Zdrowie

Bądź dobra dla swojej pochwy. Jak utrzymać ją w zdrowiu – 10 wskazówek

Redakcja
Redakcja
2 marca 2022
fot. Adene Sanchez/iStock
 

Higiena intymna, wydzieliny, swędzenie i nieprzyjemne zapachy z waginy są powszechnymi problemami – co pokazuje zarówno wyszukiwanie w Internecie, jak i ogromna liczba dostępnych produktów do higieny kobiecej. Ale przecież higiena w tym tradycyjnym ujęciu to nie wszystko, czego potrzebują nasze intymne części ciała. Więc niezależnie od tego, czy zastanawiasz się, czy powinnaś ogolić włosy łonowe, jaki zapach jest w porządku lub jak myć tak delikatną okolicę, czytaj dalej, aby odkryć rzeczy, które musisz wiedzieć, aby mieć czystą, zdrową i zadowoloną waginę.

1. Lustereczko, powiedz przecie, czy to nie najpiękniejsza wagina na świecie?

Czas zacząć wierzyć, że twoja wagina jest najpiękniejsza ze wszystkich. I zgadnij co? Aby to zrobić, musisz naprawdę na nią spojrzeć! Oddychaj, oddychaj, spokojnie! To szokujące, jak niewiele kobiet widziało własne waginy. Wiele pozwoliło, aby był to jedyny obszar ich ciała, który jest dla nich niezbadanym terytorium, ale dla innych jest śródmiejską dzielnicą gastronomiczną i rozrywkową. Kobieto, twoja pochwa jest ciekawa! Chwyć lusterko i ciesz się tą podróżą! Wciąż pokutuje fałszywy pogląd na temat tego, jak powinny wyglądać nasze waginy, który niestety przekonuje wiele kobiet, że ich kobiece części są brzydkie, brudne i obrzydliwe. To wywołuje w nas wstyd i niepewność. Pornografia i erotyczne zdjęcia – stąd czerpiemy (i panowie też) błędne przekonanie, jak „powinien” wyglądać srom. Nigdy nie porównuj się do porno. Musisz oduczyć się negatywnych rzeczy utrwalanych przez społeczeństwo i stanąć twarzą w twarz z… waginową prawdą. Tak jak każdy z nas jest wyjątkowy pod każdym innym względem, tak samo nasze waginy. I wszystkie są piękne. Nie wierz mi jednak na słowo, przekonaj się sama!

2. Ach, masturbacjo!

Przypuszczałaś, że znajdziesz tu taki wątek? Pewnie nie. Ale skoro już masz lusterko i oglądasz swoje skarby, możesz równie dobrze przejść do masturbacji. Nie możesz oczekiwać, że partner będzie wiedział, jak lubisz być dotykana, jeśli sam tego nie odkryłaś. Granie solo uczy cię tego, co lubisz, a czego nie, no i zawsze robisz to z kimś, kogo kochasz – z samą sobą! Masturbacja pozwala ci kultywować jeszcze WIĘCEJ miłości do samej siebie. Nie tylko dowiesz się, jak twoja pochwa chce i powinna być dotykana, ale także rozwiniesz w sobie miłość i podziw dla swojego ciała, którymi będziesz emanować.

3.  Usunięcie włosów łonowych nie sprawi, że wagina stanie się bardziej higieniczna

W wielu krajach popularne stało się golenie, woskowanie, a czasem nawet całkowite usunięcie owłosienia łonowego. W ankiecie przeprowadzonej w USA aż 84% kobiet stwierdziło, że wykonuje jakąś formę pielęgnacji włosów łonowych. A co na to nasze zdrowie? Przy podejmowaniu decyzji pamiętaj, że:

  • nie ma żadnych medycznych ani higienicznych powodów do usuwania włosów łonowych
  • włosy łonowe mają swoje przeznaczenie – działają jak bariera, powstrzymując brud i szkodliwe bakterie przed dostaniem się do pochwy oraz zmniejszają tarcie podczas seksu
  • usuwanie włosów może powodować problemy i urazy w okolicy narządów płciowych, w tym skaleczenia, bolesność, swędzenie, wrastające włoski, oparzenia, otarcia i alergie

4. Ćwicz mięśnie Kegla

Opracowane przez dr. Arnolda Kegla w 1948 roku ćwiczenia, wzmacniają i napinają mięśnie miednicy, które podtrzymują macicę, pęcherz, jelito cienkie i odbytnicę. Ciąża, poród, nadwaga, operacje brzucha i starzenie się powodują osłabienie mięśni miednicy, stwarzając zagrożenia dla zdrowia i problemy, takie jak nietrzymanie moczu, wypadanie macicy i dysfunkcja mięśnia łonowo-guzicznego („PC” tj. mięsień dna miednicy). Fajną rzeczą jest to, że w przeciwieństwie do innych rodzajów ćwiczeń, te możesz wykonywać dyskretnie prawie wszędzie! Raczej nie możesz podciągać się na drążku w autobusie, ale możesz tam spokojnie ćwiczyć mięśnie Kegla! Więc nie ma tu wymówki: „nie mam czasu”. Zidentyfikuj mięśnie PC – mięśnie, których używasz do przytrzymywania moczu – następnie z pustym pęcherzem, napnij je i utrzymuj skurcz przez 5 sekund, a następnie zwolnij na 5 sekund. Spróbuj wykonać 10 powtórzeń 3 razy dziennie. Możesz nawet wydłużyć czas do 10 sekund, a następnie zwolnić na 10 sekund. I zaufaj mi, tak jak w każdym innym ćwiczeniu, warto!

5. Twoja wagina sama się oczyszcza

Możesz nie zdawać sobie z tego sprawy, ale twoja pochwa ma swój własny system oczyszczania: upławy. Jest to płyn lub śluz, wytwarzany przez gruczoły szyjki macicy, który następnie przemieszcza się przez pochwę, utrzymując ją czystą, elastyczną i wilgotną. Płyn jest lekko kwaśny, co pomaga chronić pochwę przed infekcjami. Ta kwasowość umożliwia rozwój tak zwanych „dobrych” bakterii. Bakterie te pomagają chronić waginę na kilka sposobów, w tym wytwarzając naturalne antybiotyki zwane bakteriocynami, które mogą zabijać szkodliwe bakterie.

6. Bądź świadoma wszelkich zmian w wydzielinie z pochwy

Jak już wiesz, upławy są ważne dla zdrowej waginy. Zwykle jest klarowny lub biały, bez silnego zapachu. Może być gęsty i lepki lub śliski i mokry. Ilość i konsystencja twojej wydzieliny może się zmienić w pewnych momentach twojego miesięcznego cyklu menstruacyjnego. Ale jeśli zauważysz jakiekolwiek nietypowe zmiany, w tym różne kolory wydzieliny, rybi lub inny nieprzyjemny zapach lub krwawą wydzielinę, gdy nie spodziewasz się miesiączki, może to być oznaką problemu, np. infekcji. Na przykład rybi zapach może być objawem bakteryjnego zapalenia pochwy.

7. Suchość pochwy jest zwykle łatwa do wyleczenia

Suchość pochwy jest częstym problemem, który może wystąpić w każdym wieku z różnych powodów. Jest to szczególnie częste po porodzie i podczas karmienia piersią oraz w okresie menopauzy – kiedy przestaje się miesiączkować. Sucha pochwa może powodować dyskomfort i powodować ból podczas seksu, a czasami może być związana z menopauzą. Ale nie jest to coś, z czym musisz żyć – dostępnych jest kilka metod leczenia, w tym nawilżacze i lubrykanty oraz przepisane przez lekarza terapie hormonalne. Nie wstydź się odwiedzić lekarza i prosić o pomoc, jeśli jej potrzebujesz.

8. Zapobiegaj infekcjom i podrażnieniom

​​Unikaj stanów, takich jak bakteryjne zapalenie pochwy i pleśniawki, stosując się do poniższych wskazówek dotyczących samoopieki:

  • unikaj perfumowanych płynów do kąpieli, dezodorantów dopochwowych lub innych nietypowych produktów do higieny kobiecej, ponieważ mogą one zaburzyć równowagę bakteryjną pochwy
  • nie noś obcisłych ubrań, które mogą podrażniać okolice narządów płciowych
  • wybieraj oddychającą bawełnianą bieliznę
  • używaj delikatnych emolientów, np. wodnego kremu i ciepłej wody, aby raz dziennie oczyścić zewnętrzną część genitaliów (sromu)
  • rozważ rzucenie palenia – niektóre badania sugerują, że palenie może wpływać na mikrobiom pochwy i zwiększać podatność kobiet na infekcje układu moczowo-płciowego oraz nieprzyjemny zapach z waginy
  • zawsze czyść zabawki erotyczne wielokrotnego użytku mydłem i wodą i sprawdzaj, czy nie ma pęknięć, ponieważ mogą one również powodować infekcje

Często zdarza się, że od czasu do czasu pojawia się przejściowe swędzenie w pochwie i wokół niej. Jeśli ten stan się przedłuża, powinnaś sprawdzić, co go powoduje. Swędzenie może być spowodowane kilkoma czynnikami: od infekcji, takich jak pleśniawki, po stany skóry, takie jak egzema.

9. Jesteś tym, co jesz!

Jedz owoce i warzywa i trzymaj się z dala od cukru, tak często, jak to tylko możliwe. Włącz również kultury prebiotyczne i probiotyczne, a także sfermentowane produkty spożywcze, takie jak kimchi, kombucha, kefir i miso. Możesz nie znać tych produktów, ale bardzo polecam je sprawdzić. Są pyszne i dobre dla ciebie i twojej waginy!

10. Zapewnij sobie dobrą opiekę!

Upewnij się, że masz świetnego ginekologa i umów się na coroczne kontrole. Czyli wewnętrzne i zewnętrzne badanie miednicy, badanie cytologiczne i badanie piersi.


Zdrowie

Dopóki tej flaszki nie otworzysz, to jeszcze masz złudne wrażenie, że to ty prowadzisz w tej walce z nałogiem. Czujesz się jak zwycięzca

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
2 marca 2022
fot. Enes Evren/iStock
 

Dopiero teraz, po latach, kiedy Marek zasiada wieczorem w swoim fotelu w kratę z zieloną herbatą z opuncją figową, zabiera do ręki ulubioną książkę, nastawia dyskretnie słyszaną muzykę, nabiera oddechu pełną piersią to jest w stanie poczuć, że ten oddech jest równy, głęboki, miarowy i wreszcie spokojny.


Po chwili przypomina sobie jednak, że dziś jego dzień wcale do dobrych nie należał. Wciąż w głowie brzmią mu dziesiątki komentarzy, które przeczytał pod wiadomością, że znany dziennikarz, kiedyś popularny na cały kraj prezenter nagle zmarł. Ileż w komentarzach pod wiadomościami było rad, ileż eksperckich analiz, ileż osób (oczywiście anonimowych) nagle znało się na uzależnieniu, ile wiedziało, jak z niego szybko wyjść, ile wiedziało, że zarabiając taaaakie pieniądze powinien w tydzień w szwajcarskiej klinice pożegnać się uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, wyleczyć z depresji, w którą to w sumie nie wiadomo, dlaczego wpadł, nie miał przecież przyziemnych problemów, a jedynie typu czy dziś pod redakcję podjechać mercedesem czy audi.

Oj, ile osób niemal go znało, ile widziało jak się źle zachowuje, jak się awanturuje po pijaku, a niektórzy to nawet po czasie przyznali, że już wtedy, kiedy jako jedni z wielu milionów par oczu byli w niego wpatrzeni, gdy podawał wyniki wyborów prezydencki, oni czuli, ba oni byli pewni, że z nim nie jest dobrze, że to zły człowiek jest, że to pijak i narkoman tak naprawdę jest… I choć Marek starał się nie czytać komentarzy pod takimi informacjami, starał się w ogóle ograniczać wiadomości, na które nie ma wpływu i już nie oceniać innych ludzi, to ten wylew negatywnych ocen, ta fala hejtu bardzo zaprzątała mu dziś głowę….

Pewno dlatego, że on sam również parę lat temu uchodził za podobnego człowieka. Pozornie wtedy wszystko było w jego życiu ponad średnią krajową – gustowny dom, cudowna, pięknie uśmiechnięta żona, Wojtuś, Jasiu i Zosia z loczkami po ramiona i był też pies, ale nie taki ze schroniska, tylko taki a hodowli, z rodowodem.

Były też dwa samochody większy dla niego granatowy i mniejszy dla żony, taki czerwony, choć wahali się, czy bordowy, ale jednak zostało na czerwonym. No i on miał oczywiście służbowy, ale taki duży, czarny, w ogóle bez polotu i fantazji – żadna przyjemność z jazdy. Były wakacje zimowe, ale nie takie w Szczyku, bo Marek bardzo się denerwował i nawet potrafił w kolejce zrobić awanturę, że mu jego Heady rysują, później musiał się grzańcem jakoś uspokoić, a najlepiej to dwoma, bo jak już w tej kolejce w karczmie się dostał to przecież nie po jedno winko tylko. Zarzucił więc krajowe szusowanie, wybrał Austrię, a póżniej Włochy, bo mgły mniejsze, cieplej no i z hotelu skibus zabierze, więc samochodu tydzień ruszać nie trzeba i urlopować się można właściwie od śniadania.

Napić się drineczka może, bo przecież na zasłużonym wypoczynku jest, na uwagi żony, że w domu też pije i to niemal każdego dnia, odpowiada, że wtedy to co innego, wtedy to on ze stresu nerwy koić musi. Zaraz rozwinie swoje teorie, że nie każdy jest na takim stanowisku jak on, że do tego doszedł ciężką pracą, był lepszy od swoich kolegów, zwinniejszy w przewidywaniu, bardziej kreatywny, świetnie zarabia, a rodzinie to niczego wszak nie brakuje…

Oj jak potrafił na lekkim rauszu nawet przy znajomych robić żonie teatralne sceny, że pijak to ten brudas bezdomny, który mu pod Kauflandem za odwiezienie wózka Szefunciu mówi, a nie on – wypielęgnowany, w markowych ciuchach, wkładający zakupy do drogiej fury. Fakt, że do tego Kauflandu jeździ głownie po piwo, wódkę i wino jak właśnie znajomi mieli ich odwiedzić. Jednak nawet przed sobą ciężko mu było się przyznać, że jeszcze dobrał w Kauflandzie sześć małpek wiśniówki, no dobra i dwie cytrynówki, ale jedną wypił tuż przed dojazdem do domu koło kapliczki, a jedną jak rozpakowywał „zakupy” więc de facto zostało mu przed sobą ukryć jedynie sześć wiśnióweczek, no bo to przecież małe buteleczki to i czule można o nich mówić – proste, wiadomo.

W czasie takich słownych z żoną przepychanek, z jaką fantazją potrafił tłumaczyć, że przecież o co jej chodzi – codziennie garnitur, i to już nawet nie z Vistuli tylko z tego lepszego sklepu co to na miarę szyją, że prawie nigdy nie spóźnił się do biura, że gdyby miał problem, to przecież w pracy by zauważyli, że przecież codziennie jeździ samochodem, że nawet studia podyplomowe rozpoczął, piąć się chce, ambicji ma aż nadto…

Na zarzuty czepialskiej żony, że Zosia się go czasami boi, nie chce sama zasypiać, bo tata krzyczy i śmierdzi, płynnie i niezmiennie odpowiadał, że on pracuje od rana do wieczora na ich dobro, a ona tak buntowniczo w stosunku do niego dzieci wychowuje. Niewdzięczna – samo ciśnie się na usta… A przecież on jak się zawziął to przed Wielkanocą nie wypił nic przez 10 dni. Nic a nic, nawet winka na imieniny żony, takim twardym być potrafi, a ona mu tutaj z jakimś uzależnieniem wyjeżdża.

Często był w swojej narracji tak przekonywujący, że już nawet żona zaczęła się zastanawiać, i nie była pewna swoich spostrzeżeń. Tylko kiedy patrzyła, jak grono ich wiernych, starych przyjaciół się wykruszyła, przyjaciół, z którymi jeszcze w bloku meble z Ikei skręcali, a teraz za towarzystwo Marka już otwarcie dziękują, to wracała jej myśl o słuszności tych jej podejrzeń. Kiedy tak obecny Marek siedział w tym ulubionym fotelu w kratę, to jak tylko przymknął oczy, to całe jego dziesięć lat picia kręciło mu się w głowie jakby siedział na karuzeli takiej z łańcuchami. Im głębiej wspomnienia przenikały do jego przeszłości tym gorętsze i bardziej
bolesne przechodziły go dreszcze, robił się nagle takim malutkim Mareczkiem z watą cukrową, zagubionym w wielkim wesołym miasteczku.

Tak naprawę tylko on wie, jak bardzo siebie nienawidzi za ten czas, jak bardzo się brzydzi tym co robił, kim był, co czuł, co mówił, co wyczyniał. Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jaką walkę toczył z tym diabłem, który dzień i noc przez te wszystkie lata siedział mu na ramieniu i zmuszał do picia, nikt nawet z bliskich nie wie, ile razy zatrzymywał się w drodze do pracy, i w lesie krzyczał, wrzeszczał, wył z bezsilności, prosił, błagał, żebrał wręcz o litość losu nad nim.

Ile razy był w kościele i raz się z Bogiem kłócił za swój los, a raz prosił o siłę, o wiarę, o nadzieję. Tylko on jeden wie, jak bardzo nie chciał sięgać po wódkę z tym pieprzonym sokiem porzeczkowym, ale bez tej mikstury nie funkcjonował, jak bardzo nienawidził tego smaku, a jednak pił i pił i pił, żeby skupić myśli, żeby wzrok był w miarę ostry, żeby ręce nie drżały, żeby oddech był choć ciut spokojniejszy. Jakże nienawidził tej sytuacji, że jego ciało, jego wnętrze, domagało się alkoholu, choć wiedział, czuł to, że zaraz i tak całość zwymiotuje, ale miał nadzieję, że coś pozostanie, coś co ukoi nerwy.

Jak bardzo zazdrościł znajomym, którzy dziękowali i odmawiali drugiego kieliszka wina, a on w pił w łazience za pralką schowaną małpkę, bo czuł, że trzeźwieje, czuł, że dopada go trzeźwość, normalność, zwyczajność, szarość, pospolitość a tego nie mógł znieść.
Nikt nie wie, jak to jest obudzić się o trzeciej nad ranem zlanym potem, nie móc spać i walczyć, aby nie wstać i nie zrobić choć łyka winka z lodówki, a pragnienie jest takie, jakby zdrowy, trzeźwy człowiek w upalny dzień będąc na słońcu ze cztery godziny wody nie mógł się napić.

I jak tak leży się w nocy w łóżku, myśli wirują, i wydaje się Tobie, że masz robaki na całym ciele, wstajesz, biegniesz do łazienki, oglądasz się i nic, a skoro wstałeś to podejdziesz do tej nieszczęsnej lodówki. Rano nie jesteś w stanie patrzeć na siebie w lustro, spuchnięty, z czerwonymi oczami, zmęczony, tak bardzo życiem zmęczony. Nie cieszy żona, nie cieszy granatowy wóz, nie cieszy
uśmiech Zosi, nie cieszy najładniejszy na ulicy trawnik, nie cieszy wolna sobota, nie cieszą wakacje, nie cieszą synowie, cieszy jedynie spacer z psem do Żabki.

I dopóki tej flaszki z Żabki nie otworzysz, a jedynie trzymasz ją w rękach to jeszcze masz takie troszeczkę złudne wrażenie, że to Ty prowadzisz w tej walce z nałogiem, bo jeszcze się nie napiłeś, jeszcze nie odkręciłeś, czujesz się jak zwycięzca. Trzymasz tę butelkę, nie odkręcasz, żeby poczuć, nacieszyć się tą przewagą, ba może nawet jest w tej sytuacji cień nadziei, że nie odkręcisz, nie przechylisz, że tym razem zwycięży Twoja wola, Twój wybór, Twoja decyzja, ale niestety przekręcasz, słyszysz ulubiony dźwięk skręconej nakrętki, przechylasz – czujesz, jak wiśniowy smak otula gardło, jak rozgrzewa wnętrze, jak panuje nad chaosem w głowie, jak uspokaja, jak porządkuje myśli, jak wywołuje pozorną radość. Pozorną, bo część Marka, ta która pozostała troszeczkę trzeźwa nieśmiało podpowiada mu – znów przegrałeś, znów się napiłeś, znów nie dałeś rady, jesteś słaby, jesteś do niczego…

Czy Marek nie miał świadomości, że jest chory, że jest uzależniony, że dopadł go nałóg? Ależ oczywiście, że miał, choć przed całym światem tak mocno temu zaprzeczał, wiedział, że manipuluje rzeczywistością, że kłamie – miał tego świadomość, ale jego pijane życie było jak rollercoaster – tak w nim zapieprzał, że nie miał pojęcia, nie widział gdzie jest jakakolwiek wajcha z napisem STOP. Bał się zatrzymać, nie umiał, ale chciał, na prawdę chciał, bo miał dosyć tego gównianego, brudnego, śmierdzącego, zarzyganego życia przepasanego atłasową kokardką.

I jakiż jest po czasie wdzięczy losowi za to, że jak kiedyś ruszył spod Żabki, to policyjny radiowóz zajechał mu drogę i przed oczami zobaczył lizak z napisem STOP. Nie wie, czy mu ktoś kiedyś uwierzy jaką poczuł wtedy ulgę, jakie ciśnienie z niego zeszło, jakie napięcie uszło, jak w myślach górowały słowa „Skończyło się, nareszcie, dziękuję”. Tak ten policyjny lizak przed oczami to było dla Marka dno, dno którego musi sięgnąć każdy alkoholik, dno którego każdy uzależniony musi dotknąć, musi poczuć, musi go zaboleć. To dno jest jednak jak odskocznia, jak trampolina, jak szansa, jak nadzieja, jak początek nowego… Czy bolało życie „po lizaku”, pewnie, że bolało, pewnie, że był bunt, pewnie, że było zwątpienie, pewno, że był żal za stratą, pewno, że nie było miło prosić żonę o podwózkę do pracy, że dopiero teraz zobaczył, ile pustych małpek poukrywał w garażu, kuchni, sypialni, na strychu, a nawet kole zapasowym samochodu żony. Że dopiero teraz zauważył przerażone oczy swoich dzieci, w których był smutek, strach, wściekłość, obawa, lęk.

Ale teraz zobaczył też jaki odcień ma ta jego trawa, i że chłopcy już tacy duzi, że sami tę trawę koszą, i jakie loczki piękne ma Zosia, takie jakby na różowej kredce nawijane w nocy były. I odkrył, że Szczyrk w sumie to spoko miejscówka jest. A jakież było zaskoczenie, kiedy na grupie terapeutycznej siedzący obok powiedział do niego: Szefunciu, to żeśmy się kurna spotkali…

Nie było łatwo, ale z każdym dniem było spokojniej, ten spokój dawał radość, radość dawała pewność, pewność układała oczy do uśmiechu. Było jeszcze wiele ostrożności – bo tak kazali, wiele uważności, bo tak zalecali, i jak rano stawał przed lustrem to coraz częściej uśmiechał się do siebie, a zaraz potem wypowiadał do siebie słowa, które usłyszał na mitingu i tak bardzo mu się spodobały – „Panie, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”.

I nagle ocknął się na fotelu, nawet nie zauważył, że cichutko przysiadła się do niego Zosia, która czekała, aż tata otworzy oczy i z poplątanymi już na wieczór loczkami powiedziała – Tatusiu docytasz mi te bajke o tym dinusiu, bo wczoraj jak cytałeś to ja jus zasnęłam. Marek wziął na ręce Zosię, przytulił tak mocno, że zakrzyczała – Psestań, udusis mnie tatusiu! i pewnym, spokojnym i co najważniejsze trzeźwym krokiem poszli do pokoiku Zosi, a Marek wyszeptał zapewne jeszcze długo niezrozumiałe dla niej słowa – Pamiętaj mój dinusiu, nigdy nie oceniaj drugiego, bo nie masz pojęcia jaką historię nosi On w swoim sercu.

Marcin Pagieła

___________________________________________________________________________
Wysoko Funkcjonujący Alkoholicy (ang. HFA High Functioning Alcoholic) to według badan nawet 20% wszystkich uzależnionych. Niestety rodzinie czy znajomym pozornie udane życie osobiste czy zawodowe bardzo utrudnia dostrzeżenie, że dana osoba może borykać się z poważnymi problemami z piciem alkoholu. Podejrzenie i wykrycie choroby u takiej osoby to pierwszy krok na długiej i trudnej drodze walki z chorobą. Nie należy się jednak jej wstydzić, ukrywać w rodzinie ze względów społecznych czy próbować rozwiązywać uzależnienia na własną rękę. Najczęściej potrzebna terapia pod okiem profesjonalistów. Dzięki determinacji i zaangażowaniu obu stron, często udaje się pozostać w abstynencji całe życie.


Zdrowie

Trzy odsłony wojny w Ukrainie. Łzy, kolorowe dziewczyny, bawiące się dzieci, przytulane psy. Nasze 24 godziny na granicy

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
2 marca 2022
fot. Katarzyna Troszczyńsla/ohme.pl

Organizujemy akcję na Facebooku. Piszemy, że zbieramy koce, śpiwory, termosy, powerbanki. Odzew nas zaskakuje. Przyjaciółka, do której te rzeczy są przywożone w połowie dnia pisze: Zapomnij, że się zmieścimy w jedno auto, ogarnęłam trzy busy.

Odsłona 1. Mobilizacja

Nie chcemy wojny oglądać tylko w wiadomościach, nie chcemy tylko patrzeć, jak pomagają inni, choć gubimy się w ilości ogłoszeń, apeli i wezwań. Rozwiązanie przynosi przypadek, jedna z koleżanek z grupą znajomych (branża kulinarna, grillowa Brać) organizuje pomoc niedaleko przejścia granicznego Hrebenne (to w okolicach Zamościa).

Organizujemy akcję na Facebooku. Piszemy, że zbieramy koce, śpiwory, termosy, powerbanki. Odzew nas zaskakuje. Przyjaciółka, do której te rzeczy są przywożone w połowie dnia pisze: Zapomnij, że się zmieścimy w jedno auto, ogarnęłam trzy busy.

Umawiamy się na stacji benzynowej o dziewiętnastej. Koleżanka wygląda, jakby wybierała się na Syberię – buty śniegowce, dwie kurtki, termiczna bluza.  Tam jest lód mówi.

Nie śpi już kolejną noc. Dzień wcześniej już była pod granicą, do nocy wydawała ciepłe zupy, bigosy, herbatę. Płakała razem z ukraińskimi matkami. Muszę tam wrócić” powiedziała.

Na trasie mijamy auta,  część z nich na niemieckich, holenderskich, czy francuskich blachach. Później dowiem się: ktoś organizuje przerzut do Berlina, do Amsterdamu, gdzieś tam. Kupcie energetyki, nie dajemy rady już kolejną dobę” odbieramy telefony na trasie.

W drodze koleżanka opowiada: Chłop dwa metry, biznesowy wypierdalaczporyczał się wczoraj, jak nalewał herbaty młodej matce.

Odsłona 2. Konfrontacja

Dojeżdżamy przed granicę po 22.00. Lubycz Królewski. Pierwsze skojarzenie: podmiejski dworzec przed świętami. Dużo, tłoczno, hałas. Podjeżdżają autokary, kierowcy wywołują pasażerów, którzy chcą jechać do konkretnego miasta.

Autokary przywożą też ludzi z granicy, część jest tu odbierana i przewożona w głąb kraju, część lokowana w budynku szkoły. To nieduża podstawówka. Dwupiętrowa, elewacja beżowo- zielona.

Od kilku dni jest noclegownią, kuchnią, gabinetem psychologicznym, przedszkolem, sklepem. W sali gimnastycznej łóżko przy łóżku. Najpierw jednak trzeba dostać się do środka, odczekać swoje w kolejce. Kursujemy między uchodźcami. Jesteśmy pod wrażeniem wyposażenia łazienki: wszystkie środki higieniczne, również podpaski i tampony, pampersy, papierowe ręczniki.

Północ, minus dziesięć stopni. Niedaleko nas młoda blondynka, czwórka dzieci, najmniejsze śpią w wózku na mrozie, te dwu, trzyletnie przychodzą ogrzać się do kotła z bigosem. Pokazują, że chcą kiełbaskę. Są uśmiechnięte. Najstarszy chłopiec gra na telefonie. Dźwięk wirtualnej strzelaniny świdruje w uszach.

Jest zimno, uciekamy więc co jakiś czas do szkoły. W łazience ogrzewają się mamy z malutkimi dziećmi. Blondyneczka o niebieskich oczach na polecenie babci wyrzuca papierek i myje ręce.

Ale są też inne sceny.  Długowłosa dziewczyna (najwyżej 15 lat) zalewa się łzami, starsza pani utyka na lewą nogę, siostra przytula młodszego brata i coś mu szepcze do ucha.

Na schodach prowadzących do szkoły siedzi kobieta w letnich butach. Jakby wyszła tak z domu”,  dopowiada mi wyobraźnia.  Pytam, czy nie potrzebuje innego obuwia, na migi tłumaczy, że nie.

Przy naszym stoisku z jedzeniem kłębią się ludzie. Kapusta, kawa, herbata, kiełbaski. Nie nadążamy z rozdawaniem. Ile dziś osób żałuje, że nie zna ukraińskiego. Po kilku godzinach już wiem. Kurkato kurczak , sosyczkiparówki, kolok” siatka. Ale, gdy ktoś opowiada swoje historie, drży mu głos, łzy lecą – nie rozumiemy za wiele.

Kolega wolontariusz (jest tutaj od piątku) mówi, że ludzie się zmieniają. Wcześniej przyjeżdżali bogatsi, ponoć oni przedostawali się szybciej, bo płacili na przejściu plotek pojawia się coraz więcej.

Przy naszym stoisku łatwo odnieść wrażenie, że to zwyczajny grill, ktoś się śmieje, żartuje, dzieci wybierają ciastka i cukierki.

Kolejne autokary, kolejni ludzie. Czasem szczeknie pies, dziecko zapłacze. Dźwięki walizek na kółkach. Wielu z nas, tutaj, będzie je kojarzyć z tą wojną.

Odsłona 3 Racjonalizacja

Przed wschodem słońca jedziemy pod samą granicę. Bierzemy dziesięć termosów z herbatą, koce. Polska straż graniczna dopytuje o cel naszego wjazdu do strefy. Gdy mówimy o herbacie, machają ręką, że mamy jechać. Ale tam, już przy samym przejściu też jest strefa pomocy. Ludzie zawinięci w koce palą ognisko. Nikt nie chce naszej herbaty. Wszystko mamy”, mówi jedna kobiet. Stoi razem z dwoma synami, czekają na transport do Niemiec.

Ale tu pusto”, wyrywa się nam. Szczękamy zębami z zimna i wracamy pod naszą szkołę. Niemowlęta myte w umywalkach, młode dziewczyny suszące włosy, podłączające nerwowo telefony do ładowarek, robiące selfie, dziewczynka, którą mama próbuje przebrać na stojąco, w przeciągu. To też część tej wojny.  I kolejka do naszego punktu po śniadanie: mięso, parówki, opiekany chleb. Obok nas też stoisko z gorącymi napojami. Młodzi z zakonu maltańskiego. Mają po dwadzieścia parę lat, są na nogach kolejną dobę.

Korytarze szkoły zawalone daraminajwiększe firmy przesyłają słoiczki dla dzieci, pieluchy, wózki, foteliki samochodowe, karmę dla psów i kotów, karty sim, kable do ładowania, ubrania, szybkie zupki, wszystko. Szkolna kuchnia też jest cała zawalona.

Stanęliśmy na wysokości zadania. I często to słyszymy. Dojrzała, piękna kobieta w kaszmirowym płaszczu dziękuje za pomoc, jest z koleżanką, w dwadzieścia minut opuściły dom. Tych podziękowań i łez jest mnóstwo.

Ale są też śmiejące się dzieci i przytulająca się para na ławce. Żartująca młodzież. Robimy zdjęcie blondynce w żółtym samochodzie, jest z malutką siostrą, na tylnim siedzeniu husky i jeszcze kundelek. Jak przypadkowe zdjęcie z przystanku w podróży na życzenie.

Proszę nie dać się temu zwieść. To ludzie po traumie mówi psycholożka, którą znajdujemy w sali gimnastycznej przerobionej na noclegownię. Moment temu rozmawiałam z dziewczynką, która na przemian śmiała się i płakała.  Na Ukrainie został jej ukochany tata.

Tu już nie widzimy rozdzierających pożegnań.

Widzimy czekanie. Na telefon od kogoś, kto ma przyjechać, na transport, na nowe życie.

To nie tylko noclegownia psycholożka rozgląda się po sali. To poczekalnia. Zawieszenie. Wiele z tych rodzin nawet nie wie, gdzie pojedzie. Polska czy Szwajcaria. Niemcy czy Włochy. Gdańsk czy Kraków. I nie chodzi o to, że wybrzydzają. Nie wiedzą. I to jest dla nich najtrudniejsze.

Tak, rzeczy jest mnóstwo.

Dziś karmiliśmy osoby prywatne, które przyjechały kogoś zabrać. Które przygotowały dom na przyjazd rodzin. Bo ktoś jest matką, siostrą, ma wnuki. Dlatego chce otworzyć serce i dać komuś w wieku jego bliskich szansę. Jednak przez dwie noce nikogo nie znaleźli.  Nie ryzykujcie, tu naprawdę wszystko jest zorganizowane.

Koleżanki pisały w nocy: Co mogę jeszcze zrobić, czuję wyrzuty sumienia, że robię za mało.

Przypominają nam się słowa, które krążą w necie: to nie sprint, to maraton.

Zbierajmy siły.


Zobacz także

5 sygnałów, że twoje ciało jest niedotlenione

Ciężarna, matka karmiąca i niemowlak przy wigilijnym stole

Idź na wrotki

Dzień #13. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO