Mąż nie powiedział mi, że kocha mężczyzn, ale nie kobiety. Żałuję, że z „pierwszym razem” czekaliśmy do ślubu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 czerwca 2018
Fot. iStock/Prochkailo
Fot. iStock/Prochkailo
 

Mam 24 lata i rozwiodłam się po 4 miesiącach małżeństwa z homoseksualnym mężem. I tak, może trudno w to uwierzyć, ale znamy się długo. Bardzo długo. Na tyle długo, że powinnam się zorientować. To doświadczenie zmieniło moje życie do góry nogami, sprawiło, że wszystkie moje marzenia legły w gruzach. Wydaje mi się, że już nigdy nie zaufam, nikomu. Przez jakiś czas miałam problem z moimi przekonaniami i moralnością. Jestem wierząca, mam dość konserwatywne podejścia do życia, ale wydaje mi się, że jestem również otwarta, nie oceniam. Lubię ludzi. Ale nie potrafię w tej chwili odnaleźć sensu w tym, co się stało.

Wszystko przez człowieka, który codziennie sprawiał, że czułam się najważniejsza. Kochałam go, głęboko. Właściwie nadal kocham. Jedyne, czego chciałam, to czuć się bezpiecznie. I tak było. Może kilka razy w okresie naszego narzeczeństwa czułam, że coś może być nie tak, ale zawsze odsuwałam od siebie tę myśl. Kochałam. Ufałam. Chciałam spędzić z nim resztę życia, założyć rodzinę, mieć z nim dzieci.

Jak to możliwe, że nic nie zauważyłam? Mieliśmy miłość bez seksu. Przyjazń, przywiązanie, ciepło, opiekuńczość, troskę. Nie znałam innej relacji, wydawało mi się, że tak właśnie powinno wyglądać wspólne życie przed ślubem. Byliśmy blisko, ale nie na tyle (myślę tu o sferze intymnej), żebym mogła się zorientować, że z jego strony jest to uczucie czysto platoniczne. Kiedy mnie obejmował, czułam miłość, zastanawiałam się, czy mnie pragnie, ale zaraz myślałam, że to oczywiste, skoro chętnie mnie całuje, skoro planuje ze mną swoją przyszłość, skoro mówi o dzieciach. Raz, na ekranie jego laptopa zobaczyłam witrynę gejowskiego portalu. Byłam zszokowana, ale wytłumaczył mi, że jakaś reklama otworzyła tę witrynę przez przypadek. Uwierzyłam. Dlaczego miałabym nie uwierzyć mężczyźnie, który zadeklarował, że chce spędzić ze mną swoje całe życie?

Ślub był piękny, romantyczny, wymarzony. Otaczali nas najbliżsi i nie wyczuwałam wtedy jeszcze, że ten związek zakończy się katastrofą. Z ufnością wchodziłam z ukochanym w kolejny etap naszej relacji.

Z „pierwszym razem” czekaliśmy do samej poślubnej nocy. To była wspólna decyzja, dla mnie to bardzo ważna. Cieszyłam się, że on myśli tak, jak ja. Cieszyłam się, że czujemy podobnie, że mnie szanuje. Że mamy coś wyjątkowego. Ale prawda wyglądała inaczej. On mnie po prostu nie chciał, nie pragnął.

 

Tamta pierwsza noc była pospieszna, nieczuła, obca. Byle szybciej, byle jak najmniej dotykania się. Tak, jakby brzydził się moim ciałem. Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia. Leżałam po tym w ciemności tak bardzo sama. I myślałam o tym, że seks jest okropny. Smutny.

Zawsze potem, za każdym razem, gdy szliśmy do łóżka czułam, że mnie nie chce, a każde zbliżenie między nami było „drętwe”, wymuszone, sztuczne. Po miesiącu od ślubu zaczęliśmy się kłócić. O głupstwa – o nieodstawioną na miejsce solniczkę, o krzywo położoną kapę na łóżku… Łóżko. To, co dzieliło nas najbardziej.

Z czasem, po każdej kłótni zaczął wychodzić z domu na noc. Tydzień później powiedział mi, że chce się rozwieść, bo się nie dogadujemy. Nie dałam za wygraną. Spytałam wprost, czy chodzi o seks. Załamał się. Zaczął płakać, powiedział, że ma z „tym” problem, że zapisze się do psychiatry. Że „coś” mu przeszkadza i nie umie tego określić, że nienawidzi się za to.

Przystałam w milczeniu na wizytę u seksuologa, ale nie podejrzewałam wtedy jeszcze, że mój mąż jest homoseksualistą. „To” wyszło podczas trzeciej, czy czwartej wizyty. Terapeuta zapytał wprost: „Nigdy nie myśłał pan o tym, że być może pociągają pana fizycznie mężczyzni?”. Zadrżałam. Spojrzałam na niego. I zobaczyłam, że on wie. Że zawsze wiedział. Siedział przede mną człowiek, który otwarcie mówił o tym, że jest gejem i że miał nadzieje, że związek z kobietą go z tego „wyleczy”.

W milczeniu wróciliśmy do domu, w milczeniu spakowałam walizki. W milczeniu otworzyłam i zamknęłam za sobą drzwi. Od tamtej pory jest między nami właśnie milczenie.

Brak doświadczenia w sferze seksu nie pozwolił mi domyślić się przed ślubem. Żałuję, że czekaliśmy z intymnością tak długo. Czuję się oszukana, okłamana. Okradziona z zaufania. Nie rozumiem jak można kogoś skrzywdzić świadomie, potraktować jak „przykrywkę” dla swojej prawdziwej orienrtacji. Nie rozumiem, jak można zawiązać tak komuś życie, z premendytacją. Wierzę, że kiedyś mu wybaczę. Teraz, dziś, jest jeszcze na to za wcześnie.

 


Kto powinien dbać o dobrą atmosferę w domu i jak to robić?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 czerwca 2018
Fot. istock/vgajic
Fot. istock/vgajic
 

Utrzymanie dobrej atmosfery emocjonalnej w domu nie jest łatwym zadaniem, szczególnie gdy pod jednym dachem spotka się kilka silnych osobowości, a okoliczności są skomplikowane. Jednak wysiłek jest często wart zachodu, ponieważ rodzina jest najbardziej bezwarunkowym kręgiem wsparcia dla większości z nas.

Co ciekawe, większość problemów rodzinnych ujawniają się podczas konsultacji psychologicznych. Dzień w dzień żyjemy dusząc się we własnym sosie, dopóki nie uzyskamy możliwości spojrzenia na wszystko z boku.

Mówi się, że kontakt generuje uczucie. Prawdą jest jednak, że im więcej czasu spędzamy razem, tym więcej mamy okazji do konfrontacji i kłótni. Klimat emocjonalny w domu jest wspólną odpowiedzialnością wszystkich domowników. Jeśli mówimy o rodzinie, najważniejsze starania, w tej kwestii powinny być oczywiście podejmowane przez rodziców. Są oni ostatecznie odpowiedzialni za to, co dzieje się w domu. Dzieci, które dorastają również „wskakują” na wyższy poziom odpowiedzialności. Klimat domu to przepis, do którego każdy dokłada się zgodnie ze swoim wiekiem i możliwościami.

Rola rodziców nie jest łatwym zadaniem, wykracza poza zaspokajanie podstawowych potrzeb, takich jak dostarczenie żywności i dachu nad głową. Oni muszą również zapewnić swoim dzieciom możliwość nauki w emocjonalnym klimacie sympatii, wsparcia i szacunku. Ułatwi to rozwój bezpiecznych relacji między domownikami, ustalanie norm i dyscyplinę. Będzie również promować nauczanie zdrowych nawyków i stylu życia, przekazywanie wartości lub umiejętności podejmowania ważnych decyzji.

Jak możemy poprawić klimat emocjonalny w domu?

Najpierw powinniśmy ocenić problemy w rodzinie, źródła wszelkich nieporozumień i potencjalnych konfliktów czy punktów zapalnych. Dopiero potem można opracować jakiś plan działania lub wprowadzać potrzebne zmiany. Na pewno jednak niezbędne jest promowanie „dobrych praktyk” wśród członków rodziny. Rodziny o dobrym klimacie emocjonalnym to rodziny, które traktują się wzajemnie z szacunkiem i troską. Ustalmy na przykład, że nie powinniśmy używać wobec siebie agresywnego lub obraźliwego języka.

Członkowie rodziny powinni witać się nawzajem po przyjeździe do domu i pożegnać się przed wyjściem. Nie powinno zabraknąć oznak uczucia, jeśli chcemy poprawić klimat emocjonalny w domu. Każdy członek rodziny ma określoną rolę, oznacz to mniej więcej tyle, że rodzice powinni zachowywać się jak rodzice, a dzieci jak dzieci… Zamiana ról, moment, w którym dzieci przejmują kontrolę nad życiem domowym będzie skutkował emocjonalnym obciążeniem najmłodszych i chaosem.


Na podstawie: nospensees.fr


Przewodnik dla opornych: jak zmienić toksyczne myślenie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 czerwca 2018
Fot. iStock/
Następny

Pesymistyczna, ponura perspektywa może odbić się na twoim życiu na więcej sposobów, niż mogłoby ci się wydawać. Badania konsekwentnie łączą  myślenie negatywne  ze zwiększonym ryzykiem problemów ze zdrowiem psychicznym, problemami ze zdrowiem fizycznym, problemami w związku i problemami finansowymi.

Ale dobrą wiadomością jest to, że każdy może nauczyć się walczyć z negatywnym myśleniem. Gdy ludzie uczą się, jak zmieniać swoje wzorce myślowe, nie tylko czują się lepiej, ale także ich zachowanie się zmienia.

Złe, negatywne myśli (często zwane z języka angielskiego „niebieskimi”), sprawiają, że obwiniamy siebie, wyszukujemy jedynie złych wiadomości, spodziewamy się najgorszego i reagujemy przesadnie negatywnie. Jednak są to również myśli, które są zbyt negatywne, aby mogły być prawdziwe.

Oto jak je rozpoznać

Obwiniasz siebie – stale i o byle co

Chociaż ważne jest, aby wziąć odpowiedzialność za swoje życie, nadmierne obwinianie się nie jest produktywne. W rzeczywistości wiąże się z problemami zdrowia psychicznego, takimi jak depresja . Daj sobie czas, kiedy mówisz sobie, że „wszystko zepsułeś”. Nigdy nie jest do końca tak, że naprawdę wszystko jest twoją winą.

Szukasz złych wiadomości

Jeśli w jednym dniu wydarzy się dziewięć dobrych rzeczy i jedna zła, łatwo jest skupić się na tej jednej właśnie. I utkniesz w miejscu. Ważne jest, aby cofnąć się w dobrym momencie i stworzyć bardziej zrównoważoną, realistyczną perspektywę.

Czarnowidztwo

Nawet jeśli nie masz pojęcia, co stanie się jutro, już przewidujesz zagładę i mrok. Uważaj, bo takie czarnowidztwo może przekształcić się w samospełniające się proroctwo, jeśli nie będziesz ostrożny.

Przesadnie negatywne podejście do życia i tego, co nam się przydarza w codziennym życiu

Mówienie sobie, że całe spotkanie z kimś było katastrofą i pomyłką lub przekonywanie siebie, że wszystko w twojej pracy jest okropne, prowadzi do spirali myśli ciągnących cię w dół. Im bardziej negatywnie myślisz, tym gorzej poczujesz. A im gorzej się czujesz, tym mniej prawdopodobne jest podjęcie pozytywnych działań.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Fot. iStock / monkeybusinessimages

My unikamy lekarzy jak ognia, pacjentów unika NFZ. Na wizytę u endokrynologa czekamy nawet 823 dni… Jak chorować?

Fot. Screen z YouTube /
CGMeetup

Marzenia spełniają się przy odrobinie pomocy z zewnątrz. Zobaczcie ten uroczy, krótki animowany film

Fot. istock/Imgorthand

Znacie serię „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn”? To książki, które mówią językiem dzieci o tym, co jest im bliskie