Psychologia

Życie jest do d*py? 12 sposobów na zmianę perspektywy

Redakcja
Redakcja
30 maja 2022
fot. Mystockimages/iStock
 

Czasem jest nam bardzo trudno zobaczyć światło w tunelu. Zmienia nam się perspektywa, pogląd na świat i czujemy, że nasze życie nie ma sensu. Im dłużej jesteśmy w tym stanie, tym trudniej nam z niego wyjść, ale też tym bardziej pragniemy się z tej matni wydostać. Musimy się ratować. Jak to zrobić? W grę wchodzi tylko poważna zmiana perspektywy.

1. Pamiętaj, że Twoja obecna sytuacja NIE jest na zawsze

Nic w życiu nie jest na zawsze. W niektórych momentach ta myśl może być dość ponura, ale kiedy zastosujesz ją do złej sytuacji w życiu, do czasu walki lub trudności, może to znacznie ułatwić poradzenie sobie z tym, co się dzieje. I to nie jest tylko coachingowa mantra, to prawda. Pamiętaj więc, że ten rozdział twojego życia dobiegnie końca i możesz przygotować się na coś znacznie lepszego nowego.

2. Skup się na tym, co możesz kontrolować

Są pewne rzeczy, których nie możemy kontrolować, nie mamy na nie wpływu. Na przykład, jeśli firma, w której pracujesz, zamknie się i cię zwolni, to jest okropne. Ale kiedy siedzisz i roztrząsasz, zamiast skupiać się na znalezieniu nowej pracy, możesz utknąć w pułapce własnego autorstwa.

3. Jasno określ, jakiego życia dla siebie pragniesz

Czego chcesz od swojego życia? Jasno określ swoje intencje i cele na przyszłość. Usiądź i napisz, jaka jest twoja rzeczywistość i czym chcesz, aby była. Bądź rozsądna i ustal realistyczne plany. Teraz przestudiuj różnicę między punktem A a punktem B i napisz kroki potrzebne do osiągnięcia tego celu.

4. Podejmij kroki, które zbliżą Cię do założonego celu

Nie oczekuj, że zmienisz się z dnia na dzień i pamiętaj, że kiedy wyznaczasz mini cele, za każdym razem, gdy je osiągniesz, motywujesz się jeszcze bardziej do kolejnego działania. I wszystkie te cele kumulują się w jedną główną nagrodę.

fot. MBPROJEKT_Maciej_Bledowski/iStock

5. Nazwij to, co cię motywuje i pamiętaj o tym cały czas

Co Cię napędza i motywuje? Kiedy cała motywacja znika z czystej siły woli, co jest twoim głośnym DLACZEGO to cię napędza? Wyjaśnij, co to jest, a następnie nigdy o tym nie zapominaj.

6. Pisz dziennik

Zapisuj notatki, myśli, cele, aspiracje i codzienne wydarzenia w dzienniku lub notatniku. W miarę postępów spójrz wstecz na stare wpisy i porównaj.

7. Ustaw znaczące afirmacje

Afirmacje są cudowne. Niektóre z nich to:

„Mam moc, aby stworzyć życie, którego pragnę”

„Dzisiaj jest dzień pełen możliwości”

„Jestem wystarczająco silna, aby przezwyciężyć wyzwania, które przede mną stoją”

Afirmacje działają, ponieważ nasz mózg wierzy w to, co mu mówimy. Kiedy skupiasz się na negatywach, zmienia to twoją perspektywę na negatywną. Zacznij więc zmieniać swoją perspektywę na nowy sposób myślenia właśnie poprzez afirmacje.

8. Bądź świadoma siły swojego umysłu

Nasze myśli są potężne. I tak łatwo jest dać się samemu wciągnąć w katastrofę, Nadmierne myślenie, negatywne i samosabotujące myśli – to nasi wrogowie. Bądź więc uważna na swoje myśli. A kiedy zauważysz, że idą w złym kierunku, odrzuć je natychmiast.

9. Wyraź wdzięczność

Badania wykazały, że bycie wdzięcznym się nam opłaca. Nie tylko czyni nas szczęśliwszymi i popycha nas w kierunku bardziej pozytywnego nastawienia, praktykowanie wdzięczności może znacznie wzbogacić twoje życie. Zapisz coś, za co jesteś wdzięczna (lub trzy rzeczy, a nawet więcej!) w swoim dzienniku każdego dnia.

być szczęśliwą

fot. Mikhail Sotnikov/iStocke

10. Porzuć mentalność ofiary

Złe rzeczy dzieją się w życiu, a kiedy tak się dzieje, możemy zająć jedną z dwóch pozycji: ocalałego lub ofiary. Uwikłanie się w mentalność ofiary zdarza się najlepszym z nas, ale im dłużej w tym tkwisz, tym trudniej będzie ci wziąć odpowiedzialność za swoje życie i iść naprzód.

11. Weź odpowiedzialność za swoje życie

Tak, zdarzają się rzeczy, które są poza naszą kontrolą, ale jednak jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie, za nasze porażki i nasze osiągnięcia. Zanim będziesz mogła zmienić swoje życie na lepsze, musisz zdać sobie sprawę, że to życie jest twoje i tylko twoje. Dostajesz jedną szansę.

12. Pamiętaj: to nie sytuacje, a sposób, w jaki na nie reagujesz, tworzy twoje życie

Nie możemy kontrolować wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu, ale możemy kontrolować, jak reagujemy na te rzeczy. Wraz z wiekiem uczymy się lepiej radzić sobie z trudnymi okolicznościami. Na początku jest trudno i popełniamy błędy, ale później już mamy swój „podręcznik życia” i możemy, zaglądając do niego, powiedzieć: podejdę do tego inaczej, wiem, co zadziała.


Psychologia

„Moje dzieci czekają na telefon od mamy z zakładu karnego, malują laurki i zawsze jej wszystko wybaczą”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
30 maja 2022
 

Nie, nie mówią do mnie MAMO! Mówią CIOCIU i uważam, że tak jest lepiej i uczciwiej. Większość z nich ma swoje biologiczne mamy. Nawet jak zdarza się im powiedzieć w złości MATKA, to napominam delikatnie, że mama jest tylko jedna, ona was urodziła i jest ważna – tłumaczy Ewa Rzepa, która prowadzi Rodzinny Dom Dziecka w Żyrardowie, w którym wychowuje się (bagatela!) dwanaścioro dzieci.

Ewa jest rodzicem w pieczy zastępczej. Samotnym rodzicem. Samotną matką. Co roku 26 maja dostaje od dzieciaków laurki i zazwyczaj jeden kwiat. „Nie chcę bukietów”, mówi. „Uczę, że nie ilość jest ważna, a intencja”. Tego dnia dzieciaki Ewy chcą przede wszystkim mieć kontakt ze swoimi biologicznymi mamami. Jeśli mogą, odwiedzają albo chociaż ślą laurki. Jedno z nich zawsze bardzo czeka na telefon z zakładu karnego.

Jestem ciocią, a nie mamą

A czy podopieczni próbują do Ewy czasem powiedzieć… mamo? Ona chwilę się zastanawia: „Jeden chłopiec tak robił. Nie napinałam go, ponieważ uznałam, że robi to w sposób naturalny. Ale z czasem zaczął mówić – tak jak inne dzieci – ciociu. Uważam, że to słowo jest uczciwsze. Ten chłopiec ma teraz dziewięć lat i jego mamy nie ma już niestety na świecie. On wie, że mama jest u aniołków i czasem pyta: Czy jej jest tam dobrze? Kiedy do mnie wróci? Biologii nie oszukasz, to wszechpotężna siła”, mówi Ewa.

Opowiada też historię rodzeństwa, które z nią mieszka od kilku lat. Niedawno przyjechałam po nich do ich domu, by zabrać już do Żyrardowa i zadałam zwyczajowe pytanie: »Jak było u rodziców?«. Wtedy się rozpłakali i jedno przez drugie mówiło, że rodzice pokłócili się. Postanowiłam więc spędzić najbliższe godziny razem z nimi i pozwoliłam im towarzyszyć mi w załatwianiu różnych spraw na mieście. Jeździliśmy samochodem i po prostu sobie rozmawialiśmy, a dzieci pomału uspakajały się. Minęło kilka dni. I kiedy rodzice znowu zadzwonili, dzieci szczęśliwe krzyczały: »To my chcemy tam iść!«. Były na to gotowe, natychmiast. W nich nie ma pamiętliwości. W nich jest tylko nadzieja, że będzie lepiej i że rodzice je jednak kochają”, opowiada.

Co w takiej sytuacji robi ciocia Ewa? „Muszę upewnić się, że w tym momencie rodzice są trzeźwi i wyciszeni. Proponuję, że może na początek, by poszli tylko na spacer. Jestem ostrożna i zawsze martwię się o dzieciaki”, mówi.

Ewa nie pamięta już świąt, które spędziła bez tego martwienia się. Wychowała troje dorosłych pełnoletnich dzieci: dwie córki i syna i z nimi właśnie siada co roku do stołu. Podczas ostatnich świąt wielkanocnych dostała telefon od jednego z rodziców, bym natychmiast przyjechała. Po godzinie wstała więc od stołu. Wtedy jej trzydziestoletnia córka popłakała się, a Ewa pomyślała, że jednak dzieci w każdym wieku potrzebują matki.

Ale dlaczego miałaś tak jechać tak nagle?, dopytuję.

„To są skomplikowane sytuacje. Czasem dziecko nagle zachoruje albo rozbiło głowę i właśnie jedzie karetką do szpitala. W tym wypadku chodziło o… uzależnienie. Ale powiem ci, że ja cieszę się, że ci rodzice mają do mnie zaufanie i dzwonią, jak już czują, że nie mogą wytrzymać. Cieszę się, bo wolę to, niż dzieci miałyby patrzeć na nieprzytomne matki lub ojców”, mówi.

Ostatnio ktoś zapytał Ewę, jak to jest możliwe, że pokocham cudze dzieci? „Ja się nie zastanawiam nad tym. Jedne pokochałam natychmiast, inne wolniej budowały swoją relację ze mną. Dzieci po prostu są bardzo różne i różnie trafiają do mojego serca, ale za wszystkie poszłabym w ogień. Wszystko bym dla nich zrobiła”, opowiada.

Naprawdę kochasz je wszystkie? Całą dwunastkę i jeszcze trójkę własnych biologicznych?”, odważyłam się spytać. Ewa odpowiedziała bez zastanowienia: „Naprawdę!”

„Dzieci różnie otwierają się na miłość. Niektóre potrzebują więcej czasu i na początku wyrzucały we mnie tyle błota, że już sądziłam, że nasze relacje zawsze będą… tu Ewa przeżywa, bo szuka odpowiedniego słowa i w końcu mówi: … suche. Lepszego nie znajduje. Ale dziś od tego dziecka, o którym mi opowiada, co wieczór dostaje SMS-y: »Ciociu, bardzo cię kocham, jutro do ciebie zadzwonię i nie mogę doczekać się aż przyjadę na weekend«.

 

Kupiliśmy dom i jesteśmy bezpieczni

Choć jest samotnym rodzicom i ma 51 lat, radzi sobie świetnie. Jest zorganizowana do bólu. Konkretna. Mądra i cholernie optymistyczna, wbrew wszystkiemu. Kiedy rok temu dowiedziała się, że będzie musiała razem z dwunastką podopiecznych szukać innego domu niż ten, który wiele lat wynajmowała, zawzięła się. Powiedziała dzieciom, że udowodni im, że jak się chce, to się da! Zakasała rękawy i założyła zbiórkę na zrzutka.pl, którą starała się nagłośnić wszystkimi sposobami. Aż w końcu trafiła na Małgorzatę Ohme, która sprawiła, że zbiórka funduszy ruszyła z kopyta.
W tym miejscu chcemy podziękować wszystkim naszym czytelnikom i darczyńcom, ponieważ efekty przerosły marzenia wszystkich i udało się zgromadzić 109% wymaganej kwoty, czyli 656 111 złotych.

15 lutego kupili dom i dzięki temu nie muszą się już przeprowadzać. Są na swoim i cieszą się ogromnie. „Dzieci mówią, że wszyscy dostaliśmy ze szczęścia głupawki, bo na zmianę płakaliśmy i śmialiśmy się. Ale to nie koniec. Teraz czeka nas jeszcze remont. Dlatego założyłam kolejną zbiórkę”, dodaje zastępcza mama. Gromadzenie kwoty idzie powoli, bo czasy są, jakie są, ale oni nie tracą nadziei.

Remont start!

Dobrych ludzi nie brakuje. Niedawno zgłosiła się do nich pani architektka Karolina Maszkatow, która pro bono w dwa miesiące stworzyła projekt przebudowy całego domu. Przyjechała do nich na dwa dni, rozmawiała ze starszymi dziećmi, bo chciała uwzględnić ich potrzeby. Już wiedzą dokładnie, jak wszystko ma wyglądać. Jedno piętro będzie przeznaczone dla chłopców, drugie dla dziewczynek. Natomiast z przebudowanych garaży i dolnej części domu powstanie pięć oddzielnych mieszkań, które będą miały niezależne wejścia, tak, by pełnoletnie niedługo dzieci mogły w nich zacząć dorosłe życie. Dla Ewy to jest ważne, bo nie chce tracić kontaktu z podopiecznymi, którymi zajmuje się od lat. Wie, że gdy chłopcy i dziewczynki staną się pełnoletni (już za trzy, cztery lata!), będą musieli wrócić do swoich rodzin, które są przecież dysfunkcyjne. Ewa chce nadal im pomagać, bo – jak mówi – 18-latki to nadal dzieciaki. A bez stabilnego zaplecza rodzinnego nie jest łatwo wchodzić w dorosłe życie.

Zastępcza mama obliczyła, że potrzebują 400 tysięcy złotych, by domknąć całe przedsięwzięcie. Wszystkie ekipy budowlane, które oglądały dom, stwierdziły, że potrzeba jest wymiana całej instalacji grzewczej, elektrycznej i hydraulicznej. Nie mają wyjścia: muszą na początek zebrać około 150-200 tysięcy złotych, a potem zajmą się dalszymi remontami.

Matka jest tylko jedna

Niedawno był Dzień Matki. Ewa swoją straciła cztery lata temu i bardzo za nią tęskni. Twierdzi, że to był najbliższy jej człowiek, taki od którego całe życie uczyła się empatii. „Moja mama była cudowna, opiekuńcza, wyrozumiała, kochała nas najbardziej na świecie. Wszystko by dla nas zrobiła. Zawsze uczyła, że ludzie są najważniejsi, a nie dobra materialne. Była taka, że jak dowiedziała się, że dzieciak chodzi zimą w trampkach, to organizowała mu swoimi sposobami ciepłe buty. Opiekowała się też zwierzakami, które z siostrami znosiłyśmy do domu. Nawet jak była już leciwa i przynosiłam jej jakieś przybłąkane stworzenie, mówiła surowo: »Dziś go nakarmię, ale jutro wystawiam na wycieraczkę«. I tak wiedziałam, że gdy wrócę następnego dnia, to zwierzak już będzie sobie wygodnie leżał na kanapie z głową wtuloną w poduchy. Już był nie do ruszenia. Wtedy mama odgrażała się: »Dobra, tego zostawię, ale następnego to już na pewno nie przyjmę. Pamiętajcie!« Bardzo mi jej brakuje, bo jak już powiedziałam, dziecko w każdym wieku potrzebuje matki”, śmieje się Ewa.

Pytam ją, dlaczego pomaga? „Pamiętaj, że ja dając dzieciom miłość, czas i po prostu siebie – dostaję w zamian wiele czułości, miłości, wdzięczności, uśmiechu”, mówi. „25 lat pracowałam w korporacji. Bardzo to lubiłam, ale dopiero kiedy odeszłam, by zająć się dziećmi, zrozumiałam, że żadna praca wcześniej nie dawała mi takiego spełnienia. Dopiero teraz widzę sens tego, co robię. Dając miłość – tworzę nowego człowieka. Kiedyś oddam go światu i to daje mi ogromną siłę na co dzień i wiarę, że warto robić dobre rzeczy”, mówi.

Jak Ewa spędzi w tym roku Dzień Matki? „Pewnie dzieci biologiczne przyślą kwiaty, pogadamy chwilę przez telefon. A w domu dostanę laurki”, mówi. A czy znajdziesz chwilkę dla siebie na odpoczynek? Ewa śmieje się: „Wiesz, od Gosi Ohme dostałam książkę i przyrzekłam jej, że będę ją czytać. Ale prawda jest taka, że choć staram się, to pod dwóch miesiącach nadal jestem na 71 stronie.

 


Psychologia

„Dla matki zawsze byłam tą gorszą”. Rodzice kochają jedno dziecko bardziej, czy po prostu inaczej?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 maja 2022
dłoni
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Na zdjęciach wyglądali pięknie. Dwie ładne siostry, uśmiechnięci rodzice. Ale każde z nich kryło w sobie tajemnicę. Agata ukrywała to, że czuje się niekochaną córką. Marta nie potrafiła powiedzieć, że wcale nie czuje się wyróżniona. To bardziej presja, którą wywiera na niej mama. Z kolei Ewa, ich matka popełniała błędy, bo nie potrafiła poradzić sobie z macierzyństwem. Czy po latach trzy kobiety mogą dojść do porozumienia? I co się musi stać, żeby do tego doszło.

Agata: Do czwartej rano sprzątałam i piekłam schab ze śliwkami, chociaż sama jestem weganką. Ale to ulubiona potrawa mamy. Rodzice i Marta mają przyjść na obiad. Wyciągam sukienkę w kwiaty kupioną w lumpeksie, kocham kolorowe ubrania. „Ślicznie wyglądasz” rzuca Marcin. Jestem spięta, bo rodzina dawno u mnie nie była. Wstydzę się ich zapraszać. Żyjemy w 48 metrach z dwójką dzieci, ja jeszcze w domu projektuję. Ale dziś panuje niemiecki porządek.

Moi bliscy pojawiają się, gdy na zegarze w salonie wybija 14.00. Marta z mamą nie tolerują spóźnień. Wyglądają olśniewająco. Szczupłe, krótko obcięte blondynki w eleganckich sukienkach. Próbuję odgonić myśl, że wyglądam przy nich, jak uboga krewna. Tata zachwyca się, jak ładnie posprzątałam, mama z Martą stoją w kuchni i rozmawiają o klientce, której mąż wyprowadził pieniądze zagranicę. Jeszcze rok, dwa lata temu wyszłabym z kuchni porozmawiać z tatą, a wieczorem płakałabym, że mama znów mnie nie widzi. Dziś mówię: – Skończcie już pracować, starałam się, macie się zająć nami. Przerywają rozmowę. Marta głaszcze mnie po głowie: – Jasne, siostra.

Wspomnienia

Marta jest ta lepsza. Rozumiem to w liceum. Wzorowa uczennica, mistrzyni szkolnej siatkówki. Ja lubię malować rysować, matematyki i historii nie znoszę. Nienawidzę sportu. Wdałam się w tatę. „Weź się za siebie, Marta codziennie po szkole biega” rzuca mama, gdy zaczynam tyć. Zawsze jest Marta to, Marta tamto. „Chcę urządzać ludziom mieszkania albo być malarką” mówię. Mama przewraca oczami. Siostra marzy o prawie. „Moja krew” chwali się mama na koleżankom i rodzinie. Kilka sytuacji, które wciąż bolą. Jesteśmy z rodzicami na na żaglach, z ich znajomymi i dziećmi. Dopływamy na cypel, wszyscy się kąpią. Gdy stoję w kostiumie kąpielowym mama mówi: „No dziewczynki mają tendencje do tycia po mnie. Tyle że Agata sobie folguje, a Martusia jest zdyscyplinowana”. Słyszy to kilkanaście osób, chcę zapaść się pod ziemię. Albo rodzinne święta.

Mama przez godzinę opowiada o sukcesach Marty. W końcu jedna z ciotek pyta: „A co u Agatki?”. „U Agaty jak zwykle. Miłosne rozterki i rysowanie”. Rodzice wyjeżdżają, marzę o urządzeniu imprezy. „Nie powiem nikomu, pod warunkiem, że wszyscy wyjdą przed północą” ostrzega Marta. Całą imprezę siedzi zamknięta w pokoju, uczy się. O północy wpada do salonu, zapal górne światło, wyłącza muzykę. ”Musicie już iść” komenderuje, jestem wściekła, że robi mi obciach przed znajomymi. „Czy ty jesteś emerytką” krzyczę. „Obiecałam, że wszystko dopilnuję”. Ona dopilnuje. Również mnie, tej nieodpowiedzialnej, która z pewnością podpali dom. Marta jest moim lustrem, w którym widzę jaka jestem niefajna.

Marta zdaje na prawo i tym samym zyskuje kolejny punkt w oczach mamy. Tych punktów jest wciąż więcej. Języki, wspinaczka, samodyscyplina. „Daj te rachunki, Marta je zapłaci, na niej można polegać”, „Wolę, żeby Marta pomyła okna, robi to dokładniej” mama nieustannie stawia ją za wzór. Siostra od niej uczy się traktowania mnie jak ofiarę. „Nie wiem, jak ty możesz tak odpuszczać” wzdycha Marta, gdy rozważam, czy mam tyle odwagi, by zdawać na ASP. „Jak będziesz wciąż się bać, przegrasz życie” wtóruje mama.

Nawet, gdy dostaję się na studia mama nie umie mnie pochwalić. „No dobrze, dziecko, ale z czego ty będziesz żyć. Artyści klepią biedę”. Mijają lata. Poznaję Marcina, wychodzę za mąż, rodzę dziecko. Marta robi karierę w znanej kancelarii, potem otwiera swoją. Pieniądze daje jej mama. Dowiaduje się o tym tylko dlatego, że miesiąc później proszę ją, by pożyczyła nam na rok 30 tysięcy, bo chciałabym mieć wkład w większe mieszkanie. „Masz męża, on musi o was zawalczyć. Poza tym nie mam teraz wolnych środków, wszystko dałam Marcie. Wiesz, ona jest sama, a ma ogromny potencjał”. Pieniądze dostaję od taty, sprzedaje swój samochód, żeby mi pomóc. Kiedyś wpadam do firmy siostry. Parter w pięknej kamienicy. Dwie stażystki przyjmują mnie w holu. „Była pani umówiona z panią mecenas?”. Ma 34 lata i dwanaście osób pod sobą. Podziwiam jej siłę.

Uświadomienie

„Babski, cudowny wyjazd na Maltę, co wy na to”. Marta wpada do domu rodziców machając mapą Malty i Gozo, którą dostała od przyjaciółki. „Wyjmiemy hotel z basenem, będziemy piły drinki z palemka” kusił. „Sama nie wiem, Maja” pokazuje na bawiącą się na podłodze trzyletnią córkę. „Polecimy wszystkie, ja płacę za bilety. Siostrzeniczka też się zabawi”. Głupio mi się wycofać, mama też się cieszy. „Jak ja zniosę dwie perfekcjonistki” mruczę do Marcina. Pierwsze spięcie już na lotnisku. „Co ty tak ją wciąż nosisz! Przecież ona ma już trzy lata” poucza Marta. „No tak, w końcu masz tyle dzieci, że na pewno wiesz, jak je traktować” nie wytrzymuję. Marcie szklą się oczy, mama patrzy z wyrzutem. „Nie można tak, dziecko”. Nie wierzę. A ona może mnie pouczać? Męczę się z nimi we wspólnym apartamencie. Denerwuje je źle odłożona zabawka, ręczniki leżące na podłodze w łazience, kubek. „Mamo, z dzieckiem nie da się mieć idealnego porządku”. „Ja miałam” rzuca matka. To jest ich wyjazd, ja biegam za Mają. Widzę jakie są do siebie podobne. Zajęte polityką, analizowaniem spraw prawniczych. Męczą mnie te rozmowy. „Chyba zostałam adoptowana” pisze do Marcina. Na Malcie ciągle mi niedobrze, po powrocie robię test ciążowy. „Będziemy mieli dziecko” mówię mamie. „W tym małym mieszkaniu? Jak dacie radę, jak będziesz pracować. Potem już nic nie osiągniesz”.

Po urodzeniu Stasia jestem na granicy załamania nerwowego, nie śpię. Gdy syn kończy rok koleżanka, której pomogłam urządzać mieszkanie przekonuje mnie, że muszę coś ze sobą zrobić. „Piękne są twoje aranżacje, napisz do tej firmy, szukają architektów wnętrz, możesz pracować zdalnie” wręcza mi wizytówkę, a ja przez kilka tygodni nie potrafię się zebrać. Bo przecież na pewno nie odpiszą. A nawet jak odpiszą, to gdzie. Ja w korporacji? Niczego się nie bałam tak, jak rywalizacji. „Byłam u świetnej terapeutki w Łodzi” oznajmiła druga koleżanka, która widzi nieustanne zmagania z samym sobą. Żadne czary mary, to psychologiczna hipnoza, której celem jest dotarcie do wspomnień, które wypieramy, bo są za trudne. A te wspomnienia są ważne, bo nas ukształtowały. Pomyślałam: „co mi szkodzi”.

W gabinecie psycholożki myślę jeszcze, że kompletnie zwariowałam. Marta z mamą uznałyby, że trzeba mnie leczyć. „Policzę do dziesięciu i zaśniesz” to ostatnie słowa, które słyszę. Pojawiają się obrazy. Większość związanych z domem rodzinnym. Mam 4 lata, Marta 6. Mama uczy nas jeździć na rowerze. Przewracam się, mama podbiega, zaczyna mnie szarpać. „Dlaczego Ty nie możesz być jak Marta! Zobacz jak ładnie już jeździ, z nią nie mam takich problemów”. Drugi obraz. Mam niecałe trzy lata. Szukam mamy po mieszkaniu, ze strachu płaczę. Wchodzę w końcu do pokoju, gdzie mama przytula Martę. „Moja ukochana córeczka” mówi głaszcząc ją po włosach. Po seansie u terapeutki ponad godzinę dochodzę do siebie w samochodzie. Nie mogę oddychać. Nienawidzę ich obu.

Konfrontacja

W rodzinnej kawiarni pełno dzieci. Wpadłyśmy tu z Martą po niedzielnym spacerze. „Zaraz oszaleję. Po co ludziom tyle dzieci” jęczy. Uśmiecham się, choć czuję narastającą irytację. „A wiesz, że w przyszłym tygodniu kupuję działkę w Węgorzewie, będziecie do mnie przyjeżdżać” rzuca. W przyszłym tygodniu, a ja nic o tym nie wiem. „Świetnie, niezła jesteś, że tyle zarabiasz”. „Rodzice mi pomagają, sama nie dałabym rady”. „Słucham!?” wybucham. Już nie potrafię opanować emocji. Krzyczę, ludzie na mnie patrzę.” Naprawdę kupują ci działkę, co jeszcze?!”. Marta siedzi osłupiała, milczy. A mi wylewają się żale gromadzone od lat. „Ty ulubienico mamusi, czuję się przy tobie nikim i nie wytrzymam ani chwili dłużej” rzucam na końcu. Łapię ubrania Mai i Stasia, wybiegam z kawiarni.

Zmiana

Marta, siostra: Po wybuchu Agaty przez pół godziny nie mogłam się ruszyć. O czym ona mówi, skąd ten atak. I to moja ukochana, delikatna siostra? Której mama kilka razy proponowała pieniądze, ale ona nigdy ich nie chciała? Nagle uświadomiłam sobie, jak dwie osoby mogę różnie widzieć tę samą sytuację. Zazdrościłam Agacie miłości ojca. Tata często powtarzał. „A Agatka uważa to i tamto”. „Agatka to moja artystka, zdała na ASP”. Uwielbiał ją. I nie czułam się wcale ulubienicą mamy. Mama raczej wywierała na mnie presje. „Ty jesteś ta starsza, bardziej odpowiedzialna”. Chciałam temu sprostać. Mama zawsze była nerwowa. Pokrzykiwała, w dzieciństwie potrafiła nas szarpnąć, czy powiedzieć coś raniącego. Do nas obu, nie tylko do Agaty. Ale Agata szła swoją drogą, ja nie potrafiłam się mamie przeciwstawić. Podziwiałam siostrę za niezależność i wiele innych rzeczy. Chciałam mieć jej talent do malowania, do dziś pamiętam, jak wygrała ogólnopolski konkurs i wywołano ją na apelu.

Byłyśmy inne, ale zawsze blisko siebie. Do Agaty jako pierwszej dzwoniłam w ważnych chwilach. Gdy postanowiłam założyć kancelarię, wygrałam ważną sprawę, gdy miałam kiepski czas, bo rozstałam się z facetem. Zazdrościłam jej podejścia do mężczyzn, ciepła, czułości i cierpliwości. Każde odwiedziny u niej i Marcina odchorowywałam. Ciepłe, kolorowe wnętrze. Agata potrafi wyciągnąć meble ze śmietnika i tak je odrestaurować, że zapiera dech. Śmiejąca się rodzina, czułość. Wracałam do mojego mieszkania i płakałam, że spotykam samych beznadziejnych facetów. Że nie mam dzieci. Nigdy w życiu mi nie powiedziała, że coś jej nie pasuje. Czasem nawet ją pouczałam; „Bądź asertywna, walcz o siebie, jesteś tak utalentowana, że możesz zrobić karierę, ale musisz po to sięgnąć. Irytowało mnie, że się marnuje. Ale gdyby ona chociaż raz powiedziała mi: „stop, to moje życie”. Nie zrobiła tego. Jak miałam się domyślać? Po scenie, którą mi zrobiła czułam się strasznie. Nie odzywałam się do niej miesiąc, bo nagle uznałam, że wszystko co sobie myślałam o siostrze to iluzja, bo ona mnie nienawidzi. Zadzwoniłam do niej dopiero na urodziny. „Spotkajmy się na wino” poprosiłam.

Matki nie chcą źle, ale….

Ewa, mama Agaty i Marty: Marta zadzwoniła zapłakana, że Agata jej nienawidzi. Pierwszy raz chyba widziałam córkę w takim stanie. Byłam w szoku, bo nigdy nie czułam, że wyróżniam którąś z nich. Były zupełnie inne. Marta bardziej podobna do mnie, Agata do męża. Do pewnego momentu bardziej się o Agatę martwiłam. Chciałam nią potrząsnąć. Zawsze rozkojarzona, zamyślona, delikatna. Bałam się, że zginie we współczesnym świecie. Ale to Agata poradziła sobie lepiej, ma wspaniałego męża, dwoje dzieci, wielu naszym znajomym aranżowała wnętrze, wszyscy byli zachwyceni. Martwiłam się, że Marta nie może ułożyć sobie życia, czułam się za nią odpowiedzialna, więc poświęcałam jej więcej czasu.

Bywało, że szłyśmy razem na kolacje, wyjeżdżałyśmy na weekend. Nie proponowałam Agacie, bo ona zawsze stawiała na rodzinę. Po telefonie Marty próbowałam się skontaktować z Agatą. „Potrzebuję czasu” odpisała. Na początek byłam zła. Co to za egocentryczne fanaberie. Ale tęskniłam za wnukami, tęskniłam też za córką. „Czy ja kiedyś wyróżniałam Martę?” spytałam w końcu męża. „Mogło tak czasem wyglądać” przyznał. To mnie jakoś dobiło. Chciałam być inną matką niż moja mama, która całe życie wyróżniała moją starszą siostrę. Analizowałam dzieciństwo i dorastanie dziewczynek. Marta urodziła się i wszystko od początku było z nią proste. Jadła o określonych godzinach, spała w nocy. Wiecznie uśmiechnięta. Dziewczynka ideał. Agata była dla mnie szokiem. Nieprzespane noce, kolki, później, gdy dorastała zawsze trzymała się na uboczu. Nie lubiła się przytulać, Marta uwielbiała. Czasem Agata mnie złościła, ale jednocześnie bardzo ją podziwiałam. Miała w sobie niezależność, której ja i Marta nie miałyśmy. Córka zarzucała mi perfekcjonizm, obsesyjne zdyscyplinowanie. Nie wiem, czy mogłam być inna. Moja mama piła, zajmowałam się też chorym tatą. Trudno mi było w życiu odpuścić.

Agata: „Bierz od innych to, co mają najlepsze. Doceniaj ich za to, wybacz im to, czego nie robią”. Tak mawia Marcin. Rozmowa z Martą była oczyszczająca. „To ja ci zazdrościłam” przekonywała pijąc kolejny kieliszek wina. Ustaliłyśmy zasady. Rozmawiamy szczerze, mówimy co nas boli. Stawiamy granice mamie. Obie. Doceniamy, że jesteśmy inne, bo możemy się nawzajem od siebie uczyć. I śmiałyśmy się: no dobra, taki los, jedna jest córeczką mamusi, druga tatusia. Od tego czasu mi łatwiej, choć wciąż myślę, żeby pójść na terapię i naprawdę wszystko przerobić. Bo jedną rozmową nie da się tak wszystkiego załatwić nawet jeśli mama zaczęła się teraz bardziej starać.


Zobacz także

Czy jesteś silną kobietą?

9 zachowań, które przyciągają toksycznych ludzi. Sprawdź, czy któreś z nich dotyczy ciebie

Prawdziwa miłość wszystko pokona? Pytanie, czym jest to „wszystko” i czy naprawdę powinna