Trening przyjemny, skuteczny i bez morderczego wysiłku. To zaskakująco proste

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 października 2016
Fot. iSock / lzf
 

Staramy się żyć „fit” coraz bardziej świadomie. Przestrzegamy zasad zdrowej, zbilansowanej diety, dbamy o możliwość pozytywnego relaksu oraz zachowanie aktywności fizycznej. Czasem, szczególnie w tej ostatniej materii, zdarza się przesadzać. 

Traktujemy coraz częściej sport jako podstawę rywalizacji, ale nie tyle o wyniki, ile tempo zrzucania niechcianych kilogramów. Szczupła sylwetka jest marzeniem większości kobiet, więc z zapałem próbujemy różnych rodzajów sportu, poszukując dla siebie tego, który poza satysfakcją, przyniesie również oczekiwane rezultaty.

Jeden sport dla każdego?

Może się wydawać, że to jest założenie nieosiągalne. Bo nie każda kobieta sprawdzi się na siłowni, nie każdy facet będzie miał ochotę i predyspozycje do tańca towarzyskiego. Ale jest taka aktywność, która każdej sprawnej osobie wychodzi znakomicie i przynosi bez świadomości i wielkich nakładów pracy, pozytywne rezultaty dla zdrowia i sylwetki. Maszerowanie nie jest traktowane jako „poważna” aktywność fizyczna a szkoda. Ma same zalety — nie obciąża stawów, jest proste, odtwarzane automatycznie przez nasze ciało, ogólnodostępne, dobre na każdą pogodę, dla osób różnej płci i w różnym wieku. Ma o wiele więcej zalet, o których czas głośno powiedzieć, jako o prostej alternatywie dla coraz bardziej wymyślnych ćwiczeń.

Zalety regularnego maszerowania

Regularne maszerowanie to świetny sposób na utrzymanie organizmu w znakomitej kondycji i spalenie nadmiaru kalorii. Znawcy tematu twierdzą, że idealnie byłoby pokonać 6-8 km dziennie, by odnieść prawdziwe korzyści z chodzenia. Przede wszystkim wpływa to na:

  • ustabilizowanie ciśnienia krwi,
  • dotlenienie organizmu,
  • obniżenie poziomu złego cholesterolu,
  • wzmocnienie mięśni i wysmuklenie sylwetki,
  • poprawienie krążenia i pracy serca,
  • zmniejszenie obrzęków nóg,
  • zmniejszenie poziomu stresu,
  • przyspieszenie przemiany materii i spalenie kalorii.
Fot. iStock / Everste

Fot. iStock / Everste

Nie wystarczyć ciągnąć noga za nogą, by chodzenie było skuteczne

Wcale nie jest obojętne, w jaki sposób i jakim tempem będziesz chodziła. Aby osiągnąć jak najlepsze efekty, bez wyciskania z siebie siódmych potów, należy maszerować z zachowaniem tych zasad:

  • czas i dystans ma znaczenie – niestety, wybierając się na szybkie wyjście do sklepu za rogiem, nie osiągniemy wielu korzyści. marsz powinien być zaplanowany na dystans któremu od początku podołamy. Powolny spacer będzie bardziej relaksujący, niż aktywizujący, więc jego intensywność również należy dopasować do możliwości,
  • zmienne tempo – idąc w sposób jednostajny, nie wykorzystujesz potencjału organizmu. Dopiero zastosowanie zmiennego tempa, tzw. interwałów, wpływa na podniesienie wydajności pracy ciała. Jak wykonać interwały? Jeżeli jesteś już w stanie chodzić bez odpoczynku przez godzinę, zaplanuj w treningu 3-4 fazy szybkiego marszu. Za każdym razem szybkie tempo utrzymaj przez 5 minut. Trening interwałowy poprawi wytrzymałość. Efekty przyjdą szybko – będziesz mogła chodzić szybciej i dłużej, bez problemów z oddychaniem,
  • technika marszu – praca rąk i nóg jest tu najważniejsza. Aby przyspieszyć i zwiększyć dynamikę ruchu, stawiaj krótsze, ale częstsze kroki. Prawidłowo przetaczaj stopy, odpychając się mocniej palcami. Lub inaczej, zwiększ zakresu kroku, wydłuż go, by przyspieszyć pracę serca. Pilnuj pracy bioder, by pozostały one stabilne, stanowiąc przedłużenie ruchu nóg. To pozwoli wzmocnić pośladki oraz tylną część ud. Jeżeli poczujesz zadyszkę, zwolnij. Pamiętaj również o rękach, które pomagają w chodzie. Utrzymuj je zgięte w łokciach pod kątem prostym, a dłonie zwiń w pięści. Poruszaj nimi luźno i swobodnie, zbyt mocne, sztywne napinanie mięśni poskutkuje bólem w kończynach,
  • postawa ciała – obowiązkowo utrzymuj wyprostowaną sylwetkę oraz starać nie pochylać się do przodu.

Sylwetka jak ze snów

Podczas godziny średnio intensywnego marszu po płaskim terenie, osoba o wadze 70 kg może zgubić ok. 440 kcal. A jeśli teren będzie się wznosił – aż 700 kcal. Wyszczuplisz się jeszcze efektywniej, jeśli połączysz chodzenie z dietą. Dzięki regularnym wymarszom, w lustrze zobaczysz poprawione mięśnie ud, łydek, pośladków, a także tułowia i ramion. Czy to mało? Dorzuć dotlenioną cerę i wzrost energii do życia. To powody, dla których każdy powinien skorzystać z dobrodziejstwa regularnego chodu.


źródło: kobieta.wp.plwww.fokus.tv

 


Kochany, dziękuję ci, że mnie zostawiłeś. Gdybyś nadal był, jak wielu dobrych rzeczy o sobie bym nie wiedziała…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 października 2016
Fot. iStock / lolostock
 

Kochany, myślałam, że świat się skończył, że twoje odejście było najgorszą rzeczą, jaka mogła mi się w życiu przytrafić. Że żal i ból, a chyba przede wszystkim strach przed tym, jak moje życie będzie wyglądało bez ciebie, już zawsze będą mi towarzyszyć.

No ale mamy dziecko, które zostało przy mnie. Musiałam wstać, otrzepać się, podnieść umęczoną głowę, spojrzeć w lustro i powiedzieć: „Zrób coś ze sobą, bo wyglądasz jak kupa nieszczęść”. Te wory pod oczami, szara cera. Matko, jak mogłam dopuścić do tego, żeby tak wyglądać! Jak mogłam dopuścić do tego, ze wyglądałam tak przez ciebie!

Bo przyznajmy szczerze idealnie to nam razem nie było. Może oprócz motyli na początku… a kiedy przyszła szara codzienność, to kompletnie się rozminęliśmy. Ja chciałam mieć dom, rodzinę, a ty… Właściwie to chyba sam nie wiesz, czego chciałeś. Dzisiaj się zastanawiam, dlaczego tak rozpaczałam jak odszedłeś? Zresztą, czy to ważne. Ważne, w jakim miejscu dzisiaj jestem i wyciągam wnioski z tego, co mnie spotkało.

Nigdy nie myślałam, że to powiem – ale dziękuję ci, że sobie poszedłeś, że stwierdziłeś, że jakaś panna w przykrótkiej spódniczce twoje życie uczyni szczęśliwszym. Popatrz moje życie stało się lepsze, kiedy w końcu ciebie w nim zabrakło. Kto by pomyślał, prawda?

I chciałam ci tym samym podziękować, że wtedy, w ten deszczowy wieczór wyszedłeś i nie wróciłeś. Bo dzięki temu dowiedziałam się wielu rzeczy, o których, gdybyś nadal był pewnie nigdy bym się nie dowiedziała. Jakich?

Wiem, jak świetny może być seks

Nie tylko na szybko, pod kołdrą i tylko wtedy, kiedy ty miałeś ochotę. O nie. Dzisiaj wiem, jak smakuje seks niosący prawdziwą przyjemność, jak grę wstępną można przedłużać w nieskończoność, ile może dać ci świetny kochanek i jak wiele może mu dać kobieta. Przy tobie nigdy pewnie bym się tego nie dowiedziała, bo nawet do takiego świetnego seksu nawet nigdy się nie zbliżyłeś.

Okazało się, że dobrze gotuję

Wyobraź sobie, że nie jestem jedynie świetna w klepaniu schabowych i gotowaniu grochówki. Okazuje się, że potrafię dużo więcej i nawet lepiej. Trzeba było tylko kogoś, kto nie chciał ziemniaków z mięchem na obiad, tylko też coś innego. Kogoś, kto był otwarty na moje kulinarne propozycje i nawet jak daleko mi było do ideału, mówił: „Świetne, nigdy czegoś takiego nie jadłem”, a ja się śmiałam, że jeść nie musi, bo wiem, jak smakuje.

Zrozumiałam, że dom to nie tylko miejsce moich obowiązków

Czy ty wiesz, że facet może pomagać w domowych rzeczach? Że nie traktuje tej przestrzeni, jak miejsca, w którym to kobieta musi się wykazać? Że jak trzeba złapie za mopa, za odkurzacz i jest to dla niego zupełnie naturalne! Ja wiem, że to może głupie, bo dla innych kobiet, to normalne, ale ty zawsze powtarzałeś, że to co babskie, to babskie i nie będziesz kibla w domu szorował, masz od tego kobietę… Jeny, jak ja mogłam być taka głupia.

Dowiedziałam się, że jestem zabawna

Że mam poczucie humoru i potrafię być duszą towarzystwa. Wyobrażasz sobie? Ja – szara myszka zawsze chowająca się za twoimi plecami, bo potrafiłeś powiedzieć: „Ryba, ty to lepiej nic nie mów”, a okazało się, że jak mówię, to ludzie mnie słuchają. Śmieją się z moich opowieści, lubią ze mną spędzać czas i wpadać na kawę. „Wróciłaś z dalekiej podróży” – powiedziała mi jakiś czas temu przyjaciółka. I ja się z nią w pełni zgadzam, jakbym z jakieś śpiączki wyszła.

I wiesz, że jestem seksowna i atrakcyjna

Wyobrażasz sobie? Ja, która od ciebie słyszała: „Jak ty wyglądasz? Ubierz się inaczej”, której mówiłeś, że makijaż nie taki, buty złe – jakbyś ty był pierwszym stylistą RP, na siebie nigdy nie patrzyłeś. Za to na mnie ktoś spojrzał z pożądaniem i zachwytem. I okazało się, że mam ładne nogi, których nie musze zakrywać spodniami, że ładnie mi w dekoltach. I uśmiech mam cudowny. Tylu dobrych rzeczy bym o sobie nie wiedziała, gdybyś mnie zostawił. Uff, co za szczęście.

Jestem dobrą matką

Bo nasz syn jest cudownym młodym człowiekiem. Samodzielnym, szanującym kobiety. Mądrym i zdolnym. Wcale nie wychowałam go na maminsynka, jak mi zarzucałeś. Okazało się, że mogę z nim pograć w piłkę i przegrać w szachy. Dziś jest moją największą dumą, kiedy przepuszcza kobiety pierwsze w drzwiach, gdy mówi z uśmiechem „dzień dobry”, nawet kiedy łobuzuje – to daje mi pewność, że jest sobą, że nie został stłamszony przez twoje: „Do pokoju, zajmij się sobą”.

Mogę wiele

To niesamowite jak odbicie się od dna dołu, w którym byłam, gdy odszedłeś, może wzmocnić. Dzisiaj, kiedy na siebie patrzę, myślę: „Gdzie ty dziewczyno byłaś przez tyle lat”, bo okazuje się, że naprawdę mogę dużo. Musiałam tylko uwierzyć w siebie. Stanąć na nogach. I tak, jak bałam się, jak sobie poradzę w życiu bez ciebie, tak teraz zastanawiam się, jak mogłam wytrzymać przy tobie? To wielka przysługa z twojej strony, że przestałeś mnie kochać (jeśli kiedykolwiek kochałeś) i uwolniłeś mnie od siebie. Bo dzięki temu zobaczyłam, jaki we mnie tkwi potencjał, jak niewiele rzeczy jest w stanie mnie złamać. Okazało się, że jestem zaradną kobietą, która potrafi wziąć życie we własne ręce i tak nim pokierować, żeby być szczęśliwą i spełnioną.

Tamto życie, z tobą – to moja trampolina, to miejsce, do którego już nigdy nie wrócę. Nigdy nie pozwolę, by ktokolwiek tak mnie traktował, jak ty to robiłeś. Nigdy nie pozwolę sobie patrzeć na siebie oczami kogoś, kto mnie nie docenia, pogardza mną, kto moim kosztem chce czuć się lepiej.

To już przeszłość, którą oddzielam od mojego świata szklaną, grubą szybą. Dlaczego szklaną? Żeby czasami móc spojrzeć i pamiętać o miejscu, w którym nie byłam sobą, w którym nie było mnie.

Dziękuję ci, że mnie zostawiłeś. To najlepsza rzecz, jaka mogła mi się trafić.

 

 


Jestem Anastazja, jestem szczęśliwą kobietą. To jest proza, za którą się kocha, albo z powodu której się odchodzi

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
21 października 2016
Fot. Klatka z filmu reklamowego nowej kampanii marki Ikea

Ikea wypuszcza nowa kampanię reklamową. Chciałoby się napisać ekstremalnie realistyczne obrazki z polskich domów w towarzystwie firmowych mebli, które stanowią jedynie tło do typowych sytuacji wydarzających się w polskich domach i dyskretnie przypominają o swoim istnieniu. Chciało by się powiedzieć „ekstremalnie”, ale tak, jak bardzo „normalnie” i „naturalnie” to wszystko wygląda, po ludzku, po polsku, to aż nie wypada pisać inaczej. Musicie to zobaczyć.

Pierwsza reakcja – rewelacja. Nareszcie jest niedospana matka, która powolnie rozkleja zaspane oczy o siódmej rano przy małym dziecku, które już dawno przestawiło biologiczny zegar na pierwsze pianie koguta. Jest mąż ze spranym t-shirtem i nieogarnięta brodą, okulary jak denka od słoików, porozwalane zabawki na podłodze i niestarannie naciągnięte na łóżko prześcieradło. Jest historia przeciętnej miłości i poznania się na doszkalającym kursie BHP. Nie na nartach w Aspen i nie na misji na Marsie, ale na nudnym studiowaniu wyjść ewakuacyjnych w przypadku pożaru. Nareszcie oto przede mną stoi kobieta, która głośno przyznaje, że jedząc odpowiednio doprawione żarcie to śmierdzi jej z buzi, zamiast „głowa” używa słowa „bania” i nie wstydzi się pokazać, że kąpie się z dzieckiem. Nago! Że na głowie z przetłuszczonych włosów uwiła palmę. Że śpi bez stanika i bez dolepionych wachlarzy rzęs. Że kupę dziecku zmienia na własnej kołdrze, jeszcze w pieleszach. Zwija pampersa w kulkę i rzuca ją mężowi do wyrzucenia. Że w zlewie zalega zmywanie z wczoraj. Że on robi kawę w majtkach.

Wow, no nareszcie poszliśmy po rozum do głowy i przestaliśmy się spinać, pomyślałam. Dopieszczać kadry z reklam, sesji zdjęciowych do jakiś przerysowanych rozmiarów, karykatur wręcz normalnego jestestwa. Korporacje tak wielkie jak Ikea odnalazły niszę, w którą teraz pewnie jak w norę królika bajkowo wskoczą i podbiją własne statystyki o miliardy procent. Tak przecież wygląda życie. Tak wygląda związek. To jest proza, za którą się kocha, albo z powodu której się odchodzi. I po lekkim wzruszu nawet, z wiarą w ludzkość nadmuchaną odpowiednio, zaczęłam czytać komentarze, a powietrze wpompowane w trzewia zaczęło ulatywać ze świstem.

„Historia ani nie jest przyjemna ani ciekawa. I nie chciałabym aby moja matka używała takiego „luźnego” języka” – pisze pewna kobieta, „Dla mnie to (…)  nieporozumienie i nie znam żadnej „normalnej” pracującej rodziny, która miałaby tyle czasu dla dziecka (…)” – dodaje druga, „Przygnębiająca rodzina ukazana z kobietą niepracującą, brzydką w tłustych włosach (…)  inaczej wygląda europejski model polskiej rodziny (…)” – wymienia następna. I oczom nie wierząc z opadającymi do kostek ramionami rozdziawiłam usta, pomyślałam – dokąd zmierzasz polski narodzie?!

Przepraszam bardzo drogie Panie, bo to głównie wasze głosy dudniły pod filmem stanowczo, w którym momencie egzystencji nakazano wam chodzić jak w zegarku i wstydzić się przyznać, że macie połamane paznokcie po ciężkim dniu pracy? Słowo „cycek” was odpycha? Współczuję. Kiedy konkretnie dostałyście szowinistycznym, elektrycznym pastuchem po plecach tak, że stąd widzę pręgi? Na siłę, same sobie otwieracie głowy, wyjmujecie mózgi i wyrywacie po kawałku, który odpowiada za wyzwolenie się spod średniowiecznych praktyk. Po jaką cholerę budujecie nad głowami szklane pałace, w których hodujecie siebie i własne poglądy w sterylnych warunkach udając przed światem, ale przede wszystkim przed samymi sobą, że jesteście idealne? Że nie chodzicie spać w brudnych włosach, nie puszczacie bąka w toalecie, nie golicie nóg maszynka jednorazową, a nawet jak golicie to nigdy nie widać pływających w wodzie włosków?

Generalnie  nie bywacie przemęczone, zawsze na wszystko macie ochotę, a już szczególnie na seks. Oral, anal, co pan chce pan ma. Zawsze gotowe na zbliżenia czyste, długie, staranne i dopracowane. Zawsze orgazmy. Zawsze w koronce. Po co wymyślacie historie z bajek, że nie miewacie brudno, trudno, nie bluźnicie nawet w myślach, nie nosicie gaci z bawełny z wyciągnięta gumką, a takie sytuacje jak np. szalejące hormony wieku ciążowego i post produkcyjnego to dla was wademecum na wszelkie troski?

Na Boga! Ta przerażająca dulszczyzna zagania was w kąt, w którym do odhaczenia stawiacie sobie coraz nowsze oczekiwania. Masz być piękna. Ma ci nie śmierdzieć z ust rano. Całą swoja naturalną fizjonomie powinnaś ukrywać przez mężczyzną, który jak Sułtan będzie cię jedynie „dosiadał”, kiedy przyjdzie mu na to ochota, a twoim obowiązkiem będzie malowanie twarzy, przykrywanie zasinień pod oczami, wstrzykiwanie kwasów w usta, obiady, kolacje, czyste okna i wypolerowane komplety sreber o każdej porze dnia i nocy.

A jak dobrze jest wyluzować, gdybyście wy to tylko wiedziały. Docenić miłość kiedy jest taka szara, jakiej właśnie nie chcecie. Normalna i pełna przyziemnych czynności. Wstawania po papier toaletowy do szafki w przedpokoju ze spodniami na kostkach i krzyczenia przez drzwi łazienki „Przynieś ręcznik, Adam!” Jak cudownie jest móc powiedzieć do kogoś cześć, zakładając rankiem brzydkie okulary i chuchając sosem do pizzy prosto w nos. Jaki spokój ogarnia duszę, kiedy nie spodziewasz się zniesmaczenia po tym, jak poprują się rajstopy pod stolikiem do kawy, a on zauważy wystający palec. Albo pierś wystawioną w nocy do karmienia waszego dziecka. Jak sympatycznie jest nie siedzieć całe życie na baczność w salonie przed wielkim telewizorem, w klatce ze złota.

Jeżeli sprawia wam to przyjemność to proszę bardzo. Nie nakazujcie jednak całej żeńskiej populacji dostosowania się do reguł waszej gry. Szczęście jednostki nigdy nie będzie szczęściem ogółu. Niech każdy żyje jak chce, a przede wszystkim skończmy z tą narodową hipokryzją.

I na sam koniec zacznijcie zdawać sobie sprawę, że reakcje zahukanych dziewczynek, posłusznych i wpasowanym w stary, dobry stereotyp kobiety idealnej, napędza machinę durnych pomysłów, przeciw którym co odważniejsze wychodzą później na ulicę krzyczeć, że chcą być wolne. Zacznijcie od wolności w głowach. Tam jesteście ciemiężone. Tam niech stanie się strajk.

Ikei przybijam wirtualną piątkę. Jestem Anastazja. Jestem szczęśliwą kobietą.


Zobacz także

Probiotyki dla niemowląt – kiedy, jak i czy stosować?

10 nawyków żywieniowych, które odmienią twoje życie

Zaparcia, ból głowy i depresja. Poznaj 10 sygnałów świadczących o tym, że twój organizm wymaga oczyszczenia