Lifestyle

Nie chcę goździka. Nie chcę kolacji. Chcę, by traktowano mnie jak człowieka z prawem wyboru, a nie jak słabszą, głupszą płeć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 marca 2017
Fot; iStock/asiseeit
 

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy nadal myślą, że przysłowiowy goździk na Dzień Kobiet nam wystarczy, że zachwycimy się, westchniemy i wrócimy do robienia obiadu. Jak to na prawdziwą kobietę w ich oczach przystało.

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy pogardzają kobietami i nie obawiają się robić tego publicznie. Zasłaniają się klauzulą sumienia, przygotowują przepisy tylko po to, by im było wygodnie, a kobietom zdecydowanie mniej. Mówią otwarcie, że jesteśmy słabsze, mniejsze i głupsze, więc nie możemy chcieć więcej, a nawet tyle samo, co mają mężczyźni.

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy zajmują publiczne stanowiska, a biją swoje żony, traktują je jak rzecz nabytą, która nie ma nic w domu do powiedzenia, bo w końcu to on jest głową rodziny. On decyduje, on wie najlepiej, a ona ma siedzieć cicho i o 16:15 podać mu obiad ciepły, kiedy wraca z pracy.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni chcą odebrać kobietom prawo o samostanowieniu. Ale chyba jeszcze bardziej przeraża mnie poparcie, które zyskują wśród kobiet w rządzie. Jakby te kobiety nie widziały, że one tam są nie dzięki mężczyznom, ale dzięki kobietom, które dla nich te prawa wywalczyły!

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni mogą myśleć o sobie dobrze, w bezkarny sposób. Dla nich krótka spódniczka, drink przy barze jest zachętą do seksu, a przecież nawet gdy ona nie chce, to pewnie i tak chce, tylko tak się droczy. „Kto ci uwierzy” – ewentualnie powiedzą na koniec, wiedząc, że prawo i tak stoi po ich stronie, bo ofiara nie ma prawa głosu i nie ma co liczyć na sprawiedliwy wyrok dla swojego oprawcy.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni czują się silni naszą słabością. Odbiera się nam prawo do pomocy. Zamyka linię telefoniczną, gdzie o pomoc zwracały się setki, jeśli nie tysiące kobiet. Odmawia się finansowania instytucji, które pomagały kobietom wyrwać się się z przemocowych związków, dawały nadzieję na lepsze życie dla nich i ich dzieci.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni nie chcą brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Państwo w ich stronę robi wielki ukłon dając możliwość migania się od płacenia alimentów. Kobietom odbiera ogólnodostępność „pigułki po”, ale mężczyznom pozwala do woli korzystać ze środków na pobudzenie potencji.

Przeraża mnie, że mężczyzna kojarzony przez kobiety z porodowym katem staje na czele prac dotyczących standardów okołoporodowych. Jak się okazuje te – wprowadzone w życie – okazały się dla mężczyzn mało wygodne. A raczej zbyt dobre dla kobiet. Bo te przepisy zmuszały mężczyzn do szanowania kobiety, do zwrócenia na nią uwagi, a nie odhaczenia, jako kolejnej rodzącej.

Przeraża mnie, że tej kobiecie, która chce mieć dziecko – ogranicza się dostęp do badań prenatalnych, że obcina się środki mające pomóc przeżyć urodzonemu w ciężkim stanie dziecku, wyleczyć je. Rząd chwali się 500 plus, ale nie mówi o obcięciu 5 tysięcy złotych na ratowanie życia noworodka – tyle mniej szpitale muszą wydawać na procedurę neonatologiczną.

Przeraża mnie, że o naszej seksualności, mówić będą ci, którym słowo seks nie przechodzi przez gardło, którzy publicznie głoszą nie poparte naukowo bzdury, jak choćby ta mówiąca, że antykoncepcja prowadzi do prostytucji.

Więc wybaczcie – nie chcę żadnego kwiatka, romantycznej kolacji, poczucia się ważną przez pięć minut w Dniu Kobiet. Chcę być ważna dla siebie i dla innych przez cały czas. Chcę, by szanowano mnie i moja prawa i moje potrzeby,

Chcę by traktowano mnie jak człowieka, a nie jako jedną z płci i to w dodatku te słabszą i gorszą, która nie wiedzieć dlaczego, zdaniem niektórych zasługuje na mniej.

Chcę mieć prawo do decydowania o swoim życiu, by nikt się do nie nie wtrącał, nie próbował nim kierować narzucać mi swoje poglądy i wartości. Bo ja mam pełne prawo do swoich własnych priorytetów, emocji i opinii!

Chcę, by traktowano mnie z szacunkiem, kiedy jestem chora, kiedy rodzę dziecko, kiedy oczekuję od państwa pomocy. Od państwa, które wszystkich obywateli powinno traktować na równi, a nie dzieli na lepszych, gorszych, na świat męski i żeński. Po pierwsze – jestem człowiekiem, jak każdy z nas!

I oczekuję. Oczekuję, że wszystkie razem będziemy mówić jednym głosem. Że każda z nas dostrzeże, gdzie kobietę chce się zepchnąć…

Oczekuję, że każda z nas wie, jakie ma prawa, wie, czego chce i na co godzić nigdy się nie powinna.

W radiowej Trójce właśnie toczy się dyskusja, czy w Polsce kobiety są dyskryminowane. „Kobiety nie są dyskryminowane, bo jak się wejdzie do pierwszego lepszego biura, to jest tam 90% kobiet czysto i ładnie ubranych, gdzie ta dyskryminacja?”. Tak myślą o nas mężczyźni… Tak nie boją się publicznie wyrażać swojego zdania na nasz temat. „Kobiety lubią być uwielbiane, lubią spokój, więc może dlatego nie chcą zasiadać na wysokich stanowiskach” – słyszę…

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy wziąć udział w Strajku Kobiet 8-ego marca… Niech to pozostanie za komentarz, za goździka.. Nie łudźmy się, że jeśli same o siebie nie zadbamy, zrobią to za nas mężczyźni. Nie ma szans. A jeśli nie chcecie myśleć o was, pomyślcie o waszych córkach… POPIERAM STRAJK KOBIET.


Lifestyle

„Pieniądze skończą się w trakcie operacji, chichot losu, będzie nas stać na trzymanie przy życiu, ale nie leczenie. Niech MÓJ WSTYD idzie w świat”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 marca 2017
Fot. i Stock / Ondrooo
 

Dobry wieczór

Mój dzisiejszy post jest właściwie listem otwartym.
Do wszystkich.
Do każdego Polaka.
Jest również głosem niezgody, nawet nie krzykiem rozpaczy, ale jest słowem, za którym kryje się zwyczajny ludzki wstyd.

Głośno media, nie tylko internetowe, mówią o nowej stawce procedury neonatologicznej — z 11.000 obniżonej do 6.000.

Jestem pielęgniarką od 27 lat. Całe swoje zawodowe życie pracuję w anestezjologii, intensywnej terapii i pogotowiu.
Całe 27 lat oszczędzam, na wszystkim.
Od zwykłych rękawiczek, poprzez środki opatrunkowe, środki jednorazowego użycia. Zanim użyję drogi sprzęt, zastanowię się dwa razy, zanim cokolwiek wyrzucę – trzy.
Wszystko, co robię, w realizowaniu procedur anestezjologicznych, robię dla pacjenta i tak, żeby dla pacjenta było jak najlepiej.

Pamiętam czasy na intensywnej terapii, kiedy ludzie pomimo starań i aktualnej wtedy wiedzy, z obrażeniami wielu narządów, nie przeżywali doby.
Pamiętam jeszcze mycie rękawiczek w chloraminie, suszenie, składanie gazików z balotów gazy, sterylizację rurek intubacyjnych, masek krtaniowych i rur do respiratorów oraz aparatów do znieczulenia.
Pamiętam również hemofiltrację na zwykłej pompie rolkowej i zacisku od kroplówki.
Ale byłam świadkiem rozwoju medycyny, choćby transplantacji, nie jest mi obca radość z pierwszych kropli moczu przeszczepionej nerki.
To przeżycie ogromne.
Widziałam ból i traumę rodzin dawców i ich heroizm, kiedy w swojej rozpaczy mówili, że żyć będzie mógł ktoś inny.

Kiedy oglądam się za siebie, widzę postęp, ale mam również świadomość, że wielu z nieżyjących pacjentów dziś miałoby szansę.
Medycyna rozwija się bardzo szybko, ale zawsze będą ludzie, dla których SZYBKO znaczyć będzie zbyt WOLNO.

Od zawsze w mojej pracy słyszę słowo koszty,  koniec miesiąca,skończyły nam się pieniądze.
Widzę sztukę kombinowania szefostwa – tu przesunę z środki z opatrunków na leki, tu pożyczę z zaprzyjaźnionego oddziału jedno, tu zamienię z innym drugie.
Pielęgniarki ,szczególnie te anestezjologiczne, wymieniają się z intensywna terapią. Jak u mnie kończy się data ważności sprzętu czy leków, to biorę telefon i sprawdzam, kto może go zużyć natychmiast, oszczędzam, nie wyrzucam.

Dlatego, tak bardzo zabolało mnie osobiście obniżenie, powiem wprost, pieniędzy na dobę dla najmniejszego rodzącego się Polaka.
Bo rodzić mamy wszystkie, prawda? Dzieci uszkodzone pewnie niedługo również.
Przy całej otoczce, mówieniu o ochronie życia poczętego, przy wykorzystywaniu ustawy antyaborcyjnej dla partyjnych celów, zabiera się, w majestacie prawa, szansę na zdrowie najsłabszym.
Próbuje się wprowadzić selekcję naturalną w katolickim (jak bardzo, pokazał czarny piątek) kraju, w kraju, w którym z wiary zrobiono sobie zwykłe hasło wyborcze.

Wiemy wszyscy, że intensywna terapia, ta dla dorosłych i dla dzieci, nigdy nie przynosiła i nie będzie przynosiła dochodu, ratowanie życia jest bezcenne i tak do tej pory,każdy rząd na to patrzył. Żaden minister, żaden rząd, nie podniósł ręki na najsłabszych.
Te 6000 tysięcy nie pokrywa doby, jedenaście też było zbyt mało. Proszę zobaczyć, jakie kwoty zbiera się na zabiegi poza granicami Polski.

Ktoś może powiedzieć,że 6.000 to bardzo dużo i skoro sobie radziliśmy, to damy sobie radę i teraz. Tak, pieniądze skończą się w trakcie operacji, chichot losu, będzie nas stać na trzymanie przy życiu, ale nie leczenie. Za mało żeby żyć, za dużo,żeby umrzeć – tak mówi moja babcia patrząc na to wszystko z góry.

W czasie, kiedy jeden lot wojskowym samolotem kosztuje 35.000, kiedy rząd rozbija samochód za samochodem, kiedy Misiewicze dostają ogromne premie, oszczędza się na najsłabszych, bezbronnych.

To jest nieludzkie Panie Ministrze.
Życie to nie tylko pieniądze, życie to wartość sama w sobie. Rozumiem, że należy liczyć koszty, ale nie rozumiem oszczędzania na uszkodzonym dziecku matki, które zostało poczęte z gwałtu, a Pan zgodnie ze swoim sumieniem, odmówił wypisania recepty na pigułkę”dzień po”.

No tak, ale zawsze można liczyć na znienawidzony WOŚP – nie udało się orkiestry wyautować z przestrzeni publicznej, gra nadal, to niech weżnie na siebie jeszcze koszty współfinansowania procedur.

Społeczeństwo, które zgadza się na oszczędzanie, okradanie z praw (z prawa do leczenia) najmłodszych i bezbronnych, jest społeczeństwem pierwotnym – jaskinia i maczuga, selekcja naturalna.

Ja się nie zgadzam.

Tylko ktoś pozbawiony uczuć mógł wpaść na taki pomysł.

I tu jest ten wstyd, o którym wspomniałam na początku mojego postu — po prostu mi wstyd Panie Ministrze.

Bardzo proszę, a robię niezwykle rzadko, o udostępnienia mojego postu.
Niech MÓJ WSTYD idzie w świat.

Dobranoc


List jest wpisem na Facebooku Moniki Drobińskiej. Został opublikowany za zgodą autorki.

 


Lifestyle

5 sposobów, które sprawią, że przestaniesz porównywać się z innymi

Redakcja
Redakcja
6 marca 2017
Fot. iStock / lzf

Porównywanie się do innych bywa zgubną praktyką. Dążąc do osiągnięcia własnych celów mimowolnie zerkamy na tych, którzy podążali w podobnym kierunku lub dawno już dostali, czego chcieli i mierzą wyżej. Takie porównywanie może w wielu przypadkach być niezłym motywatorem.

Bo skoro nam się wydaje, że nie ma szans, by coś się udało, a koleżance z pracy poszło to całkiem sprawnie i nam załącza się chęć do dorównania. Dzięki temu, zamiast skazywać sprawę na klęskę, zbieramy siły i raz jeszcze podejmujemy wyzwanie. Satysfakcja wtedy jest podwójna.

Jednak, gdy zbyt często przyglądamy się innym, porównujemy wygląd, osiągnięcia w pracy czy wielkość domu, odbija się to negatywnie na samopoczuciu. Zamiast iść własnym torem, stajemy w cieniu innych, czując się bezwartościowymi, mniej sprytnymi a może nawet przegranymi. Odpuszczamy wysiłek albo działamy sfrustrowani, szczególnie jeśli od dzieciństwa byliśmy porównywani przez rodziców czy nauczycieli do rodzeństwa lub koleżanek.

Przestań porównywać się do innych dzięki tym metodom:

Nie wszystko stracone. Nie musisz czuć się gorsza i spoglądać z rezygnacją i zazdrością na ręce innym. Istnieją sposoby, które w prosty sposób wyzwolą cię z pętli porównywania i prób dorównywania innym.

1. Zmień kierunek myśli

Nie koncentruj się na innych, ale na sobie. Zadaj sobie pytanie, co daje ci ciągłe porównywanie do innych, poza złym samopoczuciem. Gdy zauważysz bezsens takiego zadręczania się, przestaniesz sama sobie podcinać skrzydła. Rezygnując z porównywania się do innych, zauważysz siebie. Zmień kierunek swoich myśli, skup się na tym, co sprawia, że ​​czujesz się dobrze, z czego jesteś dumna. Nie każdy może pochwalić się tym samym osiągnięciem, więc nigdy nie powinnaś czuć się gorsza. Mamy różne możliwości i w inny sposób możemy je wykorzystać najlepiej dla nas samych.

2. Oderwij się od mediów społecznościowych 

Mimo że trudno jest obecnie funkcjonować bez uczestnictwa w wirtualnym świecie, lepiej ograniczyć obecność w mediach społecznościowych. Gdy widzisz u znajomych zdjęcia, a na nich wakacje w ciepłych krajach, ciuchy z metkami czy dom „na wypasie”, coś ściska cię w dołku, bo ty wakacje spędzasz na działce i mieszkasz w M2 na osiedlu z wielkiej płyty. To sprawia, że czujesz się gorzej, nie mogąc się czymś więcej pochwalić. A przecież w dużej mierze, to co widzisz, to w większości świat kreowany na potrzeby zaimponowania innym, być może w pożyczonym aucie, biżuterii. Napisać o sobie można wszystko, a rzeczywistość bywa mało różowa. Nie wiesz, co dzieje się w realu, za zamkniętymi drzwiami. Może akurat nie ma czego zazdrościć? Pamiętaj, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal…

3. Wypunktuj swoje mocne strony

Powiedz to głośno, spisz na kartce i zawieś tam, gdzie zawsze będziesz miała ją na oku. To doskonały pretekst do budowania własnej wartości. Wiedząc ile jesteś warta, nie będziesz marnowała czasu i energii na porównania do innych. Zamiast się dołować i wytykać sobie niedociągnięcia, nakręć się na pozytywy, a w głowie szybko powstanie nowy obraz ciebie i nowe, lepsze możliwości. Wszystko dzieje się w twojej głowie.

4. Odrzuć poczucie zagrożenia

Jeśli lubisz patrzeć na innych i za każdym razem powtarzasz sobie, że on/ona ma/potrafi coś wyjątkowego, a ty nie, od razu dopada cię zły humor. Pamiętaj o tym, że ludzie różnią się od siebie, posiadając odmienne predyspozycje. Doceń swoją indywidualność i ucz się od innych, którzy wyróżniają się w innych dziedzinach życia niż ty. Uwierz, że inni również z ciebie mogą brać przykład. Bądź lepszą wersją samej siebie.

5. Odrzuć myśl, że tam, gdzie cię nie ma, jest zdecydowanie fajniej

Tylko z początku może ci się wydawać, że każdy ma lepiej niż ty. Ale tak jak w powiedzeniu „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, fajnie jest, dopóki się nie przekonasz, że ktoś może mieć, tak samo, jak ty, albo nawet gorzej. Wtedy czar pryska i nikt nie marzy, by wchodzić w buty innego człowieka. Warto docenić własne życie i zamiast porównywać się wciąż do innych, iść własnym tempem, obraną przez siebie ścieżką. Bądź wdzięczna za to, co masz, to oszczędzi ci rozczarowań.


źródło: www.powerofpositivity.com, coach4u.pl

🐈 Weź udział w krótkiej sondzie🐶


Zobacz także

Czas wyluzować i trochę sobie odpuścić – 9 oznak tego, że jesteś dla siebie zbyt surowa

Woda w kranie: 6 mitów, w które wierzyłaś

Urodził się pierwszy na świecie noworodek bez określonej płci