Lifestyle Seks Zdrowie

Pigułka „po” znów na receptę? Minister Zdrowia chce „przywrócić normalność”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 marca 2016
EllaOne - pigułka "po" znów na receptę
Fot. Pixabay / stevepb / CC0 Public Domain
 

Wczoraj Minister Zdrowia zapowiedział zmianę obowiązujących przepisów dotyczących sprzedaży bez recepty pigułki antykoncepcji awaryjnej. – Moim zadaniem jest przywrócić normalność – mówi TOK FM minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.*

– Po prostu przywracamy porządek w tym zakresie. Mamy sygnały od lekarzy ginekologów, że ten produkt jest nadużywany – uzasadnia swoją decyzję w rozmowie z TOK FM minister Konstanty Radziwiłł.*

Pigułka dostępna w Polsce to pigułka antykoncepcji awaryjnej – EllaOne. Jest to doraźny środek antykoncepcyjny – a nie jak niektórzy tweirdza srodek wczesnoporonny. jedynym działaniem pigułki jest opóźnienie owulacji, a co za tym idzie nie gwarantuje ona 100% skuteczności. Nie zmienia to faktu, że środkiem dość skutecznym i ułatwienia dostępu do tego rodzaju preparatu bardzo ułatwiło Polakom życie. Jest to środek doraźny, co oznacza, że z założenia nie powinien być stosowany zbyt często. Jako bezpieczną dawkę leku określa się maksymalnie dwukrotne użycie podczas jednego cyklu.

– Ta pigułka powoduje przesunięcie owulacji, czyli nie dopuszcza do zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik, a więc zajścia w ciążę – tłumaczy profesor Stanisław Radowicki, konsultant krajowy w dziedzinie Ginekologii i Położnictwa.*

Od stycznia ubiegłego pigułka dostępna była bez recepty. Wtedy Europejska Komisja ds. Leków zadecydowała, że tego rodzaju środki mogą być sprzedawane bez konieczności konsultacji lekarskiej. W Polsce o dopuszczenie do takiego obrotu wystąpił producent pigułki EllaOne. W naszym kraju środek jest sprzedawany z ograniczeniem wiekowym – od 15 roku życia. Do wczoraj.

– Wszystkie środki antykoncepcyjne mające silne działanie, potencjalne niebezpieczne, nie mogą być dostępne bez recepty. W tym przypadku doszło do jakiejś nieprawidłowości , nie rozumiem dlaczego miałby obowiązywać wyjątek w przypadku tego jednego leku – mówi Minister Zdrowia.*

Już za trzy miesiące prawdopodobnie powrócą recepty – i poprzednia, daleka od ideału rzeczywistość. Minister Zdrowia zarzuca pigułce zbytnią szkodliwość, jednak bardzo dobrze pamiętamy, jak poprzednio fatalnie funkcjonował dostęp do recepty na antykoncepcję awaryjną. Prof. Radowicki przyznaje, że owszem nadużywanie tego środka może być niebezpiecznie – jednak tak samo niebezpieczne może być przedawkowanie wielu innych ogólnodostępnych bez recepty leków, nawet popularnej aspiryny.

Projekt ustawy został już przyjęty przez kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, w najbliższych dniach trafi do konsultacji zewnętrznych, potem do parlamentu. Recepty zaczną obowiązywać najwcześniej za 3 miesiące.* – donosi TOK FM.

Kilka pytań i zarzutów

Ponieważ bardzo wiele zarzutów wobec szerokiej dostępności pigułki pojawia się w tej dyskusji, postanowiłam zadać kilka pytań, dotyczących kwestii, które warto rozważyć. Pozwolę sobie zauważyć, że cały czas nie przypisuje się temu sporowi wartości ideowej i pigułka będzie nadal dostępna – tyle, że na receptę.

1. W jaki sposób „recepta” powstrzyma kobiety przed nadużywaniem leku?

Nie powstrzyma. Lekarz nie wyczyta w oczach pacjentki, ile razy już przyjęła preparat. Jesteśmy dorośli i odpowiedzialni za swoje decyzje oraz – w tym przypadku – zdrowie.

2. Czy obawa, że nastolatki nadużywają pigułek jak cukierków jest uzasadniona?

Hmm, po pierwsze uważam, że to kwestia wychowania i edukacji seksualnej – a nie dostępności, po drugie spójrzmy prawdzie w oczy, które polskie nastolatki stać na cukierki za 120-150 zł?

3. Co naprawdę da ponowne wprowadzenie recept?

Kolejki i zajmowanie wizyt na dyżurach ginekologicznych. Łamanie prawa pacjenta do wypisania recepty (furtka dla lekarzy, którzy są pigułkom nieprzychylni, ponowne afery łapówkarskie). Zdenerwowanie i pacjentów i lekarzy, gdy na dyżur z nagłymi przypadkami przychodzi pani „po piguły”. Lepszy ruch w prywatnych gabinetach ginekologicznych.

Tak. Każda wizyta, to koszt ponoszony przez NFZ. To środek doraźny, nie ma sposobności, aby w naszych warunkach był powszechnie dostępny na receptę – w niektórych przychodniach czas oczekiwania na wizytę (nawet w ciąży), to czasem 2-4 tygodnie.

Więc prawdę mówiąc bez względu na prywatne poglądy trudno dostrzec realne korzyści z tego rozwiązania.


Źródło: *TOK FM


Lifestyle Seks Zdrowie

Nie lubię płakać przy innych. Łzy to słabość, to bezradność. Ale ja czasami inaczej nie potrafię. Przepraszam

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 marca 2016
Fot.iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Nie lubię płakać przy innych.

Nie lubię, bo to oznaka mojej słabości. Łzy to smutek, to żal, to poczucie beznadziejność i bezradności.

Nie lubię, bo wtedy czuję się bezbronna. Łzy zmywają ze mnie maskę silnej i pełnej wiary w lepsze jutro kobiety. Kobiety, która wie, że trzyma życie w rękach. Która nie łamie się byle przeszkodą.

Pamiętam moją mamą…

Późne popołudnie, przedświąteczne. Takie jak te co za nami i jeszcze przed nami. Miała taki fartuszek przewiązywany w pasie. Biały w drobne niebieskie kwiatuszki. Stała przy garnkach. W domu pachniało bigosem. A ona tym fartuchem wycierała ukradkiem łzy. Złapałam ją w pasie. Taka mała wtedy byłam, że ledwo ją objęłam. „Mamuś, czemu płaczesz?”, spytałam. „Nie płaczę córeczko, to tylko jakiś paproch w oku. Wszystko jest dobrze”. I uśmiechnęła się szeroko pomimo szklistych oczu. A później zamykała się na chwilę w łazience.

Dziś wiem, że chciała te łzy ukryć przed światem, przed nami. Dziś widzę, jak była zmęczona. Tata wracał późno, nie pytał czy w czymś jej pomóc. Ona wszystko ogarniała. Nigdy się nie skarżyła. Nigdy nie powiedziała: „Nie mam siły”. Widziałam w jej oczach wzruszenie, gdy będąc starsza pomagałam jej w domowych obowiązkach.

Więc tak. Nie lubię płakać, bo to znaczy, że ja nie daję sobie rady. Że przerasta mnie codzienność, która powinna być dla mnie chlebem powszednim. Tak jak była dla mojej mamy. Ona miała nas dwójkę, bez samochodu, bez marketów, bez dostępności wszystkiego jak teraz. Pracowała. Odbierała nas z przedszkola. Gotowała obiad. Prała. Sprzątała. Nigdy nie widziałam, żeby odpoczywała.

Nie lubię płakać, bo chcę być taka jak ona. Tak silna, tak twarda, tak mocno stąpająca po ziemi. Moje łzy to wstyd wobec niej, która świetnie sobie ze wszystkim radziła, nigdy nie narzekała. Moje łzy to dowód mojej porażki.

Powiedziałam jej to wszystko…

Powiedziałam, kiedy nie mogłam wyjść z łazienki, bo łzy nie chciały przestać mi lecieć. Wycierałam. Obmywałam woda. A one nadal były. Nie dały się wysuszyć. Syn pukał: „Mamuś, długo jeszcze, bo chcę siku”, a ja próbowałam się uspokoić. To wtedy pierwszy raz położyłam się na kanapie i nie mogłam wstać. Dzieci biegały, a ja nie miałam siły się podnieść. W głowie huczało: obiad, zupę miałaś wstawić, dzieciom ubrania przejrzeć, podłoga w przedpokoju brudna. A ja nie mogłam. Moje ciało odmówiło mi zupełnie posłuszeństwa. I te łzy. „Boli mnie głowa, kochanie”, tłumaczyłam córce, tak jak moja mama mi kiedyś.

Powiedziałam jej o tym. Że jestem słaba, że tak mi przykro, że nie mogę być jak ona. Że tak bardzo bym chciała, bo zawsze ją podziwiałam, bo była dla mnie wzorem. Taką kobietą jak ona chciałam być, a tymczasem czuję, że nie podołam. Że nie dam rady, że to dla mnie za trudne. Tak bardzo nie chciałam jej zawieźć, a zawodziłam coraz bardziej.

Kiedy na nią spojrzałam, zobaczyłam, że płacze. „Mamo, przepraszam, ja już nie będę, przepraszam, że ci to powiedziałam. Już będę się starać. Przepraszam”, powtarzałam próbując wytrzeć jej łzy. A one nie chciały przestać płynąć. Najgorsze co mogłam zrobić, to sprawić, że moja mama będzie płakać przeze mnie. Byłam tak bezradna wobec tych jej łez. Z tak wielkim poczuciem winy. A kiedy już mogła mówić, usłyszałam ciche: „Przepraszam”.

Bo moja mama płakała, płakała codziennie wieczorem, kiedy już spaliśmy. Miała swoje sposoby na opuchnięte oczy. Płakała, że już nie ma siły, że nie da rady wejść w kolejny dzień, że za chwilę przerośnie ją wszystko, nawet zrobienie sobie porannej kawy. Płakała, ze strachu, że nie zdoła nas wychować, że nas rozczaruje. Płakała z osamotnienia i niezrozumienia. Bo przecież jej mama nigdy nie płakała. Czasami tylko bolała ją głowa. Płakała, bo ojciec nie widział jej codziennej walki, bo dla niego „tak musiało być”, bo „życie daje nam po tyłku”, bo „nikt nie obiecywał, że będzie kolorowo”. Płakała, gdy nie mogła dostać dla nas butów. Kiedy nie zdążyła do sklepu kupić mi sukienki na urodziny, którą tak bardzo chciała mi podarować. Płakała nawet nad przypalonymi ziemniakami. Płakała nad sobą, nad swoją słabością, nad bezsilnością. Płakała myśląc o kolejnym dniu, który będzie musiała unieść.

Moja kochana mama, taka silna…

Nadal nie lubię płakać przy innych. Ale mojej córce pokazuję swoje łzy, mówię, że jestem zmęczona, proszę o pomoc, gdy czuję, że jej potrzebuję. Mówię, że nie wszystko trzeba zrobić od razu. Pokazuję, że można sobie pozwolić na popołudniowe siedzenie z gazetą na kanapie, choć podłoga w przedpokoju brudna. Że można zamówić pizzę, gdy nie chce mi się stać nad garnkami. I że można popłakać, gdy nam smutno, gdy tęsknimy, gdy nie wszystko nam wychodzi. Że mamy prawdo do słabości, której nie trzeba zamykać w łazience. Ale nadal nie lubię płakać, ale tego jej nie mówię.


Lifestyle Seks Zdrowie

Dzień #19 Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 marca 2016
Fot. Unsplash/Sande Smees / CCO

Dzisiaj, po dniu pełnym gonitwy, bo jeszcze praca, zakupy i świąteczne przygotowania pomyślcie o relaksie. Późnym wieczorem rzućcie na chwilę wszystko w pioruny, włączcie sobie waszą ulubioną spokojną muzykę. Połóżcie się na podłodze i powoli porozciągajcie wasze zmęczone ciało.

Grzbiet, ramiona, nogi. Pomału wykonajcie kilka ćwiczeń. Wasz mózg zwolni, wasze ciało wam się odwdzięczy podwójną energią i siłą za taką  chwilę – wystarczy 15 minut, odpoczynku. To ja? Wchodzicie w to?


 

I jak? Chcecie naprawdę o siebie zadbać? Przyłączcie się do naszej wiosennej akcji: „Zadbaj o siebie naprawdę”.

My będziemy wam prezentować różne formy aktywności, a wy wysyłajcie nam zdjęcia, piszcie, jak o siebie dbacie, jak dbacie o swoje ciało, jak sobie radzicie.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jest banalne. Wystarczy wrzucić pomysłowe zdjęcie Waszej aktywności na Facebooka z oznaczeniem #SlimemGO. Czy to rolek na nogach, czy pięknego widoku podczas spaceru. A może zdążycie zrobić fotkę w trakcie pogoni za autobusem, czy przy wchodzeniu po schodach? Liczy się pomysł. Te najciekawsze zostaną nagrodzone zestawami fantastycznych kosmetyków, które też pomogą Wam odwdzięczyć się ciału i zadbać o siebie w sposób wyjątkowy. W opisie zdjęcia, napiszcie nam w paru słowach, jak naprawdę o siebie zadbałyście tego dnia.

SZCZEGÓŁY NASZEJ AKCJI ZNAJDZIECIE TUTAJ

#SlimemGO

Fot. Materiały prasowe

Chcesz o siebie zadbać naprawdę? #SlimemGO.


Zobacz także

Paulina Wnuk: Życie nauczyło mnie, że wszystkie niepowodzenia trzeba przekuwać w coś dobrego

Daj szansę każdej miłości, czasem tej najmniej spodziewanej. Ona zawsze ubarwia nasze życie

8 mitów dotyczących ćwiczeń podczas ciąży i miesiączki. Czy w nie wierzyłaś?