Kuchnia Lifestyle Zdrowie

Nie można przytyć w 3 dni aż 4 kg, to bzdura! 15 skutecznych porad psychodietetyka, by nie tyć w święta

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
2 grudnia 2021
Singielka przy świątecznym stole
Fot. iStock/ vm
 

Podczas jednego posiedzenia przy stole świątecznym potrafimy spałaszować nawet 3000 tysiące kalorii. To nokaut dla naszego układu trawiennego! Znam takich, którzy w czasie trzech dni świąt potrafią przybrać na wadze ponad trzy kilogramy. Spokojnie, nikt nie tyje tyle w trzy dni! To by oznaczało, że musiałby pochłonąć 25 tysięcy kalorii. A to przecież jest mało realne! Na te dodatkowe kilogramy składa się woda, sód, glikogen wątrobowy i mięśniowy oraz niestrawione resztki pokarmów. Dlatego spokojnie, po kilku dniach waga powinna się unormować.

Ale co zrobić, by ograniczyć tycie? Zebraliśmy dla ciebie 15 porad!

1. Jedz bez pośpiechu

Spokojnie, święta to przecież nie jest wyścig. Naukowcy twierdzą, że jeśli zwolnisz tempo przeżuwania, możesz spalić więcej kalorii. Yuka Hamada z Instytutu Technologii w Tokio przeliczył, że dokładne gryzienie to 10 spalonych kalorii więcej na każde 300 kalorii. Jeśli jemy wolniej, więcej krwi dociera do żołądka i jelit, a nasz układ trawienny pracuje skuteczniej. Z kolei Meena Shah, profesor żywienia z Texas Christian University, dowiodła, że jedząc wolniej, zjadamy mniejsze posiłki. Zatem chyba warto!

2. Ogranicz alkohol

Niestety alkohol jest na czarnej liście substancji bardzo kalorycznych, bo zawieraj 7 kcal/g, czyli prawie tyle, co tłuszcz oraz spowalniających trawienie, nawet o 50 proc. Warto w święta pić go jak najmniej, bo dodatkowo pobudza apetyt i sprawia, że tracimy nad nim kontrolę. A jeśli już musisz pić, to mieszaj wino z wodą, a będziesz mogła dłużej sączyć napój z kieliszka. Dwa kieliszki w proporcji pół na pół wody i alkoholu na jeden wieczór z powodzeniem wystarczą!

3. Nie kupuj gotowych słodyczy

Nie rób z nich też prezentów świątecznych. Tak naprawdę te wszystkie batoniki i pralinki to ulepki cukrowo-tłuszczowe, które kupujemy bez większej refleksji, bo tak jest wygodniej, taniej i szybciej. Nie kupuj nikomu z bliskich zapakowanego odświętnie syropu glukozowego z tłuszczem utwardzonym i napisem po francusku ”Dziękuję” albo innym „I love you”. To przecież jest przeciwieństwo życzeń, które wzajemnie sobie składamy na święta: ”Zdrowia i szczęścia”.

4. Dużo zielonego

Jak podkręcić metabolizm już w czasie posiłku? Wystarczy postawić na stole zielone warzywa. Zawierają monosacharyd o nazwie sulfochinowoza, który działa korzystnie na florę bakteryjną jelit. Francuzi wiedzą więc, co robią, serwując misę pełną zielonej sałaty i warzyw. Ona wypełni żołądek zdrowymi kaloriami (jeśli nie polejesz jej suto oliwą), a poza tym sprawi, że lepiej będziesz trawić. Mówiąc kolokwialnie – zielenina, dzięki błonnikowi, przeciwdziała zatwardzeniom.

5. Ogranicz ilość posiłków

Na co dzień jesz cztery albo pięć posiłków? To dobrze! Ale w okresie przerwy świątecznej warto ich ilość zminimalizować do dwóch. Jeśli rano obudzisz się najedzona, nie przygotowuj od razu śniadania. Poczekaj aż naprawdę zgłodniejcie. Jeśli nawet miałoby to być po południu o godzinie 15.00. Nic złego się z tego powodu nie wydarzy.

 

Fot. iStock

6. Woda przed kolacją

To metoda stara jak świat, ale skuteczna. Chodzi o to, żeby przed posiłkiem wypić minimum jedną szklankę wody. Myślisz, że to mit? Naukowcy z Virginia Polytechnic Institute and State University udowodnili, że osoby, które piją przed posiłkiem dwie szklanki wody, tracą średnio o 44 proc. więcej masy ciała niż te, które nie praktykują tego zwyczaju.

7. Mniej cukru i tłuszczu

Naprawdę każdą potrawę da się trochę odchudzić. Zamiast majonezu, wybierz jogurt. Zrezygnuj z ciast z kremem na bazie śmietany, na rzecz babki drożdżowej. Upiecz mięso na świąteczny obiad, zamiast je smażyć. Pokrój razowe pieczywo, a nie to z mąki pszennej. Ciasta piecz z ksylitolem, a nie z cukrem. Śledzia jedz z octu, a nie z oliwy.

8. Post to mądrość

Nie bez powodu przed kolacją Wigilijną tradycja nakazuje całodzienny ścisły post. To ma sens. Organizm poradzi sobie z jednowieczornym obżarstwem bez problemu. Gorzej jeśli świętujemy z rodziną i przyjaciółmi ten czas przez miesiąc aż do Trzech Króli. Wtedy na pewno przytyjemy.

 

9. Pieprz i chrzań

Jest wiele ziół i przypraw, które wspomagają nasz układ pokarmowy. Dodatki takie jak imbir, pieprz cayenne, chrzan czy koper przyspieszają trawienie, bo pobudzają wydzielanie śliny, soków żołądkowych i działają rozluźniająco.

10. Ziołowe herbatki

Niektórym wydaje się, że nic tak nie poprawia trawienia, jak alkohol. To bzdura! Lepiej postaw na ziołowe herbatki, ale nie te przeczyszczające. Nie chcesz chyba spędzić świąt w toalecie. Idealnie sprawdzi się na trawienie zwykły rumianek, mięta i mniszek lekarski.

11. Nie musisz wszystkiego spróbować

Zrób sobie sensowny plan. Jedz tylko to, co naprawdę lubisz i to, czego nie skosztujesz przez rok, czyli tradycyjne potrawy. Kochasz barszcz z uszkami lepionymi przez babcię, nie żałuj sobie. Ale przecież już śledzie w oliwie, możesz mieć kupić sobie nawet latem.

12. Białko to podstawa

Zdaniem naukowców białko przyspiesza metabolizm o 15-30%. Jeśli więc szukasz na sole świątecznym dokładki, najlepiej sięgnij po rybę, bo jest bogata w białko i dlatego sycąca, dzięki czemu dłużej nie będziesz czuć głodu. Idealny świąteczny posiłek? Porcja chudego mięsa i miska zieleniny.

13. Ziemniaki i chleb dopiero po świętach

Zapomnij o produktach, do których masz dostęp na co dzień i które są kaloryczne. Ziemniaki i chleb naprawdę możesz jeść po świętach. Zrezygnuj z nich nie tylko w Wigilię, ale też przez cały okres świętowania z rodziną.

14. Spacer po obżarstwie

Nie ma się co oszukiwać – siedzenie przy stole lub polegiwanie na kanapie nic dobrego nie przyniesie. Zamiast wegetować w domu, idź na spacer. Choćby krótki, byle marszowym krokiem, bo taki najlepiej pobudza metabolizm.

15. Naucz się odmawiać

Wymuszanie jedzenia przez babcie i ciocie niestety należy wpisać w koloryt świąt. Warto do tego podejść z humorem, ale też rozwagą. Nie daj sobie wmuszać kolejnej porcji, jeśli czujesz się pełna, rozleniwiona, najedzona albo masz zgagę. Tu trzeba być asertywnym, choć nie agresywnym. Nie mieszaj tych pojęć. Choć czasem jest o to trudno, zwłaszcza jak odwiedzamy już trzecią ciocię i wmuszanie odbywa się po raz enty.

Zobacz także: 9 przykazań na dobre Święta. Psycholog radzi


Kuchnia Lifestyle Zdrowie

Św. Mikołaju, kupiłeś tak drogi prezent mojemu dziecku, że czuję się nieudacznikiem, bo mnie na niego nie stać

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 grudnia 2021
fot. shironosov/iStock
 

Do reakcji Oh! Me przyszedł list od czytelniczki.

Moja koleżanka mówi: „Daj spokój, ale przecież oni nie wzięli na to pożyczki na drakoński procent w jakimś złodziejskim banku”. „Wyluzuj się! Gdyby chrzestni kupili mojemu dziecku najnowszy model telefonu komórkowego, to ja byłabym w siódmym niebie”, mówi druga. A trzecia, ta najbardziej przemądrzała: „To jest twój problem! Nie umiesz brać”. Co z tego, do cholery, że mi tak mówią. Jak ja nie śpię po nocach! Tylko rozkminiam, jak mogę odwdzięczyć się.

Wiem, że ta moja przemądrzała przyjaciółka ma rację – ja nie potrafię przyjmować. Jestem typem dawcy. Uwielbiam pomagać, obdarzać, dzielić się i rozdawać. Kiedyś byłam chyba szczodra, bo miałam więcej kasy. A dziś? Czy wy wiecie, ile kosztuje najnowszy model najbardziej modnego telefonu komórkowego, o którym zawsze marzyła moja córka i który w końcu dostanie? To są po prostu bimbaliony! Kwota niemoralne! Wydatek, na który sama nie mogłabym sobie pozwolić. Ale też nie wiem, czy chciałabym go kiedykolwiek kupić, nawet gdybym była bajerancko bogata. Ale od początku…

Chciałam na Gwiazdkę kupić córce używany telefon, ale w dobrym stanie

Namawiałam rodziców chrzestnych, byśmy się wspólnie zrzucili się z dziadkami na używany model telefonu  dla mojej 17-letniej córki. W pewnym momencie chrzestni się wkurzyli i powiedzieli: „Prezenty używane są okropnie niemotywujące! To skandal, tej dziewczynie należy się nowy model i to najlepszy”. Ojciec chrzestny już nie pytał nikogo (a zwłaszcza mnie) o zdanie i kupił. Chcę podkreślić, że ja bym się na to nigdy nie zgodziła!

Zostałam więc postawiona przed faktem, z pomieszanymi myślami: „Może faktycznie robię krzywdę mojemu dziecku, że organizuję zrzutkę na używany telefon pod choinkę? A może powinnam się uprzeć, bo czy to moralne mieć w kieszeni telefon za 4 tysiące złotych?”

Kiedy zamykam oczy i próbuję sobie przypomnieć, dlaczego sama nie potrafię przyjmować drogich prezentów, przypomina mi się kilka scen z dzieciństwa. Wszyscy chyba byliśmy w głębokim PRL-u tak wychowywani, że musieliśmy czekać na spełnienie marzeń. Musieliśmy oszczędzać, by mieć łyżwy, a rower dostawaliśmy na uroczystość Komunii Świętej, czyli zasadniczo trzeba było odraczać swoje potrzeby. Czy wtedy narodziło się we mnie poczucie, że jestem niewarta drogich przedmiotów? Nie mam pojęcia! Przecież moje przyjaciółki wychowywane w równie ubogich rodzinach potrafią dziś z uśmiechem przyjmować wspaniałe podarki! Nie czują się specjalnie zobowiązane, by się odwdzięczyć. Więc o co w tym chodzi? Dlaczego jedni potrafią brać, a inni nie?

 

Fot. iStock/wundervisuals

W mojej rodzinie nikt specjalnie do prezentów wagi nie przywiązywał

Nie celebrowało się imienin, nie dbało się o szczegóły podczas rodzinnych kolacji. Swoich rodziców chrzestnych widziałam może trzy razy w życiu. Jakoś nie zostali fortunie wybrani. Nie pamiętam też urodzinowych tortów czy wspaniałych ozdób i podarków z tej okazji.

Czy ktoś dla mnie to wszystko przygotowywał? Postanowiłam spytać mamę. A ona: „Nie pamiętam”, więc chyba jednak niczego takiego nie było.

Ale żeby oddać sprawiedliwość, to muszę podkreślić, że czułam się kochanym dzieckiem. Zawsze mogłam z najgorszą prawdą pójść do mamy i zwierzyć się jej z tajemnic. Ojciec natomiast był fantastycznym kompanem do przygód na basenie, na wycieczkach czy podczas wakacji. Dzieciństwo miałam kolorowe, ale prezenty już nie.

Pamiętam jednak, że w tym samym czasie moje przyjaciółki dostawały złote zegarki na Komunię Świętą, pierścionki z brylancikami na osiemnastkę, a po maturze były zabierane do restauracji. Może więc o to chodzi? Może dlatego nie potrafię przyjmować drogich prezentów, bo czuję, że one mi się nie należą, bo nikt mnie do nich nie przyzwyczaił? Podświadomie jednak wiem, że sprawa jest znacznie poważniejsza, że sięga gdzieś głębiej, jakiegoś takiego rdzenia w mojej duszy, który mówi: „To niemożliwe, że ktoś chce zrobić dla ciebie coś tak spektakularnego”. Bo gruba kasa, to jest dla mnie jednak takie wyłożenie kawę na ławę – „jesteś tego warta”.

Zobacz także: Życzenia na Boże Narodzenie – religijne, śmieszne, krótkie i dla dzieci. Inspiracje dla każdego

Niedawno usłyszałam historię od znajomej, która zawsze kupuje wspaniałe prezenty pod choinkę dzieciom siostry swojego męża. Ta moja znajoma była zdziwiona, gdy pewnego dnia usłyszała od obdarowywanej, że ona czuje się upokorzona tymi podarkami. Owszem bardzo za nie dziękuje i rozumie intencję, ale te wszystkie kosztowne rzeczy sprawiają jej tylko jeszcze większy dyskomfort. Ponieważ przypominają, że ona nigdy by czegoś takiego nie mogła zafundować swoim synom i dlatego jest nieudacznikiem, którego na to wszystko nie stać.

Ja nie czuję się upokorzona, ale …

Jednak najbardziej martwi mnie w tym kontekście fakt nierównowagi. Ponieważ zarabiam mniej niż moi zamożni przyjaciele – ich dzieci dostaną ode mnie znacznie skromniejsze podarunki. Prezenty, które im kupię, będą dziesięć razy tańsze od tego, który dostanie moja córka. A dzieci przecież tego nie rozumieją. Jak się poczują? Co ja mam im powiedzieć w takiej sytuacji? Głupio mi okropnie!

Jest jeszcze druga kwestia – zastanawiam się, jak mogę się odwdzięczyć. Głęboko wierzę, że ważna jest równowaga – zarówno w miłości, jak i w przyjaźni. Jeśli jedna strona daje nagminnie swój czas, pieniądze, opiekę, a druga nic – to nie jest okej. Więc pomóżcie mi, co ja mogę dać w zamian? Co mam o tym wszystkim myśleć? A może, jak mówi moja przyjaciółka, powinnam się wyluzować i wcale nie zawracać sobie odwdzięczaniem głowy? Już naprawdę nie wiem, co robić. Grażyna


Kuchnia Lifestyle Zdrowie

80% rodziców uważa, że ich dzieci nie potrafią okazać wdzięczności. Jak ich tego nauczyć?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
2 grudnia 2021
Fot. Materiały prasowe

Według raportu National Poll on Childrens’s Health przeprowadzonego przez CS Mott Children’s Hospital 81% rodziców twierdzi, że ich dzieci nie są wdzięczne za to, co mają lub dostają. Ponad połowa rodziców martwi się również, że nadmiernie pobłażają swoim pociechom, a prawie połowa przyznaje się, że jest zakłopotana tym, jak czasami się one zachowują.

Dziś dzieci naprawdę mają więcej

Czy wiesz, że zabawka, która w 1977 roku kosztowała 20 dolarów, dziś kosztuje 7,97 dolara i dzięki temu rodziny mogą kupować dzieciom dużo więcej rzeczy? Jednak cena to nie jedyny powód, dla którego jesteśmy bardziej hojni. Przez lata byliśmy bombardowani nieustannie wiadomościami, że powinniśmy zaspokajać potrzeby swoich dzieci i minimalizować im poczucie dyskomfortu. To doprowadziło do sytuacji, w której wiele dzieci nie ma szans konfrontować się z tym, co było powszechnym doświadczeniem poprzednich pokoleń – koniecznością czekania na to, czego pragną. Ponieważ zabawki kosztują mniej, dzieci rzadko muszą odraczać swoje potrzeby, albo oszczędzać pieniądze na realizację marzeń.

I tu pada pytanie: Czy aby nauczyć dziecko wdzięczności, musimy je skonfrontować z niewygodnymi uczuciami takimi jak: zazdrość czy niecierpliwość? Czy dzięki temu będą umieć rozpoznać radość, kiedy otrzymają upragniony przedmiot?

Dlaczego one nie wyrażają większej wdzięczności?

Niektórzy rodzice stwierdzają, że pomimo ich wysiłków dziecko nie wyraża zbyt wiele wdzięczności. Co się dzieje?

1. Być może nie zwracaliśmy do tej pory uwagi na to, by kształtować w dziecku empatię i uważności. 

Teraz ono czuje, że mu się wszystko należy. Podchodzi na przykład do przyjmowania prezentów kompletnie bezrefleksyjnie bez zauważania wysiłku innych osób, które starają się sprawić mu przyjemność. Dobra wiadomość jest taka, że zawsze można nad tym popracować. Maluch czasem musi usłyszeć stanowcze: „Nie!”

2. Tak naprawdę dziecko jest wdzięczne, ale nie wie, jak to wyrazić.

Jest to dość powszechne u introwertyków. A jeśli rodzice nie rozumieją, co się dzieje, mogą krytykować i jeszcze bardziej je zawstydzać. Nieśmiałe dzieci warto uczyć wypowiadać gotowe zdania i ćwiczyć je w codzienności. Gdy kelner przynosi jedzenie, pomóż maluchowi powiedzieć „dziękuję”. Jeśli syn dostanie zaproszenie na imprezę gwiazdkową do kolegi, ale nie może przyjść, zadzwońcie wspólnie, by podziękować i wytłumaczyć przyczynę nieobecności.

 

fot. evgenyatamanenko/iStock

9 pomysłów na uczenie wdzięczności

1. Strategia polegała na tym, aby maluchy regularnie mówiły „proszę” i „dziękuję”.

Jednak wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, że jeśli słowa są wypowiadane automatyczne, to człowiek nie ma szansy skontaktować się z prawdziwymi emocjami. „Istnieje różnica między grzecznością a wdzięcznością”, twierdzi Sarah Clark z Mott Children’s Hospital. „Dlatego zawsze warto podkreślić, dlaczego prosimy dziecko o podziękowanie”, dodaje. Na przykład: „Babcia włożyła sporo wysiłku w to, by zrobić dla ciebie kalendarz adwentowy” albo „To miło, że sąsiadka zaprosiła nas na lukrowanie pierników. Nie uważasz?”.

2. Niektórzy praktykują codzienne rozmowy, w których zwracają uwagę, za co są wdzięczni.

Mówią na przykład tak: „Dziś poszłam na wspaniały spacer z naszym psem. A ty co dziś robiłeś, co sprawiło ci przyjemność?”

3. Inni proszą o wykonywanie prac domowych.

„Może to pomóc dzieciom docenić ich udział w robieniu dobra dla bliskich”, mówi Clark. Nie chodzi o to, by dzieci „odpracowywały” to, co od nas dostały. Ale o to, by słyszały od opiekunów słowa wdzięczności za to, że zrobiły coś miłego lub użytecznego.

4. Kolejny pomysł to wolontariat.

„Konkretne przykłady pomocy w hospicjach czy schroniskach dla zwierząt mogą pomóc dzieciom lepiej zrozumieć innych. To sposób na budowanie empatii, życzliwości i współczucia”, mówi Clark. Warto jednak, byśmy rozmawiali z dziećmi także o swoich doświadczeniach i o tym, jak one czuły się, gdy działały na rzecz  innych”.

5. Można też uczyć oszczędzania.

I tu przykład: „Dołożymy ci się do kupienia tabletu, ale pod warunkiem, że ty będziesz odkładał drobne pieniądze, które dostajesz od dziadka, babci i rodziny. Jeśli uzbierasz 400 złotych, resztę dołoży tata”.

6. Rodzice powinni też zastanowić się, czy kupując pociechom wypasione świąteczne prezenty nie zaniedbują siebie?

Istnieje bowiem stereotyp, że dorosłym należą się małe prezenty, a te wielkie i wspaniałe dzieciom. Tylko że taki podział „dobra”, może rodzić nawet w dorosłych frustrację. Zwłaszcza jeśli widzą naburmuszone dzieci rozpakowujące drogie prezenty i przypominają sobie swój wysiłek włożony w kupienie kosztownego „drobiazgu”. Równowaga zawsze jest dobrym doradcą.

7. Najskuteczniejszym sposobem nauczania wdzięczności jest nasz przykład!

Dzieci uczą się najwięcej, podpatrując, co robią ich opiekunowie. Jeśli oni nie okazują wdzięczności, nie mogą jej oczekiwać od dzieci.

8. Podziękuj i wskaż konkretnie, co dziecko zrobiło fajnie

Powiedz dlaczego ci się to podobało lub z tego skorzystałeś. Na przykład: „Naprawdę mi dzisiaj pomogło, kiedy nakryłeś do stołu, zanim cię o to poprosiłam, więc mogłam przygotować obiad bez stresu”. Albo: „Doceniam sposób, w jaki odszedłeś, gdy twój brat krzyczał na ciebie, zamiast kontynuować awanturę. Jestem z ciebie dumny”.

9. Warto o rzeczach, które wszyscy zwykle przyjmujemy za pewnik, które wydają się nam oczywiste –  mówić z radością.

 

Zobacz także: 9 przykazań na dobre Święta. Psycholog radzi


Zobacz także

Co to znaczy, jeśli on głaszcze twoje włosy lub dotyka twojej twarzy

Miejsca (jeszcze) bez turystów – warto się wybrać, zanim inni je odkryją

Jak to plotka przed ołtarz ich zaprowadziła...

Jak to plotka przed ołtarz ich zaprowadziła…