Slow life podczas urlopu? Może właśnie wtedy uda się tobie zwolnić…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 lutego 2017
Slow life podczas urlopu
Mat. prasowe
 

Przeczytała gdzieś ostatnio, że niektórzy ludzie chcą mieć duży dom, szybki samochód, i dużo pieniędzy, a inni chcą mały domek w lesie, żeby uciec przed takimi ludźmi. Kto z nas nie chciałby uciec od zgiełku i pędu. Od tej potrzeby zarabiania pieniędzy, bo wiecznie jakoś za mało. Od takiego przymusu gonienia czasu, bo doba jakoś rozciągnąć się nie chce?

Zastanawiam się, czy my jeszcze odpoczywać potrafimy? I nie chodzi mi o urlop czy wyjazd na weekend, kiedy to chcemy spróbować wszystkiego naraz. Popływać, nurkować, biegać, żeglować, wspinać się. A mi chodzi mi o zwolnienie. Takie włączenie hamulca i zatrzymanie się, kiedy świat pędzi do przodu omijając nas, bo poruszamy się w zdecydowanie wolniejszym tempie. Wiesz, o czym mówię?

Ostatnio coraz częściej mówi się o filozofii slow life. Jak zwolnić i cieszyć się życiem? Oto kilka zasad tej filozofii:

1. Odłącz się. Od internetu, telefonu, komputera. Pozwól sobie na wyciszenie, na nie bycie bombardowanym tysiącem informacji. Nie musisz wrzucać na social media zdjęcia z każdej godziny twojego dnia, by pokazać, że w twoim życiu cały czas coś się dzieje. Kiedy się „nie dzieje” nie znaczy, że jest źle.

2. Miej czas dla siebie, tylko i wyłącznie, masz do tego pełne prawo.

3. Po każdym wysiłku – fizycznym czy psychicznym, zawsze odpoczywaj, pozwól sobie na regenerację.

4. Nie kumuluj w sobie stresu, przyjrzyj się sobie, zobacz, ile czasu potrzebujesz na wyluzowanie, na odpoczynek i korzystaj z tego.

5. Dbaj o siebie nie oglądając się na innych. Nie masz odpoczywać tak, jak ktoś ci podpowie, tylko tak, jak ty chcesz. Nie sugeruj się tym, że ktoś wyjeżdża na wakacje za granicę, ty nie musisz. Wybierz to, co dla ciebie jest dobre.

6. Szukaj równowagi. W świecie, gdzie wszystko pędzi, gdzie adrenalina jest siłą napędową musisz znaleźć równowagę, balans między tym co w zgiełku i chaosie a tym co w spokoju i ciszy.

Trudne? Pewnie tak. Ale od czego jest czas wolny, by te zasady slow life wprowadzić w życie? By dać sobie prawo do nicnierobienia, do zwykłego przebywania ze sobą, z ludźmi nam życzliwymi, kiedy nic nie musimy. Możemy pozwolić na to, by czas ciągnął się leniwie i dłużył jak nigdy wcześniej?

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Warto znaleźć takie miejsce na odpoczynek. I wcale nie musi to być gdzieś bardzo daleko. Domek w lesie, nad jeziorem, hamak między drzewami, kawa na tarasie, cisza – tylko śpiew ptaków. Marzysz o takim wypoczynku, o całkowitym wyłączeniu się z pędu życia? To może wybierzesz się na Mazury? Tam pięknie jest o każdej porze roku, a w ofercie firmy NOVASOL znajdzie domy do wynajęcia, z dala od wielkomiejskiego hałasu, w których poczujecie wolność, bo nikt i nic nie będzie was ograniczać.  Tak, wolność to też jedna z zasad slow life.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe


Artykuł powstał we współpracy z NOVASOL

 


Wakacje już w maju? Czemu nie. 5 powodów, dla których warto skorzystać z majowego weekendu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 lutego 2017
Mat. prasowe
Mat. prasowe
 

Dziwicie się, że ja o maju, choć tu jeszcze mroźny luty? Ale przecież ferie już za nami, powoli zza okien wyglądamy pierwszych oznak wiosny marząc już o dłuższym dniu i o chwili ciepła. Kto w ostatnich dniach nie przeniósł się w swojej wyobraźnia na słoneczną plażę?

Co roku odnoszę wrażenie, że końcówka zimy to też końcówka naszych baterii słonecznych. Działamy trochę jak solary – energia słoneczna daje nam siłę, uśmiech i chęć do działania. Po kilku miesiącach zimy, krótkich dni, marzymy, żeby na nowo naładować swoje akumulatory.

I tu niespodzianka – nie musimy wcale czekać na czerwcowe dni, wyglądać słońca każdego dnia i cieszyć się choćby jego najsłabszymi promieniami. Rok 2017 zafundował nam wyjątkowy weekend. Weekend, który tak naprawdę może stać się całym tygodniem. Mowa oczywiście majowym weekendzie, dlaczego warto z niego skorzystać.

1. Kilka dni urlopu=9 dni wolnego

Tak się składa, że w tym roku weekend majowy możemy zacząć już 29 kwietnia – w sobotę, a skończyć 7 maja w niedzielę. Wystarczy wziąć trzy dni urlopu – czasami zaległego. Tak wiele, za tak niewiele – świetnie, prawda.

2. Naładuj się słońcem

W Polsce przełom kwietnia i maja bywa kapryśny, a już z pewnością daleki od letnich temperatur. Oczywiście – cieszymy się tym, że cieplej, planujemy spacery, krótkie wycieczki, bo w końcu to wiosna w pełni i słońca coraz więcej. Ale dlaczego się ograniczać? Skoro potrzebujemy się wygrzać, poleżeć na plaży – tegoroczny weekend majowy nadaje się do tego idealnie. Można już dziś zaplanować choćby 7-dniowy wyjazd w te części Europy, gdzie pogoda będzie nas rozpieszczać. Po co czekać do wakacji?

Mat. prasowe

Mat. prasowe

3. Mniej turystów, więcej swobody

Kolejnym argumentem przemawiającym za tym, by już wakacyjnie wykorzystać weekend majowy jest fakt, że w miejscach, gdzie zazwyczaj latem roi się od turystów, w maju będzie spokojniej. Zdecydowana większość Europejczyków wtedy jeszcze pracuje jedynie planując swoje urlopy. Możemy chociażby Włochy, czy Hiszpanię zwiedzać bez przepychania się tłumie turystów.

4. Tanie przeloty

A jeśli nie przemawiają do was jeszcze powyższe powody, dla których warto w maju zafundować sobie prawdziwe wakacje, to jest kolejny – finansowy. W tym czasie loty do różnych krajów Europy są zdecydowanie tańsze. Wystarczy porównać, ile zapłacisz za lot do Barcelony pod koniec kwietnia, a ile na początku lipca. Poza tym można w tym czasie trafić na naprawdę wyjątkowe okazje last minute!

Mat. prasowe

Mat. prasowe

5. Tanie kwatery

A jak jeszcze przed sezonem, to oprócz tanich lotów są jeszcze tanie kwatery. Zerknijcie chociażby w ofertę firmy NOVASOL i domy, które oferują do wynajęcia w Grecji, Portugalii, czy na Wyspach Kanaryjski. Różnice cenowe między wysokim sezonem a weekendem majowym mówią same za siebie. Naprawdę warto rozważyć wakacyjny wyjazd już w maju, a na wakacje zaplanować inną fascynującą podróż.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

W tym roku wakacje mamy dwa razy! I jak tu nie skorzystać z takiej okazji?


 

 

Tekst powstał przy współpracy z NOVASOL

 


Nowa reforma, stare metody. Czy doczekamy się kiedyś edukacji na miarę XXI wieku?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
16 lutego 2017
Fot. iStock / Imgorthand
Fot. iStock / Imgorthand
 

Nowa podstawa programowa podpisana. Reforma idzie w ruch, koniec z gimnazjami, witaj ośmioletnia podstawówko, witajcie tematy znane od pokoleń. Bo jeśli myślicie, że reforma objęła także i zagadnienia, które dzieci poznają w szkole, to jesteście w wielkim błędzie. Od lat przecież uczymy się w szkołach rzeczy, które dziś pamiętamy jedynie z tego, że… na nic nam się nie przydały!

Edukacja na miarę naszych czasów

Tymczasem równolegle z reformą w naszym kraju, zmiany w systemie edukacji planuje także Finlandia – państwo, które od lat uważane jest za pioniera i którego edukacja uznawana jest za jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą nawet) na świecie.  Skoro ich system jest najlepszy, to po co zmieniają? Szefowa tamtejszego Departamentu Edukacji tłumaczy to tym, że istnieją szkoły, które przekazują wiedzę w staromodny sposób, taki, który był korzystny kiedyś, ale zupełnie nie nadaje się w XXI wieku. Finowie postanowili, że zamiast pojedynczych, ściśle określonych przedmiotów, uczniowie będą uczyć się interdyscyplinarnie, czyli np. poznając zagadnienie II Wojny Światowej będą robić to z perspektywy historycznej, geograficznej i matematycznej, a jeśli zdecydują, że interesuje ich np. praca w kawiarni, nauka obejmie język angielski, podstawy ekonomii i umiejętności komunikacyjne – czyli te zagadnienia, które faktycznie przydadzą im się podczas takiej pracy.

Zmiany te zostaną wprowadzone dla starszych uczniów, od 16 roku życia. Idea jest taka, by młodzież samodzielnie wybierała tematy, zjawiska, wydarzenia, o których chce się uczyć mając na uwadze swoje plany na przyszłość, ambicje i możliwości. Dzięki temu nie będą musieli „wkuwać” obszernych zagadnień z każdej dziedziny nauki, a skupić się na tym, co ich interesuje i co kiedyś będzie im potrzebne. Finowie stawiają także na zmiany w zakresie komunikacji – będą zachęcać do pracy zbiorowej, łączyć dzieci w małe grupy, w których będą dyskutować nad wybranym zagadnieniem i uczyć się współpracy, a nauczyciele zostaną doszkolenie w zakresie nowych metod przekazywania informacji dzieciom i technik nauczania.

Tymczasem u nas…

…zmiany nie oznaczają postępu, a reformy nie są wcale krokiem naprzód – bez względu na to, co twierdzą twórcy ustaw i rozporządzeń. Choć zagadnienia są obszerne, z pewnością ważne i istotne, to brakuje najważniejszych rzeczy – dopasowania ich do współczesności i połączenia ich w całość. Tak, by czytając „Pana Tadeusza” szóstoklasista wiedział, dlaczego w inwokacji Polak mówi „Litwo, ojczyzno moja”. By zdawał sobie sprawę, że historia to nie tylko bitwy, wojny, konflikty i martyrologia, ale także kultura, sztuka, tradycje, zwyczaje i obyczaje – a na nadmierne akcentowanie historii militarnej i brak codzienności wskazują eksperci po lekturze nowej podstawy programowej. Uczniowie śpią na lekcjach słuchając o defenestracji praskiej czy przebiegu wojny stuletniej, wykuwają „na blachę” daty pamiętnych bitew, po czym zapominają o nich szybko po opuszczeniu szkolnych murów, za to mają problem z określeniem czy barok był przed gotykiem i czy Piłsudski mógł znać Chopina.

Nie lepiej jest z przyrodą, którą jako jedną z pierwszych wymieniają wszyscy, których pytam o koszmary i źródła udręki szkolnej. Wykuwanie na pamięć wszystkich parków krajobrazowych i dopływów Wisły i Odry to trochę strata czasu – lepiej nauczyć korzystania z mapy, poświęcić czas na praktyczne umiejętności, dzięki których takie informacje bez problemu (i bez Internetu nawet) dzieciaki będą potrafiły znaleźć. Nie wiem też , po co było mi poznawanie szczegółowej budowy raka – o wiele bardziej przydałaby się wiedza na temat profilaktyki choroby o tej nazwie, zdrowego żywienia, czy antykoncepcji. Nie szukajcie jednak tej ostatniej w nowej podstawie, bo tematu tego nie ma – widocznie uznano go za mało ważny.

Zagadnienia z fizyki i chemii także nie są przyjęte przez ekspertów z radością. Zarzucają oni  bowiem brak odniesień do życia codziennego, brak informacji o odkryciach Marii Skłodowskiej- Curie, kosmonautyce, budowie Wszechświata i teorii Mikołaja Kopernika, czy też pominięcie tematu alternatywnych źródeł energii na rzecz przeróbki węgla kamiennego. Znajoma mama trzecioklasistki przyznaje, że od trzech lat słucha czytanek o górnikach, węglu na Śląsku, rolnikach i bronach. W podręcznikach do fizyki używa się archaicznych sformułowań typu drobiny, które znaczyć mogą zarówno atomy jak i cząsteczki, i o których sami nauczyciele każą uczniom zapomnieć i pominąć. Niby XXI wiek, technologia i technika pędzi do przodu, a my edukacyjnie nadal jesteśmy w prehistorii.

Ludzie renesansu zamiast ludzi współczesnych

Bez wątpienia szkoły mają program bogaty i wszechstronny, taki, który wyposaża nas w wiedzę z rożnych dziedzin – pytanie tylko czy jest nam to potrzebne i czy uczniowie są w stanie wszystkie treści zapamiętać i przyswoić? Idea zrobienia z Polaków ludzi renesansu, znających się na wszystkich i wszechstronnie wykształconych jest piękna, ale niemożliwa – człowiekiem renesansu można było być jedynie w tamtych czasach, gdy dookoła było o wiele mniej „do ogarnięcia” i nauczenia. Dziś powinniśmy się skupić na tym, by czynić z uczniów ludzi współczesnych – świadomych swoich możliwości, umiejętności i zainteresowań, specjalistów w swojej dziedzinie. Czyż nie lepiej byłoby dać każdemu podstawy i pozwolić, po ich opanowaniu, na decydowanie o tym, w jakim kierunki chcą iść? Tak jak zamierza to zrobić Finlandia – szesnastolatek raczej już wie, czy bliżej mu do Pitagorasa, czy do Mickiewicza. Po cóż te wszystkie całki, różniczki, przebieg funkcji trygonometrycznej komuś, kto nie planuje związać się z matematyką na dłużej niż to konieczne?

Nie chodzi jednak tylko o treści nauczane w szkole, ale także sposób, w jaki są one przekazywane. Czas wyjść zza biurka i zamiast nudnych monologów przekazujących wiedzę, pokazać dzieciom sposoby i zmotywować do dochodzenia do wiedzy. Dać im swobodę działania, eksperymentowania i doświadczania. Wyrzucić klucz odpowiedzi i nie kształtować postawy typu „myśl jak wszyscy albo nie myśl wcale”, ale dostrzegać i doceniać indywidualny potencjał. Tak, by w rozmowie z rodzicami dzieci z zerówki po zdaniu „nie może się doczekać szkoły” nie padało „szybko mu przejdzie” albo „jeszcze nie wie, co go czeka”, które słyszę niemal codziennie.


Źródła: www.wiadomosci.gazeta.pl,    www.brightside.me

Zapisz


Zobacz także

iStock-479844966

Rośliny do domu lub ogrodu, odstraszające owady

Fot. iStock/nd3000

10 rodzicielskich błędów, przez które w przyszłości twoje dzieci mogą się od ciebie odwrócić

Jak zwalczać pourlopową chandrę?

Jak zwalczać pourlopową chandrę?