9 rzeczy, które przydarzą się twojemu organizmowi, jeśli będziesz jeść dwa jajka dziennie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2018
Fot. istock/niolox
 

O zdrowotnych właściwościach kurzych jaj napisano już wiele, a jednak wciąż pokutuje w nas strach przed wysokim poziomem cholesterolu, do jakiego może przyczynić się ich spożywanie. Ostatnie wyniki badań sugerują, że najwięcej korzyści zaobserwujemy przy optymalnej dawce – dwóch, a  nawet trzech sztuk dziennie.

Co się wówczas stanie?

9 rzeczy, które przydarzą się twojemu organizmowi, jeśli będziesz jeść dwa jajka dziennie

Poprawi ci się pamięć i funkcjonowanie mózgu

Fosfolipidy, które zapewniają prawidłową komunikację komórek mózgowych, składają się z choliny. Udowodniono klinicznie, że ta konkretna witamina jest najważniejszym materiałem budulcowym mózgu. Jeśli jesz 2 jajka dziennie, twoje ciało otrzymuje wystarczającą ilość tego składnika odżywczego. Niedobór choliny doprowadzi natomiast do zaników pamięci.

Poprawi ci się wzrok

Nowe badania wykazały, że kurze jaja są bogate w luteinę. Ta substancja jest odpowiedzialna za ostrość wzroku. Wraz z jego niedoborem widzenie znacznie się pogarsza.

Wzmocnisz kości i zęby

Zawartość witaminy D w kurzym jajku jest podobna do tej, którą znajdziesz w tranie.  Pamiętając, że witamina D pomaga wchłaniać wapń, a przez to wzmacnia kości i zęby, co wybierzesz – jajka, czy rybi olej?

Poprawi ci się wygląd skóry i włosów oraz funkcjonowanie wątroby

Biotyna, witamina B12 i odżywcze białka przyczyniają się do wzmocnienia włosów i skóry. Fosfolipidy zawarte w jajkach świetnie radzą sobie z usuwaniem toksyn z wątroby.

Zmniejszysz ryzyko chorób sercowo- naczyniowych

Jaja zawierają kwasy omega-3, które obniżają poziom trójglicerydów, zmniejszając w ten sposób ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

Zaczynasz tracić na wadze

Naukowcy odkryli, że jeśli połączysz dietę niskokaloryczną z jedzeniem kurzych jaj na śniadanie, zrzucisz kilogramy znacznie szybciej.

Zmniejszasz ryzyko zachorowania na raka

Cholina, która jest tak niezbędna dla mózgu, również zmniejsza ryzyko zachorowania na raka. Zgodnie z wynikami  badania u kobiet, których codzienna dieta w wieku dojrzewania obejmowała jaja, ryzyko zachorowania na raka piersi zmniejszyło się o 18%.

Twoja ciąża będzie zdrowsza

Bo jajka to zródło kwasu foliowego.

Wygładzą ci się zmarszczki

Wyniki badań pokazują, że u 87% kobiet w wieku od 35 do 40 lat, spożywających regularnie jajka, plamy starcze zniknęły, a skóra zyskała o wiele lepszą kondycję – była napięta.  U mężczyzn matomiast zmarszczki wokół oczu wyraźnie się wygładziły.


Na podstawie: brightside.me

 


„Hej, mamo! Nie chcesz karmić piersią? Ok”. List młodej mamy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
5 stycznia 2018
Fot. iStock/Mikolette
 

Wiem, że posypią się na mnie gromy, ale trudno. Piszę, ponieważ kolejny raz, odkąd zostałam matką, spotkałam się z kompletnie nieuzasadnioną krytyką. I to z ust innej matki. Już nauczyłam się, żeby pewnych tematów nie poruszać, ale najwyraźniej popełniam błąd. Bo takich kobiet jak ja, które mają już dość osądzania i wtykania nosa w nieswoje sprawy, jest na pewno więcej. O czym mowa? O karmieniu piersią. Ale nie tylko. 

Skąd młoda mama czerpie dziś wiedzę na temat macierzyństwa? Z blogów parentingowych. Zdawać by się mogło, że całkiem słusznie. W końcu kto lepiej doradzi, jak nie inna matka, która wiele już widziała i doświadczyła. Problem jednak polega na tym, że prawdy tam nie przeczytacie. Jedynie to, o czym mówić wypada i co jakiejś wielkiej burzy nie wywoła. Co i rusz któraś próbuje czymś się wyróżnić, zaskoczyć, ale tak naprawdę wszystkie ględzą o tym samym. Dziwie się, że są kobiety, które mają czas to wszystko śledzić i jeszcze im się nie porobiło kiełbie we łbie.

Weźmy takie karmienie piersią.

Pokarm matki jest dla dziecka najlepszy – nie ma co do tego wątpliwości. Ale może warto zachować umiar w nachalnym zmuszaniu kobiet do karmienia piersią? Odważę się nawet powiedzieć, że kobiety, które nie chcą tego robić, muszą być przygotowane na lincz. Na wszystkich blogach i portalach parentingowych mówi się tylko o tym, co poprawne. Nie brakuje poradników o tym, jak przystawić dziecko, jak sprawdzić, czy jest najedzone, jak pobudzić laktację, aż w końcu jak tę laktację wygasić i odstawić dziecko od piersi. Dlaczego nigdzie nikt nie powiedział głośno: „Hej, mamo! Nie chcesz karmić piersią? Ok. Nie jesteś złą matką”.

Nie, takie kobiety jak ja trzeba zepchnąć na margines. „Dziwolągi”, „wyrodne matki” – to najlżejsze określenia, jakie usłyszałam. Gdy raz wdałam się w dyskusję na jednym forum dla matek, inna kobieta życzyła mi chorego dziecka. Żeby spotkała mnie/je kara za to, że nie chcę dać swojemu dziecku to, co najlepsze. Bo prawdziwa Matka Polka jest wpatrzona w dziecko i zawsze się poświęca. Nawet te, które nie mogą karmić z nie swojej winy, muszą się ukrywać. I choć przeżywają tę sytuację bardzo, nie spotka ich zrozumienie. Nie wiem jak musiałyby się ubiczować, żeby laktacyjne terrorystki ją pogłaskały po głowie.

Bo Matka Polka rodzi w bólach (krzyżowych) trzy doby, a potem ze łzami w oczach karmi aż do ukończenia przez dziecko 3. roku życia. Wtedy można powiedzieć, że stanęła na wysokości zadania.

Niby mówi się też o tym, że każda z nas ma prawo być nieperfekcyjna, myśleć o powrocie do pracy, dbać o siebie i oczekiwać, że partner wspomoże je w opiece i wychowywaniu dzieci. I te farmazony wypisują blogerki, które całe dnie siedzą w wysprzątanych domach ze swoimi wypielęgnowanymi dziećmi i głoszą, czego to one by nigdy nie zrobiły, albo co zawsze dla swojego dziecka/rodziny zrobią. I że owszem, czasem jest ciężko, ale przecież ta najcudowniejsza istota daje im wszystko. Zadziwiające jest to, że za te swoje sponsorowane wypociny jeszcze dostają pieniądze, a rzesze zapatrzonych w nie matek tylko przyklaskuje i czyta z wypiekami na twarzach.

Jedna mądrzejsza od drugiej, ale weź tam zostaw jakiś negatywny komentarz – jeśli nie one same cię zjedzą to ich fanki na pewno.

Nasze matki musiały mierzyć się z tym, co mówiły im własne matki, teściowe lub ciotki. Współczesna kobieta musi mierzyć się ze wszystkimi mądrymi głowami, które pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ich osądzający i krytykujący wzrok spotkasz na placu zabaw, w przychodzi, w sali zabaw… jeśli oczywiście akurat nie przesiadują w internecie. Tam pozwalają sobie już na wszystko.

I niby każda chce być inna, wyjątkowa, niepowtarzalna, prezentować się jako ta, która „naprawdę ma wywalone i jest mega wyluzowana”, a jednak potem zamyka okno przeglądarki, odkłada laptopa i umordowana życiem idzie obierać marchewkę do zupki bez soli i pieprzu.

Ale są jeszcze takie matki jak ja. Które wiedzą, czego chcą, jak ma wyglądać ich macierzyństwo i nie potrzebują tych wszystkich zakłamanych matek, na których trzeba się wzorować. Takie, które potrafią oprzeć się presji otoczenia i powiedzieć: „Kurde, nie chcę karmić piersią, bo nie i już” albo „Nie znoszę gotować i będę podawać słoiczki”. Takie, które w domowym zaciszu śmieją się za tym całym pędem w dążeniu do (nie)perfekcji, a tak naprawdę… splendoru, sławy i pieniędzy.

Takie matki jak ja, które po fachową wiedzę i doradztwo pójdą do lekarzy i autorytetów, zamiast czerpać wiedzę z domorosłych specjalistów w osobie innej matki, która zjadła wszystkie rozumy tylko dlatego, że urodziła dziecko i umie googlować w internecie.


Czyżby kobiety same sobie były winne? Premier uważa, że przemoc domowa występuje w związkach nieformalnych. Jak weźmiesz ślub przestanie się znęcać?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 stycznia 2018
Fot. iStock/avor_of_God

Widzę skuloną kobietę, ze wzrokiem wbitym w ziemię, która niepewnie porusza się po własnym mieszkaniu nie chcąc zdenerwować męża tyrana.

Może jeszcze miała przez chwilę nadzieję, może z nowym rokiem postanowiła, że zmieni swoje życie, że wycofa się z piekła, w którym żyje, może uwierzyła choć odrobinę, że ktoś jej pomoże, że otrzyma wsparcie. Tymczasem dostała w pysk tym razem nie od męża, ale ze strony tych, którzy powinni jej bronić, którzy powinni piętnować patologię przemocy. Premier Morawiecki mówi otwarcie, że w jego przekonaniu do przemocy dochodzi w nieformalnych związkach, że w małżeństwie opartym na tradycji chrześcijańskiej takie sytuacje nie mają miejsca, a jeśli już to zdarzają się bardzo rzadko.

Cóż, kiedy ona stała przed ołtarzem i w obecności gości i Boga przysięgała, że na dobre i złe, tyle, że wtedy nie rozumiała, co to złe znaczy. Bo co złego mogłoby ją spotkać ze strony mężczyzny naprzeciw którego stała, który patrzyła na nią z miłością i czułością? Jak mogła przypuszczać, że on zgotuje jej na ziemi piekło?

Panie Premierze rozmawiałam z niejedną kobietą, która doświadczyła przemocy ze strony mężczyzny, z którym żyła, którego kochała i proszę uwierzyć, że 98% ofiar było w związkach formalnie, także przez Kościół katolicki, usankcjonowanych. Tak, wiem, zaraz usłyszę, że co innego brać ślub kościelny, a co innego być wierzącym katolikiem, który co niedzielę jest w kościele. Tymczasem jestem przekonana, że istnieje cała masa takich katolików, którzy podnoszą rękę na swoją żonę, tak jak jest wielu biznesmenów, którzy się nad nimi znęcają psychicznie, tak jak są faceci stosujący przemoc ekonomiczną wobec swoich żon. Wiara nie ma tu znaczenia. Czy on wierzy, czy nie, czy chodzi do kościoła czy nie chodzi. Czy się z tego spowiada. Wątpię, żeby za grzech uważał rąbnięcie swojej żony od czasu do czasu i potraktowania jej niewybrednymi wyzwiskami, w stylu „Ty ku*wo beze mnie zdechniesz”. Bo gdyby tak uważał, to nigdy, przenigdy by tego nie zrobił. I tu nie ma znaczenia, czy żyje zgodnie z wartościami chrześcijańskimi czy z tymi wpojonymi przez rodziców, którzy nauczyli go szanować drugiego człowieka i traktować innych tak, jak sam chciałby być traktowany.

W Polsce przemocy domowej doświadcza co roku około 800 tysięcy kobiet. Panie Premierze są wśród nich kobiety wykształcone, jest dyrektor przedszkola, szkoły, jest szefowa jednego z działów dużej korporacji, jest ta, która prowadzi własny biznes. Są matki, którym mężowie uniemożliwiają powrót do pracy, są te, które wraz ze swoimi mężami prowadzą biznes. Wśród mężczyzn, którzy za niegospodarność, nieposłuszeństwo, brak wdzięczności biją swoje kobiety – są lekarze, nauczyciele, pracownicy korporacji, posłowie i senatorzy. Także oni, a nie tylko ci, co wchodzą do sklepu po pięć browarów i śmierdzą z daleka tanimi papierosami.

Znam kobietę – ślub kościelny, było cudownie, pięknie, nic nie wróżyło nadchodzącego koszmaru. Mąż pobił ją po raz pierwszy, gdy ich wspólne dziecko – noworodek – płakało w nocy, a ona nie mogła go uspokoić. Znam tę, którą mąż pobił i zgwałcił miesiąc po ślubie. Znam też taką, której mąż – nie konkubent, nie partner, nie narzeczony, połamał żebra rzucając nią o kaloryfer. Znam też historię kobiety, którą ratował nastoletni syn, gdy jego ojciec kopał jego matkę po głowie. Znam małżeństwo, w którym on wlewał jej do butelki po szamponie żrące płyny…

To nie są jakieś wyjątkowe sytuacje, to nie są jakieś jednorazowe zdarzenia. To się dzieje tu i teraz. Na dworcu tuż po Bożym Narodzeniu wzywałam policję słysząc, jak ogromny mężczyzna wyzywa swoją kobietę, wyzywa tak, że nie da się tego nawet słuchać z boku. Nikt nie reaguje, wszyscy przechodzą, bo jeśli tylko ktoś próbował mu zwrócić uwagę, ten rzucał się z pięściami.

Za chwilę usłyszymy, że to kobiety są sobie winne za to, że doświadczają przemocy, bo nie biorą ślubu, a nawet jak wezmą, to są głupie, że wcześniej nie zobaczyły psychopatycznych zapędów swojego męża. I skoro same się pakują w takie związki, to niech same sobie radzą. Przecież w głupotę kobiet rząd się mieszać się nie będzie, ba uzna nawet, i tak na dzisiaj słabo działające, prawo ochrony ofiar przemocy za nieistotne. A wtedy już nie będzie mieć skrupułów przed wykręceniem się z konwencji antyprzemocowej.

Polecam Premierowi i tym mającym podobne poglądy, wizytę w domu kobiet, które uciekły przed mężem tyranem, które tam szukają schronienia i bezpieczeństwa. Proszę spędzić tam jeden dzień i wysłuchać tych historii z ich najbardziej drastycznymi momentami.

Nadal kompletnie niezrozumiała pozostaje dla mnie umniejszanie problemu. Przemoc domowa w Polsce istnieje, co tydzień w jej wyniku giną trzy kobiety. Ile nie zgłasza, że są katowane, ile nie zdaje sobie sprawy, że mąż znęca się nad nimi psychicznie, ile popełnia z tego powodu samobójstwo, choruje na ciężką depresję? Dlaczego nieustannie próbuję się to zignorować, udawać, że problemu nie ma, szukać tłumaczeń, usprawiedliwień, w imię czego? Własnych światopoglądów, wartości? W imię ochrony kolegów, którzy biją swoje żony, ale każdy na to przymyka oko?

Widzę tę kobietę skuloną, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Kobietę, która drży na dźwięk otwieranych drzwi, kobietę która nie wie, jak zakończy się dzisiaj jej dzień. Kobietę, która wyszła za mąż wierząc, że u boku właśnie tego mężczyzny spędzi szczęśliwe życie, a on okazał się katem.


Zobacz także

Regulamin konkursu „Marzenia są po to, by je spełniać”

Powiedz, jakie jest pierwsze zwierzę, które dostrzegłeś na tym obrazku, a dowiesz się czegoś o swojej osobowości

„Kobiety, które czytają zbyt dużo są niepłodne”. 10 bzdur na temat kobiecego ciała, w które niektórzy do dzisiaj wierzą