Psychologia

Zmiana jest wpisana w twoje życie. Puść, idź dalej, zasługujesz na szczerość wobec samej siebie

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
30 grudnia 2021
fot. Bartosz Maciejewski
 

Życie jest zmianą. Ile razy słyszałaś to zdanie? A jednak, boisz się zmian. Życie w strefie komfortu jest wygodne i nie wymaga wychodzenia poza to, co znane, ani konieczności adaptowania się do nowego  i budowania wszystkiego od początku. Życie w strefie komfortu jest niedrogie emocjonalnie – nie ponosisz tu wielkich kosztów, nie ryzykujesz. Nie podejmujesz decyzji, które zmieniłyby radykalnie twoje życie. Masz sobie swój, dobrze znany świat i poczucie stabilizacji. Ale czy jesteś szczęśliwa?

Przychodzi moment, w którym zaczynasz rozumieć, że nie możesz już dłużej tkwić w jednym miejscu. Że pora na zmianę: pracy, relacji z kimś, wokół kogo kręciło się do tej pory twoje życie, otoczenia, stylu życia… Zobacz, kiedy naprawdę nie możesz już dłużej czekać:

Kiedy się boisz

Czy zdarza się, że budzi cię niepokój i lęk na samą myśl o pójściu do pracy albo rozmowie z konkretną osobą? Czy trwa to tygodniami albo nawet miesiącami? To ogromna, czerwona flaga – sygnał alarmowy. Kiedy zaczynasz się bać spotkań z innymi lub wyjścia pracy, jeśli czujesz się, jakbyś przeżywała Dzień Świstaka, czas na zmianę. Nie masz nic do stracenia, a lęk cię niszczy.

Kiedy nie czujesz, że podejmujesz jakiekolwiek wyzwania

Jasne, nie chodzi o to, by każdy twój dzień obfitował w doświadczenia, które zmieniają na zawsze pewne rzeczy. Takie tempo jest wręcz niemożliwe do wytrzymania. Ale jedno jest pewne:
powinniśmy dążyć do ciągłego rozwijania się, poszerzania horyzontów. Do stawania się w jakiejś mierze lepszymi. Brak wyzwań sprawia, że coraz mniej chce nam się walczyć o siebie samych, że nie wierzymy, że zasługujemy na więcej.

Kiedy czujesz się nieszczęśliwa tkwiąc w aktualnych schematach

Lęk przed zmianą powoduje, że błędne koło się zamyka: chciałabyś być gdzie indziej, ale nie umiesz podjąć decyzji, która do tego doprowadzi. Jesteś jak sparaliżowana. Czujesz się bardzo źle psychicznie, ale wydaje ci się, tak już po prostu musi być i tak już będzie zawsze. To nieprawda. Wystarczy zrobić pierwszy krok…

Kiedy nie jesteś szczera sama ze sobą

Stoisz w miejscu, bo chcesz kogoś zadowolić, połechtać czyjeś ego. W głębi wiesz, że tu nie chodzi o ciebie, że nie działasz z myślą o sobie, ani o swojej przyszłości. Brak szczerości wobec własnych pragnień i ścieżki życiowej, którą chciałoby się iść skutkuje wewnętrznym smutkiem, wypaleniem, frustracją. I… niespełnionymi marzeniami.

Kiedy coś w twoim życiu właśnie dobiegło końca

Niezależnie od tego, czy właśnie zakończył się twój długotrwały związek, czy właśnie zostałaś zwolniona z pracy – jeden rozdział w Twoim życiu się zamyka. A kiedy coś się właśnie skończyło, oznacza to, że czas zacząć coś innego. To jest pozytywne odczucie, którego ci życzę. Wypełnij tę  przestrzeń czymś nowym, czymś, co sprawia, że ​​czujesz się pełna energii i podekscytowana na myśl o przyszłości.

Pora na zmiany!


Psychologia

„Ten rok przyniósł mi blisko 40 pierwszych randek. Usłyszałam setki komplementów i na nowo uwierzyłam w siebie. A miłość?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 grudnia 2021
fot. LightFieldStudios/iStock
 

Dość szybko okazało się, że korepetycje z angielskiego, na które zapisał się mój narzeczony, to bardzo dosłowna nauka cudzego języka – w tym wypadku języka młodej korepetytorki. Rozstanie było głośne, z przytupem i tłuczonymi talerzami.

Kończył się rok i uznałam, że może właśnie tak miało być. Nasz związek opierał się na wspólnych zobowiązaniach, może teraz czas na prawdziwą miłość, pożądanie i pasję? Koleżanki namawiały na założenie Tindera, „Rozerwiesz się, zapomnisz, pobawisz na randkach, a kto wie, może też spotkasz tego jedynego?”.

Zainstalowałam aplikację i… Przepadłam! Tylu przystojnych mężczyzn, uśmiechy, fajne opisy. W przeciągu godziny wykorzystałam dobowy limit przesunięć w prawo. Zupełnie inny świat, w którym trawa wydawała się bardzo zielona i niesamowicie kusząca. Zaczął się szalony rok tinderowych randek.

Na pierwszy ogień poszedł S., zawodowy żołnierz. Ależ miałam szczęście, że takie ciacho chce się ze mną umówić! Umówiliśmy się w miłej knajpce. Przyszedł elegancki, pachnący, wprost idealnie. Niestety rozmowa szybko zamieniła się w przesłuchanie – masz zdjęcia na profilu z wesela, z kim byłaś? Z jakim kolegą? Czy to nic więcej? Na pewno? Co z tego, że znacie się od podstawówki, on z pewnością chce czegoś więcej, to facet! Nie dałam się zaprosić na kolejną randkę, wymawiając się taktownie brakiem chemii. Usłyszałam, że jestem księżniczką, która spodziewa się fajerwerków i już zawsze będę sama. Milutko.

Później była randka z K. Informatyk. Na randce okazało się, że mocno podrasował swoje zdjęcia w programie graficznym. Sam przyznał się, że od lat unika fryzjera (poszłabym nawet krok dalej – zapewne też grzebienia!). Kłamstwo na temat wyglądu było dla mnie nie do przejścia – wyszłam po pierwszym drinku.

Kolejna randka to prawdziwa wtopa, tym razem jednak z mojej strony: nieopatrznie umówiłam się na dwie randki jednego dnia! Na szczęście w innych godzinach, ale nie da się ukryć, że randkowicz popołudniowy podwiózł mnie na randkę wieczorną.

Niezrażona umówiłam się po raz kolejny. P. był policjantem, który, podobnie jak K., miał zamiłowanie do grafiki komputerowej. Zabrał mnie na spotkanie akurat po smutnym epizodzie w moim życiu – poprzedniego dnia pożegnałam swoją kotkę. P. starał się mnie rozweselić: „Kot? Może i dobrze, z kota dużo sierści leci.” Next!

Przystojny A. był psychiatrą, lekarzem rezydentem. Przyszedł na spotkanie wyraźnie zmęczony. Poprosił o kawę i zapytał, czy ureguluję za niego rachunek. „Rezydenci bardzo mało zarabiają, musisz zrozumieć”. Nie dopuścił mnie do głosu i przez dwie godziny żalił się na polską służbę zdrowia. Na koniec wsiadł w taksówkę, którą sobie zamówiłam i poprosił o podrzucenie do domu. Nie jestem nawet pewna, czy zapamiętał moje imię.

To był szalony rok, który przyniósł mi blisko 40 pierwszych randek. Czy znalazłam miłość na Tinderze? Nie. Czy żałuję? Z całą pewnością nie mam czego. Byłam w miejscach, których sama bym nie wybrała, z ludźmi, z którymi moje losy pewnie nigdy by się nie splotły. Usłyszałam setki komplementów i na nowo uwierzyłam w siebie. A miłość? Czekała na mnie za rogiem.


Psychologia

Wypalenie zawodowe. Od 1 stycznia 2022 możemy dostać z jego powodu zwolnienie lekarskie. Ale czy na pewno?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 grudnia 2021
wypaleni
Fot. iStock/gruizza

Długo na to czekaliśmy. Jeszcze kilka lat temu osoby z wypaleniem zawodowym szukały lekarzy różnych specjalistów i błagały ich o zwolnienie na cokolwiek. Kręgosłup, serce, nawet grypa. Zwolnień od psychiatry wielu z nas się wstydziło. Zresztą depresja to nie to samo, co wypalenie zawodowe. Wypalenie zawodowe może powodować depresję, ale nie musi.

Według nowej Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób(IDC-11), prowadzonej przez Światową Organizację Zdrowia i przyjętej w czerwcu 2019 roku, wypalenie zawodowe można diagnozować. Przestało być tylko zestawem objawów. Uznano je za syndrom zawodowy związany z bezrobociem i zatrudnieniem, a od początku 2022 roku można będzie otrzymać na nie zwolnienie.

Agresja i stany lękowe

Mogą mieć różne nasilenie i przebieg. Ale wpływają na cztery aspekty życia człowieka – na zdrowie, zachowanie, postawy oraz relacje z ludźmi. Pracownicy, których dotknęło zawodowe wypalenie mówią o tym, że często czują agresję do szefa, czy współpracowników. Inni opowiadają o wycofaniu, zamknięciu w sobie, niechęci do angażowania się w zadania. Niektórzy doświadczają stanów lękowych, czują się się bezradni. Prawie wszyscy stają się mniej sprawczy i efektywni, co z kolei pogłębia frustrację. Objawem wypalenia zawodowego jest też poczucie wycieńczenia albo wyczerpania energii. Z czasem zaczyna cierpieć też ciało, pojawiają się bóle głowy, problemy gastryczne, nadciśnienie, osłabiona odporność.

Wypalenie zawodowe. Wstyd czy zaledwie sygnał dla Ciebie?

Zwolnienie z powodu wypalenia zawodowego:  dobra wiadomość dla pracowników, gorsza dla pracodawców

ZUS zapowiada też regularne kontrole, bo istnieje ryzyko nadużyć. Trudno też przewidzieć, jak do tego podejdą sami lekarze. Czy nie będą bali się wypisywać zwolnień? Zdaniem ekspertów nie będzie to wszystko takie proste, bo wypalenia zawodowego wciąż nie uznano za chorobę tylko za czynnik wpływający na stan zdrowia, a nie za chorobę.

Warto wiedzieć, że wśród Polaków pracujących zawodowo aż 65 proc. wskazuje symptomy wypalenia zawodowego. Co na to wpływa? Na pewno praca. Jak się w niej czujemy, czy przynosi nam satysfakcje, czy uważamy, że jesteśmy w niej doceniani. Wiele osób doświadcza wypalenia zawodowego w wyniku mobbingu albo trudnych zdarzeń w firmie. Wiele też zależy od rodzaju pracy– im jest bardziej monotonna, żmudna, tym bardziej grozi nam wypalenie (podobno prawie 80 proc. programistów cierpi na syndrom wypalenia). Wypaleniu sprzyjają też zawody związane z pomaganiem innym, narażeni są pracownicy socjalni, pielęgniarki, psycholodzy i terapeuci. Duże wpływ na nas miała też pandemia, praca zdalna, odizolowanie od innych.

Do tego dochodzi charakter i temperament

Perfekcjonizm, nadmierna ambicja, silna potrzeba kontroli – to wszystko cechy wysokiego ryzyka, bo tacy ludzie często zaniedbują własne potrzeby. Co więcej, bardzo długo bagatelizują objawy, bo nie wyobrażają sobie, że mogą nawalić, zawieść– a uważają, że gorsza forma i przyznanie się do niej to właśnie zawiedzenie kogoś.

Tymczasem wypalenie zawodowe bagatelizowane rozwija się i może doprowadzić do depresji, czy nerwicy. Ważna jest szybka reakcja. I nie tylko pracowników, ale też pracodawcy, którzy widząc kiepską formę podwładnego powinni dać mu wsparcie. Idealistyczna wizja? Tylko co komu po nieefektywnym pracowniku? Na portalu praca.pl znalazłam tekst o tym, jak sobie pomóc. Niby proste, ale jak rzadko się do tego stosujemy. Ważny jest sen (wygodne łóżka, cisza, ciemność), aktywność fizyczna (choćby spacery), otaczanie się zielenią (ponoć w biurach z większą ilością zieleni pracownicy są szczęśliwsi), przerwy w czasie pracy (co godzinę 5-10 min) i rozsądna ilość godzin. Praca powyżej 4o godzin tygodniowo to niemal murowane wypalenie, do tego naprawdę mało kto jest efektywny przez tyle czasu. Niedawno znajoma terapeutka powiedziała mi, że wyłącza telefon o 17.00 i zajmuje się tylko rodziną. „To dla mnie jedyna szansa na to, żebym rano obudziła się znów pełna energii”.

Dlaczego tak często o tym zapominamy?

I choć eksperci przewidują fale zwolnień z powodu wypalenia zawodowego, naprawdę warto myśleć o tym, co się z nami dzieje wcześniej. I nie przejmować się tym, że kogoś zawiedziemy. Bo pracując ponad swoje siły przede wszystkim zawodzimy siebie.


Zobacz także

Syndrom toksycznej matki

Bardzo się kochają, ale nie mogą być razem. Co powinni zrobić?

Dobra przyjaciółka czy toksyczna żmija? Jak rozpoznać, że dobrze wybrałaś?