Zdrowie

Wulwa – wiesz czym tak naprawdę jest?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
15 marca 2022
fot. JulyProkopiv/iStock
 

Wulwa – słowo, który niekiedy zaskakuje i budzi konsternację. Bo choć większość o niej słyszała, to już nie każdy potrafi dokładnie powiedzieć, czym tak właściwie jest. A jak potrafi to się wstydzi i czuje się niezręcznie. Zupełnie niepotrzebnie! Dlatego by odczarować wulwę i powiązaną z nią wulwodynię – bierzemy je na tapet.

Wulwa – czym jest dokładnie?

Wulwa, jeszcze do niedawna nazywana była sromem. Obecne powoli odchodzi się od tego określenia, a jego miejsce zajmuje właśnie wulwa, czyli nic innego jak całość zewnętrznych narządów płciowych. Zaliczamy do nich: wzgórek łonowy, łechtaczkę, wargi sromowe zewnętrzne i wewnętrzne, ujście waginy i cewkę moczową. Narządy płciowe – ani ładne, ani brzydkie, po prostu normalne. Są i nie powinny być powodem do wstydu. Warto o nich rozmawiać, uświadamiać i tłumaczyć – w szczególności młodym dziewczynom. I choć tak naprawdę każda kobieta zbudowana jest w ten sam sposób, to narządy płciowe różnią się od siebie wielkością, kolorem, kształtem. Wargi sromowe mogą być ciemniejsze, jaśniejsze, symetryczne lub nie. Podobnie owłosienie – jasne, ciemne, szorstkie, miękkie, kręcone lub zupełnie proste. Żadna z nas nie jest taka sama, podobnie jak nasze narządy płciowe. Są różne, ale piękne i kobiece.

Wulwa – po prostu kobiecość

Wyraz wulwa pochodzi od łacińskiego słowa „vulva” i nawiązuje do kobiecości. Niektórym kobietom słowo srom czy wulwa nie chce przejść przez gardło. Pojawia się wstyd i skrępowanie. Ale dlaczego? Przecież to nic innego jak nazwanie narządów płciowych po imieniu. Nie przebieranie w słowach, a konkretne określenie. Nie powinny być one tematem tabu, tak jak nie jest nim pielęgnacja skóry, dłoni czy paznokci. Spróbujmy wulwę odczarować i spojrzeć na nią normalnie, tak jak na każdą inną część naszego ciała. Warto się z nią „zapoznać”, by w miarę szybko zauważyć ewentualne nieprawidłowości i oczytać sygnały, które nam wysyła.

Zobacz również: Przykazania szczęśliwych waginy i wulwy. Każda kobieta powinna znać swoje ciało!

Wulwodynia – dolegliwość związana z wulwą

Wulowodynia pochodzi od słów „wulwa” – inaczej strom i „odyne” czyli ból. Jeszcze do nie dawna sądzono, że jest zjawiskiem  pojawiającym się „tylko w głowie”. Obecnie, uważana jest za realną dolegliwość związaną z nawracającymi, przykrymi wrażeniami zmysłowymi pojawiającymi się w okolicy krocza. Ból nie jest związany z infekcjami czy fizycznym urazem narządów płciowych. Przyczyny wulwodynii do końca pozostają niejasne, jednak najczęściej uważa się, że ból jest wynikiem nieudanej penetracji, badania ginekologicznego czy bolesnej próby włożenia tamponu.

Wulwodynia – objawy

Objawy wulwodynii nie są do końca charakterystyczne, a tym samym często mylone są z infekcją intymną. Do najczęstszych symptomów, na które należy zwrócić uwagę należą:

  • Ból utrzymujący się kilka miesięcy (najczęściej minimum pół roku),
  • Silny ból pojawiający się podczas stosunku lub próby włożenia tamponu,
  • Zwiększone napięcie w obrębie mięśni dna miednicy,
  • Zaczerwienienie przedsionka pochwy.

Wulwodynia – diagnoza

Niebolesną i nieinwazyjną metodą diagnostyczną stosowaną przy wulwodynii jest wulwoskopia, polegająca na ocenie błon śluzowych sromu, powierzchni naskórka w 20 – 30 krotnym powiększeniu Podczas badania, ginekolog – za pomocą specjalistycznego sprzętu optycznego, który wyposażony jest w intensywne światło – ocenia stan pochwy i narządów wewnętrznych.

Wulwodynia – leczenie

Utrzymujący się przez kilka miesięcy ból wulwy nie powinien zostać zbagatelizowany. Jak zostało wspomniane, przyczyny wulwodynii nie zostały do końca poznane, a tym samym nie ma jednej i konkretnej metody leczenia. Korzystne działanie przynosi odpowiednio dobrana i delikatna pielęgnacja krocza. Warto wyeliminować wszystkie czynniki podrażniające strom – proszki i płyny do prania, które mogą działać drażniąco na narządy płciowe, zapachowe płyny do higieny intymnej, szampony i mydła. Wskazane jest korzystanie ze specjalistycznych i jak najbardziej naturalnych płynów do higieny intymnej. Ważne by zamiast z wanny korzystać z prysznica. Dobrym rozwiązaniem jest noszenie bawełnianej, oddychającej bielizny i luźnej, nie opinającej odzieży. Niektórzy lekarze zalecają stosowanie preparatów mających działanie znieczulające, leków przeciwdepresyjnych, które sprawdzają się w leczeniu przewlekłego bólu. Istotną rolę odgrywa również odpowiednio dobrana dieta, która powinna uwzględnić ograniczenie szczawianów.


źródło: medonet

Zdrowie

Małgorzata Ohme i Aleksandra Potykanowicz: Dziś jesteśmy zmęczeni współodczuwaniem. Musimy więc zadbać o siebie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
15 marca 2022
 

Masz wyrzuty sumienia, że kiedy ty pijesz rano kawę, ukraińskie kobiety budzą się w schronach. Odprowadzasz dzieci do szkoły, a potem biegniesz do pracy i zastanawiasz się, dlaczego twoja przyjaciółka potrafi to wszystko rzucić i w weekend pracować na wolontariacie… A jeszcze inna spakowała już całej rodzinie plecaki na wypadek, gdyby wojna „przyszła” do Polski. Mąż twojej szefowej już dawno wymienił oszczędności na euro. Jak sobie radzić w sytuacji, by nie zwariować, gdy dopada nas poczucie winy i nie możemy poradzić sobie z nieustającą oceną samej siebie?


Małgorzata Ohme przeprowadziła na ten temat wywiad z Aleksandrą Potykanowicz, również psycholożką, dla #OnetwDomu. Zgodnie stwierdziły, że presja i ocena nas, tak naprawdę bardzo osłabia. Natomiast, by pomagać innym, musimy najpierw zadbać o siebie.

Wiele osób ma teraz poczucie winy i wyrzuty sumienia. – Cały czas pojawiają się w nas nowe trudne uczucia, bo to jest proces. Teraz dużo słyszę od ludzi o wyrzutach sumienia. Padają pytania: czy ja aby na pewno wystarczająco pomagam – mówi Małgorzata Ohme. – Patrzę na nich i wiem, że mają dwoje dzieci i często nawet im samym nie starcza do pierwszego. A jednak mają takie poczucie, że za mało robią. Coraz częściej też porównujemy się nie tylko na temat pomocy, ale też: jak to wszystko przeżywamy, ile płaczemy i czy jesteśmy przygotowani na ewentualność wojny.

1. Nie ma złych emocji

Na początek warto sobie zdać sprawę z tego, że wszystkie emocje, które teraz przeżywamy, są czymś zupełnie naturalnym. One są po prostu naszą reakcją na coś niezwykle trudnego, nieznanego nam dotąd. Chcemy zareagować pomocą i szczodrością, ale nie każdy z nas ma gotowość i zasoby, żeby to zrobić. To naturalne, że mając pracę i trójkę lub dwójkę dzieci, albo będąc samotną mamą, brakuje ci czasu na wolontariat. Ale to nie znaczy, że nie pomagasz.

2. Pomaganie to nie tylko danie noclegu i jechanie na granicę

– Pomaganiem może być to, że łączysz ludzi. Jeden czegoś potrzebuje, a drugi to akurat ma. Pomaganie to też wsparcie słowem tych współpracowników, których ta sytuacja bardziej dotyka. Nie musisz wpłacać pieniędzy na zbiorki, jeśli ich nie masz. Pomoc to dzielenie się swoimi zasobami. Jeżeli jesteś np. nauczycielką, możesz znaleźć miejsce, w którym odbywają się zajęcia dla dzieci z Ukrainy i wykroić godzinę na bycie z nimi. My możemy pomagać na przeróżne sposoby – wymienia Potykanowicz.

3. Współodczuwanie też wyczerpuje

Pamiętajmy, że nas ta sytuacja została w innej trudnej sytuacji związanej z dwa lata trwającą pandemią, więc nasze zasoby są już osłabione. – Jesteśmy teraz bardzo zmęczeni psychicznie, fizycznie i emocjonalnie – mówi Potykanowicz. – Współczucie innym osobom bardzo nas osłabia psychicznie, bo korzysta z naszych zasobów. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że my dziś jesteśmy zmęczeni współodczuwaniem.

4. Musimy odpoczywać

– Jeśli nie damy sobie przyzwolenia na regenerację i odpoczynek, który nie ma nic wspólnego z egoizm albo samolubnością, to długo „nie pociągniemy”. Naprawdę dbać o siebie, żeby móc w tym wszystkim funkcjonować i żeby dalej móc pomagać. Pamiętajmy, że jednak to nasze życie trwa. Każdego dnia musimy iść do pracy, wykonywać obowiązki, opiekować się dziećmi, rodziną i jeszcze pomagać. Tak naprawdę bierzemy na swoją głowę ogromnie dużo – mówi Potykanowicz.

5. Porównywanie się do innych  zazwyczaj nas osłabia

– My teraz bardzo potrzebujemy budowania wspólnot, nawet najmniejszych społeczności. Może sąsiednich? Może w rodzinie lub pracy? Dobrze nie izolować się, ale tworzyć takie grupy, które działają jako grupa wspierająca Ukraińców. Bo wtedy wśród takich ludzi dostajemy od razu na bieżąco wsparcie na nas samych – dodaje psycholożka.

6. Musimy się przygotować na długą podróż

Dziś mówi się dziś, że czeka nas nie sprint, ale maraton. Potykanowicz myśli jednak bardziej o tej sytuacji jako o długim marszu lub podróży. Mówi: – Nie damy rady pomagać bez przerw na odpoczynek i bez przerw na zregenerowanie się. Dlatego proponuje, by każdy z nas codziennie (co 24 godziny) pytał siebie:
– jak się czuję?
– czego potrzebuję?
– co może w najbliższym czasie zrobić, żeby sobie pomóc?
To może to być wyjście do lasu, pobieganie, dłuższy sen, rozmowa z przyjaciółką przez telefon. Albo odcinanie się, choć na godzinę codziennie, od wszelkich bodźców, a zwłaszcza informacji dotyczących wojny.


Zdrowie

Bohaterski czyn redaktorki rosyjskiej telewizji. Wystąpiła z antywojennym przekazem

Redakcja
Redakcja
15 marca 2022

Kobieta z antywojennym napisem wpadła w poniedziałek wieczorem na plan rosyjskiego wieczornego programu informacyjnego na kontrolowanym przez państwo Kanale 1.  Wyraźnie widoczny za prezenterką napis brzmiał: „No war, zatrzymaj wojnę, nie wierz propagandzie, oni cię okłamują”. Kobieta to Marina Ovsyannikova, redaktorka telewizji Kanał 1.

Wiadomości rosyjskiej telewizji są ściśle kontrolowane przez Kreml i odzwierciedlają tylko rosyjską wersję wydarzeń na Ukrainie. Redaktorka na pewno znajduje się już w areszcie policyjnym.

Przed protestem, który odbył się na żywo w głównym wieczornym programie informacyjnym, nagrała wideo, w którym nazwała wydarzenia na Ukrainie „zbrodnią” i powiedziała, że ​​wstydzi się pracować dla tego, co nazwała propagandą Kremla.  Marina wezwała Rosjan do protestu przeciwko wojnie, mówiąc, że tylko oni mogą „powstrzymać szaleństwo”.

„Wstydzę się, że pozwoliłam sobie kłamać z ekranu telewizora. Wstydzę się, że pozwoliłam zamienić Rosjan w zombie”.

– To, co dzieje się na Ukrainie, jest zbrodnią. Rosja jest agresorem, a odpowiedzialność należy do jednej osoby: Władimira Putina. Mój ojciec jest Ukraińcem, moja matka jest Rosjanką i nigdy nie byli wrogami. Naszyjnik, który noszę, jest symbolem tego, że Rosja musi natychmiast zakończyć tę bratobójczą wojnę – i że nasze bratnie narody mogą się jeszcze pojednać – tłumaczyła.
– Niestety, pracowałem ostatnio w Kanale Pierwszym, szerząc kremlowską propagandę, i bardzo się teraz za to wstydzę. Wstydzę się, że kłamałem w telewizji, wstydzę się, że pozwoliłem na pranie mózgów rosyjskiego narodu. Milczeliśmy w 2014 roku, kiedy to wszystko się zaczęło. Nie wyszliśmy na protesty, gdy Kreml otruł Nawalnego. Po prostu w milczeniu obserwowaliśmy ten antyludzki reżim, a teraz cały świat się od nas odwrócił. Dziesięć pokoleń nie wystarczy, by zmyć z nas hańbę tej bratobójczej wojny – kontynuowała dziennikarka.
– My, myślący i inteligentni Rosjanie, mamy jedyną siłę, aby powstrzymać to szaleństwo. Wychodźcie na protesty, nie bójcie się. Nie mogą nas wszystkich wsadzić do więzienia – zaapelowała.

Na Facebooku, po publikacji filmu, otrzymała dziesiątki komentarzy w języku ukraińskim, rosyjskim i angielskim, dziękując jej za jej działania.

Wiadomości rosyjskiej telewizji od dawna są kontrolowane przez Kreml, a niezależne punkty widzenia są rzadkością we wszystkich głównych kanałach. Jednak nowe przepisy wprowadzone po inwazji na Ukrainę sprawiły, że krajobraz medialny stał się jeszcze bardziej drakoński. Ustawodawstwo uchwalone na początku tego miesiąca zabraniało nazywania działań wojskowych „inwazją” lub rozpowszechniania „fałszywych” wiadomości na jej temat.

Kontrolowane przez państwo rosyjskie media nazywają wojnę „specjalną operacją wojskową” i przedstawiają Ukrainę jako agresora, z rządem określanym jako neonazistowski. Kilka z pozostałych niezależnych mediów przestało nadawać lub publikować pod naciskiem władz, w tym radio Echo Moskwy i telewizja Dożd – kanał telewizji internetowej. Inni, jak np. „Nowaja Gazeta”, starają się zrelacjonować sytuację, nie naruszając nowych przepisów cenzury.

Wiele serwisów społecznościowych zostało również zablokowanych, co dodatkowo ograniczyło liczbę i różnorodność źródeł wiadomości dostępnych dla osób w Rosji.  Facebook i Twitter zostały objęte ograniczeniami od kilku dni, a Instagram – szczególnie popularny w Rosji – został zablokowany w poniedziałek.


Zobacz także

Co się dzieje z twoim ciałem i mózgiem, kiedy zażywasz zimowych kąpieli?

Stosujesz leki przeciwbólowe? Unikaj tych 6 grzechów głównych

Cykoria - sałatowa, korzeniowa, podróżnik - przepis

Cykoria – niepozorna roślina o wielkiej wartości dla zdrowia