Seks Zdrowie

Najczęstsze problemy łóżkowe, czyli co o seksie każdy wiedzieć powinien

Zuza Wiszowaty
Zuza Wiszowaty
5 listopada 2015
Fot. iStock
 

Seks jest wszędzie. Fala erotyzmu zalewa ekrany naszych telewizorów, okładki gazet i bilbordy na ulicach „szczują cycem”, a i w książkach nie brakuje opisów seksualnych doznań. Seks jest ważną częścią naszego życia, czy tego chcemy, czy też nie.

Ale czy potrafimy po prostu rozmawiać ze sobą o seksie? Ile o nim wiemy? W moim liceum pani pedagog opowiadała nam, że seks to tak jakby wjazd maszyny do garażu. Dalsze zagłębianie tematu potrzebne nie było, bo przecież „licealiści TEGO nie robią”. Tymczasem efekty braku odpowiedniej edukacji seksualnej są przytłaczające – to rozpady związków, białe małżeństwa i frustracja ciągnąca się czasem przez długie lata.

A Ty? Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że mimo dużego podniecenia nie miałaś orgazmu? A może Twój partner dochodził za szybko? Tobie przeszła ochota na seks albo wręcz przeciwnie –  nie mogłaś myśleć o niczym innym?

Czy wszystko z Tobą w porządku? Dlaczego tak się dzieje? Co zrobić, gdy seks staje się udręką lub nie ma go wcale? Być może znajdziesz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania w opisanych przeze mnie DYSFUNKCJACH SEKSUALNYCH:

HIPOLIBIDEMIA – gdy popęd seksualny jest obniżony, a Ty „chciałabyś chcieć”

Hipolibidemia dawniej zwana była „oziębłością” i oznacza obniżenie popędu płciowego lub – w skrajnych przypadkach – jego wyłączenie. Można ją stwierdzić wtedy, kiedy nie interesują Cię kontakty seksualne, nie prowadzisz życia erotycznego, nie podejmujesz zachowań autoseksualnych (masturbacja) oraz nie masz snów i fantazji erotycznych.

Zanim stwierdzisz u siebie tę dysfunkcję, weź pod uwagę, że popęd płciowy zależy od płci i wieku. Na przykład mężczyźni największy popęd odczuwają w wieku lat dwudziestu, podczas gdy ich rówieśniczki nie są seksem w tym czasie specjalnie zainteresowane. U kobiet popęd – wbrew pozorom – najbardziej wzrasta w okolicach 35 roku życia.

Czym może być spowodowana hipolibidemia? Jej przyczyną mogą być depresja, przyjmowane antydepresanty, dyspareunia (ból podczas współżycia), zmęczenie, antykoncepcja, spadek testosteronu, a także za dużo prolaktyny (np. podczas karmienia piersią lub w efekcie występowania chronicznego stresu). Czasem mężczyzna może stracić zainteresowanie seksem z powodu frustracji spowodowanej zaburzeniami erekcji. Częstym – o zgrozo – powodem zaniku popędu jest także nieodpowiednia higiena partnera.

Czy na hipolibidemię są jakieś magiczne tabletki? Nie. Dysfunkcję tę leczy się wyłącznie przyczynowo – rozwiązując problem, który ją wywołał. Oczywiście trzeba też pamiętać, że każdy z nas jest inny i niektórzy ludzie mają niski popęd, bo po prostu tacy są ☺

AWERSJA SEKSUALNA – gdy seks budzi wstręt

Osoby cierpiące na hipolibidemię nie mają ochoty na seks, chociaż często bardzo by chciały. Z awersją seksualną jest inaczej. Dotyka ona głównie kobiety i wiąże się z odczuwaniem wstrętu na samą myśl o partnerze lub współżyciu. Czasem odruch wymiotny może wywoływać sam widok nagiego ciała. Zdarza się także, że takie osoby podczas współżycia odczuwają orgazm wyłącznie na poziomie fizjologicznym – nie czerpią z niego żadnej przyjemności.

Najczęstszą przyczyną awersji seksualnej są przeżyte traumy – np. gwałt. Powodem może być także wychowanie w przekonaniu, że seks jest grzeszny, brudny i zwierzęcy.

W takich przypadkach leczenie jest również przyczynowe i zalecana jest psychoterapia. Pomóc mogą także niektóre antydepresanty oraz leki o charakterze przeciwlękowym i uspokajającym. Pamiętaj jednak, że podjęcie odpowiedniego leczenia wymaga konsultacji z lekarzem.

BRAK REAKCJI GENITALTNEJ – gdy ciało nie reaguje

Oto bolączka przede wszystkim mężczyzn. On chce, ale nie może. Wzwodu nie ma albo szybo ustępuje no i klapa. Spokojnie! Mam dla Was dobre wiadomości ☺

Przede wszystkim u mężczyzn do 45 roku życia aż 80 proc. zaburzeń erekcji ma podłoże psychologiczne, a tylko 20 proc. – somatyczne. Sytuacja zmienia się po 45 roku życia – wtedy aż 70 proc. stanowi podłoże somatyczne i jest zazwyczaj wynikiem chorób takich jak np.  cukrzyca i miażdżyca. Przyczynę mogą stanowić także nieodpowiednia dieta i nadużywanie alkoholu. Fatalnie na erekcję wpływa również przyjmowanie antydepresantów. U młodszych panów częstym powodem braku wzwodu jest z kolei palenie marihuany.

Zaburzenia erekcji o podłożu psychologicznym i somatycznym bardzo łatwo rozróżnić.  W tym pierwszym przypadku u panów będzie nadal pojawiać się erekcja samoistna, np. po przebudzeniu. Osoby, które nie osiągają wzwodu z powodu wystąpienia jakiejś choroby, nie będą miały erekcji w ogóle.

Z czego wynikają problemy psychologiczne tak dużego grona mężczyzn? Zazwyczaj z obawy, że im nie wyjdzie. Panowie często tak bardzo koncentrują się na tym, że musi dojść do erekcji (i jaki będzie wstyd, kiedy tak się nie stanie), że skupiają się na swoim penisie bardziej niż na doznaniach erotycznych z partnerką.

Zazwyczaj najlepszym rozwiązaniem problemu są tutaj tabletki wzmacniające erekcję (typu Braveran). Nie dlatego, że faktycznie działają. Ale dlatego, że mężczyzna, przekonany o ich skuteczności, skupia się na seksie i czerpaniu z niego przyjemności i przestaje się przejmować szwankującym narządem. Biorąc to pod uwagę warto też więc zadbać w łóżku o relaks.

Z kolei w przypadku braku erekcji o podłożu somatycznym zalecane jest stosowanie środków takich jak Viagra, Levitra czy Cialis. Działają one faktycznie i to stosunkowo długo – od 4 do nawet 36 godzin. Mężczyźni, którzy po przyjęciu popularnej niebieskiej tabletki nie osiągnęli samoistnie wzwodu, nie powinni się przejmować – erekcja nastąpi dopiero, gdy pojawi się bodziec erotyczny ☺

ZABURZENIA ORGAZMU

Zaburzenia orgazmu najczęściej dotyczą kobiet. Około 4 proc. z nich nie osiąga orgazmu na drodze jakiejkolwiek stymulacji. Może się okazać, że orgazm, który kiedyś występował, nagle przestał się pojawiać. Dzieje się tak często u osób zdradzanych oraz trzeźwiejących alkoholików – przyzwyczajonych do uprawiania seksu po spożyciu alkoholu. Bywa również i tak, że brak orgazmu ma charakter sytuacyjny i nie występuje on tylko z konkretną osobą.

Dlaczego tak się dzieje? Najczęstszą przyczyną braku orgazmu jest niewłaściwa stymulacja oraz zbyt niskie podniecenie. Warto wtedy o szczerą rozmowę z partnerem i poszukiwanie nowych doznań w łóżku. Nie bój się porozmawiać z drugą połówką o swoich potrzebach i nigdy nie zmuszaj się do robienia rzeczy, na które nie masz ochoty.

Bardzo często zdarza się również, że kobieta osiąga orgazm wyłącznie w drodze stymulacji łechtaczki. Wiele osób żywi przekonanie, że orgazm łechtaczkowy jest „niedojrzałą formą” orgazmu. To nie jest prawda! Orgazm łechtaczkowy jest fizjologicznie takim samym orgazmem jak  pochwowy i niczym mu nie ustępuje. Jeżeli jednak bardzo zależy Ci na osiągnięciu orgazmu pochwowego, warto udać się do seksuologa, który pokaże Ci odpowiednie ćwiczenia. Problem z osiągnięciem orgazmu pochwowego ma bowiem wiele kobiet, które nie znają swojego ciała – nie zaspokajają się bądź robią to wyłącznie w drodze stymulacji łechtaczki.

Problemem, o którym warto wspomnieć, jest zespół Havelocka Ellisa – kiedy kobieta przyzwyczaja się do masturbacji poprzez stymulowanie łechtaczki strumieniem wody z prysznica. Doznania, jakie temu towarzyszą, są tak silne, że mogą doprowadzić do tzw. zakodowanych reakcji seksualnych – nawet najlepszy partner będzie miał problem, by zaspokoić kobietę, której organizm przyzwyczaił się do osiągania orgazmu w ten sposób. Leczenie tego zespołu jest trudne i zazwyczaj polega na przyzwyczajeniu ciała do nowych doznań. Również w takiej sytuacji warto spotkać się z seksuologiem.

WYTRYSK PRZEDWCZESNY/ZBYT WCZESNY

Wytrysk przedwczesny/zbyt wczesny to problem 30 proc. mężczyzn, choć okresowo/jednorazowo występuje on aż u 60 proc. panów do 25 roku życia.

Rozróżniamy wytrysk przedwczesny, który występuje jeszcze przed wejściem do pochwy oraz zbyt wczesny – już w pochwie. Co to znaczy, że mężczyzna kończy za wcześnie? Przyjmuje się, że dzieje się tak wtedy, kiedy mężczyzna osiąga orgazm zanim zdąży zaspokoić kobietę. Oczywiście jest to trochę problematyczne stwierdzenie (np. kiedy kobieta nie szczytuje nigdy), jednak pary, które borykają się z tym problemem, zazwyczaj są doskonale świadome tego, kiedy sytuacja ‘wymyka się spod kontroli’.

60 proc. to bardzo dużo biorąc pod uwagę, że problem ten jest bardzo prosty do rozwiązania ☺ Wytrysk przedwczesny/zbyt wczesny jest bowiem efektem zbyt rzadkiego zaspokajania się w stosunku do potrzeb seksualnych. Tymczasem mężczyźni, którzy osiągają orgazm zbyt wcześnie, zniechęcają się do współżycia, uprawiają seks rzadziej i tym samym pogłębiają tylko problem. Młodszym panom, którzy mają możliwość współżyć z partnerką raz na tydzień (kiedy rodzice wychodzą do kina) zalecana jest częstsza masturbacja – np. rano, kiedy odbycie stosunku planuje się na wieczór.

W przypadku bardzo wysokiego popędu, którego nie da się w żaden sposób zaspokoić, zaleca się przyjmowanie w małych dawkach niektórych antydepresantów, zmniejszających popęd.

POCHWICA NIEORGANICZNA – gdy stosunek jest niemożliwy

Pochwica nieorganiczna występuje wtedy, gdy mięsnie u wejścia pochwy zaciskają się mimowolnie do tego stopnia, że wprowadzenie penisa – czy też nawet palca lub tamponu – staje się niemożliwe. Nie należy się przejmować tym, że penis „utknie” w pochwie – nie ma takiej fizycznej możliwości. On po prostu się do niej nie dostanie.

Pochwica może mieć postać pierwotną i pojawić się już przy pierwszej próbie podjęcia współżycia, bądź też postać wtórną. Zazwyczaj postać wtórna dotyczy kobiet, które doświadczyły zgwałcenia – występuje aż u 60 proc. ofiar tego typu przemocy seksualnej.

Czasem mimowolny skurcz pojawia się na samą myśl o penetracji. Zazwyczaj powodami tej dysfunkcji są: przeżyta trauma, lęk przed współżyciem, bólem oraz zajściem w ciążę. Zdarza się również, że występuje ona u osób o orientacji nieheteroseksualnej, które nie są świadome swojej seksualności. Niekiedy podczas pierwszego razu bardzo wrażliwy partner obawia się zadania bólu partnerce i wycofuje się, co powoduje, że wyobrażenie „bólu” w głowie dziewczyny staje się jeszcze większe i potęguje strach przed współżyciem.

W takich przypadkach konieczna jest terapia behawioralna, bądź też przepisanie przez lekarza odpowiednich środków uspokajających i rozluźniających mięśnie, które należy przyjąć przed współżyciem.

DYSPAREUNIA NIEORGANICZNA – gdy seks sprawia ból

Dyspareunia dotyczy przede wszystkim kobiet i może być spowodowana wieloma czynnikami. Czasem ból może stanowić np. formę obrony przed seksem (np. w przypadku nieuświadomionej homoseksualności) lub też pojawiać się – paradoksalnie – w efekcie strachu przed bólem związanym z podjęciem współżycia. Innymi powodami są także stany zapalne, endometrioza oraz blizny, będące efektem nacięcia krocza w trakcie porodu.

Leczenie w tym przypadku jest zależne od przyczyny – konieczna może być psychoterapia, bądź też leczenie miejscowe (np. w przypadku występowania bolesnych guzków).

HIPERLIBIDEMIA – gdy seks determinuje Twoje życie

Przede wszystkim warto wiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak uzależnienie od seksu (ani od hazardu). Uzależnienie – z definicji – jest bowiem efektem wpływu substancji obcej na organizm. Ciało innego człowieka nie jest zaś czymś obcym, ale naturalnym ☺ Co więcej, cechą charakterystyczną uzależnienia jest to, że z czasem potrzebujemy coraz więcej danej substancji, aby uzyskać ten sam efekt.

W przypadku osób, które cierpią na nadmierny popęd seksualny, którego nie są w stanie kontrolować, mówimy natomiast o tak zwanych zachowaniach przymusowych. Z problemem tym zmaga się co dwudziesta osoba.

Zanim zdiagnozujesz u siebie nimfomanię lub satyryzm zastanów się jednak, jak duże są Twoje potrzeby seksualne – czy faktycznie determinują każdy Twój dzień. Duży popęd seksualny jest czymś zupełnie naturalnym. Dopiero, gdy nad nim nie panujesz, staje się problemem.

Na szczęście także i w tym przypadku rozwiązanie jest bardzo proste i bezbolesne, ponieważ istnieją skuteczne środki, które zmniejszą Twój popęd i wyeliminują problem.

Opisane przeze mnie dysfunkcje są bardzo częste i – zazwyczaj – bardzo proste do obejścia. Poradzenie sobie z nimi wymaga tylko (albo aż) wiedzy, szczerości w związku oraz odwagi, by skonsultować swój problem z lekarzem, np. seksuologiem. Nie pozwól, aby wstyd i strach niszczyły Twoje życie seksualne i – w efekcie – związek. Seks jest bardzo ważny i szkoda, że nie potrafimy o nim otwarcie rozmawiać.


Seks Zdrowie

Samotny z wyboru – kiedy mężczyzna decyduje, że chce być sam

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 listopada 2015
Fot. Pixabay / CC0 Public Domain
 

Do kobiet, które nie znalazły swojej życiowej połówki odnosimy się z litością. Singielka to ciągle dla nas pojęcie nienaturalne, rozpatrywane w kategoriach życiowej porażki, a nie wyboru. Kiedy mężczyzna decyduje, że chce żyć sam, dla wielu pań staje się jeszcze bardziej atrakcyjny, jako „trudniejszy do zdobycia”.

Z Krzysztofem, który singlem jest już od sześciu lat, rozmawiam o męskiej samotności, trudnym połączeniu miłości do kobiet i umiłowania wolności i o strachu, który się czasem w jego życiu pojawia. 

Anna Frydrychewicz: Co to znaczy samotny „z wyboru”?

Krzysztof: Dla mnie? Zdecydowałem, że nie będę więcej szukał, dążył do budowania związku. Taki jest mój wybór. Tyle.

Brzmi jakby to było bardzo proste. Będę sam i koniec. A co jeśli nagle spadnie na ciebie wielkie uczucie? Przytrafi ci się miłość? Wtedy się właśnie dąży do tego, żeby z tym kimś być…

Masz typowo kobiece podejście… Miłość się nie przytrafia… To się zawsze dzieje, bo tego chcesz. Chcesz się zakochać w jakimś baranie, to się zakochasz, wyjdziesz za niego za mąż
i będziesz nieszczęśliwa. Spróbuj inaczej– nie chciej się zakochać. Wyobraź sobie, że tylko ty decydujesz o swoim życiu, nie emocje, które jak się już zakochasz, będą tobą kierować, z reguły źle.

Zaczekaj, czy to znaczy, że zdarzyło ci się zakochać w baranie? Takim żeńskim? I dlatego teraz ta cała samotność?

Zdarzyło, kilka razy. Ale też zdarzyło mi się kilka razy być tym baranem w stosunku do kogoś. Ja nie jestem „łatwy” w związku. Mam za to łatwość sprawiania, że moja kobieta cierpi. Z jakiegoś powodu, nie jestem w stanie iść na kompromisy. Kiedy jest dobrze, jest okej potem pojawiają się problemy, jakieś konflikty z byle powodu. Te wszystkie łzy, fochy, to całe zamykanie się w łazience, odchodzenie… Za każdym razem byłem zmęczony powtarzalnością tego schematu. Widzisz, mówię ci jak jest, przyjmuje winę na siebie: ja się w związku nie staram cokolwiek naprawić. A poza tym, tak jak teraz jest lepiej, wygodniej. Mam taką pracę, że dziś jestem tu, za chwilę mogę być „gdzieś” w Europie, albo jeszcze dalej. Która dziewczyna to wytrzyma, na dłużej? Z moich żadna. Od razu chciały, żebym zmienił pracę.

Może jednak za mało ci zależało? Jakie były te twoje związki?

Może. Może masz rację i to jest właśnie mój problem. Nigdy nie zależało mi bardziej niż tej drugiej osobie. Jakie były związki? Zwyczajne. W większości krótkie, tylko jeden trwał i trwał. Może zapytasz jakie były moje kobiety? Zaborcze, eteryczne. Nie było ich wiele. W pewnym sensie podobne. Szczupłe, niewysokie, spokojne. Tylko moja pierwsza dziewczyna była inna. Wysportowana brunetka.

Ty chyba nigdy nie spotkałeś kobiety dla siebie… W ogóle nie mówisz o kobietach z jakąś emocją tylko tak obojętnie…

Nie, to nie tak. Byłem kiedyś w świetnym związku z fantastyczną kobietą. I to trwało prawie 8 lat, mimo, że bywało cholernie burzliwie. Rozstawaliśmy się, schodziliśmy. Trochę dałem się zwariować. Kochałem jej zapach, włosy, dłonie, mogłem na nie patrzeć godzinami. Łączyło nas dużo: muzyka, sport, dobry seks. Byłem nią zafascynowany. Ale skończyło się. Wypaliło, przeszło. Nie było czego ratować, razem podjęliśmy tę decyzję o rozstaniu. Pół roku póżniej przyszła i powiedziała, że się zakochała. W koledze z liceum. Chwilę bolało, bardziej chyba ambicję… Mamy córkę. Jedyną osobę, która mnie ciągle zaskakuje, która jest wyzwaniem. Ale to jest chyba też jedyna taka prawdziwa, głęboka miłość, którą przeżyłem. Ciągle przeżywam. Uwielbiam ją. Codziennie odwożę małą do szkoły, jeździmy razem na wakacje. Ona by chciała, żebym wrócił do jej matki. To jest chyba jedyna rzecz, której dla niej nie zrobię. Bo wiem, że to się nie uda. Nie obiecam tego dziecku, bo wiem, że zawiodę.

A kiedy byłeś w tym związku, byliście razem, we trójkę, to też wiedziałeś, że kiedyś odejdziesz? Czy wierzyłeś, że już nigdy nie będziesz sam?

Chyba nigdy nie myślałem o miłości w ten sposób. Że to jest coś na stałe, na zawsze. W każdy związek wchodziłem ze strachem, z obawą, że to się zaraz skończy i właściwie, jak już się skończyło, mogłem odetchnąć z ulgą. A samotność? Nie boli wcale aż tak.

Czyli jednak boli?

Bywa, że uwiera. Ale dla mnie wybór jest prosty: życie w strachu i w oczekiwaniu: kiedy nastąpi koniec, albo spokój i sporadyczne chwile, w których może i czegoś tam żałuję. Związków, które mogły się inaczej zakończyć, albo nawet wcale nie zakończyć tylko trwać. Tego, że jak oglądam wyniki wyborów, to muszę dzwonić do kumpla, żeby z nim sobie poprzeklinać w tym temacie. Ale mam dwa koty. Nie jest tak beznadziejnie.

Twoi rodzice są razem?

Próbujesz postawić błędną diagnozę. Pudło. Rodzice są małżeństwem od 40 lat. Może nie „wzorowym”, ale kochają się, wybaczają sobie, ciągle chcą… Dla mnie to coś niewyobrażalnego. Lubię na nich patrzeć. Czasem może im zazdroszczę. Z drugiej strony, te sześć lat bez bliskiej osoby nie dały mi jakoś mocno w kość.

A coś takiego jak kobieca ręka w domu? To stereotyp, że każdy mężczyzna jej potrzebuje?

Kobieca ręka? Taka do sprzątania, gotowania? To chyba dość szowinistyczne podejście. Ja moich partnerek nigdy nie traktowałem jako niezbędnego elementu, dopełnienia dla mojego wypasionego mieszkania. Wydaje mi się, że tutaj byłem zawsze w porządku. Zobacz, świetnie sobie radzę. Nikt mi niczego nie przestawia, kwiatki się nie kurzą, bo ich nie ma… Wieszam sobie co gdzie chcę… Przychodzę do domu o której chcę.

O, nie lubisz czuć się ograniczony przez kobietę.

Nikt nie lubi czuć się ograniczony, prawda? A jeśli związek ma mieć jakiś sens to chyba taki, że stajemy się dzięki tej drugiej osobie lepsi. Ja stawałem się zdecydowanie gorszy. Drażniły mnie te upomnienia, kontrolowanie, smsy… Nigdy nikogo nie zdradziłem, nie oszukiwałem, a musiałem się ciągle tłumaczyć. Czy są kobiety, które tego nie robią? Takie normalne?

Nie wiem, a jakie ty kobiety lubisz? Co cię w ogóle nich pociąga? Masz jakieś ulubione kobiety w swoim otoczeniu?

Chyba podobne do mnie. I to jest problem. Z taką bym  nie wytrzymał, więc wiązałem się z moimi przeciwieństwami i też nie wychodziło. Lubię drobne blondynki. Ale z charakterem. Podziwiam kilka moich koleżanek z pracy, za ich profesjonalizm, pracowitość. To, że dają z siebie 100% w biurze, wracają do domu, do mężów dzieci i dają im kolejne 100%. Nigdy nie byłem gotowy na takie poświęcenie.

One to robią z miłości… Dla tych mężów i tych dzieci chcą być najlepsze… A co cię denerwuje w kobietach?

Dążenie do życia w stadzie… Ja jestem typem samotnika. Większość kobiet, z którymi łączyło mnie jakieś uczucie od razu chciało się wprowadzać, przemeblowywać, wić gniazdko.. Wiesz jaki jest następny krok…

Pisklaki, masz przecież jednego.

Mam, to mi się naprawdę udało.

A co za 20, 30 lat? Widzisz siebie samego w tym wielkim mieszkaniu?

Nie myślę o tym, dla mnie najważniejsze jest żyć w zgodzie ze sobą. Tu i teraz.

To co ty robisz, tak sam? Twoi przyjaciele pewnie mają życie rodzinne ustabilizowane… Wpadasz do nich, do tych żonatych, dzieciatych?

Moje życie rodzinne też jest ustabilizowane. Mam rodziców, córkę, w jakim sensie jej matka też jest moją rodziną, wspieramy się. Ja po prostu nie żyję w związku. Nie tęsknię za tym, a pewne doświadczenie już mam. Wiesz, 39 letni facet już trochę życia przeżył.

A seks?

Niezobowiązująco? Zdarza się. Chcesz, żebym ci o tym opowiedział? Mam znajome, przyjaciółki, też singielki. Zdarza nam się wyjść razem, zabawić się, spędzić ze sobą noc. Ale potem wracamy do rzeczywistości. Wiemy, jakie mamy wobec siebie oczekiwania. Jeśli widzę, że dziewczynie zaczyna zależeć na czymś więcej, stawiam granicę. Nie chcę krzywdzić. Kolejny powód, żeby żyć samotnie.

Nie zakochujesz się już? Dziewczyny cię nie podrywają?

Zakochuję, chwilowo może?… Jest wiele kobiet, które mnie pociągają, fizycznie, intelektualnie. Lubię ich towarzystwo. Zdarza się, że dostaje jasne sygnały od kobiety, że jest mną zainteresowana. Co mogę dać? Krótka, przelotną znajomość, nawet nie związek. Nie dążę do tego by być blisko i o tym uprzedzam. Bliskość, taka w której dwoje ludzi aż się przenika mnie przeraża, po prostu.


Seks Zdrowie

Dlaczego zdradzamy? Nauka potwierdza, że to typowo ludzkie zachowanie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 listopada 2015
Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Dlaczego zdradzamy? Instynkt? Słabość? Na swoje usprawiedliwienie mamy zawsze milion argumentów. A to Ona była zbyt oziębła, a to On zbyt zapracowany… Koniec z wymówkami! Badacze pokazują nam dzisiaj, że za zdradą stoją poważne, naukowe powody.

To fakt, jesteśmy w elitarnej grupie 3% gatunków ssaków, które żyją w monogamicznych związkach, czyli zostają z wybranym partnerem do końca życia. Z drugiej strony, mimo wielu ewolucyjnych korzyści płynących z tego rozwiązania, zdrada to zachowanie „typowo” ludzkie.

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

 

Co nas ku niemu popycha? Cóż, wychodzi na to, że istotną rolę ogdrywa tu kilka czynników. Ważny jest poziom hormonów: dopaminy i wazopresyny (gdy jest ich mało jesteśmy bardziej skłonni do zdrady).

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Nie możemy zapominać o czynnikach  społecznych. Okazuje się, że panowie, którzy zarabiaja więcej od swoich partner chętniej je zdradzają.
Jeżeli jesteście ciekawi, co jeszcze wpływa na naszą skłonność do zdradzania, obejrzyjcie filmik.

Zobaczcie film.


 

Źródło: iflscience


Zobacz także

Zła wiadomość: rozmiar penisa może się z czasem zmniejszyć

Wąska granica zdrowia i poważnej choroby. Poznaj Syndrom Gotowości Anorektycznej, czyli preludium do anoreksji

Nietolerancja histaminy – wszystko, co musisz widzieć [FAQ]