Lifestyle Związek

Bajka o wędrujących jajach… Drogi mężczyzno, nie oddawaj tak łatwo swojej męskości

Femme fatale
Femme fatale
16 marca 2016
Fot. Unsplash / Imani Clovis / CC0 Public Domain
 

Męskie jądra – sztuk dwie, mocno używane, tanio oddam. Albo dopłacę. Nie widzę żadnego problemu. Wszystko do negocjacji. Jestem drugim właścicielem z kolei, wszystko zalegalizowane. Prawe odpowiada za logiczne myślenie, lewe za terminowość, organizację i prace techniczne. Albo odwrotnie, pewna nie jestem.

Nie jestem nawet pewna, kiedy przewędrowały do mojej nogawki, ale są teraz w moim posiadaniu. To fakt.

Drogi mężczyzno,

Lamentujesz, że świat się zmienia, że kobiety odbierają ci przestrzeń do bycia męskim. Że wyrywamy zachłannie każdy męski skraweczek twojego terytorium. Chcemy dominować, udowadniać, być równe. Tylko, że to zupełnie inaczej. Być równe – tak, ale równi we wszystkim nie będziemy. Prosimy tylko o twoją uczciwość w tej równości. Akceptację tego, że każdy z nas ma swoje – nie zawsze odpowiadające ze stereotypami – mocne strony, pasje i marzenia.

I mocniej niż kiedykolwiek wcześniej apelujemy – nie bądź zbyt leniwy na swoją męskość!

Mężczyzno,

Nie kradniemy ci podstępnie męskości w miłości. Kochamy ją. A jeśli ty kochasz nas – a przynajmniej tak mówisz, dlaczego za nic na świecie nie chcesz brać na siebie niczego na 100%. Nie chcesz odpowiedzialności. W miłości, w codzienności, w uniesieniu. Uciekasz, gdzie pieprz rośnie. Lubisz mówić, że to my – wyzwolone, silne baby siłą odbieramy ci męskość. A przecież tak chętnie ją oddajesz. Co mamy zrobić, zostawić ją bezpańską na ulicy?

Tak łakomie czerpiesz z tego, że w sumie to już nie musisz tak, jak „kiedyś”:
– zabiegać o nas
– uwodzić
– dbać
takie jesteśmy przecież samodzielne. Równość? Proszę bardzo, ale dlaczego chcesz równości tak dosłownej? Jakby te stereotypy tobie bardziej były ciężarem.

Lubisz coraz częściej mówić jesteśmy partnerami  – i czym prędzej biegniesz pakować w walizkę siłę, poczucie bezpieczeństwa i pewność, które tak bardzo lubiłyśmy. Jakbyś za kobiecą wolność i nasze partnerstwo kazał zapłacić nam najwyższą cenę, naszą kobiecość. Partnerstwo to dialog, ustalmy najpierw na czym będzie polegać nasze.

Nie odzieramy cię z testosteronu. Nie zamierzamy zapędzić cię do kuchni i w pieluchy, chcemy się tam z tobą spotkać. I nadal chcemy spotkać się tam z mężczyzną.

Mężczyzno, prosimy:

–  nie wsadzaj nam na barki całej odpowiedzialności za nasze, wspólne życie – to, że chcemy ją dzielić nie znaczy przejąć i odwalić całą robotę (choć często tak bywa łatwiej, szybciej, prościej).
– nie korzystaj tak chętnie z dosłowności, że jesteśmy równi, wcale nie chcemy wciąż dopraszać się twoje uwagi
– nie myśl, że przykręcając śruby w szafce, chcemy cię wykastrować. Zwyczajnie nie mamy już siły czekać aż się wreszcie za to zabierzesz.
– nie wciskaj nam dłonie wszystkich decyzji, krzycząc żałośnie „no nie wiem” albo „taka jesteś mądra”. To niczym nie różni się od odbiera nam prawa głosu. Nie ma nic wspólnego ze słowem RAZEM.
– pozwól u licha nam być kobietami.
– nie zasłaniaj się naszą siłą, ta siła czy niezależność nie zwalnia ciebie z wysiłku
– nie bądź tak leniwy byśmy musiały zostać mężczyznami z przymusu i w zastępstwie. Pewnie może tak jest łatwiej, może tak jest wygodniej – ale każda bajka kiedyś się kończy. „Seksmisję” wolimy oglądać na szklanym ekranie.
– nie pozwalaj nigdy na to, żebyśmy przestały widzieć w tobie mężczyznę, potem już trudno jest zawrócić.

Przecież ty też kochasz kobietę kobiecą – czasem silną, czasem kruchą – ale zawsze kobietę.

Mężczyzno, zanim na dobre twoje jądra zagoszczą w naszych damskich rajstopach zastanów się, czy warto. Bo my tak naprawdę wcale ich nie chcemy.

PS: Nie uważaj, że nowoczesny facet nie musi dbać o swoją męskość, o swoją odrębność od kobiety, swoje atuty. Kiedyś obciachem było usłyszeć na WF-ie „biegasz jak baba”… Obawiam się, że niedługo obciachem będzie usłyszeć „biegasz, jak facet”. I nie wiadomo, kiedy z jednego ze stereotypu przeskoczymy w drugi…


Lifestyle Związek

Potrafisz być wystarczająco dobrą matką, czy nie możesz się nadal z tym pogodzić?

Femme fatale
Femme fatale
20 marca 2016
Fot. iStock / Yuri_Arcurs
 

Miałam być matką idealną, dobrą, cierpliwą, wyczekującą. Nie tylko miałam być, chciałam. Przez chwile nawet taka byłam – tak mi się kiedyś wydawało. To zabawne jak macierzyństwo uczy nas pokory. Uczy, jak bardzo w życiu jest ponad nasze siły, jak wiele nie od nas zależy, jak bardzo trzeba się liczyć z drugim człowiekiem – jeśli nie chce się go skrzywdzić. Uczy, że możemy czasem skomleć na kolanach o chociaż odrobinę perfekcji i nic. Zamiast bycia idealnym i najlepszym, trzeba  się nauczyć być wystarczającym, dość dobrym, nie krzywdzącym.

Kilka lekcji, które dostałam od moich dzieci – to najcenniejsze, co mogłam dostać. I najtrudniejsze. Bo trzeba w macierzyństwie nauczyć się, że nie jest się w nim solo. Nie ma matki bez dzieci i dzieci bez matki – taki układ, który wywraca do górny nogami całą hierarchię wyższych wartości.

Idealna matka ma zawsze czas dla swoich dzieci

A ja? Nie. I choćby nie wiem jak mnie to bolało, nie zawsze mam na to wpływ. Nie mogę być idealną. Nie mogę zatrzymać świata, żeby wystarczyło czasu na każdą partię chińczyka, spacer i wspólne układanie puzzli. A może nie umiem?

A skoro nie mogę być idealną – gdzieś pomiędzy pracą, nastawionym na piecu rosołem, a pleceniem lalkom warkoczy, z całych sił próbuję być wystarczająco dobra. I chyba całkiem nieźle mi to wychodzi. Z każdym dniem moja granica wystarczająco dobrej goni panią idealną. A ja jestem szczęśliwa coraz bardziej, moje dzieci też. I choć nigdy idealnej nie dogonię – nie szkodzi. Nie jest mi już potrzebna, dużo czasu potrzebowałam, żeby to zrozumieć.

Doskonała matka nie ma wątpliwości

Nie. Ona zawsze wie i potrafi. Bez wyjątków. Nie zastanawia się, nic nie zjada jej wewnętrznie. Każda decyzja jest uwarunkowana tylko ogromną miłością do dzieci. Nie jestem doskonała. Moja miłość do nich jest bliska doskonałości, ale siedzi mocno w parszywym świecie, który za nic tego  nie chce uszanować. Tego świata nie obchodzi czego ja chcę, o czym marzę dla nich. Nie. On jest. A ja nauczyłam się żyć z tym milionem wątpliwości. Być dość dobrą – na tyle na ile się da. Na tyle, na ile mogę w tym wszystkim. Czasem ryzykować swoje szczęście, innym razem balansować na krawędzi szczęścia moich dzieci. Jeszcze nie spadliśmy w przepaść. Więc chyba nie jest źle, nawet bez tej doskonałości.

Prawdziwa matka kocha miłością ogromną jak wszechświat

Bezwarunkowo. Zawsze.

Jestem prawdziwa. Choć wcale ta miłość nie jest łatwym doświadczeniem, jak piszą na różowo polukrowane pisemka. Bo kochać bezwarunkowo zdaje się być trudne. Zwłaszcza, gdy akceptujesz u swojego dziecka cechy, które zawsze cię drażniły i wkurzały, których u innych i u siebie nienawidzisz, unikasz. Walczysz ze sobą. Bo tak łatwo podciąć komuś skrzydła. I dopiero dziecko pokazuje ci jak bardzo dotychczas nie liczyłaś się z innymi, uciekałaś, i uciekałaś. Teraz już nie możesz – musisz się z tym wszystkim mierzyć. Wychowywać pozwalając jednocześnie na odrębność. Bo taka jest ta prawdziwość. Taka zwykła i magiczna zarazem.

Zanim wypłaczesz morze łez na swoją nieudolnością, niemocą i tym wszystkim, czego chciałaś kiedyś – a co (wiesz to już) ci się jednak nie uda, zatrzymaj się i pomyśl, czy to naprawdę źle? Może lepiej pogodzić się z tym, że nasze życie nie będzie takie, jak „miało być”.

Jakie są moje grzechy?

Miałam być najlepsza – a udaje mi się tylko być najlepszą dla nich.
Miałam mieć dla nich zawsze czas – a nie mam. Mam go o wile za mało.
Miałam im dać wszystko – a mogę dać tylko tyle, ile mam.
Miałam nie krzyczeć, nigdy – a robię to, nie jestem skałą, którą chciałam być.
Miałam stworzyć im piękne dzieciństwo, idealną, ciepłą rodzinę – ale nie tylko ja ją tworzę. Inni są czasem tak dalecy od moich wyobrażeń
Miałam być zawsze szczęśliwa – a nie jestem, złoszczę się i płaczę.
Miałam być na zawsze – a kiedyś już nie będę. Najpierw przez lata będę patrzeć jak odchodzą do swojego życia, a potem i moje życie kiedyś się skończy. Nie będę ich mogła wiecznie chronić.

Ja oswajam swoje grzechy, zmazuję jej po kawałeczku. A czasem uczę się z nimi żyć.

A ty mamo, czego sobie nie potrafisz wybaczyć na drodze do bycia wystarczająco dobrą?

 


Lifestyle Związek

Droga JA z kiedyś, miłość jest cholernie trudna. Posłuchaj, zanim pewnego dnia się obudzisz i zapytasz: „Jak ja się tu znalazłam?”

Femme fatale
Femme fatale
5 marca 2016
Miłość jest cholernie trudna. Żyj tak, żebyś nie musiała życia żałować – to wystarczy.
Fot. Unsplash / Christopher Sardegna / CC0 Public Domain

Droga JA z kiedyś,

posłuchaj, zanim pewnego dnia się obudzisz i zapytasz: „Jak ja się tu znalazłam? Kiedy? Dlaczego?”. I jedyne czego będziesz pewna, to to, że nie wiesz zupełnie jak wyjść.

Na zawsze, nie za coś a pomimo –  tak pięknie brzmi przy lampce wina. Najpiękniej wtedy, kiedy nie ma żadnego pomimo, kiedy nie ma żadnego żalu. Ale czasem już nie jest tak pięknie na kartach romantycznej powieści. Bo on, bo ona, bo świat. I nie ma już ani lampki wina, ani Tarantino wieczorem, ani nawet milczenia… Czasem w iście shakespeare’owskim stylu odgrywamy dramat z miłości, innym razem odrabiamy z niej lekcję. Ja dziś i ja 10 lat temu – kochamy inaczej i inaczej miłość tracimy.

Bliżej mi dziś do pilnej uczennicy niż tobie. Posłuchaj:

1. Nie da się kochać za dwoje

Choćbyś w to wierzyła każdym centymetrem swojego ciała i każdy ten centymetr była gotowa poświęcić. Nie da się kochać nieszczęśliwie. To zawsze niszczy i zawsze się kończy, tylko wtedy jeszcze mocniej boli. Naucz się pożegnań, po nich będą zawsze jeszcze jakieś powitania.

Miłości nie da się odmierzyć, wyważyć i wykalkulować. Trzeba ją czuć. Choćbyś z całych sił się oszukiwała, tylko swojej miłości – nigdy nie poczujesz.

2. Najważniejsze, że mamy siebie…

Miłość do mężczyzny to nie wszystko, miłość mężczyzny do kobiety też nie stanowi całego wiata. A prawdziwa miłość nie spada z nieba. To trudna droga.

Samo uczucie – choć najsilniejsze, najczystsze i najpiękniejsze nie jest jeszcze życiem.

Czasem to nie miłość jest sensem i paliwem życia. Bo my tę miłość tworzymy, budujemy, naprawiamy i pozwalamy lub nie – rozwinąć jej skrzydła. Decydujemy, gdzie są jej granice lub postanawiamy jej granic nie stawiać. Doceniamy lub nie. Czasem nazywamy miłością ,tę która wcale nią nie jest, która uwiera nas od początku wspólnej drogi. Zawsze po coś. Bo:

– miłość jest nam potrzebna, żeby kochać i być kochanym
– pozwala nam się czuć lepszym człowiekiem
– szukamy w niej nadziei, wsparcia, przyszłości
– nic innego nie mamy
– bez niej jesteśmy dla siebie tacy niekompletni
– tak bardzo nie chcemy czegoś stracić, tak bardzo boimy się, że nas w życiu ominie – choćby miało być tylko namiastką, iluzją – zawsze jest.

3. Dzieci są zwierciadłem tego, jak kochać możemy

Kiedyś myślałaś, że cię nie interesują. Potem żyłaś tylko nimi. Jeszcze później nauczyłaś się, że dzieci są darem, którego jednak nigdy nie da się „mieć”. Zobaczysz miarę miłości człowieka w swoich dzieciach. Dopiero one naucza cię, że:

– można naprawdę kochać ponad życie
– najbardziej boisz się, że twoja miłość nie byłaby aż tak doskonała (tego będziesz się bać najbardziej)
– miłość, nawet ta najwspanialsza, bezwarunkowa i niezmienna – jest najtrudniejszym doświadczeniem
– nic do tej pory nie wiedziałaś o akceptacji i będziesz się jej uczyć bez końca, krok po kroku. Wytrwaj. Nikt inny cię tego nie nauczy.

4. Nic nie jest oczywiste

To w co wierzysz dziś, jutro może nie mieć dla ciebie znaczenia. Życie to ciągłe wybory. Zmiany. Bywa, że budzisz się już w innym świecie niż zasypiałaś. I nie ma w tym nic złego Nawet, gdy krzyczysz, że wcale nie tego chciałaś, nawet, gdy płaczesz, że nie tak miało być. To ciągle jest wybór. Zawsze możesz go zmienić. Nie masz władzy na światem, losem i ludźmi. Postaraj się nie stracić władzy nad sobą.

5. Odejść po latach to przyznać, że:

Czasem się przegrywa, czasem nie ma się już siły walczyć. Innym razem nie ma o co walczyć. Nie wierz w slogany, że wszystko jest w twoich rękach. Nie wszystko. Nie tylko w twoich. Masz prawo być słaba.

– życie jest i będzie inne niż marzyłaś planowałaś i tkałaś. Czasem to oznacza rozbitą rodzinę, czasem inną wizję poranków. Czasem inne powody do radości. Nie traktuj tego jako porażki. Wygrać szczęście w życiu można na wiele dróg i sposobów.

Cholernie trudno jest się do tego przyznać, i sobie i światu.

6. Można mieć dzieci, ale to nie oznacza, że ma się rodzinę

Rodziny nie stworzysz sama. I nie chodzi mi o to, że samotna matka czy ojciec być rodziną nie mogą – mogą. Ale rodzina to więcej niż lista obecności domowników. Więcej niż miłość ponad wszystko – czy ponad wiele. Rodzina, to wspólny – choćby jeden cel, wszystkich. Nie da się jej tworzyć, kupić, trzeba nią być.

Droga JA z kiedyś – wiem, że i tak musisz popełnić swoje błędy, zaufać nie tym osobom, złamać wiele razy serce. Bez tego nie będzie mnie dziś. Ale pamiętaj, że nie jesteś sama – a samotnym można być nawet, gdy dzielisz z kimś życie.

Miłość jest cholernie trudna. Żyj tak, żebyś nie musiała życia żałować – to wystarczy.