Lifestyle

Zapplanuj swoje włosy- innowacyjna aplikacja mobilna OnlyBio Stories

Redakcja
Redakcja
24 czerwca 2022
 

OnlyBio, ekspert od świadomej pielęgnacji włosów, stworzył innowacyjną aplikację mobilną, która umożliwia zbudowanie i zaplanowanie swojego indywidualnego programu pielęgnacji włosów. OnlyBio Stories to pierwsza taka aplikacja na polskim rynku beauty.

Zapplanuj swoje włosy!

OnlyBio Stories to pierwsza w Polsce aplikacja, która umożliwia zaplanowanie pielęgnacji włosów na każdy dzień. Każdy plan został opracowany z najwyższą starannością, tak aby najlepiej pomóc dbać o skórę głowy i włosy oraz osiągnąć cele pielęgnacyjne. Żaden rytuał
ani żaden kosmetyk nie pojawia się w planie przypadkowo.

„Śmiało mogę powiedzieć, że OnlyBio Stories to aplikacja, która zawojuje rynek pielęgnacji włosów. Zależało nam aby to narzędzie, które możemy mieć zawsze przy sobie w swoich telefonach, było po pierwsze praktyczne i wygodne dla każdej osoby, która zaczyna lub ma już większe doświadczenie w pielęgnacji skóry głowy i włosów. A po drugie chcemy, aby klientki dzieliły się z nami swoimi włosowymi historiami, zdjęciami, filmikami, pokazywały jak ich świadoma pielęgnacja i ułożony plan zmienia ich włosy, bo to one właśnie tworzą OnlyBio stories. Aplikacja jest absolutnie dla wszystkich. Po jej zainstalowaniu już nie zapomnisz, co kiedy stosować i co stosowałaś. Wszystko masz w jednym miejscu.” -mówi Marta Iwanowska-Giler Brand Manager OnlyBio.life.

Tysiące planów pielęgnacyjnych

Eksperci OnlyBio wiedzą, że każdy z nas jest inny i to, co daje świetne efekty u jednej osoby, u drugiej może dawać gorsze rezultaty. Dlatego tak ważne jest obserwowanie swoich włosów i słuchanie swojego ciała. Najczęściej plan będzie rekomendował więcej niż jeden produkt
z danej kategorii (aby zobaczyć kolejne propozycje wystarczy przesunąć palcem w lewo). Dzięki temu w sytuacji, gdy pierwszy z podpowiadanych produktów się nie sprawdzi, będzie do wyboru jeszcze kilka opcji. Oprócz tego, marka zadbała także o możliwość dodawania
własnych produktów. Można to zrobić wchodząc w zakładkę „Półka" i klikając (w prawym górnym rogu) przycisk dodaj produkt. System poprosi o zdjęcie i nazwę produktu oraz dodanie go do odpowiedniej kategorii. Na skutek tego działania własny kosmetyk pojawi się
w planie w odpowiednich miejscach.

Baza wiedzy

OnlyBio Stories to także obszerna baza wiedzy z zakresu świadomej pielęgnacji włosów. Jeśli dopiero zaczynasz swoją pielęgnację to tutaj poznasz podstawy i dowiesz się np. co to jest OMO, jak poprawnie myć włosy metodą OMO, jaką wybrać do niej odżywkę, czy wszystko
olejowaniu. A jeśli już macie swoje doświadczenia i opanowaliście podstawy, też znajdziecie coś dla siebie. Eksperci marki podpowiadają, jak uratować spalone włosy, czy jak i po czym rozpoznać przeproteinowanie włosów. A dla osób posiadających włosy kręcone, marka przygotowała dużo ciekawostek i praktycznych porad jak o nie dbać i wyciągać skręt.

Dobra zabawa a nie przykry obowiązek

Pewnie każdy z nas chciałby mieć najpiękniejsze i najzdrowsze włosy. Nie wpadnijmy jednak w pułapkę, w której to nasza pielęgnacja staje się da nas przykrym obowiązkiem. Lepiej, aby  była to świetna zabawa, która przy okazji daje niesamowite efekty. Dlatego też w sytuacji,
w której czujesz, że masz mniej czasu czy sił pamiętaj o możliwości zmiany planu mycia włosów i dodatkowych rytuałów, redukując czas jaki poświęcasz na pielęgnację. Działanie takie możesz wykonać wchodząc w zakładkę „Plan”, klikając w prawym górnym rogu ikonkę informacji i naciskając przycisk „Stwórz nowy plan”. System przekieruje do  początkowej ankiety i voilà!

Pobierz aplikację i ciesz się pięknymi włosami. Szukaj 30% rabatu na kosmetyki dostępne na www.onlybio.life ukrytego w mailu z kodem weryfikacyjnym, który dostaniesz do rejestracji w aplikacji #onlybiostories.

Aplikacja do pobrania dostępna jest w Google Play oraz App Store.

https://play.google.com/store/apps/details?id=life.onlybio.stories
https://apps.apple.com/us/app/onlybio-stories/id1625287081?platform=iphone


Lifestyle

Przełom: testy na HCV nareszcie dostępne bezpłatnie w POZ!

Monika Wanat
Monika Wanat
24 czerwca 2022
fot. jarun011/iStock
 

Dzięki wprowadzeniu testów na HCV do koszyka lekarzy pierwszego kontaktu pojawiła się realna szansa na eliminację tego wirusa w Polsce.

Od 1 lipca lekarz rodzinny będzie mógł zlecić pacjentowi badanie na obecność przeciwciał wirusa HCV (anty-HCV) na koszt NFZ. Szerokie udostępnienie tego prostego badania z krwi to prawdziwy przełom. Dotąd w Polsce bezpłatny test anty-HCV mógł zlecić jedynie lekarz chorób zakaźnych. W efekcie znaczna większość osób żyjących z wirusowym zapaleniem wątroby typu C nie zdawała sobie sprawy ze swojego statusu i  nie otrzymywała terapii. A przecież HCV jest odpowiedzialny w naszej szerokości geograficznej za 60% przypadków groźnego dla życia raka wątrobowokomórkowego.

Eksperci szacują, że z HCV żyje w Polsce nieco ponad 100 tysięcy osób. Program lekowy Ministra Zdrowia zapewnia wszystkim  zdiagnozowanym pacjentom zakażonym tym wirusem bezpłatny dostęp do najnowocześniejszych terapii, które pozwalają na szybkie
wyleczenie niemal 100% chorych. Problemem było jedynie odnalezienie zakażonych, ponieważ HCV nie daje przez lata żadnych objawów. Dzięki umieszczeniu testów na HCV w koszykach lekarzy POZ wzrosły szanse Polski na realizację strategii Światowej Organizacji Zdrowia, która zakłada eliminację HCV do 2030 roku.

Polska Grupa Ekspertów HCV oraz organizacje pacjenckie skupione w Koalicji Hepatologicznej, której liderem jest Barbara Pepke, prezes Fundacji Gwiazda Nadziei od wielu lat zabiegały o udostępnienie tego prostego, niedrogiego badania na poziomie lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

„Wielokrotnie spotykaliśmy się z historiami osób, u których wykryto zakażenie wirusem HCV na bardzo późnym etapie choroby. Zdarzało się, że na wszelką pomoc było już za późno. Wierzę, że teraz takich sytuacji będzie o wiele mniej. Aż trudno mi wyrazić ulgę, jaką dzięki udostępnieniu lekarzom POZ testów anty-HCV poczuli wszyscy, którzy od kilkunastu lat apelowali o tę zmianę” – powiedziała Barbara Pepke.
„Stworzenie możliwości wykonywania w POZ badania anty-HCV daje nam narzędzie do skutecznego zwalczania zakażeń tym wirusem, a przez to profilaktyki raka i marskości wątroby. Jak zostanie ono wykorzystane, będzie zależało od lekarzy POZ, a konkretnie od tego, na ile zdają oni sobie sprawę, jak wiele mogą zdziałać, masowo wykorzystując to proste i tanie badanie” – powiedział profesor Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

„Rolą lekarzy chorób zakaźnych jest teraz dotarcie do kolegów z POZ z przesłaniem o wysokiej skuteczności dostępnego leczenia zakażonych HCV, o ile zostaną oni zdiagnozowani. W obecnej sytuacji w Polsce praktycznie każdy pacjent zgłaszający się do POZ powinien mieć zlecane badanie anty-HCV. Nie ma sensu szukanie grup zwiększonego ryzyka, bo wszyscy w niej jesteśmy” – dodał profesor Jerzy Jaroszewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego.


Lifestyle

Nawet w mrocznych okresach życia, kiedy trudno wstać z łóżka, możemy świadomie, kawałek po kawałku, odbudować poczucie szczęścia

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
24 czerwca 2022

Julia Baird, dziennikarka „The New York Times”, kiedy zachorowała na nowotwór postanowiła napisać książkę o rzeczach, które podtrzymywały ją na duchu w mrocznych chwilach. Zaczęła tropić zjawisko fosforescencji, czyli światła emitowanego przez niektóre organizmy np. świetliki i grzyby. Nam mówi: „Najbardziej zaskoczyło mnie odkrycie, że świadome podążanie za zachwytem i zdumieniem – głównie w świecie przyrody – może pomóc nam dosięgnąć niesamowitych pokładów siły. Wyrobienie w sobie nawyku chodzenia po lesie, pływania w zimnym morzu, obserwowania ptaków czy hodowania kwiatów, prawdopodobnie nie rozwiąże naszych problemów, ale może nas choć na chwilę oderwać od nas samych i przypomnieć, że samo życie jest czymś naprawdę niezwykłym. Kiedy nasze problemy stają się wielkie i przytłaczające, czasami to właśnie najmniejsze rzeczy mogą nas podtrzymać na duchu – trzepotanie uszu biegnącego psa, śpiew ptaków, para unosząca się z doskonałej filiżanki herbaty, czysty majestat wschodu słońca.”

Co podtrzymywało cię na duchu, kiedy dowiedziałaś się, że masz nowotwór?

Początkowo byłam w szoku, potem weszłam w bardzo cichy, spokojny tryb na czas przygotowań do operacji, odcinając się od wszelkich dramatów życiowych, hałasu i negatywnych emocji. Szukałam pewnego rodzaju bezruchu, spokoju. Czułam się, jak kwiat, który zamyka wokół siebie płatki, przygotowując się do zmroku. To była instynktowna reakcja. Starałam się nie panikować, tylko przygotować się na każdy dzień. Skupiłam się na moich dzieciach i dalej płynęłam!

Czy pozwoliłaś sobie na chwilę żałoby i przygnębienia? Czy to w ogóle możliwe, aby matka dwójki dzieci pozwoliła sobie na smutek?

Matki mogą pozwolić sobie na stan przygnębienia, ale większość z nich, jak sądzę, stara się go zachować dla siebie lub podzielić się nim tylko z bliskimi przyjaciółmi. Moje dzieci były małe, więc musiałam być dla nich silna, nie panikować i nie niepokoić ich za bardzo. Dlatego byłam w tym wytrwała. Najtrudniejsze były dla mnie noce – budziłam się z niepokojem, przewracałam się z boku na bok i rozmyślałam o swojej śmiertelności. Ale rano wstawałam, żeby zająć się dziećmi i iść do pracy. Możliwe, że to utrzymało mnie przy zdrowych zmysłach.

Jak chroniłaś w tamtym momencie swoje dzieci? Czy myślałaś o tym, że twoja choroba może być dla nich lekcją na przyszłość?

W pewnym sensie napisałam tę książkę dla nich. Chciałam móc opowiedzieć im wszystko, czego się nauczyłam – tak, żeby nie odeszło w niepamięć – aby wiedzieli, jak napełnić swoje akumulatory, z których będą mogli czerpać w trudnych chwilach, bo cierpienie też jest częścią życia. Chciałam przekazać im, że życie jest piękne i jednocześnie trudne, że mogą być odporni, że powinni troszczyć się o ludzi, którzy zmagają się z trudnościami i że nigdy nie powinni brać niczego za pewnik.

Chciałam, aby wiedzieli, że powinni umyślnie polować codziennie na zachwyt i zdumienie. Od chwili, gdy postawiono mi diagnozę, myślę tylko o tym, jak najlepiej mogę ich chronić i wprowadzić w świat z pewnością siebie i poczuciem, że są głęboko kochani, nawet jeśli mnie już nie będzie. Bardzo trudno jest o tym rozmyślać!

W jakim stopniu miłość twoich rodziców była dla  ciebie wsparciem w czasie choroby?

Tak! Moi rodzice zawsze byli przy mnie i pokazali mi, jak razem możemy przezwyciężyć trudności, dodawać sobie siły i że kiedy choroba zawęża twój świat do maleńkiej szczeliny, to właśnie twoja rodzina będzie przy tobie. Moja mama też była już chora, gdy postawiono mi diagnozę. Cierpiała na zwyrodnieniową chorobę neurologiczną, a mimo to wciąż prosiła swojego opiekuna, by woził ją na wózku inwalidzkim do mojego szpitalnego łóżka – w ręce trzymała mój ulubiony świeży sok, zawsze o mnie myślała i pamiętała o rzeczach, które kochałam. Na samą myśl o tym serce mnie trochę boli, tak bardzo mi jej brakuje, zmarła w zeszłym roku, była taka opiekuńcza. Wiem, że miałam wielkie szczęście, że ona i mój dobry ojciec byli moimi rodzicami.

A w jaki sposób szukałaś w sobie siły w najtrudniejszych momentach?

Każdy ma swoje sposoby na znalezienie siły – większość z nas znajduje ją w gronie przyjaciół, rodziny, w ciszy, a czasem w aktywności, w pracy. Możemy ją również znaleźć w trosce o innych ludzi. Kiedy nasz własny ból staje się nie do zniesienia, możemy przynajmniej poświęcić się pomocy przyjaciołom, noszeniu ciężaru, który spoczywa na barkach otaczających nas ludzi.

Ale szczerze mówiąc, najbardziej zaskoczyło mnie odkrycie, że świadome podążanie za zachwytem i zdumieniem – głównie w świecie przyrody – może pomóc nam dosięgnąć niesamowitych pokładów siły. Wyrobienie w sobie nawyku chodzenia po lesie, pływania w zimnym morzu, obserwowania ptaków czy hodowania kwiatów prawdopodobnie nie rozwiąże naszych problemów, ale może nas choć na chwilę oderwać od nas samych i przypomnieć nam, że samo życie i bycie żywym, jest czymś naprawdę niezwykłym. Kiedy nasze problemy stają się wielkie i przytłaczające, czasami to właśnie najmniejsze rzeczy mogą nas podtrzymać na duchu – trzepotanie uszu biegnącego psa, śpiew ptaków, para unosząca się z doskonałej filiżanki herbaty, czysty majestat wschodu słońca.

Skąd wziął się pomysł, aby napisać o fosforescencji?

Pracowałam nad tą książką jako serią esejów i refleksji. Próbowałam ustalić, co łączy wszystkie moje myśli i jak najlepiej mogłabym opisać mój temat przewodni. Wiedziałam, że chcę powiedzieć coś o tym, że w tych momentach naszego życia, które są naprawdę wyczerpujące, kiedy cierpimy w samotności, możemy jakoś przez to przejść i możemy być podtrzymywani na duchu przez zaskakujące rzeczy.

Nawet w mrocznych okresach naszego życia, kiedy nie możemy lub nie chcemy wstać z łóżka, można dostrzec piękno w świecie i podnieść się z tego stanu w sposób, który nie jest wcale banalny, a wręcz zadziwiający. I że możemy świadomie, celowo, kawałek po kawałku odbudować naszą odporność.

Pewnego dnia szłam w kierunku oceanu i myślałam o fosforescencji, tym magicznym żywym świetle. Świetle, które świeci, gdy wszystko jest ciemne. Pomyślałam, że to jest światło, które może pochodzić od nas samych i które można znaleźć w przyrodzie. Uświadomiłam sobie, że to właśnie próbowałam przekazać – że mimo wszystko – może istnieć światło pośród bólu i cierpienia. Moim zdaniem życie jest pragnieniem, by odnaleźć to światło i miłość. Później zaczęłam obsesyjnie poszukiwać fosforescencji lub bioluminescencji w dzikiej naturze.

W książce dużo piszesz o naturze i o tym, jak odcinamy się od niej we współczesnym świecie. Dlaczego wybrałaś ocean i dlaczego dziś daje Ci on tyle radości?

Zawsze kochałam ocean, jego dzikość, głębię i nastroje. Uwielbiam czuć się mała, uderzana przez fale. Uwielbiam unosić się na szklistych łukach, nurkować pośród tętniących życiem raf koralowych i po prostu pływać z oczami wlepionymi w dno oceanu. Zawsze znajduję i widzę nowe rzeczy: rekiny, żółwie, ośmiornice, lśniące muszle, ławice kolorowych ryb. Każdy dzień jest nowym cudem. To pozwala mi oczyścić umysł, przypomina mi o wszystkim, co razem dzielimy i musimy chronić, i o tym, jak piękno i zachwyt mogą wypełnić duszę.

Kto w twoim życiu promieniował tym wewnętrznym światłem, które pomogło ci przetrwać czas choroby?

Kiedy byłam chora, moja ukochana mama także chorowała, co było bardzo trudne dla nas obu. Ale moja mama przez całe swoje życie uczyła mnie, jak przetrwać trudne czasy, jak nie zatracić się w rozmyślaniach i patrzeć na świat z zewnątrz, jak zwracać uwagę na skarby natury, dbać o innych, szukać celu i mieć cel w życiu. Była najbardziej uprzejmą, wesołą kobietą. Taką lampą, która oświetlała naszą rodzinę. Pomogło mi też wielu innych ludzi – przyjaciele, mentorzy, poeci, których słowa czytałam i czytałam ponownie. Jednak to moja mama była najbardziej fosforyzującą osobą w moim życiu.

Czy w dzisiejszych czasach spotykasz ludzi, którzy mają to wewnętrzne światło?

Tak, w swojej książce piszę o jednej kobiecie, którą spotkałam – Deanne z Dubbo w Australii. Pewnego dnia jechałam na badanie tomograficzne w Sydney, aby sprawdzić, czy mój rak powrócił – jest to strasznie stresujące doświadczenie. W recepcji zauważyłam, że obok mnie stoi kobieta, która również miała zaraz mieć badanie. Trzęsła się całą z nerwów. Objęłam ją ramieniem, pocieszyła i rozstałyśmy się. Sama trzymałam się dzielnie, dopóki pielęgniarka, która próbowała założyć mi kaniulę, wbiła igłę w niewłaściwym miejscu i krew popłynęła wszędzie. Ostry ból sprawił, że zalałam się łzami. A ja tak rzadko płaczę. Natomiast kiedy już zaczęłam, nie mogłam przestać. Kiedy usiadłam znów na krześle w poczekalni na oddziale radiologii, w tym okropnym białym fartuchu, nagle za rogiem pojawiła się ta kobieta, którą widziałam wcześniej w recepcji. Chwyciła mnie za rękę i powiedziała, żebym to wszystko z siebie wyrzuciła. Powiedziała, że ona naprawdę często płacze, gdy jest smutna. Po prostu usiadła obok mnie i opowiedziała o swojej walce z dwoma rodzajami raka i o tym, jak zmieniła swoje życie i odstawiła alkohol. Mówiła, mówiła, a ja płakałam.

Powiedziała mi, że nie ma nic złego w opieraniu się na ludziach i że nie zawsze muszę być tą silną. Była taka miła. Czułam uścisk jej dłoni jeszcze przez kilka minut po tym, jak wyszła z przychodni.

W jakim stopniu twoja choroba zmieniła to, jak postrzegasz szczęście?

Choroba i świadomość własnej śmiertelności są świetnymi „przesiewaczami” śmieci. Nie przejmuję się już drobiazgami. Jest tak wiele rzeczy, które mnie nie obchodzą.

Kiedy wróciłam do pracy jako prowadząca program telewizyjny, byłam pewniejsza siebie, bo mniej przejmowałam się tym, co ludzie o mnie myślą. A poza tym zdałam sobie sprawę, że to jestem po prostu ja. Nie zmienię się, czy im się to podoba, czy nie! Byłam wyczerpana i wiedziałam, że muszę żyć z pewnym lękiem przed nawrotem, ale czułam się też – przetrwałam!

Widzę, że prawdziwe szczęście zależy w dużej mierze od relacji, celu, rodziny i od pozwolenia swojemu duchowi na karmienie się zachwytem i zdumieniem. Dbam o to, by jak najwięcej przebywać na świeżym powietrzu w świecie przyrody. W przyszłym miesiącu zabieram moje dzieci do Australii Zachodniej na nurkowanie z rekinami wielorybimi, z czego bardzo się cieszę. Pływam w morzu każdego dnia, pozwalam sobie chwilę spokoju i zatrzymanie się w czasie. W weekendy wyjeżdżam z przyjaciółmi tak często, jak tylko mogę, nad morze lub w góry i piję wina mojego chłopaka, który jest winiarzem

Często czytam też w wannie, co jest cudowne po zimowym pływaniu. Staram się cieszyć każdym dniem, nawet tymi najdrobniejszymi chwilami. Siedzenie i oglądanie wschodu słońca z filiżanką gorącej herbaty jest dla mnie czymś wspaniałym – czasami to wszystko, czego potrzebuję.

 

Julia Woodlands Baird jest australijską dziennikarką, prezenterką i autorką ksiązek. Współpracuje z The New York Times i The Sydney Morning Herald, a także prowadzi program The Drum, przegląd wiadomości telewizyjnych nadawany przez Australian Broadcasting Corporation (ABC).

Zobacz także

Regulamin akcji „#30dnibezmleka”

Akcja „Zęby na 6-tkę!” Tydzień I, wyzwanie #4

Czas na suplementy: dlaczego, kiedy i jak je brać, by osiągnąć maksymalne korzyści?