Dzień #6. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2016
Fot. Pixabay/Alexas_Fotos / CCO
 

Kochane i jak wam idzie dbanie o siebie. Czekacie na kolejny poniedziałek, żeby coś zrobić dla swojego ciała. Powiem wam coś w sekrecie: „nie warto”. Trzeba wziąć się z tym bykiem obaw, wątpliwości i wymówek za rogi i po prostu zacząć się ruszać. Pamiętajcie, robicie to dla siebie!

Macie ochotę na leniwą sobotę i ani w głowie wam spacery, rowery i inne dziwy? Zajrzyjcie koniecznie na nasz blog „Ćwiczenia na dziś”, który rozwija się z dnia na dzień i skorzystaj z ćwiczeń, które się tam pojawiają i dołącz koniecznie do naszej zabawy.


 

I jak? Chcecie naprawdę o siebie zadbać? Przyłączcie się do naszej wiosennej akcji: „Zadbaj o siebie naprawdę”.

My będziemy wam prezentować różne formy aktywności, a wy wysyłajcie nam zdjęcia, piszcie, jak o siebie dbacie, jak dbacie o swoje ciało, jak sobie radzicie.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jest banalne. Wystarczy wrzucić pomysłowe zdjęcie Waszej aktywności na Facebooka z oznaczeniem #SlimemGO. Czy to rolek na nogach, czy pięknego widoku podczas spaceru. A może zdążycie zrobić fotkę w trakcie pogoni za autobusem, czy przy wchodzeniu po schodach? Liczy się pomysł. Te najciekawsze zostaną nagrodzone zestawami fantastycznych kosmetyków, które też pomogą Wam odwdzięczyć się ciału i zadbać o siebie w sposób wyjątkowy. W opisie zdjęcia, napiszcie nam w paru słowach, jak naprawdę o siebie zadbałyście tego dnia.

SZCZEGÓŁY NASZEJ AKCJI ZNAJDZIECIE TUTAJ

#SlimemGO

Fot. Materiały prasowe

Chcesz o siebie zadbać naprawdę? #SlimemGO.


Minimum środków robi największe wrażenie… Mocny przekaz

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2016
Fot. Screen/You Tube Fot. Screen/You Tube
 

Setki dzieci giną rocznie w wypadkach samochodowych. Wypadkach, które często są wynikiem naszej opieszałości. Bo telefon, SMS, mail. Bo szybkie zerknięcie na portal społecznościowy.

Ta kampania dosadnie trafia do wyobraźni każdego rodzica. Nic się wielkiego w trakcie filmu nie dzieje… i to jest jego siła. Bardzo mocny przekaz. Obejrzyjcie, pokażcie swoim znajomym, niech każdy z nas ma świadomość, jak kruche bywa życie i jak nieodwracalne bywają skutki niewłaściwych decyzji…


Muszą wygrać serce dla swojego syna. Swoje serca już oddali dając Kamilowi szansę na zdrowe życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2016
Kamil

„Adoptujmy go” – powiedziała Olga, kiedy usłyszała, że na oddziale leży kilkumiesięczny chłopiec. Został przywieziony z ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne.

Spotkanie w szpitalu

Wtedy jeszcze oboje nie widzieli Kamila. Poza tym nie planowali adopcji dziecka. Dwa lata po ślubie. Szczęśliwi. Do Centrum Zdrowia Dziecka jeździli do siostrzeńca Olgi – Antka chorującego na serce. Na tę samą salę co Antek, trafił Kamil z ciężką wadą serca: pojedyncza komora, wspólny pień tętniczy. – Przy każdym chorym dziecku był choć jeden rodzic. Kamil leżał zupełnie sam. Zaczęliśmy jeździć do szpitala nie tylko dla Antka, ale też dla niego – wspomina Adam, dziś ojciec chłopca.

– Przez ten czas wizyt w szpitalu bardzo się z Kamilem zżyliśmy. W Centrum Zdrowia Dziecka jako półroczne niemowlę znalazł się ponownie ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Potrzebował opieki i miłości, którą oczywiście od zakonnic, u których przebywał, otrzymywał.

Jednak wiadomo, że dla tak małego dziecka najważniejsze jest ciepło rodzinne, dzieci powinny dorastać w swoich domach, otoczone osobami, których zapach, głos i bicie serca jest im doskonale znane.

Choć najpierw pojawił się impuls, to jednak nie była łatwa decyzja. Tysiące wątpliwości, strach, obawy. – Nie wyobrażaliśmy sobie, że Kamil wróci  a my stracimy z nim kontakt. Oczywiście mogliśmy zostać wolontariuszami w domu pomocy i odwiedzać chłopca. Ale zdawaliśmy sobie sprawę, że odległość nie pozwoliłaby nam być tam tak często, jakbyśmy chcieli – szczerze mówi Adam.

Trudna decyzja 

Jedni znajomi mówili im, żeby dali sobie spokój, że jeszcze będą mieć swoje dzieci, że właściwie nie wiadomo, czy Kamil oprócz jednokomorowego serca nie choruje na coś jeszcze, jakie są rokowania lekarzy, ile operacji, zabiegów i rehabilitacji ma jeszcze przed sobą. Byli też tacy, którzy powtarzali Oldze i Adamowi, że nie mogą odebrać Kamilowi nadziei, którą w nim zasiali. – Przecież jakbyśmy wtedy go zostawili, to do końca życia byśmy się zastanawiali, co się z nim stało, czy żyje, czy jest szczęśliwy. W ogóle nie było o czym mówić – wspomina Adam.

Kamila spotkali w szpitalu w październiku 2013 roku, a w grudniu zaczęli zbierać dokumenty niezbędne do adopcji. – W okresie świątecznym dostaliśmy możliwość poprzebywania dłużej z Kamilem, zakonnica – prawny opiekun Kamila, chciała, byśmy byli pewni naszej decyzji. Po Świętach wzięliśmy udział w wizycie kontrolnej Kamila i kardiologa. Wracając mieliśmy wypadek samochodowy. Dramatyczny, na szczęście nam nic się nie stało, choć auto nadawało się tylko do kasacji, nikt z nas nie odniósł większych obrażeń. Mówiliśmy, że to był znak, by dłużej nie zwlekać z decyzją.

W styczniu wyrokiem sądu chłopiec mógł zostać na stałe z Olgą i Adamem, a kilka miesięcy później po przejściu procesu adopcyjnego małżeństwo mogło adoptować chłopca. – Kamil miał wnętrostwo obustronne (niezstąpienie jąder – przypis red.), przeszedł dwie operacje. Chcieliśmy naprawić wszystko co mogło stać na drodze do jego zdrowia. Byliśmy z Kamilem u gastrologa, laryngologa, okulisty, logopedy, psychologa, psychiatry.

Jednak zdrowie fizyczne to nie wszystko. Nim Kamil trafił do Olgi i Adama większość swojego życia spędził w szpitalach. – Ta długie pobyty w szpitalu odbiły się na jego wrażliwości. Do dzisiaj nawet w ciągu dnia śpi spokojnie, tylko wtedy, gdy jedno z nas zasypia obok niego. Bardzo długo budził się w nocy i płakał. Jego poczucie bezpieczeństwa było właściwie zerowe. Musieliśmy poświęcić dużo czasu i cierpliwości, by nam zaufał, by się nie bał, że znowu go ktoś zostawi. Ale było warto. Dziś jest rezolutnym chłopcem.

Walka o zdrowie

Wada serca chłopca nie pozwala jednak jego rodzicom pozostać spokojnymi. Co prawda lekarze Centrum Zdrowia Dziecka uspokajali mówiąc, że chłopca czeka jeszcze jedna operacja, ale że nic złego z jego zdrowiem się nie dzieje. – Zaczęło jednak nas niepokoić, że Kamil szybko się męczy, zauważyliśmy postępującą sinicę, spadła mu saturacja – tłumaczy Adam.

Adopcyjni rodzice Kamila szukali informacji o wadzie serca swojego syna, rozmawiali z rodzicami dzieci, które również chorują, spotkali się ze specjalistami. Opinie były różne, jedni mówili, że Kamil powinien przejść operację w wieku pięciu czy sześciu lat, inni, że powinna ona się odbyć już rok wcześniej.  – Załamaliśmy się. Ale nie zamierzaliśmy się poddać. Zaczęliśmy szukać jak najlepszej formy pomocy dla naszego syna. Skontaktowaliśmy się z kliniką w Monachium, w której profesor Malec zajmuje się takimi przypadkami jak nasz Kamil. Operacja jest tam wykonywana na bijącym sercu, co prawdopodobnie zmniejsza ryzyko powikłań.

Organizm trzyletniego Kamila mocno walczy, lekarze ostrzegają, że już jest niedotleniony i postępują w nim nieodwracalne zmiany. – Nie chcemy zaprzepaścić tego, co już udało się nam osiągnąć – dzięki wizytom u specjalistów, rehabilitacji i zajęciom wspomagającym Kamil nadrobił wszelkie opóźnienia ruchowe i psychofizyczne. Ten chłopiec wniósł w nasze życie tyle radości i szczęścia. To wyjątkowe dziecko, które z pewnością nie bez powodu stanął na naszej drodze, podobnie jak my na jego… Musieliśmy się spotkać. I nie chcemy teraz się poddać, pozwolić mu odejść, kiedy nie wyobrażamy sobie życia bez niego.

Olga jest w ciąży, we wrześniu Kamil zostanie starszym bratem. – Bardzo byśmy chcieli już wtedy być wszyscy razem, po trudnej operacji – mówi Adam. Jest w nim siła i determinacja.

Kamil choć dopiero skończył trzy lata został mocno doświadczony przez los. Ale to nie jest smutna historia o chorym chłopcu. To historia, która niesie nadzieję, że chłopiec, któremu właściwie nikt nie daje szans na przeżycie, który, choć jego serce składa się tylko z jednej komory kocha i jest kochany. Olga i Adam oddali mu swoje serca, teraz on potrzebuje szansy, by odzyskać swoje.

Na operację w Monachium potrzeba około 160 000 złotych. – 60 tysięcy mam uzbieranych na koncie fundacji z wpłat własnych – z 1% oraz darowizn od przyjaciół i znajomych. Potrzebujemy reszty, by zapewnić Kamilowi jak najlepszą opiekę. Niestety bardzo ważny jest tu czas…

Adam podkreśla, że gdyby udało im się zebrać środki, to wspomogą jeszcze siostrzeńca Olgi – tego, który leżał razem z Kamilem na jednej sali warszawskiego szpitala. Zbiórka dopiero się rozpoczęła – pieniądze zbierane są w Fundacji „Mam Serce”. Może i ty dołożysz swoją cegiełkę niosąc pomoc Kamilowi, choćby poprzez udostępnienie tej historii.


ulotkaA5 1proc_2016_new_K


Zobacz także

Daj szansę każdej miłości, czasem tej najmniej spodziewanej. Ona zawsze ubarwia nasze życie

O czym lepiej nie pisać w służbowych mailach? Tych tematów unikaj

Pie*dolę noworoczne postanowienia, od lat mam listę, czego zrobić nie zamierzam i trzymam się jej nogami i rękami