Pierwszy na świecie test ciążowy online. Tylko u nas polska wersja językowa!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 kwietnia 2016
Fot. Flickr / Janine /
Fot. Flickr / Janine / CC BY

Już jest! Choć wydaje się to  nieprawdopodobne, naukowcy z Amerykańskiego Ośrodka Wsparcia Medycyny Wysokotechnologicznej, opracowali pierwszy test ciążowy online. Specjalnie dla naszych czytelniczek udostępniamy nowy test w polskiej wersji językowej.

Całość opiera się na skomplikowanym algorytmie, którego szczegółów nie chcą zdradzić twórcy – obawiają się, że test szybko zacząłby rozprzestrzeniać się w innych, nie tak skutecznych konfiguracjach (co wpłynęłoby na dobro projektu i obniżyło jego efektywność). Zdradzają jednak, że pierwsze i kolejne testy, które zostały przeprowadzane na reprezentatywnej grupie i poddane randomizacji są bardzo obiecujące. Produkt w wersji testowej jest już dostępny (na razie w 7 wersjach językowych). Wykonane testy pozwolą na jego udoskonalenie, a ich wyniki będą kluczowe w dopuszczeniu go na rynek medyczny.

Jeżeli się sprawdzi – oznacza to nową erę dla kobiet. Koniec z niehigienicznymi testami z użyciem próbek moczu lub konieczności odwiedzenia laboratorium medycznego.

Po wykonaniu testu prosimy o przejście do poniższych informacji, które będą pomocne w dalszym doskonaleniu tej technologii. – Każda informacja zwrotna od użytkownika jest na wagę złota na tym etapie doskonalenia naszej technologii – mówi John McWelcome z ACHiTMS.

 

 

 

Przewiń niżej.

 

 

 

 

Jeszcze niżej.

 

 

PRIMA APRILIS!!!

Dziś dzień dowcipu – cała informacja jest zmyślona (test również). Mamy nadzieję, że na twojej twarzy pojawił się uśmiech :).


Być wszędzie, to być nigdzie – powiedział Seneka. Naprawdę chcesz wierzyć w bajkę o multitaskingu?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 kwietnia 2016
Wielozadaniowość, czyli multitasking w życiu matki nigdy jest dobrym, długofalowym rozwiązaniem.
Fot. Tookapic / Levi Arnod

Spośród ostatnich życiowych nauczek, jedna wydaje mi się szczególnie cenna. Od dziś kieruję się dewizą, która mi to życie znacznie ułatwi, bo pozwali zorganizować sobie czas pod względem priorytetów, przynajmniej mocno w to wierzę. Z chęcią się nią z wami podzielę: Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że świetnie łączą wszystkie obowiązki: i te domowe (mówimy o rodzicach) i te służbowe, przy tym są jeszcze wypoczęci i zadowoleni, a ich dzieci szczęśliwe.Wielozadaniowość, czyli multitasking w życiu matki nigdy jest dobrym, długofalowym rozwiązaniem.

Wczoraj, bardzo bliska osoba zapytała mnie całkiem poważnie: –  Czy ty się przypadkiem za bardzo nie rozpraszasz? – Jak to? Przecież wszystko kontroluję –   pomyślałam, bo wydawało mi się, że jestem absolutnie skupiona na wszystkich trzech czynnościach: sprawdzaniu służbowej poczty, uzupełnianiu fragmentu artykułu i rozmowie o rzeczach ważnych. W tym samym momencie zdałam sobie sprawę z absurdalności mojego toku myślenia.

Wielozadaniowość nie dla wszystkich zadań

Multitasking zakłada zaangażowanie w co najmniej dwa zadania jednocześnie. Czy to jest możliwe? Teoretycznie tak, ale tylko wtedy, gdy spełnione są dwa warunki: przynajmniej jedna z tych czynności jest wykonywana automatycznie, czyli nie potrzebujesz na niej skupiać swoich myśli (np. chodzenie i jedzenie) oraz zaangażowane są w nią dwa, różne procesy mózgowe. Czyli: możesz czytać i słuchać muzyki klasycznej, bo czytanie ze zrozumieniem i słuchanie muzyki instrumentalnej aktywizuje różne części twojego mózgu. Ale już próba zapamiętania informacji i słuchania muzyki z tekstem (czyli piosenek) nie jest efektywna, bo obie te czynności aktywizują ten sam ośrodek w mózgu.

Czy jednak życie matki to muzyka klasyczna i fascynująca lektura na wygodnej kanapie?

Życie matki, rodzica w ogóle, składa się z tysiąca sytuacji, w których staramy się połączyć domowe obowiązki,  często dorzucając do nich służbowe, pozostając jednocześnie najlepszym rodzicami. Najlepszymi, czyli takimi, którzy wiedzą co się dzieje w życiu ich dzieci, starają się być obok zawsze, gdy potrzeba, dużo rozmawiają i aktywnie słuchają . Tylko tyle i aż tyle, bo przecież w życiu pełnimy jeszcze kilka innych, istotnych funkcji, które również wymagają od nas czasem pełnego zaangażowania.

Na pewno zdarzyło się wam nieraz, siedząc tuż obok swojego dziecka, na przykład odrabiającego lekcje, przeglądać jednocześnie służbową pocztę w telefonie. Z tej czynności wyrwał was pełen wyrzutu głos: Mamo, nie słuchasz.  – Słucham! obruszysz się. No, zgoda, słuchasz, ale czy słyszysz? Dasz radę pociągnąć tę rozmowę?

Prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie być naprawdę dobrymi rodzicami nie poświęcając naszym dzieciom dostatecznej ilości czasu i uwagi. Czas i uwaga to elementy absolutnie podstawowe w relacji rodzic – dziecko. A multitasking zakłada dzielenie tych elementów między różne czynności. Zawsze ktoś/coś na tym traci. Dlaczego?

Badania wykazują, że wielozadaniowość zmniejsza nasza efektywność – w każdej dziedzinie ­ – o 40%. Wynika z tego, że dzieląc moją uwagę między rozmowę z dzieckiem a sprawdzanie poczty elektronicznej byłam z moją córką  o całe 40 % „mniej intensywnie” niż wtedy, gdybym odłożyła na chwilę telefon i w skupieniu wysłuchała tego, co miała mi do powiedzenia. Szokujące, prawda?

I do mnie ten właśnie argument przemawia najmocniej, choć przecież można znaleźć też kilka innych, równie ważnych. Próbując łączyć kilka czynności z „byciem” z dzieckiem „tu i teraz”, świadomie:

Przegapiasz szczegóły

Małe, drobne, niby nic nieznaczące fakty, które sprawiają, że chwile spędzone z dzieckiem są wyjątkowe. Nowe słowo, nowa umiejętność, śmieszna minka lub zdanie, które wyłapane w porę pozwoliłoby ci zapobiec jakiejś „katastrofie”.

Denerwujesz się i tracisz czas

Bo podświadomie zauważasz, że czas się kurczy, dziecko nie dostaje od ciebie dostatecznej ilości uwagi, a czynności, które wykonujesz, wykonujesz chaotycznie, więc wymagają poprawek, ponownego przejrzenia itd… W efekcie nikt nie jest zadowolony.

Odczuwasz frustrację, zmęczenie i poczucie, że tak naprawdę zawodzisz na każdym z tych pól

Ciałem jesteś tuż obok, myślami daleko stąd. Nic nie jest skończone jak trzeba, a dziecko wyrzuca ci, że nie masz dla niego czasu. Czy rodzic może usłyszeć gorszy zarzut?

– Nie rozumiem twoich problemów – powiedziała moja znajoma. – Mam dwójkę dzieci, odpowiedzialną pracę i świetnie sobie radzę. Moje dzieci są zadbane i szczęśliwe. – Jak nazywa się ostatnia, ulubiona bajka twojego syna? – zapytałam pod wpływem impulsu. – Co wczoraj jadła na obiad w przedszkolu twoja córka? Smakowało jej? Jakie koleżanki najchętniej zaprosiłaby do wspólnej zabawy?

Moje pytania pozostały bez odpowiedzi.

Być wszędzie, to być nigdzie – powiedział Seneka. Nie namawiam was do tego, żebyście rzucali wszystko w dowolnym momencie i biegli beztrosko bawić się z dziećmi. Myślę raczej o takim zaplanowaniu czasu w ciągu dnia, żeby te momenty (w ciągu tygodnia nie ma ich przecież tak dużo!) były momentami, w których jesteście dla nich naprawdę.


Każdy z nas ma swoje mocne strony. Ważne, by umieć je w sobie znaleźć i nazwać. Spróbujesz?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 kwietnia 2016
Każdy z nas ma swoje mocne strony. Ważne, by umieć je w sobie znaleźć i nazwać. Spróbujesz?
Fot. iStock / betyarlaca

Uwaga – szybkie zadanie, skup się na dosłownie trzy sekundy. Już? A teraz wymień trzy swoje mocne strony. I jak?

Jeśli ci się udało – zastanów się nad nimi, czy to są naprawdę twoje mocne strony, czy tylko wyobrażenie o tym, jakie kompetencje chciałabyś mieć? To trudne. Wszyscy wokół mówią – znajdź swoje mocne strony, postaw na nie, na nich się skup. Pytanie tylko, czy umiemy je w ogóle realnie określić, czy tylko myślimy o tym, jakie byśmy chciały być.

Myślałam sobie o tym wczoraj wieczorem. Poszłam biegać i kiedy mijali mnie kolejni biegacze, przypomniałam sobie, jak biegałam na złamanie karku. Byle szybciej i dalej. Bolało mnie biodro, kolano, ale ważny był czas i dystans. Pewnie uległam modzie – żeby teraz na te wszystkie zawody jeździć i się sprawdzać. I jeździłam. Ale czułam, jak sama sobie na głowę nakładam presję, której trudno mi sprostać, umówmy się – na mistrzostwa świata już nikt mnie nie zabierze. Bieganie szybciej i szybciej nie sprawiało mi przyjemności, choć nie przyznawałam się do tego. Bo ja jeszcze mam taką wredną przypadłość, że dużo od siebie wymagam, wysoko stawiam poprzeczkę, więc możecie sobie wyobrazić tę presję, którą sama sobie stworzyłam.

I pewnego dnia usiadłam i pomyślałam: „po co ci to?”. Mało masz stresu, mało od siebie wymagasz i jeszcze to? I w końcu sobie w tej mojej łepetynie ułożyłam, że skoro lubię biegać, ruszać się, daje mi to psychiczny relaks, to biegaj sobie na zdrowie, ale nie do wypruwania żył. I biegam, wolno, dla przyjemności – w tym jestem dobra, jak ktoś chce się dołączyć – zachęcam.

Poprzeczki stawiam sobie tam, gdzie wiem, że mogę sprostać, że mogę być jeszcze lepsza i co ważne – lubię to robić.

Często słyszę, jak ktoś mówi: od dziś będę zdyscyplinowana, będę ćwiczyć silną wolę, popracuję nad organizacją dnia – ale czy ty jest twoją mocną stroną? Ja na przykład nie umiem utrzymać porządku we własnych ciuchach – długo z tym walczyłam, poświęcałam masę energii, aż doszłam do wniosku: kogo ty chcesz oszukać, nie umiesz tego. I wiecie, dobrze mi z tym. Mam w sobie na tyle instynktu zachowawczego, by zachować taki ład (czego pewnie ktoś nawet ładem by nie nazwał), żeby móc coś w szafie znaleźć.

Ale nie miało być o słabościach, ale mocnych stronach, kiedy je poznamy, nasze słabości zdecydowanie tracą na znaczeniu.

Po pierwsze: Pomyśl, co przychodzi ci z łatwością

Wielu z nas (ja niestety też) ma zakorzenione i wyniesione z dzieciństwa przekonanie, że aby osiągnąć sukces trzeba w to włożyć maksimum wysiłku. Że nic nie przychodzi łatwo – zwłaszcza sukces. Obojętnie w jakim obszarze życia – czy w związku, w relacji z innymi ludźmi, w pracy, w byciu szczęśliwym. A czy zastanawialiście się nad tym, co przychodzi wam z łatwością? Bez wysiłku? Właściwie tak, że nie zwracacie nawet na to specjalnej uwagi? Może macie łatwość nawiązywania kontaktów, jesteście dobrze zorganizowani, nie sprawia wam problemu dotrzymać terminów, obietnicy? Może potraficie się odnaleźć bez problemu w jakieś konkretnej sytuacji. Chętnie pomagacie innym w rzeczach, które im sprawiają trudność?

Co was zajmuje w czasie wolnym? Jakie są wasze pasje, co lubicie robić? Warto sobie zadać tych kilka pytań, bo właśnie odpowiedzi na nie określą wasze mocne strony. Pokażą, w czym jesteście naprawdę dobrzy.

Po drugie: Zmierz się z opinią innych na swój temat

Warto podpytać innych, co sądzą na twój temat. Wymienić kilka swoich cech, takich, które wydaje się nam, że mamy, ale też tych, które byśmy chcieli mieć. Nagle może się okazać, że jesteśmy ambitni, ale nie nadajemy się do zarządzania ludźmi – bo nie mamy ku temu zwyczajnie predyspozycji. Możemy się dowiedzieć, że jesteśmy kreatywni i świetnie współpracujemy w zespole. Te wszystkie komunikaty powinniśmy przyjąć i się nad nimi zastanowić, a później nie tracić energii na coś, co jest naszą słabą stroną. Chcesz być dyrektorem, ale inni ci mówią – nie umiesz zarządzać ludźmi – pomyśl, czy naprawdę chcesz nim być, czy nie lepiej czułabyś się pracując samodzielnie, albo w zespole jako równorzędny partner dla reszty. Tu możesz więcej osiągnąć.

Po trzecie: Co lubisz robić, nawet gdy ci za to nie płacą?

Myślisz sobie: „Z chęcią bym zrezygnował z funkcji kierownika, żeby móc z nimi popracować nad projektem”. I tak naprawdę masz gotową odpowiedź – rób to, co lubisz, nie staraj się przypodobać innym, spełniać czyjeś oczekiwania. Jesteś szczęśliwsza pracując nad jakimś projektem niż go koordynować z góry? Wolisz gotować niż sprzątać? Bliżej ci do wyjazdu w góry niż na wakacje all inclusive? Ile razy myślisz: „choćby mi nie wiem, ile płacili, to tego nie będę robić”?. Więc skup się na tym, za co płacić ci nikt nie musi – zapewniam – w tej dziedzinie osiągniesz sukces, jeśli tylko odważysz się iść tą drogą.

Po czwarte: Skup się na mocnych stronach, a nie słabych

Nie trać energii na walkę ze słabościami, zaakceptuj je. Nie ogarniasz kwestii finansowych, a chcesz mieć swoją firmę cateringową, bo kochasz gotować i jesteś w tym dobra? Znajdź księgową, która zajmie się biurokracją. Nie potrafisz pracować bez nadzoru z góry, zmień profil pracy, powiedz, że dopiero gdy ktoś nad tobą stoi, jesteś w stanie wywiązać się – i do tego świetnie – ze swoich zobowiązań. Bądź zawsze tam, gdzie czujesz się pewnie, rób to, co sprawia ci satysfakcję. Mów sobie: „w tym jestem dobra”, a słabości zostaną zepchnięte na margines tego, co naprawdę potrafisz robić dobrze.


Zobacz także

Fot. iStock / izusek

10 najbardziej uzależniających przekąsek. Zobacz, dlaczego tak nas kuszą

Fot. iStock/PeopleImages

Czyje życie jest cenniejsze: dziecka czy osoby starszej? Dlaczego jednym dajemy prawo do życia, a innym już nie?

Wszystko na pokaz? Pary, które nieustannie dzielą się swoim szczęściem na Facebooku wcale nie są takie szczęśliwe

Wszystko na pokaz? Pary, które nieustannie dzielą się swoim szczęściem na Facebooku wcale nie są takie szczęśliwe