Zdrowie

7 sygnałów, które mogą świadczyć o tym, że masz cukrzycę typu 2. Nie ignoruj ich

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
7 lipca 2017
Fot. iStock/vgajic
 

Cukrzyca typu 2 to najczęściej występująca odmiana tej choroby. Według danych opublikowanych przez Światową Organizację Zdrowia, w 2014 roku na świecie żyło 422 mln chorych. Prognozy wskazują, że do 2030 roku będzie ona na 7. miejscu chorób, z powodu których najczęściej umierają ludzie. Poświęcając jej uwagę w Polsce, oszacowano, że u nas jest przyczyną 2 proc. wszystkich zgonów, a jej rozpowszechnienie sięga 9,5 proc.

Ignorowanie sygnałów, które mogą o niej świadczyć, jest niebezpieczne i może mieć poważne konsekwencje. Dlatego warto zadbać o siebie i zwrócić uwagę, czy znajdujesz się w grupie ryzyka, której grozi cukrzyca. Zobacz, co powinno cię zaniepokoić i kiedy powinnaś zgłosić się do lekarza.

Masz nadwagę

Według danych znajdujących się na stronie DiabetologiaOnline.pl wśród wszystkich chorych na cukrzycę typu 2 aż 80-90 proc. cierpi na otyłość. Ryzyko zachorowania zwiększa się wraz z przybieraniem masy ciała. Statystyki pokazują, że ujawnia się ona u 15 proc. osób z BMI ≥35 kg/m2. U tych osób ryzyko choroby jest o ok. 20 proc. wyższe niż u tych, których BMI wynosi <25 kg/m2.

Tracąc zaledwie 5-10 proc. masy ciała, możemy zmniejszyć prawdopodobieństwo zachorowania. Jest to związane z obniżeniem stężenia glukozy we krwi oraz wzrostem wrażliwości na insulinę.

Ciągle korzystasz z łazienki

Jeśli organizm nie wytwarza wystarczającej ilości insuliny (hormonu, który zwiększa transport glukozy do wnętrza komórek), co zdarza się przy cukrzycy, glukoza gromadzi się w krwiobiegu i jest wydalana wraz z moczem. Jeśli zauważyłaś, że coraz częściej musisz korzystać z toalety i przez to pijesz więcej, zgłoś się do lekarza.

Masz rozmazany obraz

Wysokie stężenie glukozy we krwi powoduje, że może się ona gromadzić w soczewce oka. Skutkuje to przekrwieniem spojówek i zaburzeniem widzenia. Leczenie cukrzycy pomoże zahamować te dolegliwości.

Tracisz na wadze bez wyraźnej przyczyny

Nie odchudzasz się, nie masz stwierdzonych niepokojących dolegliwości, a mimo to chudniesz? Jest to zazwyczaj oznaka cukrzycy typu 1, ale czasami może być też objawem typu 2. Związane jest to ze zbyt niskim poziomem insuliny, przez co glukoza z pokarmu nie może być wykorzystywana przez komórki do gromadzenia energii w organizmie. Ponadto, tłuszcz zaczyna się rozkładać, co skutkuje utratą masy ciała.

Zmiany skórne

Ciemne plamy na skórze, zwykle z tyłu szyi lub na łokciach, często są wczesnymi oznakami zwiększonego poziomu cukru we krwi. „Wysoki poziom insuliny pobudza wzrost komórek skóry i melaniny, pigmentu znajdującego się w tych komórkach. I wtedy pojawiają się te ciemne plamy” – mówi dermatolog Sanjiv Saini z Edgewater, Maryland. Jeśli zauważysz u siebie niepokojące zmiany skórne, zgłoś się do specjalisty.

Swędzenie

Jednym z objawów cukrzycy jest swędzenie kończyn, które jest spowodowane osłabieniem układu krążenia. Jeśli nie pomagają balsamy, udaj się do lekarza.

Masz powyżej 45 lat

Ryzyko cukrzycy wzrasta wraz z wiekiem. Jeśli skończyłaś 45 lat powinnaś badać się co najmniej raz na trzy lata. Udaj się niezwłocznie do lekarza, jeśli zauważyłaś jeden z wcześniej wymienionych sygnałów.

Źródło: womansday, diabetologiaonline, mz.gov.pl, kliknijwzdrowie


Zdrowie

Kobieta uciekająca od brutalnego partnera porzuca psiaka wraz ze wzruszającą notatką

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
7 lipca 2017
fot. screen z Facebooka/ Connor and Millie's Dog Rescue
 

Pracownicy lotniska w Las Vegas znaleźli niedawno porzuconego szczeniaka oraz poruszający list od jego właścicielki. Jak się okazało, kobieta uciekła od partnera, który stosował wobec niej przemoc i choć nie chciała porzucać psiaka, nie miała innej możliwości.

Treść znalezionej notatki brzmiała następująco:

„Cześć! Jestem Chewy! Moja właścicielka była w przemocowym związku i nie stać jej było na lot ze mną. Nie chciała mnie zostawiać z całego serca, ale nie ma innej możliwości.  Mój były chłopak kopnął mojego psa podczas kłótni i ma teraz dużego guza na głowie. Prawdopodobnie potrzebuje weterynarza. Tak bardzo kocham Chewy’ego – proszę kochajcie go i zajmijcie się nim.”

ppsiak

fot. screen z Facebooka/ Connor and Millie’s Dog Rescue

Mały Chewy trafił do Connor and Millie’s Dog Rescue – organizacji zajmującej się pomocą potrzebującym psom, gdzie został opatrzony i czeka na nowych właścicieli, którzy zapewnią mu ciepły i kochający dom. Historia szczeniaka poruszyła tysiące internautów, którzy zgłosili się do jego adopcji, a nawet zainteresowała media!

fot. screen z Facebooka/ Connor and Millie's Dog Rescue

fot. screen z Facebooka/ Connor and Millie’s Dog Rescue

Trzymamy kciuki za Chewy’ego, a także za jego byłą właścicielkę – z pewnością nie było jej łatwo wyrwać się z toksycznej relacji i porzucić ukochane zwierzę.

Na podstawie: www.indy100.com

www.facebook.com/connorandmilliesdogrescue

Zapisz


Zdrowie

Tęsknie za moją żoną. Nie wiem, ile jeszcze zdołam znieść i czy „wygram” rywalizację z jej przyjaciółką

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 lipca 2017
Fot. iStock

Jeszcze do niedawna myślałam, że jestem wielkim szczęściarzem – gdy dookoła wszyscy narzekali na swoje związki, przezywali kryzysy, a nawet rozwodzili się, ja od dziesięciu lat byłem z tą samą kobietą i, jak słowo daję, moje uczucie nie osłabło ani o odrobinę, a nawet mogę śmiało powiedzieć, że umocniło się i utrwaliło. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy moja żona poznała Martę, a jej nowa przyjaciółka zaczęła mieszać w naszym związku i rujnować małżeństwo.

Gdyby ktoś zapytał mnie pół roku temu, jakim jesteśmy małżeństwem, powiedziałbym bez wahania, że najlepszym z możliwych. Nie idealnym, bo przecież zdarzały nam się zgrzyty i nieporozumienia, ale to były tylko chwilowe zawirowania, nieznaczące rysy. Poznaliśmy się na studiach, ale nie od razu między nami zaiskrzyło. Zaczęliśmy od zwykłej znajomości, potem weszliśmy na etap przyjaźni, aż pewnego dnia dotarło do mnie, że Olga jest kobietą mojego życia. Na moje szczęścia, dla niej też stałem się kimś więcej niż tylko kumplem. Przez dziesięć lat naszego związku ani przez moment nie myślałem, że coś może zniszczyć nasze uczucie.  Nawet, gdy po urodzeniu pierwszego syna Olga długo dochodziła do siebie i otarła się o depresję, gdy wyjechałem na pół roku do Anglii, by nieco podreperować domowy budżet, albo, gdy teść wpakował rodzinę na finansową minę, która była przyczyną kilku awantur i cichych dni w naszym związku – nawet wtedy nie myślałam, że to może się skończyć, że nie będziemy w stanie dogadać się i odbudować wzajemnego zaufania i porozumienia.

Największy kryzys przyszedł, gdy młodszy syn rozpoczął szkołę, a Olga poznała nową przyjaciółkę. Z Martą bardzo szybko znalazła wspólny język, co na początku nawet mnie cieszyło, bo żona nie należy do osób, które łatwo zawierają przyjaźnie. Okazało się, że Marta jest po ciężkim rozwodzie i wychowuje synka samotnie, niedawno przeprowadziła się i zaczyna układać życie od nowa. Olga zaczęła się z nią spotykać w szkole, na treningach piłkarskich naszych synów, razem zapisały się też na fitness. Po pewnym czasie żona całkowicie zmieniła styl ubierania się i fryzurę, zaczęła robić makijaż zgodnie z podpowiedziami przyjaciółki, nawet nasz jadłospis został zmodyfikowany zgodnie z tym, co Marta uważała za dobre i modne. Nie zwracałem na to uwagi, ale zmiany zaczęły sięgać coraz dalej.

Zmieniły się zwyczaje, a ja stałem się nagle tym złym i niedobrym. Olga zaczęła wytykać mi, że nie dość się staram, że zbyt mało angażuję, że narzucam jej patriarchalne podejście, a czasy się zmieniły i rola kobiety w związku też. Słuchałem tego wszystkiego z niemałym zdziwieniem – dotąd nigdy nie dawała mi znaku, że wywieram na niej presję lub traktuję niesprawiedliwie. Owszem, to na nią spadała większość domowych obowiązków, ale do niczego jej nie zmuszałem i sam nie pozostawałem bierny! Ona robiła mi kanapki do pracy, a ja dbałem o to, by miała czysty samochód i napełniony bak. Ona gotował w ciągu tygodnia, za to ja w weekendy wyganiałem ją z kuchni i robiłem swój popisowy makaron. Razem robiliśmy zakupy, zaganialiśmy chłopaków do sobotniego sprzątania, nigdy też nie wymigiwałem się od obowiązków ojcowskich i zajmowania się dzieciakami. Ale słowa „Marta twierdzi…”, „Według Marty…”, „Marta oświeciła mnie, że…” coraz częściej pojawiały się w naszych rozmowach i wprowadzały zamieszanie.

Olga zaczęła częściej wychodzić wieczorami i w weekendy – i nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że czasem zamiast przyjaciółki wybierze własnego męża! Przyzwyczaiłem się już do tego, że Marta jest stałym gościem u nas w domu, że nawet, gdy planuję romantyczny wieczór to może do nas niespodziewanie dołączyć, że Oldze jest przykro, gdy przyjaciółka zostaje na weekend sama, więc „musimy się nią zaopiekować”. Powoli to, co robiła, czuła i mówiła Marta stało się najważniejsze i zdominowało nasze życie rodzinne. Nie wytrzymałem, gdy przy planowaniu wakacji Olga rzuciła hasło „Marta pojedzie z nami” – tego już było dla mnie zbyt wiele i głośno wyraziłem swój sprzeciw! Żona obraziła się, nazwała nietowarzyskim gburem, a nawet wspomniała, że Marta przewidziała taki obrót sprawy, bo zawsze czuła, że nie do końca ją akceptuję. Ręce mi opadły i z bezsilności trzasnąłem drzwiami i wyszedłem – co mogłem powiedzieć, skoro Marta już wszystko przewidziała?

Olga zaczęła też wydawać coraz więcej pieniędzy – a to nowe buty, nowa torebka, obiad w popularnej restauracji (często to ona stawiała i płaciła za przyjaciółkę), wyjście do SPA. Oboje pracowaliśmy i każdy z nas miał prawo do przyjemności, ale zawsze razem ustalaliśmy większe wydatki i dopinaliśmy nasz budżet. Gdy zwróciłem jej uwagę, że powinna mnie uprzedzić, znowu usłyszałem zarzuty o męskiej kontroli, uciskaniu kobiet i braku akceptacji dla damskiej niezależności. „Marta przekonała mnie, że zasługuję na odrobinę egoizmu, nie mogę ciągle dawać, muszę też brać” – tłumaczyła się.  Co ciekawe, taka wolność w wydatkach nie działa w drugą stronę, ja jestem rozliczany z każdego zakupu, nawet przez Martę! Nagle okazało się, że prawo do przyjemności i hobby może mieć w małżeństwie tylko kobieta – u faceta jest to przejawem mizoginizmu, dyskryminacji i chęci dominacji. Przepraszam bardzo, ale dla mnie to paranoja!

Nie wiem, ile jeszcze zdołam znieść i czy „wygram” tę rywalizację z Martą, w której tak naprawdę nie chcę uczestniczyć. Olga trochę mnie przeraża – nie myślałem, że da sobą tak manipulować i bez gadania przyjmie poglądy przyjaciółki. Boli mnie też to, że choć znamy się tyle lat, to próbuje zrobić ze mnie swojego wroga, a łączącą nas miłość (bo wciąż mam nadzieję, że ona między nami jest) ignoruje i spycha na dalszy plan. Czasami myślę, że Marta chce doprowadzić do naszego rozstania, chce by Olga była w takiej samej sytuacji jak ona, dołączyła do jej drużyny rozwiedzionych, wolnych, skrajnie feministycznych i mimo wszystko nieszczęśliwych kobiet, które związek przyjaciółek traktują jak zło i zagrożenie dla samych siebie. Wiem, że coś się musi zmienić, chcę odzyskać swoją żonę i normalną rodzinę – w tym trójkącie dłużej zostać nie dam rady.


Zobacz także

Dbasz o linię? Poznaj 11 naprawdę zaskakujących rzeczy, które mogą powodować tycie

Im częstszy masz kontakt ze swoją mamą czy babcią – tym dłuższe będzie ich życie

Jesteś na diecie, a czasem dopada cię ochota na drinka? Sprawdź jak nie przesadzić z kaloriami