Psychologia Seks Związek

„Każdej młodszej kobiecie powiedziałabym: szukaj dobrej miłości”. Dziękuję za nią mojemu mężowi

Seksualnie
Seksualnie
30 grudnia 2015
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

W szufladzie w kuchni wciąż trzymam opakowanie po białych tabletkach na lęk. Pamiętasz? Pierwszego napadu paniki dostałam kiedyś w markecie. To było dwa lata po ślubie. Nie mogłam oddychać, zabrałeś mnie do szpitala. Mnie dziewczynę, która nienawidzi tracić kontroli i boi się słabości.

„Nie bój się, to nic takiego, to się leczy” – mówiłeś i trzymałeś mnie za rękę, choć świat lęków to przecież obcy dla ciebie świat. Dawkowałeś potem mi pastylki, zajmowałeś się naszym dzieckiem, gdy strachy znów mnie dopadały, zaciskały się na mojej głowie, robiły ze mnie wariatkę, która boi się wyjść na ulicę, boi się, że umrzesz, że umrze nasze dziecko. Bałam się, że w końcu wyląduję w szpitalu psychiatrycznym. Dopiero ostatnio, dzięki działaniom K. na Facebooku zrozumiałam, że choroby głowy są jak inne choroby. Przychodzą, odchodzą, można je leczyć. Ty to wiedziałeś dużo wcześniej: „Hej, najwyżej tam będziesz, co z tego, ludzie mają różne dolegliwości” – mówiłeś.

Wspierałeś mnie, gdy bałam się iść do psychologa i psychiatry, i powiedzieć otwarcie, że boję się żyć. Że widzę i czuję więcej, i to mnie czasem (często) niszczy. Ta emocjonalność. Pani doktor mówiła kojąco. Mam prawo się bać, mam prawo być słaba, pogubiona. Żyję w stresie, dużo pracuję, nie przerobiłam rzeczy, których doświadczyłam w rodzinnym domu. Są gdzieś poupychane we mnie i wyskakują niespodziewanie w postaci lęku. Poczułam się bezpiecznie. Nie jestem wariatką. Mam prawo. Lubię ci powtarzać, że pięknie dzieciństwo przeżywam dzięki dziecku. Oczami naszego syna oglądam dobre małżeństwo rodziców, przewidywalność, szczerość. Wiem w końcu, jak wygląda spokojny dom. Czasem trochę nudny, czasem zwyczajny, ale dający najważniejszą rzecz – siłę. Lubię tę pewność naszego syna, tę, której nigdy nie miałam i mieć nie będę, bo nawet twoja miłość nie uleczy mojego złamanego serca i pobitego ciała.

Pamiętasz, jak mówiłeś, że tak ci przykro, że tyle złych rzeczy przeżyłam? Jak w łóżku próbowałeś dać mi ulgę, jak ją dawałeś w codzienności.

To wtedy zrozumiałam, czym jest dobra miłość. To taka miłość, gdy nie kalkulujesz, nie boisz się, nie myślisz, co powiedzieć, a czego nie, bo możesz powiedzieć wszystko. Możesz być sobą – wplątana w różne układy nie wiedziałam kiedyś, że to takie proste. Nie ma ocen: „za gruba”, „za chuda”, „beznadziejna”, „niedobra”, jest moc i napęd, który dostajesz. Nie ma dobijania się do drzwi, czekania, samotności i cierpienia.

Mija dwanaście lat naszego małżeństwa. I zobacz, byliśmy razem wszędzie. Przeżywaliśmy najlepszy seks i najgorsze kłótnie. Kiedyś te kłótnie były gorętsze, dziś jest w nich zapowiedź zgody. I pewność, że następnego dnia się przeprosimy.

Z takim zrozumieniem podchodzimy do własnych słabości. Milion razy tłumaczę ci, że masz zadzwonić do mamy, ale nie ma już we mnie dawnego niezrozumienia, dlaczego nie przychodzi ci do głowy dzwonienie do niej. Nie zauważam rzeczy, na których inni się skupiają– tego, że bywasz czasem zamknięty w sobie, że wygłaszasz różne teorie tonem nieznoszącym sprzeciwu, że bywasz męczący. Dla siebie i dla innych.

Bo ja bywam też przecież. I dzięki tobie nie muszę udawać, że tak nie jest. Nie muszę przeskakiwać siebie. Zmniejszać się do rozmiaru 36, udawać mądrzejszą niż jestem, że lepiej znam języki i jestem lepszą matką, niż naprawdę jestem.

Naszego małżeństwa nie da się wsadzić do jednej szuflady. Nie pasuje do szuflady z napisem: „stabilizacja”, „dobra żona” też niekoniecznie. Ciągle się rozwijamy, przemieszczamy, nieustannie coś sobie przebaczamy. Może gdyby nie ja, to małżeństwo byłoby prostsze. Bardziej pachnące świeżymi bułkami niż moim niepokojem.

Wokół nas rozwodzą się pary, ktoś powtarza wciąż te same błędy, porzuca i rani. Patrzymy na patchworkowe rodziny i jeszcze bardziej jesteśmy wdzięczni losowi za siebie.

Wczoraj powiedziałam: „Zobacz, kochamy się, mamy dziecko to dziś rzadko idzie w parze”. Powiedziałeś: „Tak, to rzadkie, ludzie tak łatwo się dziś porzucają”.

Wybaczyłeś mi tyle rzeczy, ja tobie też. I nawet tego nie zauważamy, bo to wybaczanie jest dla nas jasne i oczywiste. Jest też może egoizmem, obroną własnego terytorium, bo chcemy mieć szczęśliwą rodzinę. Bo kiedyś, obiecywaliśmy sobie, że będziemy ze sobą na dobre i na złe. No wiesz, wtedy w kościele. Dużo było ludzi, pięknie było, to był mój najszczęśliwszy dzień w życiu, nie miałam żadnego w sobie niepokoju, chociaż przecież z niepokoju się składam. Więc to była chyba dobra decyzja, ten ślub. I my.

Kiedyś, dawno temu, moja mama powiedziała, że namiętność w małżeństwie to często przypływy i odpływy. Doświadczamy tego na co dzień. Choć teraz uciekliśmy przed światem, mamy swój romans w pięknym mieście, znów pijemy wino nad rzeką, jemy sery i winogrona,  i gadamy, i kochamy się jak ludzie, którzy dopiero się poznali.

Nie ma kredytów, chorób, które zostawiliśmy, niepokoi naszych bliskich. I nawet naszych nie ma.

Lubię patrzeć na siebie twoimi oczami. Dla ciebie nie jestem niezorganizowana– jestem artystką, nie mam chaosu– mam talent. Nie jestem pogubiona – jestem urocza. Nie mówię kiepsko po hiszpańsku – mówię uroczo. Nie jestem gruba – jestem seksowna. Nie jestem kiepska w pracy– jestem emocjonalna, co dla ciebie jest moją siłą.

Ech, kochany. Dlaczego dobra miłość jest tak mało literacka?

Za to jest tak niezbędna w życiu. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i dziękuję, że mogę mieć z tobą dom. Dom, w którym odnajduję spokój, którego ludzie tak w życiu szukają. A to przecież nie jest tak trudne.

Ważne, żeby w zimowej zwyczajności, pośpiechu, nudzie, stresie nie myśleć, że wszystko co dobre już za nami. Bo wystarczy tylko odrobina dobrej woli ich obojga, by znów odlecieć i znaleźć to, co było na początku.

Dziękuję, że wciąż to znajdujemy. A gdy czasem budzi się mnie dawny strach, gdy plotę rzeczy, których nikt nie rozumie, ty łapiesz mnie za rękę i mówisz, że jesteś. I będziesz. Każdej kobiecie chciałabym powiedzieć, że to nieprawda, że powinnyśmy być samowystarczalne, mocne, niezależne. Albo inaczej: to nie tylko prawda. Jedną z najważniejszych rzeczy jest znalezienie dobrego partnera. Wspierającego, kochającego, pozwalającego oddychać i żyć. Jeśli, oczywiście, w ogóle zależy nam na relacjach intymnych.


Psychologia Seks Związek

Bywają miłości tylko na chwilę. O ile mniej cierpienia byśmy przeżywali, gdybyśmy godzili się na to „na chwilę”, prawda?

Seksualnie
Seksualnie
2 stycznia 2016
Fot. iStock / BraunS
 

Nie każda miłość musi być na zawsze, nie w każdą wpisane jest dziecko, pies i wspólne mieszkanie. Nie każda musi mieć takie plany.Każda jest po to, żeby nas czegoś nauczyć. Może gdybyśmy wszyscy tak traktowali miłość byłoby łatwiej?

No wiesz, bez wielkich słów, ale też bez dewaluowania. Mniej cierpienia, więcej wdzięczności i dystansu. Dlaczego coś, co trwa chwilę, ma miłością nie być, jeśli ją czujemy? Daje ci to siłę, moc, albo jeśli – zwyczajnie – jest dla ciebie cholerną lekcją.

K. napisała z Zakopanego: „Leżę po seksie z nim. Jest mi dobrze. Ale wiem, że to miłość na chwilę”

Zaczęłam, oczywiście, zaprzeczać. Czemuż to ludzie (kobiety szczególnie?) nie potrafią się czasem po prostu zamknąć? Dać komuś coś powiedzieć, nawet jeśli to jest trudne. Albo nietypowe. Przyznasz sam, to trochę dziwne wiedzieć, ze ona jest zakochana, wiedzieć, że z nim uprawiała seks, a jednocześnie wiedzieć, że ona też widzi tego koniec.

Bo, że ja widzę to wiadomo. Jestem jej przyjaciółką, mam dystans. Jad charakterystyczny tylko wtedy, gdy sama jesteśmy pozbawione uczuć. Po prostu wiem wszystko. On jest taki, siaki, nie sprawdzi się. Ale, że ona to widzi? I to jeszcze po seksie.

„Dlaczego?” napisałam głupio. „Bo on chyba nie umie być z kimś w kryzysie. Ale, spokojnie, nie denerwuj się, biorę z tego tylko rzeczy dobre”. Uff. Nie wiem, kiedy ona tak dojrzała. Z mojej wiecznie rozdygotanej przyjaciółki stała się mądra, dobra, dająca i biorąca tyle, ile można. Bez szału, że więcej się nie da. Nawet mi to pisze: nauczył mnie, że wciąż jeszcze umiem coś czuć, cierpliwości, spokoju, to dużo, nie uważasz?

Przypomniałam sobie moment, gdy byłam na terapii w twojej sprawie.

Kochałam cię, a jednocześnie wiedziałam, że nie spędzę z tobą życia. Bardzo mnie ta świadomość martwiła ponieważ dziewczynkom wmawia się od urodzenia, że seks z mężczyzną musi oznaczać związek do grobowej deski. Bo nie uczy się nas oddzielania emocji od seksu. Bo nie uczy się nas, w końcu, że jest wiele rodzajów emocji.

Moje ciało kochało ciebie. Może znacznie bardziej niż mojego racjonalnego, aktualnego partnera. Czasem jest między ludźmi taka chemia, że nie da się jej nazwać, pomieścić w jakieś ogólnej rzeczywistości. Masz moment takiego odlotu, że niewiele więcej rzeczy się liczy. Oczywiście, nie chodziło o sam seks. Ty byłeś też czuły, dobry, przynosiłeś mi kawę do łóżka i robiłeś wiele innych rzeczy, które będę długo pamiętać. Jednocześnie wiedziałam, że chwila się skończy. Mogłam oczywiście wmawiać sobie, że jest inaczej, ale za bardzo racjonalna jestem. Nienawidzę lodowatych przebudzeń, wolę być świadoma na co dzień. Smucę się, że kobiety są tak mało świadome i potem cierpią. W sumie wszystkie powinnyśmy mieć mądrość K.

Na przykład M., proszę bardzo. On zostawił dla niej żonę, dziecko, a ona dziwi się, że potem zostawił też ją

Albo O. Poznała faceta z fochami i potem dziwiła się, że po fazie zauroczenia, on też zaczyna mieć fochy wobec niej.

Albo K. Była z młodszym, on ciągle opowiadał źle o byłych. I co ona myślała? Że kiedyś nie powie źle o niej? To jakieś takie neurotyczne i narcystyczne wierzyć, że my będziemy wyjątkowe.

Ktoś kto nie lubi dzieci – nie polubi ich nagle dla nas, nawet jeśli przez chwilę będzie to udawał (albo odurzony chemią zakochania sam w to uwierzy)

Ktoś kto zranił inne kobiety – zrani też nas, nawet jeśli przez chwilę będzie nam wmawiał, że nigdy aż tak nie kochał (i tak, wierzy w to, wiem)

Ktoś kto zostawił jedno dziecko – zostawi też drugie (bo dlaczego by nie?)

Ktoś kto pobił jedną kobietę, w końcu pobije i drugą. Jest chamski dla jednej, będzie chamski dla drugiej. A jeśli rozwodził się z jedną bez klasy, prawie na pewno rozwiedzie się z drugą tak samo mało kulturalnie.

Prawie na pewno, bo pewnie są wyjątki. Ale wyjątki jak to wyjątki – tylko potwierdzają regułę. Zresztą średnio w nie wierzę. Nie mam manii wyższości, jestem za to uważna i  spostrzegawcza. Niepokoił mnie twój chłód wobec byłych, dziwne zagrywki z córką i nerwowość w stosunku do jej mamy. Dzwony ostrzegawcze biły na alarm. Dlatego od ciebie odeszłam, a raczej się wycofałam miękko. Dlatego życzyłabym też innym kobietom zdolności do takiego wycofywania, bo bardzo się męczę, gdy widzę ich cierpienie. I to niedowierzanie. Że jak to?! On się tak zmienił? On się wcale nie zmienił tylko przez chwilę był inny. Niestety, mądra głowa nie zmienia uczuć.

Można więc wiedzieć, że ktoś jest na chwilę i jednocześnie za nim szaleć

Czasem ta świadomość, że na chwilę wynika z innych rzeczy. Bo zakochujesz się w kimś, kto jest w stałym związku, albo ty w nim jesteś, albo dzieli was odległość, albo charakter tak bardzo, że nie ma mowy o wspólnym „zawsze”. Ta chwila „razem” jest piękna. Będzie się do niej wracać podczas długich, bezsennych nocy, w zimie, w smutku i, pewnie, na starość. Ale jest cienka granica między: „było cudownie, ale już czas by to zamknąć”, a „Cholera, jestem po uszy w toksycznym związku. Więcej cierpię niż mam radości”.

Jestem z siebie dumna, że tak ją wyczułam. Powiedziałam ci potem, że zakochanie mi minęło, choć nie do końca to była prawda, stałam się zimna, choć przecież marzyłam o tym cieple, które między nami było przez długie miesiące. I nie potrafiłam ci wytłumaczyć tego, o czym piszę. Że są miłości na chwilę, na moment. Że drugi człowiek nie jest wtedy partnerem, ale nauczycielem. I jeśli tego nie rozpoznasz, za chwilę tkwisz po uszy w gównie. Nazwałbyś to, oczywiście, moim lękiem przed bliskością. Ja jednak widzę w tym znacznie więcej.

I jednak, wybacz, ale to ja w tej relacji byłam specjalistka od emocji, relacji i całej tej histerii miłosnej, więc przewracaj oczami, ale posłuchaj mnie.

Dziękuję ci cholernie za to, że po seksie nigdy nie pytałeś jak było, że nie lubiłeś słowa „wstyd”, że na wszystko mi pozwalałeś  i każdą część mnie akceptowałeś. Dzięki tobie ze smutkiem patrzę na ludzi, którzy mówią, że seks jest przereklamowany, bo wiem, że jest więcej niż ważny.

Dziękuję, bo dzięki tobie wiem do jakich emocji jestem zdolna, jak bardzo potrafię tęsknić, czuć i jak wiele wybaczać.

Dziękuję, bo dzięki tobie nauczyłam się dorosłości. Nie wystarczy mieć dobrego seksu i fajnej więzi, żeby spędzić razem życie. Dzięki tobie poznałam też jakąś prawdę, którą dziś przypomniała mi K. „miłość na jakiś czas”.

Trochę złagodziło to moją złość, że zniknąłeś i nie potrafisz mi przebaczyć.

To, że nie ma cię teraz w moim życiu wcale nie znaczy, że nic nas nie łączyło. I nie znaczy, że to nie było ważne.

Dobrego Roku, kochany!


Psychologia Seks Związek

„Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie…”

Seksualnie
Seksualnie
21 grudnia 2015
Fot. iStock/teksomolika

„Miłość nie jest dobra” – powiedziała ona, przyjaciółka psycholog. I dodała: „nie musi być”. Bywa różna, bywa jakaś. I inna. Kaszlnęłam. Próbuję w naszej miłości znaleźć coś uwierającego.

Czy ja jestem dziwna? Nie znalazłam. Próbuję znaleźć w tobie przeszłość. Nie ma jej. Przynajmniej nie taka, która powodowałaby twój ból i mój ból związany z twoim kochaniem. Na ślubie Sylwii byliśmy razem.

– Boli cię to – zaśmiałam się lekko. Byłam zimna i ironiczna. Zaniepokojona jej urodą, delikatnością i pewnością, której nigdy nie miałam. I oczywiście tym, że mówi do ciebie: „Hej, co z mamą?”. Jakby miała cię milion razy, jakby w ogóle miała cię ciągle. Choć, puk puk, przepraszam, to ja cię mam. No wiesz, ja cię oswoiłam, ukoiłam, więc bardzo mnie wk**wia, że miałeś jakąś ją i ona, tak wk**wiająco chuda, pyta o twoją mamę. Zachichotałeś: „Kocham cię grubiutką, bo jesteś wyjątkowa”. Byłam bardzo groźna, więc dodałeś:  „Jeśli mnie coś boli to tylko ty” – odpowiedziałeś.

Wylądowaliśmy w łóżku. A ty mówiłeś, że tak właśnie spotykają się ludzie. Wariatka ze stabilnym. Pamiętasz? Miałam 27 lat i na balkonie w domu mojego ojca wyznawałaś, że kochasz mnie i będziesz kochać zawsze. I to nie były tylko słowa.

– Ale ja jestem pier***nięta. I ranię – mówiłam

– Spoko – odpowiedziałeś.

– Będę cię zdradzać ze złości, bo wciąż czegoś szukam – groziłam.

– Spoko. Zawsze się odnajdziemy.

– Jestem dziwna, zraniona, skrzywdzona – drążyłam.

– Za dużo przymiotników używasz –  stwierdziłeś lekko (sorry, to przysłówek).

– Odejdziesz – prorokowałam.

– Nie odejdę nigdy – obiecywałeś.

Opowiadałam ci straszne rzeczy z mojego domu. Opowiadałam obrazem, bo chciałam, żebyś się bał. A ty nie bałeś się wcale.

– Ale możesz się w końcu zabrać się za siebie? – spytałeś.

Pamiętasz nasz seks i naszą bliskość? Pamiętasz moje kwiaty na balkonie i twoje wychodzenie na spacer z  jamnikiem. Podobno powiedziałeś: „Hej, Tuśka chodź. Nie lubię ciebie, ale kocham twoją panią”.

Pamiętam, jak rzuciłam swoim telefonem i rozbiłam go na ileś kawałków. Spojrzałam na ciebie groźnie, a ty się zaśmiałeś.

– No i co jesteś teraz zadowolona?

Pamiętam, jak odnajdywałeś mnie w każdym bólu i w każdej złości.

– Jakiego seksu chcesz? – pytałam, bo byłam przecież stworzona tylko do dawania.

A ty mówiłeś: „Zamknij, k**wa, oczy. I bądź. I nie rób nic”.

To było najtrudniejsze. Puścić i być. „Czego chcesz” – pytałeś. A ja nie wiedziałam. Ale w końcu odnalazłam to dzięki tobie i twoim: „puść to”, „wyluzuj” „odleć”.

Jeśli ktoś powie, że nie ma miłości– zaśmieję się głośno. Bo doświadczam jej każdego dnia. Dzięki tobie.

I potem powinien być jakiś dramat, jakiś kryzys straszny, ale przecież go nie było.

Nie z twojej strony.

Nie wiem co z nami kiedyś będzie, ale wiem, co to miłość. Postawiłeś poprzeczkę tak wysoko, że nie da się jej przeskoczyć.

Miłość jest wtedy, gdy ludzie się spotykają i to po prostu jest. Miłość jest. Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie. I że trwanie. I że ty nigdy nie powiesz o mnie: „To pomyłka”. Nie mówisz, tak, prawda?

Bo to ja. Jakkolwiek zła bym nie była.

Jestem.

Miłość to ch**j z waszą polityką, i f**ck z wrogością. Miłość jest wtedy, gdy chcesz zasnąć i upiec ciasto.

Jasne. To iluzja.

Więc powiem ci, M., że miłość jest wtedy, gdy chcesz spytać co słychać. I chcesz być.

Hej, kładłeś mi głowę na brzuchu i mówiłeś, że mnie kochasz. Pamiętasz?