Lifestyle

Pociągowy savoir vivre…

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
5 lipca 2016
fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk
 

Gdybym mogła wsiąść do byle jakiego pociągu, nie dbając o bagaż, ani o bilet, na pewno byłby to ten z wagonem ciszy. Od małego dużo podróżuję pociągami, może dlatego jestem tak przewrażliwiona na punkcie pewnych zachowań podróżujących. Bo choć dobrego wychowania uczymy się w domu od najmłodszych lat, czasem w podróży ludzie po prostu o nich zapominają. A przecież podróż powinna być przyjemnością dla wszystkich, nie tylko dla Brajana, który postanowił wypić piwo z Dżesiką.

Spokojnie, nie ucieknie!

Pierwszym koszmarem zazwyczaj okazuje się wsiadanie do pociągu. Nagle całe stado atakuje wejście, urządzając zawody kto pierwszy wsiądzie do wagonu. Przecież wszyscy wiemy, że kiedy człowiek się spieszy, tylko diabeł się cieszy! Zazwyczaj w pociągach obowiązują miejscówki, nie ma więc możliwości, żeby ktoś zajął twoje miejsce, co w konsekwencji będzie prowadziło do siedzenia w korytarzu przedziału. Zgoda, sprawa wygląda zupełnie inaczej, kiedy mamy do czynienia z pociągami podmiejskimi czy regionalnymi, w których obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy” . Ważniejszą zasadą jest jednak ta, że pierwszeństwo mają wysiadający. Stań więc z boku i spokojnie poczekaj, aż wszyscy podróżni wysiądą na swojej stacji. Kiedy pora wsiadać, nie musisz przepuszczać wszystkich, ale rozpychanie się łokciami też nie ma większego sensu. Pamiętaj, tylko spokój nas uratuje!

Pomoc nie boli

Pociąg relacji Katowice – Villach; wsiadam zupełnie rozespana z 25 kilogramową walizką i ogromną torbą na aparat, jak przystało na ostatni zimowy wyjazd. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że był to pociąg z przedziałami, a walizka chcąc nie chcąc musiała wylądować na górze, żeby nikomu nie przeszkadzać. Dwóch facetów w przedziale – żaden nie zareagował na moje próby podniesienia ciężaru. Po kilku nieudanych próbach, poprosiłam o pomoc dwóch strażników-pakerów, którzy najpierw mnie wyśmiali, co ostatecznie doprowadziło do upragnionego umiejscowienia mojego podróżnego majątku na jego miejscu. Może i nie wyglądam na niezaradną, drobną kobietkę, ale umówmy się – nawet zaproponowanie swojej pomocy jest wskazane.
Osobną historią jest fakt, że pociągi nie są zazwyczaj przystosowane dla osób starszych i niepełnosprawnych. Podanie im pomocnej ręki przy znalezieniu odpowiedniego miejsca, wsiadaniu czy wysiadaniu jest po prostu naszym obowiązkiem.

fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk

fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk

Powitania, bilety i miejsca

Kiedy wchodzisz do sklepu, biura czy innego miejsca publicznego – witasz się. Ta sama zasada obowiązuje w przypadku wsiadania do przedziału, w którym masz wyznaczone miejsce bądź też dosiadania się do drugiego pasażera w składach otwartych. Proste, miłe, a przy okazji nawiązujące jakikolwiek kontakt z ludźmi, z którymi spędzisz co najmniej godzinę podróży.  Wszyscy wiemy, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie. W pociągach z miejscówkami, bardzo często zdarza się, że ktoś siedzi na twoim miejscu. Może pomylił wagony, źle przeczytał liczbę przypisaną miejscu na bilecie lub po prostu zakupił bilet w pociągu, a przez to musi szukać wolnego siedzenia. Nie wszczynaj kłótni od razu, a raczej grzecznie wytłumacz, że to właśnie ty wykupiłaś bilet z tym numerem miejsca. Gdyby natomiast konflikt był trudniejszy do rozwiązania poszukaj konduktora, jego obowiązkiem jest rozstrzyganie takich sytuacji, szczególnie, że w większości przypadków wszystko może sprawdzić w systemie internetowym. I nigdy, przenigdy, nie ukrywaj wolnego miejsca. Każdy pasażer ma takie same prawa jak ty.

Wagony ciszy vs. całogodzinne dyskusje

Kiedy PKP InterCity ogłosiło wprowadzenie wagonów ciszy, byłam jedną z tych osób, które aż podskoczyły z radości. Może się to wydawać dziwne, ale dziwniejsze jest dowiadywanie się szczegółów z życia Pani X, kiedy prowadzi ożywioną dyskusję przez telefon ze swoim mężem, z którym chce się rozwieźć, bo ten poszedł z kolegami na piwo i nie wrócił o czasie do domu (prawdziwa historia!). I choć gorszą odmianą rozmów przez telefon jest grupa znajomych, która zawzięcie debatuje na jakikolwiek temat wzmocniony alkoholem, czasem po prostu nie warto pozostać obojętnym i grzecznie zwrócić uwagę. A jeśli sama chcesz porozmawiać z przyjaciółką czy z partnerem, z którym podróżujesz – zajmijcie miejsca jak najbliżej siebie i postarajcie się rozmawiać szeptem. Te głośniejsze rozmowy przeprowadzajcie na korytarzu lub w WARSie.

Sprawa komórek jest bardziej skomplikowana. Nie wypada prowadzić długich rozmów niczym Pani X, ale przeprowadzenie krótkiej wymiany zdań w towarzystwie współpasażerów może sprawić mniej problemu od ciągłego wychodzenia. Warto jednak wyciszyć głośne dzwonki i włączyć wibracje, tak dla komfortu wszystkich.

WARS wita was!

Kanapki z jajkiem lub schabowym a do tego piwko? Dlaczego nie! Tylko może lepiej w domu lub na pikniku, ale nie w pociągu, który jest jednak zamkniętą przestrzenią, z nie zawsze dobrze działającą klimatyzacją. W książce Zasady i nakazy dobrego wychowania z 1928 roku, panowie Vauban i Kurcewicz przekonują, że jeżeli już zabiera się żywność w drogę, trzeba pamiętać  „by była tak zapakowana, aby sam proces jedzenia nie budził wstrętu w sąsiadach. Rozrywanie brudnemi palcami kawałków mięsa, wydobytych z tłustego papieru, jest wysoce nieapetyczne.” Niby minęło tyle lat, a nadal to kilka zdań trafionych w samo sedno! Co prawda wszystkie kochamy lunchboxy, ale nawet one mogą wydawać niezbyt neutralne dla otoczenia zapachy. Gdybyśmy jednak były spragnione dobrego jedzenia, a nawet alkoholu, warto udać się do wagonu restauracyjnego. Można smacznie zjeść, głośno rozmawiać, napić się dobrego alkoholu, a przy okazji nie przeszkadzać innym.

Pamiętajmy, że podróż ma być przyjemnością dla wszystkich. Nieważne, czy chodzi o podróże służbowe czy rozpoczynający lub kończący się urlop. Te kilka godzin w pociągu to bardzo często jedyny moment na odpoczynek, dobrą książkę czy dobry serial. Szanujmy innych, a przy okazji samych siebie i przestrzegajmy zasad dobrego wychowania.


Lifestyle

Dziewczyny, czekałyście na to całe życie! Czyli jak firma BIC wprowadziła na rynek długopisy dla kobiet

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 lipca 2016
Fot. Screen z YouTube
 

Absurdy związane ze stereotypowym postrzeganiem przedstawicielami jednej, czy drugiej płci i różnicami między nimi nie przestają nas zadziwiać. Co jakiś czas pojawia się nowy produkt, który przypomina nam, że w kwestii równości kobiet i mężczyzn mamy jeszcze sporo do zrobienia.

W 2012 roku firma, która znacie i kochacie, czyli Bic, wypuściła na rynek specjalną linie długopisów… tylko dla kobiet. To był dosłowny strzał w kolano. Długopis, jak to  długopis, od innych różnił się jedynie… kolorem i ceną (dwa razy wyższą od standardowej). Panie mogły kupić ten użyteczny przedmiot w odcieniu różu lub fioletu. Producentowi dostało się za swoje, a z całej sprawy zakpiła wówczas w swoim programie amerykańska dziennikarka i komiczka Ellen DeGeneres. Poniżej filmik, w którym Ellen ironicznie komentuje ten produkt oraz krótkie tłumaczenie na język polski.

Jest taki nowy produkt, firmy Bic, tej, która robi długopisy. Opracowali specjalną linię, która nazywa się Bic dla Niej. To się dzieje naprawdę, oni mają długopisy tylko dla pań. Wiem, co sobie myślicie – najwyższy czas! Gdzie były dotąd nasze długopisy?! Możecie w to uwierzyć? Przez te wszystkie lata używałyśmy długopisów dla mężczyzn. Ohyda! Nasze długopisy są w typowo kobiecych kolorach: różowym i fioletowym. I właściwie są zupełnie normalne, ale ponieważ są różowe, kosztują dwa razy tyle, co zwykłe. To jest absolutna prawda. Najgorsze jest jednak to, że nie ma przy nich żadnej instrukcji, więc jak mamy się nauczyć pisać? Kiedy czytałam sobie notatkę z tyłu opakowania, a właściwie zrobił to dla mnie jeden facet, tam było napisane „zaprojektowane tak by pasowały do kobiecej ręki”. Nie, wcale tego nie wymyśliłam. Zaprojektowane by pasowały do kobiecej ręki, co to znaczy? Czy chodzi o to, że gdy notujemy nimi, to co mówi nam nasz szef, czujemy się tak komfortowo, że zapominamy, że powinnyśmy zarabiać więcej? Wiecie, przez ostanie 20 lat firmy wydały miliony dolarów żeby wyprodukować pigułki na porost włosów dla mężczyzn i inne, poprawiające męskie życie seksualne, a teraz kobiety dostają… długopis…

Źródło: Facebook


Lifestyle

Jak kochają desperaci. W miłości nie zawsze wszystko jest dozwolone

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 lipca 2016
Fot. iStock/ franckreporter

Podobno w miłości wszystkie chwyty są dozwolone, a reguły można łamać. Jeśli kochasz, bo poznałeś kogoś wyjątkowego, chwała ci za walkę o wasz związek. Ale jeśli z miłości uczyniłeś sobie uporczywy, życiowy cel i liczą się dla ciebie jedynie uczucia, emocje, ale nie osoba, sprawy idą z zdecydowanie złym kierunku. Rozpaczliwe dążenie ku miłości, za wszelką cenę i wszystkimi możliwymi kosztami zazwyczaj kończy się poczuciem ogromnego osamotnienia.

Jesteś miłosnym desperatem jeśli:

♥ Kochasz po to, by kochać

Miłość, bycie z kimś jest dla ciebie uzależnieniem. Nie umiesz inaczej, kiedy jesteś sam, czujesz odwieczny deficyt tego uczucia. Miłośni desperaci kochają bezosobowo, bo tak naprawdę swoim uczuciem mogą obdarzyć każdego. Choć ta miłość ma konkretną twarz i imię, nie wiąże się z konkretnymi przymiotami twojego wybranka. Przyczyną twojego zakochania jest ogromna potrzeba bycia zakochanym, a nie wyjątkowość osoby, którą wybierasz na swojego partnera.

♥ Zakochujesz się bardzo szybko i od razu snujesz plany

Miłości „od pierwszego wejrzenia” bywają bardzo nietrwałe. Nie rodzą się z cierpliwości, z ciekawości drugiej osoby. Rozpaczliwie „chcesz już w tym być”, swojego wybranka przedstawiasz rodzicom, znajomym, przyjaciołom. Badasz, c myśli o małżeństwie, zabierasz na ślub znajomych mówiąc: „my też możemy tak, jak oni”. Proponujesz „zamieszkajmy razem” jak by to było wspólne wyjście do kina. Planujesz gromadkę dzieci, choć tak naprawdę niewiele o nim wiesz. Naiwnie wierzysz w swoją bajkę i nie przyjmujesz do wiadomości, ze to może się nie udać. Dla ciebie to się MUSI udać.

♥ Kochasz obsesyjnie, by mieć na własność, zatrzymać za wszelką cenę

Jesteś zaborczy. Chcesz „mieć” tę drugą osobę tylko dla siebie. Kiedy wychodzi bywasz podejrzliwy, kiedy wyjeżdża, reagujesz nerwowo. Często bardzo emocjonalnie, otwarcie mówisz o tym, że największym nieszczęściem byłoby dla ciebie ją/jego stracić. Zapominasz, że miłość polega na dawaniu i przyjmowaniu – także wolności. Śledzisz jej/jego profile w mediach społecznościowych, komentujesz każdy jej/jego post, czy nowe zdjęcie. W ten sposób zaznaczasz swoje terytorium. Nie zauważasz, lub raczej wypierasz, kiedy między wami zaczyna się coś psuć. Wolisz dalej wierzyć, że tym razem „się uda”. Ale jeśli się nie uda, nie ma mowy o przyjaźni. Twoja obsesyjna miłość zamieni się w obsesyjną nienawiść.

♥ Kochasz i pozwalasz by traktował cię źle. A nawet bardzo źle

Niech już pije, niech bije. Żeby tylko nie odszedł, nie zostawił cię samej, biednej, zagubionej, na nowo „bez przydziału”. Niech zdradza cię z kumplem z pracy, niech mówi ci, że nie może na ciebie patrzeć. Byle w niedzielę pojechała z tobą na obiad do twoich rodziców. Zamiast uwolnić się z tego beznadziejnego związku, zdecydujesz się zostać, nawinie wierząc, że coś z tego jeszcze będzie. Nie chcesz zrezygnować, prawda? Tylko dlatego, że czasem tak bywa wygodniej, tylko dlatego, że boisz się zmian, nie powinieneś tolerować zachowań, które cię niszczą. To prawdziwa desperacja.

♥ Mylisz intymność z miłością

Może zasugerował, że mu się podobasz, więc zdecydowałaś się więc na bliskość. I mężczyznom i kobietom zdarza się udawać zainteresowanie, by zyskać partnera na jedną noc, na chwilowe pocieszenie. I mężczyznom i kobietom zdarza się skusić na tę chwilę zainteresowania, na pozorne ciepło i obietnice bez pokrycia. I to również jest oznaka desperacji.

Jeśli jesteś desperatem w miłości – przegrywasz. Kochać trzeba mądrze i szczerze, ale nie za wszelką cenę. Zwłaszcza, gdy poniesione przez nas koszty znacznie przekraczają nasz życiowy budżet…


Zobacz także

6 warzyw, które mają więcej wartości ugotowane, niż surowe

Kobiety. Ciche bohaterki. Wojowniczki dnia codziennego

Mój sposób na świąteczne obżarstwo. Jak znani polscy fitcelebryci radzą sobie po Świętach z powrotem do formy