Psychologia uzależnienia

Żona alkoholika: Czuję się jakby za ścianą, bez powietrza. Niech ktoś mi pomoże, bo nie mam już siły tak żyć

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 marca 2022
fot. filadendron/istock
 

Życie z alkoholikiem jest jak wegetowanie w Matrixie. Właściwie przestajesz żyć. Jesteś w świecie, w którym zajmujesz się rzeczami, którymi nie chcesz się zajmować. Sprawdzasz, czy w domu poupychane są po kątach i w szafkach puste butelki. Sprawdzasz, czy nie za długo zajmuje mu droga od samochodu do domu. Widzisz przez okno, że zaparkował, a klucze w zamku słyszysz dopiero po 10 minutach. Na pewno w tym czasie na klatce schodowej coś wypił.

32 godziny z życia współuzależnionej

Więc w nocy, gdy śpi, bierzesz psa i idziesz otworzyć bagażnik samochodu. Cała napięta. Modlisz się w duchu, byś tym razem niczego nie znalazła. Otwierasz. Na szczęście niczego tam nie ma: ani butelek pustych ani tych pełnych. Ufff. Jesteś paranoiczką – myślisz sobie. Znów go podejrzewasz bez sensu. Więc wracasz do domu cała szczęśliwa, że to tylko twoja chora fantazja. I wtedy na półpiętrze widzisz niedopite piwo. W dodatku takie jakie on uwielbia. Ale jaki to dowód na to, że to twój maż pił w pośpiechu przed powrotem do domu? – próbujesz znów przekonać samą siebie. Niepokój znów jednak rośnie, by po chwili rozgościć się w twojej głowie na dobre.

Rano przy śniadaniu, pytasz go, czy pił. Dlaczego tak wcześnie poszedł spać? Czy był już znieczulony? On jest wściekły! Nie odzywa się do ciebie. Coś tylko mruczy pod nosem. Wychodzi do pracy, trzaskając drzwiami i krzycząc, że takim domu nie da się żyć! Wrzeszczy: Odejdę, jeśli nie przestaniesz mnie obsesyjnie szpiegować!

I znów to czujesz, patrząc na małe dzieci. Tylko wyrzuty sumienia. Nie uśmiechasz się do synów. Jesteś nieobecna. Masz niewidzący wzrok. Czujesz się wykończona. Odprowadzasz więc bez słowa dzieci do przedszkola. Całujesz je w szatni, byleby szybciej się pozbyć tych trajkoczących nad uchem maluchów. Ty masz ważniejsze rzeczy na głowie. Musisz ich jakoś ustrzec przed alkoholizmem ich ojca. Musisz stać na straży tej rodziny. Tylko ile jeszcze dasz radę? Jesteś smutna. Czujesz, że masz sztywne mięśnie i twarz cała w napięciu.

Tej nocy czekasz na niego bezskutecznie. Nie wraca. Nie odbiera telefonu. Najpierw myślisz, że się obraził. Przecież przyrzekał, że nie będzie już pił alkoholu. Obiecał ci to na życie swojej matki i waszych wspólnych dzieci. Jak możesz mu nie wierzyć? Ale kiedy mijają kolejne godziny, dociera do ciebie, że to nie jest jakaś urojona wobec ciebie kara. On po prostu znowu poszedł w tango!

Ale może jednak nie? Może coś się stało? Wysyłasz do niego już dziesiętnego SMS-a. Nie sposób policzyć, ile razy już do niego dzwoniłaś. Zaglądasz do telefonu, przecież historię połączeń można jakoś odtworzyć. Ale jednak nie po dwunastym razie, który naliczyłaś, coś ci się miesza. Powinnaś zasnąć jak najszybciej, bo jutro w pracy będziesz bez sił i w końcu ktoś domyśli się, w jakim koszmarze żyjesz. Zwolnią cię, nikt cię nie będzie takiej szanował. A przecież codziennie wymagają od ciebie kreatywności.

Rano sama zajmujesz się dziećmi. Odprowadzasz je znowu bez grama uśmiechu na twarzy do przedszkola. Potem biegniesz spóźniona do pracy. Bez makijażu, bez wyprasowanych pod linijkę ubrań. Trudno, myślisz sobie! Byle by tylko udało się jakoś przebrnąć ten dzień. W pracy koleżanki robią sobie przerwę i zapraszają cię do kuchni na kawę. Idziesz z nimi, bo przecież starasz się robić dobre wrażeni i udawać, ze żyjesz normalnie. Tam ze zdziwieniem obserwujesz, jak toczy się rozmowa. One śmieją się z takich głupot. Mają problemy, które cię kompletnie nie dotyczą. Właśnie spierają się na temat laminacji rzęs, czy oby to jest zdrowe i bezpieczne. Potem przechodzą do kolejnego… wyższość hybrydy nad zwykłym lakierem. Po twoich ustach wędruje jakiś wymuszony nienaturalny uśmiech. Maskujesz, że masz te rozmowy głęboko w dupie. Czujesz się jakby za ścianą, jakby ktoś zamknął cię pod kloszem, bez powietrza. Chcesz krzyczeć – Ratunku! Niech ktoś mi pomoże, już dłużej tak nie potrafię żyć! To koszmar.

I wtedy słyszysz samą siebie: „Marzę o zielonych paznokciach, widziałam takie na Instagramie. I jeszcze mówisz, że nie potrafisz znaleźć takiego lakieru. Niby wszyscy tak malują teraz paznokcie, a zielonego lakieru w Rossmanie brak. Więc, uff, znowu ci się udało wybrnąć z kłopotliwej towarzysko sytuacji. Pewnie wszyscy myślą, że u ciebie – tak jak u innych – wszystko gra.

Po pracy idziesz do sklepu. Kupujesz do jedzenia byle co. Tyle, ile tylko zdołasz unieść. Potem jeszcze zabierasz dzieci z przedszkola. Znowu odebrałaś je jako ostatnia z matek. Trudno! Zajdziesz z nimi jeszcze na plac zabaw. To dla ciebie jedyna chwila, którą masz tylko dla siebie. Próbujesz wyciągnąć twarz do ostatnich wieczornych promieni słońca. Bierzesz do ręki telefon, wysyłasz do męża kolejne SMS-y i przez chwilę zastanawiasz się, czy nie zadzwonić do jego rodziców. Ale po co znów wciągać w to jego matkę. I tak wiadomo, że o jego pijaństwo ona wini ciebie. Nie jesteś dobrą żoną, taką , jaką on i ona sobie wymarzyli, więc pije. Masz świadomość, że nie masz w niej sprzymierzeńca. Dzwonisz więc do jego kolegi z pracy, który mówi, że go tam dziś nie było. Serce znów galopuje ci w piersiach. Co masz robić? Jesteś w tym sama! Może powinnaś o zacząć obdzwaniać szpitale? Może naprawdę coś się stało?

W domu robisz kolację i czujesz, że łzy napływają ci do oczu. Nie, do przyjaciółki po pocieszenie już nie zadzwonisz. Przecież pomyśli, że jesteś kompletną idiotką. Nie można bez przerwy zamęczać takimi sprawami innych ludzi. Zdajesz sobie sprawę, że oni nie mają już siły, by ci pomagać i słuchać twoich żalów. Postanawiasz, że jak dzieci pójdą spać zaczniesz dzwonić do szpitali. Przy synach nie chcesz robić afery. Mówisz im, że tata wyjechał i wróci jutro. Byleby się tylko nie martwili, byleby się nie zorientowali, co tu jest grane.

Epilog z domu pijaka

Ale kiedy zasypiają, słyszysz klucz przekręcany w zamku. Więc jednak żyje, więc jednak wrócił. Patrzy na ciebie niemrawo, idzie do łazienki. I co ty masz zrobić? Może jeszcze raz spróbuję – myślisz sobie. – Spróbuję go namówić, żeby nie pił. Tym razem każę mu przyrzec na Matkę Przenajświętszą, zaprowadzę do kościoła, może to pomoże – oszukujesz samą siebie. I to pytanie, które kołacze ci się z tyłu głowy: ile jeszcze wytrzymasz, kobieto!? W tym życiu bez życia, w tym cierpieniu i Matrixie. Ile? Bo na odejście od tego człowieka zwyczajnie brakuje ci sił.


Psychologia uzależnienia

Latami nie uprawialiśmy seksu. Czułam złość i wyrzuty sumienia, że on nie może utrzymać wzwodu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 marca 2022
bez seksu
fot. South_agency/iStock
 

Jak sobie wyobrażasz białe małżeństwo? Czy w ogóle wyobrażasz sobie życie z mężczyzną przez wiele lat bez seksu? Opowiem, ci jak to się zaczęło.


Spotkaliśmy się jako młodzi rozwodnicy. On miał córkę, ja dwóch synów. Oboje tuż po trzydziestce, po bardzo traumatycznych związkach i rozwodach. Wydał mi się zupełnie inni niż wszyscy mężczyźni, których do tej pory spotkałam. Był szalenie inteligenty, rozumiejący i czuły. Szybko udało nam się zbudować bliską emocjonalnie relację. Ale nie seks!

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz poszliśmy do łóżka. On naprawdę się do tego przygotował. Był szampan w wysokich kieliszkach, truskawki, posprzątane mieszkanie i zmieniona pościel. Córka oczywiście u byłej żony. Ja tego wieczora sporo wypiłam i naprawdę miałam ochotę namiętny, gorący seks. Tym bardziej że od rozwodu z mężem minął już grubo ponad rok. Liczyłam więc na fajerwerki. Niestety! Było przytulanie, miłe słowa i wzwód, który trwał bardzo krótko. Nie zdążyliśmy, a ja nie mogłam uwierzyć, że nam się nie udało. Jednak on jeszcze wtedy nie tracił rezonu. Powiedział mi, że nie chce tak od razu i na szybko. Chciałby, by to była wyjątkowa noc. Uwierzyłam mu, przytuliliśmy się i tak zasnęliśmy.

Nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przydarzyło.

Nie bardzo wiedziałam, jak sobie poradzić z tymi wszystkimi uczuciami, które wtedy we mnie rosły. A to były głównie: wściekłość, złość, napięcie. Próbowałam jednak ze wszystkich sił zdusić je w sobie! Takie noce bez seksu, tylko z dotykaniem zaczęły się powtarzać. A w mojej głowie huragan, w lędźwiach poczucie totalnego niezadowolenia. To była męczarnia, bo on ciągle próbował. Raz czy dwa się udało i trwało to ze trzydzieści sekund. Ale zazwyczaj nie wychodziło i kończyło się na tym, że oboje leżeliśmy w łóżku w jakiejś podłej atmosferze. Miałam poczucie winy, że może jest coś, co jako kobieta powinnam zrobić, by to się udawało. Ale głównie czułam złość i on pewnie musiał ode mnie obierać te przykre sygnały. Potem dla odmiany były wyrzuty sumienia, bo jak można być tak bardzo nieprzyjemną w łóżku dla faceta, który ma kłopoty ze wzwodem. Zachowywałam się jak okropna baba.

Mijały tygodnie, miesiące, a w końcu i lata. Na początku liczyłam, że to minie, że coś się zmieni i poprawi. A potem zaczęłam unikać chodzenia z nim do łóżka, bo zwyczajnie nie chciałam czuć tego okropnego napięcia i złości. Zaczęłam jednak kombinować, że może przyczyną jest to, że pali za dużo papierosów, że powinien iść do seksuologa, wziąć viagrę, coś z tym zrobić, odstawić zupełnie alkohol, trochę o siebie zadbać. Skupiłam się na tym, by choć zrobił podstawowe badania: krew i mocz itp. Był cholernie oporny w tym zaganianiu go do lekarza. Próbowałam, gadałam, gderałam: w końcu poszedł, badania mu wyszły kiepsko, nie chciał już się z tym konfrontować, nie leczył się, gdzieś pogubił papierki. Pomyślałam, cóż w końcu jest dorosłym mężczyzną. Niech robi, co chce. Nigdy jednak nie zaproponowałam mu czule (pewnie jak powinnam), że ten kłopot rozwiążemy razem. Nie spytałam go, czy pójdziemy razem do psychologa, czy seksuologa.

Jak myślicie, czy można żyć bez seksu?

Okazuje się, że można. W końcu się z tym pogodziłam, bo mój facet miał wiele innych przymiotów. Był bardzo dobry dla dzieci, świetnie zajmował się moimi synami. Nieźle zarabiał. Potrafił słuchać, doradzać, imponował mi swoją inteligencją.  Jednak nie było idealnie. Fakt, że nie łączył nam dobry seks i wspólne przeżywanie orgazmu, powodował, że go nie szanowałam. Bardzo trudno mi przychodzą te słowa… nie szanowałam go i potrafiłam być dokuczliwa jak nigdy dotąd. A może robiłam i mówiłam takie podłe rzeczy, ponieważ wiedziałam, że on mnie kocha i wszystko wytrzyma?

Wiedziałam, że on bardzo chciał mieć jeszcze jedno dziecko. Ciągle wracał do tego tematu, więc w końcu wspólnie zdecydowaliśmy się na in vitro. To był moment przełomowy w naszym życiu! Najpierw trafiliśmy do bardzo mądrej lekarki, która powiedziała, że na in vitro mamy jeszcze kilka lat i skierowała nas do seksuologa, a ten w końcu do terapeutki, która zajmowała się takimi parami jak my, czyli białymi małżeństwami.

Terapia była trudna dla obojga.

Zaczęło się od tego, że oczywiście mam rację i mój partner musiał odstawić papierosy i alkohol. Usłyszeliśmy podczas terapii bardzo trudne rzeczy. Oboje! Okazało się, że mój partner traktuje mnie bardziej jakbym była jego matką. Faktycznie przez lata stałam się gderliwa i apodyktyczna zupełnie jak moja teściowa. To dziwne, bo w poprzednich moich związkach grałam role bardzo uległej partnerki. Mój facet musiał więc przerobić swoje bardzo trudne emocje związane z matką i dzieciństwem. Był jedynakiem, wychowywanym bez ojca. Nie miałam pojęcia, że to mogło mieć silny wpływ… na naszą sypialnię. Masakra!

Psycholożka podczas sesji zwracała baczną uwagę, bym nie dominowała rozmów. Cały czas z szacunkiem prosiła mojego partnera, by otwarcie mówił, co o tym myśli. On najpierw robił to niechętnie, ale po kilku sesjach zaczął mówić otwarcie i silniejszym głosem. Na pewnym etapie mojemu facetowi potrzebna mu była osobna terapia. Miał masturbować się podczas oglądania filmów pornograficznych. Takie było zalecenie, a mnie trudno było zaakceptować ten fakt. Co jeszcze? Pamiętam też, że przez kilka tygodni mieliśmy tylko dotykać swoich ciał i chodzić spać bez próby penetracji. To znowu było dla mnie bardzo trudne. Nie potrafię tu pisać o wszystkim. Ale moja rola w tej układance też była ważna. Okazało się, że nie umiem być blisko i nie lubie okazywać czułości, że karzę mężczyzn za to, jak zachowywał się w mojej rodzinie mój ojciec. To, co przez kilka lat działo się w naszej sypialni, było więc rodzajem wspólnego sadomasochistycznego tańca dwojga poturbowanych przez życie ludzi.

Czy terapia przyniosła efekty?

Na pewno! Pamiętam, kiedy pierwszy raz udało nam się kochać. To było coś niesamowitego. Taka bliskość i czyta radość. Zupełnie nie do opisania. Następnego dnia zadzwoniłam do terapeutki i dosłownie krzyczałam do słuchawki: To działa! Jestem szczęśliwa!

Dziś myślę sobie, że gdyby nie ta jedna wizyta w sprawie in vitro i kilku mądrych lekarzy na naszej drodze, do końca życia żylibyśmy jako białe małżeństwo. Podobno nie jesteśmy odosobnieni. Podobno bardzo wiele par (z różnych powodów) tak żyje. Niektórzy szacują, że nawet 10-20% wszystkich małżeństw. Czy to możliwe? Jeśli tak jest, proszę szukajcie pomocy. Ten list napisałam właśnie dlatego, byście nie tracili nadziei.


Psychologia uzależnienia

„Zgwałcona na oczach dziecka przez rosyjskich żołnierzy”. Kobieta opowiedziała o swoim dramacie

Redakcja
Redakcja
29 marca 2022

Ukraińska parlamentarzystka opisała „horror” gwałtów popełnianych na kobietach podczas rosyjskiej inwazji. Maria Mezentseva powiedziała, że jej kraj „nie będzie milczeć” w sprawie napaści seksualnych na okupowanym terytorium. W jednej sprawie, którą prowadzi ukraiński prokurator, mówiono, że kobieta została zaatakowana na oczach swojego dziecka po tym, jak rosyjscy żołnierze zastrzelili jej męża.  Mezentseva powiedziała, że ofiar jest dużo więcej.

W Ukrainie prowadzone jest śledztwo w sprawie zarzutów kobiety, która twierdzi, że rosyjscy żołnierze zabili jej męża, a następnie wielokrotnie ją zgwałcili w obecności jej 4-letniego dziecka. To pierwsze znane oficjalnie śledztwo w sprawie gwałtów popełnianych przez rosyjskich żołnierzy w czasie inwazji Rosji na Ukrainę.

W poniedziałek „The Times of London” opublikował wywiad z anonimową kobietą, która mówi, że ma 33 lata i mieszkała ze swoim 35-letnim mężem i 4-letnim synem w pobliżu wsi Szewczenkowe, niedaleko stolicy Kijowa.

Kobieta powiedziała dziennikarzom, że 9 marca ona i jej mąż podeszli do grupy rosyjskich żołnierzy przed ich domem ponieważ odkryli, że żołnierze zabili ich psa. Jeden z nich miał przeprosić za śmierć psa. Kilka godzin później, już po zmroku ona i jej mąż znów coś usłyszeli na zewnątrz i jej mąż wyszedł.

„Usłyszałam pojedynczy strzał, dźwięk otwieranej bramy, a potem odgłos kroków w domu” – relacjonuje rozmówczyni w „The Times”. Powiedziała, że jeden z mężczyzn – najwyraźniej dowódca grupy – wrócił z jeszcze jednym mężczyzną, który wydawał się mieć około 20 lat.

„Krzyknęłam: Gdzie jest mój mąż?” – powiedziała. „Potem wyjrzałam na zewnątrz i zobaczyłam go leżącego na ziemi przy bramie. Wtedy ten młodszy mężczyzna przyłożył mi broń do głowy i powiedział: »Zastrzeliłem twojego męża, bo jest nazistą«”.

Kobieta mówi, że kazała swojemu 4-letniemu synkowi ukryć się w kotłowni. Powiedziała, że dwaj żołnierze na zmianę ją gwałcili, a jej syn płakał w sąsiednim pokoju. Jeden z mężczyzn miał powiedzieć, żeby go uciszyła, bo „wezmę twoje dziecko i pokażę mu mózg jego matki rozwleczony po całym domu”. Cały czas przy jej głowie trzymali broń, grozili śmiercią i szydzili z niej.

Pojawiają się też inne doniesienia o przemocy seksualnej i gwałtach podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W zeszłym tygodniu ukraińska prokuratura generalna ogłosiła pierwsze śledztwo w sprawie jednego z nich. Na początku miesiąca Lesia Wasylenko, deputowana do ukraińskiego parlamentu, rozmawiała z przedstawicielami Wielkiej Brytanii na temat rosnących doniesień o gwałtach.

– Mamy doniesienia o zbiorowych gwałtach na kobietach. Te kobiety są zazwyczaj tymi, które nie mogą się wydostać z objętych wojną terenów. Mówimy też o seniorkach – cytuje Wasylenkę „The Guardian”. „Większość z tych kobiet albo została stracona po zbrodni gwałtu, albo odebrała sobie życie”.

Kobieta, z którą rozmawiał „The Times”, powiedziała, że ​​ona i jej syn w końcu uciekli, pozostawiając dom, który zbudował dla nich jej mąż i jego ciało. Chłopiec nadal nie wie, że jego tata nie żyje. „Nie możemy go pochować, nie możemy dostać się do wsi, bo wieś jest nadal zajęta” – powiedziała. Powiedziała, że nie wie, czy wróci, nawet jeśli obszar zostanie wyzwolony.


Zobacz także

Mąż wydziela ci pieniądze i rozlicza z każdej złotówki? Nie lekceważ przemocy ekonomicznej

A co, jeśli problem leży w tobie? Skąd masz wiedzieć, że to ty jesteś toksyczna, a nie wszyscy wokół beznadziejni

Dzidzia piernik. Kiedy chcesz się odmłodzić, ale się postarzasz