Zdrowie

Skończyłaś 40 lat? Zadbaj o komfort widzenia!

Redakcja
Redakcja
18 października 2021
Photo by Candice Picard on Unsplash
 

Po 40. roku życia zaczynamy mierzyć się nie tylko z wadami wzroku, ale przede wszystkim ze zjawiskiem prezbiopii. Pojawiają się problemy z czytaniem drobnego druku i zmęczeniem oczu podczas pracy w bliży. Warto zbadać ostrość naszego widzenia i skorzystać z porady optometrysty – eksperta ds. ochrony wzroku, który zadba o niego kompleksowo i holistycznie.


Prezbiopia – bo o niej mowa, to zjawisko, które dotyka zarówno osoby krótkowzroczne, dalekowzroczne, osoby z astygmatyzmem, jak i te, które nie mają wady wzroku. Nie powinniśmy szczególnie obawiać się starczowzroczności. Nie jest to choroba, a jedynie naturalny, fizjologiczny i nieunikniony proces.

Z badań przeprowadzonych w ramach kampanii “Czas Na Wzrok 40+” wynika, że aż 98% osób po 40. roku życia dostrzega problemy ze wzrokiem, których wcześniej nie odczuwało. Aż 86% osób po czterdziestym roku życia deklaruje wyraźne problemy ze wzrokiem, co związane jest z prezbiopią. Jest to naturalny proces fizjologiczny zachodzący wraz z wiekiem i objawiający się stopniowym pogorszeniem widzenia, szczególnie na bliskie odległości. Okazuje się, że jedną z przyczyn tego zjawiska może być wydłużona praca w bliży przed ekranami komputerów.

Problemy z wyraźnym widzeniem

W  wyniku prezbiopii, wraz z wiekiem, soczewka naszego oka staje się mniej elastyczna, spada jej zdolność do akomodacji, czyli przystosowania się oka do widzenia w różnych odległościach, a także mięśnie odpowiedzialne za zmianę jej kształtu ulegają osłabieniu. Jednym z najważniejszych czynników mających negatywny wpływ na akomodację oka jest wydłużony czas pracy w bliży. Terminem tym określane są wszystkie czynności, które wymagają ostrości widzenia tego, co znajduje się w bliskich odległościach od naszego wzroku podczas pracy np. przed monitorem komputera. Dotyczy to również osób, które dużo czytają, prowadzą prezentacje jednocześnie używając urządzeń mobilnych, wykładają czy szkolą z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, a także osób, które skupiają się na oglądaniu materiałów filmowych czy wykonują czynności wymagające znacznej precyzji jak np. naprawa sprzętu czy majsterkowanie.

W szkłach progresywnych stosuje się najnowocześniejsze technologie, które zapewniają bardzo wysoki komfort widzenia, niezależnie od odległości. Co niezwykle istotne, gwarantują one także szybkie dostosowanie się do nowych okularów.

Górna część soczewki progresywnej to miejsce, w którym jest obszar „do dali”, dzięki której będziemy mogli wyraźnie dostrzegać przedmioty znajdujące się w dalszych odległościach. Dolna zaś część należy „do bliży”, tej części, która służy wyraźnemu widzeniu bliskich odległości. Pośrodku umiejscowiona jest tzw. strefa progresji. Jest to obszar, dzięki któremu możemy wyraźnie widzieć odległości pośrednie. Taka konstrukcja soczewek progresywnych sprawia, że wyraźnie widzimy przedmioty znajdujące się w różnych odległościach, bez konieczności posiadania dwóch par okularów – „do chodzenia” i „do czytania”.

Chroń wzrok w biurze i w domu

Kilkugodzinna praca przed ekranem komputera, smartfona, tabletu czy innych urządzeń elektronicznych z ekranami cyfrowymi istotnie może powodować zmęczenie oczu i prowadzić do wystąpienia tzw. zespołu widzenia komputerowego.

Jeśli zaczynamy odczuwać takie problemy ze wzrokiem jak np. widzenie za mgłą, pieczenie, ból lub nadmierna suchość oka czy bóle głowy – może to być dla nas sygnał, że zmagamy się z tym schorzeniem. Takim osobom eksperci ds. maksymalnej ochrony wzroku kampanii #CzasnaWzrok zalecają stosowanie zasady 20/20/20. Polega ona na tym, że po każdych 20 minutach pracy przed monitorem, przez 20-sekund skupimy wzrok na przedmiocie oddalonym o 6 metrów (czyli 20 stóp), a nasze oczy będą mogły odpocząć. Dostosowanie oświetlenia, zminimalizowanie odbić światła od ekranu komputera i innych gładkich powierzchni w biurze, korzystanie z nowoczesnych ekranów czy rekonfiguracja ustawień wyświetlaczy – mogą bardzo zwiększyć komfort widzenia. Ale tym, co najbardziej ułatwia osobom z problemami widzenia po 40-tce codzienne funkcjonowanie w pracy, są dobrze dobrane szkła progresywne, zwłaszcza tzw. szkła biurowe. To soczewki okularowe opracowane z myślą o osobach pracujących z monitorem komputerowym, dostosowane również do wykonywania innych prac wewnątrz pomieszczeń ograniczających pole widzenia. Często zawierają one tzw. powłokę antyrefleksyjną, przydatną zwłaszcza tym osobom, które spędzają dużo czasu wpatrując się w ekrany (TV, komputer, tablet, smartfon itp.). Taka powłoka chroni nasz wzrok przed nadmiernym promieniowaniem niebieskim emitowanym przez ekrany, zmniejszając ryzyko powstania różnych chorób oczu oraz ich zmęczenie.

Skorzystaj z porady optometrysty

Szkła okularowe do pracy przy komputerze są dobierane indywidualnie do naszych potrzeb. Żeby się w nie wyposażyć, najlepiej skorzystać z badania u optometrysty, który kompleksowo oceni ostrość naszego widzenia. Najlepiej udać się na profesjonalne badanie wzroku z całą rodziną, gdyż problemy ze wzrokiem dotykają także najmłodszych. Właściwe opisanie warunków, w których pracujemy i podanie tej informacji optometryście jest kluczem do właściwego dopasowania szkieł zarówno pod względem ich konstrukcji, jak i dodatkowych uszlachetnień. Powłoki antyrefleksyjne, które stosuje się w szkłach okularowych są różne: z rozmaitym kolorem odblasku szczątkowego, odpornością na zarysowania oraz jakością powłok hydro i oleofobowych. Te z niebieskim odblaskiem są przeznaczone do pracy z monitorami LCD i LED. Ich zadaniem jest filtrować jak najwięcej szkodliwego światła niebieskiego – HEV (High Energy Violet). Można też wybrać szkła, które mają wbudowany filtr światła niebieskofioletowego – takie szkła nie mienią się na niebiesko. Istotnym aspektem jest odpowiednia konstrukcja szkieł, gwarantująca właściwe moce na odpowiednie odległości. To będą szkła wspierające akomodację i spoglądanie na bardzo niewielkie odległości (np. na smartfony) albo szkła progresywne do komputera, ułatwiające nam utrzymanie ergonomicznej postawy podczas dłuższej pracy z monitorami komputerowymi, tabletami i smartfonami.

Najbezpieczniejszym i najbardziej komfortowym rozwiązaniem na wyeliminowanie dyskomfortu wynikającego z gorszego widzenia po 40-stce, będzie dobór odpowiednich okularów progresywnych. Największą ich zaletą jest to, że ułatwiają wykonywanie codziennych czynności. Jedne szkła okularowe pozwolą doskonale widzieć na każdą odległość. Jeśli dodatkowo zaopatrzymy je w odpowiednie powłoki – będą doskonale wspierać nasze widzenie i ochronią oczy przed szkodliwym wpływem światła niebieskiego. np. wybierając wersję Transitions, które dostosowują się do jasności panującej na zewnątrz – nasze szkła korekcyjne staną się jednocześnie okularami przeciwsłonecznymi. Jedna para okularów zapewni nam maksymalną ochronę wzroku przez cały rok, bez względu na pogodę.

Więcej informacji na stronie kampanii www.czasnawzrok.pl
Przeczytaj także artykuł pt. „Cyfrowe zmęczenie wzroku”

CZY TO JUŻ PREZBIOPIA? Jeśli Masz PONIŻSZE OBJAWY, wykonaj badanie wzroku

  • Czy musisz trzymać książkę/telefon dalej od oczu niż zwykłeś to robić?
  • Czy męczysz się podczas wykonywania zadań w bliży, takich jak szycie, malowanie czy innych aktywności?
  • Czy miewasz bóle głowy lub zmęczone oczy po dłuższej pracy w bliży, np. na komputerze?
  • Czy masz problemy z odczytaniem SMS na telefonie?
  • Czy potrzebujesz jasnego światła (jaśniejszego niż dotychczas) podczas czytania?

NIEZALEŻNIE OD WIEKU POWINNIŚMY PAMIĘTAĆ O REGULARNYCH KONTROLACH WZROKU

 

 


Zdrowie

Miłość jest uniwersalna. Ta para wędrowników natychmiast skradnie wasze serca!

Redakcja
Redakcja
18 października 2021
https://www.instagram.com/henrythecoloradodog/
 

Mówią o sobie, że są czteroosobową rodziną z siedzibą w Kolorado, składającą się z dwóch ludzi (Cynthia + Andre), jednego psa (Henry) i jednego kota (Baloo). Twierdzą, że cała czwórka żyje dla przygody. Kochają wędrówki piesze po górach, najlepiej z plecakiem, nocowanie pod namiotem, a nawet kajakarstwo. Henry i Baloo zawsze chcą towarzyszyć im w tych przygodach. Cynthia i Andre nie zmuszają swoich zwierząt do niczego. Ta przyjaźń psa i kota wędrowników zaczęła się bardzo zwyczajnie.

Jak to się zaczęło?

„Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy adoptowaliśmy Henry’ego, gdy miał zaledwie 3,5 miesiąca. Przekonał nas, żebyśmy zabrali go do domu w ciągu kilku sekund, kiedy wczołgał się na moje kolana”, opowiada Cynthia. Kiedy Henry’ego pojechał na swoją pierwszą wędrówkę, wspiął się na najbardziej stromą skałę, aby mieć lepszy widok.

„Andre i ja spojrzeliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się. To był pies górski, o którym zawsze marzyliśmy”, dodaje Cynthia.

https://www.instagram.com/henrythecoloradodog/

Musiała być czwórka!

Kilka miesięcy później para wpadła na pomysł, by adoptować drugie zwierzę. Długo szukali kociaka o odpowiedniej otwartej osobowości. Ale kiedy pewnego razu weszli do pokoju, gdzie przebywały małe kotki do adopcji, Baloo jako pierwszy zeskoczył z krzesła i podbiegł do Cynthii, błagając, żeby go podniosła.

Ona wspomina to tak: „W ciągu godziny, którą spędziłam na poznawaniu go, bawiliśmy się i przytulaliśmy. Czułam, że on jest absolutnie idealny dla naszej rodziny. Tego dnia adoptowałam Baloo i kiedy wyszłam z pokoju, żeby wypełnić papierkową robotę, odwróciłam się i zobaczyłam tego kociaka stojącego za szklanymi drzwiami i gapiącego się na mnie.

Mogłam tylko mieć nadzieję, że Henry i Baloo będą się kochać tak bardzo, jak my ich kochamy. Okazuje się, że mieliśmy szczęście.

 

 

Czy ta czwórka jest zawsze w podróży? Nie! „Obecnie mieszkamy w Denver, ale sporo podróżujemy. W końcu mamy nadzieję, że będziemy w trasie w pełnym wymiarze godzin!”, mówią.

https://www.instagram.com/henrythecoloradodog/


Zdrowie

Matka ma zawał, pies sraczkę, córka wywalone. Zwyczajne pół nocy i dnia z mojego życia…

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
18 października 2021
fot. SIphotography/iStock

Nie wiem, od której godziny zacząć tę opowieść. Może od 24.00?! Właśnie kończyłam redagować wywiad z psychologiem. Przekonywałam samą siebie: „Muszę dać radę i to dokończyć. Przyciśnij jeszcze trochę, Iwona!”. Więc przycisnęłam z pracą do godziny 2.00 w nocy. Potem piętnastominutowy spacer z psem i budzik nastawiony na godzinę 8.00 rano.
Niestety! O godzinie 4.00 obudził mnie pies.

Po prostu stanął nad moją głową. „Idź spać”, mówię mu: „Jest za wcześnie!”, dodaję. Ale on stoi i liże. Stoi, patrzy i wierci się. No dobrze, przecież wiem, co to znaczy, więc na piżamę zarzucam kurtkę puchową, a on ciągnie mnie na smyczy jak oszalały przez trzy piętra. Dopadł kawałka trawnika i buch. Sami wiecie, co! Nazwijmy to elegancko – dwójką. Kolejną dwójką. Kolejną już mniejszą. I jeszcze mniejszą od tej mniejszej. A ja się śmieję do swoich myśli, że wczoraj widziałam, jak jedna instagramerka zrobiła sondę pt.: Co jest gorsze dla właściciela psa – „zbieranie zimnych kup” czy „zbieranie ciepłych kup”. Ja uważam, że powinna być trzecia opcja:„zbieranie kup rozwolnionych”. Niemniej to jednak moja wina. Dałam psu średnio świeżą kaszę z mięsem wczoraj wieczorem, przekonując samą siebie, że to jeszcze nadaje się do jedzenia. Moja wina, ale co tam! Oczyma wyobraźni idę już spać i za chwilę pod ciepłą kołdrą odpłynę w objęcia Morfeusza.

Ale cóż, chłód powietrza sprawił, że nie mogę usnąć.

Leżę i próbuję zrobić wszystko, by poczuć ciepło. Gdy w końcu zaczynam… odpływać, nagle telefon. „Jezu Chryste!” i patrzę na zegarek. Jest godzina 5.34 i… dzwoni mama. Mówi, a raczej wali wprost: „Chyba mam zawał, trzeba wzywać karetkę”. A ja na to: „A może to nie zawał. Może chwilę porozmawiamy przez telefon. Ty się uspokoisz i będzie dobrze?”, pytam nieśmiało i natychmiast wstydzę się, że jestem taką wyrodną córką. W duchu myślę jednak, ale bardzo po cichu: „To się nie wydarza! Matka nie może mi teraz umrzeć, jak jestem taka niewyspana i nieprzytomna”. Mama jednak stwierdza, że to zawał z pewnością oszacowaną na 90%”, więc ja mówię, że się ubieram i już do niej jadę.

Zamawiam Ubera. Pan na szczęście nic do mnie nie mówi, mkniemy przez uliczki, mosty warszawskie po ciemnych jeszcze zaułkach miasta. Kolejny fart, że wzięłam klucze do mieszkania mamy. Otwieram zamki, a tam cisza! „Matko moja, czy ona żyje?”, pytam siebie. Przemierzam pokoje i już widzę ją. Ubraną! Leży na łóżku w płaszczu i butach. Gotowa do szpitala. Ale ja mówię: „Proszę zmierz jeszcze raz ciśnienie”. Bo jakoś ta moja mama, mówiąc szczerze, wygląda całkiem… dobrze!

Mama mierzy ciśnienie i robi okrągłe oczy: „Cud! Nie mam zawału! Nie mam kołatania serca! Ciśnienie spadło, a w głowie szumy ucichły.” Mama jest uśmiechnięta. Powiem wam, że śmiałyśmy się z tego. I nie, wcale nie uważam jej za histeryczkę. Po prostu tak czasem dzieje się ze starszymi osobami. Zrobiłam więc mamie herbatę, pogadałam i powiedziałam, że wracam, bo o godzinie 8.00 przywożą mi zakupy kurierem do domu.

Wsiadam w tramwaj, potem w metro i dostaję SMS-a od córki. „Jak czuje się babcia!? W domu nie ma nic do jedzenia. Wychodzę za 15 minut. Proszę kup coś”. Więc z metra do piekarni, wybieram razowiec i bułki z budyniem. Biegnę do domu i… całuję klamkę. Córka już wyszła do szkoły. Nie zdążyłam. Grzebię w kieszeni i wiecie już, co? Na sto procent domyślacie się!

Tak, zapomniałam kluczy do własnego domu.

„Jezu, co teraz?”, pytam siebie, a w kieszeni buzuje już komórka. Już dzwonią z pracy. Już milion osób coś ode mnie chce. Świat obudził się do życia, a ja stoję pod własnymi drzwiami. Piszę więc szybko SMS-a do córki: „Błagam wracaj! Nie mam kluczy” i natychmiast przypominam sobie, że moje dziecko jest z innego pokolenia, takiej dziwnej kasty, co żyje na opak, nie odpowiada natychmiast na SMS-y i lubi być offline. „Jestem stracona”, myślę i czuję, że mój mózg z powodu niewyspania… obumiera. Nie potrafię już klecić pełnych zdań. To są jakieś strzępki, urywki informacji, z których próbuję złożyć do kupy plan działań.

Siadam na schodach i zaczynam bezmyślnie scrollować komórkę. Nagle dzwoni i słyszę: „Zakupy. Kurier, pod drzwiami. Wnosimy tylko do 30 kilogramów. Resztę musi wnieść pani sobie sama”. To, co mówi ten człowiek, dociera do mnie z opóźnieniem jakichś 3 sekund. Myślę: „Obym miała kartę płatniczą przy sobie”. „Obym miała…”, powtarzam i zaglądam do torby. „Mam! Uff. Jednak świat bywa fair”. I tak drepczę wnosząc na trzecie piętro zakupy, patrząc smętnie na rozpuszczające się: „mrożnkę chińską”, „warzywa na patelnię” oraz „wiśnie mrożone”. Masakra! Aha — muszę nadmienić, że nie mogę iść do pracy, bo pracuję online z domu. Zastanawiam się więc przez chwilę nad dość absurdalnym pomysłem, jak poukładać sobie te pudła z zakupami, by móc się trochę zdrzemnąć, zanim moje dziecko wróci ze szkoły. Dopiero teraz czuję, że jestem głodna. Ale jedzenia mam pod dostatkiem. Dlatego wpadam na szatański pomysł – zjem sobie śledzie marynowane i zagryzę chlebem razowym. Olewam, że nie mam widelca. Jestem już tak zmęczona, że zjem to wszystko palcami.

Otwieram słoik i… ku mojej rozpaczy z mieszkania naprzeciwko wychodzi przystojniak. Myślałam, że to mieszkanie, które od wieków stoi puste, nadal jest niezamieszkane. Ale sąsiad okazuje się dziwny. Nie zwraca uwagi na smród śledzi ani na pudła, ani na mnie na tych pudłach. Przeskakuje to wszystko i biegnie po schodach, cały wypachniony w białych adidasach i markowej kurtce do pracy. Ani nie powiedział: „Cześć,” ani nawet „A kuku!”

Więc ja siedzę dalej, kończę jeść śledzie na śniadanie i nagle widzę, jak otwierają się… drzwi do mojego własnego mieszkania. A w nich staje córka, full make-up z mokrymi włosami. Okazuje się, że nie słyszała jak pukałam, krzyczałam i waliłam w drzwi, bo była pod prysznicem. Z radości chcę ją ucałować. Jestem uratowana i może nawet uratuję jeszcze mrożonkę z napisem „mieszanka chińska”. Wyciągam więc na zgodę do córki rękę z bułką z serem, po którą biegłam do piekarni, a ona: „Nie lubię!” Czy się wściekam? Nie! O nie, za bardzo mi się chce spać, żebym umiała się wściekać w tym stanie. Rozpakowuję zakupy i siadam do biurka. Ale komputer nie odpala. Sprawdzam wtyczki, gniazdka, korki w mieszkaniu. Nic! Miałam dziś pisać tekst o tym, co możemy zrobić z faktem, gdy czujemy, że cały świat sprzysiągł się przeciwko nam.

Do głowy przychodzi mi kilka bardzo luźnych myśli. Pierwsza, że nie warto przedmiotom martwym przypisywać cech ludzkich. Każdy ma w swoim życiu czasem takie dni, kiedy psuje się mu komputer, a za chwilę okazuje się, że w samochodzie nie odpala akumulator. No po prostu – jak to się mówi: „Złośliwość przedmiotów martwych”. Tylko że rzeczy nie mogą być złośliwe. Taki może być tylko człowiek. Kiedy sobie to uświadomimy, robi się jakby lżej. Bo jednak walka z magicznymi złośliwymi przedmiotami wydaje się wyzwaniem. A walka ze zwykłymi psującymi się rzeczami, już jakby mniej.

Mam jeszcze dwie porady.

Gdy już nas dopadnie „taki dzień pecha”, nie warto pieklić się, bo wtedy nieszczęścia lubią się multiplikować i nawarstwiać. Nie ma też sensu wyobrażać sobie najstraszniejszych rzeczy, zakładać jak źle skończą się te wszystkie awarie i nieprzyjemności. Bo zwykle okazuje się, że mama czuje się lepiej, pies też zdrowieje i merda ogonem, a spec od komputera nie ściąga za naprawę bimbalionów złotych, tylko mówi, że to drobna usterka. Zamartwianie się na zapas jest głupie. Podobnie zresztą jak przypisywanie rzeczom cech ludzkich. To by było na tyle. Jest godzina 12.00 w południe, a ja czuję, jakby ten dzień właśnie dobiegł końca. Tyle że nie mogę jeszcze iść spać. Czeka mnie praca, dwa spacery z psem, rozmowa z córką jak wróci ze szkoły, umycie podłogi, włączenie zmywarki, rozwieszenie prania i ugotowanie obiadu. Same wiecie, jak to jest!

Epilog

Przed chwilą zadzwoniła do mnie dziennikarka z redakcji – Katarzyna i powiedziała, żebym koniecznie napisała tekst o tym, co dziś przeżyłam. „Dla kogo to może być ciekawe?”, spytałam. A ona: „Napisz o tym, jak to jest być samotną matką, samotną córką i jedyną właścicielką psa!” Więc tak zrobiłam!
 
A wy macie takie dni, które was dobijają?!


Zobacz także

Wąska granica zdrowia i poważnej choroby. Poznaj Syndrom Gotowości Anorektycznej, czyli preludium do anoreksji

Dzień #10. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

„Weźcie się wreszcie do roboty, a nie świrujcie…”. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego zamożni, młodzi ludzie ryzykują życiem?