Zdrowie

Tsunami pacjentów onkologicznych w szpitalach! Wywiad z prof. Mariuszem Bidzińskim

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
6 grudnia 2021
nowotwory u kobiet
Fot. iStock
 
Ostatnio wiele osób z obawy przed zarażeniem COVID 19 rezygnowało z wizyt lekarskich i badań diagnostycznych. Z danych organizacji European Cancer Organisation wynika, że w Polsce spadła liczba wykonywanych badań przesiewowych pod kątem nowotworowym o 25%; radioterapii o 5,5%.; chemioterapii o 3% i w końcu operacji onkologicznych o 15%. O sytuacji na oddziałach w trakcie trwania czwartej fali pandemii rozmawiamy z prof. dr hab. n. med. Mariuszem Bidzińskim, konsultantem krajowym w dziedzinie ginekologii onkologicznej.



Nagłówki prasowe informują o „tsunami pacjentów” i niewydolności szpitali. Jaka jest teraz sytuacja na oddziałach onkologicznych w Polsce?


– W zeszłym roku zdiagnozowaliśmy mniej nowotworów niż w 2019 roku i nie jest to oczywiście powód do optymizmu, bo w pierwszym etapie epidemii ilość osób zgłaszających się do onkologów drastycznie spadła. Natomiast teraz trafia do nas znacznie więcej pacjentów w zaawansowanych stadiach choroby. Trudno oszacować, jaki to procent.
Krajowy Rejestr Nowotworów opublikuje dane z dużym opóźnieniem. Jednak spostrzeżenia lekarzy onkologów są dość spójne i szacujemy, że o 15-20% więcej pacjentów przychodzi do nas w zaawansowanych stadiach choroby niż przed pandemią.
Wszystko wskazuje niestety na to, że ten niepokojący trend będzie utrzymywał się w najbliższych miesiącach.

Czy winę za to możemy zrzucić tylko na pandemię?


– Częściowo tak. Na całym świecie pacjenci chorowali, ale nie zgłaszali się do lekarzy z obawy przed COVID-19. Nie przychodzili na regularnie kontrole co dwa, trzy miesiące, bo dostęp do leczenia był trudny albo sami go unikali w obawie przed zarażeniem w poczekalni  lekarskiej. Na oddziałach onkologicznych praca też była utrudniona. Chorował nie tylko personel. Część łóżek musieliśmy zarezerwować dla pacjentów onkologicznych zakażonych wirusem. Do dzisiaj planowe operacje są odwoływane, średnio kilku pacjentów tygodniowo zgłasza nam konieczność przejścia kwarantanny i zmiany terminu zabiegu. Szereg elementów wpłynął na tę trudną sytuację i myślę, że przez kilka następnych lat będziemy za to płacić cenę.

 

Najbardziej przerażają badania dotyczące korzystania z profilaktyki.


– Z danych, które przekazuje nam NFZ, wynika, że w zeszłym roku tylko 15% kobiet skorzystało z cytologii, a jakieś 23% poszło na mammografię. Pamiętajmy, wykonywanie tych badań wprawdzie nie uchroni przed nowotworem, ale da szanse na wykrycie go we wczesnym stadium. Dziś chciałabym powiedzieć rodakom: „Kochani, dbajcie o swoje zdrowie, chodźcie na badania przesiewowe i profilaktyczne. Tylko one dają szanse na wykrycie nowotworu we wczesnym stadium, a wtedy jest wielokrotnie większa szansa na jego wyleczenie”.



Co my pacjenci możemy robić, by pomóc lekarzom?


– Pierwsza rzecz, powinniśmy zaszczepić się. To podstawowa sprawa, bo inaczej będziemy tkwić w oparach absurdu. Druga rzecz: korzystajmy z badań przesiewowych. Wiem, że placówki Podstawowej Opieki Zdrowotnej powinny działać w tym zakresie w sposób systemowy i lepiej zorganizowany. Mimo że jestem obywatelem, który przekroczył 60 rok życia, nigdy nie zostałem poproszony na bilans ani 40-latka, ani 50-latka ani 60-latka. To wszystko wygląda humorystycznie, bo z jednej strony programy profilaktyczne są nagłaśniane, a jednak ich wdrożenie pozostawia wiele do życzenia i to może zniechęcać. W przypadku raka piersi czy jajnika bardzo ważny jest wywiad rodzinny. Jeśli dwie lub trzy osoby w rodzinie chorowały na nowotwór jajnika czy jelita grubego, to powinniśmy zgłosić ten fakt swojemu lekarzowi pierwszego kontaktu, a potem trafić do poradni genetycznej, gdzie uzyskamy kwalifikowaną decyzję, czy znajdujemy się w grupie podwyższonego ryzyka.

fot. iStock/lechatnoir



Czy jest coś, na co szczególnie powinniśmy uważać w kontekście naszego zdrowia podczas pandemii?


– Wiele osób ograniczyło w ostatnich miesiącach swoją aktywność fizyczną, a otyłość znacząco przekłada się na zagrożenie zachorowaniem na nowotwór. Nadmierne kilogramy mogą też zmniejszać skuteczność leczenia, zwiększać częstotliwość występowania skutków ubocznych, jak również wpływać na rozwój lub pogorszenie chorób współistniejących. Dbanie o zasady zdrowego życia: aktywność fizyczna, dobre jedzenie i unikanie używek to podstawa. Ten kodeks znamy wszyscy. Ale czy się do niego stosujemy? Nasze zdrowie to nie tylko zestaw genów i predyspozycji. Bardzo dużo zależy od naszych działań! Pamiętajmy, zdrowie jest w naszych rękach.

 



Prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, kierownik Kliniki Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie.

Zobacz także: Wciąż zabija zbyt często, zbyt szybko. Jak uciec przed rakiem?


Zdrowie

Małgorzata Ohme i Filip Chajzer po raz pierwszy w śpiewającym duecie!

Redakcja
Redakcja
6 grudnia 2021
 

Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej. W tym roku prowadzący DDTVN postanowili przygotować dla swoich widzów coś wyjątkowego i wspólnie zaśpiewać. Premiera utworu odbyła się na antenie „Dzień Dobry TVN”.

Słuchanie świątecznych piosenek to niezawodny sposób na stworzenie atmosfery i magii Bożego Narodzenia. Dzięki muzyce możemy przywołać najpiękniejsze wspomnienia. Z myślą o swoich widzach prowadzący „Dzień Dobry TVN” postanowili wspólnie zaśpiewać świąteczny utwór.

„Kolęda Dzień Dobry TVN” powstała w 2009 roku. Teraz została nagrana ponownie – w nowej aranżacji i nowym składzie. Autorem tekstu jest Agnieszka Jastrzębska, muzyki Mariusz Szypura.

W nagraniu utworu udział wzięła Małgosia Ohme ze swoim współtowarzyszem z programu – Filipem Chajzerem oraz Paulina Krupińska, Damian Michałowski, Ewa Drzyzga, Agnieszka Woźniak-Starak, Dorota Wellman, Marcin Prokop, Anna Kalczyńska i Andrzej Sołtysik. W przepięknym teledysku, towarzyszącym kolędzie, wystąpili: Bartek Jędrzejak, Piotr Wojtasik, Michał Cessanis, Katarzyna Jaroszyńska, Mikołaj Rey, Robert Stockinger, Kinga Burzyńska, Marcin Sawicki, Daria Ładocha, Sandra Hajduk-Popińska.

Zgodnie przyznajemy w redakcji OH!ME – Małgosia poradziła sobie fantastycznie – ale możemy nie być obiektywne. Efekty oceńcie sami!

 

 

 


Zdrowie

Niech wierzą w św. Mikołaja, nie odbierajmy im tego. Ani sobie

Monika Wanat
Monika Wanat
6 grudnia 2021
fot. Choreograph/iStock

Połowa listopada, popołudniowy spacer z psem. „Mamo, zobacz, jakie kolorowe niebo!” – córka już sięga po telefon, żeby cyknąć fotkę. „Pewnie św. Mikołaj już piecze ciasteczka” – mówię po raz 15 w jej życiu. Uśmiecha się, w oczach pojawiają się iskierki. Dokładnie jak w moich od 40 lat. Tak samo mówiła moja mama w listopadowe wczesne wieczory, kiedy słońce zachodziło na różowo-fioletowo-żółto, a chmury tańczyły jakieś nieprawdopodobne tańce. Do dziśte słowa same, bezwiednie, cisną mi się na usta i za każdym razem jest we mnie z tego powodu jakieś podekscytowanie. 

Infantylne, nudne, głupie? Dla mnie nie. Dla mnie to wdrukowane w moją głowę zdanie jest jak bateria, którą przechowuję w szkatułce „na czarną godzinę”. Tak się składa, że ona zawsze nadchodzi w grudniu. To symboliczny koniec całorocznej gonitwy, nic dziwnego, że zaczyna już brakować sił i chciałoby się tylko otulić kocem i patrzeć na migające lampki, wąchać cynamon i słuchać „Driving home for Christmas”.

Moich rodziców już nie ma, nie mówią, że Mikołaj piecze ciasteczka, nie będzie też już corocznych wielkich paczek z pysznościami 6 grudnia (prezenty u nas były pod choinką w wigilię, mikołajki tylko dla dzieci i zawsze słodkie). Inaczej – będą, ale teraz to ja jestem osobą, która pakuje te pyszności, prezenty (zwyczaj ze strony męża) i patrzy w niebo, czy aby już się zaróżowiło.

Od kilkunastu lat dwa tygodnie przed 6 grudnia czuwamy w nocy, żeby po cichutku, niezauważeni zjeść ciasteczko i wypić mleko ze szklanki, które to nasza córka zostawia dla strudzonego podróżą po listy od dzieci św. Mikołaja. Szybciutko zgarniamy list i idziemy chichotać w sypialni, ocierać łzy ze wzruszenia, bo zawsze jest to list wspaniale przygotowany, zaklejony stemplem, no po prostu coś naprawdę ważnego.

Nie mam złudzeń, ona na pewno wie, że to nie św. Mikołaj, ale nie mam zamiaru psuć tej tradycji, nie chcę jej zakopać. Dopóki będzie chciała pisać listy, ozdabiać je brokatem i pisać „wesołych świąt” wszystkimi alfabetami świata, piec ciasteczka i w najładniejszej filiżance zostawiać na parapecie mleko, dopóty ja będę się skradać, zabierać i – w miarę możliwości -spełniać życzenia z listy, zawsze dodając książkę i jeszcze jednego słodycza. I wierzę głęboko, że to też będzie dla niej taki shot energetyczny zawsze pod koniec roku. Może nawet będzie to powtarzać swoim dzieciom?

My też wierzmy w świętego Mikołaja, nie odbierajmy sobie tej magii.


Zobacz także

Rak, który atakuje osoby pomiędzy 20. a 40. rokiem życia. Kiedy i co nam zagraża?

E-recepta – wybawienie w przypadku wstydliwych dolegliwości

Depresja niejedno ma imię. Przewodnik po 6 najczęstszych typach depresji