Macierzyństwo

Co kupic i czego nie kupowac noworodkowi w prezencie?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
15 września 2016
 

Odwiedziny noworodka wiążą się zwykle z zakupami. Jeśli nie mamy dzieci, albo nasze dzieci sa już sporo starsze, możemy mieć problem z kupieniem prezentu. Kupujemy wtedy albo losowy gift, który doradzi nam akurat ekspedientka w sklepie, albo wybieramy coś zgodnie ze swoim gustem. Niestety często prezenty sa nie trafione. Dlaczego? Kupujemy najczęściej ubranka, zabawki i gadżety dla niemowlat. Co w tym złego? Na przykład to, że nie każda zabawka nadaje się dla takiego malucha, nie każda zabawka jest rozwojowa albo rodzice mają już tyle tego, że starczy dla całego przedszkola. To samo dotyczy ubranek. Kupujemy to co nam się podoba, a nie mając doswiadczenia, nie patrzymy czy rozmiar sie zgadza (często po prostu nie wiemy w jakim rozmiarze chodzi maluch. Jak kupimy za duże to się nie zmarnuje, gorzej jak za małe…), czy są guziki/suwaki/koraliki na plecach (noworodek cały czas leży, więc nie bedzie mu wygodnie), czy da się wygodnie to ubranko założyć (noworodki maja bardzo ograniczone ruchy. Nie mozna ich za mocno wyginać, wciskać ciasnego ubranka przez głowę itd). Żeby uniknąć nietrafionego albo zdublowanego prezentu – najlepiej zapytać rodziców co by chcieli, zeby kupić dziecku! Unikajmy kupowania w ciemno, bo może sie okazać, ze nie potrzebnie wydamy pieniadze i nikt na tym nie skorzysta. Co najchetniej chcą otrzymywac w prezencie dla swojego dziecka rodzice?

1. Kosmetyki dla dziecka
Wszelkie zasypki, maści do smarowania pupy, szamponiki, żele do kapieli, waciki, chusteczki wilgotne, akcesoria typu gruszki czy aspiratorki do noska, cążki do paznokci itd. Oczywiście – zapytajmy co jest potrzebne, bo każdy rodzic ma inne preferencje co do kosmetyków dla dzieci (my np. nie używamy prawie żadnych kosmetyków, poza szamponikiem Musteli i Alantanem do pupy. Jeśli chcemy nawilżyć skóre to raz na jakiś czas smarujemy córke oliwa z oliwek albo moim mlekiem! :))

2. Ubranka
Ubranek nigdy dość, ale warto zapytać jakie są potrzebne. Po co dwudziesta para pajaców w rozmiarze 62, skoro brakuje body na krótki rękaw a jest lato? Do tego warto upewnić się czy ubranko faktycznie bedzie wygodne i czy rodzice na pewno go potrzebują. My na początku dostaliśmy trzy kartony ubranek po moich dwóch siostrzenicach, wiec uważałam, ze każde kolejne ubranko to bedzie zbędny zawalacz komody dziecięcej. Ale z czasem okazało się, że nie wszystkie ubranka sa dobre, niektóre sa niewygodne do zakładania, a gdy Oliwka zaczęła koszmarnie szybko rosnąć, to odkładalismy kolejną stertę ubranek do oddania tworząc pustki w szufladach. Okazało się, że brakuje kurteczek na chłodniejsze dni, spodni czy cienkich body na krótki rękaw. I nagle ubranka dla nas to strzał w 10 🙂

3. Reczniki, kocyki, przescieradla, podklady itd
Kolejna rzecz, której nigdy dość.

4. Pieluchy jednorazowe i tetrowe
Niby wydaje się, ze prezent słaby, ale jest to rzecz, która schodzi w sekundę, a tania nie jest. Rodzice będą wdzięczni, ale dopytajcie jakie ich maluch nosi! Istotny jest rozmiar i firma. Np. u nas Pampersy odparzają pupę 🙁 dlatego uzywamy Baby Dream, Happy i Panda.

5. Ewentualne zabawki
Dziecko przez pierwsze miesiące nie potrzebuje zabawek, ponieważ dopiero poznaje swiat. Nie widzi wyraźnie, ma ograniczoną widoczność kolorów, ma bardzo wrażliwy słuch, więc wszelkie piszczałki sa niewskazane, ma bardzo wrażliwe płuca, dlatego też pluszaki odpadają ze względu na alergeny (siedlisko kurzu) i ryzyko zadławienia się futerkiem. Natomiast ok trzeciego miesiąca zaczyna interesować sie przesuwajacymi obrazkami, zaczyna wyciagać rączki do grzechotek itd. Dlatego można kupować wszelkie grzechotki, gryzaki chłodzące (przydadzą sie jak beda zęby wychodziły) czy proste karty kontrastowe.

6. Coś droższego
Jeśli chcemy kupić droższy lub większy prezent, również warto uzgodnić to z rodzicami. Znam przypadek gdy dziadkowie chcieli zrobić niespodziankę i kupili wózek z fotelikiem dla dziecka. Okazało się, ze rodzice już dawno dokonali takich zakupów, do tego fotelik nie pasował do samochodu którym jeździli rodzice. Prezent trzeba było oddać i glupio wyszło. Można kupić np. chustę do noszenia dziecka (upewnijmy się czy rodzice zamierzają nosić w chuście), wanienkę, przewijak, poduchę do karmienia (polecam Motherhood), bujany fotel do kołysania dziecka i karmienia, pojemnik na pieluchy, ochraniacz na łóżeczko, przewijak turystyczny, sterylizator do butelek czy podgrzewacz.

7. Prezent dla rodzicow
Oczywiście to rodzice zajmują sie dzieckiem, więc warto o nich też pamiętać 🙂 mama ucieszy sie z kosmetyków dla kobiet w połogu (balsamy nawilżające, kremy ujedrniające, kremy regenerujące do piersi czy laktator), tacie natomiast bedzie miło gdy dostanie np. koszulkę „Super Tata”, czy chociaż pudełko czekoladek na osłodę 😉 . Dobrym pomysłem dla rodziców jest video niania (drogi prezent!) czy książki o wychowaniu i pielegnacji niemowląt.

Pomysłów na prezenty jest teraz cała masa. Wybór jest przeogromny, ale w tym wirze zakupowym łatwo wpaść na minę nieudanych zakupów. Nie bójmy sie zapytać rodziców czego im potrzeba. W końcu niemowlę w domu to spore wydatki dla rodziców, wiec warto kupić coś praktycznego i odciążyć ich finansowo chociaż w niewielkim stopniu 🙂


Macierzyństwo

Drodzy Politycy! Adoptujecie moje niepełnosprawne dziecko? #CzarnyProtest

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
23 września 2016
 

Trzy miesiące temu urodziłam córkę. To moje pierwsze dziecko, pierwsza ciąża, pierwszy poród. Od dnia, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, żyłam w lęku czy uda mi się ciążę utrzymać. Od 6 lat słyszałam, ze nie mogę mieć dzieci, że moje jajniki są niewydolne, że mogą być problemy, że może kiedyś in vitro załatwi sprawę. Może.

Choruję na Hashimoto, celiakię, insulinooporność i PCOS. Przez lata zmagałam się z konsekwencjami tych chorób tj. przewlekłą anemią spowodowaną niedoborem żelaza, B12 i kwasu foliowego, zaburzeniami wchłaniania i niedoborami, tężyczką, migrenami, zbyt cienkim endometrium, zanikiem miesiączek (oczywiście brak owulacji), niedoborem progesteronu i estradiolu, hipoglikemią i depresją.

Byłam „wybrakowana”, nie czułam się kobieco z tym wszystkim. Jednak wydarzył się cud, trafiłam na świetnego lekarza, który poskładał mnie do kupy i zaszłam w ciąże. Bez starania. Spontanicznie.

Całe 9 miesięcy bałam się, że coś pójdzie nie tak. Musiałam brać leki – euthyrox, metforminę i sporo antybiotyków. One nie są obojętne dla dziecka. Bałam się najbardziej, ze stracę dziecko, że poronię lub urodzę zbyt wcześnie, że dziecko urodzi się chore, niepełnosprawne, że coś mi się stanie. Czekałam od badania do badania, żeby na kolejny miesiąc odetchnąć z ulgą i powiedzieć: „uff, rozwija się prawidłowo. Serduszko bije…„.

Zaczęłam rodzić w 36 tygodniu ciąży, ostatecznie udało się skurcze wyciszyć i urodziłam na początku 37 tygodnia. Znowu lęk, czy wszytko pójdzie ok podczas porodu. Córka urodziła się po 14 godzinach, siłami natury. Zdrowa, silna, ze szmerkiem na serduszku. Z zaleceniami kontroli kardiologicznej wypisali nas do domu, a ja odetchnęłam. Już po wszystkim. Jesteśmy razem.

Teraz czytam o tym, co nasi wspaniali rządzący krajem chcą wprowadzić i nogi mi się uginają. Chcą pozbawić nas – kobiety głosu w sprawie własnej macicy! Nikt z tych mądrali nie wie co czuje kobieta, która nie może mieć dzieci, co czuje kobieta, która nosi w sobie niepełnosprawne dziecko, nikt też nie wie co czuje matka zgwałconej nastolatki w ciąży i sama nastolatka…

Od prawie 4 lat prowadzę projekt Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie i czytam tysiące historii kobiet, które nie mogą mieć dzieci i jedyną nadzieją jest dla nich in vitro. Czytam też historie kobiet, które wielokrotnie poroniły, których ciąże były i są zagrożone, które wiedzą, że ich dziecko urodzi się chore. Lekarze będą bać się udzielać pomocy, z obawy ze trafią do więzienia. W ustawie jest napisane, że ciążę może przerwać lekarz, jeśli zagrożone jest życie matki. Tylko dobrze wiemy, jak są interpretowane ustawy w naszym kraju. Nic nie jest precyzyjnie opisane i jeśli sąd uzna, że lekarz za szybko podjął decyzje o przerwaniu ciąży, że mógł jeszcze poczekać, bo życie matki nie było AŻ TAK BARDZO JESZCZE zagrożone – trafi do więzienia. Jeśli kobieta poroni samoistnie – sąd będzie doszukiwał się przyczyny i winnego. W ustawie stoi, że jeśli kobieta poroniła na wskutek swojego zaniedbania, nie dostanie zarzutów. Więc już widzę wszystkie ofiary gwałtów, które nie mogą usunąć ciąży, a nie chcąc urodzić dziecka gwałciciela i robią wszystko, żeby wyszło na „zaniedbanie” narażając swoje i cudze życie. I to jest dopiero niebezpieczne! Bo wiemy do czego zdolne są zdesperowane kobiety, a jeśli w dodatku są np. niepełnoletnie? Coś czuję, że ta ustawa wyrządzi więcej krzywdy niż pomoże… 

13 lat temu leżałam w szpitalu dziecięcym przy Litewskiej w Warszawie. W pokoju, na oddziale endokrynologicznym leżałam z Kamilą – moją rówieśniczką. Rozmawiałyśmy o tym co robią nasi rodzice, gdzie chodzimy do szkoły, czy mamy rodzeństwo. Ja chwaliłam się, że mam dwie starsze siostry, a Kamila powiedziała, że jest jedynaczką, chociaż miała siostrę, ale jej nie pamięta. Gdy Kamila miała 2-latka, jej mama urodziła siostrzyczkę, która zmarła po miesiącu. Urodziła się z ciężkimi wadami rozwojowymi. Nic nie widziała, nie słyszała, miała niewydolność serca, płuc i nerek. Udusiła się. Nie słyszała głosu swojej mamy, ani bicia jej serca będąc jeszcze w brzuchu, nie widziała ich twarzy, prawdopodobnie nie czuła ich zapachu. Kamila mówiła, że jej mama za późno się dowiedziała, że jej siostra jest chora i nic nie dało się już zrobić. Wtedy ta historia tak bardzo mną nie poruszyła, jak teraz gdy do niej wracam. Podejrzewam, że mama Kamili dowiedziała się o wadach po 24 tygodniu ciąży i nie mogła jej przerwać. A może wiedziała wcześniej, ale nie chciała? Nie wiem, nie pamiętam, nie rozumiałam wtedy tego, ale dopiero teraz mogę się domyślać co czuła jej mama wiedząc, że rodzi niepełnosprawne dziecko, które lada chwila może umrzeć. I umiera. Na rękach matki, która wycierpiała poród i czas spędzony z umierającym dzieckiem.

W ustawie jest paragraf, który mówi, że kobieta, która urodziła niepełnosprawne dziecko otrzyma od rządu pomoc. Zarówno finansową jak i społeczną. Jeśli kobieta odda dziecko niepełnosprawne do adopcji, rząd gwarantuje, że przyspieszy proces adopcyjny dla tego dziecka. Miło z ich strony. Ale jaką mamy gwarancje, że tak będzie? I co to znaczy, że przyspieszy? To znaczy o ile? O dzień czy miesiąc? A może każdy Poseł adoptuje tak chociaż po jednym dziecku? Albo może osobiście by przychodzili do domu pomagać przy opiece i pielęgnacji? Co Wy na to, drodzy Posłowie i Posłanki? I co to jest pomoc finansowa od rządu? To znaczy ile? A społeczna? Pielęgniarka 24h czy dodatkowa wizyta w miesiącu? Przy wielu niepełnosprawnościach rodzice muszą rezygnować z pracy. I zamiast zarabiać 6 tys zł we dwoje, zarabia tylko jedna osoba – 3 tys zł (jestem optymistką, wiem. Nie każdy tyle zarabia. Niektórym zostaje 1500 zł, albo i mniej). Osoba, która decyduje się odejść z pracy, żeby zajmować się chorym dzieckiem, rezygnuje ze swojego życia. Nie realizuje się, nie rozwija, pogarszają się relacje małżeńskie, często jeden małżonek odchodzi zostawiając drugiego samego… Czytam komentarze rodziców dzieci z Zespołem Downa. Większość pisze, że gdyby wiedziała jak to wygląda, przerwała by ciążę. Niektórzy z Was pewnie myślą „co za rodzice…”. A ja uważam, że oni naprawdę kochają swoje dzieci! I właśnie dlatego pewnie by ponownie nie dopuścili do takiego cierpienia. Widzę też po sobie, bo widząc swoją 3-miesięczną córkę podczas pobierania krwi, ryczę „bo ona cierpi”, więc nie wyobrażam sobie co czują rodzice chorego dziecka, który musi mieć robione dużo gorsze, bardziej bolesne zabiegi.

Zachecam do przeczytania wywiadu z prof Dębskim z warszawskiego szpitala Bielańskiego.

Nie jestem typem krzyczącym pod Sejmem. Jestem warszawianką i widziałam setki protestów, pikiet i manifestacji, z którymi zgadzałam się lub nie. Nigdy nie brałam w tym udziału i raczej trzymałam opinie dla siebie. Ale teraz nie mogę. Jeszcze nie dawno chciałam mieć drugie dziecko, teraz się boję. Bo pierwsza ciąża przebiegła ok, ale jaką mam gwarancję że z drugą też tak będzie? Żadnej. Czy zatem będę miała prawo zdecydować o własnym życiu i zdrowiu oraz swojego dziecka?

Bardzo ładnie to napisał prof Dębski:
Nie da się też ograniczyć liczby wad rozwojowych dzieci. Tylko, że ja w tej chwili mam otwarte pole działania. Mam ciążę, 27 tygodni. Mam dziecko 500 gramów. Umierające. Bo powinno być dwa razy więcej. Ale mogę zrobić pacjentce cięcie, urodzić tego dzieciaka, dać neonatologom na OIOM noworodkowy i powiedzmy 60-70 proc. tych dzieci przeżyje. Ale 40 proc. umrze. I zgodnie z tym projektem ustawy ja za któreś z tych 40 proc. pójdę do więzienia, bo wyjąłem je z macicy „za wcześnie”. Konserwatyści chcą chronić prawa zapłodnionej komórki od pierwszego dnia, zapominając zupełnie o prawach matki. Ona ma być worem na urodzenie tej komórki i koniec. Obecnie mogę ratować pacjentkę, gdy bezpośrednio zagrożone jest jej życie. Jeśli zmieni się ustawa, nie będę mógł zrobić pacjentce z ciążą pozamaciczną laparoskopii, żeby do tego zagrożenia życia nie doszło – bo to już nie będzie działanie w sytuacji zagrożenia życia! To jest absurd!

Mamy wielu wspaniałych lekarzy, którzy uratowali tysiące istnień, czemu musimy ich ograniczać w tym co robią najlepiej?


Macierzyństwo

Co najbardziej denerwuje matki zaraz po porodzie?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
12 września 2016
Fot. Pixabay

Poród dla kobiety to ogromny wysiłek. Okres poporodowy często jeszcze większy. Emocje jakie towarzyszą przyjściu na świat dziecka, ciężko opisać. Pierwsze maleństwo dla rodziców, to zupełnie nowe doświadczenie, które mimo przeczytanych setek książek, często przerasta. W ciąży wyobrażamy sobie poród jako coś idealnego, pierwszy dzień dziecka w domu jak cudownym, emocjonalnym przeżyciem, a potem każdy kolejny dzień radosnymi chwilami z rodziną. Niestety, jeśli ktoś tak właśnie myśli, to może się nieźle rozczarować :). Okres poporodowy jest często koszmarem: nie znamy jeszcze swojego dziecka, więc nie potrafimy do końca reagować na jego potrzeby – uczymy się dopiero, po porodzie kobiety czują się jak zombie, próbują dojść do siebie w miarę szybko, ale nie są w stanie tego przeskoczyć, ojcowie czują się zagubieni, bezradni, z jednej strony się cieszą, a z drugiej są przerażeni nową sytuacją: dzieckiem, wyglądem i samopoczuciem partnerki, czy tym… że wzięli urlop i muszą teraz siedzieć w domu, a nie są do tego przyzwyczajeni.

Sama, mimo, że poród wspominam nieźle, to okres poporodowy był dla mnie istną bombą zegarową. Myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że przesadzam, że mi odbiło, ale przeskanowałam mnóstwo grup parentongowych na Facebooku, for internetowych, blogów, rozmawiałam z kilkunastoma matkami i na tej podstawie zebrałam kilka rzeczy, które najczęściej pojawiały się w tematach pt. „co Was najbardziej denerwowało po porodzie?”. Oto one:

Opieka nad.. Mężem

Najczęstszy problem: kobieta wraca ze szpitala z dzieckiem, mąż wspaniałomyslnie bierze tydzień lub dwa wolnego, żeby pomóc żonie przy dziecku, w domu, robić zakupy. A jak to często wygląda w praktyce? Mąż ładnie prosi czy ona ugotuje mu obiad, zrobi pranie, albo siada przed telewizorem i na jej prośby czy może posprzątać, pójść na zakupy itp odpowiada ciągle „zaraz”. A „zaraz” nie nadchodzi. Kobieta staję się coraz bardziej sfrustrowana, mimo szalejących hormonów, Baby Bluesa i płaczącego dziecka, finalnie wszyscy są wkurzeni. Wiele kobiet pisze, że wolałoby żeby mąż poszedł od razu do pracy a nie przeszkadzał w domu. Osobiście byłam w szoku czytając mnóstwo historii na ten temat, bo u mnie jednak mąż okazał się bardziej pomocny niż sądziłam 🙂

Goście zaraz po porodzie

W większości książek, poradników i portali piszą, że pierwsze sześć tygodni po porodzie to mega ważny czas dla kobiety i dziecka. Pediatrzy, położne i psycholodzy piszą wprost :”unikajcie gości, wyślijcie zdjęcie dziecka i zaproscie za kilka tygodni jak mama i dziecko dojdą do siebie”. Jest to najbardziej nierealne że wszystkich wskazówek: goście pchają się drzwiami i oknami, bo koniecznie chcą zobaczyć dziecko JUŻ. A jeśli nie daj Boże, jakaś matka odważy się odmówić gościom odwiedzin od razu jest potepiona i narażona na fale fochów: „nie lubi nas”, „egoistka chce dziecko tylko dla siebie”, „brak kultury”, „Zosia samosia”, „jesteśmy dziadkami /ciocia /wujkiem MAM PRAWO zobaczyć dziecko!”. Tak, z takimi komentarzami spotykają się matki po porodzie. Sa też matki, które mówią wprost, że nie życzą sobie gości przez kilka tygodni i zatykają uszy na marudzące komentarze. Praktycznie każda matka zaraz po porodzie, nie ma ochoty na gości, chyba, że jest to najbliższa rodzina.

Branie dziecka na ręce

Po porodzie pojawia się u kobiety ekstremalna burza hormonalna. Organizm próbuje dojść do równowagi, jednocześnie wytwarza hormony, które mają na celu obudzić w nowej mamie instynkt macierzyński, laktacje itd. Tak jak każdy ssak, matka chce zaopiekować się dzieckiem, wykarmic i przytulić. Do tego dziecko, po traumatycznym przeżyciu jakim jest poród, chce poczuć zapach mamy, usłyszeć bicie jej serca i poczuć się bezpiecznie w jej ramionach. A tu nagle przychodzą inne, duże, głośne „stwory”, z toną nowych zapachów, dźwięków, które są tak przerażające dla noworodka i jeszce biorą na ręce.. Nic bardziej nie doprowadza matki do szału, jak zabieranie jej takiego malucha! Oczywiście odmowa wiąże się znowu z fala fochow, bo „nam się należy”. Teoretycznie każdy gość, powinien wyczuć czy matka życzy sobie branie na ręce dziecka. Jeśli tak, to na pewno sama zapyta, czy ktoś chce potrzymać malucha.

Matka jako statysta

Wszyscy aż się trzęsą na widok dziecka, podnoszą, piszczą i skaczą.. Zamiast dać mu spokój i.. zainteresować się matką. Często goście nie pytają kobiety jak się czuje, czy jej pomóc, nie zwracają uwagi, że jest zmęczona i nie dość że odwiedziny trwają za długo (1-2 h to powinien być max), są zbyt późno (goście lubia przychodzić na wieczór albo siedzieć do późna) to jeszce oczekują że matka zrobi herbatę, coś do jedzenia –  jednym słowem „ugości”, a ojcowie zamiast zaprotestować temu, robią za duszę towarzystwa, chwaląc się dzieckiem, pokazując swoją dumę i radość.

Mąż nie broni

Większość kobiet po porodzie oczekuje od swojego partnera, że będzie bronił swojej „jaskini jak lew”. Wiec w naszych czasach rozumiemy to jako „wyprosi gości informując że żona i dziecko muszą odpocząć”, „nie pozwoli jej gotować, sprzątać i sam przejmie inicjatywę”, „wytłumaczy dziadkom, że jeszcze będą mogli nacieszyć się dzieckiem, ale ‚za trochę'”, „ugotuje żonie obiad”, „wstanie w nocy zmienić pieluche”itd.

Złote rady ciotki-klotki

Oczywiście wszyscy radzą co mama ma robić. „Tak nie wolno”, „tego nie”, „tamtego nie”, „a 30 lat temu to nie było tego i tamtego i dzieci żyją”… Każda matka ma swój niezastapiony instynkt, a gdy czegoś nie jest pewna, wie gdzie się udać po pomoc. Niestety wszystkie ciotki-klotki o tym zapominają, usypiając naturalną czujność i instynkt matki. Często też udowadniają w ten sposób, że świeża matka do niczego się nie nadaje i na pewno sobie nie poradzi z dzieckiem. Jeśli faktycznie chcesz udzielić jakieś wskazówki, zrób to delikatnie, ale zapytaj czy coś jej doradzić.

Położna

To raczej denerwuje kobiety, które rodziły kolejny raz, bo twierdzą że mają już doświadczenie i nie potrzebują położnej. Inne kobiety narzekają na brak zaangażowania położnych, albo zbyt duże wtrącanie się w sprawy osobiste (komentarze np. że rodzice nie mają ślubu).

Ból krocza i zmęczenie

Poród, szycie krocza, blizna po cesarce, koszmarne zmęczenie po ostatnich tygodniach ciąży i porodzie (wysiłek porodowy jest porównywalny do  przebiegniecia maratonu). Hormony szaleją, dziecko płacze, nie można usiąść albo wygodnie nakarmić malucha. Ból i stres przy wypróżnianiu, huśtawki hormonalne i nastroje ciężkie do opakowania, a dziadkowie jeszcze namawiają żeby wyjść na rodzinny spacer, czy mąż chce zaprosić kolegów na mecz… To o czym marzy każda kobieta w tym czasie: cisza, spokój, odpoczynek, wsparcie i zrozumienie.

Płacz dziecka

Dziecko płacze, bo jest głodne, ma mokrą pieluche, jest zmęczone, przeładowane bodźcami, chce się przytulić.. Tylko jak to odróżnić? I do tego w nocy… Większość kobiet popada we frustracje, irytacje, niektóre czują się bezsilne, a jeszcze inne chcą pozbyć się własnego dziecka. Boimy się tych emocji, a one są naturalne, z czasem mijają, ale swoje trzeba na początku przejść.

Oczekiwania otoczenia co do szybkiej rekonwalescencji

„bo Anka po tygodniu już do pracy poszła”,”ból musisz rozchodzić”, „przecież minął miesiąc od porodu a ty dalej zmęczona?”. Połóg trwa 6 tygodni a każda kobieta dochodzi do siebie w swoim czasie. Okres ochronny powinien trwać 3 miesiące dla dziecka i dla matki. Chociaż są takie kobiety, które poczuły się lepiej dopiero po czterech miesiącach, a niektóre po dwóch.

Brak zrozumienia otoczenia co do połogu

Osoby, które nie rodziły nie mają zielonego pojęcia jak trudnym okresem jest połóg. Dla wielu kobiet jest gorszy niż sam poród. Dyskomfort związany z gojeniem rany krocza lub po cesarskim cięciu, bóle macicy wynikające z jej obkurczania się, odchody poporodowe (nazwa tak samo urocza jak zjawisko), wietrzenie rany, bóle mięśni, oczu, głowy, zmęczenie… Niektórzy myślą, że jeśli kobieta po porodzie ładnie wygląda to znaczy, że jest wszystko ok i doszła do siebie: nie prawda. Kobieta jeśli ładnie wygląda po porodzie, przeważnie po prostu wie jak doprowadzić się do porządku i zwyczajnie ma na to ochotę, ale organizm to zupełnie co innego. Jeśli na początku połogu kobieta się przemęczy, to po jego zakończeniu wcale nie będzie czuła się dobrze.

Laktacja

Pierwsze miesiące są trudne. Jedne kobiety walczą ze zbyt małą ilością pokarmu, inne mają takie ilości, że cieknie po nogach.. Ból piersi, krwawienia, stany zapalne, plamy na ubraniach, bieganie w nocy pod ciepły prysznic czy odciąganie mleka itd. Ciężko sobie z tym poradzić, zwłaszcza przy braku doświadczenia. Kobieta nie ma ochoty w takim stanie chodzić na długie wycieczki, wyjeżdżać, przyjmować na długo gości itd.

Presja otoczenia co do wycieczek z dzieckiem

„Dziecko przecież ma już 4 tygodnie!!!” Czemu więc ma nie iść na urodziny, wesele, wyjechać na weekend czy iść na zakupy? Wiele osób nie rozumie, że dla takiego dziecka to taki ogrom bodźców, stresu, zarazków oraz przede wszystkim męka dla matki (problemy z laktacją, zmęczenie, brak wprawy przy opiece nad nowym człowiekiem poza domem, irytacja dotycząca brania dziecka na ręce i postawa lwicy itd.)

Euforia taty

Wiadomo, że rodzice cieszą się z potomka. Ojcowie tracą głowę jak widzą swoje maleństwo i chcą się nim pochwalić całemu światu. Wszystko fajnie, pięknie, ale często przy tym zapominają że powinni chronić i oszczędzać i dziecko, i matkę. Chcą wtedy co chwile zapraszać gości, chodzić na miasto, jeździć na wycieczki itd. Lepszym rozwiązaniem byłoby wysłanie zdjęcia dziecka rodzinie i znajomym, a następnie odczekać kilka tygodni, chroniąc „swojej jaskini”. Euforia najczęściej dotyczy tych tatusiów, którzy nie wstają w nocy do dziecka 😉

Drogie Mamy, dodałybyście coś? 🙂