Lifestyle

Jak dobrać okulary korekcyjne do kształtu twarzy

Redakcja
Redakcja
28 grudnia 2021
 

Dobór okularów korekcyjnych nie jest wbrew pozorom sprawą prostą. Choć w głównej mierze skupiamy się na parametrach szkieł, równie istotną kwestią są walory wizualne i właściwe dopasowanie oprawek do kształtu twarzy. Zarówno w przypadku modeli damskich, jak i męskich ten ostatni element ma szczególne znaczenie, bowiem pozwala zachować właściwe proporcje, akcentuje wizerunek, a także pełni istotną rolę w budowaniu pewności siebie. Przy ich pomocy możemy przecież nie tylko dodać sobie animuszu, złagodzić lub wyostrzyć rysy twarzy, ale co najciekawsze, skutecznie odjąć kilogramy. Stąd, warto przed zakupem zaczerpnąć fachowej porady specjalisty w salonie optycznym.

Podstawowe zasady doboru oprawek

Zanim rozpoczniemy pierwsze przymiarki, dobrze jest uprzednio określić własny kształt twarzy, gdyż optometryści często kierują się zasadą, mówiącą o tym, że docelowy  kształt oprawy powinien być właśnie jego odwrotnością. Z drugiej strony, najkorzystniej zapoznać się z podstawowymi różnicami poszczególnych kształtów i zapamiętać, jakie typy oprawek im służą, a jakich lepiej unikać. Szeroki wybór najwyższej jakości produktów, jak i kompleksowe badania wzroku oferuje  między innymi: okulary.expert, gdzie doświadczony i wykwalifikowany personel odpowie na wszystkie nasze pytania.

Twarz okrągła na przykład, charakteryzuje się równą długością i szerokością, a także nie posiada wyraźnie zaznaczonych kątów. Świetnie pasują do niej okulary kanciaste oraz z efektem tzw. kocich oczu. Tym samym, buzia zostaje optycznie wyszczuplona, a jej kontur ładnie zaznaczony. Z kolei przy kształcie owalnym sprawa jest o tyle łatwa, iż tak naprawdę każdy fason się tu sprawdzi. Długość przekracza nieco szerokość, zatem optymalne będą oprawki prostokątne, kwadratowe lub kanciaste, wprowadzające odrobinę kontrastu.

Właścicielom twarzy kwadratowej poleca się zaś oprawy okrągłe i owalne, łagodzące profil, o miękkich krawędziach. Nie dość, że delikatnie wygładzą ostre kąty, zniwelują zbyt mocno zarysowaną linię żuchwy. Podobnie rzecz ma się z twarzą podłużną, jednakże jest ona dłuższa i zawiera w sobie najwięcej linii prostych, toteż osobom o tym kształcie doradza się oprócz opraw zaokrąglonych również modne aviatory. Agresywne brzegi oraz wydłużone boki zupełnie natomiast odpadają.

Ostatnim rodzajem jest twarz trójkątna, w dosłownym znaczeniu, przypominająca odwrócony do góry nogami trójkąt. Dzieje się tak, ponieważ zwęża się ona ku dołowi, zatem przy pomocy trafnie dobranych oprawek, można umiejętnie zgubić dysproporcję pomiędzy górą a dołem. Twarz trójkątna wymaga okularów o opływowych liniach, łagodzących owal twarzy na wysokości kości policzkowych. Opłaca się więc zainwestować w tzw. patenty, znakomicie spełniające tę funkcję, bądź okulary kocie, subtelnie wykańczające wizerunek.

Podsumowanie

Reasumując, prawdą jest, że nadrzędnym celem oprawek jest wydobycie naszych atutów, jednocześnie niwelując mankamenty urody. Jako że, oprawa korekcyjna towarzyszy nam na co dzień, nie powinniśmy traktować jej zakupu po macoszemu. Nie od dziś wiadomo, że przy pierwszym kontakcie z ludźmi oceniani jesteśmy po wyglądzie, więc okulary pełnią niejako rolę swoistej wizytówki. W zależności od rodzaju mogą bowiem dodać lub ująć nam lat, kilogramów, a nawet powagi. Zastanówmy się też, jak chcielibyśmy być odbierani, bo wśród akcesoriów, to właśnie okulary najbardziej zmieniają nasz wygląd. Zdarza się, że w niektórych modelach jesteśmy nie do poznania, a zwłaszcza w przypadku kobiet, łatwo przesadzić nadmiernie eksperymentując.


Lifestyle

Kiedy pierwszy raz pójść z dzieckiem do dentysty?

Redakcja
Redakcja
28 grudnia 2021
 

Dbałość o zdrowie zębów musi zacząć się wcześniej. Jak wcześnie? Kiedy zabrać dziecko na pierwszą wizytę? Czy warto wybrać gabinet stomatologiczny, który oferuje wizytę adaptacyjną? I po co właściwie dbać o zęby mleczne, skoro i tak muszą one wypaść?

Dbanie o zęby mleczne jest ważne!

Zdrowe zęby są zawsze ważne i dotyczy to również mleczaków. Pomijając fakt, że każda choroba zębów u dzieci jest dokuczliwa, obniża komfort i może negatywnie wpłynąć na samoocenę, to przede wszystkim próchnica może przenieść się z zębów mlecznych na stałe. Poza tym – wczesna wizyta w gabinecie stomatologicznym zwykle oznacza, że później nie będzie problemu z tym, żeby odbywać regularne wizyty kontrolne.

Pierwsza wizyta dziecka u dentysty – kiedy iść do stomatologa?

Ogólna zasada mówi, że pierwsza wizyta (adaptacyjna) u stomatologa powinna odbyć się po wyłonieniu pierwszego zęba. Jak mówią doświadczeni dentyści z HCentrum.pl, już wyrzynanie się pierwszego zęba daje stomatologowi niezły ogląd sytuacji i pozwala ocenić, czy proces ząbkowania przebiega prawidłowo. Jeśli tak, pierwsza wizyta kończy się ustaleniem terminu kolejnej, co zwykle następuje po kilku miesiącach. Jeśli już na tym etapie są problemy, można przygotować dziecko do odpowiedniego leczenia zębów lub na przykład wizyt u ortodonty.

Stomatolog dziecięcy w Gdańsku – HCentrum Stomatologiczne Jasińscy

Jeśli ząbkowanie jest szczególnie bolesne, opóźnia się lub rodzicom wydaje się, że jest z tym inny problem, nie należy oczywiście czekać na pierwsze ząbki – należy przyspieszyć wizytę u stomatologa.

Wizyta adaptacyjna: iść czy nie?

Pierwsza wizyta dziecka w gabinecie stomatologicznym może być stresująca. Dlatego w dobrych gabinetach stosuje się praktykę wizyt adaptacyjnych. To krótka wizyta, w czasie której dziecko siedzi wygodnie na fotelu, nawiązuje kontakt ze stomatologiem, zapoznaje się z gabinetem i tak dalej. O ile najmniejsze dzieci często tej wizyty nie wymagają, to już u kilkulatków wizyty adaptacyjne często są konieczne czy to w związku z kiepskimi doświadczeniami z przeszłości, czy dlatego, że po prostu stan jamy ustnej był oceniany za rzadko.

Zapoznanie się z gabinetem stomatologicznym jest bardzo ważne na przykład dla dzieci ze spektrum autyzmu, niedoborami uwagi i innymi zaburzeniami, ale generalnie wizyta adaptacyjna jest świetnym sposobem na uniknięcie późniejszego stresu. Nie każde dziecko jej potrzebuje, ale warto na wszelki wypadek znaleźć taki gabinet stomatologiczny, w którym nie będzie problemu z adaptacją dziecka.

Jak często chodzić z dzieckiem do dentysty?

W skrócie: tak często, jak zaleci dentysta. Oczywiście są pewne ogólnie przyjęte normy, że do wykształcenia pełnego uzębienia mlecznego odwiedza się dentystę raz na 3 miesiące, później co 6-12 miesięcy aż do wymiany zębów mlecznych na zęby stałe. Jednak te zasady często wymagają modyfikacji ze względu na niedostatki higieny jamy ustnej albo na to, że zęby dziecka są bardziej podatne na próchnicę lub w jamie ustnej pojawiają się inne problemy.

W profesjonalnym gabinecie na kolejnych wizytach lekarz zawsze sugeruje termin następnych przeglądów. Będą one częstsze, jeśli jest potrzeba konkretnego leczenia stomatologicznego i nieco rzadsze, jeśli leczenie zębów nie jest konieczne, a trzeba tylko sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Dlaczego należy zabierać dzieci do dentysty?

Stan zębów dziecka – choćby specyficzna dla niemowlaków i małych dzieci próchnica butelkowa lub wady zgryzu – nie jest jedynym powodem, dla którego warto zabierać dzieci na wizyty kontrolne do dentysty. Pierwsza wizyta u dentysty i pierwszy raz na fotelu dentystycznym to przede wszystkim sposobność do wykrycia poważnych problemów: można zdiagnozować wadę zgryzu lub niepoprawne wyrzynanie zębów, natomiast później istotne jest na przykład to, że lekarz oceni, czy czyszczenie zębów przez dziecko daje oczekiwane skutki. Jeśli nie – powtórzy instruktaż, udzieli porady dotyczącej wyboru szczoteczki i pasty.

Bardzo ważne jest też to, że dzieci, które od pierwszej wizyty regularnie odwiedzały lekarzy dentystów, później mniej stresują się wizytami, a to może decydować o tym, na jakim etapie zostaną wykryte choroby zębów i dziąseł, a więc też jak dokuczliwe będzie ich leczenie.


Lifestyle

Czy relacja z siostrą to zawsze ukryta wojna? Ja swoją zaczynam nienawidzić

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 grudnia 2021
fot. iStock/ Kontrec

Czy są wśród Was kobiety, które mają idealne relacje z siostrami? Czy ta więź zawsze musi być taka trudna? Nawet jeśli pozornie jesteśmy dla siebie kochane i dobre? Czy możliwe jest nie czuć rywalizacji, zazdrości? Moja siostra rywalizuje ze mną od dziecka.

Moja M, słodka, młodsza siostra. I chyba największa egoistka, którą znam. Wstyd mi, że to piszę. Ale właśnie teraz, pod koniec grudnia, poczułam, że miarka się przebrała, mam ochotę odsunąć ją od siebie, sprawić, żeby zniknęła z mojego życia.

Robiła już różne rzeczy. Obgadywała mnie z resztą rodziny, ze znajomymi, z kolejnymi swoimi facetami, nawet z matką. Była złośliwa na moim ślubie, gdy dowiedziała się, że jestem w ciąży, średnio sprawdza się jako ciotka moich bliźniaków. To ostatnie nawet rozumiałam. Jest zdeklarowaną singielką, twierdzi, że nie lubi dzieci. Nie mam pretensji, choć oczywiście bolało, jak nie chciała mnie odwiedzać, czy wprost mówiła, że spotka się na ploteczki, ale w mieście albo u siebie, bo jej słabo od niemowlaków.

Potem nagle dzwoniła i mówiła, że jestem jej ukochaną siostrą na świecie.

Problemy między nami zaczęły się, kiedy przestałam być na każde jej zawołanie…

Tematy przestały dotyczyć tylko jej. Jestem cztery lata starsza. Zawsze byłam tą odpowiedzialną, wspierającą. Nie mogłam przeżyć buntu dojrzewania, bo musiałam zajmować się M., nasza mama dużo pracowała. Ona z kolei przeżywała bunt za nas dwie: narkotyki, zawalanie szkoły, alkohol, znikanie z domu, imprezy. Byłam przy niej odkąd pamiętam. W chwilach złości mówiła, że nienawidzi mnie, bo jestem ta idealna, mama kocha tylko mnie, dziadkowie i reszta rodziny też mnie faworyzuje.

Czułam wręcz odwrotne poczucie, ona pełniła rolę tej kolorowej, niezależnej, nieznośnej, a przez to chyba wydawała się ciekawsza i każdy starał się, żeby go polubiła. Ale nie byłam nigdy zazdrosna- traktowałam ją, jak ukochaną, słodką M.

Tyle, że mijały lata, a ona nie dorastała…

Owszem, zdała maturę, znalazła swoją pasję, zaczęła na tym zarabiać, jednocześnie do wszystkiego miała lekkie podejście. Nie mogłam na niej w niczym polegać, choć, gdy czegoś chciała, obiecywała wszystko.

Zachorowała nasza ukochana babcia– opieka spadła na mamę i mnie, choć byłam w zaawansowanej ciąży.
Gdy babcia umarła, okazało się, że dostałam w spadku jej mieszkanie– skończyło się wielką rodzinną aferą, siostra dostała szału, choć od początku powiedziałam, że podzielę między nas kwotę ze sprzedaży.

Mogłabym mnożyć też przykłady jej kąśliwości..

„Ten Adam może być, ale bez szału” powiedziała, gdy poznała mojego partnera. „Po co ci ślub i tak się rozwiedziecie, wszyscy się rozwodzą” rzuciła, gdy spytałam, czy będzie moją świadkową. „Spuchłaś w tej ciąży”. „O rany, bliźniaki, wyrazy współczucia, oszalałabym”. Oczywiście, po każdej takiej szpili uśmiechała się i mówiła, że żartuje. Nieraz czułam, że przy niej gasnę.

Ale gdy ja raz, czy dwa razy się odwinęłam (przyznaję)– nie odzywała się miesiąc, bo ją uraziłam.

Każde nasze spotkanie to jakaś rywalizacja…

Mówię, że coś mi się udało, ona nie potrafi słuchać tylko natychmiast opowiada, jak coś udało się jej. Opowiada o pracy godzinami, ja coś wspomnę o dzieciach, przewraca oczami. Już nawet przestałam mówić o sobie, jej to nie interesuje, a pomysły torpeduje. Budujecie dom? Masakra tak się wyprowadzać daleko od miasta, ona by nie mogła. Ona, ona, ona.

Te rzeczy zauważam nie tylko ja, również mój mąż, czy mama. Mama powtarza, że powinnam być dla niej cierpliwa i spokojna, M. ma problemy w pracy, rozstała się z facetem (kolejnym), wkurzyła ją przyjaciółka. Tak naprawdę chciałaby mieć dziecko, bo kiedyś jej to powiedziała. I tak dalej. Ale ja po latach nie mam już cierpliwości. Czuję się nią tak zmęczona, jak rozwydrzonym, trzecim dzieckiem.

Bo nie zliczę, ile razy pożyczałam jej pieniądze (nie ma pojęcia oszczędzaniu), ile razy siedziałam z nią w nocy, bo trzymałam za rękę z powodu kolejnej katastrofy. Przegadujemy wszystko, ona planuje zmiany, a potem znów postępuje tak samo, wplątuje się w romans z żonatym, czy zawala zlecenia zawodowe, bo jest emocjonalnie rozbita.

Gdy nie ma problemów, znika…

Nie odzywa się tygodniami. Nawet, jak wiedziała, że trafiłam do szpitala z powodu covidu…wysłała lakoniczną wiadomość, bo wtedy nie był „mój czas”.

Apogeum przeżyłam jednak dwa dni przed tą Wigilią. Mama spadła ze schodów w domu, poobijała się, nie mogła ruszać, wykręciła tylko numer do mnie. Zadzwoniłam do siostry, żeby do niej natychmiast jechała, ja musiałam najpierw załatwić opiekę nad dziećmi. Stwierdziła, że to bezsens tam jechać „Wezwij pogotowie” rzuciła. „Już wezwałam, chodzi o to, żeby ktoś przy niej był”. „Mogę dopiero po 16.00, jedź Ty” rozłączyła się.

Zostawiłam bliźniaki u sąsiadki i przyjechałam. Wieczorem mój mąż odebrał mamę z SOR, unieruchomioną, w gipsie, potrzebującą pomocy i opieki 24 godziny na dobę. M. rzuciła, że ma plany i nie jest w stanie się w to włączyć. Stwierdziła: „Zaangażuje się po nowym roku, teraz nie mogę odwoływać wyjazdu”. Przytkało mnie. Mama zawsze była dla nas dobra, nie chodzi więc o żal do niej, niechęć do pomocy komuś, kto skrzywdził. To raczej absolutnie nie przejmowanie się niczym i nikim.

Zastanawiam się, co robić? Bo aż mi trudno to przyznać, ale teraz czuję, że jej nienawidzę i nie chcę więcej widzieć. Potem zaraz sobie to wyrzucam, bo przecież M. jest taka niepozbierana.

Tylko dlaczego ja zawsze muszę być ogarnięta, słowna, na każde zawołanie? Czuję, że zaczynam nienawidzić własnej siostry.

 


Zobacz także

Im mniej, tym więcej. Dlaczego warto postawić na minimalizm?

Uwierz w siebie! Odbuduj swoje poczucie wartości w 6 krokach

„Wiesz, gdy w końcu uwalniasz się z piekła, to zwykła cisza staje się rajem”