Lifestyle

5 szalonych rzeczy, które możesz zrobić w swoim życiu

Redakcja
Redakcja
13 kwietnia 2021
 

„Bo fantazja jest od tego, żeby bawić się na całego” – śpiewał kiedyś zespół Fasolki. Choć od sukcesu tej piosenki mięło już ponad 30 lat, te słowa wydają się wciąż aktualne. I rzeczywiście – tym, co ogranicza nas w spełnianiu marzeń, jest wiara we własne możliwości oraz strach przed nieznanym. Jeśli wzmocnimy tę pierwszą i pozbędziemy się tego drugiego, będziemy mogli robić naprawdę szalone rzeczy.


Na jakie szaleństwa warto sobie pozwolić, aby zapewnić mnóstwo wspomnień? Czego warto spróbować, aby potem nie żałować, że nie skorzystaliśmy z podarowanej nam szansy? Wszystko zależy od tego, dokąd poprowadzi nas wyobraźnia!
W spełnianiu marzeń nie ma ograniczeń i właśnie taką zasadą powinniśmy się kierować, planując listę najbardziej szalonych rzeczy do zrobienia. Okrążenie kuli ziemskiej przed „trzydziestką”? Skok na bungee o wschodzie słońca? A może nocleg w środku lasu, przy ognisku i dźwiękach gitarowej muzyki? Decyzja dotyczy do Ciebie. W  planowaniu nawet najbardziej szalonych rzeczy z pewnością pomoże Katalog Marzeń. Sprawdź, jakie propozycje ma dla Ciebie ekipa z serwisu Katalog Marzeń!

#1 Wzbij się na wyżyny!

 

„Kto się nie przewróci, ten się nie nauczy” – mówi stare, ludowe przysłowie. I rzeczywiście. Każda podróż wiąże się co prawda z ryzykiem kontuzji i niespodziewanych wydarzeń, ale to właśnie ciągły ruch na przód sprawia, że mamy szansę się rozwijać. A co, gdyby tak wyruszyć nie (tylko) przed siebie, ale… wzwyż? Już tłumaczymy, o czym mowa

Z dużej wysokości wszystko wygląda bardziej przejrzyście. Podobnie, jak wzbijając się w powietrze, można ogarnąć wzrokiem większy niż dotychczas obszar, tak również przejściowe kłopoty okazują się mniej uciążliwe, jeśli tylko złapiemy odpowiednią perspektywę. Pomoże w tym właśnie odrobina ruchu i zmiana otoczenia.

Wyprawa na Mnicha, czyli jeden ze szczytów Tatr, to doskonały pomysł na chwilę tylko dla siebie. Radość i satysfakcja odczuwane z osiągnięcia obranego wcześniej celu to emocje, których nie można porównać z niczym innym. A jeśli marzysz o tym, aby znaleźć się naprawdę wysoko, po prostu weź udział w bajkowym locie motoparalotnią! Przekonasz się, że niemożliwe nie istnieje, a także, że wystarczy tylko nieco samozaparcia i wiary we własne możliwości, aby stać się królem albo królową przestworzy!

#2 Poświęć czas… samemu sobie!

 

Choć ta rada może się wydawać co najmniej niecodzienna, mamy pewność, że jest prawdziwa! W otaczającym nas pędzie wielu z nas zwyczajnie zapomina o sobie i własnych potrzebach. I wcale nie chodzi tu o jedzenie czy sen, chociaż te oczywiście stanowią podstawę codziennego życia. Mowa raczej o potrzebach związanych ze spędzeniem czasu samemu ze sobą. Wydaje Ci się, że to szaleństwo? Nic bardziej mylnego!

Umiejętność efektywnego odpoczywania ma widoczny wpływ na jakość naszego życia. Zamiast więc planować kolejny maraton serialowy na Netflixie, brać nadgodziny w pracy albo zajadać się zestawem z fast foodowej restauracji, postaw na wypoczynek w wersji deluxe. Wybierz się do profesjonalnego SPA albo spędź weekend w sercu lasu. Po prostu zrób to, co naprawdę sprawi ci przyjemność. Daj odpocząć oczom, uszom i umysłowi. Przekonaj się, jak dużo korzyści przyniesie taki czas i, że warto czasem próbować nawet takich „szaleństw”.

#3 Osiągnij szaloną prędkość

 

Rozpędź się do kilkuset kilometrów na godzinę i po prostu ciesz się szumem wiatru w uszach. Pozwól swoim włosom tańczyć na wietrze, a oczom łzawić od pędu powietrza. Innymi słowy: po prostu wsiądź do ekstremalnie szybkiego samochodu z kilkuset końmi mechanicznymi pod maską.

Bez względu na to, czy postanowisz wykręcać kolejne okrążenia na torze wyścigowym, czy przemierzać w aucie wyścigowym off roadowe trasy tylko dla najwytrwalszych, za każdym razem odkryjesz prawdziwą radość z jazdy.
Umiejętność zapanowania nad superszybkim samochodem to jednak nie tylko świetna zabawa. To również doskonała lekcja opanowania, spokoju i stalowych nerwów. Po kilkudziesięciu minutach spędzonych za kierownicą takiej maszyny zyskasz pewność, że zdołasz poradzić sobie w każdych, nawet najbardziej wymagających warunkach.

#4 Ustrzel okazję (solo albo w parze)

 

Gdzie będzie Ci najłatwiej? Z pewnością na strzelnicy! Wciel się w rolę nieustraszonego Rambo albo wraz z drugą połówką spróbujcie swoich sił jak „Pan i Pani Smith”. Rola zawodowego strzelca wymaga nie tylko „pewnej ręki”, ale też umiejętności analitycznych. Masz je, czy dopiero będziesz  musiała zdobyć? Podczas wizyty na strzelnicy nie ma to najmniejszego znaczenia!

Jeśli marzysz o przygodzie życia, nie zwlekaj ani chwili dłużej. Po prostu chwyć los we własne ręce i sprawdź, co wydarzy się po naciśnięciu spustu! Gwarantujemy, że będzie ekscytująco, ale w pełni bezpiecznie.

#5 Daj się ponieść fali (wydarzeń)

 

Nie zawsze musisz i możesz mieć realny wpływ na sytuację. Czasami lepiej jest po prostu poddać się biegowi wydarzeń. Ta zasada działa doskonale na lądzie, ale w wodzie to już całkiem inna sprawa! Jeśli chcesz się o tym przekonać, a przy okazji spróbować swoich sił w jednym z najchętniej uprawianych ostatnio sportów ekstremalnych, koniecznie wypróbuj Jet Surfing.
Tradycyjna deska jest w tym przypadku dodatkowo wyposażona w silnik elektryczny, który gwarantuje naprawdę dużą moc. Twórcy tego urządzenia śmiało połączyli deskę surfingową i silnik motorowy. Wydaje się nieprawdopodobne? A jednak! Podążaj podobnym tokiem myślenia i daj sobie szansę na niezapomniane przeżycia. Po prostu wyjdź poza utarte schematy i odważ się… popłynąć pod prąd!

Więcej pomysłów na szalone aktywności!

Jeśli nadal szukasz pomysłu na szalone rzeczy, które po prostu musisz zrobić choć raz w życiu, w serwisie Katalog Marzeń z pewnością znajdziesz coś idealnego. Garść pomysłów i mnóstwo inspiracji to coś, co nasi Specjaliści do spraw marzeń mogą Ci po prostu zagwarantować. Pamiętaj: nie bój się marzyć i przesuwać granic, bo tylko w ten sposób masz szansę sprawdzić się w nawet najbardziej niecodziennej sytuacji i odkryć swoje pasje!
Więcej szalonych atrakcji znajdziesz na: https://katalogmarzen.pl/pl/k/ekstremalny-prezent

 


Lifestyle

Kogo kochała Marylin Monroe?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
14 kwietnia 2021
Kogo kochała Marylin Monroe? fot. Istock
 

Życie gwiazd kina od zawsze wzbudzało emocje. Ich romanse, związki i miłości ciekawiły i ciekawią miliony ludzi na całym świecie. Tylko ile, z tego, co do nas dociera z medialnych doniesień, to prawda, a ile to pięknie brzmiąca fikcja, która służy budowaniu określonego wizerunku? Jacek Górecki postanowił przyjrzeć się bliżej historiom największych aktorów i aktorek początku XX wieku. Wziął na warsztat m.in. życiorys Marylin Monroe. Prześledził kinowe hity z jej udziałem, przeanalizował historię jej życia i odkrył wiele skrywanych dotąd tajemnic. Wszystko to opisał w swoim ebooku „Ich noce. Wyśnione miłości z Hollywood”, którego fragment prezentujemy poniżej.


Kiedy tylko spojrzy się na długą listę kochanków i kochanek Marlene Dietrich, można błędnie pomyśleć, iż była czarną rozpustną owieczką w stadzie. Wszyscy znali nazwiska z jej kieszonkowego atlasu kochanków, ale nikt tego nie komentował. Ówczesne Hollywood było stadniną rżnących się klaczy i ogierów, którzy rozwiązywali swoje najbardziej poplątane fantazje erotyczne. Nie świadczyło to oczywiście o konkretnej orientacji seksualnej, byli po prostu… ciekawi – jak kolejnej używki wciągniętej do nosa, drogiego kawioru czy kąpieli w szampanie. To był czas, w którym używało się życia i nie bez powodu stawało się to przyczyną samotności wielu z tych wielkich gwiazd, których małżeństwa sypały się tak szybko jak „kreska” na kryształowym stole, a dzieci, jeśli się  już pojawiały, były czymś w rodzaju intruza, niepotrzebnego przedmiotu, który tylko burzy idealnie skonstruowaną świątynię rozkoszy.

Mówienie o seksie, ciele i wyzwoleniu bez opowiedzenia o Marilyn Monroe nie ma sensu. Nikt tak jak ta platynowa piękność z finezyjnym pieprzykiem na twarzy nie kokietował zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Mówiono o niej, że jest większa od Jezusa, że to najważniejsza żyjąca istota na ziemi. Taki swój wizerunek stworzyła na początku i taki
pozostał on do końca, bo nawet gdyby chciała z nim zerwać, i tak zostałaby „głupią blondynką”, której sukienka podnosi się do góry od ulicznego wentylatora. Kokietka uwięziona w image’u, który doprowadził ją do śmierci w wieku 36 lat.

Wcześniej Monroe zmagała się z uzależnieniami, depresją, lękami. Wplątywała się w romanse, także te niebezpieczne – z polityką w tle. A do tego małżeństwa, trzy, w tym z emerytowaną gwiazdą baseballu Joem DiMaggio i cenionym dramaturgiem Arthurem Millerem. Zaburzenia osobowości Monroe stały się codziennością. Jak wyznała Celeste Holm, aktorka, z którą Marilyn zagrała w 1950 roku w obrazie „Wszystko o Ewie” Josepha
Mankiewicza, problemy seksualne blond piękności były zakorzenione w jej traumatycznym dzieciństwie (niestabilna psychicznie matka, pobyt w rodzinie zastępczej).

Monroe urodziła się w 1926 r. niezamężnej kobiecie, która chorowała na schizofrenię. Jej dziadkowie, Otis Elmer Monroe i Della Monroe Grainger, również spędzili swoje ostatnie lata w szpitalu psychiatrycznym, podobnie jak brat jej matki, u którego zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Marilyn była obciążona tymi wszystkimi lękami, do tego cierpiała na niszczące ataki endometriozy, powodujące silny ból miednicy, skurcze i bolesne miesiączki. W wywiadzie z 1954 roku Monroe wyznaje: „Mężczyzna, który mnie kiedyś pocałował, powiedział mi, że bardzo możliwe, że jestem lesbijką, ponieważ najwyraźniej nie reaguję na mężczyzn – to znaczy na niego. Nie zaprzeczyłam, ponieważ nie wiedziałam, kim jestem…”.

Dwa lata przed śmiercią w wywiadzie dla W.J. Weatherby’ego Marilyn została zapytana o biseksualność Montgomery’ego Clifta, jednego ze swoich przyjaciół, z którym zagrała w ostatnim swoim filmie o idealnie wpisującym się w jej rzeczywistość tytule „Skłóceni z życiem”: „Ludzie, którzy nie są w stanie otworzyć mu drzwi, szydzą z jego homoseksualizmu. Co oni o tym wiedzą? Ludzie uwielbiają umieszczać na innych etykiety. Wtedy czują się bezpiecznie. Ze mnie też próbowali zrobić lesbijkę. Śmiałam się. Żaden seks nie jest zły, jeśli jest w nim miłość” – powiedziała. Cała ta burza myśli i jej zawirowana tożsamość znalazły ukojenie na terapii. Monroe trafiła do doktora Ralpha Greensona.

Z ujawnionych po jej śmierci transkrypcji sesji wynika, że przyznała, iż miała kontakty seksualne z aktorkami: Barbarą Stanwyck, Judy Garland, Marlene Dietrich, Elizabeth Taylor czy Joan Crawford. Z tą ostatnią, odtwórczynią tytułowej roli w obrazie „Mildred Pierce”, stworzyła chyba najbliższą relację, przynajmniej taką, o której nie bała się opowiadać. „O tak, Crawford. Poszłyśmy do sypialni Joan. Miała gigantyczny orgazm i wrzeszczała jak maniaczka… Kiedy następnym razem ją zobaczyłam, chciała kolejnej rundy. Po tym, jak jej odmówiłam, zrobiła się zła” – wyznała z podekscytowaniem Monroe w transkrypcjach doktora Greensona. Najciekawsza w tym zestawieniu była kobieta, która w Hollywood uchodziła za heteryczkę z krwi i kości, wiecznie drącą koty i godzącą się ze swoim mężem, fiołkowooka Elizabeth Taylor. Do spotkania obu pań miało dojść w 1961 roku w Sands Casino w Las Vegas na występie Franka Sinatry. Spotkanie nie należało chyba do najprzyjemniejszych, przynajmniej dla Liz, która napisała w swoim dzienniku: „Chciałam zobaczyć, jak daleko posunie się ta suka. Ale musiała wykonać całą pracę”. No cóż, nikt nie jest doskonały.

Więcej na temat miłosnego życia gwiazd Hollywood przeczytasz w ebooku Jacka Góreckiego „Ich noce. Wyśnione miłości z Hollywood” dostępnym na platformie How2.


Lifestyle

„Nie obiecuj sobie, że od jutra. Trzeźwieć zacznij od dzisiaj”. Pamiętnik z niepicia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 kwietnia 2021
Ft. iStock / gilaxia

„Śnią mi się wakacje, siedzę na plaży, popijam zmrożone prosecco, budzę się z silnym głodem. Zaczynam płakać. Zwariuję”.

Pierwszy dzień

Wczoraj zrobiłam awanturę. Nie pamiętam, co krzyczałam. Mąż spał na materacu, a teraz mówi, że rzyga moim „przepraszam”. To nie ma już znaczenia, chce rozwodu. Mówię, że nie wiem, co się stało, przecież nie piłam dużo. Zatyka uszy, krzyczy, że nie będzie tego znów słuchać. Dowiaduje się, że groziłam mu nożem, policją, zbiłam kilka szklanek i zasnęłam na podłodze. Dziwię się, bo myślałem, że to on mnie pobił. Mam ślady na rękach i boli mnie biodro. „Upadłaś, kretynko. Nagrałem cię, chcesz posłuchać?”.

Nie chcę. Wypieram to. Jak każdy alkoholik. A L K O H O L I K. Muszę powtarzać sobie to słowo, żeby nie zapomnieć. W lustrze oglądam straty minionych lat. Dwóch, trzech, może więcej. Nie wiem ile, wypieram. Nie ufam już umysłowi, prowadzi mnie na manowce, uspokaja, zapewnia, że ze mną wszystko jest okej, inni też piją. Jestem szara, spuchnięta i tak brzydka, że nie mam nawet siły się umalować. Ze zdjęcia na szafce zerka na mnie piękna dziewczyna. Mam wrażenie, że ją i mnie dzieli wiele lat. A przecież my obie to ja. Ja sprzed, ja po. Kolejny dzień pracy zdalnej, nie wiem, czy dam radę. Wali mi serce. Wiem, że gdybym walnęła dwusetkę wiśniówki, przeszłoby mi. Do krwi wpełzałby spokój. Nie przejmowałabym się mężem i tym, czy córka słyszała awanturę. Rozumiałabym, co do mnie mówią ludzie.

Ale nie będę pić i nie powiem, że jeszcze ten jeden i ostatni raz. To postanowione. Chodzi o córkę, już nie zniosę tego, jak krąży wokół mnie i udaje, że nie szuka tego, co mam w szklankach. A szuka, bo wie, że potrafię wino przelać do kubka, butelki po wodzie, potrafię nawet pić z termosu. Poczucie winy nie daje mi oddychać.
Myśl o córce pozwala mi porzucić myślenie o wódce. Łykam tabletkę na uspokojenie. Umiem już ją podzielić, mniej niż połowa. Inna dawka zwala mnie z nóg, nie mogę pracować. Teraz próbuję, choć idzie mi ciężko. Telefon do klienta to duże wyzwanie.

„Powiedz sobie głośno, jak dramatyczna jest prawda”

Drugi dzień

Mąż się nie odzywa. Nie dziwię mu się. A może dziwię? Też był agresywny. Jakby nie wiedział, że po alkoholu nie można mnie wkurzać. Od rana pracuję, nadrabiam zaległości. Jestem sprawcza. Jadę na zakupy z córką, pomagam jej w lekcjach, robię obiad, roznosi mnie energia. Zachwycam się, jak długi potrafi być dzień. Tym razem dam radę. Nie myślę o piciu. Chcę być szczera wobec siebie, zbieram butelki poupychane w domu. Są wszędzie. W koszu na brudną bieliznę. W starych torbach, w szafie na ubrania, na balkonie, wsadzone w ziemię na balkonie. To naprawdę ja? Wcześniej tylko o tym czytałam, uważałam, że to patologia. Kładę wszystko, co znalazłam, na stole i obrażam sama siebie. „Ty kretynko, ty wyrodna matko”. Jestem tak wstrząśnięta tym, co widzę, że wolę czuć złość niż rozpacz.

Butelki wynoszę na śmietnik zapakowane w torby z ubraniami. Nie chcę, żeby brzdąkały. Przez długie miesiące picia, (to brzmi jednak lepiej niż lata), nie zauważyłam sygnałów. Nie zabezpieczałam się. Wino kupowałam w osiedlowym sklepie (błąd), butelki wystawiałam na zewnątrz, na klatkę (błąd), zawsze więcej piłam wśród znajomych (błąd), pisałam do ludzi po alkoholu (błąd). Teraz chcę zadzwonić do kogoś bliskiego, żeby powiedzieć, że przestałam pić. Nie mam do kogo, wciąż mówię, że przestałam pić. Do wczoraj sama w to wierzyłam. Chcę wierzyć w to i dziś, ale mąż jest dowodem mojej winy.

Nie chce mnie znać. Mówi, że tego nie wytrzyma. Kocha mnie bardzo, ale za dużo się stało. Co się takiego stało? Prycham. Przecież nawet nie pamiętam tej awantury.

„W trzeźwieniu nie zajmuj się innymi”

Trzeci dzień

Wciąż okej, choć jestem pobudzona. Szoruję mieszkanie, fugi lśnią, wanna odzyskuje biel, robię nawet porządki na pawlaczu, wywalam rzeczy. Chyba nie mogę skupić się na pracy. Czuje dziwną suchość w ustach, wali mi serce, na szczęście mogę odłożyć zawodowe rzeczy do jutra. „Mamo, co się z tobą dzieje?”- pyta córka. Proponuję, że obejrzymy serial. Jest zachwycona. „Ale nie zaśniesz? Obiecaj?”. Znów patrzy, co mam w kubku. Udaje, ze nie zauważam. Mam tylko herbatę. Czuję coś na granicy dzikiego triumfu. Zachowuję się, wreszcie, jak normalny człowiek.

Wieczorem wpada do mnie koleżanka, pod kurtką trzyma wino. – Mała zasnęła? Muszę się napić. Wyciągam dla niej kieliszek, mówię, że nie piję. – Który to już raz? – śmieje się. – Znów próbuję.
Po każdym kieliszku jest głośniejsza, jej opisy są barwniejsze, widzę, jak ciało jej odpuszcza. Ale ona nalewa sobie jeszcze, i jeszcze, nie potrafi przestać. Łapię się na tym, że ją oceniam. Nie podoba mi się jej ekspresyjna wesołość.
Zawsze tak robię, gdy nie piję. Mądrze się. Zauważam problem alkoholowy innych. Służę im radą. Wczoraj tłumaczyłam koleżance, że picie w ukryciu, w garażu świadczy o problemie jej męża. „I on się nie chce leczyć, rany”.
„Błagam, przestań, jesteś trzeźwa trzeci dzień” mówię do siebie. Innych telefonów dziś nie odbieram, nie odpisuję na wiadomości. Gdy piję jestem otwarta i ciepła, poświęcam godziny na słuchanie innych. Na trzeźwo jestem smutna, wolę się wyciszyć.  Lubię wspominać czasy, gdy byłam wolna. Nie myślałam o drinku, gdy wychodziłam po iluś godzinach pracy, nie potrzebowałam wina na wakacje i do samolotu, żeby już się wakacyjnie wyluzować. Lubię wspominać wolność, bo chcę do niej wrócić.

Przygotuj się na straszne kryzysy i nie negocjuj ze sobą

Czwarty dzień (piąty, dwudziesty, trzydziesty)

Rano jeszcze jestem pewna, że jest świetnie, ale wracając ze spaceru z psem, czuję, że znosi mnie do spożywczego. Prowadzę wewnętrzny monolog. Nalać sobie odrobinę wina, tylko kieliszek. Szklaneczka. Nie wiem skąd to się we mnie bierze. A może wiem. Bił mnie ojciec, matka nadużywała alkoholu. Kiedyś zostałyśmy same. O trzeciej w nocy. Matka spadła ze schodów, krwawiła i płakała z bólu. Wezwałam pogotowie, a potem zostałam sama, w wielkim domu. Miałam 10 lat, a następnego dnia klasówkę z matematyki. Nigdy nie wiedziałam, czego mogę
się spodziewać. Lęk jest mną, a ja jestem lękiem. Ale będę się już tłumaczyć dzieciństwem, ile ja mam lat. Jestem matką, muszę być odpowiedzialna. Kilka miesięcy temu terapeutka powiedziała: „Nieważne, co zrobiłaś. Ważne, że dziecko zobaczy, że umiesz z tego wyjść. To też jest siła, przyznać się do bezbronności. A ty jesteś chora”.
Chora. Jakie to obrzydliwe słowo. Nie chcę być chora. Chcę mieć wpływ. Ale przecież od dawna go nie mam. Wtedy, te kilka miesięcy temu też przestałam pić. Wzorem była moja terapeutka, rzuciła alkohol, przeszła terapię, zaczęła nowe życie.

Wytrwałam miesiąc. A potem pojechałam na wakacje i chciałam wyluzować. To takie modne teraz słowo. WYLUZOWAĆ. Przecież każdy może, prawda? Jezioro, lato, kto nie pije wtedy wina, piwa, czy kolorowych drinków. Nie, spożywczy mnie zgubi, nie ma żadnego jednego kieliszka. Przemawiam do siebie, jak do dziecka. „Nie oszukuj się”. Ale demon alkoholowy wchodzi mi do głowy i przekonuje: „Co to są za cyrki, po prostu trochę pijesz, ale to przecież jeden kieliszek, nikt nie zauważy. Zrób jak zawsze. Kup dwusetkę, wypij ją w lesie. Będzie łatwiej. Łatwo. Ciało przestanie boleć”. Nie mogę słuchać tego głosu, uciekam do domu.
Mąż mi pomaga. Robi obiad, uspokaja, ale jasno mówi: „Nie będę z tobą, jeśli będziesz piła”.

Unikaj miejsc, gdzie jest alkohol

Dzień czterdziesty

Dlaczego w każdym serialu ludzie piją wino? Brzdąkają kieliszki. Alkohol jest synonimem luksusu, ulgi, świętowania. Pasuje do pięknych ludzi. Przecież inaczej nie byłoby go w każdym filmie. Z okazji randki- piją, jedząc kolację- piją, chcąc się relaksować- piją. Powinni zabronić pokazywania tego wszędzie, na Facebooku i Instagramie ludzie wciąż sięgają po kieliszki. Oni też są alkoholikami – wyrzucam. I jest mi łatwiej. Cholerna kultura picia.
W markecie próbuję nie patrzeć na kącik z alkoholem, przeraża mnie nowa dostawa pysznego szczepu syrah. Jadę do przyjaciółki na babski wieczór, męczą mnie krzyki. Znikam z grilla z przyjaciółmi, są nietrzeźwi. Zauważam, że im więcej ludzie piją w towarzystwie, tym mniej się nawzajem słuchają. Trochę im zazdroszczę, ale bardziej chcę zniknąć.

Uspokaja mnie muzyka, medytacja i cisza. Czasem oglądam filmy. Wiem, że muszę się pogodzić, że stracę niektórych znajomych. Taka właśnie byłam przez ostatnie parę lat, tak spędzałam wolny czas. Wineczko tu, wineczko tam. Czy ja w ogóle potrafię być z ludźmi na trzeźwo? Będę musiała się tego od nowa uczuć.

Zmierz się z poczuciem winy

Dzień pięćdziesiąty

Przyjaciółka opowiada, że nienawidzi swojego życia. Mąż znów nawalił się w garażu. Zwyzywała go, trzasnęła drzwiami, a on za nią krzyknął, że to ona ma problem z alkoholem, bo on nie pije. Drżę, gdy tego słucham. Tak znam te mechanizmy, zwalić na kogoś, że się czepia, osacza, robi dym. Jest sztywny i nudny. Wszystko, byle nie poczuć problemu. Swojego. Nie zauważyć, że jest się centrum chaosu. Picie ukradkiem w samochodzie, na parkingu pod domem, w łazience, garażu, a potem udawanie, że komuś się wydaje. Doprowadzanie do szaleństwa bliskich, sprawianie, że już nie wiedzą, co czują i widzą, co jest prawdą, a co nie.

Dziś byliśmy u znajomych, mąż się trochę napił, cały samochód śmierdział alkoholem. Nie da się kogoś oszukać, że się nie piło. Nocami wracają do mnie obrazy z minionych miesięcy, lat. Ile spraw zawaliłam, ile rzeczy nie zrobiłam, ilu ludzi zawiodłam. To jest jak straszny film, który wyświetla się w mojej głowie.

Przypominam sobie słowa terapeutki. Sobie też musisz wybaczyć. Ale to jest bardzo trudna lekcja trzeźwienia. Niewybaczenie też cię trzyma w chorobie, wciąż jesteś ofiarą. Na przykład samego siebie. Można bez sensu mielić
te sytuacje, wracać do nich i przerabiać od nowa. Ale wtedy, jeszcze bardziejchcesz się napić. Żeby zapomnieć.

Na początku nie mów „na zawsze”, mów: „dzisiaj”

Dzień sześćdziesiąty

Wielu ludzi podczas trzeźwienia mówi, że przerażają ich słowa: „na zawsze”, „nigdy”. Część już podczas terapii myśli, że kiedyś napije się znów (oczywiście, jeden kieliszeczek). Terapia jest niczym ciężka podróż, nagrodą będzie normalność i kieliszeczek.

Podczas pierwszych prób też to czułam. Że przecież wrócę do normalności, winka przy kolacji i na urodziny. Słowa: „zawsze” budziło opór. Musiałam lecieć po wino, żeby udowodnić sobie, że nie ma żadnego „na zawsze”. Teraz już nie mówię sobie niczego, najwyżej: „Dzisiaj nie piłam”. Jest ciężko, minął haj, że się udaje. Jest codzienność. Dni stapiają się w jedno, są śniadaniem, kolacją, obiadem, rozmowami, próbą odnalezienia sensu. Podobno po odstawieniu alkoholu wiele osób ma depresje. Tłumione uczucia docierają do świadomości. Nie wiem, czy to
depresja, ale jestem w stanie „zero”.

Uczę się od nowa: radość z roweru z córką, ze spaceru, z małego sukcesu zawodowego. Radość z kawy. Z rozmowy. Brakuje mi ulgi. Tak, piłam, żeby czuć ulgę. Podkręcić się. Piłam, bo…
Każdy powód jest dobry. Mam problem, gdy w domu jest alkohol. Proszę męża, żeby na razie nie kupował piwa, bo noce przed lodówką zbyt mnie męczą. Tak, demony przychodzą tylko nocą. Już nie na tyle, żeby wziąć kluczyki i pojechać na stację, ale wciąż na tyle, żeby otworzyć piwo w lodówce. Boję się siebie, nie ufam sobie. Mąż obiecuje, że piwa nie będzie.

Szukaj pomocy

Dzień dziewięćdziesiąty

Śnią mi się wakacje, siedzę na plaży, popijam zmrożone prosecco, budzę się z silnym głodem. Zaczynam płakać. Zwariuję. Nie chcę tej cholernej normalności. Chcę poczuć smak prosecco. Dzwonię do terapeutki, mówi, że to normalne, nawet po siedmiu latach niepicia ma kryzysy.

Ostatnio była na bankiecie i kelner nosił kieliszki szampana, odruchowo sięgnęła. „Dasz radę” jej głos jest mocny i ciepły. Dam, ale już nie sama, nie w terapii indywidualnej, jestem w końcu gotowa, żeby zapisać się na grupę. Już nie czuję wstydu, nie próbuję niczego ukryć, nie muszę. Jestem częścią tego, co było. Ale muszę ochronić swoją przyszłość. Dzwonię i umawiam się na za tydzień. Kryzys mija.

Buduję codzienność od nowa, zauważyłam, że mąż się oddalił. Pytam dlaczego siedzi na messengerze albo czyta artykuły w telefonie. Mówi, że tak się przyzwyczaił, bo mnie nie było. Boli, ale doceniam szczerość. Uczymy się siebie od nowa, ja, jak być z kimś bez alkoholu, on, jak być naprawdę ze mną. To nie jest łatwe, bywam gorsza w seksie. Nie jestem już tak zabawna, nie mam tysiąca pomysłów na minutę. Tak, gdy piłam bywałam czarująca. Uwodziłam ludzi. Oczywiście do czasu. Dziś jestem sobą, jestem zwyczajna.

Rok niepicia
Nie jestem nawet w stanie opisać, jak lepsze jest moje życie. Najbardziej na świecie dziękuję mojemu mężowi.

Tak, wiem, że to wciąż początek drogi…


Zobacz także

Jak wybrać krzesła?

Wybierz komfortowe i stylowe krzesła do jadalni!

6 olejów dla różnych typów skóry. Który posłuży ci najlepiej?

Wspaniały, prosty test, do którego potrzebujesz jedynie swojej wyobraźni. Zobacz, co oznaczają twoje odpowiedzi