Związek

Największe błędy, jakie popełniamy przy doborze partnera życiowego

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 stycznia 2017
Fot. iStock/MilosStankovic
 

Wszelkie wyniki badań naukowych sugerują, że małżonkowie są trochę bardziej szczęśliwi niż przeciętni single i o wiele bardziej szczęśliwi niż rozwodnicy. Jednak i tę grupę można podzielić na dwie podgrupy, zależnie od „małżeńskiej jakości”. To oczywiste, że ci, którzy oceniają swój związek jako nieudany mają mniejsze poczucie zadowolenia ze swojego życia niż ci, którzy uważają swoje małżeństwo za udane. Cóż jednak jest większą gwarancją satysfakcjonującej relacji między małżonkami, jeśli nie odpowiednio dobrany partner?

W przeciwieństwie do wszelkich przeciwności losu, ogromu wszechświata 🙂 i działań innych ludzi, wybór partnera życiowego to coś, nad czym masz pełną kontrolę, nawet jeśli kierują tobą olbrzymie emocje.  Większość z nas, decydując się na ślub, zakłada, że ten związek będzie raczej „tym ostatnim”, na całe życie. Daje nam to perspektywę bycia razem podczas większości kluczowych sytuacji, podejmowania wspólnych decyzji wychowawczych dotyczących naszych dzieci, perspektywę wspólnych śniadań, obiadów w weekendy i wspólnych kolacji, urlopów, wspólnej starości, oraz perspektywę usłyszenia o tym, jak minął jego dzień, około 18 000 razy. Intensywnie, prawda?

♥ Nie wiemy, czego tak naprawdę oczekujemy od związku

Zbyt często kierujemy się przestarzałymi wzorcami kulturowymi, negatywnymi wzorcami wyniesionymi z domu i stereotypami. Wybieramy mężczyznę, który przypomina nam naszego ojca, bo to podobieństwo daje nam poczucie bezpieczeństwa. Za nic nie chciałybyśmy podzielić doświadczeń naszej matki, więc stwarzamy sobie iluzoryczne przekonanie, że w naszym związku będzie inaczej. Nie może być inaczej, gdy wiążemy się z partnerem hołdującym patriarchatowi. Bierzemy ślub, a po kilku latach opanowuje nas poczucie coraz większego rozczarowania: nie takiego życia chciałyśmy. Zanim wybierzesz partnera, odpowiedz sobie jasno na pytanie: jaki ma być twój związek.

♥ Ulegamy presji społecznej

W miłości czasem trzeba długo szukać, zanim znajdzie się te właściwą osobę. Ale warto się nie poddawać i uparcie dążyć do celu. Nie ulegajmy presji środowiska rodzinnego, rodzicom, którzy coraz wyraźniej dają nam do zrozumienia, że „pora na dziecko”, na „jakiegoś męża”, „własną rodzinę”. Pora jest wtedy, kiedy mamy u swojego boku właściwego człowieka. A bywa, że i ten czas w ogóle nie nadchodzi i nie wolno nam się czuć z tego powodu kimś gorszym.

♥ Za wszelką cenę pragniemy dziecka

Jeśli zwiążesz się z kimś na stałe, tylko dlatego, że chcesz, że czujesz, że to jest twój czas na to, by urodzić dziecko, pomyśl najpierw jaki dom chcesz temu dziecku zapewnić. Czy nie lepiej, by wychowywało się ono w pełnej rodzinie, ze świadomością, że urodziło się na skutek decyzji dwojga kochających się osób, a nie dlatego, że była już na to pora?… A co do ciebie – czy naprawdę chcesz spędzić z tą osobą całe życie?… Zegar biologiczny to fizjologia, możemy nad nim panować.

♥ Emocje uniemożliwiają ci racjonalną ocenę twojego związku

Innymi słowy: jesteś tak mocno zakochana, że wszelkie niepokojące sygnały, takie jak na przykład próby manipulowania tobą przez partnera, przejawy przemocy emocjonalnej, sytuacje, w której ukochany okazuje ci brak szacunku, oraz brak kompromisu w sprawach kluczowych (podział obowiązków i ról w związku, wychowanie dzieci, budżet domowy), uznajesz za mało znaczące. Uważasz, że miłość wszystko pokona, a ty masz zbawienny wpływ na swojego partnera. Zmienisz go na lepsze.

♥ Boisz się

Samotności, odrzucenia, „pustej” starości, tego, że nigdy nie spotkasz nikogo innego, lepszego. Nikogo, kto cię pokocha. To olbrzymi błąd. Lęk nigdy nie powinien mieć wpływu na decyzję o wyborze życiowego partnera. Wchodząc w związek z taką motywacją, możesz być pewna, że prędzej czy później będziesz bardzo nieszczęśliwa. Twój partner także.

♥ Pozwalasz, by inni ludzie wpływali na twój wybór

Nie pozwalajmy innym, nawet bliskim decydować, z kim spędzimy resztę naszego życia. Nawet jeśli wydaje im się, że działają dla naszego dobra i, że wiedzą, co dla nas najlepsze. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje życie, za swoją miłość i decyzje, które podejmuje. Nie wolno nam wybierać kogoś tylko dlatego, że naciskają na to nasi rodzice, albo dlatego, że ta osoba zyskała największą aprobatę naszych przyjaciół. To my, nie oni, spędzimy z tym mężczyzną resztę poranków i wieczorów.

W miłości bądźmy odważni, ale także cierpliwi. Planując związek na całe życie, prócz uczuć kierujmy się także własnym dobrem i szczęściem.


Związek

Jak siostra z siostrą. Czyli jak?

Karolina Krause
Karolina Krause
19 stycznia 2017
Jak siostra z siostrą. Czyli jak?
Fot.iStock/Vizerskaya
 

Krótka wiadomość: „Możemy się zobaczyć?”, wstrząsnęła Anią, 38-letnią szczęśliwą mężatką, jak list od dawnego kochanka. Tyle, że tutaj nie było mowy o jakimkolwiek romansie, nie jestem do końca pewna, czy chodziło nawet o miłość.

– Pogadaj z nią – przekonywał ją mąż.

– Z kim?

– No… z Magdą. Pogadaj z nią, jak to siostra z siostrą.

– Czyli jak?

Ania od lat nie rozmawiała już ze swoją młodszą siostrą, mówi „nie widzi takiej potrzeby”. Choć obie dobrze wiemy, ile w tym prawdy. Ich relacja od zawsze była trudna, ale od chwili gdy obie wyprowadziły się z domu, kontakt urwał się na dobre. Mimo, że przez większość czasu stara się o niej nie myśleć, niektóre sytuacje przywołują obrazy z jej pamięci. Chwile, gdy bawiły się razem, jako dzieci i wtedy mimowolnie zaczyna płakać. Bo zerwanie więzi rodzinnej zawsze przeżywa się jako wielką stratę. Czy możliwe jest, aby w ogóle ją odzyskać?

Pod jednym dachem 

Magda – jej młodsza siostra, przez całe życie była oczkiem w głowie ich rodziców. Była ich największą dumą przynosiła dobre stopnie, pomagała w domu i ciągle odnosiła jakieś sukcesy. W przeciwieństwie do Ani, która miała poczucie, że dla wszystkich stanowi swego rodzaju problem. Od dziecka powtarzano jej, że jest „tą starszą, mądrzejszą”, choć jej samej wcale na tej mądrości nie zależało. Nauka nigdy nie przychodziła jej łatwo i jak podręcznikowo to określa „stwarzała problemy wychowawcze”. Ciągłe ustępstwa w kierunku „młodszej” wzbudzały w niej złość i poczucie niesprawiedliwości.

Oliwy do ognia dolewały ciągłe porównania ze strony rodziców. „Zobacz jak Magda dobrze się uczy, nie możesz tak jak ona?”. Magda to, Magda tamto. Im więcej było tych pochwał i rozczarowań, tym częściej dochodziło między nimi do konfliktów. A każda taka awantura kończyła się tym,że „młodsza” szła ze skarga do rodziców, a za wszystko obrywało się Ani. Niezależnie od tego po czyjej stronie leżała wtedy wina. Rosnąca wzajemnie niechęć, stopniowo oddalała je od siebie, aż do dnia, w którym w ogóle przestały ze sobą rozmawiać.

Zdrowa rywalizacja

To, jak w dorosłym życiu wygląda nasza relacja z rodzeństwem, często zależy od tego, jaki sposób każde z osobna było traktowane przez rodziców. Jak reagowali na rywalizację między wami. Rywalizacja wśród rodzeństwa jest czymś naturalnym. Każde dziecko podświadomie walczy o uwagę i miłość rodziców, bo od tego zależy jego przetrwanie. A siostra czy brat stanowią zagrożenie na tym polu. W tych wojnach dzieci odreagowują swoje uczucia w stosunku do dorosłych: lęk przed porzuceniem. Zazdrość, poczucie krzywdy lub strach przed zbytnią zależnością od innych.

Jeśli rodzice nie będą mądrze i czujnie przyglądali się tym relacjom (uwzględniając różnicę charakteru, ich płeć, wiek i zdolności poznawcze) dzieci nauczą się skutecznie manipulować ich postawami. Jedno z rodzeństwa może na przykład za wszelką cenę starać się utrzymać przy sobie uwagę rodziców (stwarzając problemy, kreując się na mniej zaradne), przez co drugie poczuje się pokrzywdzone.

Rany z dzieciństwa

Faworyzowanie jednego z dzieci, może także wynikać z powtarzania wcześniej utartych schematów (powtarzanych z pokolenia na pokolenie). Tak, jak to miało miejsce w przypadku Ani i Magdy, gdzie to „starsze” musiało być zawsze „mądrzejsze”. Młodsze dokucza tylko dlatego, że jest „młodsze i głupsze”. To nie może być jego wina…

Na stosunek rodziców do dzieci wpływa także ich własne przeżycia z dzieciństwa. To, którym dzieckiem byli we własnym domu (kolejność urodzenia, ma tutaj szczególne znaczenie). Matka może na przykład nadmiernie chronić młodsze z dzieci, bo jej samej dokuczali starsi bracia, kiedy była mała.

Choć to rodzice zachowują się tutaj w sposób krzywdzący, to dziecko całą swoją złość odreagowuje wówczas na siostrze lub bracie. Podświadomie chroni bowiem pozytywnego obrazu rodzica.

Porozmawiajmy…

Każde z rodzeństwa inaczej przeżywa swoje doświadczenia z dzieciństwa. Jeśli jednak w domu nie rozmawiało się szczerze o swoich emocjach, to jako dorosłe osoby również nie będziemy potrafili tego zrobić. Siostry (i bracia) zamykają się więc z ze swoimi uczuciami we własnym świecie i nie potrafią dopuścić do siebie tej drugiej perspektywy wydarzeń. Trudno im jednak pogodzić się ze stratą tak ważnej w ich życiu osoby, dlatego od czasu do czasu któraś ze stron przełamuje zmowę milczenia i wyciąga rękę do zgody.

Niestety rzadko zdarza się, by drugie z rodzeństwa było jednocześnie gotowe do tak szczerej rozmowy. Czasami jest to strach przed tym, że ktoś chce nas oszukać, że chodzi mu tylko o finansową pomoc. Innym razem nie chcemy rozdrapywać starych ran lub zupełnie brak nam jakichkolwiek cieplejszych uczuć w stosunku do siostry czy brata. Jak więc poradzić sobie z taką sytuacją?

Jak uzdrowić relację i odnaleźć drogę do utraconej siostry?

Jak siostra z siostrą. Czyli jak?

Fot. iStock/Martin Dimitrov

Poznajcie się na nowo

Spróbuj porozmawiać z własną siostrą tak jakbyś poznawała nową osobę. Często mamy tendencję do postrzegania rodzeństwa przez pryzmat naszych doświadczeń z dzieciństwa. Twoja siostra jest teraz dorosłą osobą, wiele z tego co o niej wiesz mogło się z mienić. Poznajcie się więc na nowo. Dowiedz się czym zaprząta sobie czas, w czym jest dobra, o czym marzy.

Spróbujcie spędzić ze sobą trochę czasu

Nie róbcie jednak czegoś na siłę. Nie starajcie się grać ani udawać. Niech to będzie coś na co obie macie ochotę (może wybierzecie się na spacer po lesie, albo do kina?)

Porozmawiajcie o tym co was boli

O tym, czego doświadczyłyście kiedy byłyście dziećmi. Starajcie się jednak za każdym razem mówić o swoich uczuciach, używając komunikatu „ja”. Unikając przy tym oskarżeń i sformłowań typu „Bo ty…”.

Wspominajcie dobre chwile

Momenty, gdy czułyście się razem dobrze, bezpiecznie. Chwile radości i uśmiechu. Nawet jeśli jest ich niewiele, postaracie się wyciągnąć z nich jak najwięcej.

Skończcie z porównywaniami

Jeżeli rodzice bez przerwy was porównywali, nie oznacza to, że same musicie to robić. Szczególnie zważywszy na to ile bólu musiało wam to sprawić. Pamiętaj, że jesteście różnymi osobami, każda z was ma swoje sukcesy i porażki. Własne życie.

P.S. Ania ostatecznie zgodziła się porozmawiać ze swoją siostrą. Nie obeszło się bez łez i pomocy z zewnątrz. Wspólna terapia umożliwiła im jednak przepracowanie trudnych doświadczeń z dzieciństwa i pomogła w odbudowaniu zerwanej wcześniej relacji. Wciąż mają sobie sporo do wyjaśnienia, ale dziś już łatwiej im ze sobą rozmawiać – jak siostra z siostrą.


Źródło: charaktery.eu


Związek

List otwarty Jerzego Owsiaka do Prezesa TVP Jacka Kurskiego

Redakcja
Redakcja
19 stycznia 2017
Ralf Lotys (Sicherlich) [CC BY 4.0], Wikimedia Commons

Po raz pierwszy od 25 lat Telewizja Polska nie relacjonowała przebiegu finału Wielkie Orkiestry Świątecznej Pomocy. Preze Jacek Kurski tak obecnie tłumaczy tę sytuację: „Decyzję o ograniczeniu przekazu podjął sam Jerzy Owsiak, przenosząc orkiestrę do konkurencyjnej stacji komercyjnej. Telewizja Polska zachowała się bardzo przyzwoicie, to znaczy orkiestra była relacjonowana we wszystkich ośrodkach regionalnych TVP, oraz w elementarnym, minimalnym zakresie we wszystkich programach informacyjnych”. (źródło)

Jerzy Owsiak skierował pismo otwarte do Prezesa TVP.

Panie Prezesie,

To co Pan mówi o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy i powodach, dla których Telewizja Publiczna nie grała razem z nami, jest nieprawdą! Nie po raz pierwszy zresztą utrzymuje Pan taką formę dyskusji z Polakami.

Już we wrześniu (a dokładnie 14.09.2016 r.) wysłaliśmy do Państwa zapytanie, czy Telewizja Polska jest zainteresowana taką samą jak w latach poprzednich współpracą przy transmisji 25. Finału WOŚP. W tym samym dniu podobny list wysłaliśmy do stacji TVN.

Dlaczego to zrobiliśmy? Ponieważ od zakończeniu 24. Finału WOŚP, który – jak zdaliśmy sobie sprawę – zdarzył się z rozpędu, Telewizja Polska kompletnie odpuściła sobie jakiekolwiek informacje na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pominęliście nawet sprawę tak ważną, jak podanie rekordowej sumy zebranych pieniędzy, co wydawało się być jeśli nie emocjonalnym, to dziennikarskim obowiązkiem. Potem było już tylko gorzej. 

Tradycyjnie Fundacja WOŚP zebrane w Finale pieniądze rozlicza poprzez zakupy sprzętu medycznego, którymi także staramy się zainteresować media. Przekazywanie rezonansów magnetycznych, czy urządzeń dla geriatrii, czy super nowoczesnego sprzętu do diagnostyki onkologicznej dzieci, interesowało wszystkich, ale nigdy Telewizję Polską. To budziło nasze obawy, że zbliżający się 25. Finał WOŚP nie spotka się z zainteresowaniem TVP. I tak też się stało.

Na skierowany do Państwa list nikt po prostu nie odpowiedział, za to stacja TVN zaprosiła nas na rozmów, podczas których lojalnie uprzedziliśmy, że w przypadku, gdyby Telewizja Polska odpowiedziała jednak twierdząco, to będzie dla nas pierwszoplanowa. Poczekaliśmy jeszcze kilka dni, zgodnie z zasadą „może list leży na poczcie”, ale niestety, proszę Pana, nic się nie wydarzyło. Zero reakcji.

Na konferencji prasowej, w dniu 16 października 2016 r., ogłosiliśmy nowego partnera telewizyjnego – TVN, z którym realizowaliśmy 25. Finał WOŚP. I wtedy dopiero wysłał Pan list, który był bardzo krótki i zapowiadał, że TVP będzie przekazywała na bieżąco informacje o Finale i jego wynikach.

Dzisiaj mogę stwierdzić, że nie spełnił Pan również obietnicy danej w tym liście. Odniosłem się do tego podczas 25. Finału WOŚP. Fundacja nie jest moją prywatną organizacją, a ja nie jestem jedyną osobą, która ją tworzy. Istnieje ona dzięki milionom Polaków, których, mówiąc najkrócej, Pan olał. A teraz, mówiąc nieprawdę, próbuje Pan tłumaczyć tę absolutnie złą decyzję.

25. Finał WOŚP przeszedł rewelacyjnie przez całą Polskę, a wręcz przez cały świat. Wszystkie profesjonalne media – ogólnopolskie, regionalne, lokalne i internetowe – bawiły się razem z nami i to wystarczy, żeby z energią budować plany na przyszłość. My takie plany już mamy, tak jak Polacy na świecie, od Australii, przez Chiny, Japonię, Warszawę, po Londyn i Nowy Jork.

To Pan tym przedsiębiorstwem rządzi i robi Pan to, co chce. Na szczęście nie jest Pan jedyny…

Jerzy Owsiak

 


Zobacz także

Panowie, czas przejrzeć na oczy. Te błędy popełnia większość z was

„Szczerze jej nienawidziłam, kiedy odbiła mi męża. Dwa lata później karma wróciła, spotkało ją to samo”

20 wspaniałych faktów na temat miłości

20 wspaniałych faktów na temat miłości