Związek

A ty jak? Chcesz być szczęśliwa, czy mieć rację, czyli o awanturze, którą zrobiłam mojemu mężowi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 września 2016
Fot. iStock / mrovka
 

Usłyszałam ostatnio od kobiety, którą cenię, że jak to jest: chcesz być szczęśliwa, czy mieć rację. I pomyślałam BINGO.

Po czym wróciłam do domu i zrobiłam karczemną awanturę mężowi. Za długo się znamy i za dużo o sobie wiemy, żeby on mojego mega focha (a naprawdę rzadko mi się takie trafiają) zbył milczeniem i wyjściem z domu. Wypunktował mi moją nadinterpretację. Kiedy padło: „Ułożyłaś już sobie w głowie jakąś wizję, a że nikt o niej nie wiedział i się w nią nie wpasował, to masz pretensje do wszystkiego i wszystkich”. W punkt. Jechałam do domu myśląc, jak super, że w końcu po kilku dniach nieobecności wpadną na mnie stęsknieni. Że pewnie obiad będzie gotowy i spędzimy cudowne wspólne popołudnie.

Wchodzę, a dzieci nie ma, bo polecieli do kolegi. Mąż brudny i spocony, bo zajął się „ważną” podwórkową sprawą, a na obiad… zamrożone, schowane głęboko w zamrażarce piersi z kurczaka…

Weszłam i… wyszłam. Wsiadłam z powrotem do auta mieląc pod nosem przekleństwa, co by się nie rozryczeć, pojechałam do sklepu, kupiłam świeże mięso i wkurzona do granic możliwości zamierzałam na szybko zmontować jakiś obiad. Oczywiście w międzyczasie zadzwoniłam do mamy kolegi moich synów, co by ściągnąć ich do domu. I guzik mnie obchodziło, że przyszli niedawno. Ma być tak, jak ja sobie wymyśliłam i koniec i kropka, choćby obiad w gardle miał wszystkim stanąć.

Ale nim chłopcy wrócili, nim ja ze wściekłością cisnęłam mięso do miski, i nim sięgnęłam po najostrzejsze przyprawy, mój osobisty małżonek rozpierdzielił mnie wizją mojej wizji… A jak jeszcze do konkretnego i trafnego skomentowania mojego nastroju dodał: „Tęskniłem”, to w głowie odezwało mi się: chcesz być szczęśliwa, czy mieć rację… I jak to ja mam w zwyczaju zalałam się łzami…

I kiedy pozwoliłam mu w końcu coś powiedzieć, to usłyszałam, że chciał, żebyśmy poszli gdzieś coś zjeść dobrego, że chłopcy cały ranek mu pomagali, więc w ramach nagrody pojechali rowerami spotkać się z kumplem. I że w ogóle czas mu uciekł i nie myślał, że to już ta godzina…

I wiecie… ja. W tej swojej furii, która parowała mi uszami. W tym swoim zacietrzewieniu, że JAK TO. Bo JA to bym czekała, obiad miała gotowy, pachniałabym i ciasto do piekarnika wstawiała. Ja pomyślałam: „Matko, jaka ty jesteś głupia… walnij się w ten swój łeb…”.

Mogłam się uprzeć – pewnie kiedyś bym tak zrobiła. Mogłam nie słuchać, powiedzieć: „Nie obchodzi mnie to” uznając każde zdanie za wymówkę i próbę ratowania sytuacji. Mogłam trzasnąć drzwiami i wrócić w nocy udowadniając, że WSZYSCY mają mnie w d*pie i ja ich też mam. A co? Nie mogłabym?

Co więcej, pewnie kiedyś bym tak nawet zrobiła. Ba! Ja bym po pół roku to wyrzygała przy innej okazji, że jak to? Że jak można było mnie zmęczoną, rozbitą, ale też stęsknioną i pełną chęci opowiedzenia co się działo i wysłuchania, co działo się u nich, tak potraktować.

Tymczasem usłyszałam, że foch to moja wina. Że wszystko to, o co tego focha postanowiłam strzelić jest wytworem mojej własnej wyobraźni. Mojej WIZJI, o której nikt nie miał zielonego pojęcia.

Często się wam zdarza? Powiedzcie proszę, że chociaż raz na jakiś czas jesteście inicjatorami kłótni, bo ON nie zrobił kawy, a przecież liczyłaś, że zrobi. Bo ON nie zadzwonił, a przecież ty tak czekałaś na ten telefon i poza tym TY ZAWSZE dzwonisz. Bo naprawdę czy tak trudno się DOMYŚLIĆ, czego właśnie w tym momencie oczekujemy? Że może do kina by nas zaprosił, albo na kolację, albo weekend jakiś fajny zaplanował. My już w głowie wszystko mamy poukładane, wiemy, jakie kwiaty powinien nam kupić. BA! My jesteśmy pewne, że nam je kupi, tylko on o tym nic nie wie. I te wszystkie mądrości, że facetowi lepiej powiedzieć wprost, a nie żeby się domyślał, wkładamy między bajki. Bo może i powiemy raz, ósmy, dziesiąty, ale za sto pierwszym znowu będziemy miały nadzieję, że on się DOMYŚLI. No w końcu kiedyś musi.

Otóż… nie musi. I raczej się nie domyśli. I nie dlatego, że nas nie kocha, że mu mniej zależy. On po prostu nie siedzi w naszej głowie i nigdy siedzieć nie będzie. Co więcej, ma swoją wizję konkretnych planów, o których my też nie mamy zielonego pojęcia.

Wiecie, co wczoraj w przypływie ratowania własnej twarzy i udowadniania na siłę, że mam rację, zrobiłam? Zaczęłam mieć pretensje o to, że on mi tego nie powiedział na wejściu – że dzieci u kolegi z takiego a nie innego powodu, że on do tej knajpy na ten obiad i że w ogóle cieszy się ogromnie, że już jestem. Szczyt głupoty i zachowania pozoru własnej nieomylności.

I kiedy wyryczałam się z powody poczucia wstydu, do którego oczywiście w ogóle się nie przyznałam, kiedy pozwoliłam się w końcu przytulić i przykryć kocem czekając na chłopców dotarło do mnie: chcesz mieć rację, czy być szczęśliwa. Ja – zdecydowanie to drugie, choć nie zawsze wychodzi. I pewnie jeszcze nie wyjdzie setki razy, kiedy będę rzucać ścierką i tłuc talerzami, ale jest chociaż cień szansy, że zamiast rzucać emocjonalnymi granatami  spytam: „Dlaczego nie jest tak, jak sobie wymyśliłam?” i pozwolę mu, żeby powiedział, jak on to sobie wymyślił… Kto wie, może jego wizja będzie o wiele przyjemniejsza od mojej… Jak chociażby ta wczorajsza.

I wiem, że człowiek na czyichś błędach nigdy w życiu się nie nauczy, ale może choć chwilę się zastanowi i odpuści. I tak jak sam nie lubi by mu narzucać co powinien, tak drugiej najbliższej osobie przestanie to czynić… Ale by było cudownie ;).


Związek

Wyższy poziom kobiecości? Dzięki wam – najwyższy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 września 2016
Fot. Twoja Sesja / iStock
 

Wcale nie było tak pięknie i kolorowo… Jeszcze w piątek przed północą trudno nam było swobodnie się uśmiechnąć. Ba, jeszcze w sobotę rano wymieniałyśmy się sennymi koszmarami o tym, że nikt na nasze spotkanie nie przyjdzie… Jesteśmy tylko ludźmi, wierzymy w to, co robimy, ale przecież tej naszej wiary nie możemy narzucić innym… Więc stres raczej zrozumiały.

Ale to był dzień, kiedy my uwierzyłyśmy, że to wszystko ma sens! Kiedy Pani Agnieszka (stała się Pani wirtualnym członkiem naszego zespołu i synonimem chyba już wszystkich naszych imprez), jako pierwsza przyszła pytając o wykłady, poczułyśmy lekkie mrowienie, a później to była już tylko gęsia skórka i nieustające wzruszenia!

Bo na Mysiej 3 odwiedziło nas w sobotę ponad tysiąc osób! Setki cudownych kobiet, wspaniałych ludzi. To było naprawdę odkrywanie kobiecej mocy, wznoszenia się na wyższy poziom kobiecości.

Nasze spotkanie zaczęłyśmy do wykładu Magdy Jarzębowskiej – psychodietetyka, która mówiła o naszej sprawczości, o tym, jak my same możemy odzyskać wpływ na nasze ciało w kontekście odchudzania się. I już pierwszy wykład powitał naszą prelegentkę pełną salą zasłuchanych kobiet.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Karina Dudek-Miracka, dyrektor zarządzająca Kliniki Miracki, oswajała podczas swojego wykładu medycynę estetyczną. Charyzmatyczna kobieta, która z uśmiechem mówi o swoim pracoholizmie i miłości do kobiet, bo z nimi pracuje z pewnością wywołała zaciekawienie wśród uczestniczek naszego wydarzenia.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Cudowna Małgosia Zawada poruszyła problem nie tylko psychokosmetyki, ale też ciał tych, które na siedząco słuchały jej wykładu. O tym, jak poprawić sobie samopoczucie, jak zadbać o siebie i swoje ciało mogłybyśmy z pewnością słuchać bez końca.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

O pieniądzach oraz o tym, jak przełamywać tabu rozmowy o kasie mówiła zaprzyjaźniona już z nami od dawien dawna Ewa Tyralik, która pomimo ospy w domu (wybacz, ale mam nadzieję, że córka czuje się lepiej) przyszła i poprowadziła bardzo ciekawy dla wszystkich wykład.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

O czym mogła mówić Dagmara Skalska, jeśli nie o zdrowym egoizmie? No właśnie. Mogłoby się wydawać, że po tylu już wykładach i godzinach nie jesteśmy w stanie przyjąć więcej, a jednak. Dagmara jak zawsze wzbudziła we wszystkich emocje i z pewnością jej wykład był powodem do zatrzymania się na chwilę i pomyślenia o sobie.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Kobieta petarda – mamy nadzieję, że się nie pogniewa – Ania Witowska, twórczyni Kobiecego Punktu Widzenia w niebanalny sposób mówiła o naszej wewnętrznej kobiecej mocy. O tym, co powinniśmy, a co możemy… A także o tym, że szczęście zależy tylko od nas – banał? Pewnie tak, ale jak mówi to Ania, to już naprawdę trudno się z nią nie zgodzić.

Fot, Twoja Sesja

Fot, Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Na koniec Iwona Kossakowska, psychoterapeuta mówiła między innymi, jak ważne jest odnotowywanie naszych małych sukcesów, jak ważna jest także świadomość tego, jak przeszłość wpływa na naszą teraźniejszość.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

To część warsztatowa, ale nie samą wiedzą i nauką człowiek żyje. Skoro wyższy poziom kobiecości to oprócz sfery duchowej, zadbałyśmy również o ciało, a raczej zadbali o nie nasi wystawcy. Było wszystko, co kobiety kochają i uwielbiają – kosmetyki, ubrania, biżuteria i inne dodatki do naszego stroju – jak choćby torby, plecaki, zegarki. Na cudownie przygotowanych stanowiskach można było znaleźć książki, a także skosztować wyjątkowych soków. Dla tych, którzy zdążyli zgłodnieć przekąski serwował Dziki Ryż.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Nasi wystawcy, reklamodawcy, sponsorzy, bez których tej imprezy po prostu by nie było, zadbali także o to, by uczestniczki nie wychodził z pustymi rękoma. Ilość nagród, upominków mogła wprawić w duże zaskoczenie.

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

A my? My stałyśmy urzeczone Wami! Tymi kobietami, które dotarły do nas nie tylko z Warszawy, ale także z Łodzi, Krakowa, z Poznania i wielu innych miast. Byłyśmy wzruszone, że chciałyście z nami spędzić ten dzień i zachwycone faktem, że uczestnicząc w Wyższym Poziomie Kobiecości, pokazałyście, że jesteście dla siebie ważne! Poczułyśmy od Was tę moc! Moc kobiet świadomych siebie, pragnących zmian, silnych i niezależnych, bo każda z Was taka jest!

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Dziękujemy Wam, dziękujemy tym, którzy wsparli nasze wydarzenie i dziękujemy tym naszym cichym „pomagaczom” w tle, których może nie było widać, a których pracę i zaangażowanie ogromnie doceniamy.

I cóż… Odpoczęłyśmy w niedzielę. A dzisiaj z nowymi siłami i energią nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić Was na „Odkryj z nami kobiecą moc. Wyższy poziom kobiecości” część drugą 3. grudnia! Już pracujemy nad tym, by było jeszcze lepiej i byśmy mogły spotkać się w jeszcze większym gronie!

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot Twoja Sesja

Fot Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot, Twoja Sesja

Fot, Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

Fot. Twoja Sesja

 


Związek

Masz mniej niż 40 lat i lubisz seks oralny? Możesz być narażona na ryzyko nowotworów głowy i szyi

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 września 2016
Fot. iStock / sonja lekovic

Miłość niejedno ma imię. Tym bardziej miłość fizyczna, tak lubiany przez nas seks. Dobrze wiemy, że poza przyjemnością, niesie on ze sobą pewne zagrożenia. Od nieplanowanej ciąży, po zakażenie niebezpiecznymi wirusami (HIV, HPV). Z tego powodu warto mieć stałego (zdrowego) partnera i stosować prezerwatywy, choć nie przez każdego są one tolerowane.

Mimo możliwości zabezpieczenia nie w każdym przypadku jest ono stosowane. Np. podczas seksu oralnego, mało który mężczyzna używa prezerwatywy, a to może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia partnerki. Tym bardziej, jeśli to seks przygodny.

Nowotwory u coraz młodszych miłośników seksu oralnego

Liczba osób chorych na nowotwory głowy i szyi w Polsce i Europie szybko wzrasta. Zgodnie z danymi Krajowego Rejestru Nowotworów w latach 1999-2013 zwiększyła się ona o 20 proc.!  Co roku wykrywa się 11 tys. nowych przypadków nowotworów, a 6 tys. osób umiera z ich powodu. Jaka jest przyczyna takich statystyk? M.in. palenie papierosów, picie alkoholu i … seks oralny.

Osoby młode, poniżej 40 roku życia coraz częściej zapadają na te choroby (raka nosa, jamy ustnej, krtani, gardła), z powodu zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV), który odpowiada również za rozwój raka szyjki macicy. Przy zachorowaniu, mogą pojawić się objawy takie jak:

  • zapchany nos
  • krwawienie z nosa
  • ból gardła
  • ból podczas połykania i trudności w połykaniu,
  • utrzymująca się chrypka,
  • ból języka,
  • owrzodzenie jamy ustnej
  • białe czy też czerwone plamy w jamie ustnej.

Można je pomylić ze zwykłym przeziębieniem, ale długo utrzymujące się objawy (ponad 3 tygodnie) powinny skłonić do wizyty u lekarza. Nowotwory głowy i szyi wcześnie wykryte dają duże szanse na wyleczenie. Jeszcze ważniejsza jest profilaktyka, czyli unikanie seksu oralnego z przypadkowymi osobami, lub szczepienie przeciwko wirusowi HPV, które dostępne jest dla osób nim zainteresowanych.


źródło: zdrowie.dziennik.pl


Zobacz także

„Ja zarabiałam, on wydawał. Mydlił mi oczy zapewnieniami, że przecież życie jest drogie, a my mamy dwoje dzieci i kredyty”. Dlaczego kłócimy się o pieniądze?

10 nawyków szczęśliwych par

Nic tak nie wkurza kobiety jak… wszystko, a szczególnie głupi mężczyzna