Zdrowie

Chodzisz do psychiatry, bierzesz leki, a poprawy nie ma. To depresja lekoodporna

Media Room
Media Room
25 stycznia 2022
fot. vitapix/iStock
 
Obniżony nastrój, zaburzenia snu, niemożność odczuwania radości, pesymistyczne, a czasem i samobójcze myśli – to niektóre objawy depresji. Pacjent udaje się do psychiatry, dostaje leki, często odbywa sesje u terapeuty… i poprawy nie ma w ogóle, albo jest niewielka. Tego rodzaju odpowiedź na leczenie wcale rzadka nie jest – psychiatrzy mówią wtedy, że mają do czynienia z pacjentem chorującym na depresję lekooporną.

To wcale nie jest takie rzadkie zjawisko. „Pierwsza kuracja przeciwdepresyjna, zastosowana w trakcie danego epizodu, zapewnia remisję jedynie u 20–30 proc. chorych. Około 30–40 proc. chorych na nią nie reaguje (w czasie danego epizodu), u 70–80 proc. nie odnotowuje się pełnej poprawy (remisji), 20 proc. nie powraca do zdrowia w okresie dwóch lat, a u 10 proc. przewlekły stan depresji utrzymuje się mimo licznych interwencji terapeutycznych” – napisał prof. Stanisław Pużyński w komentarzu do artykułu przeglądowego na temat depresji lekoopornej, autorstwa dwóch badaczy: Berlima i Tureckiego (przedruk w języku polskim zamieścił portal Medycyna Praktyczna).

Jedna z firm farmaceutycznych, która zainicjowała właśnie kampanię „Powrót z depresji”, w notce prasowej informuje, że szacuje się, iż w Polsce problem depresji lekoopornej może dotyczyć aż 600 tysięcy osób.

Zaznaczyć też trzeba, że psychiatrzy zdają sobie sprawę z tego, iż część pacjentów zbyt pobieżnie jest klasyfikowanych jako „opornych na leczenie”. „Czasem mamy do czynienia z >>lekoopornością rzekomą<<, w której brak zamierzonego efektu terapeutycznego wynika z nieadekwatnej farmakoterapii, interakcji między lekami podawanymi choremu czy mylnego rozpoznania depresji. Wykazano, że około 60 proc. chorych >>lekoopornych<< w rzeczywistości należy do grupy osób z lekoopornością rzekomą, a u ponad połowy z nich zastosowano leczenie zbyt małymi dawkami leków, które ponadto chorzy często przyjmowali nieregularnie” – zastrzega w komentarzu prof. Pużyński.

Relacja pacjent-lekarz kluczowa

W terapii każdej choroby jedną z najistotniejszych kwestii jest z jednej strony fachowość lekarza, a z drugiej zaufanie do niego pacjenta. A bywa z tym różnie. Sytuacja być może komplikuje się jeszcze bardziej w dziedzinie psychiatrii – zaburzenia psychiczne, korzystanie z pomocy specjalistów w razie doświadczenia takich – wciąż jeszcze stygmatyzują.

„Konsultacja ze specjalistą jest odkładana przez pacjentów na kolejny tydzień, miesiąc, rok” – ubolewa prof. Janusz Heitzman, były dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Panują też szkodliwe mity dotyczące leków przeciwdepresyjnych – że np. uzależniają (nieprawda, silny potencjał uzależniający mają środki nasenne), zmieniają osobowość (nieprawda, osobowość nie zmienia się). Nic dziwnego, że jeśli pacjent nie rozwieje swoich wątpliwości z lekarzem, albo lekarz niewystarczająco wyjaśni pacjentowi sensu i sposobu działań leczniczych, może nieregularnie przyjmować leki, zmniejszać dawki itp.

„Warunkiem efektywnego leczenia przeciwdepresyjnego jest odpowiedni i adekwatny sposób prowadzenia terapii. Takie adekwatne leczenie polega na wyborze właściwego leku, określeniu dawki terapeutycznej (…) po ewentualnym oznaczeniu stężenia leku we krwi oraz stosowaniu leków w dawkach terapeutycznych przez odpowiedni okres (co najmniej 6–8 tyg.). Należy ponadto ocenić stan somatyczny i współwystępujące choroby oraz przeanalizować stosowane w terapii tych chorób leki i ewentualne interakcje, które między nimi mogą zachodzić. Konieczne jest uwzględnienie czynników psychologicznych podtrzymujących depresję i zapewnienie choremu pomocy psychoterapeutycznej. Bardzo ważne jest upewnienie się, czy chory przyjmuje leki zgodnie z zaleceniami” – podkreśla prof. Pużyński.

Depresja lekooporna: przyczyny

Warto wiedzieć, że nieadekwatne leczenie depresji to wzrost ryzyka wystąpienia depresji lekoopornej. Inne przyczyny to na przykład przewlekłe choroby. Mówił o tym w wywiadzie dla „Serwisu Zdrowie” prof. Piotr Gałecki, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii. Wskazywał, że te osoby, które cierpią na choroby ogólnoustrojowe, takie jak na przykład cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), choroba Hashimoto, znajdują się w grupie ryzyka depresji lekoopornej.

„Takie schorzenie jest też czynnikiem ryzyka epizodu depresyjnego, który nie będzie miał nic wspólnego ze stresorami psychologicznymi pochodzącymi ze środowiska, czyli na przykład doświadczenia straty, czy z cechami osobowościowymi takiej osoby. Ten epizod depresyjny będzie wynikał bowiem z faktu nasilenia się choroby podstawowej, którą jest RZS, Hashimoto czy inne tego typu schorzenie” – mówił.

Psychiatrzy podkreślają, że w takiej sytuacji konieczne jest dobre leczenie tych chorób i szczególne zwrócenie uwagi na higienę życia, czyli np. dobry odpoczynek. Warto też pamiętać, że mimo wszystko depresję da się leczyć, nawet taką lekooporną. Nagrodą jest remisja, a zatem normalna koordynacja, wydolność intelektualna, umiejętność cieszenia się, spokojny sen. Po prostu życie.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zdrowie

Depresja endogenna – gdy smutek bierze się z wewnątrz. Z czego wynika to zaburzenie i w jaki sposób może się ono objawiać?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 stycznia 2022
Depresja endogenna
Fot. iStock
 

Depresja endogenna to typ depresji, który nie wynika z czynników zewnętrznych, np. traumatycznych doświadczeń, ale jest efektem zaburzeń czynności neuroprzekaźników w ośrodkowym układzie nerwowym. Nie zawsze jest ona łatwa do rozpoznania. Czym dokładnie jest depresja endogenna, jakie powoduje objawy i w jaki sposób można z nią walczyć?

Depresja to temat, o którym mówi się coraz częściej i więcej. Świadomość problemu wzrasta, co jest bardzo ważne, zważywszy na to, jak wiele osób dotyka to poważne zaburzenie. Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja jest najczęściej spotykanym zaburzeniem psychicznym na świecie, a w ciągu całego życia cierpi z jej powodu kilkanaście procent światowej populacji osób dorosłych. Statystyki mówią też, że  kobiety borykają się z tym problemem dwa razy częściej niż mężczyźni. Depresja ma wiele typów, które różnią się od siebie rodzajem i nasileniem objawów, jednym z nich jest depresja endogenna.

Czym jest depresja endogenna?

Depresja endogenna to zaburzenie, do którego dochodzi w wyniku oddziaływania czynników wewnętrznych. Jest ona przeciwieństwem depresji egzogennej, czyli wynikającej z zaistnienia pewnych czynników zewnętrznych, jak np. choroba czy śmierć bliskiej osoby. Może przybierać różne postacie, takie jak np. dystymii, epizodów depresyjnych, czy zaburzeń depresyjno-nawracających. Specjaliści uznają, że depresja endogenna jest jednym z poważniejszych rodzajów zaburzeń psychicznych.

Osobom postronnym może się wydawać, że człowiek dotknięty depresją endogenną nie ma powodów do odczuwania głębokiego smutku i innych trudnych emocji, ponieważ w jego życiu nie wydarzyło się nic, co mogłoby powodować takie samopoczucie i myśli. Jednak w rzeczywistości ten typ depresji nie wynika z tego co nas spotyka lub czego nam brakuje, ale z zaburzeń, które powstają „w głowie” i na które nie mamy wpływu.

Zobacz także: Depresja niejedno ma imię. Przewodnik po 6 najczęstszych typach depresji

Fot. iStock

Przyczyny wystąpienia depresji endogennej

Depresja endogenna może wynikać ze zmian strukturalnych w mózgu, jak i z nieprawidłowej liczby neuroprzekaźników (serotoniny, dopaminy, noradrenaliny) w układzie nerwowym. Specjaliści wskazują też na znaczenie uwarunkowań genetycznych jako zwiększających ryzyko pojawienia się depresji. Oznacza to, że bardziej narażeni na jej wystąpienie są ci, których członkowie rodziny cierpieli na tego typu zaburzenia.

Depresja endogenna — objawy 

Depresja endogenna i jej objawy nie są wcale oczywiste. Może ona wywoływać symptomy, które mogą być błędnie kojarzone z przebiegiem innych zaburzeń lub chorób. Dodatkowo nie u każdej osoby wystąpią one wszystkie w ten sam sposób i z tym samym natężeniem.  Do najczęściej pojawiających się objawów depresji endogennej zaliczane są m.in.:

  • zniechęcenie i spadek normalnej aktywności;
  • odbierające siły poczucie przewlekłego zmęczenia;
  • zaburzenia apetytu,
  • problemy ze snem (czasem zasypiania, długością i jakością snu, częstymi wybudzeniami);
  • problemy z nauką, koncentracją, podejmowaniem decyzji;
  • zobojętnienie na rzeczy, które wcześniej cieszyły, utrata dotychczasowych zainteresowań;
  • odczuwanie silnego smutku i poczucia bezsensu;
  • niechęć do przebywania w towarzystwie, izolowanie się od bliskich;
  • myśli samobójcze, a nawet próby samobójcze.

Zobacz także: Objawy depresji – tych sygnałów alarmowych nie wolno ignorować

Fot. iStock

Leczenie depresji endogennej

Depresja endogenna, podobnie jak egzogenna, jest zaburzeniem, które należy leczyć. Wybór metod zależy od indywidualnego przypadku pacjenta. Najczęściej zaburzenia depresyjne leczone są przy pomocy farmakoterapii, a jeśli jest takie wskazanie, również terapii elektrowstrząsowej i psychoterapii. Ponieważ depresja endogenna wynika z zaburzeń dotyczących ilości neuroprzekaźników w obrębie ośrodkowego układu nerwowego, część specjalistów uważa, leczenie farmakologiczne (przy pomocy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI) czy trójcyklicznych leków przeciwdepresyjnych (TLPD) ) będzie skuteczne, ponieważ leki te wpływają na poziomy neuroprzekaźników. Terapia elektrowstrząsami również wywiera wpływ na układy neuroprzekaźników, a w jej efekcie dochodzi do wzmożonego uwalniania tych substancji w układzie nerwowym, oraz do zwiększenia powinowactwa neuroprzekaźników do ich receptorów. Psychoterapia przy depresji endogennej jest rzadziej zalecana, choć jej stosowanie wraz z farmakoterapią zwiększa szansę na trwałe pokonanie choroby oraz obniżenie ryzyka nawrotów choroby.

Dobrze dobrane leczenie ma na celu usunięcie objawów i powrót pacjenta do funkcjonowania sprzed choroby oraz zapobieganie nawrotom.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl , online.synapsis.pl 

 

 

 


Zdrowie

Intuicja – nasze trzecie oko. Dlaczego jest taka ważna i dlaczego należy jej słuchać?

Redakcja
Redakcja
25 stycznia 2022
fot. Kat Piwecka

Oczywiście, że intuicja istnieje. Często opisywana jest jako jedno z ważniejszych narzędzi podczas procesu decyzyjnego i to nie tylko wśród artystów, czy ludzi sztuki, ale też badaczy, naukowców czy przedsiębiorców. Na bardzo subtelnych i wysokich poziomach intuicji pracowali tacy geniusza jak Tesla czy Einstein. Co więcej – wcale się tego nie wypierali. 


Intuicja jest integralną częścią człowieka i uzupełnia naszą zdolność logicznego myślenia. Mogłabym nawet powiedzieć, że te dwa aspekty się wzajemnie uzupełniają. Wszyscy na co dzień korzystamy z zasobów swojej intuicji, często nawet o tym nie wiedząc. Chyba każdy doświadczył tego niepokojącego uczucia w żołądku czy w sercu, które zmusza nas do określonego działania, albo do zaniechania działania. Pozornie – zupełnie bez powodu.

Czasami podejmujemy określone decyzje odbiegające od rutyny. Na przykład – codziennie jeździmy do pracy określoną trasą aż pewnego dnia “coś” po prostu każe nam jechać zupełnie inną drogą. Za kilka godzin okazuje się, że w tym miejscu, o naszej stałej porze wydarzył się dramatyczny wypadek. Albo najprostszy – zastanówmy się ile razy pomyśleliśmy o kimś i dosłownie minutę, czy pięć pózniej ta osoba do nas dzwoni. To “COŚ” to jest właśnie nasza intuicja. Ona pozwala nam podejmować dobre decyzje i ostrzegać przed niebezpieczeństwem.

Co znaczy słuchać intuicji? I jak ją rozwijać?

Słuchanie intuicji oznacza, że jesteśmy w stanie rozpoznać i zinterpretować sygnały odbierane przez ciało oraz ufać, że istnieje jakieś odgórne “źródło informacji”, które zawiera dane o przyszłych zdarzeniach. I że słuchając go uzyskamy wskazówki dotyczące najlepszego działania, rozwiązania, które pomoże nam podjąć optymalnie najlepszą dla nas decyzję.

By usłyszeć ten głos należy skoncentrować się na tym, co jest tu i teraz. Uczyć się życia w akceptacji, otwartości i zwracać uwagę na sygnały wysyłane przez nasze ciało, nie należy koncentrować się tylko na mózgu. Eksplorujmy nasze wnętrze z ciekawością i otwartością.

Pełen zakres ćwiczeń pokazuję zawsze na moich dwudniowych warsztatach zatytułowanych „Na ścieżkach intuicji”, ale przedstawię tu jedno proste ćwiczenie, dzięki któremu zaczniesz rozwijać swoją intuicję.

Ćwiczenie: zamknij oczy i weź kilka głębokich oddechów, bardzo wolno wydychając powietrze. Skieruj swoją uwagę na to, co myślisz. Jakich myśli teraz doświadczasz? Zwróć uwagę na to, jak teraz czuje się twoje ciało. Wykonaj szybki skan swojego ciała. Jak się
czujesz? Jesteś spięty czy zrelaksowany? Cały czas oddychaj głęboko i bardzo wolno wydychaj powietrze. Uważnie eksploruj swoje wnętrze. Czy jest coś, na co teraz szczególnie powinieneś zwrócić uwagę? Jakie masz odczucia myśląc o tym? Bez względu na to, czy
otrzymujesz konkretne informacje lub wiedzę – ciesz się chwilą obecną. Bo im bardziej jesteśmy obecni i związani ze sobą, tym bardziej prawdopodobne jest, że zauważymy i podążymy za naszymi intuicyjnymi zdolnościami. A dzięki praktyce będziemy bardziej
skuteczni w tym, jak będziemy z niej korzystać.

Zapraszam na moje warsztaty z intuicji, najbliższe już w dniach 12-13 lutego w Warszawie.

Szczegóły na stronie https://ilianaramirez.com/produkt/walking-the-path-of-intuition/

dr Iliana Ramirez, ekspertka mindfullness i medytacji

fot. Kat Piwecka


Zobacz także

16 porad, za które nie musisz płacić trenerowi i dietetykowi

zioła na nerki

Zioła na zdrowe nerki. Jak wesprzeć ich pracę w sposób naturalny i bezpieczny?

sok z brzozy, właściwości, jak pić, na włosy, w ciąży

Sok z brzozy – wzmacnia, wspiera zdrowie i urodę. Jak go pić?