8 mitów dotyczących ćwiczeń podczas ciąży i miesiączki. Czy w nie wierzyłaś?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 czerwca 2016
Fot. iStock / gregory_lee
 

Czas miesiączki jest przez większość kobiet czasem znienawidzonym. Bo specjalnie nie ma się z czego cieszyć — jesteśmy poobijane, osłabione, obolałe i w dodatku z humorkami. Często sięgamy po środki przeciwbólowe i szukamy ukojenia i spokoju pod ciepłym kocem. I większość z nas trzyma się z daleka od wysiłku fizycznego, podobnie zresztą jak w czasie ciąży. Bo czy można ćwiczyć podczas tych dwóch sytuacji? Skąd brać chęci i energię oraz co robić, by nie pogorszyć swojego stanu?

Głęboko zakorzeniona niechęć do ćwiczeń podczas ciąży oraz miesiączki wynika z utartych mitów, które od dzieciństwa tkwią w naszych głowach. Skonfrontujmy więc to, co nam kiedyś koleżanki powtarzały i w co wierzymy my same, z faktami naukowymi.

Obalamy mity dotyczące ćwiczeń w ciąży

Fot. iStock / Onfokus

Fot. iStock / Onfokus

MIT I . W ciąży najbezpieczniej jest leżeć

Najlepiej też nie ruszyć ręką, nogą a ustami tylko po to, by pomarudzić i dostarczyć dziecku pokarm. Mit, że nie powinno się ćwiczyć podczas miesięcy ciąży, jest mitem, który od dawna powinien zostać obalony. Niby każda z nas wie, że ciąża nie jest chorobą, ale wiele od początku bierze zwolnienie „na wszelki wypadek”a już na pewno trzyma się z dala od ćwiczeń. A szkoda, bo umykają wam korzyści zarówno dla siebie, jak i maleństwa, oczywiście o ile nie jest to ciąża zagrożona i mama jest zdrowa.

Ćwiczenia w ciąży dobrze wpływają na:

  • zmniejszenie ryzyka wystąpienia cukrzycy ciążowej
  • złagodzenie dolegliwości kostno-stawowe
  • usprawnienie procesu trawienia
  • przygotowanie ciała do porodu
  • dotlenienie mamy i dziecka
  • szybszy powrót do sprawności i wagi sprzed okresu ciąży

MIT II. Jeśli wcześniej ciężarna nie ćwiczyła, teraz też nie powinna

To również nieprawda. Każdy czas jest dobry na rozpoczęcie — ale z głową — aktywności fizycznej. Nikt ciężarnej nie namawia na wyskoczenie do siłowni czy maraton, ale ćwiczenia rozciągające, czy Nordic walking w spokojnym tempie przyniesie wiele pożytku dla zdrowia i samopoczucia. Leżąc przez cały czas i zajadając smakołyki przyszłe mamy wyrządzają sobie jeszcze większą krzywdę tyjąc, niż wynikałoby to z regularnego spacerowania czy delikatnych ćwiczeń na macie lub z piłką gimnastyczną.

MIT III. Ciąża ogranicza do spacerów

Jeśłi tylko lekarz ginekolog dobrze oceni stan zdrowia przyszłej mamy i malucha, może polecić coś więcej niż tylko spacery od domu do przychodni i w drugą stronę. Ciężarna może wybrać pomiędzy kilkoma bezpiecznymi formami aktywności fizycznej: szybki marsz, pływanie, spokojna jazda na rowerze, aerobik, pilates, joga, rower stacjonarny. Ważne, o czym należy pamiętać, to o zachowaniu równowadze w ćwiczeniach (prawa i lewa strona ciała nie powinny być przeciążane), rozsądnej ich ilości bez forsowania i ćwiczeń na stabilnej podstawie/powierzchni, by uniknąć upadku. Miejsce też pod ręką wodę, by stale nawadniać organizm.

MIT IV. Ćwiczenia zabierają dziecku energię więc gorzej rośnie

Nie. Jeśli kobieta odżywia się zdrowo i maluch jest pod opieką lekarza, który wyrazi zgodę na ćwiczenia, ruch w żaden sposób nie szkodzi dziecku. Ani nie będzie ono mniejsze, ani zagłodzone, bo mama ćwiczy.

MIT V. Jeśli mama intensywnie trenowała przed ciążą, może kontynuować w jej trakcie

Niestety, nie każda aktywność jest godna polecenia ciężarnym, nawet jeśli przed zajściem w ciążę były zapalonymi amatorkami różnych sportów. Bezpieczniej jest zrezygnować z gier zespołowych (np.: siatkówka, koszykówka), treningów siłowych, sztuk walki, jazdy konnej i nurkowania. Ryzyko urazów jest zbyt wielkie. Za to można kontynuować bieganie, jeśli to była standardowa aktywność przed ciążą, tylko należy zmniejszyć dystans i tempo, oraz zamienić to np. na Nordic Walking, gdy brzuch będzie przeszkadzał.

Fakty i mity dotyczące ćwiczeń podczas miesiączki

Fot. iStock / Remains

Fot. iStock / Remains

MIT I. Ćwiczenia potęgują ból

Zależy jakie. Jeśli przez pierwsze dni ból dokucza w natężonym stopniu, odpowiednie ćwiczenia nie tylko go nie nasilą, ale pozwolą rozluźnić mięśnie i złagodzić dyskomfort. Ćwiczenia należy wykonywać w spokojnym tempie, bez nadmiernego obciążania organizmu. Jednak zamiast biegania, lepiej wybrać łagodniejsze formy ruchu, np. ćwiczenia z hantlami, piłką, gumą, joga, pływanie, jazda na rowerze (ale nie po wybojach). Wysiłek fizyczny wzmaga produkcję endorfin w naszym organizmie, które uśmierzają ból, a efekt pojawia się już po 15 minutach ćwiczeń.

MIT II. Intensywne ćwiczenia osłabiają organizm i wydłużają krwawienie

Jeśli ćwiczenia przeprowadzane są z umiarem, nie osłabiają a dotleniają organizm. Żadne ćwiczenia nie maja wpływu na długość trwania miesiączki, to indywidualna kwestia organizmu każdej kobiety. W innym przypadku sportsmenki krwawiłyby miesiącami.

MIT III. Okres czyni organizm niewydolnym

Jest wręcz przeciwnie, a wszystko to wynika ze specyfiki gospodarki hormonalnej kobiecego organizmu. Wbrew pozorom i utracie krwi, wydolność organizmu podczas okresu i kilka dni po nim jest wyższa. Spada w drugiej fazie cyklu, zaś najniższa jest tuż przed miesiączką, gdy – organizm odkłada wtedy dużo wody.

To jak, jednak poćwiczycie?


źródło: cwiczeniawciazy.plbabyonline.plpolskabiega.sport.pl


Co byś zrobiła widząc samotne dziecko w centrum miasta? Obejrzyj koniecznie. Bo zmiana zaczyna się od ciebie!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 czerwca 2016
Fot. Screen/Facebook
 

A Wy co byście zrobili? Jak się zachowali, gdybyście spotkali na ulicy sześcioletnie dziecko, bez opieki dorosłego? Dziecko schludnie ubrane, jakby na kogoś czekało. A co, gdyby to dziecko było brudne, w obszarpanym ubraniu?

Przejmujący film UNICEF-u trzeba zobaczyć. Jego pomysłodawcy piszą: „Zmiana zaczyna się od Ciebie. Zatrzymaj się na chwilę, obejrzyj, udostępnij. Dziękujemy”. I my też o to prosimy. Nie bądźmy głusi udając, że są rzeczy, które nas nie dotyczą. Człowiek jest zawsze człowiekiem, bez względu na to, jak wygląda. A dziecko? Ono zawsze jest bezbronne… Obojętnie, jakie ma na sobie ubranie. 


Jak pokochać jedzenie na nowo! I naprawdę…

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
29 czerwca 2016
fot. iStock/knape

Jest pewna gra, którą każdy z nas powinien wprowadzić w swoim towarzystwie; w czasie posiłku, wszystkie telefony i tablety tworzą swoistą wieżę, która ma dotrwać do końca jedzenia. Ten, kto pierwszy zabierze telefon przed ukończeniem posiłku – przegrywa, a przy okazji płaci za rachunek lub zmywa. Może się wydawać banalne, ale jedzenie nie powinno być tylko zaspokajaniem głodu, ale także przyjemnością, którą należy celebrować.

Czy zje z nami pilot?

Siadasz na kanapie, w ręce miska ulubionego makaronu lub ryżu z warzywami. I zaraz, prawie już automatycznie, włączasz telewizor (o ile nie jest już włączony) i sprawdzasz, co nowego wydarzyło się na Facebooku przez ostatnie piętnaście minut. W międzyczasie zajadasz się kolejnym kęsem, aż nagle w ciągu pięciu minut okazuje się, że to ulubione danie zostało pochłonięte bez żadnej przyjemności. Ten jeden moment w ciągu dnia, który powinien być przeznaczony na delektowanie się, uspokojenie i pożywienie, był prawie niezauważalny. Sięgamy po telefon, oglądamy telewizję, włączamy głośną muzykę lub radio, a wszystko po to, żeby choć przez chwilę poczuć pozorną atmosferę intymności z innymi ludźmi.

Pozory mylą

Włączamy telewizor czy kolejny serial na laptopie, żeby stworzyć wrażenie obecności innych w pomieszczeniu przez głos czy śmiech; sięgamy po telefony, żeby w czasie jedzenia komunikować się z ludźmi na całym świecie wysyłając im wiadomości czy komentując kolejne zdjęcia na Instagramie; puszczamy muzykę, żeby stworzyć kolejny rodzaj bodziec odwracający uwagę od samego jedzenia. To trochę jak z deadlinem – kiedy masz dużo czasu, robisz wszystko, tylko nie to, co powinnaś zrobić, a potem nagle musisz zrobić wszystko na ostatnią chwilę. W celebracji posiłku chodzi o coś, czego nikt nas nie uczy – intymność i skupienie wszystkich zmysłów na talerzu.

Sexy food

Nie bez powodu Magda Gessler zawsze porównuje najlepsze dania do orgazmu; to idealne jedzenie angażuje wszystkie zmysły, jest afrodyzjakiem i naprawdę może doprowadzić do zdobycia serca przez żołądek. Ludzie płacą ogromne pieniądze za możliwość zjedzenia kolacji w zupełnej ciemności, bo to właśnie wtedy najzwyklejsze pierogi czy nawet frytki z fast fooda smakują zupełnie inaczej. Zamiast wydawać krocie, wystarczy sukcesywnie uczyć się świadomości i stu procentowej obecności w czasie jedzenia.

Jak? Skoro była mowa o orgazmie, tak samo jak w czasie seksu, wszystkie zmysły muszą być skupione tylko na jednej czynności. W tym wypadku, na jedzeniu. To może się wydawać banalne, ale wcale nie jest takie proste.

Fot. iStock / Courtney Keating

Fot. iStock / Courtney Keating

Uwaga, jedzenie!

Z natury jesteśmy wielozadaniowi – gotujemy oglądając telewizję, rozmawiamy prowadząc samochód, wysyłasz przyjaciółce wiadomość o weekendzie, w tym samym czasie kończąc maila służbowego. Najprostszym dowodem jest okno twojej przeglądarki internetowej, w której jest kilka otwartych kart z zupełnie innymi tematami. To normalne i wcale nie zahacza o podzielność uwagi, ale warto z tym walczyć, szczególnie w czasie posiłku. To wcale nie będzie łatwe, może się wręcz wydawać głupie, ale kiedy raz spróbujesz – będziesz chciała więcej i więcej!

Na początku wyłącz wszystko, co może zabierać twoją uwagę – telewizor, komputer, radio, dźwięk w telefonie. Usiądź przy stole, na którym czeka przygotowane wcześniej danie i uruchom każdy zmysł. Sprawdź, jak dokładnie pachnie. Jak każdy składnik wpływa na kolor, smak czy zapach? Czy kolory na talerzu coś ci przypominają? A może sam smak wprawia cię w stan tęsknoty i zamyślenia?

Wolniej!

Wszystko tak naprawdę rozchodzi się o bardzo popularną ostatnio ideę slow, która namawia do zwolnienia i rozkoszowania się życiem. I tak mamy slow sex czy slow jogging. W odpowiedzi na fast food (szybkie jedzenie) powstał więc slow food (wolne jedzenie), które przygotowuje się z ogromną starannością o każdy szczegół. Slow life to także synonim świadomości siebie samego, swojego ciała, ale także przyrody, która nas otacza. Jak to się ma do jedzenia? Świadomość swojego własnego organizmu pomaga nam w opanowaniu pozornego poczucia głodu czy chęci natychmiastowego zjedzenia czegoś słodkiego. Co ciekawe, naukowcy udowodnili, że unikanie poczucia intymności z jedzeniem może prowadzić do wielu chorób, np. kompulsywnego objadania się czy bulimii.

Pokochaj jedzenie

Jedzenie w biegu to pewnego rodzaju definicja XXI wieku. Nie mamy czasu na spokojne zjedzenie obiadu z rodziną, a co dopiero na ugotowanie go. Dlatego jemy szybko, często nie zwracając uwagi na walory odżywcze, a nawet na smak. Prawda jest jednak o wiele bardziej bolesna; jedząc w pośpiechu i rozpraszając swoje zmysły kolejnym serialem czy talent show, wygląd, a nawet smak dania tracą na znaczeniu. Dlatego też warto spróbować pokochać jedzenie, cieszyć się każdym kęsem i na nowo odkrywać dania z dzieciństwa.


Zobacz także

Sprawdź, jakich witamin brakuje organizmowi jesienią najbardziej (i jak je uzupełnić)

Kiedy jesteś emocjonalnie i psychicznie wyczerpana, ale jeszcze o tym nie wiesz

Wyrzucasz łupiny cebuli? Ja nie. Można je wykorzystać na wiele sposobów