Lifestyle Psychologia Seks Związek

„Ty nie lubisz seksu” – mówisz… Nie lubię go z tobą

Redakcja
Redakcja
22 kwietnia 2021
Fot. iStock/BraunS
 

Przykro mi bardzo, ale to właśnie odkryłam niedawno u seksuologa i terapeuty. Sama. Bo ty nie chciałeś pójść, mówiłeś, że wymyślam. I co to są za problemy.
Ale są, usycham.
Marzę o namiętnym seksie i jest mi źle, że zauroczyłam się dziesięć lat młodszym facetem.

My. Jesteśmy razem kilkanaście lat, mamy dwoje dzieci. Dla przyjaciół para idealna. Tyle że każdego wieczoru zasypiamy najwyżej przytuleni, jak rodzeństwo. Seks uprawiamy raz na miesiąc. Unikamy go oboje. Ja już też. Czasem zostaję dłużej w łazience, żebyś zasnął i nie próbował.

Myślałam, że jestem oziębła, tak zresztą czasem mi wyrzucasz. Ale po prostu nie mogę. Choć kocham cię jako ojca dzieci, życiowego partnera.
Czułam się winna, ale już nie czuję.
I teraz napiszę to tobie i może innym mężczyznom, którzy też tak robią.

1. Nie wiem, gdzie twoja miłość z początku. Trudno mi pożądać, gdy nieustannie na mnie utyskujesz. To robisz źle, tamto źle. Powiedziałam ci to, stwierdziłeś, że przesadzam i ludzie się zmieniają. Ale wybacz, po takim dniu, nie mam ochoty, by zbliżać się do ciebie w łóżku.

2. Nie okazujesz mi już żadnej czułości. Może, gdy zrobię scenę i zagrożę rozstaniem. Ale szczerze? Jestem tym zmęczona. Nawet nie oczekuję, że będziesz, jak kiedyś, ale brakuje mi bliskości. Trudno mi pożądać faceta, który mi jej nie daje.

3. Gdy razem wychodzimy, szybko tracisz mnie z oczu. Nie żebym oczekiwała nieustannej uwagi, ale to trochę przykre, gdy zauważasz każdego tylko nie mnie. Mówisz, że mamy siebie w domu. Niby tak. Ale po to wyszłam za mąż, żeby mieć kogoś również poza domem.

4. Kiedyś kochaliśmy się na stole, w samochodzie, w lesie, kinie. W ciągu dnia. Teraz twoją porą na seks jest wieczór albo rano, gdy myślę tylko o śnie. Gdy inicjuję seks o dziesiątej mówisz, że musisz pracować. I przecież chciałeś wieczorem.
Nie potrafimy zgrać „terminów”. A może tak naprawdę sami się oszukujemy, że chcemy.

5. Nie pamiętam, kiedy mi ostatnio mówiłeś, że ładnie wyglądam.

6. Gdy zaczynamy się całować zachowujesz się, jak człowiek, który podąża codziennie tę samą trasą do mety: całowanie, piersi, trochę ugniatasz mi tyłek, hop, siup, a teraz dawaj.

7. Przestałeś robić mi dobrze ustami. Pewnie ci się nie chce. Ale po prostu często nie jestem nawet podniecona, gdy we mnie wchodzisz.

8. Proponuję wibratory. Nie, ty ich nie lubisz, to jakieś dziwne. „Może skoczysz pod prysznic?” proponujesz zamiast tego.

9. Głupio mi to pisać, ale czasem nawet nie pomyślisz, żeby wykąpać się wieczorem. Robisz to rano w końcu.

10. No i cóż, przejrzałam twój telefon. Straciłam ochotę, gdy jej napisałeś, że jest super. Albo ją wspierasz w problemach z dzieckiem, a mnie często nie masz ochoty słuchać. Mówisz: „Oj nie marudź, dasz radę”.
Robię aferę, złościsz się, że to tylko koleżanka i że też mam kolegów. Tak, ale nie poświęcam im więcej uwagi niż tobie.

11. W tym wszystkim mówisz, że mnie kochasz. Nie chcesz rozstania, zależy ci na tej relacji. „Seksik?”. No nie wiem, czy do niej byś się tak odezwał, czy raczej byś ją uwodził.

Także widzisz. I nie, nie jestem oziębła. Podrywa mnie dziesięć lat młodszy facet, może mu chodzi tylko o seks. Ale wiesz, mi tego najbardziej teraz brakuje.


Lifestyle Psychologia Seks Związek

„Jeden pisze, drugi tęskni, a trzeci dzwoni do drzwi. Aż w końcu powiecie: tak, to ten!”

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
22 kwietnia 2021
 

„Mężczyźni zamieszczają ciekawe opisy, cytaty, to o czym marzą, fragmenty muzyki. A kobiety? – często zamiast miłej buzi pojawia się w anonsie krajobraz, ewentualnie dzika lub udomowiona fauna. Ja takie ogłoszenia banuję od ręki, bo to ucieczka od prawdziwego „ja” nadawcy. Zwykle oznacza, że ta osoba nie akceptuje całej siebie albo wybranej części swojego ciała, więc woli go nie obnażać – tak jakby to nie miało się „wydać” za chwilę w realu”. W najnowszych „Rozmówkach nieobyczajnych” o portalach randkowych. 

Marcin Michał Wysocki: Meli, nie oszukujmy się: oboje mamy bogate doświadczenie w zawieraniu znajomości na portalach randkowych. Znamy wiele osób, które poznały w ten sposób swoich partnerów. Jak wiadomo, napisałem nawet o tym książkę. MOJE DOŚWIADCZENIA SĄ JAK NAJLEPSZE – mimo tragicznych zakończeń kilku historii  pisanych przeze mnie z życia w „Portalu randkowym”, a które usłyszałem od współrandkowiczów. Tak z ręką na sercu, poza wieloletnimi przyjaciółmi, których kocham i w tym miejscu pozdrawiam, większość moich obecnych znajomych, to ludzie poznani właśnie w necie.

Dla mnie to skarbnica pasjonujących osób. Z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłem – mogę to powiedzieć z zachowaniem odpowiedzialności za słowa, gdyż nie jest to oczywista oczywistość. Przyjaciel, to najbliższa sercu osoba. Czasem (zwykle?) bliższa od rodziny, bo wybrana, a nie narzucona przez geny…

Wiele dziewczyn jednak mówiło mi, że na portalach spotykało także i okropne typy. Na szczęście szybko się nauczyły ich identyfikować. Choćby po zdjęciach z siłowni, nart, kajtów, czy opartych o modne na wioskach beemwice – zresztą, co tam kto szuka, to znajduje. Ponieważ sam nigdy nie szukałem faceta, spotkałem same wspaniałe, ciepłe, dobre, inteligentne otwarte, tolerancyjne, kochane, dzielne… osoby. Jak zawsze powtarzam przy takich okazjach: JESTEŚCIE OD NAS LEPSZE, dlatego tak mi się poszczęściło. Tyle o mnie, na wysokim poziomie ogólności, bo zapewne znalazłbym i wady takiej internetowej sytuacji, ale może o tym za chwilę. A jak jest z Tobą, piękna Melanio?

Melisandra: Pamiętam kiedy założyłam swoje konto. Mój przyjaciel umówił się na randkę z facetem z portalu.  Akurat ta wersja była dla gejów. I było mi przykro, że ja nie mam się z kim umówić. Ciągle siedzimy w pracy, znamy wszystkich wokół, a nie ma dopływu nowych osób, wolnych i chętnych na randki, na nowe relacje, a nawet związki. Założyłam i w 24 godziny umówiłam się na szaloną randkę. Było cudownie i znajomość trwała pół roku. Potem kolejny strzał i związek na ponad rok. Nie uważam, że mam być w jednym związku na całe życie, to też zbieranie doświadczeń i uczenie się siebie i partnera w nowym. Teraz bardziej jest randkowanie i rozsmakowywanie się, a też coraz bardziej skłaniam się do przekonania, że kobieta może być poligamiczna i dobrze jej z tym.

Portale randkowe uważam za błogosławieństwo, za poczucie wolności i przede wszystkim poznawanie ciekawych mężczyzn. BMW, siłowania, palma – a co to ma za znaczenie? Chociaż miałam tak, że zaczepił mnie pan, który na zdjęciu miał Maserati i miał ochotę na skok w bok. Hmmm poszłam do garażu no i to Maserati stało obok mojego autka. Sąsiad.

Widzę ilu z Was tak bardzo dużo kosztuje zamieszczenie zdjęcia i pokazanie się tak, aby nikt nie wyśmiał, a już szczególnie koledzy i koleżanki z pracy. Są też zaproszenia do trójkątów i też do przygód na boku. Jest wielu mężczyzn po przejściach, samotnych ojców ze zdjęciami dzieci. Są i tacy, którzy z partnerką szukają odskoczni.

Mam takie odczucie, że polscy mężczyźni są bardzo „zniszczeni”, przedwcześnie postarzali i widać, że życie mało co ich oszczędziło. Szczególnie Ci po 40. – no chyba że oszukują na portalu z wiekiem. Jeśli porównamy ich do równolatków Włochów, Niemców czy nawet Czechów, to niesamowicie widać różnice. Często są zaskoczeni, że atrakcyjna kobieta zwróciła na nich uwagę. Lubię długo pisać i często wychodzą ciężkie kompleksy, traumy, u niektórych narcyzm, a nawet patologie i perwersje, jak oddawanie moczu na partnera. Chyba bym się posikała ze śmiechu albo wstrzymała na tydzień. A czasami rozmówki są jak wiosenny, rwący i radosny potok. Mnie fascynują oczy i na to patrzę.

Marcin Michał Wysocki: A jakie dostajesz najczęściej propozycje?

Melisandra: Na portalach randkowych jest sporo propozycji na seks. Już widzę skrzywione miny czytelników i komentarz „ruchadła” jakby seks był czymś obrzydliwym i grzesznym, zarezerwowanym dla małżeńskiej sypialni, a już najlepiej przy zgaszonym świetle i w piżamie. Nie oceniam. Mężczyźni zamieszczają ciekawe opisy, cytaty, to o czym marzą, fragmenty muzyki – nota bene, najbardziej kręcące opisy dają żonaci. Świetna lektura.

No, już dosyć o mnie, bo widzę że zasysasz wiedzę, a wyobraźnia płonie ze mną w roli głównej. Marcinie, zawsze mnie interesowało, co Wy widzicie u siebie? Jak wyglądają kobiety? Czy też zamiast swojego zdjęcia dają fotkę psa lub kwiatka? No i jak reagują na gościa o dwieście kilometrów dalej niż ona?

Marcin Michał Wysocki: Tak, często zamiast miłej buzi pojawia się w anonsie krajobraz, ewentualnie dzika lub udomowiona fauna. Ja takie ogłoszenia banuję od ręki, bo to ucieczka od prawdziwego „ja nadawcy. Zwykle oznacza, że ta osoba nie akceptuje całej siebie albo wybranej części swojego ciała, więc woli go nie obnażać – tak jakby to nie miało się „wydać” za chwilę w realu. Krótkowzroczna taktyka. Piszę o tym sporo w nowej książce, która aktualnie powstaje.

Oczywiście, nie jest to aż tak proste. Są osoby, które się nie eksponują z powodów zawodowych czy – jeszcze rzadziej – z powodu publicznie znanego wizerunku. Jednak statystyka jest nieubłagana. Mężczyźni to wiedzą i takich kobiet nie zaczepiają, a koło się zamyka. Panie stosują niekiedy kompletnie odmienne strategie – odpowiadając na Twoje pytanie. Oto fragment z mojego #Portalu randkowego:

Część pań skąpo udzielała informacji o sobie i o swoich oczekiwaniach — zapewne po to,
żeby brzmieć tajemniczo i pociągająco. Ostatecznie postanowiłem pójść ich śladem. Kolejne
potraktowały to miejsce jak swoisty słup ogłoszeniowy, na którym wypisuje się wszystko, co
ślina na język przyniesie. Jeszcze inne w ogóle nie opisywały siebie, tylko to, czego się spodziewają po wymarzonym partnerze. Co charakterystyczne, podawały często w jednym portrecie sprzeczne ze sobą cechy, jak: czuły, męski, romantyczny, rozrywkowy, rozważny,
spontaniczny, odpowiedzialny, towarzyski, zdecydowany, ugodowy czy szczodry[ ..].

Gdybym miał jednak sprawę ująć statystycznie, to kobiece anonse na pewno nie są wulgarne, rzadko dwuznaczne. Może jedna-dwie na sto – przynajmniej w mojej kategorii wiekowej, hahaha – to jawna propozycja łóżkowa, czasem z wyraźnym zastrzeżeniem, że nadawczyni jest zamężna, lecz szuka spełnienia gdzie indziej. Zdarzało się, że szuka go za… przyzwoleniem partnera, ale o tym już pisaliśmy…

Przegięcie jest chyba w drugą stronę. Podejrzane są dla mnie zarzekania znacznej większości pań, typu: „żadnych ONS-ów ani FWB”. Czyli jednorazowych spotkań w wiadomym celu ani „przyjaźnienia” się w pakiecie z regularnym seksem. Wygląda to na czystą hipokryzję na takim tinderku. A przecież jesteśmy dorośli i zdajemy sobie sprawę, że coś musi przyciągnąć naszą uwagę. Jesteśmy wzrokowcami. Moją przyciągają naprawdę dopracowane zdjęcia, które coś mówią o danej osobie. Chcę o niej wiedzieć jak najwięcej, bo przecież seks to zaledwie 18, może 20 godzin na dobę, hahaha, a poza tym trzeba mieć przecież o czym rozmawiać, no nie?

Melisandra: Tak a propos, to mało kto siebie akceptuje i widzi. Na początku jest ciekawość. Skąd jesteś? Kogo tutaj szukasz? A potem tematy się wyczerpują i „se pogadali”. Tak jakbyście się wystraszyli, że coś może się wydarzyć.

Lubię jak w czasie rozmowy odkrywa się wspólne pasje, poczucie humoru – wszystko to, czyli flow. Bez wymuszenia i oczekiwania. Jednocześnie tworząc to ekscytujące napięcie, że nie możesz się doczekać, kiedy się spotkacie. Teraz w pandemii wymaga to szczególnej finezji. Pierwsza randka w maseczce – czyli mega sexy jak Zorro, no i u ciebie czy u mnie? Podobno stacje benzynowe przezywają rozkwit biznesu. Pary czekające na kawkę i robimy tyle spacerów jak nigdy dotąd w życiu. A już idąc na spotkanie, milion pytań i wątpliwości. Czy oryginał odpowiada temu zdjęciu, czy będzie jeszcze lepszy?

Miałam historię, gdzie zdjęcia były bardzo pociągające i tez fajna rozmowa. No i doszło do randki. No i nieeeeee. Mimo, że były propozycje kolejnych spotkań to podziękowałam, bo nic nie poczułam. Albo może dlatego, że chyba zobaczyłam w kandydacie kopię mojego byłego partnera. A, to już o wiele za dużo.

Aha no i kto zaczyna kontakt? Zazwyczaj zostawiam tę „inicjację” Wam. Raz zaczepiłam sama. Okazało się, że już kiedyś się poznaliśmy przez naszych znajomych. Było bardzo miło. Kiedyś mega mi się pisało z fajnym mężczyzną, ale nie chciał pokazać twarzy. Stwierdził, że się rozczaruję, a chciałby nadal utrzymać dobre wrażenie. Są i tacy co „cedzą” zdanie na dzień, ale podobno my też tak robimy hahaha. Inni wchodzą w jakieś dziwne role, aby zaimponować kobiecie, później i tak wychodzi prawda na jaw, bo nie wytrzymują własnej presji. Jeden chłopak bardzo mnie prosił, abym się z nim umówiła, no ale za każdym razem coś mi wypadało.

Powiem tak: jest wesoło i to najlepszy wynalazek ever. Szczególnie przed pójściem spać. Kiedyś nasze mamy korzystały z „anonsów towarzyskich” „pani pozna pana w celach towarzyskich” i ludzie się umawiali i spotykali. Czekali na listy, zdjęcia, a dzisiaj pyk: w lewo, w prawo. Pach – ciach – dopasowani!

Marcin Michał Wysocki: Piszesz o rozczarowaniu podczas osobistego spotkania… Okej. Na 100 osób obejrzanych, powiedzmy, że wybierasz 15 interesujących, do których zagadasz. Z nich 5 się nadaje, bo ma pełne uzębienie, nie przesłało zdjęć w – jego zdaniem – interesującym aucie (nie masz wrażenia, że oni czasem pomylili kategorie ogłoszeń i powinni przejść do motoryzacyjnych?), a przede wszystkim, umie wyrażać myśli za pomocą zdań złożonych i bez inwektyw. Dlatego zgadzam się z Tobą, że jeśli umówisz się z trzema, a podczas osobistego spotkania z dwoma nie będzie chemii – co wyklucza raczej fizykę – to przecież i ta statystycznie zafundowałaś sobie OGROMNĄ SZANSĘ na poznanie kogoś sensownego. Ten jeden, który się nadaje, być może zostanie twoim partnerem albo przyjacielem. Tak jak piszesz – zyskaliśmy szansę nieporównywalną do wszystkich pokoleń naszych prababek od Adama i Ewy licząc. Zwłaszcza, że kolejnego dnia możesz przerzucić kolejną setkę, aż TEN właściwy się pojawi.

Wioski mam trzy:

  1. Zawsze warto próbować;
  2. Nie warto iść na skróty i zostać z kimś, kogo nie czujemy, bo to nie samotna wyspa i na pewno właściwy człowiek, z którym przepłyniemy przez życie w szczęściu, gdzieś tam jest;
  3. Wiem, że to nie takie proste, jeśli stworzyłaś/łeś  listę życzeń nie-do-spełnienia w normalnych warunkach.

Czy ta lista jest niemożliwa, bo tam nie ma ideałów? I tak i nie. NIKT nie jest idealny. Ale z drugiej strony NA PEWNO są tam osoby, o których marzysz. Pytanie tylko, czy masz im to samo do zaoferowania…

Melisandra: Marcin, po to to jest, aby mieć wybór. Każdy szuka według swoich potrzeb. W związku podstawą jest branie i dawanie. Nie prowadzę takich ocen i analiz jak Ty. Lubię spontan i pewne fluidy od razu się czuje. Widzę zdjęcie i opis lub jego brak i pach w prawo lub w lewo. To ma być chemia, zaciekawienie na nie studiowanie filozofii liścia przez lata. To ma być lekkie, być zabawą. Dlatego dziewczyny casting, casting, casting na faceta, aż poczujecie, że to jest to. Nic na siłę, bo tego kwiatu jest pół światu. Nie jeden. I ciągniemy go jak ciągutkę za sobą, aż nas szczęki rozbolą, tylko trzech i jazda. Jeden pisze, drugi tęskni, a trzeci dzwoni do drzwi. Aż w końcu powiecie tak to ten. I tego Wam życzę.

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście oraz Inkubator Sukcesu to autorskie inicjatywy fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melisandra, czyli mityczna kobieta, która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Na co dzień pisze na swoim funpagu Melisandra Fundacja Projekt Szczęście o potrzebach kobiet i ich drodze do odzyskania siebie, prawdzie, autentyczności, kobiecości i miłości. Dla Oh Me o świecie intymnym i delikatności wnętrza kobiecego. Tworzy projekty, które pomagają ludziom dotrzeć do swojej świadomości, akceptacji aby zrozumieć swój cel życiowej podróży. Tworzy przestrzeń szczególnie dla tych, którzy po wyjściu z korpo chcą odzyskać siebie i żyć na swoich warunkach szczęścia. Jej projekty są szczególnym miejscem dla ludzi, bez względu na wiek, którzy po różnych związkach, relacjach i tych rodzinnych, i z pracą i z domem pragną ponownie doświadczyć szczęścia znaleźć swoje nowe miejsce na Ziemi. Gromadzi wokół siebie szlachetnych i doświadczonych przez życie ludzi, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą i kompetencjami dla dobra innych, dając unikatowe wartości i szczodrość swojego doświadczenia.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Lifestyle Psychologia Seks Związek

Co roku tony jedzenia lądują w koszu. Jak tego uniknąć?

Redakcja
Redakcja
22 kwietnia 2021

Co roku w Europie marnuje się około 89 milionów ton jedzenia. W rankingu dotyczącym odpadów żywnościowych Polska zajmuje niechlubne 5. miejsce na kontynencie. Polacy co roku pozbywają się aż 9 mln ton artykułów spożywczych, co daje około 235 kg na mieszkańca . Jak temu zapobiec? Zacznijmy od edukowania młodzieży. Nauczmy młodych Polaków żyć według zasad 5R i zero waste!

Przekażmy wiedzę

Z marnowaniem żywności mamy do czynienia nie tylko na etapie konsumpcji. To negatywne zjawisko obecne jest także w czasie produkcji czy sprzedaży. O ile, indywidualnie, mamy raczej niewielki wpływ na dwie ostatnie kwestie, o tyle w przypadku pierwszej – możemy sporo zdziałać… zaczynając od własnej kuchni.
– Najłatwiej edukować ludzi młodych. W powiedzeniu, które często powtarza się w polskich domach: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” jest sporo prawdy. Dlatego niezwykle istotne jest pokazanie dzieciom, że jedzeniem w ich domach należy gospodarować racjonalnie, a wygenerowane ewentualnie odpadki trzeba wrzucać do odpowiednich pojemników.

Obecnie niestety aż 46 proc. Polaków twierdzi, że często zapomina o recyklingu, natomiast 36 proc. uważa, że dzieci trudno jest nauczyć segregowania . Jeśli jednak przedstawimy to w sposób ciekawy i nieszablonowy istnieje duża szansa, że w ich głowach na długo pozostanie przekaz zawarty w takiej lekcji – twierdzi dr Katarzyna Zadka, dietetyczka.

5R i zero waste – na co to komu?

Edukację dzieci w kwestii niemarnowania jedzenia można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to nauka poprzez dawanie przykładu. Dorośli powinni pokazać, że przed pójściem na zakupy, robią listę niezbędnych produktów, zachowują resztki z obiadu i wykorzystują je na przykład w czasie gotowania kolacji czy zamrażają to, czego nie dadzą rady zjeść.

Druga część powinna bazować na bezpośrednim dostarczaniu wiedzy w kwestii niemarnowania jedzenia. W tym wypadku dorośli powinni postarać się przekazać informacje w sposób ciekawy i zrozumiały dla młodego odbiorcy.
Pomocne może okazać się bazowanie na skojarzeniach i ciekawych pojęciach, takich jak zasada 5R.

Skupia się ona na tym, by: odmawiać (refuse), ograniczać (reduce), wykorzystywać ponownie (reuse), poddawać recyklingowi (recycle) i kompostować (rot). Wszystko to dobrze jest zakorzenić w dziecięcym podejściu do życia. Kolejną istotną kwestią jest idea zero waste. Skupia się ona na tym, by nie marnować i maksymalnie wykorzystywać wszystko to, co już posiadamy. Przedstawienie tego w kreatywny sposób ułatwi zapamiętanie i tym samym wdrożenie w życie tych zasad.

– Według raportu „Niezrównoważeni” aż 50 proc. ankietowanych nie wie, czym jest „zero waste”, 27 proc. słyszało kiedyś to pojęcie, ale nie ma pewności czego dotyczy . Dlatego przed rodzicami i pedagogami stoi ogromne wyzwanie, bowiem to od nich zależy, czy młodsze pokolenie będzie bardziej świadome. Najlepszą opcją na zdobycie i pogłębienie dotychczas poznanej wiedzy jest aktywizacja młodzieży.

Dobrym pomysłem jest wzięcie udziału w konkursie, który dotyka tematyki zero waste. Dzieci lubią być za coś odpowiedzialne, a zwłaszcza gdy ich starania mogą zostać wynagrodzone. Od 7. kwietnia do 31. maja, w ramach programu WINIARY „Gotuj się na zmiany” można wziąć udział w konkursie, który polega na stworzeniu w dowolnej technice pracy pt. „Klasowy elementarz niemarnowania żywności”.

Dzięki tej inicjatywie, każdy uczeń w klasie będzie mógł nie tylko dowiedzieć się czegoś nowego o racjonalnym gospodarowaniu żywnością, ale również przekazać zdobytą wiedzę innym. Najlepsza praca zostanie nagrodzona tablicą interaktywną, a 20 kolejnych – kartami podarunkowymi o wartości 2500 zł na zakupy elektroniczne dla klasy lub szkoły. – komentuje Katarzyna Zadka.

Niezwykle istotne jest pokazanie dzieciom, że najbardziej ekologiczne mogą być ich codzienne, racjonalne decyzje. Dlatego pedagodzy i rodzice już dziś powinni skupić się na uświadomieniu dzieci, że to od nich zależy, jak zaplanują swój posiłek, czy zrezygnują z napoju w plastikowej butelce, wrzucą śmieci do odpowiedniego pojemnika i w konsekwencji zatroszczą się o planetę, na której żyją.


Zobacz także

„Ja chodziłem kiedyś do pracy, mówię ci, szok!”. Bajka o trzech muszkieterach… jak z obrazka

10 rzeczy, których nie wolno mówić ofiarom przemocy domowej

10 rzeczy, których nie wolno mówić ofiarom przemocy domowej

10 sygnałów, że twój partner jest zbyt zaborczy