Związek

Kiedy on odchodzi po 20 latach, wszyscy się dziwią. „Coś się musiało stać” – mówią

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 listopada 2019
Fot. istock/Kerkez
 

Są takie pary, o których mówi się: „oni nigdy się nie rozstaną, są dla siebie stworzeni”. Zazdrości się im tej miłości i zerka z podziwem, myśląc sobie, że o to czas mija, inni się rozchodzą, rozstają, nienawidzą, a oni wciąż ręką w rękę, wciąż razem stawiają czoła życiowym wzlotom i upadkom. Tyle razem przeszli, coraz bardziej umacniając swoje uczucie. Co mogłoby tu pójść zle? Życie nauczyło mnie jednak już dawno temu, by nie używać tych dwóch słów: „nigdy” i „zawsze”. I nie zakładać, że już zawsze będziemy tacy sami.

Kiedy moją przyjaciółkę, po 20 latach związku i 13 latach małżeństwa zostawił mąż, większość wspólnych znajomych „nabrała wody w usta”. Nikt nie chciał się wychylić, nikt nie mógł uwierzyć. Po kilku tygodniach zaczęły się nieśmiałe telefony, komentarze. „Tam się coś musiało stać”. „To niemożliwe, żeby on po prostu odszedł”. „Niemożliwe, żeby przekreślił ot tak wszystko, co razem tyle lat budowali”. Chyba zwariował. To niemożliwe.

Ale właściwie dlaczego niemożliwe?

Co się mogło wydarzyć? Wszystko i wcale niekoniecznie to „najgorsze”, czyli zdrada. Dlaczego tak trudno uwierzyć, że kiedy czas mija stajemy się innymi ludźmi? Że wszystko, co nam się przydarza, wpływa na nas, zmienia, sprawia, że zmieniają się nasze potrzeby i perspektywa? Że i nasza miłość się zmienia i podejście do związku. I czasem, budzimy się pewnego ranka obok partnera i dociera do nas oto z całą mocą, że już nie kochamy. Że chcemy czegoś innego niż kiedyś.

Jasne, gdzieś po drodze popełniliśmy błąd. W jakimś szaleńczym biegu nie wyłapaliśmy momentu, w którym nasze ścieżki zaczęły się rozchodzić. Bo nam się nie chciało, bo tak było wygodniej. Bo założyliśmy, że nie trzeba. Że mamy coś „zagwarantowane”.

Właśnie. Najgorszym naszym grzechem w miłości jest zakładanie, że jesteśmy ze sobą na zawsze. Że nasza miłość będzie trwała, „sama”, siłą rozpędu. Że jeśli przetrwaliśmy ze sobą kilka, kilkanaście lat, to tak już zostanie. Samo.

Moja przyjaciółka powiedziała mi ostatnio: „Nie mam do niego żalu. Byliśmy zbyt blisko, byliśmy non stop razem. Nie mieliśmy żadnej indywidualnej przestrzeni. Dusiliśmy się w tej jedności”. Wspólne życie, wspólne wakacje, wspólni znajomi, wspólny pies  i kot, wspólne hobby i nawet te książki, wspólnie przeczytane. Wydaje nam się absurdalne, że wszystko co tak silnie łączy, może nas w końcu podzielić. A jednak… Tak się zdarza.

Czy ta miłość minęła? Raczej nie. Oni nadal się kochają, szanują, myślą o sobie dobrze. Ale to już nie jest ta sama, namiętna miłość, pragnienie bycia razem. To bardziej sympatia i przywiązanie. Ale nie takie, które powinniśmy czuć do kogoś z kim chcemy spędzić całe życie. On odszedł, bo poczuł, że oboje są w zupełnie innych punktach życia. Takich, których już nie można pogodzić.

Cóż, stara prawda powtarzana od lat, że o miłość trzeba dbać nie jest banałem. Jest jedyną pewną rzeczą jaką kiedykolwiek powiedziano o miłości. Dajmy o nią, dbajmy o nasze uczucia, nie pozwólmy im wygasnąć. A jeśli spostrzeżemy, że się od siebie oddalamy, postarajmy się znów do siebie zbliżyć. Zanim będzie za późno.

 


Związek

Drogi BYŁY mężu, dziękuję, że odszedłeś. To jedyny, ale najlepszy prezent, jaki w życiu mi dałeś – twoja nieobecność

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 listopada 2019
Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain
 

Drogi BYŁY mężu,

nigdy nie myślałam, że przyjdzie taka chwila, kiedy serdecznie ci podziękuję za to, że mnie zostawiłeś.

Ja głupia byłam przekonana, że moje życie bez ciebie nie będzie miało sensu, wypełni się pustką i żalem po stracie. Że już po raz kolejny nie poczuję, co znaczy być szczęśliwą u boku mężczyzny. Tylko – uwaga – dzięki, temu, że odszedłeś, zrozumiałam, że przez ostatnie lata w ogóle nie byłam przy tobie szczęśliwa! Że jedynie wydawało mi się, iż nie ma większego szczęścia nad gotowanie tobie codziennie obiadków, robienia kanapek do pracy i prania twoich skarpet i gaci. Naprawdę! Jak durna wierzyłam, że to doskonałe życie. Dziękuję, że tak skutecznie, acz drastycznie (ale nic nie szkodzi) wyprowadziłeś mnie z błędu.

Kiedyś za szczyt codziennej przyjemności brałam mycie po tobie naczyń, odkładanie twoich ciuchów do prania i zbieranie z podłogi rzuconych tam, gdzie chciałeś, skarpetek. Byłam przekonana, że tak wygląda wspólna szczęśliwa małżeńska codzienność. Mycie zlewu, który zaplułeś pastą, robienie kawy z trzema łyżeczkami cukru i podstawianie ci jej pod nos, kupowanie piwa na piątkowy wieczór, żeby sprawić ci miłą niespodziankę i pieczenie ciasta w sobotę, które lubiłeś. Jakbym Pana Boga za pięty złapała i jeszcze całowała najchętniej, że obłaskawił mnie kimś takim jak ty.

Tak często mi mówiłeś, żebym użyła rozumu, żebym naiwna nie była, żebym w końcu pomyślała samodzielnie, a ja taka wpatrzona w ciebie byłam, boś ty moim sterem i okrętem był. I zamiast cię posłuchać, podjąć decyzję, jeszcze jak idiotka przytakiwałam, żeś ty jest głową naszego związku, więc wszystkie mądrości są po twojej stronie. Matko, gdybym ja cię wcześniej posłuchała, to sama bym odeszła kilka lat wcześniej, a nie czekała, aż zamienisz mnie na inny model. Ale trudno, moja strata. W końcu każdy musi się nauczyć na własnych błędach.

Dziękuję, że mogłam dostrzec swoje. Że w końcu dotarło do mnie, że błędem było znosić twoje humory czy cierpliwie czekać, aż odburkniesz mi cokolwiek na pytanie, jak minął ci dzień. Błędem było biegać z herbatką z cytrynką i kanapeczką z czosnkiem, kiedy tylko katarek ci się przypałętał, podczas gdy sama z gorączką po zakupy leciałam, żeby ci tort na urodziny przygotować. To nic, że go nawet nie posmakowałeś twierdząc nagle, że jesteś na diecie. Przecież najważniejsze było moje poświęcenie.

O właśnie – dziękuję ci za to, że nie muszę się już dla ciebie poświęcać. Ani tobie ani naszemu małżeństwu. Że nie muszę rezygnować ze spotkań z przyjaciółkami, z wyjścia na spacer czy do kina, bo ty nie masz ochoty. Zresztą uważałeś to za głupoty – lepiej żebym poważniejszymi rzeczami się zajmowała – na przykład kolacją dla ciebie. Dziękuję ci, że teraz już nie muszę ci tej kolacji podawać, że mogę iść pobiegać, że na zajęcia z fitnessu się zapisałam. Dziękuję ci, że uwolniłeś mnie od siebie i nagle zyskałam całą masę czasu, którą wcześniej tylko tobie poświęcałam. Dzięki twojemu odejściu zauważyłam, że zupełnie zapomniałam o sobie. Że błędnie myślałam, że ja i ty jesteśmy jednością, że twoje szczęście równa się moje. I dalej bym żyła w tym przekonaniu, gdybyś mnie od niego nie wyzwolił swoją zdradą i pozwem o rozwód.

Dziękuję ci też za to, że w końcu mam okazję się przekonać, że życie jest cudowne bez ciebie. Ba – jest lepsze, niż bym była w stanie sobie wyobrazić. Sama bym się pewnie nie odważyła spróbować, bo przecież powtarzałeś, że o niczym nie umiem zadecydować. Dziękuję, że tym razem to ty podjąłeś męską decyzję. Że postanowiłeś swoją osobą zadręczać inna kobietę. Że w końcu stwierdziłeś, że wszystko to, co ja tobie daję, jest dla ciebie niewystarczające. Oj, kochany, bo ja byłam gotowa dać ci jeszcze więcej, dałabym ci wszystko, czego byś tylko zapragnął, ale na moje szczęście ty tego nie chciałeś. Ufff.

Dziękuję, że zwróciłeś mi wolność. Że mając 40 kilka lat mogłam odzyskać siebie i swoje życie. Zacząć robić, to co kocham, poznawać nowych ludzi, nowe miejsca. Rozwijać się, smakować świata, tańczyć w deszczu i skakać po kałużach. Tak wiem, zawsze uważałeś to za dziecinadę, która nie przystoi żonie i matce dwójki dzieci.

Dziękuję, że postanowiłeś nie ograniczać mnie dłużej swoją obecnością. Że nie muszę już słuchać, że wspólny wyjazd na weekend to strata czasu i pieniędzy. Teraz tracę mój czas i moje pieniądze, czego wcale nie uważam za marnotrawstwo. Dziękuję, że już nie pytasz po co mi kolejna książka czy para butów. Nie czekam na prezent urodzinowy od ciebie, którego nigdy nie dostałam, za to teraz kupuję go sobie co miesiąc – wynagradzając sobie te wszystkie poprzednie lata.

Dziękuję, że nie muszę z tobą dzielić sypialni, bo nagle odkryłam, że seks naprawdę może być przyjemny i zabawny. Rety, gdybyś nie odszedł, nigdy w życiu bym się tego nie dowiedziała – dziękuję!

Dziękuję, że mogę śmiać się i płakać, robić to, na co mam ochotę, a ni tylko skupiać się na tym, jak ciebie zadowolić. Dbam o siebie. Dziękuję, że mi na to pozwoliłeś.

Życzę ci wszystkiego co najlepsze, bo na koniec właśnie to od ciebie dostałam – twoją nieobecność w moim życiu.


Związek

Kluczowe wnioski z badania UNICEF „Prawa dziecka z perspektywy dzieci, rodziców i nauczycieli”

Redakcja
Redakcja
26 listopada 2019
Fot. iStock / yulkapopkova

Co do tej pory udało się osiągnąć? – pozytywne aspekty i efekty edukacji o prawach dziecka

  1. Troje na czworo dzieci czuje się szczęśliwe. Spędzanie czasu z przyjaciółmi, bycie kochanym przez rodzinę oraz realizacja hobby to główne powody dające szczęście dzieciom.
  2. 95% badanych dzieci słyszało o prawach dziecka. Najczęściej słyszały o nich w szkole lub od rówieśników.
  3. Zdecydowana większość dzieci i młodzieży uważa, że ich prawa są przestrzegane przez rodziców lub opiekunów, pozostałych członków rodziny oraz nauczycieli.
  4. Rodzice najczęściej kojarzą prawa dziecka pozytywnie, np. z prawem do rozwoju i nauki, szacunkiem czy bezpieczeństwem.
  5. Zdecydowana większość rodziców twierdzi, że respektuje prawa dziecka – większość z nich twierdzi także, że rozmawiała ze swoimi dziećmi o ich prawach.
  6. Chwalenie dziecka oraz okazywanie radości to najczęściej praktykowane przez rodziców reakcje na pozytywne zachowania ich dzieci.
  7. Niemal dwóch na trzech uczniów w wieku 12-14 lat chętnie chodzi do szkoły.
  8. Większość dzieci i młodzieży uczestniczy w zajęciach pozaszkolnych – najczęściej są to aktywności sportowe oraz nauka języków obcych.
  9. Połowa rodziców posiadających dzieci jest zdania, że prawa dziecka są przestrzegane w szkołach. Takie samo zdanie ma dziewięciu na dziesięciu nauczycieli.
  10. Zdecydowana większość rodziców uważa, że informacje o prawach dziecka przekazywane w szkołach są wystarczające.
  11. Zdecydowana większość nauczycieli miała styczność z treściami o prawach dziecka podczas studiów.
  12. Zdaniem nauczycieli, znajomość praw dziecka jest niezbędna do rzetelnego wykonywania zawodu.
  13. Zdaniem nauczycieli najczęstsze efekty edukacji o prawach dziecka to zwiększenie świadomości dzieci w zakresie ich praw oraz umiejętność korzystania przez dzieci z ich praw.

Co jeszcze jest do zrobienia? – wyzwania w zakresie praw dziecka

  1. Co dziesiąty nastolatek w wieku 15-17 lat deklaruje, że jest nieszczęśliwy. Dzieci najczęściej są nieszczęśliwe z powodów związanych ze szkołą, czyli wymagających nauczycieli, złych ocen i nadmiaru nauki oraz z powodu złych relacji z najbliższymi i rówieśnikami.
  2. Dzieci i młodzież mają lepsze relacje z mamą (87%) niż z tatą (70%).
  3. Dzieci chciałyby mieć większy wpływ na decyzje podejmowane w domu, szczególnie na to, jakie kto ma obowiązki w domu i w jaki sposób rodzina spędza czas wolny.
  4. Jedno na troje dzieci w wieku 12-17 lat deklaruje, że ich prawa zostały kiedykolwiek złamane.
  5. Co piąty uczeń w wieku 15-17 lat nie chodzi chętnie do szkoły.
  6. Dzieci chciałyby mieć większy wpływ na to, co się dzieje w szkole – chciałyby decydować o zasadach obowiązujących w szkołach, jakie jest menu na stołówce oraz jak wyglądają wycieczki czy imprezy szkolne.
  7. Jedynie połowa nauczycieli deklaruje, że w ich szkołach są realizowane działania mające na celu identyfikację sytuacji, w których dochodzi do łamania praw dziecka przez rodziców.
  8. Tylko połowa rodziców deklaruje znajomość praw dziecka, a co piąty uważa, że prawa dziecka utrudniają wychowanie.
  9. Co dziesiąte dziecko doświadczyło przemocy fizycznej – najczęściej ze strony rówieśników i rodziców.
  10. Tylko czterech na dziesięciu rodziców pozytywnie postrzega dostęp dzieci do służby zdrowia. Wśród problemów w zakresie ochrony zdrowia dzieci rodzice wymieniają najczęściej konieczność korzystania z płatnych wizyt lekarskich oraz ograniczony bezpłatny dostęp do lekarzy specjalistów.
  11. Zdaniem jedynie 45% nauczycieli wiedza o prawach dziecka przekazana podczas studiów była wystarczająca.
  12. Co trzeci nauczyciel twierdzi, że prowadzony przez niego przedmiot nie daje możliwości edukacji o prawach dziecka.
  13. Co dziesiąty nauczyciel uważa, że efektem edukacji o prawach dziecka jest okazywanie aroganckich postaw przez dzieci oraz kwestionowanie autorytetu rodziców.

O Konwencji o prawach dziecka

  1. Konwencja o prawach dziecka to najważniejszy dokument dotyczący praw dzieci na świecie.
  2. Konwencja o prawach dziecka została uchwalona 20.11.1989 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych z inicjatywy Polski. Nasz kraj zaproponował pierwszy projekt tego dokumentu.
  3. Konwencja o prawach dziecka to dokument, który został ratyfikowany do dnia dzisiejszego przez 196 krajów na świecie. Jest to najszerzej ratyfikowany na świecie dokument z zakresu praw człowieka.
  4. Konwencja o prawach dziecka reguluje kwestie prawne wszystkich obywateli poniżej 18. roku życia.
  5. Dokument składa się z 54 artykułów, które zawierają w sobie wszystkie prawa przysługujące dzieciom wraz z opisanymi mechanizmami ich implementacji i monitoringu.
  6. Dokument ten reguluje relację pomiędzy państwem a dzieckiem, nie ingerując w życie rodziny. Zapisy Konwencji nie podważają autorytetu opiekunów dzieci i ich swobody do wychowywania według własnego uznania, chronią tylko najmłodszych przed niebezpiecznymi sytuacjami i dają im gwarancję, że właściwe organy państwa udzielą im pomocy w potrzebie.
  7. Konwencja o prawach dziecka to szczególna umowa międzynarodowa, która charakteryzuje się dużą uniwersalnością i zawiera szereg praw i wolności przysługujących niedojrzałym jeszcze obywatelom. Właśnie ten fakt – niedojrzałości fizycznej i emocjonalnej – jest jednym z najważniejszych, dla których w ogóle taki dokument powstał. Dziecko jako istota, która dopiero się uczy, rozwija i nabiera doświadczenia, potrzebuje szczególnej ochrony, którą powinni zapewnić dorośli.

Artykuł powstał we współpracy z UNICEF


Zobacz także

7 sposobów, by wzmocnić twój związek, według Johna Gottmana. Wymagaj od siebie i od partnera

„Bywają momenty zdominowane przez niepewność i tęsknotę”. Związek na odległość – trudna sztuka kochania

Potraktuj miłość jak dietę. Być może to najlepszy sposób na stworzenie dobrego związku?