6 zachowań, którymi utrudniasz sobie życie, choć o tym nie wiesz

Redakcja
Redakcja
25 września 2017
Fot. iStock / Viktor_Gladkov
 

Dobrych rad i pomysłów na szczęśliwe życie jest wiele, a i tak każdy z nas wybiera po swojemu, w jaki sposób chce żyć. Ci, którzy posiedli klucz do szczęścia twierdzą, że poza zwykłym fartem i splotem dobrych zdarzeń, swoje powodzenie opierają na ciężkiej pracy, pozytywnej energii i dobrym ludziom, którymi się otaczają. 

Nawet jeśli dobro samo do kogoś przywędruje, nie oznacza to, że nie trzeba nic więcej robić, aby je zatrzymać. Co więcej, w sytuacji życiowej passy, każdy z nas może nieświadomie dokładać niechlubną cegiełkę do tego, że szczęście rozprasza się i trudno jest dostrzec pozytywne rzeczy.

Sami działamy na własną niekorzyść

W dodatku na własne życzenie pomniejszamy to, co wydaje się takie zwyczajne, a jednak jest wielką wartością samą w sobie. Szczęśliwa rodzina, zdrowie, powodzenie w pracy często doceniamy dopiero w chwili, gdy dzieje się coś, co burzy stabilizację. Nieświadomie zatrzymujemy się w pół drogi i zamiast czerpać z życia garściami, z wątpliwością przyglądamy się temu. Nawet niespodziewany spadek po stryjecznym wuju, nie będzie jawił się jako gwiazdka z nieba, jeśli zamiast wdzięczności za pamięć, będziesz zamartwiać się, że trzeba dopełnić formalności i jeszcze podatek zapłacić. To, co osiągamy w życiu i to, co nam z niego ucieka, w ogromnej mierze zależy od odpowiedniego nastawienia i idącego za tym działania.

6 zachowań, którymi utrudniasz sobie życie, choć o tym nie wiesz

1. Jesteś wybitnie zachowawcza

Nie ryzykujesz nigdy i niczym. Wolisz tkwić w bezpiecznym punkcie, niż ryzykować co masz i wykorzystać szansę. Rozsądek to wspaniała cecha, która pozwala przejść przez życie bez większych perturbacji, ale brak odwagi do rozpoczęcia zmian czy sięgania po okazje sprawia, że omija cię coś nowego, być może bardziej satysfakcjonującego.

2. Jesteś niereformowalnym uparciuchem

Przekonanie o słuszności swoich poglądów i wyborów sprawia, że żyjesz w zgodzie ze sobą. Ale ślepy upór stawia cię pod ścianą, której możesz sama nie przesunąć. Upór dla zasady często pozbawiony jest głębszego sensu, bo dyktuje go chęć odegrania się lub po prostu doprowadzenia sprawy do końca, na własnych warunkach, bez względu na konsekwencje.

3. Zazdrościsz innym

Mamy to, na co zasługujemy. Oczywiście to twierdzenie ma pewne wyjątki, ale zazwyczaj stan naszego posiadania zależy od ilości włożonej w to pracy i energii. Nie ma sensu zazdrościć koleżance pięknego mieszkania, na które ona pracuje od rana do nocy na dwa etaty, jeśli sama nie jesteś skłonna do poświęcenia. Nie porównuj się do innych, bo nigdy nie będziesz w identycznej sytuacji jak druga osoba. Poza tym mówi się, że zazdrość jest złodziejem radości, więc tym bardziej nie koncentruj się na to, co mają inni, działaj na własny rachunek.

4. Widzisz świat w czarnych barwach 

Pesymistyczne myślenie niełatwo jest zmienić, ale warto nad tym popracować. Osoby myślące negatywnie, w kategorii „to nigdy się nie uda”, doczekują się często przewidywanej klęski. To jak samospełniająca się przepowiednia. Jak ma ci się powodzić, jeśli podchodzisz do wszystkiego pesymistycznie, z brakiem wiary we własny sukces? W dodatku odpychasz od siebie ludzi, bo nikt nie ma ochoty na towarzystwo osoby, która zabija dobrą energię.

5. Szukasz problemów tam, gdzie ich nie ma

Szukasz dziury w całym i często dopowiadasz sobie rzeczy, które nie zaistniały. Każde spóźnienie koleżanki na spotkanie odbierasz jako uderzenie w twoją osobę, bo domyślasz się, że pewnie zagadała się z kimś innym, zamiast spieszyć się do ciebie. Przez ciągłe „ale” w wielu sytuacjach i podejrzliwość, nie umiesz się zupełnie zrelaksować, bo zawsze coś nie będzie ci do końca pasowało. Nie warto brać wszystkiego do siebie, pewne rzeczy zawsze będą poza twoją kontrolą.

6. Czujesz, że należy ci się wszystko

Zachowujesz się jak diva, która powinna być otoczona szczególną atencją i powszechnym uwielbieniem. Dziwisz się, że rzeczy ważne dla ciebie, nie mają takiej rangi dla innych osób. Oczekujesz w związku z tym, że otoczenie zawsze powinno ci sprzyjać, a przecież życie niesie także niemiłe niespodzianki, i zderzenie z obojętnością czy niechęcią innych, może cię zaboleć. Zejdź na ziemię ze swoimi oczekiwaniami. Często jest tak, że im niżej pochylisz głowę, tym więcej ważnych rzeczy zauważysz.


 

źródło: www.ofeminin.pl


Naprawdę uważacie, że zapalenie zniczy i wirtualny udział w proteście przeciwko śmierci Kacpra coś zmieni? A może jego śmierć mało kogo obchodzi?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 września 2017
Fot. iStock/Sage78
 

Czytam od kilku dni o śmierci 14-letniego Kacpra. Czytam i serce mi pęka, bo młody chłopak prawdopodobnie zaszczuty przez swoich rówieśników zdecydował się na tak tragiczny krok.

Jako matka nie jestem w stanie wyobrazić sobie, nawet nie próbuję myśleć, co czuje mama dziecka, które odebrało sobie życie. Jak bardzo wyrzuca sobie, że nie zdołała go ochronić, choć przecież nie siebie powinna obarczać winą za to, do czego doszło.

Tymczasem śmierć jej ukochanego dziecka stała się pożywką dla politycznej areny, ochłapem rzuconym w zgłodniały tłum, który chłopcem, który odebrał sobie życie, zaczął się przepychać, dyskutować i dowodzić swoich politycznych racji.

Ale czy ktoś odrobił lekcję po śmierci śmierci chłopca. Czy ktoś pomyślał, co tak naprawdę ta śmierć znaczy i jeśli już się zdarzyła, to może warto wyciągnąć z niej wnioski, może warto pochylić głowę, usiąść na chwilę i dopuścić do siebie myśl, co teraz zrobić, by do tej tragedii nie dopuścić.

Jasne, można teraz udowadniać, że edukacja szkolna stoi na zerowym, jeśli nie ujemnym poziomie tolerancji, że dzieci nie uczy się poszanowania praw drugiego człowieka, że w podstawie programowej brak elementów dyskusji nad innością, różnorodnością. Podręczniki do Wychowania do Życia w Rodzinie krzyczą jedną słuszną według władzy ideologią, że jedyne i normalne to heteroseksualne małżeństwo z dziećmi, które antykoncepcję opiera na kalendarzyku małżeńskim.

Nie ma w edukacji przestrzeni do rozmowy, do wyjaśniania wątpliwości, odpowiedzi na czasami głupie (bo to prawo wieku) pytania, głupie tylko z perspektywy dorosłego.

Można organizować manifesty pod Ministerstwem Edukacji Narodowej, palić znicze. Okazywać solidarność z ofiarami homofobii i mówić głośno o tym, że homofobia w naszym kraju ma się dobrze. A nawet bardzo dobrze, jeśli posłowie zasiadający w sejmie i reprezentujący społeczeństwo mówią publicznie, że śmierć nastoletniego Kacpra to wina środowisk lewicowych, które pokazują dzieciom złe wzorce. Przepraszam, trudno mi o szacunek dla pani Pawłowicz, nie rozumiem jej języka nienawiści, tak jak nie rozumiem języka nienawiści wielu z rządzących.

Homofobia w naszym kraju ma się dobrze nie dlatego, że o niej mówimy, ale dlatego, że jesteśmy społeczeństwem nietolerancyjnym, który uwielbia problemy zamiatać pod dywan, ale solidaryzować się w protestach, manifestach i zapalaniu zniczy. Cały czas mamy nadzieję, że jeden i wyjątkowy Robert Biedroń uleczy nas z homofobii, że on jako jedyny pokaże, że można być „fajnym gejem”, który nikomu nie robi krzywdy, ale jeszcze pomaga. To dużo jak na jednego człowieka, to zdecydowane przecenienie jego możliwości.

Jesteśmy nietolerancyjni, choć nie chcemy tak o sobie myśleć. Boimy się inności. Jesteśmy krajem, w którym dobrze ma się antysemityzm, homofobia i wiara, że my to naród wybrany, stworzony do wyższych celów, gdzie żaden uchodźca zadomowić się nie ma prawa.

Nie zapaliłam wirtualnego znicza dla Kacpra, nie kliknęłam „wezmę udział” w jakiejkolwiek demonstracji będącej manifestem, że nie wszyscy jesteśmy homofobami i że język nienawiści obecnie publicznie używany jest tym, którego brzydzę, jak mało czego na tym świecie.

Myślałam o chłopcu, 14-latku, który być może czuł, że jest inny, którego zaszczuli rówieśnicy przypierając go do muru, który nie wytrzymał presji… Nie wytrzymał nietolerancji, okrucieństwa kolegów. Wyobrażam sobie chłopca, który wracał do domu i nie był w stanie wyrazić tego wszystkiego, co się w nim dzieje, który nie potrafił zbuntować się, wykrzyczeć, że to nie fair, że oni nie mają racji, że nikt nie ma prawa tak traktować drugiego człowieka. I myślę o jego mamie, która jest świadkiem kupczenia tragedią jej rodziny, gdzie śmierć jej syna – największa z tragedii, jaka może zdarzyć się matce, z jednej strony ma dla każdego z nas znaczyć wiele, a z drugiej dla wielu jest pustym sloganem wykorzystywanym do publicznych rozgrywek.

Jestem mamą dwóch chłopców. Chłopców, którzy mogli być oprawcami Kacpra, a mogli być samym Kacprem. Każdy z nich, każdy z waszych synów czy córek mogli stać po jednej ze stron. Kto z was zapalających znicze na Facebooku, plujący przez lewę ramię czytając słowa posłanki Pawłowicz i powołujący się na Roberta Biedronia usiadł i porozmawiał ze swoim dzieckiem?

Kto pogardliwie spoglądający w stronę minister Zalewskiej i jej przypisujący poniekąd winę za to, co się wydarzyło, opowiedział swoim dzieciom o Kacprze?

Kto z was usiadł i uczciwie powiedział: „Ten chłopiec popełnił samobójstwo być może dlatego, że koledzy nazywali go pedziem, ciotą, bo zachowywali się wobec niego obscenicznie”.

Kto z was wytłumaczył swojemu dziecku, że „pedał”, „Żyd”, „ciota” i „down” to słowa, które krzywdzą? Które skierowane do ich kolegów mogą trafić na kogoś, kto nie będzie umiał sobie z tym poradzić. Kto wytłumaczył,że wyśmiewanie się z kolegi na wuefie tylko dlatego,że jest grubszy może też doprowadzić do tragedii? Kto w końcu powiedział swoim dzieciom, że każdy, KAŻDY z nas zasługuje na szacunek, na zrozumienie? Że tolerancja dla innych, jest tolerancją dla różnorodnego świata i że nikt nie może czuć się lepszym tylko dlatego, że nosi markowe buty, ma najnowszy model telefonu, biega szybciej od kolegów, a dla słabości nie ma przyzwolenia.

Mój młodszy syn, 9-latek, powiedział: „Mamo, ale dlaczego?”. Dlaczego koledzy mu dokuczali, dlaczego on odebrał sobie życie? Może dlatego, że takich pytań zabrakło, że brakuje rozmów w naszych domach, że unikamy tematów trudnych, a słowo „samobójstwo” nie przechodzi nam przez gardło przy dzieciach, podobnie jak homoseksualizm czy uchodźca. A przecież to jest częścią naszego wspólnego życia, tragedie, które się wydarzają są udziałem nas wszystkich. Więc może zamiast używać śmierci Kacpra jedynie do publicznego wyrażania swojego sprzeciwu wobec homofobii i piętnowania nietolerancji obecnego rządu, powinniśmy usiąść każdy ze swoim dzieckiem i opowiedzieć mu o chłopcu, który odebrał sobie życie, być może dlatego, że w kilku domach zabrakło rozmowy o tym, kim jest gej, Żyd, dziecko z zespołem Downa, gdzie nikt nie wytłumaczył, że wyśmiewanie i upokarzanie drugiego człowieka jest czymś bardzo złym, bardzo… I może doprowadzić do ogromnej tragedii. Gdzie my jako rodzice chcemy wierzyć, że nasze dziecko nie jest okrutne, i nie dokucza, ale czy mamy tego pewność?

Zacznijmy od siebie i od naszych dzieci. Tego mnie nauczyła śmierć Kacpra, do której nigdy nie powinno dojść…


Mama, znaczy piękna. Jak odnaleźć swoje piękno po porodzie?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
25 września 2017
Fot. iStock/g-stockstudio

Macierzyństwo ma wpływ na całe życie kobiety – wywraca je o 180 stopni, na nowo ustala priorytety i uczy bezgranicznej miłości. Choć z całą pewnością sprowadzenie na świat nowego życia jest jedną z najpiękniejszych chwil, często też wiąże się ze zmianami, których się nie spodziewałyśmy lub inaczej je sobie wyobrażałyśmy. Najczęściej dotyczą naszego wyglądu, pewności siebie czy poczucia własnej wartości. Jedne kobiety przechodzą przez ten etap łagodnie i z pokorą, inne nie potrafią pogodzić się ze zmianami, jakie zaszły w ich ciele po ciąży, porodzie i karmieniu piersią. Jak sobie pomóc?

Ciąża jest dla organizmu kobiety nie lada wyzwaniem. Chociaż większość z nas zdaje sobie sprawę, że stan błogosławiony wiąże się z powstawaniem rozstępów, przyrostem wagi ciała czy problemami z kręgosłupem, często jesteśmy zaskoczone zmianami, które zaszły. Co więcej, poród nie oznacza wcale, że zaraz wszystko wróci do normy. Wiele kobiet miesiącami, a nawet latami zmaga się z niechcianymi kilogramami czy bliznami. O ile mankamenty urody można z pomocą specjalistów łatwo naprawić, z psychiką bywa trudniej.

Wstręt do własnego ciała, brak pewności siebie czy drastyczny spadek libido wciąż uznawane są za tematy tabu. Kobiety, które po urodzeniu dziecka nie potrafią zaakceptować swojego ciała powinny przede wszystkim zrozumieć, że nie one jedne zmagają się z podobnymi rozterkami. Takich jak one jest wiele. Gdy z kolorowych magazynów uśmiechają się do nas sexy mamy, nie powinnyśmy im zazdrościć. Pewność siebie i uczucie kobiecości rodzą się w głowie.

Zdarza się jednak, że ciało i drogi rodne, na skutek ciąży i porodu zmieniły swój kształt, jędrność oraz funkcjonalność. Że nadmierny przyrost wagi spowodował rozstępy, a skóra pozostała obwisła mimo intensywnej pielęgnacji. Choć stosowałaś kremy i balsamy nawilżające, zapobiegające rozstępom itp., to twoje ciało odczuło boleśnie zmiany związane z pojawieniem się na świecie nowego człowieka.

W takich sytuacjach warto skorzystać z pomocy specjalistów. Jeżeli defekty te powodują psychiczną blokadę lub uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, często taka pomoc jest wręcz niezbędna. Wiele kobiet, choć pragnie czułości i bliskości, nie potrafi na nowo odkryć w sobie sexapilu np. z powodu bólu, jaki odczuwają w trakcie współżycia. Zamykają się w sobie jeszcze bardziej, zamiast szukać przyczyny. Wciąż niewiele mówi się bolesnych skutkach porodów naturalnych, do jakich zalicza się np. pęknięcie krocza czy wysiłkowe nietrzymanie moczu.

W Polsce powstaje coraz więcej klinik, oferujących kobietom profesjonalną pomoc – miejsc, w których bez skrępowania można opowiedzieć o niezadowoleniu ze swojego ciała po ciąży. Lekarze z Kliniki Kobiet Medifem doskonale wiedzą, że kompleksy, spowodowane ciążą, porodem i karmieniem piersią mają wpływ na całe życie kobiety. Wielokrotnie widzieli, jak pacjentki rozkwitały po zabiegach, o których nasze matki czy babcie mogły tylko pomarzyć. Ofertę „BellaMama” kierują do kobiet, które są świadome swojego ciała i chcą poprawić swój komfort życia.

Współczesna medycyna oferuje młodym matkom szereg zabiegów, mających na celu przywrócenie wyglądu, sylwetki sprzed okresu pierwszej ciąży oraz odtworzenie estetyki i funkcjonalności stref intymnych kobiety. Do tej pory panie najczęściej korzystały z liposukcji brzucha czy ud. Dziś można zrobić dla siebie o wiele więcej.

Komórki tłuszczowe z wybranej partii ciała mogą posłużyć do poprawy wyglądu piersi po karmieniu, a blizna po cesarskim cięciu nie musi szpecić, jeśli zdecydujemy się na jej plastykę. Innym, popularnym zabiegiem jest liposukcja wzgórka łonowego. Na uwagę zasługuje też abdominoplastyka – zabieg polegający na wycięciu nadmiaru skóry z okolic brzucha, powodującego efekt tzw. „fartucha” lub redukcję nad wzgórkiem łonowym.

Wachlarz oferowanych zabiegów jest szeroki. To, czy zdecydujesz się poprawić swój komfort życia i podnieść poczucie własnej wartości, zależy tylko od ciebie. Niezależnie od tego, czy w lustrze widzisz seksbombę czy szarą myszkę, pamiętaj, że jesteś prawdziwą bohaterką i wspaniałą kobietą, która zasługuje na to, by czerpać z życia garściami.

medifem-logoZwww-02


Artykuł powstał we współpracy z Kliniką Kobiet Medifem


Zobacz także

Najlepszy sposób na alergię? Pij więcej alkoholu – potwierdzają to naukowcy

O, nie! Tego nie wyrzucę, czyli dlaczego tak trudno nam pozbyć się niepotrzebnych rzeczy

Awantura o teściową, czyli zacznij od siebie