Psychologia

To, co tu widzisz, ujawnia to, co w tobie najgorsze. Pewnie nie chcesz o tym nawet myśleć…

Redakcja
Redakcja
26 września 2022
Fot. Screen /Yourtango
 

Czy znasz swoje słabości? Czy wiesz, co jest twoją najgorszą cechą? Przyznajesz się do tego, czy udajesz, że ta ciemna strona nie istnieje? Czasem o swoich słabościach dowiadujemy się przypadkiem i to może być ten przypadek. Sprawdź, czy się zgadza!

Twarz z wąsami

Jeśli pierwszą rzeczą, którą zobaczyłeś, była twarz z wąsami, najgorszą rzeczą w tobie jest twoja duma. Zawsze byłeś pewny siebie i to jest absolutnie niesamowite. Zostałeś wychowany, aby wierzyć w siebie. Oczywiście dobrze  jest być pewnym siebie, ale źle myśleć, że pozjadałeś wszystkie rozumy w każdej sytuacji. Czasami lepiej pomyśleć nim coś powiesz. .

Człowiek z instrumentem

Jeśli najpierw zobaczyłeś człowieka z lutnią, najgorszą rzeczą  jest twój temperament i wroga energia, którą czasami wokół siebie rozsiewasz. Musisz pamiętać, że gniew jest normalną ludzką emocją, ale nie sposobem rozwiązywania problemów. Następnym razem, zanim wybuchniesz, wyjdź na spacer, jak wrócisz, porozmawiaj już na spokojnie.

Wiszące kosze

Najtrudniejszą rzeczą w tobie jest poczucie humoru. Może nikt ci nie miał odwagi tego powiedzieć, ale prawda jest taka, że żarty, które kochasz i które zawsze opowiadasz, nie są zabawne. Inni się śmieją, bo nie chcą zranić twoich uczuć.  Nie chodzi o to, że nie jesteś zabawny, ale odpuść sobie opowiadanie dowcipów, które są stare jak świat.

Miecz

Jeśli najpierw zobaczyłeś miecz, najgorszą rzeczą jest… gadatliwość. Używasz słów, by walczyć, by wydostać się z kłopotów, one sprawiają, że stajesz się agresywny. Możesz to zmienić, zacznij mówić mniej i więcej słuchać, bo tak się przekonasz, że nie trzeba nikogo zagadywać, żeby wywrzeć wpływ na jego życie. Milczenie naprawdę bywa złotem.


Psychologia

Kilka słów, które sprawiły, że stałam się lepszą mamą

Redakcja
Redakcja
26 września 2022
fot. kieferpix/iStock
 

Nie byłam przygotowana na rodzicielstwo, bez względu na to, jak bardzo starałam się przygotować. Myślę zresztą, że nie ma nic, co mogłoby cię naprawdę przygotować do tego wyzwania. Zostaje wskoczyć na tę głęboką wodę i mieć nadzieję, że dasz radę przetrwać i dasz z siebie wszystko.  

Rodzice wracają do szkoły! Zadbaj o swój dobrostan i weź udział w akcji z nagrodami – „Rodzice wracają do szkoły”

To może zabrzmieć dziwnie, ale przeczytałam wszystkie książki o rodzicielstwie. Rozmawiałam z innymi mamami. Przeszukałam Internet, wydawało mi się, że wiem wszystko. A jednak pierwsze lata były naprawdę zaskakujące. Wstawałam skoro świt i natychmiast zaczynałam opiekować się moim dzieckiem, moim domem i mężem, wszystko to łącząc z pracą zawodową. Czułam, że na moich barkach spoczął cały świat.

👇 Weź udział w konkursie! 👇

To, co sprawiało, że było szczególnie trudno, to fakt, że bez względu na to, jak bardzo starałam się, aby mój syn zachowywał się jak inne, spokojniejsze dzieci, nic nie działało. Szczerze mówiąc, byłam u kresu. Pewnego dnia podczas lunchu w pracy przeglądałam magazyn dla rodziców i natknęłam się na coś, co zmieniło moje życie.

„Zaakceptuj swoje dziecko takim, jakim jest i obserwuj, jak rozkwita”

I choć może się to wydawać dziwnie proste i banalne, te słowa naprawdę trafiły do mnie we właściwym czasie.

Tak bardzo starałam się ukształtować moje dziecko w kogoś, kim po prostu nie było. Podczas gdy inne dzieci były spokojne, mój syn był pełny energii i pobudliwy. Od momentu, w którym przyswoiłam to zdanie, kiedy dotarło do mnie jego znaczenie, przestałam próbować zmieniać syna, a zamiast tego zaczęłam zachęcać go do bycia tym, kim jest. Zamiast mówić mu, żeby się uspokoił, przyłączyłam się do niego, a on pobiegł i bawił się w parku. Śmialiśmy się histerycznie z jego ulubionego filmu i oboje chichotaliśmy bez końca, gdy głośno beknął przy stole piknikowym na podwórku.

To banalnie proste zdanie zmieniło wszystko. Co dziwne, zachowanie mojego syna poprawiło się, chociaż nadal jest bardzo energiczny. I to jest ok. Kocham go takim, jakim jest i nic tego nigdy nie zmieni.


Psychologia

„Drogi były, chciałabym ci serdecznie podziękować, że nie kochałeś mnie tak, jak na to zasługuję”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 września 2022
fot. Thomas Vitali/Unsplash

Zaskoczony? No pewnie. W końcu, kto by się spodziewał takiego wyznania. Komu przyszłoby do głowy podziękować komuś za okropne traktowanie, za brak miłości, emocjonalne okrucieństwo. Ale ja to robię, bo to wszystko sprawiło, że dziś jestem wygrana.

Pewnie, jeśli przeczytają to moje koleżanki, albo mówiąc szerzej – wszystkie kobiety, będą się co najmniej uśmiechały pod nosem. Może z niedowierzaniem, może nawet z delikatną pogardą, a może niektóre nawet się wkurzą. No bo jak to tak, dziękować za zło, którym ktoś nas „obdarował”?

Patrzę na znajome pary, które są tak szczęśliwe w swoich związkach, które trzymają się za ręce, mogą na siebie liczyć i po prostu są blisko, razem. I desperacko chciałabym tak jak oni. Żebyś tu był, żebym mogła znów poczuć, że do kogoś należę. Ale nie wrócę, nie ma mowy.

Wiem, że jestem najdalej jak to możliwe od bycia w związku, ale wiem też, że to nic nie szkodzi. Wszystko jest w porządku.

Wiem, że zanim pokocham i zanim ktoś pokocha, muszę znaleźć miłość… do siebie samej. Tylko wtedy będzie to prawdziwa miłość, szczery związek, a nie desperacja. Że nie zadowolę się pierwszym lepszym facetem, który zechce na mnie spojrzeć i powie mi coś miłego.

To lekcja, którą mi dałeś, a którą ja odrobiłam bardzo solidnie. Na piątkę z plusem. Gdybym nigdy nie była z tobą i gdybyś nie traktował mnie tak, jak mnie mnie traktowałeś, to nie byłabym bogatsza o tę naukę.

Nigdy nie kochałeś mnie tak, jak na to zasługiwałam. W sposobie, w jaki mnie traktowałeś nie było troski. Nigdy nie sprawiłeś, że poczułam się najpiękniejszą i najwspanialszą dziewczyną na świecie. Nie widziałam tego w twoich oczach. Nigdy nie czułam, że zasługuję na twoją uwagę i jakikolwiek wysiłek.

Zawsze robiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby utrzymać ten związek na powierzchni. Holowałam nas na siłę. Zawsze sama, nie kiwnąłeś palcem, żeby mi pomóc. Zniszczyłeś moją samoocenę. Unicestwiłeś moje poczucie własnej wartości.

Nieustannie toczyłam sama ze sobą spór, czy jesteś tego wszystkiego wart, czy nie. Kiedy już byłam bliska zrozumienia, że nie jesteś, zawsze znajdowałeś sposób, żeby z powrotem wciągnąć mnie w bagno. Byłam jak marionetka.

Ale powtarzam – jestem wdzięczna, że potraktowałeś mnie w ten sposób. Byłeś tak okropny, że w końcu musiałam samodzielnie podjąć decyzję o zakończeniu tego związku. Po prostu odeszłam. Stanęłam we własnej obronie. Zaczęłam domagać się dla siebie lepszego życia. To, że byłeś okropnym partnerem, nauczyło mnie, że nie można nikogo zmusić do miłości. Trzeba cierpliwości i właściwej osoby. A to przyjdzie, kiedy będę gotowa. Nauczyłeś mnie, że nie powinnam czekać aż w końcu mnie pokochasz.

Po prostu nie byłeś dla mnie odpowiednią osobą. Po prostu nie byłeś facetem, na którym mogłabym polegać. Nie byłeś cżłowiekiem, który był przy mnie.

Grałeś główną rolę w fatalnym filmie o moim życiu. Ale dzięki temu teraz zdaję sobie sprawę, że może być tylko lepiej. I na pewno będzie.

Kamila


Zobacz także

9 przykazań na dobre Święta. Psycholog radzi

Są trzy rodzaje poczucia własnej wartości. Który pasuje do ciebie?

4 autodestruktywne zachowania niekochanych córek

4 autodestruktywne zachowania niekochanych córek