Ktoś mi ostatnio powiedział, że ludzie są jak diamenty okute w kamień. Aby rozkuć kamień i wydobyć diament, musimy powrócić do pierwotnych nas, odnaleźć siebie. Musimy sobie przypomnieć kim w istocie jesteśmy.

Joanna Wojciechowska
Joanna Wojciechowska
23 marca 2016
asia2

Bieszczady my love.. Kocham Bieszczady, miejsce gdzie czuję się wolna..

Pierwszy raz w Bieszczady pojechałam 4,5 roku temu. Był październik, druga połowa października. Było zimno. Pojechaliśmy neo busem, kurs nocny, później przesiadka w Sanoku, czekanie prawie 2 godziny na pks, którym dojechaliśmy do Lutowisk. Było zimno, padał śnieg z deszczem. Dokładnie pamiętam ten moment kiedy pierwszy raz wysiadłam z autobusu, masakra. Dla jasności napisze, że nigdy wcześniej nie byłam w Bieszczadach i nie spałam w schronisku, na campingu, pod namiotem, nigdy wcześniej.. Zawsze na wakacje raczej jeździłam nad morze, za granicę, do ciepłych krajów, pod palmę :) W górach byłam wcześniej tylko dwa razy, na koloniach jako dziecko.

Wysiadłam a on mi jeszcze kazał w ten ziąb, niewyspanej, zmęczonej zasuwać na górę do schroniska po błocie, masakra.. Jak ja się w ogóle na to zgodziłam?! Cały czas zadawałam sobie to pytanie. Jak to się w ogóle stało, że ja tutaj jestem?!

I wiecie co? Wróciłam tam znowu, i znowu i znowu. Są dni, że oddałabym wszystko, żeby tam być. Czasem siedzę sobie w Warszawie i marzę o tym, żeby choć na chwilę się tam znaleźć. W tych pięknych Bieszczadach.

wędrówki 1

Za co kocham Bieszczady? Pierwsze słowo jakie przychodzi mi do głowy to WOLNOŚĆ. Tam czuję się naprawdę wolna, czuję się sobą. Nie wiem jak to się dzieje, ale jak jestem w Bieszczadach zapominam o cały świecie, pracy, firmie, obowiązkach, problemach, sprawach do „ogarnięcia”. Tam to wszystko znika. Jestem tylko ja, cisza, spokój, przyroda.

W Bieszczadach odnalazłam siebie. Tak, to prawda. Odkryłam to po raz pierwszy kilka miesięcy temu podczas sesji coachingowej. Byłam właśnie świeżo po powrocie z Bieszczad. Cały rok wcześniej chorowałam na żołądek. Przez miesiące źle się czułam, badania, refluks, dieta, ciągle czułam się źle. W Bieszczady pojechaliśmy we wrześniu. Tam nie byłam na diecie, piłam piwo, które jest niewskazane przy chorobach żołądkowych, w ogóle żaden alkohol, jadłam kiełbasę z ogniska i czułam się świetnie. To tak jakbym wyzdrowiała na ten tydzień czasu. Po powrocie podczas sesji opowiadałam mojej coach Małgosi o tym. Pamiętam jak wtedy ona spojrzała na mnie i zadała mi pytanie: „Może czułaś się dobrze bo to byłaś prawdziwa Ty, tam w Bieszczadach?”. Miała rację. Kiedy tam jestem, jestem sobą, jestem szczęśliwa. Kocham tam być, kocham spać na campingu, pod namiotem, w przyczepie campingowej, kocham gotować śniadanie na kuchence gazowej, kocham to wszystko.

5

Moje osobiste wyjazdy i wędrówki w Bieszczady zainspirowały mnie do stworzenia projektu Bieszczady Camp, który jest wędrówką w głąb siebie dla każdej kobiety. W Bieszczadach ja odnalazłam siebie i mam takie samo marzenie dla innych kobiet, być może też poczują to, co ja, być może będzie to dla nich początek nowej, pięknej drogi. Ludzie mnie pytają czasem: Asia ale do kogo skierowany jest Twój wyjazd? Kto jest Twoją grupą docelową? Ja odpowiadam: Do każdej kobiety! Niektórzy się dziwią, ale jak to? Jak można nie mieć sprofilowanej „usługi”, „produktu”. Można :) Bo to nie jest kolejna „usługa” czy „produkt”, który ktoś komuś chce sprzedać.

Bieszczady Camp to według mnie szansa, którą każda z Was może dać sobie samej. To jest moje wielkie marzenie dla innych kobiet i dla świata. Kiedyś nie wierzyłam, że to jest możliwe, aby zmieniać świat, ale dzisiaj wiem, że właśnie to chcę robić i to robię. Ktoś mi ostatnio powiedział, że ludzie są jak diamenty okute w kamień. Aby rozkuć kamień i wydobyć diament, musimy powrócić do pierwotnych nas, odnaleźć siebie. Musimy sobie przypomnieć kim w istocie jesteśmy.

Wszystko co dzisiaj robię i kim jestem, jest wynikiem mojej pracy nad sobą, czasem ciężkiej i trudnej, ale ta praca dała mi przestrzeń na nowe. Dała mi przestrzeń na moje marzenie Bieszczady Camp.

Zapraszam Was serdecznie:

https://www.facebook.com/events/1553457711642667/

www.bieszczadycamp.pl


Nic nie dzieje się w życiu bez powodu. Pewnie decyzje dojrzewają w nas latami, aby w końcu wypełnić całe nasze serce

Joanna Wojciechowska
Joanna Wojciechowska
3 marca 2016
3

Pewnie decyzje i projekty czasem dojrzewają w nas latami, aby w końcu wypełnić całe nasze serce. Trzeba im tylko dać trochę przestrzeni.

O tym dlaczego organizuję Bieszczady Camp dla kobiet

Kiedy dzisiaj myślę o tym, kiedy narodził się we mnie pomysł założenia Woman Now, to myslę, że było to już w 2009 roku. Musiał dojrzeć przez kilka lat, aby w końcu wykiełkować. Zawsze czułam, że życie jakim żyje nie do końca jest moje, zawsze czegoś szukałam, czegoś mi brakowało. Nie czułam satysfakcji z swojej pracy, spełnienia, powodu, aby rano zrywać się na równe nogi i działać, działać, działać.. Zawsze czułam też, że chciałabym robić coś dla kobiet i z kobietami. Coś, co będzie zmieniało ich życie, dzisiaj wiem, że przede wszystkim chciałam zmienić samą siebie. Dzisiaj wiem, że Woman Now jest moją drogą do odnalezienia siebie.

1

Kilka lat temu, po latach pracy w firmach szkoleniowych zdecydowałam się założyć własną spółkę szkoleniową. Własny biznes powinien dać już pewną formę spełnienia, u mnie jednak tak się nie stało. Pamiętam ten dzień, miałam szkolenie wyjazdowe dla jednego z klientów, w Kazimierzu Dolnym. Uczestnicy szkolili się a ja razem z mężem udałam się na wycieczkę po Kazimierzu, spacer wąwozem, pyszna czekolada i słodkie leniuchowanie nad brzegiem Wisły.

Pamiętam, że był piękny dzień, pierwsza połowa października, słońce, można było rozłożyć się na kocyku nad rzeką. Leżeliśmy tak po prostu we dwoje. Myślałam o swoim życiu, swojej firmie, o tym, że to co robię nie daje mi takiej satysfakcji, jakiej bym oczekiwałam. Ja po prostu nie widziałam, że to co robię coś zmienia, nie czułam w tym głębszej misji. Ciągle czegoś mi brakowało. Wtedy w głowie miałam już projekt Woman Now, pierwsze działania, projekt logo, ale pierwszy raz pomyślałam też o wyjazdach dla kobiet.

Nie wiedziałam do końca jak, gdzie, kiedy, jak w ogóle ja to zrobię. Jedyne co było dla mnie jasne to to, że super byłoby organizować wyjazdy dla kobiet. Jednak nie takie zwykłe, po prostu zwiedzanie, wycieczki, nie. Ja myślałam o czymś innym, szukałam czegoś więcej. Pamiętam dokładnie to uczucie, wiem, że wtedy właśnie narodziło się moje wielkie marzenie, tylko wtedy jeszcze nie potrafiłam go nazwać i sprecyzować. Narodziło  się coś, co musiało dojrzeć przez kolejny rok aby później wykiełkować.

3

Rok później, znowu październik. Mam sesję coachingową z Małgosią. Małgosia jest moim coachem od jakiegoś czasu, pracuje różnymi metodami, między innymi metodą systemową. Cały rok był dość ciężki dla mnie, od początku stycznia chorowałam na żołądek, z którym nie mogłam sobie poradzić przez długie miesiące. Kiedy wydawało mi się, że jest już lepiej, on jednak przypominał mi, że jednak nie. Na pierwszą sesję z Małgosią wyciągnęła mnie moja przyjaciółka Magda. Szczerze mówiąc kompletnie nie wiedziałam kim ona jest i jakimi metodami pracuje, nie interesowało mnie to, Magda powiedziała, że wielu osobom Małgosia pomogła. Dla mnie to było najważniejsze.

Dzisiaj wiem, że poszłam tam nie bez powodu, że popchnęło mnie tam coś, nie wiem, może intuicja, tak po prostu miało być. Po pierwszym spotkaniu do Małgosi zaczęłam chodzić systematycznie, również na sesje indywidualne. Jest październik, mam jedną z sesji. Rozmawiamy, opowiadam jej o projekcie Woman Now (który wtedy już kiełkował, organizowałyśmy pierwsze spotkania klubu).

Fotolia_88918302_Subscription_Monthly_M

Rozmawiałyśmy też o moim wrześniowym wyjeździe w Bieszczady pod namiot z mężem. W Bieszczady od kilku lat jeżdżę systematycznie. Kocham to miejsce, spokój, bliskość natury, ale przede wszystkim ciszę i czas tylko dla siebie. We wrześniu po raz pierwszy spaliśmy pod namiotem. Ostatniego dnia wynajęliśmy przyczepę campingować, gdyż baliśmy się, że nasze rzeczy mogą być następnego dnia mokre, a chcieliśmy rano wyruszyć w drogę powrotną do domu. Dlatego wynajęliśmy przyczepę campingową. Wiecie co znaczy po 6 dniach spania pod namiotem wynajęcie przyczepy campingowej? Luksus i wygodę:) Poczułam się cudownie.

Rozmawiam z Małgosią o moim wyjeździe, o tym jak bardzo kocham Bieszczady. Opowiadam jej też o tym, że przez cały tydzień pobytu tam nie miałam żadnych problemów żołądkowych. Wtedy Małgosia zapytała, czy ktoś więcej z mojej rodziny lubi Bieszczady czy wyjeżdża pod namiot i lubi takie życie? Bo szczerze mówiąc ja kocham taki klimat. Kocham wstać rano, założyć czapkę, ciepłe skarpety, buty, wyjść z namiotu, pomachać sąsiadom, ugotować na kuchni gazowej moją ulubioną kaszę jaglaną. Tak, ja to lubię. Odpowiedziałam, że nie, nikt poza mną raczej nie wyjeżdżał wcześniej w góry na camping i to raczej takie tylko moje jest. Wtedy zrozumiałam, że ta „JA”, która była w Bieszczadach była prawdziwą „MNĄ”. Zrozumiałam, że tam byłam sobą i czułam to, czego szukałam przez całe życie.

I wtedy właśnie pierwszy raz pomyślałam, że zorganizuję takie wyjazdy dla kobiet właśnie w Bieszczady i że będziemy spały w przyczepach campingowych, będziemy również pracowały tam nad sobą. Wtedy moje marzenie sprzed roku nabrało formy, już wiedziałam jak chcę to zrobić, gdzie, z kim i kiedy. Tak po prostu, wszystko stało się jasne. Oczywiście osobę, która pomogła odkryć mi to, była i jest nadal moją latarnią i moim przewodnikiem, zaprosiłam do współpracy przy tym projekcie, Małgosię Krzymańską, z która sama pracuję nad sobą. Do projektu zaprosiłam również Dorotę Jaślan, którą znam od 2009 roku i z którą pierwszy raz rozmawiałam o Woman Now. Dorota jest również coachem i trenerem biznesu. To z nią narodziły się wiele lat temu pierwsze marzenia o projektach kobiecych.

Kolejną kobietą Woman Now jest Magda, moja wieloletnie przyjaciółka, kiedy ona pojawiła się w projekcie to tak jakby dopełniło się brakujące ogniowo Woman Now, myślę, że zaraziłam ją moją wielką miłością i ona też już nie może doczekać się Bieszczad. Wszystko co chcę dać innym kobietom w Bieszczadach poczułam, przeżyłam i odkryłam sama.

To jest moje marzenie i to marzenie nazywa się Bieszczady Camp. Na tę wędrówkę pragnę zaprosić każdą kobietę, która czegoś poszukuje, pragnie dla siebie rozwoju osobistego, która czuje, że coś ją w życiu blokuje, która chce zmienić i odnaleźć prawdziwą siebie. Głęboko wierzę, że tylko poprzez rozwój osobisty można osiągnąć kompletną synergię i szczęście w życiu.

Fotolia_102409611_Subscription_Monthly_XXL

Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z najnowszym projektem Woman Now:  www.facebook.com/WomanNowPoland

O Bieszczady Camp przeczytacie więcej na naszych fanpage: www.facebook.com/events/1553457711642667