13 rzeczy, których nie robią osoby silne psychicznie, jeśli chcą osiągnąć to, o czym marzą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 stycznia 2018
Fot. istock/svetikd
Fot. istock/svetikd
 

Skupienie się na twoich mocnych stronach i praca nad słabościami ma kluczowe znaczenie dla wychodzenia z najtrudniejszych okresów w życiu., ale również dla osiągania sukcesów i realizowania marzeń. Sprawienie, że czujesz się ofiarą danej sytuacji, narzekanie i okazywanie cierpienia może pomóc poczuć się lepiej na krótką metę, ale w dłuższej perspektywie spowoduje więcej problemów i oddala cię od sukcesu.

Aby osiagnąć w życiu to, czego chcesz, powinieneś pozbyć się pewnych uciążliwych 13 nawyków

1. Nie użalaj się nad sobą

2. Nie oddawaj innym swojej energii (nie daj im cię zdenerwować)

3. Nie bój się zmiany

4. Nie marnuj energii na sprawy, których nie możesz kontrolować

5. Nie staraj się wszystkich zadowolić

6. Nie bój się ryzykować

7. Nie rozpamiętuj przeszłości

8. Nie powtarzaj dwa razy tych samych błędów

9. Nie oglądaj się na sukcesy innych

10. Nie poddawaj się po pierwszej porażce

11. Nie bój się samotności

12. Nie czekaj, aż „samo przyjdzie”

13. Nie oczekuj natychmiastowych rezultatatów


Na podstawie: ww.success.com

 


„Mam 27 lat, nie chcę umierać. Kocham moje życie”. Poruszający list młodej kobiety, która umiera na raka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 stycznia 2018
Fot. Facebook/Holly Butcher
Fot. Facebook/Holly Butcher
 

Kiedy nagle odchodzi osoba, która miała przed sobą całe życie, stajemy oko w oko z tą okrutną prawdą o życiu, że choroba i śmierć mogą zabrać nam najbliższych w najmniej spodziewanym momencie.

Holy, umierając napisała list. Warto przytoczyć choć fragmenty tego, co chciała przekazać innym. Warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o tym, co jest w życiu naprawdę ważne.

„To dziwne zrozumieć i zaakceptować, że niedługo umrzesz, kiedy masz 26 lat. (…) Dni mijają i po prostu oczekujesz, że tak już będzie zawsze. Aż wydarzy się niespodziewane się wydarzy. Zawsze wyobrażałam sobie, jak się starzeję, jak przybywa mi zmarszczek, jak mam wielką, piękną rodzinę, którą planowałam zbudować z miłością mojego życia. Chcę tego tak bardzo, że to aż boli.

Takie jest jednak życie: delikatne, cenne i nieprzewidywalne, a każdy dzień jest darem, a nie twoim prawem.

Mam 27 lat. Nie chcę umrzeć. Kocham moje życie. Jestem szczęśliwa. Zawdzięczam to moim bliskim. Ale nie mam wpływu na moją chorobę i śmierć.

(…) Chcę tylko, żeby ludzie przestali martwić małymi, bezsensownymi problemami w życiu i starali się pamiętać, że wszystkich nas czeka to samo. Róbcie, co możecie, by ten czas godny i wspaniały.

Rzucam poniżej kilka myśli, miałam wiele czasu, aby zastanowić się nad życiem przez ostatnie kilka miesięcy. (…)

Kiedy martwisz się błahostkami, pomyśl o kimś, kto naprawdę ma problem. Bądź wdzięczny za to, że twój jest drobny i przebolej go. (…)

Zobacz, jak niebieskie jest niebo i jak zielone są drzewa. To takie piękne. Pomyśl, jakie masz szczęście, że możesz to zrobić – oddychać.

Być może utknąłeś dziś w korku, nie wyspałeś się, bo dzieci nie pozwoliły ci zasnąć albo fryzjer za bardzo skrócił ci włosy. (…)

Niech to wszystko pójdzie w niepamięć … Przysięgam, że nie będziesz myślał o tych rzeczach, kiedy nadejdzie twoja kolej. To wszystko jest nieistotne, gdy patrzysz na życie jako całość. Patrzę, jak moje ciało rozpada się na moich oczach, nic nie mogę na to poradzić i jedyne, czego sobie teraz życzę, to to, żeby przeżyć jeszcze jedne urodziny lub święta z moją rodziną lub jeszcze jeden dzień z moim partnerem i psem. Jeszcze tylko jeden…

(…) Doceń dobre zdrowie i sprawnie funkcjonujące ciało – nawet jeśli nie jest ono w idealnym rozmiarze. (…)

Bądź wdzięczny za każdy dzień, w którym nie odczuwasz bólu, a nawet dni, w których źle się czujesz, bo jesteś „tylko” przeziębiony , bolą cię plecy albo skręcisz kostkę. Zaakceptuj, że to „gówno”, ale bądź wdzięczny za to, że nie zagraża życiu i niedługo minie.

(…) Dawaj, dawaj i jeszcze raz- dawaj. To prawda, że ​​jesteś tym szczęśliwszy, im więcej robisz dla innych, a nie dla samego siebie. (…) To dziwne, że masz pieniądze na koniec … kiedy umierasz. To nie jest pora, kiedy kupujesz rzeczy materialne, takie, jak nowa sukienka. M​yślisz teraz jakie to głupie, że uważamy, że warto wydawać tyle pieniędzy na nowe ubrania i „rzeczy” w naszym życiu.

Kup swojemu przyjacielowi coś miłego, zamiast kolejnej sukienki dla siebie. (…)

Doceń czas innych ludzi. Nie każ im na siebie czekać(…)

Spróbuj po prostu cieszyć się i żyć chwilą, a nie starać się uchwycić ją na ekranie telefonu. Życie nie jest po to, by uzyskać idealne zdjęcie.

Słuchaj muzyki … naprawdę słuchaj. Muzyka to terapia.

Przytul psa.

Rozmawiaj z przyjaciółmi. Odłóż telefon.

Podróżuj, jeśli o tym marzysz, nie, jeśli tak nie jest.

Pracuj, aby żyć, nie żyj, aby pracować.

Poważnie, rób to, co sprawia, że ​​twoje serce jest szczęśliwe.

Zjedz ciastko. Bez poczucia winy.

Powiedz „nie” rzeczom, których naprawdę nie chcesz robić.

Nie czuj presji dlatego, że inni ludzie inaczej rozumieją „satysfakcjonujące” życie. Możesz chcieć „zwykłego” życia i to jest w porządku.

Powiedz swoim bliskim, że ich kochasz za każdym razem, gdy masz na to szansę i kochaj ich ze wszystkich sił.

Pamiętaj też, jeśli coś cię nudzi, masz moc, by to zmienić – w pracy, miłości lub w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Miej odwagę, aby się zmienić. Nie wiesz, ile masz czasu na tej ziemi, więc nie marnuj go, jeśli jesteś nieszczęśliwy.(…)

Aha, i ostatnia rzecz, jeśli możesz, zrób dobry uczynek dla ludzkości (i mnie) i zacznij regularnie oddawać krew.

Do zobaczenia.”


Na podstawie: dailymail.co.uk

 


Czego ja teraz miałabym się bać? Latania samolotem? Groźnego psa? Już się wszystko wydarzyło

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
7 stycznia 2018
Fot. iStock/Zoran Zeremski
Fot. iStock/Zoran Zeremski

Kiedy kilka miesięcy temu spotkałam się z Wiolą po raz pierwszy w gliwickim Kafo to przecież od razu wiedziałam, że to nie będzie łatwa opowieść. Zresztą spora część z kobiecych opowieści, których wysłuchuję nie jest łatwa. Wiola przyszła wtedy na spotkanie ze swoją córeczką Zosią – śliczną i rezolutną małą dziewczynką. To był deszczowy dzień lipca.

W kwietniu tego samego roku zmarł najstarszy syn Wioli – Janek.

– Chyba napisałam do Ciebie za wcześnie. Nie, nie jestem silna – po pierwszym łyku kawy Wiola patrzy mi prosto w oczy.

Nie pamiętam czy coś odpowiedziałam ale długo potem myślałam o tym czy da się w ogóle uchwycić i zamknąć w jakieś trwałe ramy pojęcie kobiecej siły. Szczerze? Nic mądrego nie wymyśliłam.

…..

Tydzień temu w samym środku śnieżnego piątku znowu siedzimy w Kafo. Wiola wygląda jakoś inaczej.

– Kupiłam sobie nowe spodnie, hmm dość obcisłe i odważne. (Ach, to może dlatego – myślę sobie… )

Jest w tej kobiecie jakaś niezwykła energia. Coś co delikatnie pulsuje na samym dnie przykryte łzami, bolesnymi wspomnieniami i traumatycznymi przeżyciami.  Ale jednak jest!

Wiola przyniosła cały plik zdjęć.

– Kasia! Moja córka ostatnio oglądała te zdjęcia i zapytała mnie: mamo a dlaczego Ty jesteś na tych zdjęciach taka zła? Bo Ty się nigdy nie uśmiechasz..? To prawda, nigdy się nie uśmiechałam. Ale teraz już bardziej się uśmiecham niż kiedyś – dodaje Wiola

Zaczynamy od zdjęcia pod tytułem „Najsmutniejsza Wigilia świata czyli tuż po diagnozie Janka”.

– Tak, tak myślałam wtedy, że to będzie najsmutniejsza nasza Wigilia ale… o tu Janek zakłada czubek na choinkę.

– A to? – Wyciągam z pliku zdjęć takie na którym Wiola uśmiecha się promiennie (a jednak! uśmiecha się!)

– To ja w czasach biznesowych przed dziećmi – wyjaśnia mi Wiola. A ja myślę sobie – o kurcze jak ona cudnie i seksownie wygląda.

Łyk kawy i pytam:

– Wiolu, co chcesz opowiedzieć o Janku?

– A co chcesz wiedzieć?  Bo wiesz, Janek to była miłość mojego życia. Był strasznie fajnym człowiekiem. Kiedy Janek się urodził  to ja miałam wrażenie,  że unoszę się nad ziemią.  Jakbym lewitowała. (W tle słychać gwar kawiarni a ja przypominam sobie jak rodził się mój syn. I zapach tej chwili. Tak, tak ja wiem o czym mówi Wiola.)

– Wyobraź sobie, że Janek kolekcjonował scyzoryki i noże. Ale marzył też o psie, którego nie mogliśmy niestety mieć ze względu na jego chorobę – kontynuuje Wiola.

–  Pięknie rysował.  Na początku to była seria „fugonoj”, potem rysował jaskółki. Rozdawał te swoje obrazki wszystkim dookoła. Niestety po drugiej chemoterapii przestał rysować ale przeczytał za to całą serię Tytusa Romek i Atomka. (Chciałabym zobaczyć jakieś rysunki Janka ale wyobrażam sobie, że leżą pewnie skrupulatnie przechowywane w pudełeczku na dnie szafy).

– Wiesz, że to ja zdiagnozowałam chorobę Janka?  (ach, ta cholerna kobieca intuicja – myślę). Tydzień przed oficjalną diagnozą. Czułam to.

Wiola opowiada, że kiedy dostali skierowanie do szpitalu na hematologię to pojechali tam całą rodziną.

– Paweł, trzeba pójść z Jankiem do fryzjera – mówię do męża. Paweł odpowiada, że pójdą ale po powrocie ze szpitala.

– Kasia, a ja przecież wiedziałam, że zostaniemy tam dłużej.

To był październik, padał jak zwykle deszcz.

12.10.2009, pobranie szpiku i diagnoza.  Ostra białaczka limfo blastyczna.

Ma być normalnie!

Przez te wszystkie lata od diagnozy życie rodzinne  toczyło się prawie normalnie. Dzięki pomocy rodziny i sąsiadów reszta dzieci chodziła do szkoły, wyjeżdżali razem na wakacje, przyjmowali w miarę możliwości gości w domu.

– Ma być normalnie. Bo wiesz, ja byłam przekonana, że to jest długa, ale tylko chwila. Musimy zatem Janka traktować tak, żeby jak to wszystko minie mógł żyć normalnie.

Janek grał na gitarze, miał dodatkowe lekcje z języka angielskiego. Oczywiście nie chodził do szkoły, uczył się w domu ale jeździł na rowerze i biegał jak każde dziecko. W szpitalach w których przez te wszystkie lata spędzali mnóstwo czasu też starali się organizować normalne życie. Gotowali, przychodziło rodzeństwo. Obiad rodzinny na oddziale to norma przecież!

Bywały też ciężkie chwile. Wiola opowiada o tym jak tydzień przed świętami Janek wyszedł na przepustkę ze szpitala. Młodszy syn Maciek miał zapalenie płuc i musiał zostać w szpitalu a mąż zachorował na anginę.

– Jakim sposobem ja wtedy nie zwariowałam? A może zwariowałam ale  o tym nie wiem (mimo wszystko uśmiechamy się)…

Na ten temat płaczemy razem…

Janek  przeszedł  przez ten czas dwie próby przeszczepu  szpiku. Niestety nie udane. Dawcą był Paweł, tato Janka.

– Na ten temat płaczemy z mężem razem. Wierz mi lepiej się płacze z kimś.  Łatwiej się można wypłakać tak, że już nie masz łez. Na chwilkę ich nie masz, potem znowu wracają – dodaje Wiola.

Parę dni przed śmiercią Janek leżał na oddziale intensywnej terapii.

– Wiesz ja jestem legalistką, poddaję się zasadom, miał izolatkę a my mogliśmy być z nim na zmianę. Zmienialiśmy się z Pawłem co godzinę.  Czytaliśmy mu książki (myślę sobie czy kiedykolwiek potrafiłabym wrócić po latach do książki, która była ostatnią książką czytaną mojemu dziecku)

– Ale jak umierał to byliśmy razem. Zadzwonili do nas, że jest przesilenie a ja głupia myślałam, że to jest przesilenie w dobrą stronę. Skąd się u mnie wzięło coś takiego? Może chodziło o te, żebym nie płakała z nim? Była dzielna? Silna? Dla niego?

To była godzina 9:30. Janek się uśmiecha.

Ile to trzeba mieć… wiesz sama nie wiem czego? (siły? mój dopisek)

Wiola w zeszłym miesiącu zaczęła razem z dziećmi chodzić na zajęcia grupy wsparcia organizowane przez hospicjum. Powiedziała dzieciom, że  idą tam po to żeby spotkać osoby takie których nie spotkają na co dzień w szkole. Czyli takie, które niedawno straciły kogoś bardzo bliskiego.

Siła od ludzi

Wiola opowiada o rodzinie, sąsiadach i znajomych, którzy pomagali i pomagają. I o przyjaciółce. Tej samej od 35 lat.

Tyle było jasnych chwil przecież!

Kiedy Janek miał dziesiąte urodziny to zorganizowali dla klasy Janka garden party. Przyszły wtedy wszystkie dzieciaki. Albo szkolne mikołajki na których cała klasa łącznie z panią ubrała maski medyczne żeby Janek mógł być bezpieczny.  

– Janek dzięki nam był taki jaki był. To nie tylko geny. Chodzi o tą siłę, którą miał w sobie. I pogodę ducha.

Na zdjęciach z ostatnich ferii jest cała rodzina. Dzieci szaleją na sankach i nartach.

– To był ostatni czas nadziei. Po feriach Janek trafił do szpitala.

– Mam poczucie, że rodzic powinien potrafić obronić swoje dziecko. – mówi Wiola – tak jak kiedyś w prehistorycznych czasach bronił swoje dziecko przed mamutem. To taki atawizm jest. Ale się nie udało. Pieprzony mamut!

…..

Długo się zbierałam do spisania tego wywiadu.

Wiola ma w telefonie nagrany śmiech Janka. Słuchamy go w tą i z powrotem. Jak zaczarowane. Przed oczami mam radosnego chłopca – blondyna w okularach i widzę go jak wygłupia się na szpitalnym łóżku, ogląda swoje ulubione filmiki o Koniu Rafale albo przekomarza się z młodszym bratem.  

Wiola. Mama trójki dzieci. Janka, Maćka i Zosi.

– Czego ja teraz miałabym się bać? Latania samolotem? Groźnego psa?

Bo już się wszystko wydarzyło. Chyba niczego się nie boję.

PS Wiola będzie jedną z bohaterek naszej książki o sile kobiet. Dziękuję Ci Wiolu za zaufanie.


Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna  Szota – Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana, współtworzy Sunday is Monday oraz gliwicki Klub Książki Kobiecej. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie. Dziewczyna ze Śląska, wegetarianka, felietonistka i feministka.

 


Zobacz także

Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / /  CC0 Public Domain

Jak nosić trampki, najfajniejsze buty na tę porę roku? 5 top modeli

Fot. iStock/Choreograph

Nie da się być na 120%. To niewykonalne. Zmierzmy się z tym. Akcja #MiesiącKobiet

Fot. Pixabay/Unsplash  / CCO

„Nie mieszają rozumu w sprawy sercowe i serca w sprawy rozumu”. Spotykasz takich ludzi?