Pieniądze to tabu – o nich się nie rozmawia, pieniądze się po prostu ma. One wiedzą jak rozmawiać i jak na pieniądzach zarabiać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 lutego 2016
Iza Kaźmierczak i Ewa Tyralik z projektu Jestem Bogata
Iza Kaźmierczak i Ewa Tyralik z projektu Jestem Bogata

Są dwie. Brunetka i blondynka. Brunetka i szatynka. Mówią, że nie wierzą w przypadki. Pewnie dlatego spotkały się po coś, musiały znaleźć swoją drogę, okazało się, że wspólną.

Ewa pracowała w korporacji. W wydawnictwie. – Chociaż moi rodzice marzyli, bym studiowała medycynę, ja, po olimpiadzie, wylądowałam na polonistyce. Kilkanaście lat temu praca w korporacji wyglądała zupełnie inaczej, pracowało się po kilkanaście godzin i właściwie miejsce pracy było naszym drugim domem. Kiedy urodziłam córkę, próbowałam przez jakiś czas pogodzić macierzyństwo z pracą. Nawet jeździłam jakiś czas z dzieckiem przy piersi do firmy, ale to było kompletnie bez sensu. Po urlopie macierzyńskim, poszłam na wychowawczy, założyłam własną działalność i ze znajomą – prowadziłam firmę PR-owską. Na początku macierzyńskiej drogi przeszłam bardzo trudny dla mnie czas. Cierpiałam na depresję poporodową, chodziłam na psychoterapię. A w 2009 roku zapisałam się do szkoły trenerów i to było takie spełnienie trochę moich marzeń, bo zawsze chciałam być psychologiem – a ta szkoła trochę mnie do tego marzenia przybliżyła.

Iza do szkoły trenerów przyszła w tym samym roku. Także w momencie, kiedy została mamą. Na urlopie macierzyńskim szukała swojej ścieżki rozwoju. Wcześniej również pracowała w świecie korporacji – w agencji reklamowej. – Zastanawiałam się, co w życiu chciałabym robić, czy aby na pewno pokazywać dziecku, jak można sprzedawać zupki chińskie? Kiedy trafiłam do szkoły trenerów – poczułam się jak ryba w wodzie.

Sama szkoła trenerów dała Ewie i Izie możliwość odpowiedzenia sobie na pytanie – co w życiu chciałabym robić. – Związałam się mocno z Dojrzewalnią Róż i bardzo chciałam iść zawodowo w stronę pracy z kobietami nad ich samorozwojem.

Spełniło się marzenie dziewczyn, mogły pracować z innymi kobietami, dając im wsparcie, możliwość zrozumienia siebie, nazywania potrzeb, pracy nad przekonaniami.

Jedno nie dawało im spokoju – pieniądze

– Pracowałyśmy w obszarze, w którym chciałyśmy, robiłyśmy to, co jest naszą pasją, a jednak zarabiałyśmy mniej – wspomina Iza. To było frustrujące. Podczas tak zwanych empatyzujących rozmów, jedna z dziewczyn mówiła o swoich różnych obawach, wątpliwościach problemach, a druga słuchała z zaangażowaniem i pełnym zrozumieniem. Okazało się, że to co łączy Ewę i Izę to trudności w rozmowie o pieniądzach. Kluczem było rozpoznanie i nazwanie lęku, które chciały przełamać

Ale nic nie zadziało się szybko. Rozmowa – widoczny problem – rozwiązanie. Półtora roku trwało, nim powstał wspólny projekt Ewy i Izy. – Najpierw myślałyśmy o napisaniu książki na podstawie tych naszych rozmów. Ale jakoś naturalnie przyszło, że zostałyśmy przy internecie – mówi Iza.

Obie jednak tłumaczą że nie zaczynały rozmów o pieniądzach po to, by zrobić biznes, a raczej dlatego, by wydostać się ze szklanego pomieszczenia, w którym tkwiły. – Zastanawiałyśmy się, co takiego się stało, że nie możemy zarobić więcej pieniędzy robiąc to, co kochamy. Przede wszystkim przełamałyśmy w sobie opór, bo w naszym społeczeństwie pieniądze to tabu – o nich się nie rozmawia, pieniądze się po prostu ma. Natomiast, kiedy my otworzyłyśmy się na rozmowę o pieniądzach, okazało się, że to nie boli, że nie tracimy nagle duszy, że nie stajemy się materialistkami,  tylko zaczynamy mieć wpływ na nasze finanse – opowiada Iza dodając: – Pamiętam, że byłam na jakichś warsztatach o bogaceniu się i prosto z zajęć trafiłam na spotkanie z przyjaciółkami. Kiedy pod wpływem mojego szkolenia zaczęłyśmy mówić o pieniądzach, miałyśmy wrażenie jakby ktoś ściągnął z nas ciężki kamień. Okazuje się, że czasami to, co nas najbardziej przestrasza jest dokładnie tym, co powinniśmy zrobić.

– Ja z kolei odkryłam, że temat pieniędzy jest dla mnie ściśle powiązany z poczuciem własnej wartości. To, ile zarabiasz decyduje o tym, na co zasługujesz. To bardzo trudna kwestia zwłaszcza dla kobiet, które mając mniej pieniędzy często czują się gorszymi – mówi Ewa.

Iza Kaźmierczak i Ewa Tyralik z projektu Jestem Bogata

Iza Kaźmierczak i Ewa Tyralik z projektu Jestem Bogata

I tak na kanwie rozmów i doświadczeń powstał projekt

Kobiety doszły do wniosku, że „my i pieniądze to relacja na całe życie” – czy tego chcemy, czy nie.

Na początku powstał blog, gdzie Ewa z Izą dzieliły się swoimi spostrzeżeniami. Zrozumiały, że zarzekanie się, iż nigdy już nie wrócą do PR-u i strategii reklamowych to jak wylanie dziecka z kąpielą, bo przecież to są ich zasoby, na tym polu mają doświadczenie, które mogą wykorzystać w pracy z innymi kobietami.

– Dzięki temu, że skupiłam się na sobie, na swoim rozwoju zobaczyłam jak mocno moje porażki, trudne doświadczenia wpływają na to, kim dzisiaj jestem, jaką siłę mogę  z tego czerpać. Zrozumiałam, że nie ma porażek i błędów. Jest lekcja, i gdy spojrzymy na to w ten sposób, to będziemy czerpać siłę ze wszystkiego, czego doświadczamy  – mówi Iza.

I tego uczą dzisiaj inne kobiety. Na początek zachęcają do nazwania swoich potrzeb, niekoniecznie zawodowych.

Zarabiam na pomaganiu innymi ludziom

14. lutego 2015 roku dziewczyny wystartowały ze swoim pierwszym kursem: „Jestem bogata”, w którym udział wzięło 100 kobiet. – Bałyśmy się, że może tylko my tak mam z tymi pieniędzmi. A okazało się, że choć tak różni bywamy od siebie, to jednocześnie jesteśmy podobni, te same mechanizmy nami rządzą. Po rozmowie z uczestniczkami naszego pierwszego kursu zobaczyłyśmy, ile jest wspólnych ścieżek, spojrzeń na ten sam problem, przeszkód, z którymi się wszystkie borykamy.

Kluczowe rzeczy, które powodują, że nie pozwalamy sobie zarabiać więcej to nasze przekonania często nieuświadomione.  Na przykład: żeby zarobić musze się narobić, jak zacznę pracować, to moja rodzina na tym ucierpi. Często idą za nimi lęki: moi rodzice umarliby, gdyby się dowiedzieli, ile ja zarabiam. Zobaczenie tych przekonań już okazuje się być przełomowe.

– Po tym pierwszym kursie dziewczyny pisały do nas, że ruszyły im kariery, zdecydowały się na swoje biznesy, zrobiły porządki w finansach.

Przez cały rok udział w warsztatach Ewy i Izy wzięło około 1000 kobiet, tyle zajęło się tematem pieniędzy w swoim życiu. Obecnie dziewczyny oferują trzy kursy: „Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach”, „Gotowe na więcej” i „Jestem bogata”.

– Część z naszych kursów jest bezpłatna, a część płatna. Powiedziałyśmy sobie głośno, że pomaganie jest tak samo fajne, jak zarabianie. Tu nie ma alternatywy albo albo. Po prostu, im więcej zarabiasz, tym więcej możesz pomagać. Kluczem dla nas do harmonijnej relacji z pieniędzmi jest świadomość, ze wiemy, że one są ważne, pamiętamy, że nie najważniejsze i mamy miejsce na to żeby robić coś nie tylko dla pieniędzy. Nie zaprzedajemy się, co jest jednym z podstawowych lęków: że jak już wejdziesz w zarabianie, to przestaniesz widzieć ludzi i będziesz widzieć tylko banknoty, a tak być nie musi.

Jak rozmawiać o pieniądzach i zarabiać więcej? One to z pewnością wiedzą.


baner-1600x600


„Nie rań, jeśli kochasz. Nigdy”. Wyznanie córki, ofiary przemocy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 lutego 2016
Czy kobieta musi zamordować swojego oprawcę, by w Polsce dostrzeżono problem przemocy domowej? Rocznie ginie do 400 kobiet
Fot. iStock / GeorgePeters

Dziś Dzień Ofiar Przemocy. Mój dzień. Jestem córką bitej matki, dziewczynką bitą. Prościej: kobietą, która w dzieciństwie doświadczała przemocy i fizycznej i psychicznej. Zawsze dziwią mnie dyskusje pod artykułami o przemocy. 1. Wobec dzieci. To tylko klaps, sraks, wychowanie. 2. Wobec partnerki. No dziecko tego nie widzi. Nie zapamięta. Wystarczy mu potem powiedzieć, że nic nie było. „Ty coś widziałeś/ widziałaś? To sen!”.

Hahahahaha, umieram ze śmiechu. Jasne. Żenujące. Smutne.

Nie zgadzam się, że przemoc rodzi przemoc. Nie zawsze. Znam ludzi, którzy doświadczali przemocy, ale nigdy nie skrzywdzili dziecka. To takie proste i oczywiste. Był bity, będzie bił.  Wyjdźmy poza te pieprzone schematy, zobaczmy, że problem tkwi głębiej. Jestem dorosła, nigdy nie uderzyłam swojego dziecka. Nikomu bym na to nie pozwoliła. Bo jestem za nie odpowiedzialna – to być może jedyna odpowiedzialność jaką w życiu ponoszę. Ale całą sobą. Matka jest po to, żeby dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. Naprawdę są matki, które tego nie wiedzą? Matki, które nie wiedzą, że jeśli decydują się na dziecko, powinny przede wszystkim kochać. Dziecko. Nie faceta.

Przepraszam jeśli jestem waszym wyrzutem sumienia. Ja, ofiara przemocy. Ale dziś jest moje święto, prawda?

Tak, niosę ze sobą też inne rzeczy: nienawidzę słabych kobiet (które godzą się na przemoc w domu, i tą psychiczną, i tą fizyczną), bo czuję się ich dziećmi. Wiem co czują, jak płaczą, na kogo wyrosną.  Nienawidzę kobiet pryncypialnych. Bo taki był mój ojciec, mój oprawca.

A wy wszyscy, którzy akceptujecie i tolerujecie przemoc w waszych domach, którzy sami ją stosujecie – macie świadomość na kogo wyrośnie wasze dziecko? Miejcie w dupie psychologów i badania. Ale czy macie w dupie ludzkie historie? Wasze zachowanie jest zapowiedzią dramatu waszych dzieci. Ich bólem i żalem. Każdym ich nieszczęściem i smutkiem.

To może ja wam to opowiem. I będę mieć nadzieję, że przejrzyjcie na oczy, bo za każdym waszym ciosem, za każdym raniącym słowem kryje się przyszłość, której przecież na pewno nie chcecie. Bo kochacie. Ej, przecież wierzycie, że jesteście dobrymi rodzicami nawet, gdy mówicie: „Bo ty zawsze”, „Bo ty nigdy”.

Lęk

Żadne dziecko, które doświadczyło przemocy nie zna świata bez lęku. Lęk jest jak widmo. Kroczy za tobą, czasem się chichra obok ciebie. Przeszkadza śmiać się i oddychać po ludzku.  Boisz się jutra, przyszłości, ludzi. Gdy jesteś poza tym, nawet nie wiesz, ilu rzeczy może przyprawiać o drżenie serca. „Ty serio boisz się tak irracjonalnych rzeczy jak choroba?” spytała mnie ostatnio koleżanka.

Tak, boję się. I zrozumie mnie każde dorosłe dziecko z rodziny, gdzie był krzyk i złe słowa, bo już nawet nie bicie. Przecież jeśli rani cię najbliższy człowiek, jeśli on jest nieprzewidywalny to jak masz nie bać się ty?

Atak przychodził nagle. Nawet nie wiem co zrobiłam. Źle jadłam? Czasem jadłam źle, ale nie reagowałeś. Czasem byłam krnąbrna (wtf?), ale nie reagowałeś. A potem pamiętam, że biłeś mnie,  bo odebrałam telefon, który był do ciebie. Jeszcze biłeś mnie za to, że źle jeździłam na rowerze. I na nartach nie byłam dostatecznie dzielna. Nie umiem się nie bać. Zagrożenie jest przecież wszędzie. Było najważniejszym dla mnie mężczyzną.

Mój mąż czasem mnie przytula. Pyta: „czego ty się boisz, jestem, będę zawsze”. On nie rozumie, że nie ma żadnego „zawsze” i żadnego „jestem”. Jest coś poza naszą miłością i jego obietnicami– mój lęk.

Ofiary przemocy rzadko potrafią być blisko, często ranią. Nie widzisz tego, gdy podaję ciasto i piekę mięso.

Naprawdę tego chcesz dla swojego dziecka?

Perfekcjonizm

Teoretycznie jest darem, praktycznie przekleństwem. Jeśli wymagasz tego od dziecka i karzesz za jego brak, wychowujesz ofiarę. Ofiarę własnej idealności.

Jak, ku*wa ta literka wygląda?! Jak? Pamiętam tą długą boazerię w naszym domu. I jak mnie uderzyłeś w głowę. Bo źle napisałam literkę „a”. Boże, ale mój syn brzydko pisze. Nawet nie pomyślałabym, że można kogoś za to uderzyć. A sobie wciąż stawiam wymagania. Może pobiegnę dalej, może będę lepsza. Powinnam. Muszę. 

Złość

Dziecko – jeśli je bijesz albo zarażasz swoją złością – po prostu jest złe. To tętniący wulkan emocji. Wkurwiony dorosły. To jedno jest prawdą. Złość, która wciąż ci towarzyszy, którą możesz stłumić, ale przed którą nigdy nie uciekniesz.

Byłeś wściekły wciąż. Na nią, kobietę swojego życia, na ludzi, na naszego psa i na świat. Nieustanne drganie, napięcie, pretensje. Sąsiadka, kelnerka, przedszkolanka. Foch. Tu i tam. Czy wiesz, że dopiero wtedy, gdy poznałam mojego męża zrozumiałam, że to nieprawda, że wszyscy są non stop wkurwieni?

Poczucie winy

Dziecko czuje  się winne z powodu kłótni, problemów. Z powodu każdego „spadaj” i każdego złego słowa.  Poczucie winy jest wielokilogramowym ciężarem. Jeśli myślisz, że ono tego nie widzi, nie czuje – to się mylisz. Wyrośnie na dorosłego, który będzie snuł się z tą obsesją, że to on jest winien. Kłótnie w pracy – przez niego. W domu – oczywiście. Wszystko przez niego. A przecież świat to coś więcej niż czyjaś wina.

Czuje się winna wciąż. Że ludzie się kłócą, że problemy w pracy. A pamiętasz jak mówiłeś. „To twoja wina, że jestem wściekły. Doprowadziłaś mnie do tego. Teraz muszę cię zbić, to twoja wina. Oczywiście.

Brak granic

Ofiary przemocy są jak otwarta książka. Ciepłe, ufne dla ludzi dla których nie powinny. Wybaczające od nowa. To żony psychopatów. Przyjaciółki nadskakujące. Zawsze pójdą tam gdzie nikt ich nie rozumie, a uciekną przed ciepłem i otwartością.

Chcesz, żeby twoje dziecko nie miało granic? Żeby ufało za bardzo? „ja cię biłem? Ty chyba zwariowałaś. To nieprawda. To twoja matka była szalona i dziwna, to ty masz urojenia. Ja? ! Idź się leczyć. Powiedz jak ja, ofiara przemocy, mam wiedzieć co czuję i myślę skoro Ty mówiłeś: to nieprawda co czujesz?

Tak. To był sen. Zgwałciłeś moją mamę, łamałeś jej paznokcie, biłeś ją. To był sen.  Przepraszam, wszystko mi się wydaje. Nic nie czuję. 

Zanim narazicie na to swoje dziecko pomyślcie milion razy. Bo nie chce się mi się słuchać, że klaps to wychowanie, i każdy ma swoje słabości. Nie chce mnie słuchać tych głupot.

Cytuję: „ 80 proc. Polaków było bitych w dzieciństwie. Gdybyście tak usiadły i porozmawiały z przyjaciółkami, okazałoby się, że 4 z 6 były bite. Sposobów na karę cielesną jest wiele. Może być to pasek, pięść, kabel, cokolwiek, co sprawi, że zamiast uczyć się na błędach, dzieci stają się wrogie wobec otaczającego świata”.

I jeszcze jedno, bo może nie wiecie: „ Z badań wynika, że ogląda­nie prze­mocy domo­wej ma taki sam wpływ na dzieci jak fizyczne i sek­su­alne mal­tre­to­wa­nie. Bez względu na to, co mówią sprawcy lub ofiary, dzieci czę­sto są bez­po­śred­nimi świad­kami fizycz­nej lub psy­chicz­nej prze­mocy”.

Kochasz – nie bijesz.

Kochasz – próbujesz wybaczać.

Kochasz – rozumiesz i nie oceniasz.

Kochasz – nie krzyczysz.

Lubisz – dajesz szansę.

Kochasz – dajesz moc.

To Twoja rola, rodzicu:)


Kiedy słowa „nie mogę bez niego żyć” traktujesz zbyt dosłownie. Jak się nie uzależniać od innych?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 lutego 2016
Fot. iStock /  Enrico Fianchini
Fot. iStock / Enrico Fianchini

Są ludzie, którzy trzymają się kurczowo innych, bojąc się wziąć odpowiedzialność za własne życie. W przyjaźni czy miłości, a nawet w rodzinie uzależniamy się emocjonalnie od drugiego człowieka zawiązując taki rodzaj relacji, z której obu stronom bardzo trudno się uwolnić. Nie zrobisz kroku, jeśli ON się nie zgodzi, nie podejmiesz decyzji bez JEJ aprobaty. Trwasz tak latami, bez poczucia kontroli nad własnym życiem. Wzajemna sieć odpowiedzialności, oczekiwań, i bardzo silnych odczuć, to zdecydowanie jeden z tych elementów, które, choć w zamierzeniu mają nam to życie ułatwiać, w praktyce mocno je komplikują. Jak się nie uzależniać od drugiego człowieka?

1. Naucz się ufać swojej intuicji

Czyli bądź sobie samemu przewodnikiem po życiu. To jednak nie jest możliwe, jeśli nie poznasz dobrze swoich emocji, reakcji, jeśli nie zajrzysz głębiej by nauczyć się siebie. Jak często zmieniasz zdanie pod wpływem innych? Nie ufasz swoim przeczuciom? Jakie doświadczenia do tego doprowadziły? A może jest tak, odkąd pamiętasz

Refleksja: Sytuacja, w której się znalazłaś dotyczy ciebie i to ty ponosisz za nią odpowiedzialność. Inni nie są w nią emocjonalnie zaangażowani, nie odczują konsekwencji twojego postępowania na własnej skórze. Czy warto składać swój los w ich ręce?

2. Ustal granice

Zbyt duża szczerość i otwartość, gotowość do dzielenia się z innymi swoimi intymnymi problemami, słabościami i emocjonalnymi porażkami sprawia, że chcąc nie chcąc stajesz się ich zakładnikiem. Oddając swoje przeżycia w ręce innych, poddajesz je ich ocenie. To samo dotyczy twojego postępowania. Znając twoje tajemnice, błędy i słabe punkty łatwiej tobą manipulować, ale też łatwiej cię skrzywdzić.

Refleksja: Jakaś część ciebie powinna być zawsze tylko twoja. Zdrowa przestrzeń między tobą a innymi to podstawa emocjonalnej niezależności. Nie wpuszczaj wszystkich z butami w świat twoich emocji. W ostateczności to i tak ty będziesz po nich zamiatać.

3.Naucz się mieć dystans

Do siebie, ale i do innych. Nikt nie jest alfą i omegą, każdy bywa śmieszny, głupi i nieporadny wobec tego, co przynosi mu życie. Nadmiar powagi nie pomaga w rozwiązywaniu problemów, osoby bardziej zdystansowane są o wiele bardziej kreatywne i częściej polegają na sobie, nie na innych.

Refleksja: To nie prawda, że życie jest egzaminem. Życie jest nieustanną nauką i poznawaniem siebie, świata i ludzi. Większość błędów da się naprawić, a ludzka pamięć jest bardzo wybiórcza. Mało kto zapamięta twoje wpadki, bo wszyscy jesteśmy skupieni na swoich niepowodzeniach.

4. Daj sobie miłość i akceptację

Bo poczucie wartości i świadomość tego kim się jest to jeden z filarów emocjonalnej niezależności. Kiedy sama dla siebie jesteś wartością, nie szukasz nieustannie jej potwierdzenia w oczach innych ludzi. Szukaj w sobie siły, by żyć samodzielnie.

Refleksja: Jeśli czujesz, że musisz zasługiwać na czyjeś uczucie, zmień swoją koncepcję miłości. Zacznij od pracy nad samoakceptacją.

5.Pokochaj samotność

Wbrew pozorom, to również jest naturalny stan. Każdy człowiek potrzebuje pobyć „sam na sam” ze sobą, żeby mieć jakieś własne refleksje i wnioski. Ciągłe przebywanie w towarzystwie innych, zwłaszcza silnych emocjonalnie i pewnych siebie osób może być dla naszej osobowości destrukcyjne.

Refleksja: Dobre pomysły często rodzą się w grupie. Refleksje, które prowadzą do pozytywnych zmian w tobie, przychodzą kiedy jesteś sama i łatwiej ci się na sobie skupić.

6. Nigdy nie uzależniaj swojego szczęścia od innych

Po pierwsze dlatego, że wie wolno ci obarczać drugiego człowieka tak dużą odpowiedzialnością. Po drugie dlatego, że szczęście to stan wewnętrzny, twój, osobisty.

Refleksja: Sensem życia jest miłość. Ale miłość to nie tylko związek z drugą osobą. Miłość to akceptacja, życzliwość, szacunek i wiele innych rzeczy, o których dowiadujesz się, gdy postanawiasz sama kierować swoim losem.

Uzależnienie od drugiej osoby prowadzi do stworzenia niezdrowej, toksycznej relacji. Jeśli słowa „nie mogę bez niego/niej żyć” traktujesz zbyt dosłownie, zatrzymaj się i pomyśl o prawdziwych priorytetach w twoim życiu.


Zobacz także

Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz

Kiedy niekochane dziewczynki zostają żonami, udają kogoś, kim nigdy nie były, byle zasłużyć na miłość

Fot. iStock / BeauSnyder

Regulamin konkursu „Naturalne piękno – wasze domowe sposoby na dbanie o urodę”

Robert Biedroń

Robert Biedroń: „Ludzie oczekiwali, że znajdę sobie dziewczynę, że będę miał dzieci. Że nie będę głośno mówił, że jestem gejem”