Przepis na wielkanocne babeczki cytrynowe. Akcja „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 kwietnia 2017
Fot. iStock / Tom Merton
Fot. iStock / Tom Merton
 

Przepis naszej Czytelniczki, nadesłany w ramach akcji „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”. Weź udział w naszej zabawie z nagrodami.

Przepis na Wielkanocne babeczki cytrynowe z kremem czekoladowym:

Składniki na ok 12 babeczek (40 mini babeczek):

  • 110 g cukru trzcinowego

  • 90 g masła, miękkiego
  • skórka otarta z 2 dużych cytryn
  • 2 duże jajka
  • 210 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 130 g jogurtu naturalnego lub greckiego
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • odrobinę barwnika spożywczego – żółtego (niekoniecznie)
  1. Produkcję babeczek najlepiej zacząć od przygotowania kemu czekoladowego, a dokładnie od rozpuszczenia czekolady w kremówce.

  2. Cytryny porządnie szorujemy i zalewamy wrzątkiem. Po 5 minutach wyciągamy z wody i suszymy. Za pomocą tarki z malutkimi oczkami ścieramy żółtą skórkę. Nie ścieramy białej błonki, ponieważ jest ona gorzka.

  3. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i sodą. Odkładamy na bok.

  4. W misce, przy pomocy miksera ucieramy masło z cukrem i skórką cytrynową. Miksujemy do uzyskania puszystej masy, ok 3-5 minut. Dodajemy jajka i dokładnie mieszamy. Odkładamy mikser.

  5. Dodajemy połowę przesianych składników, połowę jogurtu i barwnik spożywczy. Za pomocą rózgi kuchennej delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy pozostałą część mąki, jogurtu i wlewamy sok z cytryny. Mieszamy całość tylko do połączenia się składników.

  6. Gotowe ciasto przekładamy łyżką do papilotek umieszczonych w formie do muffinek. Wypełniamy papilotki do ¾ ich wysokości.

  7. Pieczemy ok 18-20 minut w temperaturze 175ºC (bez termoobiegu), do tzw. suchego patyczka. Mini babeczki pieczemy krócej, ok 12-15 minut. Wyjmujemy babeczki z piekarnika i chwilę studzimy.

  8. Jeszcze ciepłe babeczki smarujemy, za pomocą pędzla cukierniczego, syropem cytrynowym. Odkładamy babeczki do całkowitego wystudzenia. Następnie dekorujemy babeczki kremem czekoladowym i czekoladowymi jajeczkami.

Syrop cytrynowy:
1,5 łyżki świeżego soku z cytryny
1 łyżeczka cukru brązowego

Cukier zalewamy sokiem z cytryny i mieszamy, aż się rozpuści. Jeśli będzie problem z rozpuszczeniem się cukru, to można lekko podgrzać całość w kąpieli wodnej.

Krem czekoladowy:

250 ml kremówki 30%
90 g czekolady gorzkiej, połamanej
80 g czekolady mlecznej, połamanej
  1. W małym rondelku podgrzewamy kremówkę, aż będzie gorąca (nie doprowadzamy do wrzenia). Zdejmujemy z ognia i dodajemy połamane czekolady. Powoli mieszamy, aż uzyskamy gładką i jednolitą masę czekoladową. Odstawiamy do wystudzenia. Przykrywamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na ok 3 godziny. Nie za długo, aby masa czekoladowa nie zrobiła się twarda.
  2. Następnie przy pomocy miksera (wolne obroty) ubijamy całość, aż uzyskamy gęsty krem czekoladowy. Uważajmy przy tym, aby krem się nie zwarzył.
  3. Przekładamy krem czekoladowy do worka cukierniczego z tylką i dekorujemy babeczki. Dekorując babeczki trzymajmy worek cukierniczy tak, aby nie ogrzewać kremu dłonią. Od ciepła rąk krem może się zwarzyć.

Do dekoracji: czekoladowe jajeczka

Magdalena Indyka

DSC_0969a

Akcja „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

Przez najbliższe dwa tygodnie serdecznie zapraszamy was do wspólnych przygotowań  i delektowania się wielkanocnymi smakami, dekoracjami i pomysłami na to, co zapada w naszej pamięci na długie lata. Piszcie do nas!

W ramach naszej zabawy będziemy publikować dla was artykuły pełne wielkanocnych inspiracji, trików i najlepszych przepisów. Przesyłajcie do nas swoje przepisy, zdjęcia i świąteczne aranżacje! Wszystko to, co dla was jest symbolem Świąt Wielkiej Nocy, jest fragmentem waszej tradycji, tworzy wasze najpiękniejsze wspomnienia.

Przepisy, zdjęcia, filmy – wszystkie chwyty dozwolone 😉 Czekamy na wasze wiadomości – piszcie na adres kontakt@ohme.pl w temacie wiadomości wpisując „Wielkanoc”.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Najciekawsze propozycje opublikujemy na łamach naszego magazynu, a na autorów najlepszych, najpiękniejszych czy najbardziej chwytających nas za serca prac czekają fantastyczne nagrody!

Do dzieła!

Czas trwania akcji: 06.04.2017 – 19.04.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na www.ohme.pl do dnia 27.04.2017 roku.

Nagrody:

logo ze sloncem

3 x Zestaw bakalii marki Bakalland (o wartości ok. 200 zł każdy)

IMG_4041

Świąteczne zestawy nagród od Bakalland

 

Święta najlepiej smakują z bakaliami, dlatego nie może zabraknąć ich na naszych świątecznych stołach i w potrawach, które będziemy przygotowywać. Dla Laureatów Bakalland przygotował zestawy bakalii, które doskonale sprawdzą się zarówno w daniach wytrawnych, , sałatkach jak i deserach. Bakalie to również doskonała przekąska w takcie przygotowań. W zestawach znajdują się między innymi: Złote owoce (miechunka peruwiańska), Orzechy włoskie Chandler, Mango, Ananas, Migdały, Śliwki całe owoce, Chrupiąca Sałatka, Nerkowiec, Wiśnia soczysta, Rodzynki Bursztynowe, Żurawina z sokiem z granatu.

logo-210x120px

1 x POŚCIEL DWUSTRONNA PASTICHE BUTTERFLY BLUE

Posciel-dwustronna-Pastiche-Butterfly-blue

2 x Obrus prostokątny 130 x 160 cm

1141-13

Obrus prostokątny to doskonała dekoracja stołu, umili czas przy porannej kawie, nada podniosły ton ważnej uroczystości, przykryje zadrapany blat ukrywając jego mankamenty – charakter i styl obrusu zależy od tkaniny z jakiej zostanie uszyty.

2 x Taca BUTTERFLY

Taca-Butterfly-45x31-cm

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


„My, pielęgniarki nie jesteśmy z kamienia, też jesteśmy ludźmi”. List do redakcji

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 kwietnia 2017
Fot. iStock / sudok1
Fot. iStock / sudok1
 

Pewnego letniego dnia wydarzyło się coś, o czym chciałabym opowiedzieć.   Tak właściwie to ta właśnie historia, ten konkretny dyżur spowodował, że zaczęłam pisać bloga. Jestem pielęgniarką, pracuję na Intensywnej Terapii.  W pewien lipcowy wtorek miałam dyżur, naprawdę ciężki psychicznie dyżur. Jeden z najgorszych w moim życiu.

Miałam pod opieką dwóch pacjentów, dziadziuś miał się nie najgorzej, natomiast 2 lata starsza ode mnie dziewczyna umierała przez parę godzin. Niestety nie można było jej już pomóc, medycyna czasami jest bezradna i ta świadomość jej nieuchronnej śmierci i ta nasza niemoc była straszna. Jedyne co można było zrobić to sprawić by umierała w jak najlepszych warunkach, co starałam się robić.

Przez ten cały czas była z nią zrozpaczona ale też pełna wiary rodzina, wierzyli do samego końca, tak trzeba, dopóki nasze serca biją musimy wierzyć w to, że to jeszcze nie czas, że to jeszcze nie ta pora.

Czasem zdarzają się cuda i to nie jest pusty frazes, bo pracując na Intensywnej Terapii coś o tym wiem.

Każde podejście do łóżka z kolejnym lekiem, kroplówką czy choćby zwykłym termometrem powodował przypływ nadziei u jej męża. Nadziei płonnej bo to była kwestia czasu. Ja to wiedziałam ale mąż nie tracił wiary. Uwierzcie mi, nie jest łatwo pocieszać w takich chwilach zrozpaczoną rodzinę, kiedy sama masz w gardle wielką gulę i ściśniętą krtań, nie życzę tego nikomu, nawet najgorszemu wrogowi.

To nie jest tak, że tylko ja się przejęłam, niejedna z nas ukradkiem ocierała łezkę albo dwie, ale to była moja pacjentka i ja się nią zajmowałam.  Rodziny nikt nie okłamywał. Wiedzieli, że dziewczyna jest umierająca lecz mimo to, mieli nadzieję, że stanie się cud. Pacjentka przebywała na izolatce, więc mieli zapewnione maksimum intymności i mogli być z nią przez cały ten czas.

Dokładnie tego wtorkowego dnia, jej córeczka skończyła 3 miesiące i właśnie w ten dzień jej mama umarła, nie miały obydwie zbyt wiele czasu, żeby się sobą nacieszyć, to zdecydowanie zbyt mało czasu, żeby osoba, która miała bardzo małe, prawie znikome szanse na zajście w ciążę mogła poczuć co to jest macierzyństwo. Jedno jest pewne, nie cierpiała, odeszła w spokoju mając przy sobie pieluszkę swojej małej córeczki i mocno kochającego ją męża.

Przez te parę godzin mąż ciągle do niej mówił, błagał, głaskał po głowie i rękach, przytulał. Ten widok poruszyłby nawet największego twardziela. To było jednocześnie smutne, wzruszające i dramatyczne. Po tym dyżurze byłam wykończona psychicznie, jak nigdy dotąd

To była moja pacjentka i nie mogłam przestać o niej myśleć, nawet będąc w domu. Wstrząsnęło to mną do głębi. Myślałam, że jak na drugi dzień  pójdę do pracy to na tym łóżku będzie leżał już jakiś inny pacjent ale nie, łóżko było puste.

Na drugi dzień natomiast, przyszedł mąż i brat tej dziewczyny. Przyszli nam podziękować za opiekę i za cały trud jaki wnieśliśmy, próbując ją ratować. I jak dzień wcześniej jakoś się przy nich przez te parę godzin trzymałam, tak na drugi dzień emocje mi puściły, podczas chwilowej z nimi rozmowy miałam oczy pełne łez, wykrztusiłam tylko, że bardzo nam przykro z powodu jej śmierci.
Podziękowali raz jeszcze i odeszli.

A ja myślałam o niej przez kilka następnych dni, była o dwa lata starsza ode mnie. Może to wydawać się dziwne, że żal nam naszych pacjentów, których tak naprawdę nie znamy, to są obcy nam ludzie, z którymi często nie możemy zamienić nawet słowa, gdyż są nieprzytomni. My, pielęgniarki powinnyśmy być oparciem dla pacjentów i ich rodzin w tych trudnych chwilach, jakimi z pewnością jest choroba czy śmierć. I jesteśmy, ale czasem i my, pomimo tego że jesteśmy profesjonalistkami miewamy chwile słabości.

My, pielęgniarki nie jesteśmy robotami, mamy w sobie uczucia, mamy empatię i współczucie dla drugiego człowieka.

My, pielęgniarki nie jesteśmy z kamienia, też jesteśmy ludźmi.


autorka listu: Adriana Bednarz


W dzieciństwie powtarzano nam kłamstwa, w które wierzymy do dziś. Wyrzuć te cztery przekonania ze swojego życia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 kwietnia 2017
Fot. iStock/pixelfit
Fot. iStock/pixelfit
 

Ile razy słyszałeś, że to już koniec, kiedy tak naprawdę wszystko się dopiero zaczynało? Ile razy powiedziano o tobie coś, co nie było prawdą, a mimo to, uwierzyłeś i przez wiele lat żyłeś, z przyklejoną do siebie „etykietką”? Iloma kłamstwami nakarmiono cię w dzieciństwie, tak, że trudno ci dziś zmienić swój sposób myślenia o sobie i ludziach wokół ciebie?

To nieprawda, że:

Zaczynanie wszystkiego od początku to zła decyzja, którą powinieneś podejmować jedynie w ostateczności

Kiedy wybierasz kierunek studiów, czy zawodową drogę, jesteś jeszcze tak młody, że często nie masz świadomości tego, co naprawdę chcesz robić w życiu. Czasem taka świadomość przychodzi późno, dojrzewa w tobie bardzo długo. Dopiero z czasem uczysz się, że jeśli chcesz, możesz zmienić życiową ścieżkę i przestajesz się tego bać. Ale strach, zachowawczość, lęk przed tym co nowe i nieznane, zaszczepiono w tobie w dzieciństwie.

Prawda jest taka, że żeby odnieść sukces, nigdy nie poruszasz się cały czas do przodu, czasem musisz się cofnąć, przystanąć, zmienić taktykę. I to dotyczy każdej dziedziny życia. Nie bój się zawrócić, jeśli czujesz, że musisz. Nieudane małżeństwo, praca, która sprawia, że jesteś coraz bardziej nieszczęśliwy, ludzie wokół ciebie, którzy sprawiają, że twoja samoocena jest krzywdząca… Możesz i powinieneś uwolnić się, znaleźć rozwiązanie, które pozwoli ci zacząć od początku. I nie zapomnij jaką siłą napędową jest energia płynąca z decyzji o przebaczeniu i odpuszczeniu – winy, złości, miłości, straty. To oczyszczające, choć bardzo trudne.

Dyskomfort jest niepożądanym uczuciem

Dyskomfort jest formą bólu, ale to nie jest głęboki ból, jedynie „niewygodny”. Jako rodzice wysyłamy naszym dzieciom sygnał, że jeśli na talerzu znajdą coś, co im nie odpowiada, nie muszą tego nawet próbować. Chronimy je na wielu innych polach (ale nie tych najważniejszych – jak asertywność względem osób, które przekraczają ich osobiste granice), oby tylko nie poczuły się niekomfortowo. Tymczasem kluczową sprawą jest uświadomienie sobie, już w dzieciństwie, że te „niewygodne” uczucia pomagają nam rozwijać się, być silniejszymi i mądrzejszymi. Wszyscy czasem denerwujemy się, jesteśmy smutni, cierpimy, upadamy. To część naszego życia, dzięki której nabywamy niezbędne doświadczenie. To wszystko, co nas kształtuje.Tylko dlatego, że „dzisiaj” jest nieprzyjemne i stresujące, „jutro” wcale nie musi być takie samo. Pamiętaj o tym.

Smutek jest ciężarem, który nas stopniowo niszczy

Być może słyszeliście, że nie jest zdrowo smucić się zbyt długo. Często powtarza się to dzieciom: „No, nie płacz już, nie bądź smutasem, bo nikt nie będzie chciał się z tobą bawić”. Albo: „To nie jest powód to płaczu”. To bardzo krzywdzące, bo łzy są konieczne w procesie „wyzdrowienia” ze smutku. Nie powinniśmy ich tłumić. Smutek, strata, cierpienie z powodu przykrych wydarzeń to również część naszej rzeczywistości. Koniecznej rzeczywistości. Żal i ból mogą być ciężarem, które niszczą nas „tu i teraz”, ale mogą być również zdrowym, koniecznym sposobem na „poukładanie” sobie wszystkiego od nowa – od tych spraw najbardziej „błahych”, po poważne życiowe dramaty. Pozwólmy się sobie i innym smucić.

Złe nawyki trudno „złamać”

To nieprawda, choćby dlatego, że słowo „trudno” dla każdego z nas oznacza coś innego. Jednak, dla większości z nas, zmiana nawyków jest jedynie procesem. Ludzie, którzy twierdzą inaczej, szukają tylko wymówek. Zawsze łatwiej jest narzekać, niż wziąć się do pracy nad sobą i swoimi słabościami. Utwierdzanie dzieci w przekonaniu, że jeden zły nawyk zostanie im już na całe życie, daje im sygnał, że nie są zdolne, ani skłonne do zmian i pracy nad sobą. A skoro nie są, to nie muszą się nawet starać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie.

Warto pamiętać, że aby wyeliminować szkodliwe nawyki ze swojego życia, trzeba najpierw zrozumieć co je spowodowało. Szybko okaże się, że większość z nich pojawiła się jak sposób radzenia sobie ze stresem i nudą, jako przejaw opierania się rzeczywistości, zamiast pracy nad nią.

Fałszywe przekonania niepotrzebnie komplikują nam życie. Nie ma powodu by działać przeciwko samemu sobie. Warto żyć w prawdzie, nawet najtrudniejszej.


Na podstawie: marcandangel.com

 


Zobacz także

Mleko roślinne

Mleko roślinne. 4 przepisy na domowe mleko: sojowe, ryżowe, owsiane i migdałowe

Najbardziej niebezpieczne diety odchudzające. Unikaj ich jak ognia!

Najbardziej niebezpieczne diety odchudzające. Unikaj ich jak ognia!

zoodles

Zoodles, czyli spaghetti z cukini – nowy dietetyczny hit