Zdrowie

6 nieoczywistych sygnałów, które świadczą o problemach z florą bakteryjną jelit

Redakcja
Redakcja
13 lipca 2017
Fot. iStock / freemixer
 

Zapewne wiesz, że w jelitach bytują dobre i złe bakterie. W przypadku, gdy złych bakterii jest więcej, pojawiają się problemy natury zdrowotnej. Flora jelitowa pełni ważną funkcję w organizmie, każde zaburzenie równowagi skutkuje problemami.

Dobre bakterie kontrolują pH układu trawiennego, tworząc barierę ochronną przeciw szkodliwym drobnoustrojom. Wpływają na nasze samopoczucie i zdrowie. W przypadku, gdy odżywiamy się nieprawidłowo, stosujemy antybiotyki lub jesteśmy narażeni na nadmiar stresu, skład mikroflory w jelitach zostaje zaburzony.

6 sygnałów, które wysyła organizm w przypadku zaburzeń mikroflory w jelitach

1. Problemy trawienne

To pierwszy sygnał, jaki wysyła organizm. Gdy pojawiają się gazy, zgaga, refluks, biegunki czy stany zapalne układu pokarmowego, można podejrzewać zbyt małą ilość dobrych bakterii w jelitach. Gdy szkodliwe mikroorganizmy się namnażają, następują problemy z trawieniem i przyswajaniem substancji odżywczych oraz zbieraniem się toksyn w organizmie.

2. Problemy ze zdolnościami poznawczymi

Jelita określane są przez naukowców mózgiem brzusznym nie bez powodu, ponieważ połączony jest on z centralnym układem nerwowym. Gdy zostaje zaburzone działanie dobrych bakterii w jelitach, zmniejsza się zdolność mózgu do zapamiętywania, koncentracji oraz innych umiejętności poznawczych. Bakterie, które zamieszkują jelita, są istotne przy podstawianiu neuroprzekaźników. Ich niedobór działa na szkodę układu nerwowego.

3. Niedobory witamin

W momencie, gdy dobrych bakterii jest zbyt mało, pogarsza się przebieg procesów trawiennych i zdolności do przyswajania przez organizm cennych składników odżywczych. Po dłuższym czasie takiego funkcjonowania, w organizmie może zacząć brakować witamin, z czego wynikają różne dolegliwości.

4. Problemy skórne

Sposób funkcjonowania jelit wpływa również na kondycję naszej skóry. Zaburzenia flory bakteryjnej wpływają na gorsze oczyszczanie organizmu z toksyn i upośledzone wchłanianie substancji odżywczych. Uwidacznia się to w wyglądzie skóry, na której mogą powstawać wypryski, pojawiać się łuszczyca, egzema czy trądzik różowaty.

5. Choroby autoimmunologiczne

Zaburzenie równowagi mikroflory w jelitach wpływa na namnażaniu się szkodliwych drobnoustrojów, które powodują stany zapalne w organizmie. Może zwiększać to podatność na zachorowania na choroby autoimmunologiczne, takie jak celiakia, zespół jelita drażliwego czy cukrzyca typu I.

6. Podatność na przewlekły stres

Stres jest nieodłącznym towarzyszem współczesnego życia. Mogą wywoływać go różne wewnętrzne i zewnętrzne czynniki, w tym także niedobór dobrych bakterii w jelitach. Badacze z uniwersytetu McMaster w Kanadzie obwieścili, że stan jelitowej flory bakteryjnej odgrywa niebagatelną rolę w indukowaniu lęku i depresji. Zaburzenia flory bakteryjnej przyczyniają się do wydzielania nadmiaru kortyzolu, który ogranicza działanie hormonów kontrolujących dobre samopoczucie człowieka. Gdy dodatkowo w organizmie przez niedobór dobrych bakterii kumulują się toksyny, stajemy się podatni w większym stopniu na przewlekły stres i jego konsekwencje.


 

źródło: krokdozdrowia.combiotechnologia.pl


Zdrowie

„Daję mu tylko kawałek siebie nie więcej. Tak jest bezpieczniej i ryzyko szkód znacznie mniejsze”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 lipca 2017
Fot. iStock/martin-dm
 

Gdy dzwoni, udaję, że to zupełnie mnie nie obchodzi, ignoruję go, podsycam jego zainteresowanie moją obojętnością i enigmatycznymi gestami. To kłamstwo, oczywiście, bo wewnątrz skaczę z radości i niemal puchnę ze szczęścia, że wciąż jest mój, że jestem dla niego ważna, że powiedział „kocham, chcę z tobą być”.

Gdy nie dzwoni, udaję, że nie robi to na mnie wrażenia, że nie rani mnie swoim milczeniem, że jestem niezależna i ponad to. Choć to nieprawda, bo w środku cała drżę i umieram z niepokoju, chcę znowu usłyszeć jego głos, poczuć jego dotyk, zaznać pieszczot. Modlę się, by ta chwila ciszy między nami jak najszybciej się skończyła, ale jak zwykle czekam na jego gest i nie zdradzam się z własnymi uczuciami. Niepokojąco wyczekuję i wyczekująco niepokoję się.

Kiedy mówi, że odchodzi, że dłużej już tak nie da rady i grozi, że już nigdy nie wróci, pozostaję niewzruszona. Nie ma próśb, łez i przyrzeczeń zmiany, nie ma obietnic, przeprosin i skamlenia o litość, o kolejną szansę. Przybieram maskę, zamieniam się w Królową Lodu i gram swoją rolę oskarowo, choć w środku emocje buzują, a strach ściska mi gardło. A kiedy mówi „do widzenia” i z trzaskiem zamyka za sobą drzwi, rozpadam się na kawałki i pozwalam na głośny płacz, upewniwszy się wcześniej, że nie wróci nagle skruszony swoim wybuchem i nie zechce dokończyć naszej rozmowy. Potokami wylewam z siebie złość, gniew, poczucie winy, samotność, smutek i wielki strach, płaczę i szlocham nad nim, nad nami, nad samą sobą.

A kiedy wraca do mnie – bo zawsze ostatecznie wraca – przyjmuję go bez słowa, bez wielkich gestów i wyznań. Nigdy też nie daję mu siebie więcej niż kawałek, choć on o tym nie wie i myśli, że mam mnie całą, że wie o mnie wszystko. Daję mu tyle, by chciał wracać, nie więcej, otwieram drzwi do siebie, ale wpuszczam jedynie do przedpokoju. Kiedyś, przed laty, chciałam mieć współlokatora, ale pozwoliłam mu na zbyt wiele i do tej pory naprawiam, remontuję, łatam zostawione przez niego dziury, głównie te w sercu, a to skomplikowana i długotrwała praca. Dlatego powiedziałam sobie : nigdy więcej współmieszkańców, co najwyżej chwilowi goście. Nigdy więcej nie pozwól sobie na utratę kontroli i pełne odkrycie przed drugą osobą, nie dawaj nikomu klucza do swojego serca. Tak jest bezpieczniej i ryzyko szkód znacznie mniejsze.

A jeśli on prosi mnie o jakieś wyznanie, obietnicę lub przyrzeczenie, wymiguję się mówiąc, że liczą się czyny, a nie słowa, że nie jest ważne, co mówimy, ale jak się zachowujemy – to łatwe, bo każdy chce wierzyć, że to prawda i nawet jeśli na co dzień nie słyszy nic miłego, to nie znaczy, że brakuje miłości. A potem zamykam mu usta pocałunkiem, otaczam ramionami i po chwili przestaje już pytać, staje się moim więźniem. Kieruję jego myśli w zupełnie inną stronę – nie można przecież przeżywać rozkoszy i wymagać deklaracji w tym samym momencie. Wiem, to metoda na krótką chwilę, ale działa, to najważniejsze. Czasem chciałabym, żeby wyczytał z tej naszej namiętności wszystko to, o czym nie potrafię mówić głośno i chowam przed nim głęboko. Czasami boję się, że właśnie to mógłby odkryć i zrozumieć… A wtedy będzie mnie miał naprawdę, stanę się łatwym celem, bezbronna i podatna na najmniejsze zranienie.

Zapytacie pewnie, czy nie łatwiej byłoby spróbować zaufać? Czy życie nie jest ryzykiem, nie polega na ciągłym skakaniu w ogień i leczeniu poparzeń? Uśmiechnę się tylko w odpowiedzi – w teorii wszystko wygląda tak łatwo! Można bez trudu rzucać mądrymi zdaniami, wygłaszać dobre rady i podsuwać życzliwe podpowiedzi, ale gdy przychodzi do wcielenia ich w życie… Wszystko nagle komplikuje się i wydaje dwa razy trudniejsze, straszniejsze, a ty, choć wcześniej pełna byłaś determinacji i odwagi, nagle tracisz zapał, zaczynasz odczuwać lęki i zamiast zrobić krok do przodu, cofasz się o dwa. I znowu uciekasz, chowasz się, zagnieżdżasz w miejscu, które cię rani, ale które dobrze znasz i przez to wydaje się bezpieczniejsze.

Tak bardzo chciałabym znaleźć w sobie siłę i odważyć się na więcej, spróbować kochać go bez lęku, zwyczajnie tak, prawdziwie i bez udawania. Wiem, że on na to zasługuje, że ranię go zbyt często i zbyt boleśnie. Wiem, że ja na niego nie zasłużyłam, że jest cudem, którego nie spodziewałam się doświadczyć, a mimo to nie potrafię go przyjąć i okazać wdzięczności. Boję się, że kiedyś mogę zadać mu zbyt mocny cios, po którym trudno będzie mu się podnieść, po którym przestanie wierzyć w nasz związek i wspólną przyszłość. Potrzebuję, żeby w to wierzył, bo mimo wszystko, mimo mojego strachu i lęku, wciąż jest we mnie nadzieja na szczęśliwe zakończenie! Wciąż wierzę w to, że jego miłość mnie uleczy i pokona mur, który wokół siebie zbudowałam. Sama nie jestem w stanie się przez niego przebić…


Zdrowie

Jak wychować szczęśliwe dziecka? Naukowcy znają już na to przepis!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
13 lipca 2017
Fot. iStock / ulkas

Każdy rodzić marzy o tym, by jego dziecko było przede wszystkim szczęśliwe i robi wszystko, by zapewnić mu radość i zadowolenie z życia już od pierwszych dni. A jednak zdaniem psychologów, nasze wysiłki prowadzą w zupełnie inną stronę, bo źle pojmujemy definicję dziecięcego szczęścia!

Psycholożki Kathy Hirsh-Pasek i Roberta Michnick Golinkoff (autorki książki „Becoming Brilliant: What Science Tells Us About Raising Successful Children”) twierdzą, że współcześni rodzice traktują swoje dzieci niczym komputery i stosują metody wychowawcze, które działają na niekorzyść maluchów.  Zamiast koncentrować się na nauce lepszego funkcjonowania w społeczeństwie i nawiązywania relacji, stawiamy na błędnie pojmowane sukcesy szkolne i pozaszkolne.

Autorki poradnika uważają, że dzieci powinny być wspierane w sześciu sferach:

– w zakresie współpracy (nauka życia i współdziałania w grupie),

– komunikacji (czytanie, pisanie i słuchanie),

– wiedzy (konieczna jest do tego, by móc się uczyć i rozwijać),

– krytycznego myślenia (m.in. wykorzystanie posiadanej wiedzy),

– kreatywności (tworzenie nowych idei, rozwiązań)

– zaufania (dzięki niemu dzieci mają odwagę do poznawania świata i podejmowania bezpiecznego ryzyka).

Zadaniem rodziców jest zachęcanie do rozwijania tych obszarów i motywowanie do pracy nad nimi. Ważne jest także, by pozwolić dziecku na dociekania, zadawanie pytań i poszukiwania – uciszanie i karcenie za pragnienie dowiedzenia się czegoś z pewnością nie pomoże mu w rozwoju krytycznego myślenia.

To nie pierwszy głos specjalistów mówiący o tym, że szczęście nie jest mierzone konkretnymi wynikami (np. ocenami szkolnymi) oraz posiadaną wiedzą i umiejętnościami, ale płynie z bliskich związków z innymi ludźmi, naszych relacji społecznych. Zamiast skupiać się na zapewnianiu dzieciakom gadżetów i zapisywać je na kolejne zajęcia, które mają zapewnić im dobrą i szczęśliwą przyszłość, skupmy się raczej na interakcjach i komunikacji, współpracy i rozwijaniu sfery emocjonalno- społecznej – wspólne spędzanie czasu, podejmowanie rodzinnych aktywności, wzajemne wsparcie i pomoc, okazywanie akceptacji i pozytywnych uczuć będą dla najmłodszych o wiele cenniejszą lekcją niż chiński, kaligrafia czy programowanie.


 

Na podstawie: www.fpiec.pl

Zapisz


Zobacz także

A jak nazywałby się twój ulubiony smakołyk?

Wygląd paznokci zdradza choroby i pielęgnacyjne zaniedbania. Sprawdź, co mówią o tobie twoje paznokcie

Dzień #23. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO