Kobieto, co jest dla ciebie molestowaniem? Kiedy on patrzy na twój tyłek, czy może gdy łapie cię za biust?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lutego 2018
Fot. iStock/EHStock
Fot. iStock/EHStock
 

Jeszcze kila tygodni temu media społecznościowe zalały hasztagi z metoo. Ja też byłam molestowana, mnie też to spotkało. Kobiety jednym głosem solidaryzowały się w akcji #metoo, a jej zasięg przerósł najśmielsze oczekiwania.

Akcja minęła, jej echo odbija się gdzieś w oddali. Co zdołaliśmy wyciągnąć z tego wydobytego na światło dziennie tematu, który dotychczas byłe jedynie tabu? Smutne jest to, że niewiele… Pokrzyczałyśmy, pokiwałyśmy palcem i wróciłyśmy do biur, gdzie szef nadal rzuca niedwuznacznymi propozycjami, gdzie kolega za biurkiem komplementuje nasz biust, gdzie gość na ulicy gwiżdże za tobą, a ty żadnemu z nich nie zwrócisz uwagi, ba – przejdziesz niby obojętnie obok kalendarza z gołymi kobietami powieszonego w warsztacie u twojego mechanika samochodowego.

Podmiotowość – na to godzimy się wszystkie. Umniejszamy, bagatelizujemy, mówimy: „nie róbmy sprawy z tego, że facet się spojrzy na twój tyłek”. Jasne, nie róbmy. Nie róbmy też, gdy na kolacji służbowej szef łapie cię za kolano, a jakiś facet na imprezie próbuje cię obmacywać. Schowajmy to wszystko głęboko do szafy licząc na to, że trup nigdy z niej wypadnie.

Miesiąc po akcji Neurohme, na zlecenie Onetu, przeprowadził badania na temat #metoo. Wyniki niosą za sobą smutną refleksję – nie potrafimy określić, jakie zachowanie jest dla nas molestowaniem – z jednej strony, a z drugiej próbujemy sobie wmówić, co nim jest. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że kobiety odpowiadają twierdząco uznając patrzenie na ich dekolt za molestowanie, ale wcale nie są tego pewne? Dlaczego, choć ponad 60% z nas deklaruje, że o molestowaniu powinniśmy mówić głośno, to tylko 22% jest tego pewnych?

Przy okazji #metoo wiele razy usłyszałam od facetów: „Serio? To, że mówię, że masz fajny tyłek, można odebrać jako molestowanie?”. Zdziwieni, a my jeszcze bardziej, bo jak oni mogą nie być tego świadomi. Jak mogą myśleć, że sprawia nam przyjemność, gdy całują nas w usta na powitanie, jak mogą mieć czelność uważać, że patrzenie na nasz biust, nas nie krępuje i  jest dla nas czymś miłym?

Daleka jestem od usprawiedliwiania facetów, tak samo daleko od szukania winnych tej sytuacji. Akcja #metoo dla mnie powinna prowadzić do jednej zasadniczej refleksji: „Co dla mnie jest molestowaniem. Gdzie ja stawiam granicę? Co sprawia, że czuję się źle w obecności mężczyzn?”. Która z nas zadała sobie to pytanie nie sugerując się opowieściami innych – o tym, że dla jednej strzelanie z biustonosza do dzisiaj jest traumą, a dla innej łapanie za kolano to nic takiego? Która z nas hasztagując akcję spytała samej siebie, dlaczego to mnie dotyka, w jaki sposób, co mogę zrobić, żeby tak się nie działo, żeby nie dotyczyło to mnie, a w konsekwencji także mojej córki, przyjaciółki, sąsiadki, którą inny nachalny sąsiad puszcza przodem na schodach, bo otwarcie mówi, że chce pooglądać jej tyłek.

Nie chodzi mi o to, żebyśmy mówiły jednym głosem, już dawno przestałam się łudzić, że jako kobiety to potrafimy. Zawsze rozmawiamy w kontrze do czegoś: „Głupia, bo strzelanie ze stanika to dla niej molestowanie”, „Idiotka, to co facet ma się nie patrzeć na nią wcale?”, „Masakra, że ona pozwala sobie na takie żarty”. Może zamiast oceniać i analizować, co dla innej znaczy molestowanie, skupić się na sobie? To, że dla mnie łapanie za kolano jest nadużyciem, nie znaczy, że ta, która na to pozwala jest dziwką i przez łóżko buduje swoją zawodową karierę. Każda z nas została inaczej wychowana, każda ma inne doświadczenia, inny światopogląd, inne podejście do swojej seksualności i kobiecości. I to jest świetne, że tak się różnimy, ale dlaczego od razu musimy oceniać siebie nawzajem? Dlaczego z akcji #metoo nie potrafimy zbudować jednej wspólnej myśli, dodać sobie odwagi w mówieniu: „Stary, przeginasz”, kiedy opowiada szowinistyczne żarty, czy kiedy patrzy się na nasz tyłek. Obojętnie. Ważne, by pokazać: „Nie pasuje mnie to”, a sąsiadowi na klatce powiedzieć: „Tym razem ja sobie popatrzę na pana tyłek”. Każde „nie”, każdy sprzeciw, każde zwrócenie uwagi na niestosowne dla nas zachowanie, to krok do tego, by nasza siostra, córka czy córka naszej przyjaciółki, nie usłyszała: „Ale fajna dupa z ciebie”. To też szansa, żeby nasi synowie, partnerze, koledzy, przyjaciele wiedzieli, gdzie stawiamy im granicę – każda z nas indywidualnie. Oni nie są głupi, ale nie czytają w naszych myślach. A jeśli któraś z was myśli w tym momencie: „Co to da, on i tak się zmieni”, to ja się spytam: „Serio? A próbowałaś? Czy wychodzisz z założenia, że zawsze tak się zachowywał?”. Wszystko będzie na zawsze bez słowa nigdy, jeśli nie spróbujemy tego zmienić. A tylko my możemy to zrobić. Nie chować się za hasztagiem, za wpisem bez podawania szczegółów, tylko realnie, a nie wirtualnie sprzeciwić się zachowaniom, które pogłębiają stereotypy, które traktują nas podmiotowo. Wspierajmy się, nie oceniajmy. Tę lekcję wynieśmy z #metoo, by nie stała się jedynie wirtualną akcją odgrzewaną przy okazji wspomnień, które serwuje nam Facebook.


„Nie tylko ty masz problemy”. Czego nie wolno mówić osobie, która ma depresję?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
8 lutego 2018
Fot. iStock/cassinga
Następny

P. przyniosła któregoś dnia zwolnienie od psychiatry. Nie pierwsze w jej firmie. Na depresję ponoć najłatwiej jest takowe zwolnienie załatwić. To, plus niezrozumienie, czym właściwie jest depresja, spowodowało nieprzyjemną sytuację w biurze. „Nie ty jedna masz problemy. Gdyby każdy się od razu poddawał i załamywał, to nie wiem, co by było” – miała powiedzieć jedna z koleżanek. „Po prostu weź się w garść, nie możesz zwalać na nas całej roboty. Co będzie, jak i nam odbije?” – dodała druga. Z roku na rok zwiększa się liczba osób, chorujących na depresję. Ponieważ wciąż niektórzy z nas nie do końca wiedzą, czy właściwie jest ta choroba, łatwo bagatelizować jej objawy – zarówno u siebie, jak i u innych. Często mylimy depresję ze zwykłym smutkiem i przygnębieniem. Z czymś, z czym można sobie łatwo poradzić, zmieniając styl życia, częściej odpoczywając i skupiając się na pozytywach. Wiele osób latami zmaga się z depresją, wmawiając sobie, że to przecież nic takiego i samo minie, gdy przyjdzie wiosna/zmienią pracę/wydarzy się coś spektakularnego.

Depresja jest już tak powszechna, że nawet jeśli sama nie zachorowałaś, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ktoś z twojego najbliższego otoczenia choruje. Być może nie szuka pomocy i sam zmaga się z depresją. Jakie objawy powinny wzbudzić twój niepokój?

Wyczerpanie

Niektórzy chorzy wciąż są zmęczeni i niewyspani. Nie ma znaczenia, czy spali 7 czy 18 godzin. Po prostu ich ciało przechodzi w tryb uśpienia, by uciec od otaczającego świata. Sen to najbezpieczniejszy sposób na ucieczkę.

Bezwartościowość

Osobie chorej nieustannie towarzyszą natrętne, ponure myśli. Czuje się nic nie warta, skazana na porażkę, samotna. Nie widzi żadnego sensu, by wykonywać najprostsze czynności. Zwykła rozmowa z przyjaciółką, pozytywna opinia, miła pogawędka, szacunek, drobny sukces – nic nie jest w stanie poprawić jej humoru. Coraz częściej pojawiają się myśli samobójcze.

Bóle mięśni i nudności

Niektórzy ludzie nie zdają sobie sprawy, że choroba psychiczna może wywoływać fizyczne objawy. Zdarza się, że przypomina grypę. Bóle mięśni i ogólne zmęczenie dodatkowo, bardzo niekorzystnie wpływają na samopoczucie osoby chorej. Do tego dochodzą problemy z oddychaniem, ataki paniki lub odwrotnie – kompletny marazm.

Bóle głowy

Każdy, kto miał do czynienia z prawdziwą depresją, zna „mgłę mózgu”. Zasadniczo wydaje się, że wszystko w twojej głowie jest czarno-białe, nic nie jasne. Wydaje się, że żyjesz we mgle.

Strona 1 z 2

Czytaj dalej…

Tyran? A może kochanek idealny? „Byłam otwarta na jego fantazje. I tu zaczął się mój dramat”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 lutego 2018
Fot. iStock/bee32
Następny

Dużo mówi się o tym, jak ważny w związku jest seks. Ja, jeszcze kilka lat temu nie przykładałam do niego aż takiej wagi. Wszystko zmienił mój mąż, który, dla odmiany, zawsze powtarzał, że bez dobrego seksu nie da się utrzymać związku. Wpatrzona byłam w niego jak w obrazek i traktowałam go jak nauczyciela. Pewnie dlatego, że dzieli nas aż 15 lat różnicy. Więcej doświadczył, miał wcześniej kilka partnerek, znał się na życiu i związkach. Ja byłam młodą, kobietą, która bardzo pragnęła miłości i rodziny. Dopiero poznawałam siebie i odkrywałam swoje potrzeby. Seksualne również. 

Nie byłam dziewicą kiedy się poznaliśmy. Bo i która 25-latka jest dziś dziewicą? Jestem pokoleniem, gdzie dostęp do Internetu pozwalał zgłębiać arkana sztuki miłosnej już w wieku nastoletnim. Wiedziałam więc, jakie rzeczy robi się w łóżku. Można przecież powiedzieć, że istnieje pewien zbiór standardów, takie absolutne minimum, które kobieta powinna w łóżku robić. Seks oralny, seksowna bielizna i otwartość na nowe – tego byłam świadoma. Często bliżej mi jednak było sercem do seksu landrynkowego, uroczego, romantycznego, wzniosłego. Dlatego tak bardzo szukałam miłości. Tej prawdziwej. Bo sądziłam, że z takiego uczucia bierze się to, co pokazują w scenach erotycznych – namiętne pocałunki, pot, pasja, akceptacja swojego ciała.

Robert niewątpliwie ma w sobie pasję. Gdybym miała określić go jednym słowem, powiedziałabym, że jest samcem alfa. Władczy, męski, pewny siebie. Zabawne, ale na początku w łóżku był zupełnie inny. Pamiętam nasz pierwszy seks. Stresował się, jak też. Było dość drętwo. Ale przecież to normalne, gdy ludzie są ze sobą tak blisko po raz pierwszy. Tak sobie to tłumaczyłam.

Potem było już normalnie, zwyczajnie, klasycznie. W miarę regularny seks, praca, obowiązki domowe, ślub. Dzieci jeszcze nie mamy. Może to i lepiej.

Bo teraz nie wiem, czy przez te kilka ostatnich lat tak bardzo się zmienił, czy może wtedy udawał. A może źle wykorzystaliśmy te wszystkie rady, jak na powrót rozpalić ogień w sypialni? Że rutyna jest beee, więc trzeba wprowadzać nowe sztuczki, fantazje, stroje, gadżety?

Utkwiło mi w pamięci to, co przeczytałam kilka lat temu w jakimś poradniku. Że w seksie najważniejsza jest świadomość własnych potrzeb i otwartość na potrzeby drugiej osoby. Tego pierwszego mi brakowało, tego drugiego miałam pod dostatkiem. Otwartość wynikała z miłości. Kiedy kogoś kochasz, chcesz sprawić mu przyjemność.

Niestety, nawet swoim kosztem. I tu zaczyna się mój osobisty dramat.

Strona 1 z 2

Czytaj dalej…

Zobacz także

Fot. Screen z Instagrama / fiftyshadesmovie

Kobiety oszalały na punkcie sukni ślubnej z Any z nowego „Greya”. Ładna?

Fot. iStock/courtneyk

Dlaczego właściwie pijemy kawę? Akcja #30dnibezkawy, wyzwanie #7

Domowe sposoby na przebarwienia skórne

Domowe sposoby na przebarwienia skórne