Dlaczego moje dziecko ma dwie lekcje religii, a jedną historię? I czemu na matematyce musi uczestniczyć w próbach do jasełek?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 stycznia 2018
Fot. iStock/oksix
Fot. iStock/oksix
 

Dostaje informację od pani od muzyki: „R. nie przepisał do zeszytu tekstu kolędy”. Sprawdzam trzy razy – z religii? Nie, z muzyki. Krew mnie zalewa, bo wszechobecność religii w szkole doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Mieszkam w małej miejscowości, gdzie co niedzielę ludzie spotykają się w kościele. Należę do tych nielicznych, którzy nie chodzą, kolędy nie przyjmują. I nie dlatego, że mam focha na kościół, po prostu dotarło do mnie, że trudno mi wierzyć w to wszystko. Uważam, że religia jest formą władzy nad ludźmi. Im bardziej ich zastraszymy ogniem piekielnym, tym bardziej będą podporządkowani. Ale to moja opinia i nie o niej chcę dyskutować, bo każdy ma prawo do swojej.

Niemniej mam dwoje dzieci, które teraz są w szóstej i czwartej klasie szkoły podstawowej. I to, co wyczynia się w szkole woła o pomstę, bo to jak religia ingeruje w świecką przecież szkołę niezmiennie mnie zadziwia i wiem, że wkurza także innych rodziców.

Bo dlaczego na muzyce dzieci mają uczyć się religii? Co z dziećmi rodziców niewierzących, co z dziećmi, których rodzice są innego wyznania? Kto szanuje ich światopogląd? Przecież szkoła nie powinna się angażować w żadne religijne działania. Ale kto na to patrzy? W małych miejscowościach, proboszcz równie ważny co burmistrz czy prezydent miasta. Na rozpoczęciu roku szkolnego musi być, salę nową poświęcić musi i korytarze nowe chlapnąć wodą święconą. Znajoma opowiadała, że jej dzieci miały rozpoczęcie roku szkolnego w kościele! Bo w szkole nie było miejsca, a że padał deszcze, więc postanowiono przenieść się do kościoła. No przecież to jakaś masakra. Dlaczego? Po co? A co, jeśli rodzice nie chcą, nie życzą sobie? Nie mają nic do powiedzenia, bo nie zostali nawet poinformowani? Skąd się bierze tak silna w szkołach indoktrynacja?

Znajomi mają córkę w szkole państwowej. Oboje niewierzący. Szkoła nosi imię Jana Pawła II, i okej, oni nie mają z tym problemu, ale wystosowali list do dyrekcji, kiedy okazało się, że msze odbywają się w trakcie zajęć lekcyjnych, a dla dzieci, które nie chodzą na religie, nie ma zapewnionej opieki, bo pani ze świetlicy ma wolne albo jest w kościele pilnując dzieci. Wymyślono w szkole bal wszystkich świętych, ale dlaczego w czasie lekcji? Dlaczego taki bal nie może się odbyć po zajęciach dla chętnych, dlaczego msze nie są zaplanowane przed lekcjami lub po nich, żeby każdy miał możliwość decydowania, czy chce w nich uczestniczyć, a rodzice młodszych uczniów nie mieli problemu z opieką nad swoimi dziećmi.

A rekolekcje? Ktokolwiek myśli o tym, że dzieci rodziców niewierzących lub innej wiary trzy dni siedzą w domu, bo do kościoła nie chodzą?

Krew mnie zalewa, bo to przykład kompletnej ignorancji, niebrania pod uwagę faktu, że ktoś może mieć inne poglądy, że chciałby mieć możliwość powiedzenia głośno, że nie zgadza się, żeby kościół wchodził butami w życie ich dziecka. Syn koleżanki z pracy jest w piątej klasie, przestał chodzić na religię po tym, jak pani im powiedziała, że kto się przebierze na Halloween, tego szatan opęta. Przyszedł i powiedział, że on nie chce i choć rodzina wierząca, ale uszanowała decyzję dziecka. Zresztą wcale się nie dziwię, bo o rzeczach, które dzieciom są mówione na lekcjach religii można by napisać książkę. Dzieci są zastraszane. Syn innej znajomej popłakał się w pewien pierwszy piątek miesiąca. Był chory i nie mógł iść do kościoła się wyspowiadać, bał się iść po weekendzie do szkoły na religię, bo ksiądz rozliczał ich z tej obecności strasząc piekłem.

Jasne, że katecheci są różni, są też cudowni, sama takich znam, ale prawda jest taka, że nikt ich nie kontroluje, nie podlegają pod kuratorium, a pieniądze ze środków przeznaczonych na oświatę dostają, przecież to paranoja. Dyrektor szkoły katechecie nawet uwagi nie może zwrócić, bo nic mu do tego, jak on lekcje prowadzi i jak z dziećmi rozmawia.

A co z jasełkami, do których próby odbywają się na lekcji matematyki i historii? Historii jednej w tygodniu, gdzie lekcje religii są dwie! Pomijam, że jasełkami zajmuje się pani od języka polskiego, a nie katecheta, który jeśli już powinien angażować dzieci do takich zadań. A przecież jasełka są ściśle związane z religią, tego nie da się nie zauważyć. Dlaczego przygotowania do nich nie mogą się odbywać po lekcjach, dla chętnych?

Okej, mówi się, że 90% dzieci chodzi na religię, ale to nie znaczy, że religia ma wchodzić butami w każdy przedmiot. Ostatnio słyszałam, że katechetka, która miała zastępstwo na matematyce, uczyła dzieci liczenia na różańcu? Serio? I to wcale nie są odosobnione przypadki. Na korytarzu w szkole moich dzieci wiszą plakaty przygotowane przez dzieci – a jakże – na języku polskim, które przedstawiają drogę krzyżową i inne sceny z Pisma Świętego.

Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego w planie lekcji znajdują się dwie lekcje religii a jedna historii, że matematyki jest raptem dwa razy więcej niż religii, nie mówiąc o nauce języków obcych? Czy pieniędzy, które są wydawane na religię nie lepiej byłoby przeznaczyć na dodatkowy język w szkole? Kto z rodziców jest pytany na początku roku, czy wyraża zgodę na uczestnictwo dziecka w lekcjach religii, kto ma w planie szkoły podstawowej wpisaną etykę, a jeśli już, to czy ta etyka nie znajduje się na ósmej lub dziewiątej godzinie lekcyjnej?

Machamy ręką pozwalając, by to, co świeckie zostało zabarwione religią. Pani od muzyki była zdziwiona, gdy spytałam, dlaczego na muzyce dzieci uczą się kolędy, a nie mają pojęcia kim był Chopin? I czy zdaje sobie sprawę, że lekcja muzyki nie jest lekcją religii? Ona nie miała pojęcia, że może urazić czyjeś uczucia. Więc może czas najwyższy zacząć mówić o tym głośno. Jasne, religii ze szkół ot tak nie wyrzucimy, ale czy naprawdę musimy pozwalać, by to ona dominowała wśród wszystkich zajęć, by zaznaczała swoją obecność w każdym obszarze edukacji? Chciałabym, że w szkole moich dzieci religia była religią, a język polski, językiem polskim, by na matematyce nie wyciągano dzieci z klasy, żeby ćwiczyły śpiewanie kolęd przed Świętami i żeby nie musiały chodzić na mszę w trakcie historii czy przyrody. Czy to naprawdę tak dużo? I myślę, że bez znaczenia jest tu czy jestem osobą wierzącą czy nie. Niech szkoła zostanie szkołą – świecką – tak jak zawsze było. Może czas wywołać dyskusję na ten temat, żeby też nauczyciele usłyszeli, że nie wszyscy rodzice na coś takiego się zgadzają, a myślę, że z czasem będzie nas coraz więcej.


Dlaczego singielki są szczęśliwsze? Bo żyją pełnią życia, to proste

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 stycznia 2018
Fot. istock/Eva Katalin Kondoros
Fot. istock/Eva Katalin Kondoros
 

Jakim mianem określa się kobiety, które nie wyszły za mąż i nie mają partnera? Niezamężne? Samotne? Słowo „singielka” właściwie jeszcze dobrze nie przyjęło się w języku polskim. A może po prostu należałoby skończyć z definiowaniem kobiet przez pryzmat tego, czy „są z kimś”, czy pozostają wolne. To, co najważniejsze, to przecież to kim jesteśmy – co robimy, na kim, na czym nam zależy, jak myślimy i do czego dążymy, a nie na to, czy jesteśmy z kimś w związku. Szczególnie, że jak wykazują badania, kobiety, które decydują się na pozostanie singielkami bywają o wiele bardziej szczęśliwe, niż te, które mają partnera.

Jennifer A. Moore i H. Lorraine Radtke przeprowadziły rozmowy z kobietami w wieku od 35 do 44 lat, czyli w takim przedziale wiekowym, kiedy zazwyczaj uważa się, że jest dość późno na założenie rodziny, a nawet znalezienie życiowego partnera. Badanym paniom zadano to samo pytanie:  „Co możesz mi powiedzieć o swoim życiu, jako o życiu samotnej kobiety?”.

I mimo, że większość badanych zaczynała odpowiadać mówiąc o tym, czego nie ma („nie mam dzieci, nie mam męża, rodziny), wszystkie opisywały się pozytywnie, twierdząc, że ich życie uległo dobrej zmianie i żyją pełniej i radośniej niż wtedy, gdy były młodsze i w jakimś związku. Prawie 90% z nich stwierdziło, że uważa się za szczęśliwsze niż ich zamężne znajome. Dlaczego tak się dzieje?

Badania dowiodły, że osoby samotne są o wiele bardziej związane emocjonalnie i intelektualnie z innymi ludźmi niż ludzie w związkach czy małżonkowie. Robią więcej, aby utrzymać więzi z przyjaciółmi, rodzeństwem, rodzicami, współpracownikami i sąsiadami. Jest to jeden z ważniejszych czynników wpływających na ich pozytywny obraz samych siebie, a tym samym – poczucie szczęścia.

Warto pamiętać, że osoby samotne są często głęboko przywiązane do ważnych osób w swoim życiu, podczas gdy małżeństwo nie jest gwarancją prawdziwego przywiązania do drugiego człowieka…

W dzisiejszych czasach kobiety, które decydują się na życie w pojedynkę żyją pełnią życia i nie odkładają swoich marzeń „na później”. Koncentrują się na celach i potrafią wykorzystać czas, który przed nimi. Gdyby jeszcze tylko reszta społeczeństwa przestała je wytykać palcami…


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Często piszecie do siebie SMS-y? Pod żadnym pozorem nie rób niczego z tej listy

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
23 stycznia 2018
Fot. iStock/Alexandra Iakovleva
Fot. iStock/Alexandra Iakovleva

Wszyscy jesteśmy zabiegani. W ciągu dnia nie mamy nawet czasu, żeby zamienić kilka słów z partnerem przez telefon, więc wysyłamy SMS-y lub piszemy na messengerze. To szalenie wygodne, ponieważ nie trzeba przerywać tego, co akurat się robi, a samo napisanie wiadomości zajmuje dosłownie chwilę. Niestety, ten sposób komunikacji rządzi się swoimi prawami. Łatwo popełnić gafę, coś źle zrozumieć lub przekręcić. Jeśli często piszesz ze swoim partnerem, musisz uważać na kilka rzeczy.

Unikaj emocjonalnych SMS-ów

Podczas normalnej rozmowy komunikujemy się ze sobą nie tylko za pomocą słów. Emocje wyrażają także nasze gesty, mimika twarzy, ton. W SMS-ach mamy tylko tekst. W dodatku dość krótki, więc trudno przekazać swoje emocje. Musisz mieć świadomość, że druga strona może nie zrozumieć twojego przekazu lub zbagatelizować to, o czym piszesz. Wszystkie ważne tematy omawiajcie w trakcie rozmowy w cztery oczy.

Nie czytaj między wierszami

Gdy dostajesz jakąś wiadomość, skup się tylko na słowach, które zostały napisanie. Nie doszukuj się innych znaczeń, nie czytaj między wierszami, nie dorabiaj historii. Masz wątpliwość? Zadzwoń lub dopytaj później. Nadinterpretacja często bywa powodem różnych nieporozumień i awantur.

Uważaj, o czym piszesz

Nie zdradzaj sekretów w SMS-ach, nie pisz o sprawach intymnych, nie pierz waszych brudów. Wszystko, co piszesz, zostawia jakiś ślad. Nigdy nie możesz mieć pewności, czy te wiadomości nie zostaną wykorzystane w przyszłości przeciwko tobie. Ktoś może ukraść twój telefon albo jego i choćby dla żartu upublicznić wasze rozmowy.

Nie kończ relacji

Rozstanie zawsze jest trudne i bolesne. Totalnym brakiem klasy jest natomiast zrywanie przez telefon lub SMS-y. Chcesz, żeby zabolało? Chcesz okazać pogardę? Z pewnością ci się uda. Żaden człowiek nie zasługuje jednak na coś takiego.

Nie wysyłaj nagich zdjęć

Och, to takie kuszące prawda? Przecież macie być ze sobą na dobre i na złe, już do końca życia. Atmosferę w związku można podsycać na różne sposoby, ale ten należy do najgorszych. Uważasz, że to bezpiecznie? Przeczytaj jeszcze raz punkt „Uważaj, o czym piszesz”.


 

Źródło: Power of positivity


Zobacz także

Przyjaźń po rozstaniu?

Przyjaźń po rozstaniu? Dobre sobie… Pięć faz, które musisz przejść

5 języków miłości

Rozwiązanie akcji „Pokaż, jak kochasz”. Gratulujemy laureatom!

#CzarnyProtest

Kobiety na całym świecie wspierają #CzarnyProtest!