„Zawsze bardzo wierzyłem w widzów! Nigdy nie uciekałem przed kinem popularnym”. Wywiad z Christianem Clavierem – odtwórcą roli André w filmie MOMO

Redakcja
Redakcja
4 czerwca 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Redakcja: Zaangażował się pan w projekt „Momo”, mimo, że nie oglądał pan sztuki teatralnej. Co urzekło pana w tekście Sébastiena Thiéry?

Christian Clavier: Rzeczywiście, nie znałem sztuki teatralnej. Przeczytałem jedynie scenariusz i była to doskonała adaptacja. Nie miałem żadnych punktów odniesienia, jednak od razu polubiłem swoją postać. André jest od początku przekonany, że młodzieniec, który wtargnął w jego życie, twierdząc, że jest jego synem, to oszust! Myślę, że można odczuwać wobec niego pewną empatię: ma mnóstwo wad, ale jest bardzo zabawny, bo sytuacja go przerasta i będzie musiał stopniowo się do niej dostosować. Problemy z jakimi zmagają się państwo Proiux, sprawiają, że oboje mają ochotę zaakceptować ten niedorzeczny pomysł i uwierzyć, że ów czterdziestolatek jest ich dzieckiem. Tym, co moim zdaniem, łączy mojego bohatera z widzem, jest jego kartezjański rys: od początku jest przekonany, że Patrick to uzurpator. To pasjonujące.

W tym filmie ciekawe jest to, że ta absurdalna sytuacja, o której pan mówi, zaczyna stopniowo stawać się wiarygodna – dla pańskiego bohatera i co za tym idzie – dla widzów.  

Tak, ale dodam jedną ważną rzecz, ponieważ sformułowanie „absurd staje się wiarygodny” pozostaje abstrakcyjne: na początku filmu sytuacja rzeczywiście jest absurdalna, jednak bardzo szybko zaczyna mieć bardzo głęboki oddźwięk w doświadczeniach pary głównych bohaterów. Ci ludzie nie mają dzieci i są całkowicie skupieni na sobie. To, co się stanie, wydaje im się czymś prostym, wręcz naturalnym: w życiu jesteśmy szczodrzy przede wszystkim wobec własnych dzieci. W tej kwestii Sébastien Thiéry wychodzi od swojego osobistego poglądu i dzieli się z nim ze wszystkimi, jak czymś oczywistym. Myślę, że każdy z nas spotkał w życiu starszych, bezdzietnych ludzi, skupionych na sobie, na własnych nawykach, rutynie i, prawdopodobnie, na własnej depresji!

Film jest adaptacją sztuki teatralnej, zatytułowanej „Momo”. W jaki sposób przyswoił pan sobie tekst, napisany przez Sébastiena Thiéry i nadał mu pan osobisty rys?

Wszystko odbyło się w bardzo prosty sposób: mieliśmy próby czytane z Sébastienem i z drugim reżyserem, Vincentem Lobelle. Podzieliłem się z nimi swoimi spostrzeżeniami na temat tych aspektów postaci, które do mnie przemawiały. Niektóre z moich propozycji chyba na początku trochę ich przeraziły, ale później, podczas zdjęć, przekonali się do nich, stwierdziwszy, że te pomysły są spójne z kierunkiem rozwoju postaci i że dodają jej uroku. Zawsze uczę się na pamięć całego scenariusza, jakby to była sztuka teatralna i w tym wypadku nie zmieniłem metody. Dzięki temu wgryzam się w tekst, zanim zacznę go grać i przeżywam rolę w sposób znacznie bogatszy, co dla mnie stanowi istotę kina.

Film „Momo” ma dwóch reżyserów: Sébastien Thiéry skupił się na postaciach, a Vincent Lobelle na reżyserowaniu scen. Jak wspomina pan pracę na planie?

Interesowało mnie przede wszystkim to, że partneruje mi Catherine Frot: po raz pierwszy graliśmy parę. To bardzo ciekawa i oryginalna aktorka. Nie mogłem się doczekać, by sprawdzić, co się między nami wydarzy. Sébastien i Vincent podzielili się pracą na planie i stopniowo dawali mi coraz więcej swobody w odgrywaniu postaci André.

Wszystko oczywiście było spójne z tekstem, napisanym przez Sébastiena, który jest bardzo dobrym dramatopisarzem. Vincent posiada talent do tworzenia pięknych kadrów. Dyrekcja artystyczna Isabelle De Araujo sprawia, że film jest elegancki, a to w przypadku komedii jest bardzo ważne. Zatem, oczywiście, musieliśmy się nawzajem poznać, ale szybko wytworzył się między nami dobry klimat i po tygodniu wszystko przebiegało bardzo sprawnie.

Zabawne i wzruszające jest to, że obaj, mówiąc o panu, wspominają o wrażeniu, jakie wywarł na nich fakt, że oni, debiutanci, pracują z Christianem Clavierem. To była przyjemność pomieszana z lękiem. Czy był pan tego świadom?

Tak, i nawiasem mówiąc, bardzo mi to pochlebia, ale zawsze chciałem być do ich dyspozycji. Chodziło o to, żeby dać im z siebie wszystko, co tylko mogłem. Zazwyczaj taka metoda działa i reżyserzy są bardzo zadowoleni. Trzeba przyznać, że tak dobrze znam charakter postaci André Prioux i teksty w podobnym stylu, że zagranie tej postaci było dla mnie czymś niemal naturalnym!

Wróćmy do Catherine Frot, z którą spotkał się pan na planie filmu „Les Babas Cool” 35 lat temu…   

A zatem – już dość dawno! Catherine gra w tym filmie zupełnie inaczej niż ja i właśnie to sprawia, że nasz duet jest taki ciekawy: jest opętana przez tę postać i przez niezwykle silne emocje, jakie odczuwa na widok tego człowieka, który twierdzi, że jest jej synem i wybija jej małżeństwo z rutynowych torów. To wspaniałe, gdy komedia zbudowana jest zgodnie z zasadą, którą Amerykanie nazywają „parallel lines” – każdy aktor odgrywa postać „po swojemu” i spotykają się one dopiero pod sam koniec.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Taki styl gry wymaga od partnerów prawdziwego porozumienia i uzupełniania się: i właśnie to widać na ekranie.

Tak, stworzyliśmy prawdziwy duet i obdarzaliśmy się wzajemną uwagą. Catherine to wspaniała aktorka, profesjonalistka, która wie, w jaki sposób wykorzystywać swój talent. Bardzo dba o wizerunek, nie popełnia błędów w doborze ról i gra bez fałszywych nut. Oczywiście nie miałem co do tego wątpliwości, więc na planie nie byłem zdziwiony! W codziennej pracy aktorskiej Catherine to prawdziwy Rolls Royce; właśnie takie partnerki lubię.

Proszę powiedzieć kilka słów na temat innych partnerów, Sébastiena Thiéry, pańskiego filmowego „syna” i jego towarzyszki,  Pascale Arbillot.

Pascale jest bardzo zabawna i niezwykle oryginalna. Świetnie dogadywaliśmy się i często razem wygłupialiśmy się na planie. Sébastien przeżywał problem niepełnosprawności nieco inaczej, ponieważ ta historia ma bardzo dokładne odbicie w jego życiu prywatnym. Uważam, że pisze w sposób niezwykle celny i odważy, wręcz – przekracza pewne granice. Ale ostatecznie, podczas pokazów przedpremierowych zauważyłem, że widzowie śmieją się, dziwią i denerwują, oglądając ten film i jest to zasługa tekstu wyjściowego, który w żadnym momencie nie jest nudny. Sztuka „Momo” to, jak dotąd, największy sukces Sébastiena Thiéry i sądzę, że wynika to z jego niezwykłego talentu do utrzymywania widza w napięciu, do rozśmieszania i wzruszania go.

Mówiąc o jego „odwadze” ma pan na myśli to, że podjął ryzyko, podejmując w komedii tak delikatny temat, jak niepełnosprawność, ponieważ Patrick jest głuchy i z mówi z dużym trudem?

Zawsze bardzo wierzyłem w widzów! Nigdy nie uciekałem przed kinem popularnym. Obejrzałem film razem z publicznością, co natychmiast utwierdziło mnie w moim pierwszym wrażeniu po lekturze scenariusza. Wiedziałem, że widzowie przyjmą tę opowieść, nie doszukując się w niej złych intencji. Właśnie to jest wspaniałe w przypadku masowej publiczności i nie ma tu mowy o uproszczonej reakcji. Przeciwnie – jest ona oparta na autentycznych emocjach.

MOMO

W KINACH OD 8 CZERWCA 2018


Naturalnie, że naturalne… ale wcale nie takie drogie! Kosmetyki z BIO składnikami z Rossmanna

Redakcja
Redakcja
4 czerwca 2018
Fot. iStock / Foremniakowski
 

Kosmetyki marki Alterra są stworzone z myślą o osobach, które poszukują naturalnych produktów powstałych z BIO składników, specjalnie dla pielęgnacji delikatnej skóry, ciała i włosów. Produkty te są oznaczone logo Vegan Society, brytyjskiej organizacji certyfikującej produkty wolne od składników zwierzęcych. Odpowiednie również dla wegan.

W czerwcu w drogeriach Rossmann znajdziecie trzy nowości od Alterry. Naturalne składniki w roli głównej – kakao, baobab, aloes, pigwa i aktywny węgiel. Taka mieszanka zapewni skuteczną i delikatną pielęgnację.

Lekki żel z aloesem Alterra (11,59 zł/50 ml), zawierający ekstrakt z pigwy BIO, dostarcza skórze dużo nawilżenia i działa na nią kojąco. Żel wywołuje przyjemny efekt chłodzenia skóry, odświeża ją i perfekcyjne nadaje się do stosowania po opalaniu, ukąszeniu owadów, podrażnieniach skóry, a także do pielęgnacji skóry zmęczonej. Żel z aloesem nadaje się również do codziennej pielęgnacji twarzy. Doskonały do skóry suchej i wrażliwej. Nawilża i koi skórę.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Szampon regenerujący (5,99 zł/200 ml), zawierający ekstrakty z kakao BIO, baobabu BIO i jojoba BIO opracowany został specjalnie dla potrzeb włosów zmęczonych i zniszczonych. Kakao zawiera witaminy w tym witaminę młodości E, wzmacnia włosy, wygładza je i nabłyszcza. Baobab z kolei, dzięki bogactwu witamin, działa regenerująco i kojąco, jest jak opatrunek na zniszczone włosy. Formuła, na którą składa się L-arginina i naturalne białko pochodzące z pszenicy przyczynia się do wzmocnienia struktury włosów. Zawiera glicerynę roślinną, pomaga chronić włosy przed przesuszeniem, dzięki czemu stają się bardziej elastyczne, dają się łatwiej rozczesywać i uzyskują lśniący połysk.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Maseczka z aktywnym węglem (4,99 zł/7,5 ml 2 szt.) intensywnie oczyszcza skórę i zapobiega ponownym zanieczyszczaniom. Aktywny węgiel działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie, rozjaśniająco i kojąco. Uwalnia pory skóry od zabrudzeń i nadmiaru sebum oraz matuje cerę. Dzięki swojej teksturze o charakterze żelu daje się łatwo nanosić i dobrze rozprowadzać. Maseczka jest przy tym łagodna dla skóry.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Rossmann


3 zasady przyciągania w związku i dlaczego one nie zawsze działają

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 czerwca 2018
Fot. iStock/FatCamera

Co pociąga cię w potencjalnym partnerze?  Dobry wygląd, osobowość, poczucie humoru? Zazwyczaj przyciągają nas do siebie osoby, które są atrakcyjne fizycznie, podobne do nas i nam znane. Jednak te czynniki nie zawsze budzą ten charakterystyczny  zachwyt  który sprawia, że chcemy być blisko. Czasem to, co teoretycznie powinno nas ku sobie przyciągać, dzieli.

Atrakcyjność fizyczna

Zaczyna się od tego, że ktoś „wpada nam w oko”. Z tym, że osoba, która nam wydaje się piękna i atrakcyjna fizycznie, komuś innemu wyda się brzydka i nieciekawa. Uroda to rzecz gustu. Często dostosowujemy nasze postrzeganie atrakcyjności fizycznej innych osób do naszego poziomu atrakcyjności fizycznej. Jak to działa? Zdarza się, że bardziej atrakcyjni ludzie postrzegają wszystkich innych jako mniej atrakcyjnych, podczas gdy mniej atrakcyjne osoby uważają, że tych atrakcyjnych jest wokół nich całe mnóstwo. Jednak długotrwałe relacje z bardzo urodziwą osobą wydają nam się niemożliwe na dłuższą metę. Boimy się ich i na życiowego partnera nieświadomie wybieramy tych, których można by określić mianem „przeciętnych”. W naszych oczach stają się piękni, bo dają nam poczucie bezpieczeństwa.

Podobieństwo

To, że czujemy się do siebie podobni, zdaje się na pierwszy rzut oka być czynnikiem, który zwiększa nasze szanse na udaną romantyczną relację. Ten, kto jest podobny lepiej nas rozumie – myślimy.  Lubimy innych, którzy są do nas podobni pod względem postaw, wykształcenia, cech osobowości, a nawet imion.

Jeśli jednak chodzi o dłuższą relację i jej szansę na przetrwanie, okazuje się, statystycznie lepiej nam z tymi, którzy się od nas różnią. Dlaczego? Dlatego, że różnice skłaniają nas do lepszej komunikacji, do wysiłku, który wkładamy w to, by się zrozumieć i wyjaśnić sobie swój punkt widzenia. To prawdziwe spoiwo, które wzmacnia związek.

Fakt, że się znacie 

Psycholodzy przeprowadzili kilka eksperymentów, z których wynika, że ludzie są dla bardziej atrakcyjni, gdy spotykamy się z nimi częściej. Jeszcze bardziej lubimy innych, gdy częściej wchodzimy z nimi w interakcję online. Co więcej, czujemy większy pociąg emocjonalny w stosunku do tych osób, które fizycznie przypominają nas i członków naszej rodziny .

Biologia jest jednak bezwzględna. Jeśli chodzi o długotrwałe związki, „obcy” mogą być dla nas bardziej atrakcyjni ze względu na nieświadome pragnienie genetycznie zróżnicowanego potomstwa….


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Nie bądź małą dziewczynką, dojrzej. Siedem cech dorosłej kobiety, które ułatwiają życie

Daria Ładocha: „Życie ma czasem smak pierogów z truskawkami – jest ciepłe, słoneczne, pachnące”

Miłość przychodzi wtedy, gdy rozumiesz, że razem jest cieplej… Piękny film o miłości