźcie na podwórku drzewko, które będzie symbolem waszej miłości.

Idźcie na karaoke

Tak, to wymaga odwagi. Dlatego na początek możecie zorganizować karaoke w domu. Najlepiej w trakcie najbliższych świąt Bożego Narodzenia. I wcale nie muszą to być tylko kolędy.

Pójdźcie do teatru lub muzeum

Tak niewiele osób interesuje się dzisiaj sztuką. Dlaczego więc nie wybrać się do teatru, opery czy muzeum? Zaplanujcie wypad z wyprzedzeniem i kupcie bilety. Trudno będzie się rozmyślić i znaleźć wymówkę.

Zorganizuj sesję zdjęciową

Niech fotograf wydobędzie z was to, co najpiękniejsze. Jeśli nie potraficie się malować, poproście kogoś o pomoc. Takie zdjęcia będą dla was niesamowitą pamiątką.

Poczytaj jej

Masz gdzieś w domu książkę, którą uwielbiała w dzieciństwie? Może zabrzmi to absurdalnie, ale przeczytaj jej chociaż fragment. Piękne wspomnienia powrócą w mgnieniu oka.

Zróbcie sobie piknik

Wszystkie dzieci to kochają! Przygotujcie kanapki, nalejcie herbatę do termosów i pojedźcie rowerami do lasu.

Zorganizuj dla niej niespodziankę

Duże dziewczynki też lubią niespodzianki. Taką imprezę w gronie rodziny i przyjaciół najlepiej zorganizować z okazji jej urodzin. Możesz zaprosić wszystkich do domu lub do restauracji. Córce powiedz tylko, że będzie wyłącznie najbliższa rodzina. Tak, czapeczki i balony są wskazane.

Zróbcie sobie wagary

Namów ją, żeby wcześniej zwolniła się z pracy, nie poszła na zajęcia lub wykręciła się od domowych obowiązków. To będzie wasz sekret.

Przywal jej śnieżką

Tak, tak, obie jesteście już przecież poważne i dorosłe, kto by tam się bawił w śniegu. Rzuć w nią śnieżką w momencie, gdy najmniej będzie się tego spodziewała. I zapamiętaj tę minę!

Zróbcie sobie serię głupich selfie

Kto powiedział, że w pewnym wieku nie wypada robić głupich min? Zawsze wypada. Szczególnie w doborowym towarzystwie.

Porozmawiajcie szczerze

O życiu, o miłości, o macierzyństwie, o poglądach i o marzeniach. I rozmawiajcie szczerze częściej, niż raz w życiu.

Na podstawie: Woman’s Day


Zobacz także

Fot. Pexels / stokpic.com /

Zainwestuj w swój rozwój. Jest przynajmniej kilka ważnych powodów by znaleźc na to czas

Fot. iStock/gradyreese

Pójdę z tobą na kompromis, ale się nie poświęcę. Dobry związek nie wymaga rezygnowania z siebie

Fot. iStock / Springfrom

7 tajemnic mądrych ludzi. Jak stać się jednym z nich i zbudować swoją mądrość?