Zdrowie

Kręgosłup – jak dbać o niego, by nie przysparzał problemów? To powinnaś wiedzieć

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 marca 2016
Kręgosłup - jak dbać o niego, by nie przysparzał problemów? To powinnaś wiedzieć
Fot. iStock / miljko
 

Kręgosłup może się wydawać niezniszczalnym rusztowaniem dla naszego ciała. Na co  dzień nie przejmujemy się za bardzo, przypominając sobie o nim dopiero wtedy, gdy coś strzyka i boli. A przy biernym trybie życia, pracy siedzącej i kilku kilogramów więcej na wadze, problemy z kręgosłupem przyjdą na pewno. I tak zgodnie z porzekadłem – lepiej zapobiegać niż leczyć, troska o to rusztowanie organizmu, zaoszczędzi nam problemów z dokuczliwym bólem i ograniczeniem sprawności za klika lat. Warto już dziś przyjrzeć się dokładnie, jakie czynniki mają wpływ na stan naszego kręgosłupa i jak postępować, by chronić go przed problemami.

Jak nosimy się zazwyczaj?

Najwięcej uwagi prawidłowej postawie ciała i zdrowiu kręgosłupa poświęcamy dzieciom. Od pierwszego dnia podtrzymujemy główkę małego człowieka, a im bardziej rośnie, tym większą uwagę poświęcamy jego prawidłowej postawie przy siedzeniu i chodzeniu. Ile razy same słyszałyście “nie garb się”, “wyprostuj się” lub mówiłyście to swoim dzieciom. Niestety troska i pilnowanie postawy, z czasem przestaje być tak istotna. A przecież nieprawidłowa postawa nadmiernie obciąża mięśnie i wpływa na skrzywienie kręgosłupa, które można zauważyć już u dzieci w szkole podstawowej. Poza tym wygięte plecy i skulone ramiona wyjątkowo nieładnie wyglądają, uwydatniając przy okazji brzuszek i chowając biust u pań.

Kręgosłup - jak dbać o niego, by nie przysparzał problemów? To powinnaś wiedzieć

Fot. Pixabay / bykst / CC0 Public Domain

Zmień swoje przyzwyczajenia, zadbaj o zdrowy kręgosłup

Jest wiele sposobów, by pozytywnie wpłynąć na stan kręgosłupa. W domu warto mieć wyprofilowane krzesła, fotele i odpowiednie materace o średniej twardości, skutecznie łagodzące napięcia mięśniowe. Nie obciążaj nadmiernie kręgosłupa, nie noś pakunków zarzuconych na ramię tylko z jednej strony ciała, rozkładaj ciężar równo na każdą stronę. Podnosząc cięższą rzecz, nie schylaj się po nią na wyprostowanych nogach, ale przyklęknij na jedno kolano i dopiero wtedy podnieś przedmiot. Jeśli jesteś miłośniczką szpilek, zapomnij o nich na co dzień, zdrowiej jest nosić obuwie na 3 – 4 centymetrowym obcasie.

Podczas przerw pracy jeśli tylko masz możliwość, wykonaj kilka prostych ćwiczeń i przeciągaj się. O tym pamiętaj także rano, by po wyjściu z łóżka, rozciągnąć po nocy sztywne ciało i nierozruszane mięśnie. Wykonanie „kociego grzbietu”, a następnie rozprostowanie pleców i kończyn ułatwią wejście w rytm codzienności.

Uważaj na stres. Co prawda ciężko jest go unikać przez cały czas, jednak życie w nieustającym napięciu, powoduje także napięcie mięśniowe i może być bezpośrednią przyczyną uporczywego bólu pleców. Relaksuj umysł, rozluźniaj ciało, to zniweluje problemy na tle nerwowym – wypróbuj masaże i ciepłą kąpiel z olejkami eterycznymi.

Dbaj o zachowanie prawidłowej masy ciała, ponieważ każdy dodatkowy kilogram obciąża kręgosłup, który musi przecież unieść nasze ciało. Zwróć uwagę na swoją dietę, ponieważ prawidłowe żywienie ma wpływ na kondycję kręgosłupa. Spożywaj regularnie mleko i jego przetwory, a także sardynki z ośćmi, które zapobiegną osteoporozie, dostarczając dawki wapnia. Spaceruj na słońcu, ruch sprzyja zachowanie sprawności szkieletu, a wytwarzająca się pod wpływem promieni słonecznych witamina D, ułatwia przyswajanie wapnia. Pamiętaj również że zdrowe kości potrzebują fosforu, który znajdziesz w ziarnach zbóż, rybach, roślinach strączkowych i witaminę C która bierze udział syntezie kolagenu, wchodzącego w skład kości.

Kręgosłup - jak dbać o niego, by nie przysparzał problemów? To powinnaś wiedzieć

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Rady dla pracujących przy komputerze i  laptopie

Obciążenie kręgosłupa podczas pozycji siedzącej, jest dwa razy większe niż podczas stania. W dodatku gdy się jeszcze garbimy i nie zmieniamy pozycji przez długi czas, to nie może nam służyć. Zanim dojdzie do zwyrodnień, zadbaj o to, by siedzieć prosto, najlepiej na krześle z możliwością regulacji wysokości i kąta podparcia pleców. Szkieletowi dobrze zrobi oderwanie się od biurka raz w ciągu godziny, choćby na przejście do innego pomieszczenia. Mięśnie się rozluźnią i poprawi się przepływ krwi pozytywnie wpływając na układu mięśniowo-szkieletowy.

Niewłaściwa pozycja ciała podczas obsługi laptopa, to prawdziwe zagrożenie. Pisząc na laptopie często mocno pochylamy głowę i tułów, obciążając mięśnie pleców, szyi i kończyn górnych. Trzymając go na kolanach nadmiernie obciążamy nadgarstek. Jak więc pracować przy laptopie, aby nie szkodzić kręgosłupowi?

Najlepiej by laptop miał duży ekran, aby nie wysilać wzroku i pochylać się automatycznie do przodu. Aby temu zapobiec, można powiększyć rozmiar czcionki, co pozwoli uniknąć pochylania się w celu odczytania treści. Ustaw wysokość i kąt ekranu laptopa tak, aby odczytać tekst na monitorze bez zginania lub obracania szyi. Gdy musisz trzymać laptopa na kolanach, podłóż pod niego – kładąc go np. na torbie. Jeśli korzystasz z komputera siedząc na zwykłym krześle a nie regulowanym fotelu, twoje kolana powinny znajdować się mniej więcej na poziomie bioder, a kąt w stawie kolanowym powinien wynosić 90 stopni.

Ćwiczenia które przyniosą ulgę

Zdrowe plecy to inwestycja na całe życie, dlatego tak ważne jest zadbanie o to, by wzmacniać i rozwijać mięśnie grzbietu, które pozwolą zachować dobrą kondycję i prawidłową postawę. Pamiętaj o codziennym wykonywaniu ćwiczeń zgodnie z instrukcją aby przyniosły efekty i nie szkodziły. Ruch i aktywność fizyczna jest konieczna do prawidłowego rozwoju mięśni szkieletowych, kości a także stawów.

Oto propozycje ćwiczeń, które pomogą wzmocnić lub rozluźnić mięśnie szkieletowe oraz załagodzą dyskomfort :


Zdrowie

Konrad Kruczkowski z Halo Ziemia: Mam alergię na deklaracje, które składają mężczyźni. Złapałem bakcyla na bycie ojcem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 marca 2016
Konrad Kruczkowski | Halo Ziemia
Fot. Agnieszka Wanat
 

– Bycie dobrym ojcem nie odbiera kobietom prawa do bycia dobrą mamą. Wręcz przeciwnie, myślę, że to jak dobrym jest się tatą, zależy od tego, jak dobrą mamą jest partnerka. I na odwrót. – mówi Konrad Kruczkowski, autor bloga „Halo Ziemia”.  Konrad pracuje nad nowym projektem „Halo Tato” i to skłoniło nas do rozmowy nad ojcostwem. Męski punkt widzenia – chwilami wcale nie taki oczywisty.

Ewa Raczyńska: W opisie twojego bloga piszesz, że bycie tatą stwarza ciebie na nowo…

Konrad Kruczkowski: Musiałem tak napisać bardzo dawno…  To nadal aktualne. Pojawienie się dziecka, zarówno w życiu mężczyzny jak i w życiu kobiety, jest szansą na zmianę w nich samych. Możną tę szansę wykorzystać, można ją też zaprzepaścić.

Swoją wykorzystałeś?

Wiesz co, moje życie do momentu, kiedy urodziła się Lila – moja córka, było w dużej mierze skoncentrowane na pracy zawodowej, a tak naprawdę na mnie samym – na tym, żebym osiągał swoje sukcesy. Praca zawodowa była tym elementem mojego życia, który mnie określał. Kiedy dowiedziałem się, że moja córka pojawi się za kilka miesięcy na świecie, pomyślałem: chcę być dobrym ojcem.

I to był pierwszy krok. Wyjście poza siebie, koniec z tym narcystycznym skupieniem uwagi na sobie. A naprawdę bardzo dużo pracowałem. Jednak rolę ojca od początku rozumiałem nie tyle w kontekście posiadania dziecka, co bycia częścią tego ekosystemu, który tworzymy w domu.

Jednak kobiety, jeszcze na długo przed porodem, mają często pretensje, że „on się w ogóle tym dzieckiem nie interesuje”.

Mogę opowiadać, jak to było w naszym przypadku – inicjatorką wielu aktywności była moja żona. To ona przeprowadziła nas przez cały okres ciąży. Zaciągnęła mnie do szkoły rodzenia, którą uważałem za niepotrzebną, a to właśnie tam złapałem bakcyla na bycie tatą. Czytałem podsuwane przez nią książki o rozwoju i wychowaniu dzieci. To był ten świat, który wchłaniałem, bo wciąż mam tak, że bardziej wierzę temu, co czytam, niż temu co słyszę. Brak skupienia się na sobie, ale myślenie i troska o kogoś innego – nowego człowieka, było dla mnie czymś nowym, wniosło do mojego życia zupełnie inną jakość. Dzisiaj nadal dużo pracuję, ale mam w sobie taki radar, który mnie ściąga na ziemię, jeśli balans między życiem rodzinnym a zawodowym, ale też troską o samego siebie, zostaje zachwiany.

Tak świadome podejście do ojcostwa to chyba nadal rzadkość.

Zawsze nosiłem w sobie przekonanie, że trzeba dbać o tych, którzy nie potrafią o siebie zadbać sami, a dziecko jest przecież kimś takim. Dodatkowo wiedza, którą teraz mam, daje mi świadomość, że okres pierwszych trzech lat jest niezwykle ważny, w bardzo dużym stopniu determinuje to, kim jesteśmy później. To wtedy budujemy poczucie naszej własnej wartości, wrażliwość, kształtuje się nasz sposób patrzenia na świat.

Nie chciałbym zawieść mojej córki na tym odcinku. Ja wiem, że nie ma idealnych rodziców, że wystarczy być wystarczająco dobrym rodzicem, ale to wciąż nie jest łatwe. Bardzo bym chciał, by moja córka, kiedy będzie dorosłą i dojrzałą kobietą, kiedy nie będę jej już tak potrzebny, jak jestem potrzebny teraz, powiedziała: „Dzisiaj radzę sobie w życiu, potrafię sprostać życiowym zakrętom, nie obijam się o nie aż tak boleśnie, bo na początku mojej drogi rodzice byli przy mnie”.

Pięknie…

Oczywiście, ja tak ładnie mówię, a realia bywają różne. Wciąż są wieczory – i nie jest ich mało – gdy nie ma mnie w domu. Jakkolwiek, punkt ciężkości między pracą a rodziną zdecydowanie się zmienił.

Może też dlatego mam alergię na deklaracje, które składają mężczyźni. Nie chce generalizować, ale obserwuję, że często za obietnicami nie idzie działanie, rzeczywiste zachowanie. Żyjemy w świecie kreacji, wrzucamy do Internetu upiększoną rzeczywistość, ludzie piszą o sobie tylko dobrze.

Pojawienie się dziecka przyniosło mi refleksję: „Nie mogę już udawać”. Dotarło do mnie, że powiedzenie córce „kocham cię”, któremu nie towarzyszy konkret, bo na przykład wieczorami nie ma mnie w domu, będzie miało wpływ na to, jak ona będzie postrzegać świat w dorosłym życiu. A nie chcę, by nie ufała ludziom, którzy będą jej mówić „kocham cię” dlatego, że za tą ważną deklaracją nigdy w jej życiu nic wartościowego i ważnego się nie kryło, z wyjątkiem samych słów.

Tak jest, że dla dzieci nie jest ważne, co mówimy, tylko co robimy.

Tak. I zgadzam się z teorią, że na bycie rodzicem głęboki wpływ mają nasze relacje z rodzicami. Tak z pewnością jest w moim przypadku. Moje relacje z ojcem nie były złe, ale miały bardzo dużo deficytów, co też wpływało na moje stosunki z innymi ludźmi. Pamiętam setki deklaracji mojego taty, za którymi nie krył się konkret, obietnica wyjazdu, która nigdy nie została zrealizowana. Dzisiaj bogatszy o doświadczenia własne i te wyniesione z terapii, mam większą wrażliwość na to co robić, a czego robić nie chcę.

Ważne poza tym jest także to, jak bardzo kształtują nas relacje naszych rodziców. I widzę dużą dziurę, kiedy mówimy o rodzicielstwie, bo rozmawiamy, jak być dobrym tatą, jak być dobrą mamą, ale rzadko pojawia się głos – jak być dobrym partnerem, żeby być dobrym rodzicem.  Tu jest duża luka.

Do wielu mężczyzn ojcostwo przychodzi jednak dopiero po porodzie.

Nie chcę wchodzić w rolę bohatera. Do mnie przyszło w momencie, kiedy usłyszałem, że moja żona jest w ciąży. Staraliśmy się o dziecko rok, a przez cały ten czas było we mnie dużo wątpliwości i obaw. Egoizm: będę musiał z wielu rzeczy zrezygnować, kiedy pojawi się dziecko.

Jednak od razu po informacji „jestem w ciąży” uznałem, że moja córka jest. I to na płaszczyźnie intelektu i, nawet bardziej, emocji. To pewnie wynik moich przekonań religijnych, faktu, iż uważam, że mamy do czynienia z człowiekiem już od chwili poczęcia.

Efekt tych przekonań to świadomość, że tam już jest moje dziecko. To ma swoją bardzo praktyczną stronę: to ważne, żeby do dziecka mówić, głaskać brzuch, na wszelki możliwy sposób zaznaczać swoją obecność. Rozumiałem też, że dla kobiety ciąża to trudny czas, że ma problem z akceptacją swojego ciała, zmian w organizmie.  Miałem takie poczucie, że muszę stanąć na wysokości zadania. I myślę, że to akurat udało się całkiem nieźle, choć moja żona ocenia mnie surowo  wystawiła trzy plus. Ja sobie przyznaję czwórkę z plusem.

Ale nie wszyscy mężczyźni mają takie podejście. Co więcej o takim podejściu to my kobiety najczęściej tylko marzymy.

Myślę, że wynika to głównie stąd, że mężczyźni mają problem z kontaktem z samym sobą. Cały czas chcemy, żeby określały nas rzeczy zewnętrzne: samochód, praca, awans zawodowy, albo kobieta, jakby związek był kwestia posiadania. Pamiętam, jaką ogromną radość zanim pojawiła się córka, a teraz pewnie nie zwróciłbym na to uwagi, sprawił mi podpis w stopce w mailu. Ten wpisany tam „dyrektor” to było coś, co mnie określało. I myślę, choć mężczyznom trudno się do tego przyznać, że my to w sobie mamy. Czasem to jest stopka w mailu, czasem samochód, albo mieszkanie. Mężczyźni chcą imponować, ale stracili zdolność podejmowania wyzwań: dobrze czują się w sytuacjach, w których nie ma ryzyka. Są na meczu z kolegami – te realia znają. Są w pracy i ścigają się awans – tę rzeczywistość także jest im znana. Nic nowego, zupełne bezpieczeństwo.

A z rodzinami jest różnie. Już pojawienie się dziecka, to nowy świat. Nie wiemy, jak się zachować, co zrobić, nie rozumiemy, co dziecko chce powiedzieć, kiedy płacze. Kobiecie przychodzi to łatwiej, bo ona z noworodkiem jest, spędza więcej z nim czasu. To mężczyźni w tej sytuacji muszą podjąć pewne wyzwanie i zrezygnować z tego, co jest im znane. W szpitalu widziałem dumnych ojców, którzy – kiedy przyszło im wykąpać dziecko – cofali się w rozwoju do lat szkolnych, a przynajmniej tak to wyglądało.

I tu jest problem: brak kontaktu ze sobą, z własnymi emocjami. Za swoje dalekie od ideału ojcostwo obarczamy winą relacje z własnymi ojcami. Ale to jeden element. Drugi jest taki, że wciąż tkwimy w kulcie twardej i szorstkiej męskości, a to jest szkodliwe. I niewiele ma wspólnego z realna męskością, bo ta ostatnia to przede wszystkim zdolność do odpowiedzialności. I po trzecie – nie ma społecznego uznania dla naprawdę zaangażowanych rodziców. Wykorzystanie urlopu tacierzyńskiego uznawane jest za anomalię.

Wszystkie te elementy sprawiają, że traci i dziecko i mężczyzna. Bo dla mnie to był super czas, kiedy po narodzinach córki nie chodziłem do pracy i mogłem być blisko niej. Poza tym myślę, że będzie jej zwyczajnie miło, gdy będę mógł opowiedzieć, że nosiłem ją w nocy na rękach, włączałem okap, czy suszarkę, żeby ona poradziła sobie z kolkami, a rano nieprzytomny jechałem do pracy, że chciało mi się robić te wszystkie rzeczy.

I faktycznie z wielu rzeczy musiałeś zrezygnować zostając tatą?

Nie wierzę tym, którzy mówią, że pojawienie się dziecka w życiu nic nie zmienia. Obserwuję to zwłaszcza wśród kobiet, które chcą wierzyć w normalne życie po dziecku. To życie jest normalne, ale jest inne. Bycie rodzicem wymaga czasu, co ma swoją cenę w innych obszarach. Jest inaczej, co nie znaczy, że gorzej czy lepiej. I nie zgadzam się z teorią, że ze zbyt wielu rzeczy rezygnujemy, gdy pojawia się dziecko. To jest taki czas, kiedy z pewnych rzeczy rezygnujemy, owszem, ale to nie jest rezygnacja permanentna. Dzieci rosną.

Poza tym rezygnacja z pewnych aktywności, to zysk w innych obszarach. Nie ma pustki, ona zapełnia się innymi rzeczami, po które świadome rodzicielstwo pozwala sięgnąć. Taką wielką umiejętnością, którą daje mi moja córka, to jest bycie tu i teraz i fakt, że nie da się inaczej. Bo jeśli ja układam z nią puzzle i sięgnę po telefon, to słyszę: „Tata odłóż telefon”, co mnie zresztą bardzo zawstydza. Ale nie sięgam, poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami, po telefon, kiedy jestem z przyjaciółmi.

Tę umiejętność „bycia tu i teraz” przekładam na swoją pracę zawodową. Kiedy zacząłem pracę nad „Halo Tato” mieliśmy serię organizacyjnych kryzysów i przy swojej niskiej odporności na stres, pewnie wcześniej, przed dzieckiem, bym tego nie skończył. Natomiast dziecko nauczyło mnie, że robi się jedną rzecz naraz, trzeba ją domknąć i iść dalej. I wtedy to działa.

Poza tym nauczyłem się odpoczywać, bo odpoczywam przy mojej córce, zwłaszcza, kiedy spędzam z nią cały dzień – bawimy się, robimy kisiel, budujemy obóz, puszczamy bańki mydlane, albo karmimy pluszaki.  Gdyby jej nie było, traciłbym czas na gry komputerowe, albo obejrzał reportaż wojenny, który bolałby mnie przez kilka kolejnych dni.

Konrad Kruczkowski | Halo Ziemia

Fot. Agnieszka Wanat

Mówisz, że nie ma przyzwolenia społecznego na bycie zaangażowanym ojcem. Ty jednak o takim mówisz i piszesz. Po co?

Wiesz, ładnie piszę o ojcostwie, ale moja historia nie jest wyjątkowa. Znam wielu mężczyzn, którzy są takimi samymi ojcami jak ja, albo lepszymi. Przyjęło się jednak, że takich mężczyzn stawia się na piedestale. I mam taki problem, bo myślę sobie, że cholera bycie dobrym tatą to nie jest coś, co powinno być nagradzane – powinno być czymś normalnym. Z drugiej strony może to jest potrzebne, by w skostniałym społeczeństwie, które myśli o ojcostwie w taki a nie inny sposób, zrobić pewną wyrwę – czyli najpierw postawmy tych mężczyzn na piedestale, a potem stwierdzimy, że to jest normalne. Może to tak się dzieje.

Widzę, że my zbieramy bardzo zły plon tego, że naszych ojców nie było. Najpierw zabrała ich rewolucja przemysłowa, później wojna, później komunizm, który rozbijał rodzinę.

A teraz kapitalizm

Zwłaszcza obecna forma kapitalizmu. Kiedyś ojców zabierały fabryki, teraz zabierają ich korporacje, co gorsze – matki również. I tu dzieje się pewien dramat, bo zbieramy tego żniwo, bo ta społeczna frustracja, skala depresji, to odzwierciedlenie tego, co dzieje się w rodzinie. Że już nie umiemy ze sobą rozmawiać, usiąść wspólnie przy stole, cały czas biegniemy za świętym Graalem pracy. A człowiek zaczyna się w rodzinie.

Pod projektem „Halo Tato” przeczytałam komentarz: „dobrze, że jest coraz więcej ojców mówiących o problemie współczesnego ojcostwa”. Bycie tatą stało się modne?

Powstaje coraz więcej blogów prowadzonych przez ojców, coraz więcej mówimy i ojcostwie. Mam jednak takie poczucie, że w większości przypadków to są ładne deklaracje. Mężczyźni wrzucają zdjęcie na Facebooka czy Instagram ze swoimi dziećmi, ale kiedy pytam, czy wziąłeś urlop ojcowski, są zaskoczeni, bo nie brali. A później pytam, ile czasu spędzasz ze swoim dzieckiem, ale nie w weekend, bo my nie mamy problemu z ojcami weekendowymi, to okazuje się,  że wcale nie jest tak dobrze, jak byśmy chcieli to pokazać. Naprawdę bardzo łatwo jest wrzucić na Instagram zdjęcie, jak bawię się z dzieckiem, ale bawić się z nim codziennie przez trzy godziny, to już nie jest takie proste. Dla mnie nie jest.

Ale mężczyźni usprawiedliwiają się: „To kobiety nie pozwalają nam być ojcami, ograniczają nam tę rolę”.

To znowu jest problem relacji. Bywa, że dla kobiety – nie chcę generalizować – bycie mamą to znaczy: pamiętać o terminach szczepień, o datach, o alergiach i zajęciach dodatkowych. I bywa, że ona na tych wszystkich rzeczach buduje swoje poczucie wartości i swoją władzę w domu. I wcale się temu nie dziwię. Kobieta zachodząc w ciążę musi na jakiś czas zrezygnować z aktywności zawodowej, trudniej jej jest wrócić do pracy, jej ciało się zmienia, karmi piersią, czuje się nieatrakcyjna seksualnie i w tym momencie jedyne co ma – to dziecko, które jest wyczekane, ukochane, o którym wie wszystko. I nagle przychodzi facet i mówi: hola, ja mam pracę, ja nieźle wyglądam, bo twoja ciąża nie wpłynęła na moje ciało, ja utrzymuję tę rodzinę i teraz jeszcze wepchnę ci się na terytorium macierzyństwa. I ona czuje się zagrożona. Ta wizja, którą przedstawiłem to dla mnie karykatura związku, którą niestety często obserwujemy. Ale, my mężczyźni, nie chcemy odbierać kobietom prawa do bycia dobrą matką.

Po co projekt „Halo Tato”, chcesz jeszcze coś udowadniać w temacie ojcostwa?

Właśnie nie, nic nie chcę udowadniać, dlatego „Halo Tato” to reportaże, ta forma pozwala mi zostawić przedstawiony fragment rzeczywistości bez komentarza.

Chcę pokazać ojców zaangażowanych, którzy mówią: ojcostwo to mój wybór, chcę być dobrym tatą i w tym ojcostwie przełamują swoje słabości – jak niepełnosprawność lub mierzę się z trudnymi sytuacjami – i o tym będzie drugi reportaż – choroba dziecka.

Chcę zostawić czytelników z tą historią. Skłonić do pewnej refleksji. Pozwalam też siebie zaskoczyć, zmierzyć się ze stereotypami, które w sobie noszę. Jak choćby ten, czy bycie niepełnosprawnym tatą to jednak nie przejaw egoizmu. I to jest fajne, że ja też się czegoś uczę o świecie. Zostawiam czytelnika z wątpliwościami. Mam świadomość, że felieton nie zrobiłyby takiego wrażenia.

Miałem taki moment w rozmowie z Dominikiem – bohaterem pierwszego reportażu, który, kiedy urodziły się dzieci, z wielu rzeczy zrezygnował, w tym ze swoich pasji. Teraz wozi dzieci do szkoły, usypia je i pomyślałem: „Cholera facet na wózku, któremu zwykłe czynności zajmują więcej czasu niż mi, potrafi tak zarządzać swoim czasem, że ma czas dla dzieci, na sport, na pracę…” Czyli można. Jeśli inny mężczyźni pomyśleli podobnie i zrozumieli, że ten balans pomiędzy swoimi potrzebami, pracą a rodziną zależy ode mnie, a nie od okoliczności – to świetnie. Ale ta myśl przyszła już po reportażu.

Nie wiem, czy pytać jeszcze, co według ciebie znaczy być wystarczająco dobrym ojcem.

Bo ja nie mam takiej definicji. Można by pójść w banały, że dobry ojciec to ojciec obecny. O wiem! Jest jedna rzecz, która chciałbym, żeby wybrzmiała: dobre ojcostwo zaczyna się w związku, nie w relacji ojciec dziecko, tylko w relacji ojciec matka. I broń Boże, nie twierdzę przy tym, że ojciec samotny, to ojciec gorszy. Często lepszy. Ale obserwuję swoją córkę. Ona wtedy jest szczęśliwa, kiedy ma nas oboje, a między nami jest dobrze.


ksiazka_okladka_1000px

 


Zdrowie

Co sobie ludzie pomyślą… to ich sprawa. Ty żyj własnym życiem, masz do tego przynajmniej kilka, ważnych powodów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
31 marca 2016
Co sobie ludzie pomyślą... to ich sprawa. Ty żyj własnym życiem, masz do tego przynajmniej kilka, ważnych powodów
Fot. iStock / Halfpoint

Chińskie przysłowie mówi, że jeśli zawsze przejmujesz się tym, co mówią o tobie inni, stajesz się ich zakładnikiem. Jest w tym zdaniu wiele prawdy. Rzeczywiście, żyjąc z nieustanną potrzebą akceptacji przestajesz sięgać po marzenia, być w zgodzie ze sobą, przestajesz w ogóle być sobą. Z drugiej strony, chęć bycia akceptowanym i lubianym jest czymś bardzo ludzkim. Kiedy jednak z opinią innych liczysz się bardziej niż z własnym szczęściem, sprawy zdecydowanie wymknęły ci się spod kontroli. Pomyśl sobie wtedy  o tym, że:

1. To, co dla innych jest słuszne, nie musi być słuszne dla ciebie

Musisz zdać sobie sprawę z tego, że ludzie wyrażając swoją opinię, posiłkują się swoimi wyobrażeniami o twojej sytuacji. Tym, co oni myślą, że by na twoim miejscu zrobili. Tu leży problem. Co dobre dla kogoś innego, nie musi być dobre dla ciebie. To co dla ciebie bezwartościowe, dla kogoś innego może być bezcenne. Każdy z nas jest oddzielnym bytem. Są sprawy, które nie mają uniwersalnych rozwiązań.

2. Tu chodzi o twoje życie, twoje sprawy, innym nic do tego

Ludzie mają prawo myśleć sobie co chcą , tobie również przysługuje to samo prawo. Ale te myśli innych nie mogą cię zmienić, nie zmienią tego kim jesteś i ile jesteś wart. Przynajmniej nie stanie się tak jeśli na to nie pozwolisz.

Pod koniec każdego dnia jesteś jedyną osobą, która może się rozliczać przed swoim sumieniem z podjętych wcześniej wyborów.

3. To ty wiesz co jest dla ciebie najlepsze

Nikt nigdy nie będzie tak „inwestował” w twoje życie, jak ty sam. Tylko ty wiesz, co jest dla ciebie najlepsze, znasz siebie, historię i okoliczności twoich wyborów. W ten sposób uczysz się podejmować dobre decyzje, brać za nie odpowiedzialność, a w konsekwencji  nie obwiniać innych za swoje niepowodzenia.

4. Twoje obawy podcinają ci skrzydła

Jeśli stale zaprzątasz sobie głowę tym, co pomyślą o tobie inni, nigdy nie odważysz się sięgnąć po swoje marzenia. Będziesz znajdował się w sytuacjach, w których trzeba będzie postawić na zali swoją dumę i ambicję, żeby osiągnąć to, czego chcesz. Przestaniesz w końcu odczuwać potrzebę robienia tego, co dotąd uznawałeś za słuszne.

5. To na ciebie spadną ostateczne konsekwencje

To oczywiste. Dobre rady, sugestie, uwagi… Podziękuje za nie, weź do serca te, które uznasz za słuszne. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: jesteś jedyną osobą, która ponosi konsekwencje swoich decyzji. ONI nie będą musieli żyć z twoim wyborem, pójdą dalej.

6. Choćby się starał, wszystkich nie zadowolisz

Nie ma sensu podejmować prób, nie sprostasz oczekiwaniom wszystkich osób, na których opinii tak ci zależy.

7. Życie jest po prostu na to zbyt krótkie

I masz je tylko jedno. Przeżywaj je tak jak chcesz, bądź szczęśliwy, nie martw się, że ktoś ocenił cię niesprawiedliwie, albo pomyślał o tobie źle. Jeśli spędzisz życie próbując się komuś przypodobać lub uszczęśliwić za cenę swojego szczęścia, nigdy nie polubisz samego siebie. Nie marnuj czasu, uwierz w swoją wartość, bez potrzeby przeglądania się w oczach innych.

Kiedy tylko przestaniesz przesadnie się kontrolować i przejmować opinią otoczenia, odkryjesz kim naprawdę jesteś. Zaznasz uczucia wolności i odetchniesz głęboko. Może pierwszy raz od dawna.


Zobacz także

Chcesz chronić skórę przed słońcem? Zastosuj te produkty w diecie

Zatroszcz się o swoje oczy, zanim pojawią się problemy z widzeniem

Nowość w sposobie prezentacji zasad żywienia dla najmłodszych! Narzędzie dla rodziców, opracowane we współpracy z ekspertami

Jedzenie jest fajne! Niech Twoje dziecko się o tym przekona