MIŁOŚĆ to…

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
14 lutego 2017
 

Miłość to…

Wspólna kawa o poranku.

Pocałunek na dzień dobry.

Przytulanie.

To pełna akceptacja dla odmienności drugiej osoby.

To wspólne śmiechy, chichy i gilgotanie.

To patrzenie w tym samym kierunku, choćby wiele głów zwróconych było w druga stronę.

To czuły codzienny dotyk.

Trzymanie jej/jego dłoni podczas spacerów.

To poszanowanie jej/jego wartości, przyzwyczajeń, nawyków i przekonań.

To niekończące się tematy rozmów.

Śmiechy do łez.

Łzy do śmiechu.

To wspólny posiłek przy stole.

To bycie dla drugiej osoby,  kiedy Cię najbardziej potrzebuje.

To czysta ciekawość, jak Ci minął Twój dzień.

To nieocenianie drugiej osoby.

To szacunek dla jej/jego wyborów.

To wspólne tańce do białego rana i ból głowy o poranku.

To móc płakać w jej/jego towarzystwie.

To sączyć razem wino, leżąc na kanapie pod kocem.

To namiętność, która nie gaśnie pomimo wiatrów i burz

To umiejętność słuchania i słyszenia drugiej osoby.

To umiejętność wybaczania, tego co na pozór niewybaczalne.

To długie niekończące się rozmowy do rana

To wspólne obowiązki i dzielenie się nimi.

To odpowiedzialność za druga osobę

To dążenie do bycia lepszym nieustannie

To cierpliwość do drugiej osoby.

To pomaganie sobie w trudnych chwilach

To trwanie w chorobie.

To umiejętność wychodzenia z burz i kryzysów.

To duma schowana do kieszeni i odpuszczanie.

To pamiętanie o ważnych momentach jej/jego.

To wspólne przeżywanie trudnych emocji.

To umiejętność rozmowy o wszystkim.

To patrzenie sobie w oczy.

To nieustanna pamięć o tym,  co sprawiło że ją/jego pokochałeś.

To mówienie jej/jemu, że jest piękna/atrakcyjny.

To mówienie jej/jemu, że jest dla Ciebie ważna/y.

To codzienne docenianie drugiej osoby.

To mówienie dziękuję, przepraszam,  słucham

To wspólne pasje.

To czytanie w łóżku

To siedzenie w ciszy i poczucie komfortu.

To rozmowa o tym jak jest i jak chcemy aby było.

To codzienne czyny i gesty.

To wspólne romantyczne kolacje

Długie rozmowy w samochodzie

I wspólne śpiewanie ulubionej piosenki.

To głaskanie po włosach i drapanie po plecach.

To mocne wzięcie w ramiona kiedy jest źle jej/jemu

To dzielenie się tym, co w duszy gra i tym co leży na sercu.

To dawanie wolności drugiej osoby.

To poszanowanie jej/jego wartości.

To zaufanie.

To coś co jest kruche i nietrwałe, jeśli nie jest pielęgnowane.

To przyjaźń.

To dzielenie się ostatnim kęsem kanapki.

To chrapanie i spanie z otwartą buzią.

To zrobienie jej/jemu ulubionej herbaty nie pytając czy chce.

To kupienie dla niej kwiatów bez żadnej okazji.

To upieczenie jego ulubionego ciasta bez okazji.

To wiedzieć, jaki jest jej/jego ulubiony kolor.  Potrawa. Nr buta. Co lubi i czym się interesuje.

To robienie tego, co druga osoba lubi.

To pytanie : jak Ci minął dzień?

To mówienie: kocham Cię.

To zrozumienie bez słów.

To wspólne śmianie się, kiedy trzeba być poważnym.

To pozwalanie drugiej osobie wzrastać i rozwijać się.

To radość z sukcesów drugiej osoby.

To kibicowanie jej/jemu w ważnych chwilach.

To ciągniecie jej/jego do góry, ku lepszemu.

To dodawanie skrzydeł jej/jemu.

To wspólne gotowanie i sprzątanie.

I robienie bałaganu i ponowne sprzątanie.

To wspólne obowiązki i dzielenie się nimi.

To bycie razem niezależnie od tego, co życie przynosi.

To wspólna starość.

To wspólne wzloty i upadki.

To słoneczne dni i burze gradowe.

To jedność, a zarazem odrębność.

To radość i smutek.

Miłość to nie motyle w brzuchu i wyłącznie piękne, wzniosłe chwile.

Owszem – od tego wszystko się zaczyna, ale wytrwa tylko prawdziwe uczucie. Dojrzałe. Szczere i wcale nie takie idealne, jakby się mogło wydawać.

 

Miłość to codzienność.

Miłości się nie ma. Miłość robi się każdego dnia. Przez całe życie…

 

 

 


Ciała nie oszukasz – co ci mówi twoje ciało?

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
16 lutego 2017
Fot. iStock / PeopleImages
 

Dzisiejsze czasy jakie są – wiemy. Wszyscy gdzieś pędzimy, każdego dnia robimy wiele, aby żyło nam się lepiej. Realizujemy cel za celem, odhaczamy na swoich „checklistach” kolejne wykonane zadania i wielu z nas – nieustannie czuje w sobie głód: więcej, więcej, więcej…

Nie mam absolutnie nic do realizowania celów. Uważam, że powinniśmy mieć marzenia, cele i dążyć do nich. Jako coach, wręcz pomagam ludziom zamieniać marzenia na cele i realizować je szybciej, efektywniej.

Ale życie nauczyło mnie jednej rzeczy – nigdy za wszelką cenę!

Jesteś zmęczona? Odpocznij!

Masz dosyć? Odpuść!

Czujesz, że dusisz się? Zmień coś!

Jeśli tego nie zrobisz, prędzej czy później Twoje ciało da Ci solidną nauczkę.

Posłużę się swoim przykładem.

Za każdym razem, kiedy przeginam i nie słyszę (albo świadomie udaję, że nie słyszę) sygnałów płynących z mojego ciała, ono oddaje mi z kretesem, za to, co mu uczyniłam. Tak, tak – uczyniłam.  Bo my sami robimy sobie krzywdę…

Zdarzają mi się takie momenty w życiu, że biorę zbyt wiele na siebie. Bo chcę sobie coś udowodnić. Że dam radę, że mogę tak wiele i że pogodzę wszystko. Wszystko super ale jednak gdzieś po drodze popełniałam ten sam błąd. A jak wiemy – nie odrobiona lekcja – zawsze do nas wraca.

Lekcja nr 1

Kiedy kilka lat temu pracowałam w dużej korporacji, żyłam w dzikim pędzie i ogromnym stresie. Codziennie przebijałam się w korkach na tzw. Mordor, aby tylko na czas odbić się kartą (niestety i tak byłam Mistrzynią Spóźnień!), później przebijanie się przez całe miasto w dotarciu do klientów, szybki powrót do biura aby wypełnić niezbędne raporty. Potem w pędzie i stresie aby przebić się w powrotnej drodze i zdążyć odebrać dzieci z przedszkola. Ciągle w biegu, albo raczej „utknięta” w korkach i sfrustrowana, że życie mija mi w taki bezwartościowy sposób. I tak dzień w dzień… Doszło już do tego, że bolało mnie całe ciało, głównie plecy.  Chodziłam na specjalistyczne masaże, które uśmierzały ból na chwilę. Miałam wrażenie, że dosłownie na plecach wyrasta mi garb. Jadłam w biegu, mało czasu dla dzieci, coraz gorsze wyniki w pracy, coraz gorsze samopoczucie. Moje ciało miało dosyć takiego traktowania i po kilku sygnałach – oddało mi konkretnie – któregoś dnia poślizgnęłam się na mokrej podłodze w domu i wylądowałam na 3 tygodniowym zwolnieniu ze wstrząśnieniem mózgu i piękną ozdobą na szyi w postaci kołnierza ortopedycznego, który miał stabilizować naciągnięte mięśnie szyi.

Skończyło się tym, że po powrocie ze zwolnienia – zostałam zwolniona J i uwolniona! Moje ciało wróciło do normy, wszystkie bóle minęły samoistnie. A ja zupełnie zapomniałam o tym, incydencie..

Lekcja nr 2

Kolejna praca, kolejny stres. Pęd. Korki. Niewłaściwe traktowanie ze strony przełożonego. Trudne i długo kumulowane emocje. Ponowny ból pleców, kręgosłupa. Ponownie zignorowałam. Mój organizm zbuntował się i potraktował mnie ostrym zapaleniem gardła – gorączka, ból mięśni i dosłownie ścięcie mnie z nóg na prawie 2 tygodnie. Tym razem usłyszałam wołanie organizmu. Po powrocie ze zwolnienia lekarskiego od razu zwolniłam się i powiedziałam sobie – nigdy więcej braku poszanowania moich wartości! Ciało wróciło do normy

Lekcja nr 3

Od zdarzeń nr 1 i 2 minęło już sporo czasu, więc zapomniałam o nich zupełnie. Od jakiegoś czasu ponownie doświadczam stresu. Pęd. Zbyt wiele na barkach. Mało czasu na odpoczynek i regenerację. Mało snu. Wszystko na wczoraj. Milion spraw. Frustracja, złość, smutek. Gniew na siebie. Znowu sobie to zrobiłam. Obolałe ciało. Zmęczenie organizmu Efekt? Organizm po raz kolejny dał mi znać o sobie – siadaj na d… i odpoczywaj! Nie szanujesz mnie, a ja się na to nie zgadzam! I wybity palec u stopy.

Możesz sobie pomyśleć: hmm ale pecha ma dziewczyna, albo – ale chorowita! Albo – cóż to za coach, co popełnia błędy!?

No cóż. Chorowita nigdy nie byłam i raczej cieszę się dobrym zdrowiem – bo po prostu dbam o siebie. Czasem zdarza mi się je zignorować… Pechowa też nie byłam, wręcz przeciwnie – uważam, że mam dużo szczęścia w życiu. A coach? Też człowiek i tylko człowiek. Zdarza mi się popełniać błędy, mieć gorsze chwile. Potrafię jednak wyciągać wnioski z pewnym zdarzeń, słyszeć ciało i świadomie decydować. A kiedy sobie sama nie radzę – korzystam z pomocy innego coacha.

Ja mam za sobą trzy mało przyjemne i nomen omen – bolesne lekcje. Lekcje od mojego najlepszego nauczyciela – mojego ciała. Bo tak dzisiaj je traktuję – jak przyjaciela, który mówi wprost co mu nie leży i co masz z tym zrobić. Wnioski z tych 3 znaczących lekcji są proste – w życiu musi być równowaga. Czas na pracę i czas na odpoczynek. Czas na zarabianie pieniędzy i czas na ich wydawanie. Czas na naukę i czas na nauczanie innych. Czas na zbieranie energii i czas na jej pożytkowanie.

Twoje ciało jest świątynią – jak mawiają mędrcy tego świata.

Możesz przykleić uśmiech nr 5, mówić wszystkim, że jest wspaniale. Ale ciała nie oszukasz.

To w nim kumulują się emocje, zarówno te dobre, jak i złe. To ono odwdzięcza Ci się dobrą energią, mocą lub chorobą i osłabieniem, w zależności od tego, jak je traktujesz.

Balans. To mój wniosek na tu i teraz. A za tym, za chwilę przyjdzie odpowiedź na pytanie, które sobie postawiłam – w jaki sposób mam go sobie zapewnić?

A jak u Ciebie z balansem/równowagą w życiu???

Co sygnalizuje Ci Twoje ciało?

 


Buduję MOCne Kobiety! Z wdzięczności za to, kim dzisiaj jestem!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
26 stycznia 2017
Fot. iStock / tolgart

Czy w dzieciństwie lubiłaś czytać bajki? Dziś opowiem Ci niezwykłą bajkę…

Dawno… dawno… nie tak znowu bardzo dawno… temu była sobie dziewczynka. Dziewczynka była ładna, życzliwa, uśmiechnięta, otwarta na ludzi i na świat. Z ufnością i wielkim sercem patrzyła na wszystko co ją otaczało. Była niezwykle ciekawa życia. Z łatwością nawiązywała nowe relacje. Uczynna, dobrze wychowana, posiadająca dobre maniery sprawiała, że ludzie ją lubili. Jej dobre serce i ciepły uśmiech sprawiał, ze ludzie czuli się lepiej i zapominali o swoich troskach.
Jednak pewnego dnia w życiu dziewczynki pojawił się paskudny smok, który postanowił zburzyć idealny świat dziewczynki. Wpuścił w jej życie truciznę w postaci plotki, która błyskawicznie zalała serca innych ludzi. Plotka, jak to z plotką bywa, nabierała co rusz nowych kształtów i barw, trując dookoła kolejnych ludzi, jak i stopniowo samą dziewczynkę. Z każdym kolejnym łykiem trucizny dziewczynka coraz bardziej kurczyła się w sobie, tracąc przy tym wiarę w siebie, jak i w innych ludzi, szacunek do samej siebie oraz miłość do życia. Jej, niegdyś wielkie gorące serce, teraz stawało się coraz chłodniejsze i coraz mniejsze…

Mijały lata, a dziewczynka nadal pozostawała małą dziewczynką. Jej jedyną radością i sposobem zapomnienia o wypitej truciźnie był taniec, który sprawiał, że na chwilę stawała się piękna, wartościowa i szczęśliwa. Choć taniec nadal nie stanowił antidotum na jej zatrute serce.

Dziewczynka obrosła grubą skorupą, która miała ją chronić przed światem. Często warczała, gryzła i drapała, niczym groźne zwierzę. Raniąc sporadycznie innych, sadziła że w ten sposób nabierze siły. Zadając ból innym, cierpiała jeszcze bardziej. Czasem przybierała głos taki,  jak inne zwierzyny, choć w głębi duszy czuła , że nie był to jej własny głos. Innym razem szybko uciekała i zmieniała swoje miejsce. Często zakładała rożne maski, próbując dopasować się do innych sądząc, że właśnie w taki sposób wyleczy swoje zranione serce. Bo gdzieś głęboko,  pod grubą warstwą skorupy bezpieczeństwa, w jej sercu i duszy tlił się mały ogień. Ogień nadziei na uzdrowienie ran…

Pewnego dnia ogień wzniecony podmuchem silniejszego wiatru, nie wiadomo skąd, poruszył jej sercem, szepcząc do jej ucha aby zaczęła się rozwijać i poznawać siebie lepiej. Dziewczynka jakby wyrwana z letargu, tupnęła nóżką i powiedziała: DOŚĆ. NIE CHCĘ TAK DŁUŻEJ ŻYĆ! Nie chcę żyć w smutku, strachu i żalu.

Postanowiła, więc wziąć życie w swoje ręce, zmienić je całkowicie i uzdrowić swoje serce. Zrozumiała, że zmiana zależy tylko od niej i nikt nie uratuje jej oprócz niej samej. Dziewczynka zainteresowała się szeroko pojętym rozwojem osobistym, ze studiowaniem psychologii na dobry początek.
Zaczęła od wybaczenia potworowi, który zatruł jej serce, a także sobie i wszystkim innym, którzy w tamtym czasie stanęli po przeciwnej stronie.  Dzięki temu zrzuciła pierwszy ciężar,  jaki dźwigała na swoich ramionach przez wiele lat. Po procesie wybaczenia, przyszedł czas na ogranie dwóch największych wrogów człowieka – poczucia wstydu i winy. Dwóch emocji, które związują nam ręce i nie pozwalają działać, tak jakbyśmy chcieli.

Następnie skupiła się na zmianie przekonań – negatywnych na wspierające, które miały służyć dziewczynce we wzrastaniu. Potem zaczęła określać, wzmacniać i rozwijać swoje talenty, a kiedy stała się już silniejsza – określiła także słabe strony i sposoby, według których mogła przekuwać swoje słabości w atuty.

Kolejnym etapem była czystka w otoczeniu. Poprzez odsunięcie od siebie ludzi toksycznych i nieprzychylnych, którzy powątpiewali w jej wewnętrzną przemianę, a  znalezienie ludzi MOCy, którzy widzieli w niej potencjał i ogromne możliwości i codziennie kibicowali dziewczynce. Następnie, znalazła pracę, która dodawała jej skrzydeł i codziennie budowała w niej nowe MOCe. Zaakceptowała siebie w pełni, pokochała siebie i uwierzyła w siebie z całych sił. Zaczęła także słuchać swojego serca i swojej intuicji, które od tej pory, stały się jej najlepszymi doradcami.

Nauczyła się doceniać wszystko, co przychodziło do niej,  zarówno dobre, miłe rzeczy, jak i te trudne, nieprzyjemne. Nauczyła się prawdziwej wdzięczności dla życia i ludzi, którzy przychodzili i odchodzili z jej życia. Zakopała swoje ego głęboko w ogródku, w którym dzisiaj rośnie wielki dąb.

Mijały kolejne lata, moc pracy, liczne siniaki, hektolitry wylanych łez oraz kropli potu, a także ogrom determinacji sprawiły, że dziewczynka, nim się obejrzała stała się dojrzałą kobietą.

Kobietą-rakietą, przepełnioną wewnętrzną siłą, miłością i wiarą w siebie oraz innych ludzi.
Dzisiaj tą mocą zaraża inne kobiety, pomagając im odnaleźć własną moc, zburzyć wewnętrzne mury ograniczeń i pokochać siebie w pełni, dbając przy tym o kondycję zarówno psychiczną, jak i fizyczną.

Ta dziewczynka to ja, bajka zaś, to prawdziwa historia, która zmieniła mnie na zawsze.

Wiem, że jest wiele kobiet, takich jak ja z przeszłości. Wiem, że wiele kobiet potrzebuje przejścia przez podobną, aczkolwiek nadal indywidualną ścieżkę MOCy ale wiem, że wiele z nich boi się lub nie wie, jak tego dokonać.

Zapraszam Cię do mojego świata pełnego samoakceptacji, życzliwości i miłości. Zabiorę Cię w dynamiczną podróż pełną pasji, motywacji, inspiracji, zrozumienia i prawdziwego działania.

Czytaj mojego bloga i śledź mnie na FB. Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj wartość dla siebie.

Buduję MOCne Kobiety! Z wdzięczności za to, kim dzisiaj jestem!