„Zatańczysz, jak ci zagram” – lubiłaś tak do niego mówić. Ale w końcu i on odszedł

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 lutego 2018
F
Następny

„Zatańczysz, jak ci zagram” – mówiłaś do niego raz po raz. I tańczył, bo wierzył, że tak trzeba. Tańczył, bo zrobiłby wszystko, żebyś była szczęśliwa.  To się nigdy nie kończyło. Ból, który zadawałaś niespodziewanie, zostawał w nim na długo potem, jak z twoich ust wypadły raniące słowa. Tak długo jak myślał o tym, dlaczego właściwie to powiedziałaś. Czy ty go kochasz, czy nienawidzisz?  Sam wiele razy się zastanawiał nad tym, czy jeszcze cię kocha. I zawsze odpowiadał sobie „tak”. Choć miłość do toksycznej kobiety jest piekłem.

Mieliście dobre momenty i dlatego nie mógł od ciebie odejść. Trzymał się ich kurczowo, tak jakbyś była alkoholiczką, która wpada w swoje ciągi picia, a potem na chwilę wraca do normalności. Wierzył, że z czasem tych dobrych momentów będzie coraz więcej, tych złych – coraz mniej. Że cię zmieni. Nie, raczej – że ty się zmienisz dla niego, bo dowiedzie ci swojej miłości. Wierzył w ciebie, w was, w twoje „kocham cię” i „potrzebuję ciebie”. Kto by nie uwierzył? Jesteś przekonywująca.

Był z tobą wtedy, kiedy wszyscy mówili mu: „zostaw ją, ona cię niszczy”. Nie udawaj, doskonale rozumiesz, jak bardzo go niszczyłaś. Wracałaś do domu i wydzwaniałaś po kilkanaście, kilkadziesiąt razy z pytaniem, dlaczego go jeszcze nie ma. Traktowałaś go jak swoją własność – jego czas był przecież twoim czasem. Poszedł na kawę, bez ciebie? Nie miał prawa się tak zachować. Wszedł do księgarni, kupił sobie nowy kryminał? Jak mógł, bez konsultacji z tobą? Dla ciebie rzucił to, co kochał – maratony. Bo nie mogłaś znieść, że miał coś swojego. Nie mógł mieć nic swojego, bo nie mogłabyś mieć nad tym kontroli.

Był przy tobie, kiedy wykrzyczałaś, że do żadnego psychologa nie pójdziesz, bo nie jesteś psychiczna i żeby się lepiej zajął sobą i swoją nienormalną matką. Obrażałaś ją chyba w każdej kłótni, prawda? A jednak, ona nigdy nie stanęła między wami, on by na to nigdy nie pozwolił, zbyt mocno cię kochał. Wiele kobiet by to doceniło, ty nie. Ty nie potrafiłaś docenić nic. Brałaś wszystko, ale nie potrafiłaś dać z siebie nic, prócz ciągłych wyrzutów, uwag, komentowania waszych osobistych problemów przy znajomych. I wywlekania najdrobniejszych błędów. Nie wiem, jak on mógł to znieść.

Był, kiedy kontrolowałaś jego maile i czytałaś SMS- y. „Jak ty do niej piszesz, dlaczego ta uśmiechnięta buźka?” – komentowałaś, dociekałaś, węszyłaś romans. Nie potrafiłaś zaufać, nigdy. Wiedziałaś lepiej.

Strona 1 z 2
czytaj dalej

 

 

6 sygnałów, że stałaś się ofiarą przemocy słownej

Redakcja
Redakcja
8 lutego 2018
Fot. iStock/Abel Mitja Varela
Fot. iStock/Abel Mitja Varela
 

Słowa mogą boleć, ranić niewidocznie, ale naprawdę głęboko. Agresja słowna nie zawsze musi oznacza ostrej kłótni, podczas której partnerzy obrzucają się nawzajem wyzwiskami i przekleństwami. Przemoc słowna nie zostawia po sobie widocznych śladów i siniaków. Gorzej, bo zostawia głębokie szramy na duszy, uczucia i przekonania, których ciężko jest się pozbyć z głowy. 

Osoba poddawana długotrwałej przemocy może cierpieć z powodu niskiej samooceny, wykształcenia biernych mechanizmów radzenia sobie z przemocą, zmagać się z wysoką zależnością emocjonalną od swoich partnerów, podwyższonym niepokojem i depresją, poczuciem winy za to, co dzieje się związku. To tylko część z konsekwencji, jakie ponosi ofiara.

Oblicza przemocy werbalnej bywają znacznie łagodniejsze, a na pierwszy rzut oka wręcz niewinne. Przecież każdemu zdarza się powiedzieć coś złośliwego czy przykrego, prawda? Kiedy więc zwykły docinek staje się przemocą?

6 sygnałów, że stałaś się ofiarą przemocy słownej

1. Manipulowanie

Zapewne nie od razu to zauważyłaś, a może do tej pory nie masz świadomości, że to, jak partner się do ciebie odnosi, to przemoc słowna. Manipulant chętnie doradzi i wskaże ci, co możesz zrobić lepiej, umniejszając jednocześnie twoje chęci i starania. Wszytko to wygląda na troskę, ale nią nie jest, bo służy jedynie poprawie samopoczucia agresora.

2. Niesprawiedliwe porównywania

Pokazywanie, że ktoś jest lepszy, mądrzejszy, ładniejszy od ciebie nie jest w porządku. Niesprawiedliwe porównywanie oraz umniejszanie twoich cech czy umiejętności jest jednym z sygnałów, że partner stosuje wobec ciebie cichą przemoc słowną. Najbliższa osoba jest w rzeczywistości najzagorzalszym krytykiem.

3. Zawstydzanie

Opowiadanie „anegdotek” dotyczących ofiary, przytaczanie sytuacji ośmieszających, pokazujących partnera w złym świetle w szerszym gronie słuchaczy, to także przejawy agresji werbalnej.

4. Brak swobody wypowiedzi

Agresywny partner nie pozwala przedstawić ci twojego stanowiska, ucina podejmowane próby rozmowy. Odmienne opinie wywołują złość i werbalny atak, więc wolisz nie ujawniać tego, co tak naprawdę myśli.

5. Brak pewności siebie

Unikasz rozmów, słownych konfrontacji z partnerem, ponieważ czujesz się gorsza, mniej inteligenta, nie odnajdujesz się w rozmowie. To, co mówisz jest stale wyszydzane, spychane jako rzeczy mało istotne i ty sama tak zaczynasz się czuć. Wolisz przyznać mu rację, wycofać się, by mieć święty spokój.

6. Jawne kłótnie

To chyba najbardziej oczywista okazja do zastosowania słownej agresji. Pojawiają się wyzwiska, przekleństwa, wyciągane są najgorsze „brudy” i przewinienia. Co więcej, przemoc słowna często prowadzi do agresji fizycznej względem drugiej osoby, a także przedmiotów.


 

źródło: zwierciadlo.pl, krokdozdrowia.com


Koniec życia w chaosie! Poradnik dla pracujących mam

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
7 lutego 2018
Fot. iStock/Geber86
Następny

Teoretycznie jakoś funkcjonujecie. Nie zawalasz swoich służbowych obowiązków, dom nie przypomina rudery, dzieci nie opuszczają lekcji, ani nie chodzą brudne czy głodne, a jednak coś nie gra. Co? To, że wasze życie to jeden wielki chaos. Działa, dopóki ty działasz na autopilocie, ale wystarczy drobiazg, żeby cały plan dnia się rozjechał. Nie twierdzę, że i w takich sytuacjach sobie nie radzisz. Ba! Z pewnością wychodzisz z każdej opresji, bo my, kobiety wielozadaniowość mamy po prostu w naturze. Podpowiem ci, jak sprawić, by wszystko funkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku.

Wszystkie wiemy, jak trudno zapanować nad zwykłymi, codziennymi obowiązkami, ale nie jest to niemożliwe. I mówię to ja – matka aktywna zawodowo, która ceni sobie czas wolny. Kluczem do sukcesu jest dobra organizacja. Idealnie opisała to Mitzi Bockmann, trenerka motywacyjna. Jej zdaniem, wystarczy drożyć 5 zasad, by opanować chaos dnia codziennego. Z kilku jej rad nieświadomie korzystam już od dawna, więc chętnie wtrącę, jak to wygląda u mnie.

Weź kalendarz i zrób harmonogram

Wiem, zabrzmi to strasznie, ale… trzeba zanotować absolutnie wszystko. Ja robię to zawsze w piątek wieczorem. Biorę do ręki mój osobisty kalendarz i notuję wszystko, co w danym tygodniu trzeba zrobić, a także to, co NALEŻY uwzględnić. „Wszystko”, czyli:

– moje godziny pracy + czas na dojazd

– godziny, w jakich dziecko przebywa w szkole/przedszkolu

– zajęcia dodatkowe dzieci + kto zawozi/odbiera

– czas na realizację waszych pasji

– czas tylko dla siebie

– wyjścia rodzinne, spotkania ze znajomymi

– ewentualne wizyty u lekarza

– duże zakupy

– sprzątanie

To, co jest najważniejsze i czego absolutnie nie mogę zawalić, zawsze zaznaczam na czerwono lub podkreślam zakreślaczem. Rozpisanie takiego harmonogramu jest dość żmudnym zajęciem, jednak naprawdę się opłaca. Dobrze byłoby, gdyby taki harmonogram tygodniowy wisiał w widocznym miejscu, np. w kuchni. Tak, by wszyscy domownicy mogli rozeznać się w tygodniowym rozkładzie jazdy. W miarę upływu tygodnia codziennie patrzy na swój kalendarz, aby dostosować go w razie potrzeby. Jeśli coś musi zostać przeniesione, zrób to natychmiast, aby nie zostało zapomniane.

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Zobacz także

Fot. iStock/Ridofranz

8 sztuczek, dzięki którym będziesz naprawdę szczęśliwa. To proste

"Każda kobieta górnika to bohaterka"

„Każda kobieta górnika to bohaterka”

Fot.  Screen/You Tube

A ty? Dlaczego jesteś brzydka? Obejrzyjcie koniecznie ten filmik