8 rad od architekta wnętrz, jak urządzić mieszkanie, żeby potem nie narzekać, że coś nie pasuje

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
21 października 2017
Fot. iStock/Tempura
Fot. iStock/Tempura
 

Jeżeli niebawem czeka cię aranżacja nowego mieszkania lub przygotowujesz się do kapitalnego remontu i wydaje ci się, że to nic trudnego, skoro niedaleko ciebie znajduje się jeden ze szwedzkich sklepów meblowych, jesteś w błędzie. Nawet najbardziej szczegółowy katalog z Ikei nie pomoże, jeśli dobrze nie przygotujesz się do tego zadania i nie przemyślisz w każdym detalu, jak chcesz mieszkać i co jest dla ciebie ważne.
Gdyby aranżacja była tak łatwa, większość z nas nie rozważałaby kapitalnego remontu już po kilku latach od wprowadzenia się do nowego mieszkania. Jeśli zależy ci, by czuć się dobrze i komfortowo, a jednocześnie dysponujesz ograniczonym budżetem, powinnaś wiedzieć, na jakie rzeczy należy zwracać uwagę przy urządzaniu swoich czterech kątów. Niektóre niuanse mogą cię zaskoczyć. Po rozmowie Anną Poprawską, architektem wnętrz i dyrektorem operacyjnym Homebook.pl, udało nam się wybrać kilka kluczowych zagadnień, o których często zapominamy.

Wybierz styl, który ci się podoba

Ważne, aby mieszkanie, które zaaranżujemy, było ładne, urządzone ze smakiem i w stylu, który nam się podoba. Nie warto kierować się wyłącznie modą oraz ślepo kopiować rozwiązania, które   widzieliśmy w innych wnętrzach, ponieważ po czasie okazać się może, że po pierwsze: nie pasują do naszego charakteru, po drugie: nie są ponadczasowe, czyli wraz z nowym sezonem mamy  ochotę wszystko wymienić, a po trzecie: nasze mieszkanie wygląda podobnie do wszystkich, którzy kopiują rozwiązania z aktualnych kolekcji czy katalogów – wyjaśnia Anna Poprawska. Kierowanie się tym, co aktualnie jest modne, może skończyć się tym, że z niechęcią będziemy wracać do domu, w którym panuje minimalizm i stonowana kolorystyka, podczas gdy mamy romantyczną duszę i odprężająco działają na nas ciepłe barwy.

Weź pod uwagę możliwości aranżacyjne i własny styl życia

Wciąż jesteś pod wrażeniem granatowej ściany, którą widziałaś w swoim, ulubionym serialu? Weź pod uwagę, że tamten salon zapewne miał ze 40 metrów kwadratowych, czyli mniej więcej tyle, ile całe twoje mieszkanie. – Jeżeli przeniesiemy takie rozwiązanie do małego, słabo doświetlonego salonu w bloku, może się okazać, że nie wygląda to dobrze, wnętrze jest ciemne i nie takie jak sobie wyobrażaliśmy – wyjaśnia ekspertka. – Ponadto inspirując się czymś, co widzieliśmy, zanim skopiujemy rozwiązanie zastanówmy się, czy oby na pewno będzie pasować do stylu życia naszej rodziny. Ekskluzywna, biała kanapa może nie sprawdzić się w domu, w którym są dzieci i zwierzęta. Najgorzej, gdy oba te błędy wprowadzimy do jednego pomieszczenia – dodaje. Niezadowolenie z mieszkania gwarantowane.

Nie oszczędzaj na podłodze i drzwiach

– Jeżeli mamy ograniczony budżet i nie możemy pozwolić sobie na zakup całego wyposażenia dobrej jakości, zainwestujmy w dobre podłogi i drzwi wewnętrzne. Dzięki temu zabiegowi sprawimy, że wnętrze będzie wyglądało stylowo i ekskluzywnie – podpowiada architekt. Nie należy też oszczędzać na sprzętach, meblach kuchennych i wyposażeniu łazienki, jeśli nie chcemy wymieniać ich tuż po terminie gwarancji. Nie bez powodu mówi się, że oszczędny płaci dwa razy.

Pamiętaj o oświetleniu

Z reguły skupiamy się tylko na oświetleniu sufitowym. Czasem dokładamy do tego jakąś stojącą lampę (jeszcze do niedawna rozglądaliśmy się za kinkietami). Nie zawsze mamy świadomość, że odpowiednim rozmieszczeniem światła możemy w prosty sposób sprawić, że pomieszczenie będzie bardziej przytulne, możemy wydzielić strefy w mieszkaniu lub dodać wnętrzu charakteru. To samo dotyczy aranżacji okien. Rzadko zastanawiamy się, jak powinny być udekorowane. Na ogół sięgamy po proste rozwiązania, gdy już całe pomieszczenie jest urządzone i nie mamy już pola do popisu, a to błąd. – Często zapominamy, że odpowiednia aranżacja okna może podkreślić klimat mieszkania lub nadać mu charakter. Warto pomyśleć o tym na etapie wyboru mebli czy dekoracji aby później nie musieć decydować się na klasyczne, pospolite rozwiązania – doradza Poprawska.

Ergonomia w kuchni to podstawa

Aby codzienne przygotowywanie posiłków sprawiało nam przyjemność (a przynajmniej nie było zmorą), trzeba w odpowiedni sposób ją zaprojektować. Rozmieszczenie sprzętów i blatów roboczych jest tutaj kluczowe. Najwygodniejsza sekwencja wygląda następująco: lodówka, blat odstawczy, zlew, blat do przygotowywania posiłków, następnie płyta czy kuchenka gazowa. –Nawet jeśli dysponujemy malutką kuchnią, powinniśmy zadbać o tę kolejność. Chociaż wydaje nam się, że wszystko mamy pod ręką, to z czasem złapiemy się na tym, że coś nie gra, czegoś brakuje- np. blat pomiędzy zlewem a płytą jest za mały albo nie mamy miejsca na odstawienie rzeczy, które wyciągamy z lodówki – wyjaśnia ekspertka.

Myśl o przyszłości

Zastanów się, czy aby na pewno będziesz zapraszać gości na wystawne kolacje i czy potrzebujesz ogromnego stołu na 12 osób, który niemal przez cały rok stoi w kącie. Jeśli go potrzebujesz, znajdź taki, który łatwo się składa i wkomponuj go tak, by na co dzień nie wadził. Zastanów się również, czy potrzebujesz miejsca do spania dla gości. Nawet jeśli takie sytuacje zdarzają się sporadycznie, lepiej być przygotowanym. – Obecnie w sklepach można znaleźć wiele pięknych sof i narożników, które w niczym nie przypominają już tapczanów czy wersalek. Z pewnością znajdziesz gustowny mebel, który nie dość, że się rozkłada, to jeszcze pomieści kołdrę i poduszkę – zapewnia architekt.

Zaplanuj szafy i schowki

To szczególnie ważne wtedy, gdy aranżujemy niewielkie mieszkanie. Często nad szafkami kuchennymi pozostaje miejsce, które śmiało można zabudować. To idealny schowek na przedmioty, których rzadko używamy. To samo dotyczy przedpokoju – jeśli jest miejsce na szafę wnękową, zróbmy ją. – W moich aranżacjach często stosuję tzw. „wiszącą szafę”. Chodzi o to, by zostawić 20-30 centymetrów wolnej przestrzeni pod szafą wnękową po to, by móc odstawiać tam buty, w których właśnie weszliśmy do domu lub których często używamy – doradza Ania Poprawska. Warto również zastanowić się nad szafkami w łazience. Często zdarza się, że kosmetyki i akcesoria łazienkowe musimy trzymać na wierzchu, ponieważ na etapie projektowania nie zaplanowaliśmy wystarczająco dużo miejsca do
przechowywania. Nawet w małej łazience są miejsca, które możemy zabudować i zyskać dodatkową przestrzeń na chemię czy kosmetyki – np. zabudowa nad wc czy szafka z lustrzanymi frontami nad umywalką zamiast samego lutra – dodaje ekspert.

Myśl o swojej wygodzie

Chodzi o detale, o których często zapominamy, a których brak może z czasem doprowadzić nas do szału. Jeżeli w trakcie zakładania butów lubisz siedzieć, zastanów się nad niewielkim szezlongiem, fotelem lub stołkiem w przedpokoju. Jeśli przed wyjściem z domu chcesz się upewnić, że wyglądasz dobrze, nie zapomnij o dużym lustrze, żebyś nie musiała potem w płaszczu biegać do sypialni. Zadbajmy o porządny materac, żeby nie narzekać później na bóle kręgosłupa. A jeśli lubimy, gdy na ścianach wiszą rodzinne fotografie i dziecięce rysunki, wybierzmy dla nich odpowiednie miejsce, by potem nie wieszać wszystkiego jak popadnie.

Jeżeli zastosujesz się do wszystkich, powyższych rad, jest wielce prawdopodobne, że stworzysz miejsce, w którym będziesz czuć się dobrze. Dlatego też (wiem, to trudne), okiełznaj swoją euforię i przestań jak opętana śledzić wszystkie wnętrzarskie nowinki, a skup się na tym, co jest dla ciebie najważniejsze i gdzie czujesz się dobrze.

HOMEBOOK vol. 4

HOMEBOOK vol. 4

Homebook.pl to portal współtworzony przez architektów pełnych pasji, którzy chętnie dzielą się wiedzą i doświadczeniem. Użytkownicy szukają na portalu inspiracji i produktów do urządzenia mieszkania ale także porad specjalistów. Niedawno pojawił się na rynku kolejny album, zawierający projekty wnętrz autorstwa wyselekcjonowanych polskich pracowni, współpracujących z serwisem Homebook.pl, w którym można znaleźć 30 oryginalnych i inspirujących projektów, prezentujących różne style, aktualne trendy i ponadczasowe rozwiązania.

Anna Poprawska

Anna Poprawska

Anna Poprawska – projektant wnętrz. Na co dzień zawodowo związana z portalem Homebook.pl, którego współtworzy od pięciu lat. Fascynuje ją architektura pasywna oraz prostota i estetyka skandynawskiego designu. W aranżacji wnętrz stawia na jakość i funkcjonalność. Prywatnie pasjonatka coachingu, jogi oraz mody.


„Krystyna nie wie, że dziś można wszystko. I że życie może być przyjemne, a przyszłości nie należy się bać”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 października 2017
Fot. iStock/svetikd
Fot. iStock/svetikd
 

Klaudia

Młodziutka, zrobiła właśnie licencjat z kosmetologii. Pyskata, pofarbowana w tym miesiącu na rudo. Włosy wyprostowane, długie rzęsy, rozmiar 11, hybryda na stopach i dłoniach. Aktualnie granat z efektem lustra. Makijaż delikatny, tylko krecha na powiece. Taka w stylu lat sześćdziesiątych. Wydłuża oko. Jest seksowne spojrzenie wtedy. Ma szczęście. Jest właścicielką mlecznej cery. Na przedramieniu​ tatuaż. Anioł o twarzy kobiety z wielkimi skrzydłami. Ma ją chronić, choć Klaudia w Boga jakoś tam szczególnie nie wierzy. Tatuaż będzie chciała poszerzyć. Marzy, by zrobić sobie rękaw. No zobaczy się.
Ma krągłą figurę, ale jak to mówi z dużą pewnością siebie, ma mnóstwo powierzchni erotycznej. W ogóle z tym erotyzmem jest śmiała. To temat dla niej jak każdy inny. Wychowana przez fejsa, insta i Twittera nie ma problemu z własną seksualnością. Ciało jest po to, by je pokazywać. Wrzuca na swoje profile mnóstwo selfie. Zbiera lajki. To jej daje pałera. Ubiera się modnie, jest towarzyska, ma mnóstwo znajomych i followersów. Może kaska z tego będzie. No zobaczy się. Publikuje trendy w makijażu, najczęściej to ona jest modelką. Twarz ma piękną, jakiś filtr w smartfonie i jest profeska. Lubi być w centrum zainteresowania. W szkole uczennica niezła, zawsze rzucająca się oczy. Raczej w uszy, dokładniej mówiąc, bo jej niewyparzony język czasem granic nie znał. Potrafiła dogadać, ale przeprosić na szczęście też. Klaudię się albo uwielbiało, albo nienawidziło. Była pewna siebie, głośna, inteligentna i wesoła.

Dość szybko nawiązała znajomości z płcią przeciwną. Pierwszy seks w gimnazjum dla próby. Zero uczucia. Po prostu ciekawość jak to jest. Było poprawnie. Bez fajerwerków. No dupy nie urwało. Miała kilku poważnych chłopaków. Mieszkała z dwoma. Za jednym do Anglii nawet pojechała i pół roku pracowała na zmywaku. Z tym drugim była zaręczona i zerwała te zaręczyny. Przeszło jej. Obecnie mieszka z Mikołajem. Jest szczęśliwa. Fajny seks, dogadają się, pracują. Chce otworzyć własny biznes, może zrobić drugie studia albo wyjechać zagranicę. Sama nie wie. No zobaczy się. Z Mikołajem planuje życie, ale czy wypali. Tyle związków już miała. Jednak wesele po cichu sobie planuje. Kieckę już wybrała, lokal i świadkową. Fajna impra będzie. Ale czy Mikołaj to ten jedyny. No zobaczy się. Tego kwiatu to pół światu, jak mawiała ciotka.

Życie nauczyło Klaudię bycia twardą, bezwzględną suką. Raz się zakochała jak gówniara. Pieprzony raz. A on pobawił się, wykorzystał i wyrzucił. Tam w Londynie. Klaudia więc w związku jest teraz tą połówką, co kocha mniej.

Ma świetną relację z mamą. Są przyjaciółkami. Rozmawiają o wszystkim. O facetach głównie. Matka się rozwiodła. Ma teraz nowego chłopaka. To oni są ich problemem. Oprócz tego związki, zdrady, stresy w pracy i czasami korki. Bo wiecznie spóźnione dokądś pędzą. Żyją tu i teraz. Przyszłość  jest niezaplanowana. Tyle może się wydarzyć, więc po co składać życie w kosteczkę. Nie martwią się o byt. Praca jest, jedzenie też, mieszkanie, znajomi.  Może boją się raka, chorób szeroko pojętych. I starości. Mają jednak to szczęście, że medycyna daje szansę. I od czegoś jest botoks i inne cudowne wynalazki. Życie w ogóle daje im szanse. Więc korzystają. Przecież można wszystko. No zobaczy się.

Krystyna

Dziś ma 95 lat, późna jesień życia. Już nie słoneczna i ciepła. Raczej szara, bura i ciemna. Najgorsze to, że ona jest świadoma wszystkiego. Głowa ma się nieźle. Ciało odmówiło posłuszeństwa, a kiedyś sądziła, że młoda i piękna będzie zawsze.

I faktycznie urodziwa była. Smukła, wysoka, z grubym lnianym warkoczem. Podobała się chłopakom ze wsi. Ale skromność nakazywała jej być cichą i uległą, inaczej ojciec po tyłku by dał. A bił nie jeden raz. Sznurem czy witką, taką cienką, która powietrze cięła na pół. Nie mówiąc o Krysinej skórze, zimą alabastrowej, a latem oliwkowej od pracy w polu.

Za mąż poszła w wieku 17 lat. Skończyła kilka klas, by pisać i czytać umieć. Matka uczyła roboty w domu. Była gotowa. No prawie. Zenek może i miły był chłopak, ojce bogate. Ale spać z nim pod jedną pierzyną? Była przerażona. Tak samo jak krwi pierwszy raz dostała. Myślała, że umiera. Pobiegła do matki, a ta jej jaką szmatę dała i kazała od tej pory na chłopów uważać. Nic więcej nie powiedziała.

Co miesiąc przez jakiś czas Krystyna bała się, że umiera. Potem przywykła. Tak samo jak musiała przywyknąć do Zenkowego spojrzenia, które ją pożerało. I jego dłoni dotykających wszędzie i jego w niej, co to paliło potem wszystko, i ból nieznośny czuła. Ale nie skarżyła się. W dniu wesela matka rzekła, że żona musi być uległa, nawet jak nie chce. Krystyna zatem była, choć jeszcze nie była świadoma, czego to ma dotyczyć. Za kilka godzin, w noc poślubną się dowiedziała.

Jak w ciążę zaszła to też nie wiedziała nawet. Skąd niby miała. Matka poznała, że Kryśka zaciążyła. Dziwne uczucie to było. Brzuch rósł i od środka łaskotał. Nikt się nie litował. W polu robiła jak inni. W polu zresztą też urodziła. Akurat ją naszło przy żniwach. Gorąc był. Na szczęście chłopak urodził się zdrowy. Zenek dumny jak paw po wsi chodził, ale przy dzieciaku nie pomagał. No jak, chłop je od roboty, nie od dzieciów.

Długo się pierworodnym nie nacieszył, bo Niemce przyszli, wojna wybuchła, do wojaczki iść musiał. Krystyna została u teściów, dzieciak rósł, a ona sama. Zenka jakoś nie wypatrywała. Spokój był przynajmniej i w środku nie paliło. Pracowała też u Niemców, gdy naszli na wioskę. Trudno było. Ale Niemki się litowały nad młodą matką. Po wojnie Zenek nie wrócił. Szukali, jak umieli, ale szanse coraz mniejsze. Do wsi wracali inni mężczyźni, nowe rodziny zajmowały stare chałupy. Niemcy pouciekali. I tak pojawił się Władysław.

Kiedyś jego ojce tu mieszkali, wrócił z matką w jej rodzinne strony. Jak go pierwszy raz zobaczyła, w środku poczuła ciepło. Miłe. Znów nie wiedziała, co się dzieje. Ale pod pierzyną on się w jej snach pojawiał. A były tylko ukradkowe spojrzenia. W kościele, na odpuście, w polu. We wsi wiedzieli, że Krysia niby wdowa, co to jej chłop nie wrócił z wojny. Ale pogrzebu nie było, no to ona Zenkowa nadal była. A uczucie kwitło.

Zakochała się. Władysław też. Miłość zakazana. Ich były pola, pagórki za lasem. Teraz dowiedziała się, czemu pod taką pierzyną mogłoby być przyjemnie. Jak zaszła w ciążę, teście ją wygnali, Władysława ludzie przeklęli. Rodzice Krysię przygarnęli, ale wilkiem patrzyli. Zamkli w chałupie do rozwiązania, co by wstydu nie czuć. Urodziła dziewczynkę. Znów była sama. Władysława pożenili z najmłodszą córką kowala. Za karę chyba, bo zezowata była. Bóg też mu nie darował. Dzieci nie mieli. Bolało. Krysia cierpiała w milczeniu. Odbywała pokutę.

Na szczęście Jadzia w matkę się wrodziła, nazwisko Zenka nosiła. Pięknie się chowała. Matka była dumna. I lata na wsi mijały na pracy. Natura wyznaczała rytm. Problemem był nieurodzaj, choroby bydła i ludzi. Z rodziną się żyło i pracowało. Obowiązywał swoisty kodeks, tematy tabu. Ludzie bali się Boga, wojny, głodu. Z pokorą brali to, co dawał los. Krystyna też się bała. Cierpienia, kary za grzechy i samej śmierci, co to czyhała za drzwiami. Była innym pokoleniem, z pochyloną głową znoszącą swój los, tak ciężki, bo wojną i biedą naznaczonym.

Nie wiedziała, że można wszystko. Że pół wieku później życie wygląda inaczej. Czasem odwiedza ją wnuczka. Teraz ruda się zrobiła i taka wymalowana jak na odpust. Żyje z chłopem bez ślubu. Te młode ludzie żyją garściami, łapią i prą do przodu. Wstydu nie znają i Boga się nie boją. A ojce w grobach się przewracają. Krystyna nie wie, że dziś można wszystko. I że życie może być przyjemne, a przyszłości nie należy się bać. Można żyć dniem dzisiejszym, a reszta. No zobaczy się.


 

autorka: Ann Poli


O kocie, przywiązaniu, przemijaniu i o miłości…

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 października 2017
Fot. iStock/ArtMarie
Fot. iStock/ArtMarie
 

W poniedziałek kiedy jechałam na wieczorną jogę na drodze do naszej wsi zauważyłam nieżywego kota.

Leżał tuż na skraju drogi a obok niego leżała martwa mysz. Zginęli oboje. Wysiadłam z samochodu, nagle księżyc zaświecił wyjątkowo mocno. Wstrzymałam oddech. O nie! To niestety był jeden z naszych kotów.

Kotka Nenka – niepokorna, trochę głupiutka ale za to – jak to bywa w życiu – nieco też słodka. Kotka, która urodziła sie w wielokociej rodzinie tutaj na wsi. Pewnego letniego popołudnia, wiele lat temu wprosiła się do nas ale zawsze była trochę nasza-nie nasza.

Trochę wiejska-trochę domowa. Kochała wolność a jak wiadomo bezpieczniejsze dla kota (zaraz, zaraz a może nie dotyczy to tylko kotów?) jest leżenie w stanie wykastrowanym i tycie na kanapie.

Kotkę pochowaliśmy ze wszystkimi honorami a wcześniej długo rozmyślałam o przemijaniu i o tym że nic w życiu nie jest pewne i koleje losów ale że może przynajmniej była szczęśliwa, bo co to za życie tylko na kanapie ale może jednak nie warto się wychylać….I tak w kółko…

Dwa dni potem wcześnie rano usłyszałam znajome miauczenie. Drogą do naszego domu biegła kotka Nenka.

Ostatnio prowadzę dużo warsztatów, jeżdżę sporo, piszę dużo, kaszlę i mało śpię. Zatem pierwszą myślą było – zaraz, zaraz czy wszystko ze mną jest w porządku? A może kotka zmartwychwstała? Chce nam coś powiedzieć? Przekazać ważną wiadomość z tamtej drugiej strony lustra?

Tak! To była ona. Zjadła, dała się pogłaskać i zanim zdążyłam z nią pogadać – poszła sobie. Jak zwykle.

Szkoda, że cuda tak rzadko się zdarzają!

Pochowaliśmy zapewne kociego sobowtóra z rozlicznej i bezdomnej rodziny Nenki – jest sióstr i braci, tudzież ciotek i wujków. To była pomyłka.
Ale jest jeszcze wytłumaczenie naukowe, które szybciutko przytoczył mój mąż.

Kot Schrödingera – jednocześnie żywy i martwy.

„Austriacki fizyk Erwin Schrödinger wymyślił zamkniętego w pudełku kota, na którym wykonał (nie wykonał?) wyjątkowo wredny eksperyment. W hipotetycznym pojemniku zainstalował równie hipotetyczne źródło promieniotwórcze, które raz na godzinę emituje jedną cząstkę, oraz licznik Geigera, który ma obowiązek ją wykryć (również hipotetycznie). Jeśli wykryje, uwalnia trujący gaz i kot ginie. Gdy otworzymy pudełko, kot powinien być albo żywy, albo martwy. Jednak nigdy nie wiadomo, czy źródło promieniowania uwolni cząstkę, czy nie. A więc jako obiekt kwantowy kot jest i żywy, i martwy jednocześnie. Dopiero po otwarciu pojemnika dowiemy się, jak jest naprawdę”.

(cytuję za Crazynauka.pl)

Być jednocześnie żywym i martwym. To jest dopiero kosmos!
(Aczkolwiek fizyka kwantowa wydaje mi się bardziej kosmiczna niż przybycie naszej kotki z zaświatów!)

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska.


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Nie masz czasu i ochoty na sprzątanie? Ten odkurzacz zrobi to za Ciebie!

Mat. prasowe

Martyna Wojciechowska wspiera akcję „Po stronie natury”. Każdego dnia jeden człowiek zużywa około 120 litrów wody

Fot.  Screen YouTube /Dr. Filmgood Audiovisual Studio

Nie ma brzydkich ludzi, są tylko ludzie zaniedbani. Ten bezdomny udowodnił, że każdy może być atrakcyjny. Niesamowita metamorfoza!