Związek

Bycie z Marcinem to opcja na przeczekanie. Port w którym dziś jej dobrze, ale jakoś tak…nudno

Poli Ann
Poli Ann
13 października 2022
zostać czy odejść
fot. Artem Peretiatko/iStock
 

Luiza właśnie skończyła palić papierosa. Tyle razy obiecywała sobie, że rzuci to cholerstwo, jednak ilość stresu w pracy i domu ją przerasta tak, że musi zapalić, by się uspokoić. Jako studentka nie paliła,  zawsze była zagorzałym przeciwnikiem papierosów. Nawet Leon rzucił dla niej nałóg. Wiedziała, że nie znosi tego zapachu, więc się zawziął. Papierosy poszły w niepamięć, by ona mogła być w jego ramionach. I była, wtulona, schowana, szczęśliwa. Czuła, że znalazła swoją drugą połówkę. 

Były studia, praca i życie zaplanowane naprzód. Może wyjazd za granicę, kupno mieszkania lub domu gdzieś pod miastem. Dzieci, zwykłe ale
szczęśliwe życie. Wzięli ślub, z miłości przekonani, że będą ze sobą aż po grób. Dzięki spadkowi kupili dom z dużym ogrodem, w którym po pracy ładowali baterie. Mieli tu swoje małe eldorado. Pracowali, kłócili i kochali, wspierali. Oboje czuli, że mieli dużo szczęścia trafiając na siebie. Im się udało podczas gdy znajomi co i rusz zmieniali partnerów lub brali rozwody. Po jakimś czasie upragniona ciąża, bliźniacza, żeby mogli zasmakować szczęścia do kwadratu. Dom z ogrodem okazał się być strzałem w dziesiątkę, choć przyjaciele próbowali ich namówić na spory apartament w mieście. Luiza i Leon wiedzieli swoje.

Tu było ich miejsce, dziewczynki rosły w zdrowym środowisku z dala od zgiełku i spalin. Tu czas płynął wolniej. Leon pracował w domu, pomagał Luizie. Szło im naprawdę nieźle. Czasem musiał jechać do biura zawieźć jakieś dokumenty. Nie lubił tego, wolał być ze swoimi dziewczynami w domu. Tej środy też nie miał ochoty ruszać się do miasta, ale wspólnik naciskał, a dla dziewczynek zabrakło pieluch, więc musiał wsiąść za kółko. Ucałował swoje dziewczyny i ociągając się pojechał załatwiać sprawunki. Luiza zajęła się córkami, dzień biegł jak co dzień, gdy nagle zadzwonił telefon. Była pewna, że Leon zapomniał rozmiaru pieluszek dla dziewczynek, odebrała więc ze śmiechem. Po chwili upuściła telefon, gdy w słuchawce usłyszała męski głos informujący ją o poważnym wypadku. Słowa policjanta dudniły jej w głowie.

Czołowe zderzenie. Mąż ofiarą pijanego kierowcy pędzącego sto na godzinę.
Ostry zakręt.
Ograniczenie prędkości.
Nie miał szans.

Luiza nie pamięta, jak szybko przyjechała jej mama, kto się zajął dziećmi, jak zorganizowano pogrzeb. Była na silnych lekach. Dobrze, że córeczki piły już z butelki i miały rozszerzaną dietę. Ona sama jakby zapadła się w nicość. Wiedziała, że dzieci mają opiekę i że będzie
musiała zacząć żyć bez Leona, jednak odrętwiała z bólu i tęsknoty nie była w stanie. Funkcjonowała niczym robot. Nie czuła nic. Dziewczynki trzymały ją przy życiu. Dla nich wstawała, uśmiechała się na siłę, ubierała i czesała. Gdy rodzice lub teściowie zabierali wnuczki ma weekend, ona leżała w łóżku gapiąc się tępo w sufit. Wypłakała wszystkie łzy.

Miała wrażenie, że umarła wraz z Leonem. Samej było jej ciężko w domu. Leon zajmował się tyloma rzeczami, o których ona nie miała pojęcia. Za namową bliskich sprzedała ukochane miejsce mając nadzieję, że cierpieć będzie mniej. Zamieszkała w bloku jak radzili przyjaciele, znalazła nową pracę, żyła nowym życiem, uśmiechając się tylko na widok dziewczynek. Na wszystko inne szczelnie się zamknęła. Unikała ludzi, w pracy nie nawiązywała nowych znajomości. Tęsknota za mężem nie pozwalała jej normalnie funkcjonować.

Nie wiedziała, że sąsiad z drugiego piętra ją obserwuje. Podobała mu się, rozpytywał o nią delikatnie. Dowiedział się o tragedii, nie był więc nachalny. Chciał się nawet wycofać z umizgów widząc jej puste oczy, jednak gdy razem na dwie godziny utknęli w windzie i zaczęli rozmawiać, uznał że będzie chciał się do niej zbliżyć. Luiza była jednak bardzo powściągliwa i niedostępna. Nie chciała się z nikim wiązać. Dużo czasu minęło zanim się otworzyła i mu zaufała. Traktowała Marcina jak przyjaciela, ale nie jak kochanka. Przy nim czuła się bezpiecznie, był zawsze obok gdy go potrzebowała. Wspierał ją, otulał spokojem. Przy nim zaczęła się uśmiechać. Dziewczynki i jej bliscy to zauważyli. Dopytywali o nową miłość, zachęcali by nie bała się związku z mężczyzną, który tak wspaniale ją traktował. Luiza uległa
więc namowom i przyznawała wszystkim rację. Rozum mówił jej, że Marcin to świetny materiał na partnera. Serce jednak nie drżało na jego widok. Biło nieco szybciej, kąciki ust unosiły się ku górze, ale to nie było to.

Luiza wie doskonale, co czuje, gdy obok jest ten, za którym szaleje. Potrafi odróżnić zauroczenie od zakochania. Na razie jednak cieszy się tym, co ma. Spokojem,  poczuciem bezpieczeństwa, wspólnym czasem i pewnością, że Marcin jej nie skrzywdzi. Tyle ostatnio przeżyła, życie jej się zawaliło, zaczęła palić. Marcin próbuje wyciągnąć ją z nałogu, ale póki co ponosi tu sromotną klęskę. W innych aspektach ich życia radzi sobie o wiele lepiej. Stara się, walczy, jest.

Luzia jednak wie, że niedługo będzie gotowa na wielką miłość aż po same paznokcie, że będzie chciała komuś oddać wszystko – ciało i duszę jak niegdyś Leonowi. Że pokocha, a nie polubi. Bo bycie z Marcinem to opcja na przeczekanie. To bezpieczna przystań, gdy nadejdą burze i sztormy. To port, gdzie ładuje baterie, na nowo przypomina sobie o swoich potrzebach. Port w którym dziś jej dobrze, ale jakoś tak…nudno. Z tego ich wspólnego portu będzie chciała wypłynąć w długą podróż pełną fal, uniesień, pięknych wschodów i zachodów słońca, którą spędzi w silnych męskich ramionach, ale już wie, że nie będą to ramiona Marcina.

Miłość romantyczna, czy miłość z przywiązania. Sprawdź, której naprawdę potrzebujesz


Związek

Wiem, że nie będzie kolorowo. Ale to moje życie, mój wybór, mój luksus

Poli Ann
Poli Ann
16 października 2022
Fot. iStock/MStudioImages
 

Mam na imię Helena, skończyłam właśnie czterdzieści siedem lat i jestem w siódmym miesiącu ciąży. Pierwszej ciąży. I jest mi z tym dobrze. To była świadoma decyzja. Zaraz po studiach nie byłam gotowa na ślub i dziecko jak moje koleżanki. Moim celem życia nie było znalezienie męża.

Chciałam się rozwijać, uczyć, zdobywać świat. I to robiłam. Awansowałam, podróżowałam, zdobywałam wiedzę. I ani przez moment tego nie żałowałam.

Z mężczyznami różnie mi się układało. Niektórym odpowiadał fakt, że nie chcę ich zaciągnąć do ołtarza. Dwóch partnerów mi się oświadczyło chcąc mieć typowe rodzinne życie, którego ja wcale nie pragnęłam. Moim życiem był rozwój osobisty, nauka języków. Mieszkałam w różnych ciekawych miejscach,  poznałam wielu ludzi.  Poniosłam mnóstwo porażek i odniosłam trochę zwycięstw. Życie mnie nie oszczędzało. Niejednokrotnie wyłam w poduszkę, nie wiedząc co zrobić. Jednak wiem, że to wszystko było po coś. To mnie zahartowało i ukształtowało.

Stałam się niezależna finansowo. Dbam o siebie. Wiedziałam, że dojrzeję do macierzyństwa później niż inne kobiety. Chciałam czuć się bezpiecznie i związać się z miłości, kiedy będę na nią gotowa i będę chciała się jej oddać do utraty tchu.

Romana poznałam kilka lat temu. Pracowaliśmy przy wspólnym projekcie. Zaprzyjaźniliśmy się. Spodobał mi się od razu, ale nie chciałam go sobą osaczać. Po jakimś czasie okazało się, że on czuł to samo. Uczucie między nami wybuchło. Unosiliśmy się nad ziemią, ale jednocześnie mając doświadczenie, sparzeni przeszłością, wiedzieliśmy jak tego nie zepsuć. Romek jest rok starszy ode mnie. Jest po rozwodzie, nie ma dzieci. Życiowo jest ustawiony, nie pnie się po szczeblach kariery za wszelką cenę. Sporo osiągnął, ma swoje priorytety. Kieruje się w życiu podobną filozofią co i ja. Ślubu brać nie chcemy, ale planujemy wspólną długodystansową przyszłość. Decyzję o dziecku podjęliśmy wspólnie. Oboje jesteśmy zdrowi, przygotowaliśmy się do tej ciąży i, o dziwo, szybko w nią zaszliśmy. Znajomi pukają się w czoło, mają już odchowane dzieci, mówią, że pchamy się na starość w pieluchy, że będą nazywać babcią i dziadkiem. My się tylko śmiejemy i robimy zakłady, które z nas pierwsze to usłyszy.

Mamy swoje zdanie. Ja czuję się świetnie, wyglądam młodziej niż mówi mój pesel i jestem świadoma mojej decyzji. Nie będę żyła w rozkroku jak inne młode matki. Nie będę wybierała między pracą a byciem dla dziecka. Ja po prostu oddam mu się całkowicie bez wyrzutów sumienia i żalu, że coś mnie omija, że coś tracę, że nie jestem dość dobrą matką.

Wiem, że dziecku zapewnimy dobre życie. Będziemy uważnymi rodzicami, którzy nie kłócą się o to, kto teraz siedzi z dzieckiem w domu. Mamy niezłą sytuację finansową,  nie drżę o to, czy zapłacę rachunki. Ciężko pracowałam na taki komfort. Jestem tu, gdzie chcę być. Robię to, co pragnę i szczerze mówiąc każdej kobiecie życzę takiego spokoju w głowie, jaki ja mam teraz. I gdybym miała przeżyć swoje życie ponownie, niczego bym nie zmieniała. Czuję, że wszystko dzieje się wtedy, kiedy powinno.

Za dwa miesiące zostanę mamą dziewczynki. Czeka nas piękny rozdział w naszym życiu. Wiem, że nie będzie lukrowy, bo bycie rodzicem to praca na cały etat  bez możliwości wzięcia urlopu, dożywotnio. Nie boję się.  Wiem, że damy radę. Dojrzałe macierzyństwo nie jest karą ani zachcianką. Dla mnie jest uwieńczeniem wszystkiego, co do tej pory w życiu osiągnęłam. Mam dom, mam wspaniałego mężczyznę obok siebie, pozycję zawodową i kruszynkę we mnie, którą już kocham bezwarunkowo i której będę chciała pokazać jak być szczęśliwą. Nic więcej w życiu mi już nie potrzeba. Niczego już nie oczekuję. Cieszę się moim stanem świadomie, radośnie i bezgranicznie. Mam gdzieś, co myślą inni. Moje życie, mój wybór, mój luksus.

 

 

 


Związek

Miłość Twojego Życia – nigdy jej nie dorównam, choćbym nie wiem co zrobiła. Zawsze będę tą drugą

Poli Ann
Poli Ann
11 września 2022
fot. Manuel Meurisse/Unsplash

Wiesz, nie lubię, gdy ktoś nas pyta, jak się poznaliśmy. Przechodzą mnie ciarki i wtedy wiem, że myślami wracasz do przeszłości. Oczywiście najpierw z radością mówisz, że nasz związek zaczął się od pięknej przyjaźni, mojej pomocy i wsparcia, bo beze mnie byś zginął. Jeszcze wtedy czuję się potrzebna i taka ważna, a potem Twoje oczy smutnieją i zawieszasz się na mikrosekundę. Nie każdy to widzi, ale ja tak. Widzę ten żal, ten grymas bólu, bo wtedy przypomina Ci się ona – Miłość Twojego Życia, której ja nigdy nie dorównam, choćbym nie wiadomo co zrobiła. Zawsze będę tą drugą.

W liceum patrzyłam na Was z taką zazdrością. Edyta zawsze głośno się śmiała, była niewątpliwie piękna i podobała się połowie szkoły. Nietrudno było zwrócić na nią uwagę, a gdy zaczęliście być parą, każdy chciał być na Waszym miejscu. Tacy piękni, zakochani, zawsze razem, planujący przyszłość. Piękna sielanka, która zdarza się nielicznym.

Pamiętam jak wszyscy przeżywali Twoją studniówkę, na której byliście niekwestionowanymi królem i królową. Gdy zdawałeś maturę, ona czekała na Ciebie w korytarzu i wskoczyła Ci na biodra, gdy okazało się, że zdałeś ustny polski na pięć. Kiedy przychodziłeś po nią po naszych lekcjach już jako dumny student, a my wzdychałyśmy do Ciebie po kryjomu. Ja z tego wianuszka wielbicielek najbardziej. A potem stało się to, co was rozłączyło.

Pamiętam, że po Edytę nagle pod szkołę przyjeżdżał jej tata i niemal siłą wpychał do auta, podczas gdy ona wyrywała się do Ciebie, proszącego go choćby kwadrans rozmowy. Wasza tragedia rozgrywała się na naszych oczach, a wy – rozdzieleni siłą kochankowie – walczyliście z całych sił o każdą minutę. Edyta wymykała się z lekcji, po wzorowej uczennicy nie było ani śladu. Ty snułeś się pod szkołą w nadziei, że ją spotkasz. Jednak ojciec Edyty zawsze Cię wyprzedzał, nie pozwalał wam na jakiekolwiek rozmowy, a gdy Edyta uciekała do
Ciebie z lekcji, zawsze was nakryli i ona była wtedy pod kontrolą 24/7. Nie raz mówiła, że się zabije.

To wtedy, raz czatując na nią pod szkołą, zwróciłeś na mnie uwagę, pytając o papierosa. Poszliśmy zapalić, a Ty opowiedziałeś mi wszystko. Mówiłeś, a ja słuchałam, patrząc jak piękne masz oczy i kształtne usta. Tylko ja dostąpiłam zaszczytu i zdobyłam Twoje zaufanie. Dowiedziałam się o tym feralnym liście, jaki wysłałeś do Edyty, a który przeczytali jej rodzice. Dostali szału dowiedziawszy się, że uwielbiasz
zapach jej skóry, jej przyspieszony oddech i jej nogi wokół Twoich nagich bioder. Bali się pewnie wpadki i zakazali Wam spotkań. Wy walczyliście. Edyta niemal nie zdała, bo ciągle uciekała ze szkoły do Ciebie, a potem zniknęła. Rodzice siłą przenieśli ją do innej szkoły.

Ty – cień samego siebie – we mnie znalazłeś powierniczkę. Byłam, słuchałam, wspierałam i myślałam, czy i mnie tak kiedyś pokochasz. To z Tobą poszłam na moją studniówkę, to Ciebie zazdrościły mi koleżanki, to z Tobą na biwaku kochałam się pierwszy raz. Momentami czułam, że o niej zapomniałeś i byłeś tylko mój. Edyta zniknęła z horyzontu, nigdy o jej nie rozmawialiśmy. Jej temat był tematem tabu.

O tym, że jej szukałeś przed naszym ślubem, dowiedziałam się dużo później, jak to zwykle bywa przypadkiem i ostatnia. Może chciałeś być pewny, że nie macie żadnych szans, a ja byłam taką bezpieczną przystanią?

Boję się użyć innych słów, bo przecież mi też mówiłeś, że mnie kochasz, że jestem Twoja latarnią i dzięki mnie nie skoczyłeś w nicość. Przez moment myślałam, że mam Cię całego dla siebie. Głupia ja. To Edyta była, jest i będzie tą pierwszą miłością przez wielkie „em”. Pewnie gdyby nie upór jej rodziców, nadal bylibyście razem. Zresztą, skoro jej szukałeś przed naszym ślubem, to może szukałeś potwierdzenia, że już na
pewno wszystko stracone. Przecież gdybyś tylko miał cień nadziei, pewnie do ołtarza byśmy nigdy nie doszli.

Edyta zniknęła, zamilkła, zapadła się pod ziemię. My zbudowaliśmy sobie nasz mały świat. Myślałam, że jestem w nim z Tobą bezpieczna, że ona jest już tylko mrzonką i chwilą zapomnienia, gdy opowiadasz o swoich pierwszych uniesieniach. Wierzyłam, że tak jest. Naiwnie bardzo. W tym związku cały czas jest nas troje i choć o tym nie mówimy to wiem, że tak jest. Wiem, że znów szukałeś z nią kontaktu, bo ona nadal
mieszka w naszym mieście. Świat jest mały. Edyta wie, że masz rodzinę, że mamy dzieci może dlatego odmówiła. Może jest szczęśliwa. Może boi się tego, co by wybuchło po latach. Jestem pewna, że na razie nie dzieje się nic. Nie spotykacie się, nie kontaktujecie. Nie jestem jednak spokojna, bo nie wiem, co dzieje się w Twojej głowie i dlatego tak nie lubię, gdy opowiadasz, jak zaczęła się nasza miłość. Bo choć opowiadasz o nas, to i tak myślisz o niej.

Ja nigdy nie będę Edytą, nie zastąpię jej i nie dorównam. To nie mnie pokochałeś pierwszy raz. Wierzyłam jednak, że pokochałeś inaczej, dojrzalej, mocniej… Dziś nie jestem tego taka pewna. Ta Twoja pierwsza miłość mnie uwiera niczym drzazga. Nie widać jej, ale ona nie daje o sobie zapomnieć, sprawia ból i nie zawsze da się ją wyciągnąć, a nawet jeśli to się uda, to zostawia po sobie ślad na całe życie…