„Strata ojca, odejście partnera, problemy w pracy. To problem? Nie! Dam radę”. Gdy załamuje się silna

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 stycznia 2016
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Na Sylwestra Magda dostała od przyjaciółki maila „Przepraszam, nie wiedziałam. Jest mi tak źle, że nie zauważyłam”, druga powiedziała: „Przecież byłaś wciąż taka wesoła. Myślałam, że depresja to niewychodzenie z łóżka. Powolny rozpad duszy”. „Rozpadałam się po cichu” odpowiedziała.

To było zaraz po tym, jak powiedziała koleżankom, że nie pojedzie na wspólny wyjazd, bo ma depresję. Koniec z pretekstami. Boli głowa, nie ma pieniędzy, praca. „Nie mam siły” wyznała.

Ona samotna matka 9-letniego chłopca, dusza towarzystwa, kobieta energia.

Magda: „Depresja jest robal, który zjada cię od środka. Obok was może być człowiek, który cierpi. Nie widzicie, bo się śmieje, bo wygląda tak samo. No może trochę tyje. Albo trochę chudnie. Nie przebiegnie już z tobą 10 km, woli zostać w domu niż wyjść. Częściej, bo też nie zawsze. Moja historia to historia tysięcy ludzi. Pokolenia lat 60.tych, 70.tych, 80.tych.

Często nie ma powodów, choć moim zdaniem podstawowym powodem jest zbyt szybkie życie. Gdy zwalnia – dusimy się. Powodem jest złudzenie kontroli. Za duże wymagania wobec siebie i innych. Wpychanie każdego bólu gdzieś do środka, a zostawianie sztucznego uśmiechu. Bo przecież co inny pomyślą”.

Proszę: „Opisz kilka najważniejszych rzeczy. Po czym poznać u siebie, u innych?”

Niezdolność do cierpienia

Magda: Kiedyś myślałam, że umiejętność wyłączania emocji to moc. Mama była słaba. W naszej domowej apteczce było dużo proszków na uspokojenie, głównie relanium. Mama w stresie brała te tabletki, popijała winem. Potem spała. Jeśli dorastasz z osobą bezbronną, obiecujesz sobie, że nigdy bezbronna nie będziesz. Bo bezbronność to zaburzony dom, chaos, brak poczucia bezpieczeństwa i uciekający z domu ojciec. Ojciec pogardliwy. Ale tych możliwych scenariuszy może być dużo, nie czepiaj się obsesyjnie któregoś. Ważne jest poczucie kontroli.  Że musisz ją mieć. Jesteś najlepszą uczennicą, w wieku 10 lat umiesz piec ciasto i dzwonić na pogotowie (mama po proszkach wpadła kiedyś na toaletkę i rozbiła sobie głowę). Płacisz rachunki i odprowadzasz młodszego brata do szkoły, gdy ojciec już od was odchodzi. I musisz znosić wyznania, że matka to wariatka. Znosisz, bo nie chcesz stracić ojca. Ale słowo „wariatka” przez całe dorosłe życie będzie budziło twój lęk.

Potem przez lata unikasz emocji. Unikasz ludzi emocjonalnych (czyt. twoim zdaniem słabych), każde złe wydarzenie zamiatasz pod dywan. Kłopoty w pracy? I co z tego? Problemy z pieniędzmi? Trzeba działać nie marudzić. Nawet choroby i śmierć nie są w stanie cię złamać. Rozstania. Na krótko.

– Czy to nie dziwne? – spytała mnie kiedyś przyjaciółka.

– Ale co jest dziwne?– zdziwiłam się.

– Że nie przeżywasz cierpienia po Piotrze.

Zemdliło mnie.

– Piotr to ojciec mojego dziecka, chciał rozstania, proszę bardzo. Przestań wszystko analizować – odpowiedziałam surowo.

Dopiero potem, na terapii, zrozumiałam, że ja nie umiem przeżywać bólu.

Kochani, a ból przeżyty jest jak garb, jak burza, która musi i tak się stać. Im mniej cierpisz na co dzień (mimo zdarzeń), tym bardziej będziesz cierpieć później. Dopiero na terapii zapłakałam nad mamą, nad ojcem, który nas porzucił, nad sobą małą, taką dorosłą. Nagle pomyślałam; Boższ, tyle zamrożonych emocji. To każdy mój ból w ciele. Każdy sztywny kark, ból brzucha, lęk, z którym się budziłam. Wszystko ma swoją przyczyną.

Brak złości

Nie umiesz wściec się tak naprawdę na innych. Powiedzieć: jestem zła.  Tak jak nie umiesz być zła na ojca czy mamę, nie umiesz być zła na innych. Mówisz: nie szkodzi, załatwiasz, ogarniasz dalej. Ludzie znajdują w tobie spokój, pokorę. Ale ty nie znajdujesz tego w sobie.

Pamiętam taką scenę z Piotrem, byłym mężem. Nie zdążył do szpitala na mój poród. Nie odbierał telefonów. Potem się okazało, że zasnął: „No zaspałem” rzucił. Jakby „zaspałem” było dostatecznym powodem, żeby nie pojawić na porodzie syna. Powiedziałam: „Jasne, ok”. A przecież byłam wściekła, smutna i rozżalona.

Jednak przeżywanie takich emocji wydawało mi się tak małe.

A potem, kilka lat później, Piotr próbował popełnić samobójstwo. Weszłam do domu, w sypialni spał nasz czteroletni syn. Męża znalazłam w łazience, nieprzytomnego. Leki, alkohol. Jak mama. Tłumaczyłam go. Kryzys, depresja, brak  terapii.  Dlaczego? A gdyby tam wszedł nasz syn? Co bym powiedziała mu rano? Potem zrozumiałam, że tłumaczę bliskich mi ludzi, taki mam nawyk.

Nie róbcie tego, ludzie muszą  brać za siebie odpowiedzialność. Jeśli ty ją bierzesz za nich – w końcu zapłacisz za to wysoką cenę.

Napięcie

To był pierwszy objaw mojej depresji. Nieustanne napięcie. I wku*w. Rozstawiałam ludzi po kątach, traciłam panowanie nad sobą na służbowych zebraniach. Miałam ochotę wywalić wszystkich z pracy. Robiłam awantury. W sklepie, i w korku.

– Mamo, dlaczego jesteś wciąż zła? spytał mój syn.

– Nie wiem, kochanie – odpowiedziałam.

Bo nie wiedziałam.

Przecież nie dlatego, że mąż, którego ratowałam, odszedł do innej. Przecież nie z powodu żalu. Nie, nie, nie.

Oczywiście, że tak.

Wstyd

Nagle czujesz absolutny bezsens życia. Ty, optymistka. Ty, siła. Całą niedzielę spędzasz w starym podkoszulku, chodzisz tylko do lodówki po kolejną porcję lodów. Robisz minimum. Oglądasz seriale. I marzysz o tym dniu, gdy ukryjesz się w kołdrze i nikt nic od ciebie nie będzie chciał.

– Mamo, co dziś robimy– pyta dziecko.

– Mam gorączkę, kotku – kłamiesz.

I leżysz. Tylko w łóżku jesteś bezpieczna. W poniedziałek znów się ubierzesz w uniform i pójdziesz walczyć w swoim korpo. Nikomu nie powiesz, że nie byłaś z synem w kinie, nie byłaś na imprezie, na siłowni, nad jeziorem. Nie zrobiłaś setek rzeczy, które robią aktywni ludzie. Wstyd. Ogromny wstyd i poczucie winy. Co z ciebie za matka, co za kobieta aktywna?

Już wtedy wszystko w tobie krzyczy: „pomocy”. Ale nie umiesz o nią poprosić.

Bezsenność z sennością pomieszana

Noce są takie aktywne. Facebook w nocy aktywny, tyle seriali, portali plotkarskich. Noc to świat ludzi w depresji, lękowych, smutnych. Jeśli nie łykają chemii – budzą się ich demony. Jeśli jesteś dzielna, próbujesz je uśpić. Robisz pranie, ciasteczka, przeglądasz lekcje dziecka, i swoje stare rzeczy.

Ale gdzieś wiesz – coś jest nie tak.

Potem śpisz za długo, przesypiasz nad biurkiem, dzień miesza się z ranem.Tęsknisz za sobą dawną, która o szóstej witała świt bieganiem i kawą. Nie jesteś w stanie ruszyć nawet ręką o szóstej. „Eh, ta zima”. Ale to nie zima. To ty.

Nadwrażliwość

Płaczesz na filmach i na reklamach. Gdy oglądasz wiadomości. Płaczesz z powodu cudzego cierpienia, radości. Z powodu czyjś wzruszeń i żali. I płaczesz tak, ale nie widzisz, że to dlatego, że niczego swojego naprawdę nie przeżywasz. Twoja podświadomość mówi: „Rany, płacz chociaż nad cudzym życiem skoro nad swoim nie potrafisz, wylej łez trochę, bo z tobą silną już wytrzymać naprawdę się nie da”.

Akceptacja

Tylko ona może cię uratować. Akceptacja siebie, swojego stanu, przeszłości. Że nie wyszło, że cierpisz, że popełniłaś błędy. Że miałaś beznadziejne dzieciństwo, że wciąż wspierasz kogoś, a nikt ciebie.

Ten moment płaczu jest wyzwoleniem. Moment, gdy rozumiesz, że wielu rzeczy nie zmienisz, wiele przespałaś. Ale to jedyny moment, żebyś się wydobyła.

Z tego momentu nieoczywistej depresji, gdzie wydaje się wciąż żyjesz, a jednak bardziej umarłaś.

Pocieszenie? Obiecuję, że ono jest. Że można z tego wyjść. Znów spać, budzić się na kawę i mieć siłę pobiegać. Ale jeśli nie poprosisz o pomoc, zostaniesz w czarnym świecie.

Chcesz tego na pewno?

Magda


Selfie z dzikimi zwierzętami? Dla niego to żaden problem. Zobaczcie te niesamowite zdjęcia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 stycznia 2016
Fot. Allan Dixon/Facebook
 

Jak on to robi? Allan Dixon, irlandzki fotograf, jest mistrzem selfie … z dzikimi zwierzętami! Pamiątkowe zdjęcie z diabłem tasmańskim? Urocza fotka z uśmiechniętym kangurem? Żaden problem. Wystarczy tylko zdobyć zaufanie zwierzaka i cierpliwie czekać na „ten” moment.

Zobaczcie niesamowite, bajecznie kolorowe zdjęcia, które pokochali internauci z całego świata.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Allan Dixon – Adventurer (@daxon)

Więcej zdjęć Allana na jego Instagramie.


Facebookowi egocentrycy… Może też nim jesteś

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2016
Fot. Pexels / Kamboopics / CC0 Public Domain

Portale społecznościowe powstawały przede wszystkim, by zwiększyć szybkość przepływu informacji, umożliwić szybko kontakt z tymi, których na co dzień spotkać nie możemy.

Dziś wielu przestrzega – portale społecznościowe wykluczają ze społeczeństwa, sprawiają, że żyjemy tylko w świecie wirtualnym, będąc kompletnie oderwanym od tego, co tuż obok, od codzienności. Ograniczamy kontakty do rozmów w sieci, nie spotykając się z ludźmi poza nią.

Wielu naukowców bada zjawiska związane z naszym uczestnictwem w portalach społecznościowych. Badacze z Uniwersytetu Sun Yat-Sen w Tajwanie postanowili sprawdzić, jak korzystanie z Facebooka wpływa na prospołeczne zachowania.

Badani zostali poddani dwóm eksperymentom. Jedna grupa mogła umieszczać na swoim facebookowym profilu informację o udziale w badaniu – wiadomość dostępna dla wszystkich znajomych. Druga grupa nie mogła natomiast publikować żadnych wiadomości.

Każda z grup dostała dwa zadania. Podczas pierwszego mieli podzielić sumę pieniędzy między siebie, a drugiego – nieznanego dla tej osoby gracza. Drugi zadanie polegało na zakodowaniu pewnych wyników badań.

Okazało się, że osoby nie korzystające z Facebooka chętniej dzieliły się pieniędzmi, proponowały również pomoc innym przy kodowaniu wyników.

Przeprowadzone doświadczenia wskazują, że komunikacja jeden – do wielu nasila zjawisko egocentryzmu. Publikując na swojej ścianie informacje prowadzimy swoistego rodzaju monolog oczekując od innych uwagi. Naukowcy na podstawie przeprowadzonego eksperymentu jako wnioski podali, że częste komunikowania się z innymi za pomocą swojego profilu zmniejsza aktywność prospołeczną. Osoby biorące udział w eksperymencie, które mogły korzystać z Facebooka rzadziej wykazywały się chęcią niesienia pomocy innym, bardziej dbały o uzyskanie korzyści dla siebie.

Warto o tym pamiętać. I znajdować równowagę pomiędzy naszym społecznym życiem w sieci, a tym realnym.


Źródło: badania.net


Zobacz także

Panowie, to czyny, nie czcze gadanie, czynią z was prawdziwych mężczyzn

usta

Co mówi o tobie kształt twoich ust?

Ciastka serowe – krakersy imprezowe