„Chciałabym Ci dać gotowy przepis na to, jak być kobietą szczęśliwą i spełnioną, ale taki niestety nie istnieje”. List do Córki

Poli Ann
Poli Ann
8 marca 2019
List do córki
Fot. iStock
 

Droga Córeczko,

Kobietko Kochana chciałabym Ci tyle o byciu kobietą opowiedzieć. Tyle pokazać, nauczyć i przed tyloma rzeczami ostrzec, uchronić. Ale chyba łatwiej wyrazić to wszystko słowem pisanym, które przeczytasz jak dorośniesz, zachowasz i mam nadzieję weźmiesz do serca.

Chciałabym Ci dać gotowy przepis na to, jak być kobietą szczęśliwą i spełnioną, ale taki niestety nie istnieje. Pozwól zatem, że udzielę Ci kilku rad, z których być może zrobisz użytek i wykorzystasz w pogoni za szczęściem.

Rada nr 1: Bądź zawsze sobą

Nie graj nikogo. Nie zmieniaj się na siłę, dla poklasku. Jeśli ktoś Cię nie lubi to jego strata i problem. Nie musisz udowadniać komuś, że jesteś warta jego przyjaźni i miłości. Bo jeśli ktoś takich dowodów oczekuje, to nie jest materiałem na prawdziwego przyjaciela ani partnera.

Rada nr 2: Kochaj siebie

Twoje ciało niedługo zacznie się zmieniać. Chwilę to potrwa zanim osiągnie określony kształt. Daj mu czas. Nie katuj się dietami. Jedz rozsądnie i zdrowo. Ćwicz. Doceniaj krągłości. Zobaczysz na jak piękną kobietę wyrośniesz.

Rada nr 3: Miej odwagę mieć własne zdanie

Broń go, niekoniecznie za wszelką cenę. Broń, gdy uznasz to za koniecznie. Nie bój się go wyrażać. Rób to kulturalnie, ale stanowczo.

Rada nr 4: Nie krzywdź

Bądź dobra dla siebie i innych. Traktuj ludzi z szacunkiem, nawet jeśli ich nie lubisz. Chciałabym, abyś zawsze mogła dumnie spojrzeć sobie w twarz. Pamiętaj dobro prędzej czy później wraca. Zawsze!!!

Rada nr 5: Popełniaj błędy

Masz do nich prawo. Nie ma ludzi nieomylnych.  Grunt byś się do błędów umiała przyznać i wyciągnęła z nich wnioski!!!

Rada nr 6: Wierz w siebie

Jesteś piękna, mądra i niepowtarzalna. Nie zapominaj tego. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Piękno jest na zewnątrz, ale i wewnątrz. Dbaj o nie. Rozwijaj się, ucz, podróżuj. Pielęgnuj urodę i  kondycję. Wszak w zdrowym ciele zdrowy duch:)

Rada nr 7: Dbaj o zdrowie

Ono jest bardzo ważne. Nie zaniedbuj badań. Rób je regularnie. Nie forsuj się. Znajdź odskocznię od stresu. Pracuj by żyć, a nie żyj, by pracować. W życiu najważniejsze jest życie.

Rada nr 8: Słuchaj intuicji

Ona Cię poprowadzi. Czasem irracjonalna da Ci podpowiedź, pomoże lub uratuje. Coś o tym wiem 🙂

Rada nr 9: Kochaj całym sercem

Walcz o miłość, gdy trzeba, ale nie buduj jej na czyimś nieszczęściu. Takie fundamenty są kruche. W miłości nie zapominaj o sobie, swoich potrzebach i zainteresowaniach. Zachowaj swoją przestrzeń. Ona pozwoli Ci kochać w pełni i nie zatracić siebie.

Rada nr 10: Rozpieszczaj się

Życie składa się z małych przyjemności. Nie żałuj sobie drobiazgów, które dadzą Ci radość. To one często są nieodzownym elementem kobiecości.

Rada nr 11: Miej dystans do samej siebie i do spraw, na które nie masz wpływu

Nimi się nie przejmuj. Pamiętaj idealnych ludzi nie ma, a czasem warto jest pośmiać się z siebie samej. Przecież śmiech to zdrowie. (patrz rada nr 7).

Rada nr 12: Bądź po prostu szczęśliwa

Znajdź klucz do własnego szczęścia, wsłuchaj się w siebie i dąż do celu, ale nie po trupach. Żyj z uśmiechem na ustach, ale czyń tak, by nikt przez Ciebie nie płakał.

Moja Kochana, mogłabym tych rad wypisać więcej. Póki co, te uważam za najważniejsze. Weź sobie je do serca i żyj! Żyj pełnią życia, szczęśliwie, radośnie, i mądrze.

Twoja Mama 


Oddycham pełną piersią, chwytam chwile i coraz bardziej lubię siebie. Gdzie tam lubię, kocham! Jestem kobietą

Poli Ann
Poli Ann
8 marca 2019
Fot. iStock / fcscafeine
 

Jestem kobietą, tak niegdyś śpiewała polska diwa. Oj hicior to był niesamowity! Przyznam bez bicia, że bardzo lubię ten kawałek głównie ze względu na słowa, choć głos Edytki też wymiata.
I tak sobie myślę w związku z naszym kobiecym marcowym świętem, że pan Cygan, który to popełnił tekst owej piosenki, miał do cholewki dużo racji. W głowę zachodzę, skąd facet tak doskonale rozłożył naturę kobiecą na czynniki pierwsze? No chylę czoła. Ba, klękam i biję tym czołem o podłogę, parkiet, panele czy nawet o beton, lub obojętnie o to, co tam mam pod sobą. I to nie jeden raz, a kilka, bo chłopina rację ma! Szacun!

Nie wiem czy to z autopsji czy może miał on tak dobre oko, ucho, intuicję, cokolwiek, ale przyznać mu trzeba, że istotę kobiecości ujął w tym tekście pierwszorzędnie!

No bo Kobitki Kochane spójrzmy na siebie w lusterku i jak już usłyszymy, żeśmy najpiękniejsze w świecie, to zastanówmy się, czy jakiś epitet tej piosenki do nas nie pasuje? Interpretacji tekstu to ja nie chcę tu Moje Drogie uskuteczniać, bom niekompetentna raczej w tej dziedzinie, ale patrzę sobie na lico moje i wszystkich babek dookoła, i widzę wyraźnie, że wypisz wymaluj każda z nas, absolutnie każda, to:
– wulkan, czynny, nieczynny tudzież uśpiony,
– albo burza lub cisza przed nią,
– a czasem rzeka, rwąca, kręta, innym razem leniwa, prosta, łagodna,
– bądź też lodem skuta, chłodem otulona, z błyskawicą w oczach lub ogniem ziejąca istota.

A istota owa może przejawiać jedną z tychże cech, albo ich mieszankę. Nie bójmy się użyć tego słowa, iście wybuchową. No czyż nie mam racji?

Zanim podniesiecie larum to ja Wam powiem w sekrecie Dziewczynki Kochane, żem czasem łagodna i spokojna niczym wiosenny wietrzyk, by po chwili przeobrazić się w porywisty wiatr, tornado, huragan czy tsunami ze łzami. Czy to ważne, że z jakiegoś powodu? A musi być powód? Logiczny na dodatek? Ja się pytam poważnie. Kobietą jestem do cholery, to wszystko tłumaczy!!! Mam ochotę to się śmieję, tańczę, wrzeszczę, warczę, łkam, wybucham lub milknę. Nikt mi nie zabroni.

A jak słyszę, że to hormony to dopiero szlag mnie trafia. No owszem, hormony sobie tam działają, ale ja to ja, a nie mieszanina substancji chemicznych na litość boską!!!

A wiecie co mnie najbardziej wkurza? Jak humor faktycznie do bani, a wybranek mego serca nie odrywając wzroku od telefonu, uroczyście oświadcza, że pewnie okres mam albo mi się zbliża. No Amerykę odkrył Kolumb od siedmiu boleści. Eureka! Owacje na stojąco normalnie!!!

Okres? Ratunku!!! A co to tylko przed lub w trakcie humoru mieć nie mogę, a tydzień po to już mam ćwierkać i piórka prezentować? Ja cię kręcę. No okres to ja mam, określony. Z nim, bo jak mi tak gada i do szewskiej pasji doprowadza, to w cztery litery mam ochotę niezmierną jegomościa kopnąć z tej szpilki mojej czerwonej. A co!!! Bo ja niczego bardziej nie znoszę niż tego jak mi się wmawia, jak ja się czuję. No do jasnej Anielki, same przecież doskonale wiemy, jak się miewamy, prawda kochane moje? A nawet jak nie wiemy, to się za nic w świecie nie przyznamy, skąd nagła chandra albo banan na buzi taki, że gdyby nie uszy, to byśmy się śmiały dookoła głowy. A co, zabronione szczerzyć zęby lub ciskać grzmotami??

Kobieca natura jak widać jest wielce skomplikowana, szalenie barwna i zmienna. Ale zobaczcie, jakże interesująca! Nudzić z babą to się nie da, co to to nie!!!

Jestem kobietą!!!! Śpiewam sobie dzisiaj z turbanem na głowie, maseczką błotną na twarzy, goląc kończyny. I wiecie co? Dobrze mi z tym. Trochę już wiosen mam na karku, chłopa mam, matką zostałam, jakiś bagaż doświadczeń targam ze sobą i dopiero od niedawna czuję się świetnie z tą moją kobiecością. Jestem babką w kwiecie wieku i widzę teraz, jaka ja głupia byłam, że wcześniej tej kobiecości nie doceniałam. Wstydziłam się nawet, kompleksy miałam, prawie w deprechę wpadałam, bo wszystko mi się we mnie nie podobało. No wszystko. A dziś patrzę na siebie, widzę się w lustrze, owszem nie pieję każdego dnia z zachwytu, ale staram się dostrzegać i podkreślać swoje mocne strony. I myślę sobie, no cholera, nie jest ze mną tak źle. Wiedzę jakąś mam i pojęcie o życiu też, i generalnie rzecz ujmując czuję się ze sobą świetnie, choć osiemnastkę obchodziłam lata temu. I uwielbiam w sobie tę złożoną naturę, bawię się nią, mam do niej dystans ogromny. I zaliczam zjazdy nastrojów, by za chwilę wspiąć się na wyżyny z tym bananem na buzi. Rzucam mięsem i prowadzę także filozoficzne dysputy. Latam w dresach, by za chwilę wbić się w kieckę i 10-centymetrowe szpilki, i szaleć na parkiecie do rana. Śmieję się i płaczę, złoszczę i uspokajam.

Faktycznie jestem wulkanem, cichym strumykiem, gwałtowną burzą z piorunami i kolorową tęczą. Jestem ogniem i wodą, aniołem i diabłem wcielonym, kłębkiem nerwów i oazą spokoju. Wszystkim na raz i osobno. I co? I powtórzę się, DOBRZE MI Z TYM !!

Oddycham pełną piersią, chwytam chwile i coraz bardziej lubię siebie. Gdzie tam lubię, kocham! I wcale nie mam zamiaru się zmieniać. Będę sobie taka, jaka jestem. Prawda Dziewczynki? Bądźmy sobie takie, jakie jesteśmy. Czemu mamy na siłę być grzeczniejsze lub bardziej pyskate, spokojniejsze albo przebojowe, chudsze czy grubsze. A po kiego grzyba? A niech sobie rozkwita ta nasza kobiecość jak chce i trwa. Nikomu nic do tego. Na tym polega nasze piękno przecież. Na wyjątkowości, urozmaiceniu, niepowtarzalności i nieprzewidywalności, o jakiej śpiewa nasza diwa.

I co Kobitki Moje Kochane może być coś piękniejszego niż bycie kobietą przez duże K????


Portret Barbie. Od zachwytu po obrzydzenie

Poli Ann
Poli Ann
24 lutego 2019
Fot. iStock/Bojan89

Siedzimy na zajęciach. Zaraz rozpoczną się ćwiczenia z nową lektorką. Jesteśmy na pierwszym roku i dopiero poznajemy kadrę. Gadamy, śmiejemy się, jest wesoło. Słyszeliśmy tylko, że ta nowa jest ponoć ostra. Ano zobaczymy. To mój kolejny kierunek. Nie drżę jak młodsze koleżanki, które niedawno zdały maturę i wielkim wysiłkiem dostały się na tę oto prestiżową uczelnię. Ja tu już siedzę czwarty rok. Przymierzam się powoli do magisterki na pierwszym kierunku, a tu dzieciaki dopiero przeżywać będą kolokwia i zaliczenia. Mam już trochę ogłady i niejedno w trakcie mojej kariery studenckiej przeżyłam. Ale to, co za chwilę miało się stać, totalnie mnie zaskoczyło, choć uważałam siebie za osobę bardzo wyluzowaną i tolerancyjną. A jednak, znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono.

Wpada do sali, a raczej wchodzi Ona. W kubkiem kawy w dłoni i wielką torbą imitującą skórę węża. Na niebotycznie wysokich obcasach. Cholera ja uwielbiam szpilki, ale 8 centymetrów to mój Everest, a tu widzę amatorkę tak na oko co najmniej 12. Idzie prosto, zgrabnie. Nogi gołe, choć w październiku daleko do 20 stopni. Opalona mocno (solarium?). Spódniczka mini, akurat zakrywa majtki. Głowę dam, że stringi. Różowe! Obcisła bluzeczka, wcale niechowająca biustu w rozmiarze D-E. Włosy blond, do pasa, idealnie proste (pewnie cały ranek je prostowała). Paznokcie długie, różowe. Makijaż pełny (Jezu, o której ona wstała żeby to zrobić?!). Powiem tak, kopia Dody Elektrody. Z początków jej kariery. Albo jej następczyni, albo rywalka. Cholera wie. I ta oto chodząca Barbie ani myśli siadać z nami tylko pcha się na katedrę. I się przedstawia. Pani doktor XYZ. Że co? Ona i doktorat??? No horyzonty to ona ma. Dwa. Doskonale je widać. Ale żeby doktorat? Jakim cudem ona go napisała z tymi pazurami???
Wszyscy gęby rozdziawione. Faceci jakby nie było się ślinią, babki albo zachwycone, albo jadem się krztuszą. Że jak? Tak na uczelnię? Ta lala chyba sale pomyliła. Do toalety pewnie pędziła, że makijaż poprawić (choć raczej wytrzeć to powinna niż dokładać). Kto ją w takim stroju na uczelnię wpuścił? Uczyć studentów ma? Jak to prowadzić zajęcia? Chyba z technik makijażu i przedłużania paznokci? No bo z czego innego ten doktorat zrobiła? No może jak cycki eksponować i na tych szpilkach się nie wywalić.

Rzeczona lala bez ceregieli, konkretnie mówi o zaliczeniu. Przedmiotu oczywiście. Potem o poruszanych kwestiach w ciągu semestru, kolokwiach i sposobach uzupełnienia nieobecności. Honoruje tylko zwolnienia lekarskie. Na zajęciach liczy się obecność, przygotowanie, aktywność i pozytywne oceny z wejściówek. A te mogą być co zajęcia. Mówi spokojnie przechadzając się po swojej scenie. W tych szpilkach niebotycznych, a jak! Siedzimy na auli i mamy na nią (na lalę rzecz jasna) doskonały widok. Cała jest wystylizowana. Wszystko krzyczy kolorami, ale jest spójne. Pasuje do niej. Jest cholernie seksowna i zastanawiam się, czemu taka ładna kobieta tak manifestuje swoją kobiecość. Grama kompleksów u niej nie widać. Jest pewna siebie, ale nie zarozumiała.

Po zajęciach zbieramy na się na patio. Jedni palą, inni piją kawę, ktoś leci na ksero. Temat mamy jednak jeden. Lalka. No wprawiła nas w osłupienie. Myślałam, że mało rzeczy w życiu mnie zaskoczy, a tu proszę, niespodzianka. Barbie, bo natychmiast dostała taką ksywkę, wzbudziła wszystkie możliwe emocje. Od zachwytu po obrzydzenie. Oczywiście część męska naszej grupy stwierdziła, że przynajmniej oko nacieszą jak zajęcia będą nudne. A dziewczyny jak to baby albo chwaliły jej buty, torebkę, bluzkę, spódniczkę, fryzurę, makijaż, paznokcie, figurę, opaleniznę i włosy. Lub też nie pozostawiły na niej suchej nitki. Nie zabrakło nadgorliwej, co to do dziekana pismo już kroiła, że to nie wypada, aby taka osoba prowadziła zajęcia ze studentami. Dziewczę z kompleksami chyba, co to kariery w liceum nie zrobiło.

Zajęcia z Barbie mieliśmy codzienne i każdego dnia mogliśmy podziwiać, tudzież krytykować jej outfit. A ten był osobliwy. Drapieżny, seksowny na granicy kiczu. Barbie intrygowała. Nie była mdła. Zajęcia prowadziła świetnie. Znała się na swoim fachu. Wiedzę miała ogromną. Umiała ją przekazać i wyegzekwować. Można było się spierać o jej strój i krzykliwy makeup, ale nie o kompetencje. Te były tak wysokie jak szpilki, w których zasuwała po uczelni. Każdego dnia w innych. Jezu ile ona tego w szafie ma? Ja rozumiem 5, w porywach do 8 par szpilek, ale Barbie miała ich kilkadziesiąt. Z dziewczynami zachodziłyśmy w głowę jaką ma garderobę. Osobny pokój chyba albo i całe mieszkanie. Takie co najmniej 50-metrowe. No przecież nie kawalerkę. Barbie była bystra, świetna pamięć (dwa języki biegle), inteligentna. Tak!!! Jakimś cudem okazało się, że można być inteligentną lalką i to się nie wyklucza!!!

Na zajęcia przygotowana, nie do zagięcia, choć złośliwe laski próbowały sprawdzić jak daleko sięga wiedza pani doktor. Ano daleko. Dalej niż się spodziewaliśmy. Musiała być dobra w swojej dziedzinie. O wiele lepsza od innych, bo wygląd ją od razu dyskwalifikował. Zapewne musiała umieć dwa, ba, trzy razy więcej, żeby nikt nie powiedział, że ocenę dostała za cycki. Biła na głowę wszystkie skromniutkie panie magister i doktor, przemykające po uczelni w szarych garsonkach, białych bluzeczkach z żabotem i na obcasie co najwyżej 5-centymetrowym, uczesane gładko w koczek, bez grama makijażu, a jeśli już, to z okiem muśniętym tuszem, a ustami błyszczykiem nude. Wzbudzała miliony kontrowersji. Jakim cudem rektor ją przyjął? Ano pewnie miała mocne papiery. Stylu nie zmieniała, więc chyba taką ją zaakceptowali, choć jak to konserwatywna starszyzna wydziału wytrzymała to nie wiem. Zaufanie zdobywała wiedzą i charyzmą. Miała swoje zdanie. Mocne argumenty. I nie mam tu na myśli już zawartości stanika. Miała taki styl, a nie inny i po jakimś czasie wiedzieliśmy, że jeśli ktoś jej nie akceptuje, to tylko i wyłącznie jego problem. Barbie ewidentnie nie wpisywała się w stereotyp pracownika naukowego i co z tego? Musi? No musi do cholery ginąć w szarym tłumie, jeśli ma ochotę na brokatowy sweterek, skórzane, obcisłe spodnie i kozaki za kolano? Turkusowe, dodam (gdzie ona kupuje takie rzeczy do jasnej Anielki?). No nie. Mnie zdobyła wiedzą i kompetencją. Aż wstyd, że tak szybko i łatwo ją zaszufladkowałam. To było takie proste. Ładna blondynka z za ostrym makijażem nie ma wstępu przecież na uczelnię, nie? Ma siedzieć w salonie fryzjerskim albo w solarium, i być jego wizytówką. Bo więcej przecież w życiu z takim wyglądem nie osiągnie. Chromolę zatem takie stereotypy!!! Niech sobie rektor ma zielone włosy, dziekan nosi dresy, a Barbie stroi się codziennie. Co mi do tego jak wygląda, skoro swoją robotę wykonuje świetnie? A kto mi broni zasuwać po uczelni w kusej kiecce i szpilkach z różową torebeczką na łańcuszku? Tylko i wyłącznie moje ograniczenia! Moja głowa i poprawność, bo przecież nie wypada, nie przystoi. A wyśmiewać i obgadywać kolorowe ptaki wolno? Mamusia dała przyzwolenie? Bo jak się wyróżnia to zły znaczy się. Uważać trzeba, bo zarazi może. Ludzie będą gadać. Śmiać się będą, o Jezu!!!
Sama wpadłam w pułapkę stereotypów. Szybko wyciągnęłam wnioski i zganiłam za takie proste postrzeganie świata. Z Barbie zajęcia miałam całe studia. Fenomenalna babka i nie mówię tu o jej wyglądzie. Bo jak powiedziała pewna bardzo mądra kobieta, laureatka Nagrody Nobla:

„Łatwo jest być piękną kobietą, wystarczy para szpilek i kuse sukienki.
Ale żeby być wielką kobietą musisz ubrać mózg w charakter, osobowość i odwagę.”

I dla mnie ta nasza Barbie była po prostu w jakimś sensie wielka.