Zdrowie

Lubisz pochłaniać słodkości? Ogranicz je, ponieważ cukier może destrukcyjnie wpływać na twój mózg

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 maja 2016
Fot. Pixabay / stevepb / CC0 Public Domain
 

Większość z nas kocha słodycze, i o ile nie jesteśmy w danym momencie na diecie lub ograniczamy słodkie na rzecz zdrowego stylu życia, chętnie sięgamy po małe co nieco. Najczęściej kawałek czekolady zamienia się w kilka jej pasków, podobnie dzieje się z ciastkami, żelkami i całą masą przyciągających, uzależniających wręcz smakołyków. 

Cukry nie mają dobrej prasy

Cukry (węglowodany) proste znajdziemy w słodkich napojach gazowanych, ciasteczkach, batonach, czekoladach i in. słodyczach oraz oczywiście  w cukrze. Znajdują się także w owocach (np. fruktoza), ale te nie powodują tak ekstremalnego wzrostu poziomu glukozy we krwi, ponieważ błonnik zawarty w owocach spowalnia ich wchłanianie. Na karb działania cukrów prostych nakłada się problemy z próchnicą, otyłością, cukrzycą, obniżeniem poziomu różnych witamin, układem pokarmowym, i wiele innych.

Ale my kochamy słodkie, co tłumaczymy sobie potrzebą dostarczenia szybkiej energii, bo przecież nic nie krzepi tak szybko jak słodki batonik. To prawda, cukier odżywia komórki mózgu, jest szybko działającym paliwem, które jednak ekspresowo zostaje przerobione przez organizm i po krótkim czasie, mózg ponownie domaga się czegoś słodkiego, a my najczęściej mu to dostarczamy.  Ponadto chętnie sięgamy po coś słodkiego, ponieważ zastrzyk cukru pobudza organizm do produkcji serotoniny i dopaminy, hormonów które poprawiają samopoczucie.

Mózg uzależnia się od cukru

Naukowcy przeprowadzili badania na szczurach, z których wynika, że duża zawartość cukru dostarczanego z pożywieniem, wywołuje zmiany w mózgu na wzór tych tych, które pojawiają się podczas stosowania narkotyków. Także u ludzi którzy nie mogli obejść się bez słodyczy zauważono zmieniającą się aktywność mózgu na widok słodkiego, ponieważ podejrzewa się, że cukier pobudza w mózgu produkcję naturalnych opioidów. Podobne zmiany rejestruje się właśnie u narkomanów. Uzależnienie od cukru, przekłada się na zachowanie danej osoby – gdy nie mogą spożyć czegoś słodkiego, szukają słodyczy, wpadają w złość lub nie potrafią się skupić na wykonywanej czynności. Uzależnienie widoczne jest nie tylko w psychice – gdy zmniejsza się poziom cukru we krwi u osób stale jedzących coś słodkiego, można zaobserwować drżenie mięśni oraz zimne poty. Skoki wysokości cukru we krwi, mogą być przyczyną  huśtawki nastrojów.

Cukier szkodzi pamięci

Niestety, uzależnieni od cukru gorzej się prezentują w testach pamięci od osób, które nie nadużywają słodyczy. Co ciekawe, badanie nad zwierzętami opublikowane w „Brain, Behavior and Immunity” dowodzi, że wystarczy tylko tydzień diety bogatej w cukry, by upośledzić pamięć krótkoterminową. Pamięć długoterminowa również może ulec pewnej degradacji, ponieważ badania wskazują, że pochłanianie dużej ilości cukru może skutkować insulinoopornością mózgu. To z kolei okazuje się być drogą do neurodegeneracji i chorób podobnych do alzheimera.

Cukier, alkohol a mózg

Spożywanie nadmiaru cukrów prowadzi nadmiernego rozrostu drożdży w organizmie. Gdy cukru jest zbyt dużo,  drożdże wydzielają do organizmu toksyny: aldehydy i alkohol, będących produktem ubocznym metabolizmu drożdży. W efekcie wpływa na płaty czołowe mózgu, hamuje wzrost połączeń nerwowych, ich prawidłowy rozwój i funkcjonowanie. U dzieci pochłaniających w nadmiarze słodycze, obserwuje się problemy typu zmniejszony czas koncentracji czy problemy w zachowaniu i nadaktywność.

Cukier ograniczaj stopniowo

Rezygnacja z cukru u osób uzależnionych jest trudna do przeprowadzenia, ale możliwa. Aby przejść przez cały proces skutecznie, należy cukier eliminować stopniowo, aby przyzwyczaić mózg oraz kubki smakowe, by nauczyły się wyczuwać cukier w jego mniejszym stężeniu w pokarmach. Nie podjadaj między posiłkami, wprowadź pokarmy bogate w białko, które syci na długo i nie powoduje gwałtownego wahania poziomu cukru we krwi. Podobne działanie wykazuje błonnik, dlatego warto jeść świeże owoce. Kupuj też niesłodzone produkty, które możesz samodzielnie dosłodzić, jeśli będzie taka potrzeba. W ciągu kilku tygodni potrzeba jedzenia słodkich rzeczy osłabnie.


źródło: www.womenshealth.plfitness.sport.plwww.superumysl.pl


Zdrowie

Miłość i inne komplikacje… Czy zawsze warto zmieniać swoje życie dla miłości?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
31 maja 2016
Fot. Pixabay / lambhappiness / CC0 Public Domain
 

Na początku jest źle. Albo po prostu nawet obrzydliwie przeciętnie. Albo jest OK, ale masz te swoje trzydzieści, czterdzieści lat i nagle opanowuje cię uczucie, że miłość będzie już zawsze tylko wakacjami z dziećmi nad morzem, rocznicą ślubu w ukochanej restauracji i wspólnym wieczorem przed telewizorem. No, może jeszcze pomidorową z ryżem, ugotowaną specjalnie dla niego. I pewnie dla większości z nas to jest naturalne i piękne. Ale są i tacy, którzy pomyślą: „Jak to? To już? Tylko tyle, nic więcej? Stabilizacja, spokój? Nigdy więcej smaku pierwszego pocałunku?”.

I wtedy zjawia się ON albo ONA. Załóżmy, że to ON. Nie chodzi w domu w gaciach (bo nie mieszkacie razem), nie zrzędzi, że niepozmywane (bo nie jada u ciebie), a dodatkowo pachnie romansem i czymś nowym, ekscytującym. Jest czuły i – cały czas (te dwa miesiące odkąd go znasz) –  zainteresowany. Wśród pań, które właśnie sobie myślały, że nic dobrego ich już w życiu nie spotka, znajdą się takie, które zakochają się na zabój. A nowa miłość przyniesie ze sobą potrzebę natychmiastowych zmian. Nie ma tu mowy o kalkulowaniu na chłodno, uczucie jest gorące, zupełnie jakby to miała być ostatnia życiowa szansa. Gdyby jednak wyłączyć na chwile emocje…

Kiedy warto zmienić swoje życie dla miłości?

1. Kiedy związek, w którym tkwisz, jest zły dla ciebie i dzieci, kiedy cierpisz fizycznie bądź psychicznie i naprawdę nie ma już czego ratować

Może faktycznie nie masz już nic do stracenia? Przecież w tej chwili znajdujesz się w wielowymiarowej pułapce. W tej relacji trzymają cię głównie negatywne emocje:

– strach (że sobie nie poradzisz lub że zranisz obecnego partnera – tak właśnie się dzieje w toksycznych związkach)

– wstyd (no bo co powiedzą znajomi i rodzice, przekonani, że twój związek jest idealny)

poczucie winy (przysięgałaś być „na dobre i na złe”, teraz toczy się w tobie moralna walka).

Jeśli pomyślisz o swoim związku w taki sposób, a nowy potraktujesz jako dobre, pozytywne wydarzenie, które zmotywuje cię do zawalczenia o siebie i dzieci, przestaniesz się bać i wstydzić. Wyrzuty sumienia także znikną.

2. Kiedy życiowo tkwisz w martwym punkcie, nie wiesz dokąd zmierzasz, a miłość zaczyna porządkować twoją codzienność

To się zdarza. Samotni, znudzeni brakiem możliwości, przekonani o braku szans na poprawę naszej sytuacji, czy to zawodowej czy rodzinnej, spotykamy na swojej drodze MIŁOŚĆ. Ale tak nam dobrze, tak bezpieczne w tych naszych ograniczeniach, w tym naszym „starym życiu”, że wahamy się wyciągnąć po nią rękę. Wokół dobrze znany chaos, tymczasem uczucie zdaje się nadawać wszystkiemu sens. Co z tego, że żeby być razem, trzeba wyjechać, zmienić pracę, wyprowadzić się z rodzinnego domu, czy zerwać kilka złych nawyków? Życie masz tylko jedno, nie odbieraj sobie szansy na szczęście.

3. Kiedy z takiego czy innego powodu, naprawdę nie masz nic do stracenia

Wtedy zmiany, nie wyrządzą ci już żadnej szkody, więc możesz przestać się ich bać.

Kiedy ryzyko zmian pod wpływem nowego uczucia jest zbyt duże?

1. Kiedy z nowym partnerem nie łączy cię nic więcej niż fizyczna bliskość

Na samej miłości fizycznej niczego nie zbudujesz. Dla czegoś tak ulotnego jak kilka erotycznych uniesień nie warto robić życiowego trzęsienia ziemi, wyjeżdżać, rezygnować ze stabilizacji zawodowej. Jeśli jesteś w związku, pomyśl o uczuciu, które połączyło cię z obecnym partnerem, o wspólnie spędzonych latach, o kompromisach, które wypracowaliście. Czy naprawdę chwila (nie oszukujmy się, że będzie to trwała relacja) erotycznego spełnienia z nawet najlepszym kochankiem jest warta poświęcenia tego wszystkiego? Bo chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że gdy romans się wyda, nic już nie będzie tak jak dawniej?

2. Kiedy nowa miłość niesie ze sobą szereg komplikacji emocjonalnych, które uderzą w twoich najbliższych

Załóżmy, że zakochujesz się w kimś, kto nie akceptuje twoich dzieci z pierwszego związku. Wiesz, że to się nie zmieni. Pomyśl, jak bardzo skomplikowana stanie się teraz sytuacja i twoja i twojej córki czy syna. Ile jesteś w stanie poświęcić dla miłości? Czy chcesz wybierać między miłością do mężczyzny a miłością do dzieci? A co zrobisz wtedy, kiedy ukochany żąda od ciebie zerwania znajomości z najbliższymi, z przyjaciółmi?

3. Kiedy nie jesteś pewna

Jego uczuć, jego wizji waszej wspólnej przyszłości, tego jakim tak naprawdę jest człowiekiem. Nie znasz go. Jesteś zauroczona tym, co widać na zewnątrz. A jednak już teraz czujesz, że dla niego jesteś w stanie zrobić „wszystko”. Zatrzymaj się, weź oddech. I nie sprzedawaj mieszkania, żeby wyjechać z nim w nieznane. Prawdziwa miłość jest cierpliwa.

Bywa, że miłość zmienia wiele na lepsze. To jest ta dobra energia, pozytywna moc miłości. Ale bywa także, że miłość komplikuje twoje życie o wiele bardziej niż sytuacja, w której tkwiłaś do tej pory. Czy jesteś w stanie ocenić kiedy i ile warto zaryzykować dla uczucia?


Zdrowie

Dziś tylko trzy słowa określają nasze życie: mocniej, szybciej, więcej… O życiu, tym prawdziwym

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 maja 2016
Fot. Flickr/ CC BY

Zupełnie przypadkiem spotykam kobietę, ma około 25 lat. Przypina rower na dworcu autobusowym. Okazuje się, że codziennie dojeżdża 20 kilometrów rowerem do jednej miejscowości, by wsiąść w autobus i do innej – 30 kilometrów dalej dojechać autobusem. Wraca autostopem po swój rower, później do domu. I tak codziennie. Wstaje o trzeciej rano. Pół roku była na „kuroniówce”, pracowała dorywczo na czarno, gdzie się dało. Aż dostała tę pracę, przy produkcji żarówek. Na nogach, przy taśmie. A później ten rower…

W domu jest ich siedmioro. Tata po trzech zawałach pracuje w tartaku. Jak jest zmęczony, to przez sen liczy deski.

Nie mogę z głowy wymazać jej obrazu. Myślę sobie, jak bardzo nie doceniamy, tego co mamy. Tego, co jest nam dane codziennie na okrągło. Kawa na tarasie czy na dworze, śniadanie zjedzone z dzieciakami. Praca, którą lubimy, a jeśli nie lubimy, to jednak daje nam kasę na normalne życie. Ludzi, których mamy blisko, a w których szukamy wad, żeby samemu poczuć się lepszymi od nich.

Tak, wiem, że powiedzenie „inni mają gorzej” jest średnio nobilitujące, mało zachęcające do uśmiechu. Bo to przecież inni, a nie ja. To ja tutaj męczę się ze sobą, dźwigam swoje parszywe życie. Bo dziecko samo nie zrobiło zadania domowego, bo partner zapomniał mnie wieczorem przytulić, bo kiecka, która wpadła mi w oko na wystawie okazała się za ciasna – czytaj przytyłam, a za chwilę wakacje i nie możemy się zdecydować, gdzie w tym roku pojechać.

Żyjemy w takim pośpiechu, w takim chwytaniu wszystkiego co tylko napotkamy na drodze. Mocniej i szybciej i więcej. Mam wrażenie, że te trzy słowa określają dzisiaj nasze życie.

Mocniej

– żeby ktoś z boku nie powiedział – nie marnuj swojej szansy, bierz wszystko, co ci życie przynosi, poczuj swoje życie aż do szpiku kości, szukaj bodźców, które zmotywują cię do sięgania po jeszcze, bądź głodny życia. Wspinaj się na szczyty, nurkuj w najgłębszych morzach, i koniecznie choć raz skocz ze spadochronu.

Szybciej

– bo przecież życie mamy tylko jedno, a tak mało czasu. Ach gdyby tak doba mogła trwać chociaż 30 godzin, to jeszcze tyle rzeczy udałoby się zrobić. Wyskoczyć do kina lub teatru, przeczytać zaległą książkę, obejrzeć z dzieciakami film leżąc na kanapie. Bo tym, co najbardziej nam doskwiera jest brak czasu. Jesteśmy obliczeni co do sekundy. Ile czasu zajmuje nam budzenie dzieci, ile droga do pracy, ile zakupy, powrót. Wszystko pod zegarek, żeby ze wszystkim zdążyć. Przyjaciółka mówi: „Wiesz, nie mam czasu czytać, to chociaż w aucie posłucham audiobooka”. Fajnie i… smutnie….

Więcej

– bo najpierw musimy mieć mieszkanie, a chwilę potem samochód. I dzieci, wykalkulowane, czy wpiszą się już teraz w nasz domowy budżet czy za chwilę. I telefon jakiś nowy, i telewizor coraz większy, i laptopa, tableta i xboxa dla dzieci. I pożyczkę na wakacje. Bo gdzieś pojechać trzeba, dzieciom świat pokazać, zdjęcia porobić, żeby za klika lat wrócić do tych wspomnień, kiedy można było więcej i więcej. Konsumpcjonizm wysysa z nas wszystko, a my jak szara masa za nim podążamy. Śledzimy trendy na wiosnę/lato 2016, wybieramy wszystko chociażby ze średniej półki, choć mówimy, jakby było z najwyższej.

Pędzimy na oślep. To co przestaje nam pasować wymieniamy – ciuchy, garnki, samochody, przyjaciół, partnerów. Przecież wszystko da się zmienić, jak nie prawdziwie, to chociaż fikcyjnie. Zawsze możemy powiedzieć przez telefon, napisać na Facebooku, żeby gdzieś byliśmy, coś zrobiliśmy, żeby dobrze wypaść w oczach innych, ale też samemu poczuć się lepiej. Bo jak poudaję, że mam lepsze życie, to może samemu w nie uwierzę.

A ona na tym rowerze? Jedyne, co może rano czynić ją nieszczęśliwą to pogoda. Bo jak pada, to nie znaczy, że dziś ma wolne,  że jej rower nie pojedzie, a ona nie przesiądzie się do ciepłego i suchego auta, nie zaklnie, że popsuła się klimatyzacja, kiedy latem w 30-stopniowym upale wraca do domu. Nie zdąży odgryźć się kierowcy, który z jakąś wariacką prędkością minie jej rower o jakieś 10 centymetrów, a ona z trudem utrzyma równowagę przez podmuch wiatru, który jej zostawił.

Pytam, o czym myśli, kiedy jedzie tym rowerem. „O rodzinie, którą będę miała, wymyślam imiona dla moich dzieci, myślę, co zrobię im na śniadanie, w co będziemy bawić się wieczorem. O mężu? No też, jasne. Musi być wysokim brunetem i silny musi być, żeby mógł mnie na rękach nosić, bo czasami nie mam siły ustać po cały dniu”.

I wiecie… zazdroszczę jej. Tego czasu, który spędza na rowerze, a który daje wolność jej myślom. Który pozwala jej marzyć i pragnąć tych najprostszych rzeczy. Tych, które my mamy. Pracy, która pozwala nam iść na zakupy, dzieci, które są zdrowe, partnerów, których rzadko doceniamy, a oni rzadko doceniają nas.

Nie było w niej żalu, pretensji do świata. Była zgoda na to co tu i teraz. I spokój.

Bądźcie dzisiaj przez chwilę tą dziewczyną na rowerze. Pomyślcie o niej. I o sobie. I o tym, co dla was tak naprawdę jest ważne. Zatrzymajcie tę chwilę… I miejcie odwagę żyć po swojemu.


Zobacz także

Wczesne objawy raka piersi

Wczesne objawy raka piersi. Nie odbieraj sobie szansy na wyzdrowienie

magnez

Magnez dla aktywnych? To naprawdę pozwala utrzymać równowagę tym, którzy żyją w ciągłym biegu

8 hobby najlepszych dla twojego zdrowia – zobacz, jakie niosą ze sobą korzyści